Niedźwiedzie brunatne z Parku Praskiego – wizytówka czy hańba warszawskiego zoo?

Od niepamiętnych czasów wizytówką Warszawskiego ZOO jest wybieg niedźwiedzi brunatnych przy Al. Solidarności. Wśród porośniętych mchem i roślinami skał mieszkają Tatra, Turnia i Miraż. Są wyjątkowo odporne na hałas, ruch uliczny i zwiedzających, którzy karmią je często czym popadnie. Czują się świetnie i są w doskonałej kondycji.

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Taką informację możemy przeczytać w oficjalnym przewodniku po warszawskim zoo. Redakcja Mrówkojada odwiedziła misie z Parku Praskiego jesienią zeszłego roku oraz w minioną niedzielę i zadaliśmy sobie pytanie – czy ów wybieg z trzema niedźwiedziami jest faktycznie wizytówką warszawskiego zoo?

Skąd się wzięły misie przy trasie W-Z?

Wybieg niedźwiedzi brunatnych znajduje się przy ruchliwej ulicy – Alei Solidarności, łączącej lewy i prawy brzeg Wisły (kilkaset metrów dalej ulica przechodzi w Most Śląsko-Dąbrowski). Trasa ta określana jest mianem Trasy W-Z.

Wybieg niedźwiedzi brunatnych przy Al. Solidarności w Warszawie

Dodatkowo zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się ruchliwy przystanek komunikacji miejskiej (autobusy i tramwaje).

Wybieg niedźwiedzi przy Al. Solidarności w Warszawie - na dole po lewej przystanek komunikacji miejskiej

Każdego dnia wybieg niedźwiedzi mijają tysiące samochodów, autobusy i tramwaje oraz tysiące ludzi – do nich jeszcze wrócimy…

Wbrew temu, co czytamy w przewodniku po warszawskim zooo, wybieg niedźwiedzi nie znajduje się w tym miejscu od niepamiętnych czasów, a od 1952 roku, kiedy to na skraju Parku Praskiego, równocześnie z powstająca właśnie Trasą W-Z wybudowano wybieg dla niedźwiedzi brunatnych. Wybieg istnieje do dziś – i nadal mieszkają na nim niedźwiedzie…

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Obecnie misie są trzy – to 34-letni samiec Miraż, pochodzący z Gdańska i jego partnerki, dwie 27-letnie samice – Turnia i Tatra, urodzone już w warszawskim zoo.

Wybieg marzeń, czyli pazury na betonie

Lokalizacja wybiegu to jedno – druga sprawa to sam wybieg. Zbudowany wg obowiązujących w l. 50 standardów wówczas mógł uchodzić za nowoczesny, dziś niestety wielu rzeczy można się w jego przypadku przyczepić.

Niedźwiedź brunatny w Parku Praskim

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim - wybieg

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim - wybieg

Koszmarnie wygląda zestawienie betonu i niedźwiedzich pazurów:

Beton, wafelek po lodzie i pazury - co nam tu nie pasuje?

Fosa - tu widać rzucane przez przechodniów suchary...

Co szkodzi misiom?

Hałas i spaliny samochodowe – to zagrożenia powodowane przez środki transportu, można się też czepiać samej konstrukcji wybiegu – za dużo tu trochę tych skał…

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – dokarmianie niedźwiedzi przez zwiedzających. Wszystkim, co akurat miłośnik niedźwiedzi ma pod ręką…

Chcesz kanapkę?

Jak powszechnie wiadomo, niedźwiedzie w zoo jedzą chleb i drożdżówki, zapijane mlekiem (Minizoo Leszno), uwielbiają także sucharki i wafelki po lodach (ZOO Warszawa), ale jako zwierzęta wszystkożerne, zjedzą…wszystko. Skwapliwie wykorzystują to przechodnie (nie chcemy mówić, że wszyscy oni to mieszkańcy Warszawy), którzy uwielbiają wprost niedźwiedzie z Parku Praskiego.

Miś jest głodny!

Wiadomo – damy misiowi coś zjeść – cokolwiek – to zje. A jedzący niedźwiedź jest bardziej atrakcyjny niż śpiący lub leniwie spacerujący po betonowych skałach. Wyjątkowo atrakcyjny jest zaś miś „proszący” o jedzenie – prawie jak w cyrku.

Miś jest bardzo głodny dziś...

Jak zatem śmią protestować ci, którzy takie sytuacje uznają za niewłaściwe i szkodzące zwierzakom? Wszak te doskonale się bawią i tylko czekają na, aż któryś z przechodniów czymś je poczęstuje – ciastkiem, cukierkiem, owocem, kanapką. A największy ubaw mają z tego karmiący – i tłumy przyglądających się temu gapiów…

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Niestety – niedźwiedziom takie „dokarmianie” przez ludzi naprawdę szkodzi – w takiej sytuacji nie ma właściwie kontroli nad ich dietą – zarówno w kwestii składu pokarmu, jak i jego ilości. A niewłaściwa dieta (gdzie w naturalnym środowisku niedźwiedzi rosną słodycze, którymi te się karmią?) plus niewłaściwe warunki (betonowe podłoże, mało miejsca, brak urozmaiceń, hałas i spaliny) to już tylko krok do choroby zwierzaka lub zaburzeń w jego zachowaniu (stereotypia).

Misie najbardziej lubią ciastka

Żeby nie być gołosłownym i nie rzucać pochopnych oskarżeń – podczas naszej niedzielnej wizyty w warszawskim zoo wystarczyło dosłownie pół godziny, żeby zaobserwować całe spectrum zachowań przechodniów, którzy przecież „tak kochają te misie i chcą, żeby im było dobrze”.
Nie wątpimy.

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Niedzielne popołudnie, właśnie wychodzimy z warszawskiego zoo, w którym spędziliśmy 6 godzin. Idziemy na przystanek tramwajowy, żeby pojechać na dworzec główny PKP, ale że mamy jeszcze sporo czasu, zaglądamy jeszcze do niedźwiedzi przy Al. Solidarności – to tylko kilka kroków od przystanku. No i zwierzaki!

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Na całej długości ogrodzenia ich wybiegu zgromadzony jest tłum ludzi, co najmniej kilkadziesiąt osób – dorośli, młodzież, dzieci – cały przekrój wiekowy społeczeństwa. Jest bardzo ciepło, dlatego misie są leniwe i wylegują się na betonie. Trochę nudno, więc trzeba je jakoś rozruszać – jeden z gapiów ma pomysł – niedźwiedzie przecież uwielbiają ciastka i sucharki, więc dajmy je im!

