Alejandro i Fermina Sorpresa – mrówkojady olbrzymie z opolskiego ZOO

Opolskie ZOO jest trzecim – po Warszawie i Poznaniu – ogrodem zoologicznym w Polsce, w którym zamieszkały mrówkojady olbrzymie. W przeciwieństwie do poznańskiego i warszawskiego ZOO, historia hodowli mrówkojadów w Opolu jest więc bardzo krótka, jednak opolska para mrówkojadów to zwierzaki absolutnie fantastyczne i dające nadzieję, że krajowa kolekcja, licząca obecnie osiem sztuk, już niebawem się powiększy…

Alejandro i Fermina Sorpresa - mrówkojady olbrzymie z opolskiego ZOO

Historia

Wszystko zaczęło się jakieś 10 lat temu, gdy opolskie ZOO postanowiło sprowadzić nad Odrę mrówkojady. Pierwszy raz w historii ZOO (wcześniej w Polsce były tylko w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Płocku i Wrocławiu). Po licznych przygotowaniach, budowie pawilonu i wybiegów oraz staraniom u koordynatora gatunku (a tym jest ZOO w Dortmundzie), udało się pozyskać mrówkojada.
14 czerwca 2008 roku, z ogrodu zoologicznego w Dortmundzie, przyjechał niespełna roczny wówczas samiec, Alejandro (znany też jako Alehandro, a dla przyjaciół – Aleks).

Alejandro

Niedługo jednak przyszło mu czekać na partnerkę – już kilka miesięcy później, 15 października 2008 roku, z wiedeńskiego ZOO, przyjechała do niego roczna wówczas samica, Fermina Sorpresa.

Fermina Sorpresa

Początkowo mrówkojady przebywały w osobnych pomieszczeniach , ale od 23 kwietnia 2009 roku po raz pierwszy były łączone ze sobą, codziennie, na co najmniej 3 godziny . Podczas tych spotkań zwierzęta zachowywały się bardzo różnie. Najczęściej były wobec siebie obojętne,  lecz gdy Alejandro stawał się wobec Ferminy nachalny, dochodziło do bardzo agresywnych zachowań obu zwierząt . Później wielokrotnie obserwowano łączenie się obu zwierzaków i zmianę w zachowaniu mrówkojadów wobec siebie . Wiele czasu spędzały razem, często spały w jednym pomieszczeniu (lecz nie za blisko siebie ), nie obserwowano także zachowań agresywnych.

Obraza?

Niewątpliwie traumatycznym przeżyciem dla opolskich mrówkojadów była ostatnia powódź, w wyniku której trzeba było je ewakuować w bezpieczniejsze miejsce.

Powódź 2010 - opolskie mrówkojady podczas transportu na wyższe piętra (fot. Olaf "ZOOrro")

Strachu było jednak więcej niż realnego zagrożenia i wszystko dobrze się skończyło – kilka dni później oba mrówkojady wróciły na swoje wybiegi. Poza tym dla mrówkojada – który jest jak wiadomo wielkim łasuchem – najważniejsze jest, aby było co zjeść. A jedzenia – nawet podczas awaryjnej ewakuacji i pobycie na zapleczu hodowlanym – nie zabrakło :-).

Alejandro podczas ewakuacyjnego posiłku

Mrówkojady w opolskim ZOO utrzymywane są wg zaleceń hodowców z ZOO w Dortmundzie. Cały czas też czynione są starania o pierwsze w opolskim ZOO narodziny mrówkojada, ale…do tego jeszcze wrócimy :-).

Na tropie mrówkojadów

Wybieg mrówkojadów olbrzymich znajduje się kilka minut drogi od wejścia do ZOO, tuż za wybiegiem goryli. Praktycznie nie sposób do niego nie trafić, tym bardziej że opolskie ZOO jest liderem na krajowym podwórku w kategorii oznakowania i informacji dotyczących poruszania się po ZOO. W strategicznych punktach ogrodu znajdują się bowiem drogowskazy informujące nas gdzie znajduje się dany wybieg.

