Co dla głodomorów w poznańskim Nowym ZOO?

Wiadomo – poznańskie Nowe ZOO jest drugim pod względem wielkości (po ZOO w Oliwie) ogrodem zoologicznym w Polsce. 113 hektarów – to całkiem spora powierzchnia, więc trzeba się nachodzić, żeby zobaczyć większość zwierzaków. A to przecież normalne, że kiedy zoofan się nachodzi, robi się głodny. Postanowiliśmy sprawdzić, co może zjeść głodny zoofan w poznańskim Nowym ZOO, ile znajdzie miejsc, które zaoferują mu godziwe posiłki, przekąski, napoje i smakołyki. Tak więc – wchodzimy!

Już na samym początku…

Stoiska przed wejściem do Nowego ZOO w Poznaniu

Stoiska przed wejściem do Nowego ZOO w Poznaniu

Już przed wejściem do Nowego ZOO mamy stoiska, na których możemy – poza różnego rodzaju zabawkami i pamiątkami – kupić jakieś przysmaki lub napoje. Stoisko oferuje nam artykuły spożywcze po niezwykle atrakcyjnych cenach, raczej niespotykanych w innych miejscach. Wodę Cisowianka znajdziemy tu za 4,50, natomiast Żywiec Zdrój – bagatela! – 5,50! Różnego rodzaju soki – w kartonikach 0,25 l – w cenie 3 zł. Różnego rodzaju przysmaki, smakołyki, paluszki, ciasteczka czy batoniki wahają się w granicach 2-4 złote. No, gdyby nie ta woda, nie byłoby jeszcze tak źle… My w większy prowiant  i napoje polecamy zaopatrzyć się przed wyjściem z domu. Cisowianka* w detalu to koszt w granicach 1,08 (Carrefour) – ok. 2 zł (sklepy typu Chata Polska), natomiast Żywiec Zdrój – 1,89 (Biedronka, butelka wielkości 1,75 l) do ok. 2,60-2.70 w droższych sklepach. Ale – jak by na to nie patrzeć – pod ZOO się raczej nie opłaca…

Za wejściem

Po wejściu do ZOO, od razu na lewo, znajduje się niewielki sklepik, w którym można kupić ciepłe napoje, wodę, zimne napoje, lody i słodycze. Wybór średni, ogranicza się głównie do przekąsek w stylu czipsy, paluszki, batoniki, lizaki, lody z zamrażarki, trochę napojów owocowych i gazowanych oraz woda Świtezianka. Ceny – standardowe – przekąski 2-4 zł, napoje 2,50 (mały kartonik 0,25 l), 3 zł (Tarczyn – 330 ml), woda Świtezianka – 5 zł (1,5 l). Lody w cenach nieco wyższych niż w detalu, jednak bez przesady (kilkadziesiąt groszy różnicy zależnie od loda). Ciepłe napoje – dają cenowo radę

Cennik ciepłych napojów

Cennik ciepłych napojów

Obok sklepiku nie ma co prawda wydzielonego „ogródka”, jednak kilkanaście metrów dalej można usiąść sobie na ławce i spokojnie się napić.

Idziemy w stronę Słoniarni…

Kierujemy się w stronę Słoniarni. Po drodze mijamy automat z napojami typu Coca Cola, Fanta, Sprite (obok lemurów).

Automat z zimnymi napojami w Nowym ZOO

Przy dawnym wejściu do ZOO znajduje się sezonowy punkt z hot-dogami, napojami i lodami. Z naszych obserwacji jednak wynika, że działa on raczej w weekendy, niż w tygodniu (my urządzamy nasze wizytacje w ciągu tygodnia).

Cały czas kierujemy się w stronę Słoniarni, obok chatki tygrysów mijamy budkę, w której można zjeść kiełbaski (ale raczej w weekendy w sezonie – w tygodniu raczej nie zauważyliśmy tam żadnych działań kiełbaśniczych), kupić kilka przekąsek i pojedyncze napoje oraz piwo (raczej w weekendy).  Stoi także budka z lodami z automatu, jednak z niewiadomych nam przyczyn w tygodniu nie działa. Są tu drewniane ławki i stoliki, przy których można sobie usiąść.