Prawdziwy miłośnik zwierząt nie pożałuje niedźwiedziowi ciastka

Jeden z niedźwiedzi trochę się ożywia – wszak nic tak nie poprawia humoru i nie dodaje energii, jak paczki żywieniowe od przechodniów – biedne misie cierpią przecież na niedobór jedzenia w zoo – pracownicy zaglądają tu przecież rzadziej niż do zwierząt mieszkających na terenie ZOO, trzeba zatem liczyć na to, co przyniosą przechodnie…

Lądują zatem kolejne ciastka, wafelki po lodach i inne smakołyki – zjawiają się też pozostałe niedźwiedzie. Spokojnie, dla każdego wystarczy.

I wszyscy są zadowoleni – niedźwiedzie, bo dostały małe co nieco, ludzie, bo fajnie to tak popatrzeć, jak niedźwiedź wcina ciastko, miłośnicy zwierząt, bo misie nie będą głodne, i zoo – bo zaoszczędziło na jedzeniu dla nich.
Tylko nam jakoś tak dziwnie – nikt, zupełnie nikt nie zareagował – przeciwnie – wszyscy wyglądali na zadowolonych z siebie. No to brawo!

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

„Szaleniec igrał z bestią”

Karmienie niedźwiedzi czym popadnie to jednak nie wszystko. Poważne wątpliwości budzi jeszcze jedna kwestia – zabezpieczenie wybiegu. O ile raczej nie ma mowy, żeby niedźwiedzie mogły go opuścić i siać panikę na ulicach miasta, o tyle na ich wybieg właściwie bezkarnie może wejść każdy. Pytanie – kto przy zdrowych zmysłach chciałby to robić? Okazuje się, że chętnych nie brakuje – choć nie zawsze są to działania z premedytacją, czasem wystarczy trochę za bardzo się wychylić…

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Wskoczyć na wybieg niedźwiedzi niemal wprost z ulicy? Właściwie nie problem – kilka osób już próbowało, dla jednej skończyło się na dość poważnych obrażeniach.
Zabezpieczenie wybiegu jest właściwie żadne – wrzucić nań można właściwie wszystko, wejść też można raczej bez problemów, dlatego wielu traktuje go jak naturalny śmietnik, wrzucając do fosy wszelkiej maści śmieci, a zwierzakom aplikując rozmaite smakołyki.

Co dalej z niedźwiedziami z Parku Praskiego?

Że tak dłużej być nie może – wydaje się być oczywistym. Już od kilku lat prowadzone są dyskusje w tej sprawie – póki co jednak bez jakichkolwiek rezultatów. Teraz jednak problem powrócił i wydaje się, że jest wreszcie szansa na konkretne zmiany – pytanie tylko czy takie, jakie być powinny.
Warszawskie ZOO jest bowiem zasypywane informacjami od mieszkańców o złym stanie wybiegu i niewłaściwych warunkach, w jakich żyją trzy niedźwiedzie. Zoo ma na to odpowiedź – wybieg trzeba zatem wyremontować. I tak, wg koncepcji dyr. Kruszewicza należałoby usunąć beton i wszystko pokryć ziemią, wkopać pnie drzew, robić wodospad, wpuścić do niego rybki, a od ulicy odgrodzić go ekranami dźwiękoszczelnymi.
Z wyliczeń dyrektora wynika, że taką modernizację dałoby się przeprowadzić za 700 tysięcy złotych. Ale dla zoo nawet takie pieniądze są problemem – mogłyby się znaleźć, ale dopiero w przyszłym roku. Dlatego rozważana jest jeszcze inna opcję – likwidacja wybiegu i przeniesienie niedźwiedzi na teren zoo. Ten pomysł wydaje się być znacznie lepszy – eliminuje bowiem wszystkie pozostałe zagrożenia – hałas, spaliny, bark kontroli nad ludźmi, którzy bezkarnie dokarmiają zwierzęta czym popadnie, zaśmiecają ich wybieg a w ekstremalnych sytuacjach narażają swoje życie i zdrowie, wchodząc na jego teren.

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim

Co ciekawe jednak, ta opcja mniej podoba się dyrekcji zoo. Póki co – jak mówi sam dyrektor Kruszewicz – będzie się wsłuchiwał w głosy mieszkańców Warszawy i na podstawie ich zdania na ten temat podejmie decyzję – czy remontować wybieg i zostawić niedźwiedzie przy ulicy, czy też czynić starania nad przeniesieniem ich do zoo. Jak się wydaje – tertium non data…
Jakie jest zdanie warszawiaków? Z maili nadsyłanych do zoo (swój głos w sprawie można przesłać na adres zoo@zoo.waw.pl lub andrzej.kruszewicz@zoo.waw.pl) wynika, iż około 60% mieszkańców jest za pozostawieniem niedźwiedzi przy ulicy, ale na wyremontowanym wybiegu. W sondzie dla TVN Warszawa opowiedziało się za tym aż 72% mieszkańców.

Bo to symbol Pragi jest!

Niedźwiedzie brunatne w Parku Praskim - symbol Pragi

„Nie odbierajcie nam miśków!”, „To przecież reklama zoo”, „To symbol Pragi!”, „Nie każdego stać na coraz droższe bilety do zoo, a każdy ma prawo oglądać misie” – piszą internauci.
I trudno nie przyznać im racji – wszak niedźwiedzie zostałyby im odebrane w sposób brutalny i wywiezione hen daleko, do zoo przy ul. Ratuszowej. Misie, które należą do mieszkańców Pragi! No i przecież to głupota je zabierać, bo to żywa (jeszcze…) reklama zoo – każdy, kto tylko je zobaczy z okien samochodu już pędzi do zoo, żeby zobaczyć resztę zwierzaków. Mimo, iż bilety są coraz droższe. A – no i każdy ma przecież prawo oglądać niedźwiedzie i je karmić. Bo to są praskie niedźwiedzie (Ursus pragus), dobro społeczne i symbol dzielnicy i miasta. Bo są tu od zawsze i zostać muszą – bo jak coś jest od zawsze, to się tego nie zmienia. Nie, nie odbierajmy nikomu tych niedźwiedzi. One się już do tych warunków przyzwyczaiły.

Niedźwiedź brunatny w Parku Praskim - ze spokojem czeka na to, co się z nim stanie...

