Do Nowego ZOO z dzieckiem? Hipopotamy, bujające się nosorożce i kolejka ponad wszystko – czyli jak Mrówkojad zabrał na wyprawę dzieci i co z tego wyszło…(plus wszelkie nowinki z Nowego ZOO)

Mniejsze lub większe wycieczki zorganizowane to dla nas nie pierwszyzna – zabraliśmy już na wyprawę znudzonego jedenastolatka, układnych dwudziestoparolatków, roztrzepaną dwudziestoparolatkę, rodziców, wreszcie całą grupę podczas Nocy Marzeń, nigdy jeszcze nie mieliśmy pod opieką czteroosobowej drużyny, w skład której wchodziłyby dwa małe szkraby – w wieku lat trzech i pięciu.
Aż do przedwczoraj, kiedy mogliśmy się naocznie przekonać, jak wygląda wycieczka do ZOO z punktu widzenia dzieci i na ile jest ono dla nich atrakcyjne.
Jak w „dziecięcym teście” wypadło Nowe ZOO? Zobaczcie sami…

Plac zabaw przy słoniarni - jak się później okaże, jedno z najważniejszych miejsc w ZOO...

Dziatwa dziatwą, wycieczka to jednak jak zawsze także uważne śledzenie wszelkich nowinek w ZOO, a tych akurat nie brakowało – mimo, że od naszej ostatniej wizyty minął zaledwie tydzień. Jak się jednak później okazało, nawet ponad cztery godziny spędzone w ZOO nie wystarczyły, aby zobaczyć wszystko, dlatego zapewne w najbliższych dniach wybierzemy się do niego ponownie, aby bliżej przyjrzeć się tym miejscom, których nie udało nam się w środę.
Ale – zacznijmy od początku…

Jedziemy do ZOO!

Wyciągamy rowery z piwnicy i ruszamy na spotkanie z naszą grupą wycieczkową – umawiamy się na przystanku tramwajowym „Krańcowa”, u zbiegu ul. Warszawskiej i Krańcowej właśnie. Chwilę przed 14.00 odbieramy naszych turystów, którzy przybyli wprost z dworca PKP. Bezpośrednie połączenie linią nr 6 – w równo 20 minut spod dworca PKP można dostać się na najbliższy ogrodowi zoologicznemu przystanek tramwajowy. Jest nieźle. To jednak dopiero początek, bo do pokonania mamy jeszcze 1500 metrów do wejścia do ZOO – solidna zaprawa przed zwiedzaniem. Zwłaszcza dla dwójki maluchów, którym energia póki co dopisuje!

Dojazd do Nowego ZOO

Dla rowerzysty droga jest w sam raz, niestety dla pieszej grupy to istny koszmar – ostatnie 500 m, od ul. Wiankowej, to spacer poboczem. Brakuje jakiejkolwiek namiastki chodnika czy ścieżki, dlatego wciąż trzeba uważać na ruch samochodowy. Co prawda do wyboru mamy inne środki lokomocji: autobus (ale linia Z kursuje tylko w weekendy, z kolei linia 57 po godzinie 8.00 ma tylko dwa kursy…), Maltankę (tu z kolei za przejazd do ZOO – tyle że z Ronda Śródka – dla takiej grupy musielibyśmy wydać ponad 20 zł…) oraz samochód (brak…), wreszcie rower (dwa na sześć osób) – niestety wszystkie te środki lokomocji odpadają, a turysta pieszy jest wybitnie poszkodowany.
Ostatecznie jednak bez większych kłopotów docieramy do ZOO – jest około 14.20. Pół godziny – rowerem dojechalibyśmy w 5 minut :).

Przed bramą ZOO

Wejście do Nowego ZOO - tak wygląda jesienią...

