Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Jak zdobywano Berlin. Relacji część I

Kiedy my zjeżdżamy Polskę wzdłuż i wszerz tropiąc krajowe ogrody zoologiczne, niektórzy nasi „korespondenci terenowi” udają się szlakiem zagranicznych ogrodów. Dzięki uprzejmości jednego z nich możemy podzielić się z Wami krótką relacją z wizyty w berlińskim ZOO – Zoologischer Garten Berlin.Dziś pierwsza część relacji!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Michała z Warszawy – Mrówkojad dokonał jedynie edycji i redakcji tekstu oraz nieco go przemontował).

Berlin

Berlin – według wielu światowa stolica ogrodów zoologicznych.
Pierwsze skojarzenie z Berlinem – nowoczesność. Do czasu jednak. W mieście widać bardzo dobrze jego historię zachodnia część jak na wskroś nowoczesna – bardzo dużo tu biurowców – „szklanych domów”. Jednak na chwilę obecną w porównaniu np. z Warszawą raczej nie ma tam ambitnej architektury – uliczki są ciasne, chodniki wciśnięte między domy a jezdnię, a o zieleni możemy sobie jedynie pomarzyć.
Z drugiej strony Berlin Wschodni – szerokie aleje, wielkie trawniki, odbudowane zabytki – a między to wciśnięte budynki żywcem wzięte z socrealizmu. Do tego wszechobecny smród oraz pełno chwastów na kwietnikach. Nie jest to jednak strona o europejskich stolicach, a o ogrodach zoologicznych, dlatego skupmy się na nich.
Co więc ma nam do zaoferowania Berlin? Dwa ogrody i minimum dwa oceanaria.

Kilka słów na początek

Zacznijmy od Berlin Zoo. Ogród, położony w najbardziej zielonej dzielnicy miasta – Tiergarten – otwarto 1 sierpnia 1844 roku. Posiada jedną z największych kolekcji zwierząt na świecie, umieszczoną na terenie 35 hektarów.
W porównaniu z Polską jest to ogród zupełnie inny. Bardzo dużo jest pawilonów – każdy wybudowany w niepowtarzalnym stylu – wielka atrakcja dla fanów architektury zoologicznej.
Zwierzostan – świetny, zwłaszcza jeśli chodzi o ptaki i ssaki. Niestety, z ilością zwierząt w parze nie idzie jakość warunków, w jakich żyją. Większość wybiegów rozmiarami nie grzeszy – w pawilonach natomiast rolę naturalnego podłoża spełniają  kafelki w różnych kolorach i rozmiarach…

Wchodzimy do ZOO!

Cały Berlin rozkopany więc zamiast na 9 docieramy na 10:30. Parkujemy na parkingu koło dworca kolejowego. W kolejce tysiące ludzi – trzy długie na kilkaset metrów ogony czekające, aż trzy panie siedzące w kasach ich obsłużą.

Kolejka do berlińskiego ZOO

Myślałem że będzie to trwało do 15, ale już około 11 udaje się wejść do środka.
Bilet studencki – 14 euro, przewodnik (po angielsku) – 5 euro.
Tuż obok wejścia zwiedzających witają nosorożce pancerne. Przy samej alejce wielki samiec, za jego wybiegiem samica z młodym.

Nosorożec pancerny

Dalej można zobaczyć nosorożca czarnego i tapiry (panamskie oraz anta). Obok ich wybiegów znajduje się wejście do hipopotamiarni – jeden z najnowszych i najnowocześniejszych pawilonów w zoo. Wygląda jak trochę powiększona warszawska hipopotamiarnia przykryta kopułą ze Złotych Tarasów.

Aniela przeniesiona do Złotych Tarasów? Nie, to berlińska hipopotamiarnia...

W środku dwa baseny, a w nich: dwa hipopotamy karłowate

Hipopotamy karłowate - ZOO Berlin

oraz wielka grupa hipopotamów nilowych – co najmniej 5, gdyż ciągle wynurzały się kolejne:)

Hipopotamy nilowe - ZOO Berlin

Ponadto rozmaite ryby i ptaki.
Po wyjściu z hipopotamiarni mamy ciąg dalszy nosorożców czarnych i wejście do pawilonu gruboskórnych (nosorożce i tapiry), a wewnątrz kolejny nosorożec pancerny.