Czekamy i my, bo sytuacja powinna się wyjaśnić lada chwila – apelujemy jednak – porzućmy egoizm i myślenie w kategoriach „bo ja chcę, żeby tu zostały, bo zawsze były, odkąd pamiętam/od czasu gdy zabrała mnie tu moja mama/dziadek/chłopak”. Myślenie w kategoriach symbolu z kolei zakrawa na ironię – symbolem dzielnicy ma być wybieg dzikich zwierząt położony kilka metrów od głównej ulicy miasta, do którego każdy może mieć swobodny dostęp? Jak widać potrzeba symboli w społeczeństwie jest tak duża, że nie zważa na nic.
No ale przecież w tym wszystkim nie chodzi o niedźwiedzie – tylko żeby nam było dobrze. Bo te misie takie fajne, prawda?

Słowem komentarza

Od razu postanowiliśmy napisać do dyrektora warszawskiego zoo, Pana Andrzeja Kruszewicza – przesłaliśmy mu zarówno nasz artykuł jak i bardzo obszerny komentarz do niego – odpowiedź była błyskawiczna.
Pozwolimy sobie ją zacytować, bo trochę pokazuje, jak do całej sprawy podchodzi warszawskie zoo (a może jego dyrektor):

Dziękuję za ten głos, co prawda spoza Warszawy, ale z komentarzem.
Pozdrawiam

Reklamy

24 comments on “Niedźwiedzie brunatne z Parku Praskiego – wizytówka czy hańba warszawskiego zoo?

  1. Uuuuła ostro 🙂 Ja jako że jestem z W-wy też napisałem list do zoo – pocieszę was -> warszawiakom w ogóle się nie odpisuje.

    Co do ruchliwości trasy W-Z – prawda jest taka że nie jest to tak naprawdę jedna z głównych arterii – wiadomo jest tam most to i samochody są i to stosunkowo dużo, ale nie przesadzajmy ulica z jednym pasem w każdą stronę + trambuspasy to jak na warszawskie realia nic.

    Spaliny i hałas: nie wiem czemu panuje w Polsce opinia ze zarozumiali ludzie z W-wy oddychają powietrzem z samych spalin, a nad miastem unosi się smog (nie sugeruje że mrówkojad tak mówi ale spotkałem się z takimi opiniami już wiele razy). Jako miasto nie różnimy się od Łodzi czy Krakowa, a i ludzie tu mieszkający nie są tacy straszni jak sądzi reszta świata (przepraszam że to napisałem ale zazwyczaj jest tak że jak się powie komuś że jest się z W-wy to patrzą jak na kosmitę). Jak wiemy istnieje coś takiego jak wiatr, który i tak przenosi masy powietrza z zanieczyszczeniami. To czy wybieg będzie 10 czy 100 metrów od ulicy nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia.
    Drugą kwestią jest to o czym pewnie mrówkojad nie wie, że w związku z budową 2giej linii metra będzie zamknięta znaczna część ulic na Pradze (we wstępnych planach jest uczynienie mostu na linii trasy W-Z ulicą z przeznaczeniem tylko dla autobusów i tramwajów, niby można tu mieć zarzuty że to chwilowa sytuacja ale przypominam że pierwszą linię budowano ćwierć wieku, a jeszcze 2 stacji na niej brakuje). Wiadomo że mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy miasto wtedy nie wyśle na Marsa, tylko musi im zorganizować objazdy. Jednym z owych objazdów ma być wybrzeże helskie – uliczka między zoo a Wisłą, która ma zostać poszerzona i na którą ma być skierowana część ruchu. Jak pewnie widzieliście wybieg w środku zoo jest położony dokładnie obok tej uliczki. Ewentualne przeniesienie niedźwiedzi do zoo, kierując się dobrem ich płuc i słuchu jest więc nieuzasadnione. Patrząc za to z drugiej strony jest wręcz niewskazane ponieważ wybieg wewnętrzny też nie powala – beton znajdujący się na nim nawet nie przypomina skał tylko prostopadłościany, które miały imitować lodowce (dawny wybieg miśków polarnych). Jest tam niby kawałek ziemi ale powiedzmy sobie szczerze co to jest. Na dodatek wybieg ten nie stoi pusty – mieszka tam drugie stado niedźwiedzi brunatnych przyjętych z dawnej szkoły cyrkowej. Połączenie obu stad byłoby bardzo ryzykowne i bardzo możliwe że kończyło by się śmiercią przynajmniej części z obecnej 6 (3 w zoo+3 poza zoo) niedźwiedzi. Skończyło by się to pewnie rozłączeniem wybiegów niedźwiedzi – powstałyby 2 mniejsze. No i tu postawmy sobie pytanie czy wolimy mieć dla siebie mieszkanie o niskim standardzie mniejsze czy o równie niskim większe. Nie wiem ile w tym prawdy bo to co jest gdzie napisane często mija się z prawdą, ale czytałem że niedźwiedzie te mają robione regularnie co kilka lat badania płuc i nie wykazują one choćby najdrobniejszych zmian chorobowych. Tory tramwajowe – jest to nowoczesne torowisko rok czy 2 po całkowitym remoncie, hałas od torów jest więc maksymalnie jak to się dało wyciszony, na razie jednak rzępolą stare gruchoty jeżdżące po nich ale do 2013 roku przynajmniej na tej linii ma już ich nie być. Trasa ta dostanie nowoczesne PESY z których pierwsza (w sumie 186) już jest w W-wie a reszta ma przyjechać w ciągu najbliższych 2,5 roku.

    Karmienie niedźwiedzi – to rzeczywiście nieodpowiednie zachowanie ale żeby je powstrzymać musiałby tam 24/7 stać ochroniarz z ostrą amunicją i strzelać do tłumu bo mówienie nie pomaga. Na szczęście niedźwiedzie są wszystkożerne i im to nie szkodzi – patrząc na ich wiek przyzwyczaiły się do tego i ewentualna zmiana diety na odpowiednią karmę zoologiczną zalecaną przez AZA, WAZA … i tysiące innych (potrzebnych) organizacji mogłyby wręcz zaszkodzić zwierzęciu (jak to się stało z niedźwiedziem w Lesznie? albo Gdańsku? albo jeszcze gdzieś indziej nie pamiętam konkretnego miejsca oraz ze słoniem na Ukrainie).

    W sprawie niezabezpieczenia wybiegu powiem tylko tyle że jak ktoś chce, to nawet na 10 metrowy mur się wdrapie – głupich nie brak. Co do przypadkowych wpadnięć natomiast to tu powinien działać nasz instynkt samozachowawczy i nie powinniśmy się wychylać nad wybiegiem widząc że są tam zwierzęta nie gardzące mięsem.