Jest środa, ale kolejki jak w weekend – ciepło, środek wakacji, mimo wszystko kilkunastometrowa kolejka do kasy zaskakuje. Posiadanie rocznego karnetu do ZOO (uprawnia do wejścia 3 osoby) oraz dziecka w wieku poniżej 3 lat sprawia, że koszt wejścia 6 osób wynosi jedynie 16 zł (za dwa bilety ulgowe) – trzeba przyznać, że całkiem nieźle. Poza tym, nauczeni doświadczeniem, a także dobrze zapoznani z miejscowym cennikiem gastronomicznym, jesteśmy wzorowo wręcz wyposażeni w wodę i prowiant na kilkugodzinne zwiedzanie. Wchodzimy!

Dziecięce ZOO i okolice

Pierwszy punkt na trasie zwiedzania – Dziecięce ZOO. Tu natrafiamy na stadko dwunastu młodych kózek karłowatych, które urodziły się w lipcu (13, 16, 24, 19 i 25 lipca). Każda kózka inna, wszystkie czarno-białe, w rozmaitych wariacjach tego zestawienia.

Małe kozy karłowate urodzone w lipcu 2010 w Nowym ZOO

Maluchy są niezwykle energiczne i cały czas dokazują – podobnie zresztą jak nasza dwójka, która w równym stopniu zainteresowana jest mieszkańcami „koziego przedszkola”, co pobliskim…kranem!
Z pozostałych mieszkańców dziecięcego ZOO najbardziej podobają się osiołki domowe, kuce szetlandzkie, żółwie czerwonolice oraz malutki, urodzony przed kilkoma tygodniami króliczek.
Z dziecięcego ZOO idziemy do Pawilonu Zwierząt Nocnych. Odnowiona elewacja sprawia, że obiekt prezentuje się znacznie lepiej. W środku – bez zmian, nie udaje nam się także zobaczyć rodziny tenreków zwyczajnych, ale mamy nadzieję, że w końcu uda nam się wypatrzeć siódemkę urodzonych 28 czerwca maluchów. Sam pawilon robi na naszych najmłodszych turystach wrażenie – trochę tu strasznie (ciemno i do tego te odgłosy), ale ciekawie. Świetny jest zwłaszcza lori kukang, który tak łapczywie wyjada jedzonko ze swojego plastikowego pojemnika, że wsadza do niego głowę w całości – wygląda przez to jak w hełmie astronauty. Wzrok przykuwają też śmiesznie drepczące pancerniki bolita.
Robi się jednak tłoczno i duszno, dlatego ruszamy dalej – poza tym zbyt długo w jednym miejscu z małoletnimi towarzyszami to ryzyko znudzenie:).
Na zewnątrz, w przylegających do pawilonu wybiegach, uwagę zwracają przede wszystkim pieski preriowe (które akurat dają pokaz „szczekania”), surykatki (nieśmiertelne „Timony”) oraz wari rude, których dotychczasowe małe woliery zajmą lwiatki złotogłowe, które niebawem zostaną tu przeniesione z ptaszarni w Starym ZOO.

Dotychczasowe woliery wari rudych zajmą lwiatki złotogłowe ze Starego ZOO

Fantastycznie, bo już baliśmy się, że w związku z wyłączeniem ptaszarni z ekspozycji zwierząt opuszczą Poznań.

Woliera bielików olbrzymich

Woliera bielików olbrzymich

To największy tego typu obiekt w Polsce. Obecnie mieszka tu para wspaniałych bielików olbrzymich.
Tu warto zatrzymać się na chwilę i dowiedzieć się nieco o tych wspaniałych ptakach – i ich krewniakach – z ustawionych tuż obok woliery tablic dydaktycznych.

Tablice dydaktyczne przy wolierze bielików olbrzymich

Tym bardziej, że stare tablice zostały zastąpione czterema nowymi – bardzo to ciekawe i efektowne zarazem.