Punkt gastronomiczny niedaleko chatki tygrysów

Docieramy do Słoniarni…

…i przed sobą mamy taki oto widok:

Wioska Mauretańska przy Słoniarni

Wioska Mauretańska przy Słoniarni

Mamy nadzieję, że tutaj będziemy mogli kupić coś przyzwoitego do zjedzenia, napić się i zjeść loda. W Wiosce Mauretańskiej, która z zewnątrz prezentuje się naprawdę świetnie, znajduje się bowiem największa na terenie całego ZOO restauracja. Można tu też usiąść i spokojnie odsapnąć patrząc z jednej strony na wielki wybieg słoni afrykańskich, z drugiej – na wybieg wielbłądów dwugarbnych.

Wchodzimy do środka i od razu krytycznym okiem oceniamy menu. Najpierw ciepłe napoje:

Menu - ciepłe napoje

Menu - ciepłe napoje

Zastanawia nas, co różni kawę z Wioski Mauretańskiej od kawy z budki przy wejściu, że jest ponad dwa razy droższa. Podobnie jak inne artykuły…

Jeżeli chodzi o coś „konkretnego do zjedzenia”, jest to pierwsze miejsce, które oferuje nam cokolwiek. Mamy więc możliwość posilić się zupą pomidorową (3 zł), sałatką grecką (8 zł), klopsikami z sosem (8 zł), nuggetsami (7 zł), piersią z grilla (10 zł za 100 gr) czy tajemniczo brzmiącym „zestawem kebab” za całe 18 zł. Można do tego dokupić surówkę za 4 zł, a można także uderzyć w nieśmiertelną klasykę – czyli frytki (4 zł) lub hot-doga (4,50). Do popicia możemy wybrać sobie moc soków Tymbark, Tarczyn, soki w kartonikach, różne Nestea, Coca Cola, Sprite (5 zł za 0,5 l…) oraz piwo – wiele różnych rodzajów do wyboru (m.in. Redds, Żubr i Lech) za 6 zł za 0,5 l.

My jesteśmy przeciwni sprzedaży alkoholu na terenie ZOO.

Wioska Mauretańska brzmi szumnie, jednak nie oferuje wiele… Na pocieszenie dostajemy lody z automatu – 4 zł to cena do zaakceptowania za śmietankowego loda, który jest naprawdę pyszny (i ma bardzo dobry wafelek, jak zauważyła ta bardziej wybredna pod względem lodów połowa redakcji Mrówkojada).

Idziemy dalej!

Przed nami długa droga…

… idziemy bowiem trasą obok konia Przewalskiego, bizonów i makaków. Trwa to dość długo, a i trasa nie jest szczególnie urozmaicona. Docieramy w końcu do Motylarni, przy której znajduje się kolejny punkt gastronomiczny, który szału nie robi.

Gastronomia przy Motylarni szału nie robi

Gastronomia przy Motylarni szału nie robi

Znajdujemy tu bowiem to, co było już wiele razy – czyli hot-dogi za 4,50 zł, napoje gazowane (5 zł) i owocowe, wafelki, batoniki i czipsy. Niby szału nie ma, ale jak ktoś się uprze, można się posilić niewielkim hot-dogiem.

Teraz przechodzimy obok wolier drapieżników, sów, orłów, insektarium, mijamy Vito z rodziną i docieramy do nosorożców. Przeszliśmy już kawał drogi i jesteśmy naprawdę głodni. Przed nami, naprzeciwko wybiegu sitatung i tuż przy prawie nigdy niewidocznym kazuarze – Bistro „Miś”.

Bistro "Miś"

Bistro "Miś"

To nasza ostatnia nadzieja na zjedzenie czegoś w rodzaju przyzwoitego obiadu. Przy bistro znajduje się spory taras, na którym można sobie usiąść pod parasolem przy stoliku.

Bistro Miś

Bistro Miś

Wchodzimy i bystrym okiem rzucamy na menu, w którym… powalają nas nazwy potraw.

Hitem dnia na pewno są:

Jednak na pewno daleko w tyle nie pozostają dwie pozostałe potrawy (tak, tak, Bistro „Miś” serwuje nam trzy pełnowartościowe posiłki!):

(Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się butelki tranu w tym miejscu – pamiętamy bowiem, że tygryski naprawdę najbardziej lubiły tran…)

Poza powyższymi dostajemy w menu także: nieśmiertelne hot-dogi za 4,50, które spotykamy tak często, że zdążyliśmy się już z nimi zaprzyjaźnić, hamburgery za 6 zł, klopsiki w sosie (10 zł – ale nie wyglądały zbyt apetycznie…), frytki, nuggetsy oraz surówkę. Za 8 zł możemy sobie do posiłku dokupić coś, co naszym zdaniem powinno być podstawą barów w ZOO – WARZYWA.