    Ogrody wrocławski, bydgoski, toruński (nie wiem czy gdański przypadkiem też nie) mają wybiegi wybudowane w ciągu ostatnich 10 lat i porównywanie ich nie ma chyba sensu bo równie dobrze możemy porównywać hipopotamiarnie W-wską i Katowicką. Różnica wielka a już porównując pawilon Anieli przed remontem do katowickiego różnicy praktycznie brak. Wiadomo że w ciągu kilku lat gdzie zaczęto traktować normalnie zwierzęta w zoo całej placówki się nie przebuduje (no chyba że miasto bardzo dużo inwestuje w zoo jak np Wrocław) – na to potrzeba dziesięciolecia – stare ogrody zoologiczne są w gorszej sytuacji bo mają dużo niedostosowanych pawilonów a mieszkają w nich zwierzęta których trudno się pozbyć na czas remontu (transport starego zwierzęcia może się skończyć tragicznie, a i znaleźć miejsce dla 3 niedźwiedzi niełatwo). Tragicznych warunków nie mają – jak na wybieg z lat 50 to mają wręcz luksusy. Chcecie zobaczyć niedźwiedzie getto jedźcie do Łodzi – niezaprzeczalnie niedźwiedzie mają tam najgorsze warunki, w całym zoo, do niedawna również w Płocku było getto i to jeszcze straszniejsze od łódzkiego. Ale rozumiem że redakcja podała tylko te przykłady, które sama widziała.

    Co więc należy zrobić? Wiadomo że musi się coś ruszyć bo obecna sytuacja jest zła – nie mylić z tragiczną. Sam pomysł wybiegu znajdującego się na zewnątrz zoo uważam za genialny. Przyciąga turystów do samego ogrodu, a tym, których rzeczywiście nie stać na bilet, daje możliwość zobaczenia dzikiego zwierzęcia. Więc idąc dalej tropem wybiegu przed zoo – każdy kto próbował kiedyś remontować jakiegoś stary budynek wie że często taniej wychodzi jego budowa od podstaw. W takim razie przesuńmy wybieg kilkanaście metrów dalej. Przed wybiegiem zróbmy trawnik a od strony ulicy posadźmy drzewa, osłonią trochę od wypominanego przez wszystkich hałasu. Sam wybieg tak jak mówi dyrektor, bez betonu, z wkopanymi pniakami do wspinania, wodospad, fosa – szczelna z systemem filtracyjnym a w niej ryby. Całość ogradzamy wysokimi 3-4 metrowymi szybami, a la wybieg lwów w Płocku (na nich daszek, chroniący odwiedzających przed deszczem) od przodu, natomiast od tyłu jako że zwierzęta te są silne to betonową ścianą (bo cały wybieg otoczony pancernymi szybami przypominałby akwarium), ale obrośniętą bluszczem lub zamaskowana palisadą. Wybieg staje się nam bezpieczniejszy dla „wychylaczy” bo nie mają możliwości wychylenia się, jedzenia nie ma jak rzucić, Wybieg staje się bardziej funkcjonalny i przyjaźniejszy dla zarówno naszego jak i niedźwiedziego oka.

    Wielu decyzji dyrektora nie popieram i nie rozumiem ale akurat tą o zostawieniu wybiegu przed zoo popieram w 100%. Jednocześnie przypominam że jestem za wcieleniem parku do zoo – wtedy przy wybiegu niedźwiedzi mogłyby znajdować się kasy.

    • No, i o to chodziło, żeby na ten temat trochę podyskutować.
      To my może odniesiemy się najpierw do kilku kwestii, bo całość na raz objąć trudno:).
      co do ruchliwości trasy – na warunki warszawskie to może i nic, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, iż kilka metrów obok znajduje się wybieg niedźwiedzi, to już bardzo dużo. Wg nas zdecydowanie za dużo.
      Spaliny i hałas – może jesteśmy zbyt drażliwi, ale nam one strasznie przeszkadzają – zwłaszcza hałas, bo jest znacznie bardziej wyczuwalny. Pod tym względem w żadnym ZOO w Polsce w którym byliśmy (na 11) żadne zwierzaki nie były wystawione na takie warunki, jak niedźwiedzie z Parku Praskiego.
      Broń Boże nie mamy zarzutów do Warszawy i Warszawiaków jako takich – smród i hałas przeszkadza nam wszędzie tak samo, ale nigdzie nie spotkaliśmy się z nim w takim natężeniu jak tutaj. W przypadku natężenia hałasu 10 metrów czy 100 metrów robi ogromną różnicę.
      Wiadomo – wybiegi wewnątrz ZOO to też tragedia – gorzej jest tylko w Lesznie (my porównujemy z Gdańskiem, Wrocławiem, Bydgoszczą, Toruniem i Lesznem – te ogrody zwiedziliśmy i badaliśmy wybiegi niedźwiedzi).
      Głowna sprawa – karmienie niedźwiedzi – żadna stała ochrona nie jest możliwa, dlatego funkcjonowanie wybiegu niedźwiedzi w takim kształcie jest niedopuszczalne – ma on sens tylko w granicach ZOO – więc albo przesuwamy go tak, że znajdzie się na terenie ZOO, albo szukamy dla niedźwiedzi miejsca w ZOO – ale na nowym wybiegu, bo na starych faktycznie nie ma już miejsca. Wiemy – wszystko to ogromne koszta, zawsze są jakieś problemy (patrz Leszno), ale odsuwanie jakichś konkretnych rozwiązań doprowadzi, że na tym wybiegu będą mieszkać kolejne pokolenia niedźwiedzi, bo jak go już wyremontujemy, to nie po to, żeby ta już mieszkająca trójka dokończyła żywota i wybieg zamykamy.
      Wracając do diety – czyli co, mamy przymykać oko na takie a nie inne karmienie niedźwiedzi, bo się już przyzwyczaiły?
      A kwestii bezpieczeństwa tak łatwo bym nie tłumaczył – mniejsza z osobnikami o wątpliwej inteligencji którzy wdzierają się na wybieg, ale porażająca dostępność wybiegu bez jakiegokolwiek nadzoru – można nań wrzucić wszystko i nic nam za to nie grozi. Raczej aprobata tłumu? Niestety, największy problem jest w ludziach, którzy traktują wybieg i niedźwiedzie jak zabawki i darmową reklamówkę ZOO – takim zachowaniom mówimy stanowczo nie, i jeśli argumentem za ich zatrzymaniem mają być hasła typu „to symbol”, „są za darmo, a nie każdego stać, to my nie możemy wyrazić temu aprobaty. O kogo tu chodzi – gawiedź czy zwierzęta?
      Aha – wybieg bydgoskiego ZOO ma 26 lat. I tak – o to chodzi, żeby porównywać – na tle Torunia, Gdańska, Wrocławia, Bydgoszczy nawet – wybieg ten wypada tragicznie. Porównujemy w górę , nie w dół, bo idąc tym tropem przy klatkach w Lesznie to praskie misie mają całkiem niezłe warunki. Ale nawet w Lesznie jest lepiej jeśli chodzi o takie sprawy jak – dokarmianie zwierząt, bezpieczeństwo zwiedzających, łatwość wrzucenia czegoś na wybieg/wdarcia się nań, hałas/spaliny itp. choć warunki życia samych niedźwiedzi są lepsze. Marna to pociecha.
      Łódzkiego ZOO jeszcze nie widzieliśmy, płockiego tez, ale „getto” można zobaczyć w Lesznie – wystarczy. Powtarzamy – porównywać trzeba do najlepszych.

