Cypisek już na wybiegu – w poznańskim Nowym ZOO urodził się tapir anta!

12 lipca w poznańskim Nowym ZOO urodził się mały tapir anta, który otrzymał imię Cypisek! Od narodzin minął już ponad miesiąc, a my malucha widzieliśmy w jego chatce już tydzień temu, podczas naszej wizyty u mrówkojadów, ale dopiero dzisiaj ZOO podało tę informacje do publicznej wiadomości i dopiero też dziś możemy Wam przedstawić małego Cypiska!

Cypisek i Madzia - tapiry z poznańskiego Nowego ZOO (fot. ZOO Poznań)

W ostatnich tygodniach na wybiegu można było zobaczyć tylko wypoczywającego Gwizdka, natomiast Madzia z małym Cypiskiem przebywali w chatce na tyłach wybiegu. Teraz jednak, kiedy Cypisek skończył cztery tygodnie, przyszedł czas na połączenie stadka.
Dorosłe tapiry – jak Madzia i Gwizdek, mają ciemnobrązową sierść, natomiast Cypisek – jak każdy tapirzy maluch – aż do momentu kiedy skończy 6-8 miesięcy, nosić będzie ,,piżamkę”, czyli sierść z białymi, podłużnymi i przerywanymi paskami.
Cypisek od samego początku bardzo dobrze się chowa i ma wyśmienity apetyt. Już w pierwszym tygodniu życia zaczął ,,podbierać” od swojej mamy jedzenie. Nadal pije mleko, ale nieustannie próbuje też pokarmu stałego: warzyw i ulubionej przez tapiry świeżo ściętej trawy. Cypisek to niesamowity wulkan energii, biega pod czujnym okiem mamy, poznaje świat, ale oczywiście robi sobie przerwy na zdrowy, mocny sen. Tapirzyca Madzia co jakiś czas odzywa się, charakterystycznie gwiżdżąc i przywołując młodego.

Redakcja Mrówkojada wybiera się w piątek z rana na wyprawę do Nowego ZOO i  mamy nadzieję, że odwiedzimy małego Cypiska – obiecujemy wtedy napisać coś więcej oraz wrzucić kilka jego zdjęć.

Reklamy

28 comments on “Cypisek już na wybiegu – w poznańskim Nowym ZOO urodził się tapir anta!

  1. Kurcze też mu wymyślili imię – przebił chyba nawet słonicę Skanbo i żyrafę Lokatkę 😛 Czy to imię coś oznacza, jest z czymś związane?

    I tak się zastanawiam czemu zoo ukrywało taką informację? Rozumiem że pierwsze tygodnie są decydujące o życiu zwierzęcia, no ale jeśli coś by się stało to jest to naturalne. Inne ogrody nie mają takich problemów – jak w w-wie urodziły się likaony i padły to się do tego przyznali, podobnie było z gepardami urodziło się tyle ale przeżyło tyle, w przewodniku po Berlinie jest napisane w latach np 1997-2010 urodziło się x nosorożców z czego przeżyło y, rozumiem że nie zawsze zoo ma czas na aktualizację strony, udzielenie wywiadu jakiejś gazecie ale skoro wy dowiedzieliście się o małym tapirze w zeszłym tygodniu to czemu nie mogliście opublikować tej informacji?

    • Jak wyżej – takie są zasady w Poznaniu, dlatego my się ich trzymamy. ZOO tłumaczy to właśnie obawami o życie zwierzaka w pierwszych tygodniach – i jest to trochę zrozumiałe. W przypadku np. tapirów czy mrówkojadów jest to właśnie miesiąc, bo tyle zwykle maluch przebywa w odosobnieniu. Inaczej jest w Warszawie – o ile w Poznaniu o małym mrówkojadzie oficjalnie poinformowano po 30 dniach!, o tyle w Warszawie już po kilku. Inne podejście, po prostu…

      • Widać zoo chce mieć same sukcesy – chciałoby żeby zwierzęta się tylko rodziły i żyły wiecznie 😛 najchętniej publikowali by tylko informacje o tych które żeby padły z przyczyn inne niż wiek trzeba się namęczyć – lamy, owce, kozy …

        W Poznaniu jest bardzo potrzebne wzmocnienie zarządu – widać tam brak Ratajczaka…

        A wiecie coś na temat pochodzenia imienia?