Którędy do mrówkojada?

Są bardzo czytelne i estetycznie wykonane, a oprócz nazwy zwierzaka, uważny turysta dostrzeże jeszcze rysunek, wykonany w charakterystycznym dla opolskiego ZOO stylu – jak dla nas rewelacja :-).

Rysunkowy mrówkojad

Pomysł świetny, acz bardzo prosty. Prawdziwym hitem są jednak rozsiane po całym ZOO ławki, z charakterystycznymi, animalistycznymi rzeźbieniami – znajdują się generalnie przy wybiegach zwierząt, które są na nich przedstawione. Nie inaczej w przypadku mrówkojadów – to już zupełna rewelacja!

Mrówkojadzia ławka

Od strony wybiegu goryli do pawilonu i wybiegów mrówkojadów prowadzi prosta ścieżka – trzeba jeszcze tylko przejść przez kładkę i oto stajemy przed chatką mrówkojadów:

Chatka mrówkojadów

Chatka mrówkojadów

Chatka mrówkojadów to całkiem spory obiekt, pełniący funkcję zarówno noclegowni mrówkojadów, jak i ich wybiegu zimowego. Bez problemu zatem możemy obserwować opolskie mrówkojady przez cały rok i praktycznie przez cały dzień – komfort, którego brakuje choćby w poznańskim ZOO.

Alejandro smacznie śpi w swoim legowisku

Chatka podzielona jest na dwa „pokoje”, każdy wyposażony w basen, z którego mrówkojady bardzo chętnie korzystają, i legowisko.
Oglądać mrówkojady w chatce można przez dwie wielkie szyby – mamy dostęp właściwie do całego pawilonu. Od strony frontowej są one jednak osłonięte specjalną trzcinową konstrukcją, w formie przedsionka (przypomina to trochę ganek lub altankę – świetny pomysł, bo z jednej strony chroni mrówkojady przed słońcem i hałasem, a z drugiej tworzy atmosferę tajemnicy, gdy skradamy się po cichu do ich chatki, przedzierając się przez ów ganek).

Chatka mrówkojadów w opolskim ZOO

Cały obiekt jest bardzo nowoczesny i estetycznie wykonany. Ciekawostką jest natomiast specyficzne zdobienie na jednej ze ścian – płaskorzeźba przedstawiająca…krokodyla:

Kto tu tak naprawdę mieszka? (fot. ZOO Opole)

To o tyle ciekawe, gdyż nigdy w tym obiekcie nie mieszkały nie tylko krokodyle, ani nawet żadne gady. Niestety, nikt nie potrafił nam powiedzieć, skąd ten krokodyl. Choć każdemu się podoba. Nam też :-).

Informacje o mrówkojadach

Na ścianie frontowej pawilonu znajduje się duża plansza z opisem mrówkojadów olbrzymich – trochę zdjęć, sporo ciekawostek i wzmianka (trochę krótka) o opolskich mrówkojadach. Całość bardzo ciekawa.

Tablica z informacjami o mrówkojadach

Ponadto na szybie pawilonu, a także na szybach obu wybiegów zewnętrznych, znajdują się tabliczki z najważniejszymi informacjami i mrówkojadach (nazwa, opis, mapka występowania, zdjęcie – wzorowe wykonanie!).

Tabliczka z informacjami o mrówkojadach

Cały obiekt jest monitorowany.

Wybiegi zewnętrzne

Choć Fermina Sorpresa i Alejandro – jak wszystkie mrówkojady zresztą – to okropne śpiochy – bardzo często można je zobaczyć na wybiegach zewnętrznych. Wybieg Alejandro znajduje się z lewej strony chatki (patrząc od przodu budynku), Ferminy zaś z prawej. Wybieg Alejandro jest nieco większy i bardziej rozciągnięty (mniej więcej na planie prostokąta).