      Koniec końców jednak wszystkim nam pewnie chodzi o to samo – żeby było lepiej. A wg nas jest jednak bardzo źle.
      I nie możemy się z Tobą zgodzić, że taka lokacja wybiegu poza ZOO to dobry pomysł – wg nas to właśnie w tej kwestii tkwi główna słabość wybiegu – powtórzymy – ma on sens tylko na terenie ZOO lub na terenie tej części parku, która miałaby być do zoo włączona.
      Zwracamy jednak uwagę, o co tak naprawdę chodzi w naszym artykule – na pokazanie, iż obecna sytuacja jest fatalna i niedopuszczalna, chcieliśmy też potępić pewne zachowania, które są niedopuszczalne,a które prowokuje taka a nie inna lokacja wybiegu. Niemniej zdajemy sobie sprawę ze wszystkich czynników związanych z możliwościami naprawienia sytuacji. Jeśli więc naprawdę musimy zostawić wybieg poza ZOO (ale absolutnie nie w dotychczasowym miejscu – dopuszczamy tylko jego cofnięcie, możliwie daleko od ulicy), to poza proponowanymi przez dyrektora działaniami należałoby wybieg odgrodzić od zwiedzających szybą – to wg nas wymóg konieczny – tak jak sam zasugerowałeś. W takim układzie – ok, może być.
      Dochodzimy zatem do wspólnych wniosków:). No i mamy nadzieję, że ostatecznie sytuacja rozwinie się jak najlepiej.

      Ale jeszcze dwie rzeczy – nas najbardziej irytuje ta cześć zachowania dyrektora Kruszewicza, która wiąże się z uzależnieniem działań od „plebiscytu ludu” – to bardzo niebezpieczny precedens, bo bardzo ważną, delikatną sprawę uzależniamy od głosu ludzi, z których większość niestety o całej sprawie nie ma pojęcia i kieruje się pustymi hasłami – „misie to symbol”, „nie zabierajcie nam ich”, „muszą zostać” – to trochę żenujące. Plebiscyty, głosowania i referenda to przywilej demokratycznego społeczeństwa, ale nie w takich sytuacji, kiedy należy kierować się rozsądkiem i dobrem zwierzaków, a to zależy nie od uczuć i emocji, a specjalistycznej wiedzy. Bo ilu mieszkańców Warszawy – i wszystkich zainteresowanych sprawą – ma tak naprawdę jakichś konkretną wiedzę o wszelkich zagrożeniach i aspektach całej sprawy? Decyzja powinna należeć do fachowców, nie ludu.

      I ostatnia rzecz – wybieg w takim, bądź podobnym, lekko tylko zmienionym kształcie, uczy wielu bardzo szkodliwych zachowań. Przykład – rzucamy misom co popadnie, one to zjadają, jest fajnie. Że niby im nie szkodzi? Ok, niech będzie. Tyle że wszyscy ci ludzie, którzy je karmią – i ci, którzy to obserwują i nic nie robią lub wyrażają aprobatę, wychodzą z przekonaniem że można, że jest ok, że przecież im nie szkodzi, a potem karmią wszystkie zwierzaki w ZOO jak leci – o ile się da, rzecz jasna, bo w ZOO to jednak trochę trudniej. I z przykrością stwierdzamy, że takich zachowań jest bardzo dużo. Nie tylko w Warszawie. Wszędzie.

  2. I takim oto sposobem uzyskaliśmy 2 najbardziej tasiemcowate komentarze na forum 😛

    Piłeczka po mojej stronie
    „W przypadku natężenia hałasu 10 metrów czy 100 metrów robi ogromną różnicę.” Jeśli postawimy wysokie szyby dookoła wybiegu będą one działały jak ekrany akustyczne koło autostrady i wtedy 10 czy 100 metrów na serio nie robi różnicy. A te ekrany to nie tylko pomysł mój ale i dyrektora.

    „nie możemy się z Tobą zgodzić, że taka lokacja wybiegu poza ZOO to dobry pomysł – wg nas to właśnie w tej kwestii tkwi główna słabość wybiegu – powtórzymy – ma on sens tylko na terenie ZOO lub na terenie tej części parku, która miałaby być do zoo włączona.” A ja nie mogę się zgodzić z Wami. Położenie wybiegu w zoo czy 50 metrów przed zoo niczego nie zmienia. Nigdy nie zauważyliście jak zwiedzający karmią zwierzęta w zoo? Ja jak na razie byłem w 4 ogrodach (3pl +1niem) i wszędzie to widziałem. Wybieg makaków w Łodzi pełen był bananów dawanych przez gości. Jedynym rozwiązaniem moim zdaniem byłoby to co zrobiono w Ueckemunde -tam przy wybiegach są automaty z karmą gdzie opisane jest ile można tego dać i którym zwierzętom – koszt 1 euro za 250g czyli prawie darmo – chyba Katowice albo Opole chcą coś takiego wprowadzić – nagle nie nauczymy 40mln polaków czytać tabliczek nad wybiegami (nie karmić zwierząt). W warszawie mamy kilkaset gatunków i nie jest tak że przed każdą klatką stoi 24/7 opiekun i patrzy czy aby ktoś czegoś nie rzucił (podejrzewam że w Poznaniu również). Coraz częściej stosuje się monitoring – na nowych wybiegach są już montowane kamery. Po modernizacji ten pewnie też dostanie.