Do picia – standard, czyli gazowane napoje, soczki w kartonikach i butelkach, piwo, jakieś czipsy, paluszki, słodycze. Nic nowego…

Poniżej prezentujemy mapę Nowego ZOO z zaznaczeniem punktów gastronomicznych na terenie ZOO.

Mapa Nowego ZOO z zanzaczeniem punktów gastronomicznych

Tak na zakończenie, czyli jak to powinno wyglądać

Kiedy opuszczamy ZOO, jesteśmy głodni. Tak, mamy już pomysł na obiad dla redakcji. Ale mamy tez kilka przemyśleń dotyczących „zoologicznego menu”.

Oczywiście, wiadomym jest to, że w ZOO jedzenie mogłoby być tańsze. Ale nie marudzilibyśmy, gdybyśmy za ceny, które widzimy w barach w ZOO, dostawali dania na odpowiednim poziomie. Nie oszukujmy się – w centrum Poznania za ok. 20 złotych (które trzeba wydać w ZOO na lipny obiad z napojem) można zjeść bardzo przyzwoity obiad – bardzo dobra pizzę z piwem na przykład w Sorelli, tajskie danie w Chińskim Woku albo – pyszny i sycący obiad w IKEA. Wysokie ceny w ZOO nie oburzają nas tak bardzo, jak brak wyboru, brak urozmaicenia i niezdrowa żywność serwowana w barach. Chcielibyśmy za tę cenę dostać coś naprawdę dobrego.

Oczywiście, wiemy, że wiele pomysłów nie miałoby w ZOO racji bytu (miejsce jak wrocławskie STP? Może i miałoby szanasę?), ale chcielibyśmy chociaż trochę to wszystko urozmaicić. Dlaczego ZOO nie serwuje więcej warzyw i owoców? Dlaczego nie odejdzie się choć trochę od serwowania wszędzie hot-dogów, nuggetsów, hamburgerów, klopsów, kotletów, kiełbasek na rzecz potraw zdrowszych, wegetariańskich? To by doskonale wpłynęło na ujednolicenie wizerunku ogrodu zoologicznego, który także w swoim menu pokazałby, że można się troszczyć o zwierzęta.

Tak, wiemy, jesteśmy idealistami. Ale nie mielibyśmy nic przeciwko potrawie nazywającej się na przykład „Lunch tukana” i wyglądającej tak:

A może "Lunch tukana"?

A może "Lunch tukana"?

A przed wyjściem do ZOO dobrze zaopatrzyć się w banana, jabłko, brzoskwinię, kanapki i wodę. Wyjdzie nam zdrowiej, taniej i na pewno przyjemniej. Do zobaczenia w ZOO!

*Wszystkie ceny detaliczne podajemy na podstawie sklepów poznańskich, w innych miastach ceny mogą nieco odbiegać od przez nas podanych.

Reklamy

9 comments on “Co dla głodomorów w poznańskim Nowym ZOO?

  1. Podczas dzisiejszej wizyty w zoo grilla nie było wogóle.
    Natomiast z nowości zwierzęcych to: 6 małych kózek urodzonych 25 lipca. Natrafiłem też na porę karmienia tenreków (cała 9) zajadała jakieś owoce, rysia zajadającego jakieś mięso, bociany jedzące kurczaki oraz surykatki które również jadły kurczaki. Z pawilonu insektarium zniknęły natomiast 2 solfugi. Kolejka natomiast kończy swa trasę wcześniej. Obok baru Miś zamiast naprzeciwko wolier kuraków. Zastawia mnie natomiast brak mrówkojadów lub chociaż tapirów na wybiegu ameryki pld.

    • O tym, dlaczego nie ma mrówkojadów, pisaliśmy w naszej ostatniej relacji z Nowego ZOO. Brak tapirów to raczej sytuacja wyjątkowa – podczas każdej z naszych tegorocznych wizyt w ZOO były na wybiegu.