Basen nosorożca pancernego - szału nie robi...

Standard bardzo kiepski – beton, małe boksy, kafelki i wąskie baseniki.
Kolejne wybiegi zajmują kolejno wikunie, dromadery (powinny być też baktriany)

Dromader - ZOO Berlin

osły (afrykańskie, Poitou)

Osły - ZOO Berlin

bydło, świnie aż pojawia się przed nami mini-zoo, rozkopane alejki i ptaszarnia.

W mini zoo zwierząt bardzo dużo – kilkadziesiąt kóz, owce, gęsi, papugi: nimfy, nierozłączki i faliste oraz bardzo fajne kaczki – „stojące pionowo” (niby każda kaczka jest dwunożna ale te stały na baczność).

Kaczka "stojąca na baczność"

Po mini zoo nadchodzi kolej na ptaki. Tych w zoo jest cała masa, ale są dobrze wkomponowane w cały ogród – dzięki temu stając się atrakcją nawet dla tych, którzy nie są szczególnymi miłośnikami ptactwa. Na mnie największe wrażenie zrobiły tukany, dzioborożce, egzotyczne gołębie, wielka kolekcja ar i kakadu oraz rożne małe ptaki – w upierzeniu reprezentujące większość kolorów, jakie człowiek jest w stanie rozpoznać.

Ptaszarnia - ZOO Berlin

Żałobnica - ZOO Berlin

Kukabura - ZOO Berlin

Ptaki prezentowane są w większości za metalową siatką – ale tak dobrano jej grubość i wielkość oczek, że nie przeszkadza ona w zrobieniu zdjęcia czy oglądaniu zwierząt. Niestety spora część wolier zewnętrznych była niedostępna – remont rur lecących pod alejkami (dyrekcja powinna dostać za to zoologicznego nobla – szczyt sezonu, a 1/5 ZOO rozkopana). Na szczęście większość wolier (te ulokowane w „labiryncie” między dwoma ptaszarniami) była dostępna.

Woliery zewnętrzne ptaków - ZOO Berlin

W budynku trzeba wspomnieć o 4 rzeczach:

– hala wolnych lotów (bardzo podobna do warszawskiej pod względem zwierzostanu); poza ptakami mieszkają tu kanczyle

Mała sala wolnych lotów - ZOO Berlin

– hol w hali głównej, w którym czasami przechodzi się po kamiennych blokach umieszczonych w rzeczce, zamieszkałej przez żółwie (prawdopodobnie też latają tu ptaki, ponieważ na niektórych gałęziach były ponadziewane owoce – niestety nikogo przy nich nie znalazłem).
– mała sala, gdzie również mamy zwierzęta pokazywane bez krat
– oraz pierwszą z toalet (kto by pomyślał, że w cenie biletu za kilkadziesiąt złotych nie ma wliczonych toalet: koszt – 30 centów – czasami jest babcia/dziadek klozetowy, czasami tylko tacka na monety).

Blisko ptaszarni na tyłach mini-zoo znajduje się kolejna hala wolnych lotów – tu tematem przewodnim jest morze. W basenie stworzone są sztuczne fale rozbijające się o brzeg, co bardzo podoba się mieszkającym tam ptakom (szablodzioby, kulony plamiste).

Morska hala wolnych lotów - ZOO Berlin

Morska hala wolnych lotów - ZOO Berlin

Ogólnie o halach wolnych lotów można by pisać bardzo długo, bo na ternie całego zoo jest ich kilka.

Kolejnym etapem wycieczki są niedźwiedzie skały a na nich: niedźwiedzie polarne, himalajskie, malajskie, wargacze i brunatne.

Duży wybieg niedźwiedzi polarnych - ZOO Berlin

Duży wybieg niedźwiedzi polarnych - ZOO Berlin

Te ostatnie dzielą wybieg z wilkami.

Wybieg wilków - ZOO Berlin

Tyle na dziś – ciąg dalszy nastąpi!

Advertisements

One comment on “Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Jak zdobywano Berlin. Relacji część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s