    Bydgoski wybieg był chyba niedawno modernizowany z tego co słyszałem

    „nas najbardziej irytuje ta cześć zachowania dyrektora Kruszewicza…” Dyrektor ostatnio narozrabiał i teraz musi się zrehabilitować jego pomysł na odnowę obiektu jest bardzo dobry – tylko tak jak mówię taniej wyjdzie zrobienie tego wszystkiego w innym miejscu – przy okazji odsuniemy trochę wybieg od ulicy.

    „wybieg w takim, bądź podobnym, lekko tylko zmienionym kształcie, uczy wielu bardzo szkodliwych zachowań. Przykład – rzucamy misom co popadnie, one to zjadają, jest fajnie.” Uwierzmy trochę w ludzi – ok 5 osób rzuci (przypominam że jeśli będzie planowana przez dyrektora szyba to wafelek po lodzie nie doleci) ale kolejnych 15 popatrzy na kogoś takiego jak na idiotę. Bo tak trzeba nazwać kogoś kto wrzuca niedźwiedziowi słodycze, albo wbija w osła śrubokręt…

    • Ha! No to jedziemy dalej, coby ukracać wszelkie rodzące się nieścisłości.
      Jeśli postawimy ekrany akustyczne, to w porządku, problem hałasu odpada. Pamiętajmy jednak, że my krytykujemy przede wszystkim aktualny stan rzeczy, który jest niedopuszczalny!
      Ale dalej – lokalizacja wybiegu w ZOO czy poza ZOO zmienia jednak bardzo dużo. Byliśmy jak dotąd w 11 ogrodach w Polsce i 2 dwóch na świecie (Bronx ZOO w Nowym Jorku i ZOO w Ostravie) – i w każdym, w polskich w szczególności (i na nich się skupmy) karmiono zwierzęta – ale nigdy na taką skalę, z taką swobodą i tak bezkarnie jak w Parku Praskim – nawet w Lesznie jest to lepiej rozwiązane.
      My naprawdę rozumiemy jak to wszystko dział, ale rzecz w tym, że na terenie ZOO problem ten funkcjonuje w dużo mniejszym stopniu niż w przypadku owych niedźwiedzi. I ubolewamy, że tak się dzieje, i robimy co tylko się da, żeby to zmienić – piszemy o tym na stronie, zwracamy ludziom uwagę w ZOO (zwykle reagują w dość nieprzyjemny sposób…) – mówienie że tak jest i nic nie poradzimy to pójście na łatwiznę. Rozwiązanie z automatami z karmą sprawdza się tylko w przypadku niektórych zwierząt (w opolskim ZOO są od co najmniej roku).
      Bydgoski wybieg widzieliśmy w kwietniu – jeśli on był modernizowany, to strach pomyśleć, jak wyglądał wcześniej. Zapraszamy do notki o wyprawie do Bydgoszczy to sam zobaczysz – nie wygląda to zbyt dobrze. A jedyne, co modernizowano, to tablice informacyjne przed wybiegiem.
      Jeśli chodzi o postawę dyrektora – oczywiście, pomysł na zrobienie czegoś z wybiegioem jest genialny (że tez nie wpadł na to wcześniej) – nas tylko rozwala to, że urządzany jest teraz plebiscyt wśród mieszkańców miasta (bo to ich niedźwiedzie) i uzależnia decyzję od zdania ludzi, którzy w dużej mierze nie mają o sprawie żadnego pojęcia a kierują się tylko emocjami – to nigdy nie prowadzi do niczego dobrego!
      I ostatnia kwestia – my naprawdę wierzymy w ludzi. Bardzo. Tyle że podczas naszych obserwacji z kilkunastu wypraw po Polsce w minionym roku i cotygodniowych odwiedzin w poznańskich ogrodach (Starym i Nowym) wyłania się trochę inny obraz – w ciągu ostatniego roku zwiedziliśmy 11 różnych ogrodów, łacznie zaliczając pewnie ze setkę wizyt (znaczna cześć w Starym i Nowym ZOO) i mamy pewien materiał badawczo porównawczy. Ale skupmy się na misiach z Parku Praskiego – w ciągu pół godziny nikt z co najmniej setki osób, która przewinęła się przy wybiegu w tym czasie nie zareagował na serię niewłaściwych zachowań. Nikt. „Patrzenie jak na idiotę” i milcząca dezaprobata to za mało.
      My zawsze staramy się zwracać uwagę – w samą tylko niedzielę mieliśmy w warszawskim ZOO kilka „interwencji” przy wołających o pomstę do nieba zachowaniach – ale to osobny temat, właśnie piszemy o tym artykuł.
      Dlatego absolutną koniecznością jest postawienie szyby, kóra odgrodzi wybieg od zwiedzających – w takim układzie wybieg może zostać poza terenem ZOO.
      Podsumujmy zatem – jeśli nie w ZOO, a już koniecznie poza, to pod kilkoma warunkami – w pewnym oddaleniu od ulicy (możliwie największym), z zapewnieniem wszelkich wspomnianych wcześniej urozmaiceń wybiegu, z monitoringiem i zamontowaną szybą odgradzajacą wybieg od zwiedzjących i/lub z ekranem dźwiękoszczelnym.
      Ale powtarzamy – my w naszym artykule krytykujemy przede wszystkim aktualny stan rzeczy, wymagamy zmian, ale nie warunkowanych przez głos ludu, tylko rzeczowe analizy znawców. Dlatego pomysł z plebiscytem jest niestety kolejną solidną gafa dyrektora.
      No ale nie powinniśmy się czepiać – przecież jak sam nam napisał – nie jesteśmy z Warszawy, więc…

  3. Ach, i jeszcze jedna kwestia, dotycząca mianowicie „automatów” z płatnym jedzeniem, dzięki którym można samemu karmić zwierzęta w zoo. Może jest to dobre rozwiązanie w przypadku ryb pływających w stawach, ale jeśli chodzi o wszelkie inne zwierzaki – jesteśmy przeciwni. I nie wynika to z anachronicznych poglądów, tylko z faktu, że tego typu przedsięwzięcia całkowicie zaburzają kontrolę nad ilością jedzenia, jakie otrzymuje zwierzę. Zwierzak wszak sam nie ograniczy sobie ilości jedzenia, żeby się nie przejeść i nie utyć…

    • Byłem w zoo w Dreznie (Niemcy) i przy kilku wybiegach też były automaty z jedzeniem, ale z tego co wiem nie jest tak, że „wkładasz kasę i sypiesz ile chcesz”. Na dane zwierzęta przygotowana jest określona porcja jedzenia (jak pewnie wiecie), jeżeli zwiedzający wykorzystają całe jedzenie, to inni już nie wsypią. Jednak zdarza się to, o ile nie nigdy, to bardzo rzadko, wiec resztę karmy (a raczej większość), tak jak wszędzie dają pracownicy. Są dwa plusy: zwierzęta nie jedzą „śmieci” oraz zoo ma więcej pieniążków (a niekiedy całe jedzenie się zwraca 🙂 ).