Tablice dydaktyczne przy wolierze bielików olbrzymich

Tablice dydaktyczne przy wolierze bielików olbrzymich

Tablice dydaktyczne przy wolierze bielików olbrzymich

Możemy też sprawdzić, czy i my „możemy zostać orłem”:

Tablice dydaktyczne przy wolierze bielików olbrzymich

Oczywiście niemal wszyscy chcą spróbować, ale nikt nie daje rady…

Sawanna afrykańska

Idziemy dalej, mijając po drodze „przechodniów” prosto ze stawu:

Łabędź niemy - Nowe ZOO Poznań

Taki chodzący sobie swobodnie po ZOO ptasior jest oczywiście sporą atrakcją. Podobnie jak sam staw, który prezentuje się latem wyjątkowo efektownie. Docieramy jednak do pierwszych „dużych” zwierzaków, a te jak wiadomo zawsze cieszą się największym powodzeniem.
Jak na zawołanie nadciąga więc całe stado zebr:

Nadciągają zebry!

Natomiast żyrafy wylegują się leniwie:

Żyrafy - Nowe ZOO Poznań

Ameryka Południowa

Z tego też miejsca rozciąga się fantastyczny widok na wybieg Ameryki Południowej, dlatego też postanawiamy zejść ze zbocza i poszukać naszych mrówkojadów…

Widok na wybieg Ameryki Południowej

Których niestety na wybiegu zewnętrznym nie ma – wydzielona dla nich część wybiegu jeszcze nie powstała. Słupki, dzielące wybieg na dwie części, jak stały ostatnio, tak stały i teraz – nic się nie zmieniło. Mimo to całą trójkę udało nam się zobaczyć – tyle że z daleka, bo spacerowały po swoich małych wybiegach przy chatce mrówkojadów. Szkoda wielka, mamy jednak nadzieję, że niebawem wrócą na wybieg – poza tym lada dzień mamy nadzieję odwiedzić je w ich chatce.
Tymczasem na wybiegu „króluje” tapir anta Gwizdek:

To, co tapiry lubią najbardziej!

Madzi, partnerki Gwizdka, na wybiegu nie ma, ale jej nieobecność jest akurat uzasadniona…
Pod drzewem wygrzewają się natomiast wikunie, wszędzie spacerują gęsi gęgawy i bernikle kanadyjskie, natomiast na brzegu siedzi sobie wielka, zmoknięta kapibara.

Kapibara

Widać kąpieli jej mało, bo za chwilę ponownie zanurza się w stawie i urządza mały pokaz pływania:

Kapibara w kąpieli

Chwilę później dołącza do niej druga…

Co dwie kapibary...

a potem obie znikają pod wodą!

Tajemniczy wir czy nurkujące kapibary?

Ruszamy dalej – tym bardziej że najmłodsza część grupy zaczyna być trochę zmęczona, poza tym wszyscy chcą zobaczyć słonie i w końcu przejechać się kolejką! Spoglądamy zatem tęsknym wzrokiem za trójką spacerujących w oddali mrówkojadów i ruszamy w górę, kierując się „słoniowskazami” – już niedaleko!

Czekając na słonie

Mijamy bujające się na linach czepiaki czarnorękie i dochodzimy do chatki tygrysów syberyjskich. Po ostatnim podtopieniu nie ma już śladu, a w środku tłum wypatruje na obszernym wybiegu któregoś z największych w Nowym ZOO drapieżników. Te jednak leniwie pokładają się w odległych zakamarkach – lato nie jest ich ulubioną pora roku i skłonności do aktywności są bliskie zeru. W końcu jednak – ku uciesze gawiedzi – jeden z tygrysów postanawia się przejść tuż przy szybie:

Tygrys syberyjski - Nowe ZOO Poznań

Już w drodze do chatki przekonujemy się, jak ważnym aspektem infrastruktury ZOO są ławki – nie muszą być nawet tak ładne i zmyślne, jak w Opolu.  Ważne, żeby było ich jak najwięcej i w odpowiednich od siebie odległościach – z tym na szczęście w Nowym ZOO nie ma problemu, dlatego też przystanków mamy wyjątkowo dużo :).
W końcu dochodzimy do słoniarni – ale zanim jeszcze na pierwszym planie pokażą się słonie, zaczyna się szturm przywołanego na samym początku relacji placu zabaw – to zdecydowania najważniejsza jak dotąd atrakcja w ZOO, tym bardziej, że plac prezentuje się całkiem nieźle i  jest pierwszym dużym placem zabaw od wejścia do ZOO. Nieco dalej, na trasie do wybiegu wielbłądów znajdują się jeszcze pojedyncze huśtawki, „koniki” i „sprężynowe nosorożce” – my jesteśmy już niestety za duzi na takie zabawy, ale dla maluchów to prawdziwy raj…