Alejandro na wybiegu

Oba wybiegi są rewelacyjnie zaaranżowane – choć znacznie mniejsze niż wybieg Ameryki Południowej w Nowym ZOO (zamieszkiwany przez poznańskie mrówkojady), to ciekawiej i efektowniej skomponowany – pełno tu porozrzucanych kłód, pieńków, wszelkiego rodzaju chaszczy, drzewek, skałek. Idealne miejsce dla buszującego mrówkojada!

Fermina Sorpresa szuka mrówek w starym pniu

Cały wybieg niemal jest trawiasty (ulubione podłoże mrówkojadów) i dosłownie gęsto na nim od wszelkiej roślinności, w której można się skryć.

Fermina Sorpresa buszująca w trawie

Ponadto na obu wybiegach znajdują się niezbyt duże baseny, w których oba mrówkojady uwielbiają się kąpać – choć tak nieduża przestrzeń w zupełności im wystarcza, to jednak Guapa i Eskado mają pod tym względem znacznie lepiej…

Wybieg Ferminy Sorpresy

Walory ekspozycyjne obu wybiegów są rewelacyjne – z jednej strony mrówkojady mają całkiem sporo miejsca do dyspozycji (nieporównywalnie mniej, niż w Poznaniu, ale więcej niż w Warszawie – i odpowiednio dużo, by spełnić wszelkie standardy ich hodowli), a z drugiej są tak skonstruowane, że właściwie można je obserwować z każdej pozycji i niezależnie od tego, w której części wybiegu są – dostęp do wybiegu ze strony publiczności wynosi bowiem około 300 stopni!

Szerokie spojrzenie na wybieg mrówkojadów

Fermina Sorpresa na wybiegu

Świetnym rozwiązaniem jest ogrodzenie wybiegów – na całej długości złożone jest z odpowiedniej grubości szyb, które łączą się ze sobą w rozstawionych co mniej więcej 2-3 metry segmentach, w postaci efektownych skał. Szyby mają nieco ponad metr wysokości. Wszystko to daje fantastyczne możliwości oglądania mrówkojadów na wybiegu, praktycznie bez przeszkód i umożliwia niezwykłe niekiedy spotkania:

Natka i mrówkojad

Z bardzo bliska możemy przyjrzeć się mrówkojadom w rozmaitych pozycjach, a dzieli nas wówczas tylko szyba. Dla każdego miłośnika mrówkojadów – bezcenne. Dla pozostałych zwiedzających – co najmniej efektowne.

Mrówkojad z bardzo bliska...

Mrówkojad z jeszcze bliższej odległości...

Bliskie spotkania z mrówkojadzimi pazurami

Warto zauważyć, że czasami oba mrówkojady zamieniają się wybiegami. Ostatnio także często przebywają razem w jednym z pomieszczeń chatki – w celach wiadomych :-).

Alejandro

Alejandro (fot. ZOO Opole)

Urodził się 3 lipca 2007 roku w ZOO w Dortmundzie. Dopiero co obchodził swoje trzecie urodziny.
Do Opola Alejandro (nazywany też Alehandro, a dla przyjaciół Aleks) przybył 14 czerwca 2008 roku z ogrodu w Dortmundzie i był pierwszym mrówkojadem w historii opolskiego ZOO.

Alejandro

Alejandro, choć trochę od Ferminy starszy, jest od niej mniejszy i smuklejszy. Ma też trochę dłuższy, ale za to węższy pysk, mniej wyraźnego „irokeza” na grzbiecie i przede wszystkim znacznie jaśniejsze przednie łapy oraz mniejszą i jaśniejszą pręgę na boku (charakterystyczny dla mrówkojadów czarny pasek).
Trudno powiedzieć, że brzydszy, na pewno jednak mniej efektowny (podobnie jest w przypadku Eskado i Guapy z poznańskiego ZOO).