      • Automaty z karmą dla zwierząt w Polsce, widywałem póki co w Płocku i chyba ostatnio w Łodzi.
        Rzecz jasna, automaty te były z karmą dla zwierząt z minizoo.
        Karma tego typu, jest lekkostrawna i w żaden sposób, karma ta zwierzęciu nie zaszkodzi.
        Oczywiście podany przykład tyczy się dokarmiania zwierząt, powiedzmy niezbyt egzotycznych.

        Rzecz jasna w innych europejskich zoologach, istnieje możliwość normalnego karmienia egzotycznych zwierząt….ale w naszym kraju, ja bym raczej nie ryzykował i niech zwiedzający dokarmiają ale tylko zwierzęta z minizoo. Już zostańmy przy tym.

        „Chcecie zobaczyć niedźwiedzie getto jedźcie do Łodzi”
        Mamy 4 wybiegi z tymi ssakami. 2 w jednym miejscu, a nieopodal 2 kolejne.
        Każdy z tych wybiegów jest raczej mały. Na 3 wybiegach mamy po 1 osobniku, a na 1, mamy 2 osobniki.
        2 wybiegi, z budynkiem zwanym niedźwiedziarnią, jeszcze jakoś ujdą. Jakoś. Jakoś.
        Prawdą jest jednak to, że pozostałe 2 wybiegi, cóż, rzeczywiście mogą straszyć. Póki co jednak, budynki pozostaną. 3 niedźwiedzie himalajskie, swe lata już mają i raczej pozostana do końca swych dni.
        Swoją droga teraz zobaczyłem, że w „łódzkim” albumie na zoochat, są zdjęcia tych ekhm ciut „lepszych” wybiegów niedźwiedzi.
        http://www.zoochat.com/461/asian-black-bear-lodz-zoo-poland-34705/
        http://www.zoochat.com/461/sun-bear-enclosure-lodz-zoo-poland-34704/

        Te wybiegi są elementem niedźwiedziarni. Zdjęć pozostałych dwóch wybiegów nie mam.
        Jak widzicie rewelki brak.

        Zresztą, jak już wspominałem nie raz, niedźwiedzie to obecnie ten rząd zwierząt, których zoologi, raczej chętnie by się pozbyły.
        Dawniej gatunek licznie w zoologach rozmnażany(brunatne, himalajskie), teraz większosć osobników jest starych, a jakikolwiek rozród jest niewskazany.
        Obecnie tylko malajskie i polarne, byłyby mile widziane w ogrodach. Gatunki rzadkie i cenne w hodowli, choć hodowla ich w niewoli idzie dwojako.
        Tak to już z tymi misiami bywa…..niechciane, niekiedy na silę trzymane.
        A jeszcze pamiętam czasy, jak w W-wie było poruszenie związane z wybieraniem imion dla nowo narodzonych wargaczy.

        Czasy się zmieniły.

    • Kontrola jest – w automacie mamy tylko tyle jedzenia ile może zjeść zwierze. Dodatkowo gdyby było w tym coś złego to raczej niemieckie ogrody by tego nie praktykowały – bo Niemcy, Holandia, Wlk. Brytania i USA to zoologiczni potentaci. Wiadomo nie każdego tym nakarmimy – ale skoro już nasycimy swoją nieposkromioną chęć dokarmienia zwierzęcia przy zebrze to niedźwiedziowi już darujemy. Dodatkowo na wybiegach zwierząt których nie można było karmić były ustalone przez zoo godziny karmienia (lwy, wydry, magoty, mandryle…). Jak ludzie będą mieli napisane że na pewno zwierzęta są karmione to części też przejdzie na to ochota.

  4. „Lud” w tej debacie nie decyduje o tym czy mamy zostawić miśki na obecnym wybiegu czy przenieść do zoo – do wyboru jest opcja remontujemy miśkom wybieg tak żeby miały odpowiednie warunki lub dajemy je do zoo. Więc rozwiązania te tak czy tak prowadzą do oddalenia niedźwiedzi od hałasu – ekranami lub miejscem pobytu. Prawda jest tak że niedźwiedź jest cholernie drogi w utrzymaniu, nie ściąga też takich tłumów jak np goryl czy słoń. Więc nie dziwne że ogrody zoologiczne się ich pozbywają. Co do malajskich to zobaczyłem je w Łodzi i od razu polubiłem – takie niedźwiedzio-szympansy.

    Mam jeszcze jeden pomysł rozwiązania problemu wychylających się do klatki – można by umieścić w jej okolicy zdjęcie/odlew (lub prawdziwą) czaszkę niedźwiedzia – pobudza wyobraźnię – sam do niedawna myślałem że niedźwiedź to taka leniwa kupa futra, niby ma pazury ale stępione, niby może stanąć na tylnych łapach ale co wtedy zrobi – dopiero jak zobaczyłem rozmiary jego uzębienia to poczułem respekt – brunatny miał ogromne, polarny natomiast to już była maszyna do zabijania.

  5. A jeszcze tak z czystej ciekawości się zapytam – maila wysłaliście na adres zoo czy dyrektora i po ilu dniach dostaliście odpowiedź?

    • Zawsze staramy się pisać do konkretnych osób, bo maile adresowane na adres główny zoo często po prostu „giną”. My napisaliśmy bezpośrednio do dyrektora (andrzej.kruszewicz@zoo.waw.pl) – odpisał prawdopodobnie od razu (maila wysłaliśmy bowiem dzisiaj o 1.16 w nocy, a odpowiedź dostaliśmy o 7.28 rano. Inna rzecz, że wyjątkowo lakoniczną jak na naszą bardzo obszerną. Ale dobrze, że chociaż tyle:).

      • No właśnie ja wysłałem na ogólny i jakby się rozpłynął – albo szykują na niego bardzo wyszukaną odpowiedź bo zapytałem się też o plany jakie zoo ma na przyszłość… chyba wyślę go po prostu jeszcze raz tym razem na adres dyrektora.