Co cztery słonie…

Sama słoniarnia – jak zawsze, robi wrażenie. Skojarzenia z planetarium i „kosmicznym obiektem” są jak najbardziej uzasadnione. Zaglądamy do środka, gdzie na małym wybiegu wewnętrznym przebywa samotny Ninio.

Ninio sam w słoniarni

Tymczasem na wybiegu spacerują dwie nowe słonice – Kinga i Kizia, które w listopadzie przyjechały do Poznania.

Słonica Kinga

Kinga coraz lepiej czuje się w poznańskim ZOO

Słonica Kizia

Obie słonice zaaklimatyzowały się już w Poznaniu i czują się świetnie, choć najlepiej i tak czują się w swoim towarzystwie. Tydzień temu jednak obie słonice zostały po raz pierwszy połączone z Lindą i Yzickiem, dzięki czemu wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć równocześnie aż cztery słonie na wybiegu, bowiem po chwili zza słoniarni wyłoniła się Linda z Yzickiem właśnie!

Stado słoni afrykańskich w poznańskim Nowym ZOO

Stado słoni afrykańskich w poznańskim Nowym ZOO

Stado słoni afrykańskich w poznańskim Nowym ZOO

Stado słoni afrykańskich w poznańskim Nowym ZOO

Stado słoni afrykańskich w poznańskim Nowym ZOO

Trzeba przyznać, że cztery (a choćby i trzy) słonie na wybiegu robią znacznie większe wrażenie, niż jeden:

Kizia chwilowo sama

Kiedy na wybiegu zobaczymy całą piątkę? Na razie niestety nie wiemy. Więcej o planach rozbudowy stada słoni w Nowym ZOO pisaliśmy tutaj.
My tymczasem żegnamy się ze słoniami i ruszamy w kierunku wybiegu wielbłądów dwugarbnych – nie chodzi jednak o same zwierzaki, co znajdujący się za ich wybiegiem przystanek kolejki – grupa jest już bowiem trochę zmęczona, a najmłodsza jej część nie może się już doczekać przejażdżki.
Zatem – idziemy!

Kolejka!

Po drodze jeszcze huśtawka i „sprężynowy nosorożec” (na to zawsze jest energia), a tymczasem zza słoniarni wyłania się kolejka – nie ma już szans, żeby na nią zdążyć – jesteśmy dopiero w połowie drogi do przystanku, kiedy ta rusza już w dalej…

Na tę kolejkę już nie zdążymy...

Nic to jednak – kolejna powinna być za góra kilkanaście minut, dlatego spokojnie idziemy na przystanek. Póki co to jeszcze zwykła ławka i tablica z mapą ZOO oraz trasą kolejki, niebawem jednak powstanie w tym miejscu specjalny przystanek multimedialny. Czekając na kolejną kolejkę przyglądamy się dziwnemu poruszeniu na znajdujących się tuż obok wybiegach susłów moręgowanych. Kilku pracowników ZOO bowiem spaceruje po ich wybiegu i…wyłapuje susły i wkłada do specjalnych transporterków, po czym udają się w kierunku dyrekcji ZOO. Jak się później okazuje nie jest to żadna przypadkowa łapanka, ale przygotowanie zwierzaków do ich reintrodukcji.
42 susły moręgowane
już następnego dnia, w czwartek, zostają wypuszczone na łąkach w Janowie Lubińskim, w województwie dolnośląskim.