Łatwo już odróżnić, który to Alejandro, a który Fermina Sorpresa

Alejandro jest uważany w Opolu za niezwykle inteligentnego, ale i nieufnego mrówkojada. Choć wygląda dość niepozornie i łagodnie (jak każdy mrówkojad), czasem wychodzi z niego jednak niezłe ziółko.
Ot, jak choćby podczas naszej zeszłorocznej wizyty, gdy koniecznie chciał wejść do chatki, która była niestety zamknięta. Po wielu próbach – nieskutecznych niestety – dostania się do środka, postanowił wyładować swoją złość na kłodzie drewna…

Niesamowita siła, nie ma co. Ale nawet w dobrym nastroju bardzo lubi rozszarpać sobie spróchniałe drzewo…

Obróbka drewna wg Alejandro

Uwielbia także taplać się w swoim basenie:

Alejandro

Nawet wtedy, gdy nie ma w nim akurat wody :-).

Alejandro daje nura do basenu. Niestety pustego...

Jak każdy przedstawiciel swojego gatunku trzymany w ogrodzie zoologicznym jest jednak wielkim miłośnikiem awokado. Przepada także za jogurtem. Choć jak na mrówkojada przystało nie ustaje w tropieniu mrówek – zawsze się jakaś znajdzie :-).

Coś udało się znaleźć!

Robi ogromne wrażenie, gdy stanie na tylnych łapach:

Alejandro!

lub gdy chce się z nami przywitać:

Ale dostojnie wygląda także podczas zwykłego spaceru po wybiegu:

Alejandro na spacerze

Fermina Sorpresa

Fermina Sorpresa

Urodziła się 11 sierpnia 2007 roku w ZOO w Wiedniu, z którego też przyjechała do Opola 15 października 2008, jako ledwie nieco ponad roczna samica, pierwsza w historii opolskiego ZOO.

Fermina Sorpresa

Młodsza od Alejandro, jest od niego większa i potężniejsza, oraz bardziej efektowna – jest bardzo podobna do Guapy, bodaj najładniejszego mrówkojada w Polsce. Fermina Sorpresa jest niesamowitym pieszczochem i ma znacznie spokojniejszą naturę, niż Alejandro.

Fermina Sorpresa

Bardzo lubi brać prysznic i taplać się w basenie na wybiegu, przepada również za awokado, choć i ona nieustannie węszy po całym wybiegu w poszukiwaniu mrówek – jest w tym jeszcze aktywniejsza niż Alejandro.

Fermina Sorpresa na tropie mrówek

Fermina Sorpresa na tropie mrówek

Jak na mrówkojada przystało, może się poszczycić niesamowitymi pazurami (przydają się w rozdrapywaniu spróchniałych kłód):

Fermina Sorpresa

oraz niesamowitym językiem:

Fermina Sorpresa demonstruje swój język - imponujący!

Fermina Sorpresa demonstruje swój język - imponujący!

Absolutnie fantastyczny mrówkojad!

Fermina Sorpresa

Czekając na małego mrówkojada…

Jak wspomnieliśmy, już od dłuższego czasu czynione są starania, aby rozmnożyć mrówkojady w opolskim ZOO. Alejandro i Fermina Sorpresa są więc systematycznie ze sobą łączone. Póki co bezskutecznie.

Fermina Sorpresa i Alejandro

Podczas naszej czerwcowej wizyty w opolskim ZOO spędziliśmy przy nich chyba pół dnia, mając nadzieję, że „coś się wydarzy”. Początkowo jednak Alejandro wydawał się bardziej zainteresowany nami, niż swoją partnerką…

Potem postanowił się „położyć” :-).

Alejandro odpoczywa

Wtedy jednak Fermina Sorpresa postanowiła trochę go „pozaczepiać” – i przyznajemy, że te zaczepki wyglądały momentami naprawdę przerażająco. Zwłaszcza, że w ruch szły kilkucentymetrowej długości pazury…

Na szczęście obyło się bez rozlewu krwi i wszystko to tylko strasznie wyglądało – żadnemu z mrówkojadów nic się nie stało. Choć małych mrówkojadów raczej z tego nie będzie :-).
Przynajmniej na razie. Czekamy zatem dalej – po Poznaniu i Warszawie czas teraz na Opole!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s