          • mi z pierwszymi literami nazwiska i nazwą partii pewnego polskiego europarlamentarzysty może został sponsorem

            System nadawania imion w Poznaniu jest chyba najsłabszy (moim zdaniem) w kraju – idą po najmniejszej linii oporu – mało jest perełek o wasze mrówkojady czy warany (imiona waranów uważam za jedne z najlepszych zwierzęcych imion w kraju, idealnie połączono je z pochodzeniem tego gatunku, ale brzmi to tak że ktoś kto zbytnio się nie orientuje w geografii nie wie że to nazwy wysp)

    • Toć wiadomo przecie – to standardowa procedura w przypadku wielu ssaków w ZOO – nie tylko tapirów, ale i mrówkojadów, że o narodzinach zwierzaka ZOO informuje po około miesiącu. Nic o żadnym spisku nie mówiliśmy – my o narodzinach Cypiska wiedzieliśmy już w kilka dni później, ale uszanowaliśmy prośbę ZOO, żeby wstrzymać się z informacją do oficjalnego komunikatu z ich strony. Zresztą zawsze tak robimy, choć w zeszłym roku strasznie nas kusiło, żeby napisać o małej Felice, a musieliśmy czekać bity miesiąc…

  2. Sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – to prawda stara jak świat. Inna rzecz, że Zoo dawkuje wszelkie informacje bardzo oszczędnie. Dzięki Mrówkojadzie za wypełnienie tej luki!
    Nie wiem, czy Zoo kieruje się jakimś systemem przy nazywaniu nowych mieszkańców. Żałuję jedynie, że nie korzysta z tego w celach marketingowych. Przypomnijcie sobie akcję wyboru imion dla poznańskich nosorożców. Może by tak wrócić do tego pomysłu?

    • Z dawkowaniem informacji akurat nie jest najgorzej – gorzej z ich medialnym rozgłosem. Narodziny małych otocjonów to wydarzenie światowej rangi – poznańskie ZOO jest pierwszym na świecie, w którym otocjony urodziły się w niewoli i do dziś jedynym, w którym udało się to powtórzyć – i to dwukrotnie! (razem były trzy mioty!). Do dziś to tez jedyne ZOO w Polsce, w którym są te wspaniałe zwierzęta. I co? I nic – my poinformowaliśmy o tym pierwsi w dużym i efektownym materiale, kilka dni później krótka informacja na ten temat ukazała się na stronie poznańskiego ZOO i…tyle. A można było z tego zrobić medialną i ciekawą informację, ogłosić konkurs dla dzieci na imiona dla cudownych maluchów, zaprosić telewizję, dać namiar do prasy, a tu nic…
      Systemu nazywania – choćby takiego, jak w Warszawie – w poznańskim ZOO nie ma. Postaramy się w piątek dowiedzieć, dlaczego „Cypisek”.
      Brak działań marketingowych ze strony poznańskiego ZOO to niestety poważny problem, z którym niestety ogród sobie nie radzi, bo chyba też nie dostrzega problemu…
      Zbyt mało spektakularnych akcji, zbyt mało konstruktywnych działań i pomysłów, ale to temat rzeka, którym nie da się zająć – choćby pobieżnie – w komentarzu. Postaramy się zatem przygotować jakiś artykuł na ten temat, bo problem niewątpliwie jest…

      • I o to właśnie chodzi. Przy odrobinie wysilku można zrobić medialne wydarzenie ze wszystkiego, nie tylko z takiej sensacji, jak narodziny otocjonów. Dobrym przykładem jest ogólnoświatowa sława Ninio, do której powstania starczyło kilka słów pewnego laika.
        Winę ponoszą też media, które, zamiast chwalić własne podwórko, szukają wątpliwych sensacji po świecie. Wkurzam się słysząc o narodzinach kozy w Szanghaju, kiedy u nas rodzą się jelenie baweańskie.

        • no tylko że Shanghai podał tą informację do agencji prasowych a Poznań czeka aż reporterzy sami przyjdą i znajdą jakiegoś ciekawego noworodka

  3. O widzę, że w Poznaniu, inne kopytne a nie tylko kozy też się rodzą….

    Takie można było odnieść wrażenie po ostatnich informacjach z mediów w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

  4. Ja pisałem o kopytnych ;).
    A mediach mowa jest tylko o przychówkach waszych kóz i owiec.
    Olane zostały narodziny bizona leśnego…
    Gdy w Katowicach narodził się ten gatunek, dość hucznie o o tym w mediach informowano.
    Ktoś kto czyta tylko informacje z gazet lub z portali, może mieć wrażenie, że oprócz słoni(w tym jednego który jest „gejem”) są same owce i kozy.

    Udowadniacie jednak, że prawdą to nie jest :] .