Susły moręgowane wyginęły w Polsce w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wracają dzięki staraniom Polskiego Towarzystwa Ochrony przyrody „Salamandra”, które od 2004 roku prowadzi program przywracania ich polskiej przyrodzie. Pierwsze zwierzęta, „rodzice” nowej polskiej populacji zostały sprowadzone z Węgier. Zamieszkały w poznańskim zoo, gdzie rozmnażały się w specjalnych wolierach. Ich potomstwo trafiało na starannie wybrane tereny, w rejonach, w których susły występowały. W tej chwili można je spotkać w Kamieniu Śląskim, koło Trzcinicy Wołowskiej, a od czwartku w Janowie Lubińskim. Najstarsza, wsiedlana w 2005 roku populacja z Kamienia Śląskiego może dziś liczyć nawet 200 osobników. My życzymy powodzenia grupie, która właśnie wyjechała z poznańskiego ZOO – droga, do przywrócenia tych zwierząt do polskiej fauny jest jeszcze daleka (żeby móc o tym mówić, takich stanowisk musiałoby być około 15), ale niewątpliwie jest to kolejny krok naprzód.
Wyjazd aż 42 susłów nie znaczy jednak, że w Nowym ZOO zabraknie tych zwierząt – została jeszcze spora, licząca około kilkudziesięciu osobników grupa.

Tymczasem właśnie od strony słoniarni nadjeżdża kolejna kolejka!

Kolejka!

Jedziemy! Zmęczeni mali turyści są zachwyceni – wygląda na to, że kolejka jest dla nich największą atrakcją: jest ładna i kolorowa, wydaje fajne dźwięki, jedzie szybko, jest super! Poza tym po kilku kilometrach spaceru – i kilku już godzinach! – nawet my jesteśmy trochę zmęczeni. W takiej sytuacji kolejka sprawdza się wyśmienicie i nawet lekko niewygodne siedzenia nie przeszkadzają aż tak bardzo. Przyznać trzeba, że coraz bardziej przekonujemy się do tej inwestycji, która okazuje się być bardzo dobrym posunięciem. Gdyby jeszcze tylko nie była jedyną dużą inwestycją tego roku…

Nosorożec biały czy…czarny?

Zważywszy, że grupa jest już mocno zmęczona, trochę głodna (zapasy się już kończą) i zrobiło się już późno, postanawiamy zrezygnować z odwiedzenia niemal połowy ZOO – począwszy od wybiegu bizonów, przez Motylarnię, dział ssaków drapieżnych, woliery ptaków, insektarium, wybieg żubrów i zatrzymujemy się dopiero przy nosorożcach białych. Dzięki temu zaoszczędziliśmy dobre trzy kilometry, dwie godziny i mieliśmy solidną przejażdżkę. Trudno, odwiedzimy tę część ZOO podczas następnej wizyty.
Tymczasem – nosorożce!

Dino w pozie spoczynkowej.

Tak efektowne zwierzaki zawsze są atrakcją – nawet, gdy leniwie poruszają się po wybiegu lub wypoczywają w słońcu. Oba nosorożce są tuż po solidnej błotnej kąpieli, przez co wątpliwości wśród najmłodszych budzi kwestia ich koloru – biały nosorożec, a ciemny taki. Faktycznie, gruba warstwa błocka na nosorożczym cielsku sprawia, że lepiej ograniczyć się do pierwszego członu nazwy :).

Od nosorożców idziemy już w stronę wyjścia – najpierw jednak odwiedzamy „Bistro Miś”, bo grupa jest nie tylko solidnie już zmęczona, ale i głodna. Wchodzimy! My jak zawsze psioczymy (mały wybór, drogo), ale maluchom to nie przeszkadza – my w drodze wyjątku i niezwykłości sytuacji dajemy się skusić. Jest OK :).

Czy kariama czerwononoga pali papierosy?

Zanim odpowiemy na to pytanie, zaglądamy jeszcze do marabutów – piękni brzydale opalają się w zachodzącym z wolna słońcu. To zdecydowanie jedne z naszych ulubionych ptaków!