  2. Heh, Mrówkojadzie, wszystko (odnośnie dostępnego jedzenia w miejscu takim jak zoo) święta prawda, ale… czy wyobrażacie sobie przeciętnego zwiedzającego, np. ojca rodziny, nad talerzem z „lunchem tukana”?? 🙂

    • A dlaczego nie? Jeśli nie damy mu wyboru – a takiego w ZOO nie ma – to nie ma on na to szansy, aby się do takiego jedzenia przekonać.
      Nigdzie nie sugerujemy, aby znieść wszystko, co ZOO oferuje do jedzenia dla zwiedzających – domagamy się tylko, proponujemy, że można tę ofertę rozszerzyć, choćby poprzez promowanie zdrowego jedzenia. Warzywa, owoce, różnego rodzaju sałatki, zdrowe przekąski – takie jedzenie świetnie pasowałoby do klimatu ZOO. Podczas gdy do wyboru mamy wciąż to samo: frytki, nuggetsy, kebaby, hot-dogi, hamburgery, smażone kiełbaski itp. itd.
      Zapytamy inaczej – wyobrażasz siebie nad takim jedzeniem w ZOO? I tylko takim? My nie i pewnie jeszcze wielu innych. Jeśli nie damy „przeciętnemu zwiedzającemu” innego wyboru, to wciąż będzie pałaszował „kiełbasę i resztę”. Takie są oczekiwania zwiedzających? Nie do końca, a poza tym taka placówka jak ZOO jest idealnym miejscem do kształtowania postaw zdrowego jedzenia (to tak jakby powiedzieć, ze stołówka szkolna winna serwować tylko hamburgery i słodycze oraz colę, bo dzieci właśnie je najbardziej lubią…).
      „Lunch tukana” to tylko jedna z propozycji, alternatywa, a nie narzucona całość, tak jak obecnie hot-dogowo-frytczany zestaw obiadowy…

  3. Jakby w zoo, w punktach z żarełkiem, było jedzenie wegetariańskie i byłby wokół tego szum pod tytułem, że zoo taki styl odżywiania promuje bo to czy tamto czy dobro zwierzaków, albo jedzenie w budce przy danej strefie związane z danym rejonem kraju, albo np. możliwość spróbowania tego, co je dany zwierzak (hehe, no tutaj to możliwości ograniczone) – to byłoby SUPER. I to mogłoby się udać. Śmiem jednak twierdzić, ze przeciętny zwiedzacz, mając wybór czy hot-dog czy talerz warzyw – wybierze hot-doga. Tak po prostu jest… Więc, żeby coś zmienić należałoby podjąć drastyczne kroki, a z tym to wiemy, jak jest w Polsce…

    • Ale nam chodzi właśnie o ten wybór – a takiego nie ma. I nie możemy się zgodzić, „że tak jest i większość wybrałaby hot-doga”. My takiego jedzenia nie jemy – i bardzo wielu innych ludzi też, o czym świadczy rosnąca popularność zdrowej żywności i miejsc typu green way. Ale mniejsza – chodzi o to, by takie jedzenie w ogóle zaproponować zwiedzającym, bop jak mają wybrać, jak nie mają z czego. Nie bylibyśmy też aż tak surowi w ocenie przeciętnego zjadacza – poza tym tak długo będzie funkcjonował mit Polaka-kiełbaśnika, jak wszędzie będą mu tę kiełbasę serwować. Zdrowe nawyki żywieniowe trzeba kształtować, a nie wciąż ulegać złym. Nikt też nikomu jeść mięsa w zoo nie zabroni – kto chce, niech je frytki, hamburgery i nuggetsy, ale niech i nam i tym, którzy jeść tego nie chcą, coś zaoferują.
      Drastyczne kroki? Niekoniecznie, rozszerzenie oferty żywieniowej o zdrowe jedzenie i choćby to, co sama zaproponowałaś – to wcale nie są jakieś niezwykłe i trudne do zrealizowania zadania.
      Ale jak długo będziemy się godzić na to, co jest, tak długo nic się nie zmieni…

  4. A jaki macie pomysł, żeby to zmienić i poszerzyć ofertę/wybór? Ostatnie zdanie to – myślę – jest sedno. Tu mała dygresja: swego czasu tylko jajka z białą skorupką były pożądane. Dopóki ludzie się nie zwiedzieli, że to nic dobrego i przestali je kupować. Jakoś teraz trudno o jajka z białą skorupką. To samo z jajkami z chowu klatkowego w Wlk. Brytanii – ludzie przestali je kupować, swego rodzaju bojkot. I teraz tam takich nie ma.
    Wy, ja, możemy nie kupować hot-dogów, ale jak przekonać do tego tyle osób, żeby to miało wpływ na ofertę sezonowych budek z jedzeniem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s