    • no poza kozami i owcami wielką furorę robią jeszcze osły i alpaki – jakże cenne gatunki – rozmnożenie ich w Poznaniu to wydarzenie w skali światowej… kto by się przejmował jakimś bizonem

      Dziwne że jeden z 3 polskich ogrodów który moim zdaniem ma w obecnych czasach największe szanse na stanie się placówką światowej sławy (obok Gdańska i ewentualnie Chorzowa – teren to główny czynnik decydujący o rozwoju bo jak się będzie głośno krzyczeć to pieniądze też się znajdą) marketingu boi się jak ognia. W dzisiejszych czasach brak reklamy to brak szans na istnienie i rozwój. Które ogrody się najprężniej rozwijają? W-wa, Opole i Wrocław – o nich cały czas głośno w mediach. Do niedawna Płock też istniał w mediach i się bardzo intensywnie rozwijał – teraz wszystko przycichło. Łódź i Chorzów pojawili się w mediach i ruszyły za tym inwestycje… Poznań wybrał taktykę szarej myszki (choć zapowiadał że z nadejściem słoniarni nadejdą czasy podboju mediów nie tylko polskich ale i światowych) możliwe że chce przeczekać trochę niesmak który pozostał po słoniarni – a raczej po braku młodych lokatorek które miałyby w niej zamieszkać (słyszałem o planach na słonice z Berlina, Tanzanii i kilku innych afrykańskich państw ale o wszystkich pisali w zeszłym roku i nic w tej sprawie dalej nie powiedziano)

    • Niestety wiedza przyrodnicza większości dziennikarzy jest dość skąpa. Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, bo nie można znać się na wszystkim. Idą więc po najmniejszej linii oporu i po prostu nie piszą nic. Gorsze jest to, że jeśli już piszą to, przy okazji, popełniają straszne błędy merytoryczne np. nazwanie poskoczków mułowych rybami latającymi lub zilustrowanie artykułu o pumie zdjęciem irbisa. Nie wiem, czy im się nie chce, czy wstydzą się zapytać fachowców.

      • no i tu też winę zrzucił bym na dyrekcję i pracowników w Warszawie większość artykułów w swej głównej części zawiera wypowiedzi Andrzeja Kruszewicza, Olgi i Ewy Zbonikowskiej lub Marii Krakowiak (i wielu innych) czyli ekspertów pracujących w zoo. We Wrocławiu jest tak samo tylko tam wypowiada się Ratajczak (plus jego współpracownicy), w Łodzi, ,Chorzowie, Gdańsku,Opolu, Płocku, Krakowie, Toruniu też wypowiada się ktoś z zoo a w Poznaniu opinie pracownika zoo w gazetach pochodzą z czasów kiedy pracował tam jeszcze Ratajczak – oczywiście zdarzają się nieliczne wywiady z dyrektorem ale w porównaniu z innymi placówkami Poznań udziela najmniej wywiadów które trafiłyby do mediów ogólnopolskich – może lokalnie sprawa wygląda lepiej… Jeśli do dziennikarza nikt nie wyjdzie to ten sam z siebie będzie się bał raczej opisywania czegokolwiek bo jest humanistą z zawodu a nie zoologiem (oczywiście nie twierdzę że wszyscy humaniści nie mają pojęcia o zwierzętach – w końcu jedni z najlepszych polskich ekspertów od spraw ogrodów to redakcja mrówkojada). Niby może poczytać tabliczkę ale a. goni go czas, b. często trudno odnaleźć opisane zwierzę na wybiegu jeśli brak zdjęcia tego okazu (to tyczy się głównie ptaków których często trzymanych jest kilka gatunków razem), c. nawet jeśli dobrze odczyta nazwę gatunku z tabliczki może się okazać że opis owego gatunku podany przez zoo jest błędny – tu przoduje konin z bażantoowcą 😛

    • Ale i z kopytnych nie tylko kozy i owce – bizon to jedno, ale były też przychówki nilgau, aksisów, milu…
      A że medialnie cisza – nam już brak słów na to, ale robimy co możemy, żeby było o tym głośno:)

  5. Dlatego poza kratami dla zwierząt muszą być jeszcze kraty dla dla odwiedzających. Tak samo z pastuchem elektrycznym.
    Oczywiście to niemożliwe, ale o ile małe dzieci mają zupełnie inną wyobraźnię, to rodzice muszą uważać na swoje pociech.
    Wypadki się zdarzają. Jeśli ktoś nie wpadnie do niedźwiedzi, to będzie chciał pogłaskać pumę przez kraty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s