Marabut afrykański - Nowe ZOO Poznań

Marabut afrykański - Nowe ZOO Poznań

Kangurów na wybiegu niestety nie ma, ale naprzeciwko harcuje niezawodny Elvis – nieprzeciętnej urody i gracji samiec świni wisajskiej.

Co prawda nie ma już tak efektownej grzywy jak ostatnio (fryzjer?), ale nadal prezentuje się niezwykle dostojnie, gdy wypoczywa w swoim ulubionym dołku:

Świnia wisajska Elvis

Ruszamy dalej – to już ostatnia prosta przed wyjściem z ZOO. Przed nami ciąg ptasich wolier (tzw. kuraków, choć nie wszystkie eksponowane tu gatunki to kuraki!). Uwagę przyciąga szczególnie bardzo efektowna i ciekawska kariama czerwononoga, która chętnie pozuje do zdjęć.

Kariama czerwononoga

Po chwili daje także niezwykły popis swoich możliwości „wokalnych”:

Naszą uwagę przykuwa jednak coś jeszcze:

Odpowiadamy - kariama czerwononoga nie pali papierosów!

Zdecydowanie nie jest to element naturalnego urozmaicenia woliery kariamy…

Hipopotamy, bujające się nosorożce i kolejka!

Wreszcie docieramy do wyjścia – wreszcie, bo spędziliśmy w ZOO bite cztery godziny, a i tak nie zdążyliśmy obejść całości!
Cała grupa  -w tym najmłodsze maluchy – jest jednak bardzo zadowolona. Czepiać można się wielu rzeczy – jak zawsze – niemniej ogólne wrażenie jest pozytywne. Zadowoleni jesteśmy i my, bo odkryliśmy kilka miejsc na nowo, a i zaczęliśmy inaczej postrzegać pewne rzeczy – punkt widzenia dzieci jest jednak nieco inny :).
A co podobało się najbardziej?

Hipopotamy, plac zabaw, bujające się nosorożce (rodzaj huśtawki:) i oczywiście kolejka! No i słonie!

My żałujemy tylko, że nie udało nam się zobaczyć tych hipopotamów, które widać musiały gdzieś być…

A na koniec – zaproszenia!

14 sierpnia, w następną sobotę, w Nowym ZOO odbędzie się festyn „Bezpieczne wakacje”. Szczegóły tutaj.

My natomiast ponownie zapraszamy do największej galerii zdjęć z Nowego ZOO, która po środowej wyprawie została zaktualizowana o ponad 100 nowych zdjęć, w szczególności słoniarni i słoni oraz wybiegów, pawilonów, wolier i infrastruktury. Dzięki temu galeria jest jeszcze bogatsza i właściwie już kompletna – można w niej znaleźć każdego zwierzaka (oprócz łaszy palmowej:) i niemal każdy obiekt i miejsce w Nowym ZOO.
A kolejna wyprawa do Nowego ZOO – lada dzień!

Reklamy

3 comments on “Do Nowego ZOO z dzieckiem? Hipopotamy, bujające się nosorożce i kolejka ponad wszystko – czyli jak Mrówkojad zabrał na wyprawę dzieci i co z tego wyszło…(plus wszelkie nowinki z Nowego ZOO)

  1. A ja jutro jadę do Niemiec !!!
    Do zaliczenia Drezno i może Berlin.
    Pozostawiam, więc Mrówkojada na ponad tydzień 😦
    Jak z Internetem tam będzie to nie wiem.
    Jakieś zamówienia ?

    • To zazdrościmy, bo my poza Polskę w tym roku nie daliśmy rady się ruszyć – i pewnie poczekamy z tym do wiosny…
      Zamówienia? Uważaj na siebie i nie depcz – jak niektórzy polscy turyści – tubylców :).
      A zamówienia? Na pewno bardzo chętnie opublikujemy jakąś relację (jutro np. ukaże się 1. część relacji Michała z Berlina).

  2. Jak byłam w wieku 3-4 lata, najważniejszymi atrakcjami też był plac zabaw, ale zamiast słoni były dzikie koty.
    Już zaglądam do Galerii ;). Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s