  6. Aaa…. Byłam w warszawskim zoo dwa razy, ale misiów nie widziałam, bo… nie wiedziałam że tam są… (w zoo chyba nie ma informacji na ten temat, bo i po co, zapewne wychodzą z założenia, że każdy wie. Ale ja nie jestem z Wawy i nie mieszkam w niej.) Nie będę się zatem wypowiadać. Ważne, że trzeba zrobić COŚ. Skoro dyrekcja zoo dopuszcza myśl o remoncie lub wybudowaniu nowego wybiegu ciut dalej (z tego, co przeczytałam, pomysł żeby misie z parku przenieść – nie przejdzie) i zbiera głosy mieszkańców w tej sprawie, to może pozbierała by też złotówki?? Skoro warszawska telewizja robi plebiscyt na ten temat, to może ogłosiłaby akcję „złotówka dla misia”? Możnaby ustawić skarbonkę obok wybiegu i niechby każdy wrzucił tylko złotówkę…. Te 700 tys. chyba szybko by się uzbierało, skoro tam jest tyle ludzi? A jak dyrektor dostanie kasę, to nie będzie miał wymówek, i będzie musiał coś z tym wybiegiem zrobić. Wydaje mi się, że to proste rozwiązanie, smutne, ale taka jest nasza rzeczywistość – wszystko sprowadza się do kasy.
    PS Pytanie, jak długo skarbonka uchowa się w parku praskim… Ale może jacyś harcerze robiliby składki? Np. w pogodne niedziele, kiedy przy wybiegu są tłumy? Myślę, że skoro misie można oglądać za darmo to prośba o wrzucenie złotówki dla misia nie spotykała by się z odrzuceniem…
    Pozwolę sobie też zaproponować autorom przesłanie tego artykułu i komentarzy do np. tvn warszawa – może ktoś się tym zajmie. (Ale może zróbcie to po wyborach…) 🙂

    • Dla TVN W-wa wybory nie istnieją więc można pisać im zawsze – to jest telewizja lokalna i politykę też porusza na szczęście tylko lokalną – i chyba w tym tkwi sukces 🙂

      Miśki w samym zoo nie są rozreklamowane bo teoretycznie większość gości zwłaszcza tych spoza W-wy dostaje się na miejsce od strony parku praskiego i wysiada obok wybiegu – kiedyś chyba przystanek był centralnie przed wybiegiem ale chyba teraz go jakoś przesunęli (tzn przystanek nie wybieg)

      A co do akcji złotówka dla zoo to raczej kokosów się na tym nie zbije – zoo w Gdańsku zbierało tak na Lwy – uzbierali chyba 14 czy 40 tys… co to dla zoo. W W-wie była akcja zbierania surowców wtórnych na pokrycie kosztów transportu słonic z RPA – to chyba nawet się udało. W latach 60 lub 70 natomiast była bardzo ciekawa akcja – w zoo otwarto bowiem nową żyrafiarnię – w tamtych czasach zwierzęta do zoo trzeba było kupić (a nie tak jak teraz złożyć zamówienie, spełnić warunki do utrzymania i pokryć koszty transportu – o ile jest się w EAZA/WAZA…) zorganizowano więc w całym kraju akcję:
      We wszystkich podstawówkach na terenie Polski dzieci miały samodzielnie zarobić równowartość obecnej złotówki i przekazać na warszawskie zoo – zazwyczaj praca ta polegała na zebraniu makulatury i oddaniu jej do skupu (tak za PRLu istniał recycling – chyba nawet na większą skalę niż teraz- jeden z niewielu plusów tamtej epoki). Udało się zakupić zwierzę, obecnie jej szkielet znajduje się na SGGW ;]

      • Kiedyś „duch w narodzie” był w tej kwestii silniejszy i znacznie łatwiej było wówczas uzbierać pieniądze na zakup zwierzaka, zwłaszcza takiego, który działa na wyobraźnię mieszkańców (patrz choćby słonica Kinga dla poznańskiego ZOO).
        A jeśli chodzi o Gdańsk – w okresie 1.04.2009 – 31.12.2009, zebrano kwotę 8.559,11 złotych – nie powala…
        Jak byliśmy w zeszły wtorek, cały czas zbierają, choć w akwarium (do którego można wrzucać datki) zbyt wiele nie było.

  7. W Łodzi zainwestowali w takie fajne coś co trzeba położyć monetę na górze wielkiego lejka i później się toczy toczy toczy aż wpadnie do dziurki – szpaaaan 😛 – ale pomysł w sumie jakiś jest bo stosunkowo dużo ludzi się tym bawiło – szkoda tylko że takie jakieś mało estetyczne wykonanie tego

    • Dokładnie taki sam „bajer” jest w poznańskiej palmiarni:) – i nawet nieźle to wygląda, choć większość osób zwykle zastanawia się, do czego to służy…

      • No u nas też takie coś było kiedyś ale nie w zoo a w Złotych Tarasach 🙂 W lodzi klamot niestety jak dla mnie zajmował za dużo miejsca i nie pasował kolorami do pawilonu

  8. Ło matko, a co wy tacy pesymistyczni?? Kokosy nie kokosy, ale 8 czy 40 tys. też dobre, nie? Zawsze coś i to sporo więcej niż nic. A jakby dzieci, niewinne, z proszącą minką :), harcerze jacyś zbierali to możeby ludzie chętnie dawali. Złotówka to nie majątek.
    A ten klamot/bajer, o którym wspominacie to paskudztwo i ludzie zwykle tam wrzucają monety groszowe – też się toczą…

    To co? Mrówkojad, dobrze ci idzie pisanie, skrobnij do tego tvn Warszawa plus ten link… Warto spróbować…

  9. „A ten klamot/bajer, o którym wspominacie to paskudztwo i ludzie zwykle tam wrzucają monety groszowe – też się toczą…”

    Nie zgodzę się z tym.
    Tego typu, „skarbonkę”(nie mogę znaleźć innej trafnej nazwy) widziałem też w Płocku i była to dla mnie fajna ciekawostka.
    W Łodzi „skarbonka” jest od niedawna i są od dawna problemy z umieszczeniem jej w konkretnym miejscu, z racji jej wielkości.
    Ludzie początkowo nie łapali o co chodzi, stąd co lepszy Kowalski rzucał monetą do środka. Nie mogąc jednak patrząc na prymitywne zachowanie Łodzian, wytłumaczyłem paru ludziom o co biega i co niektórzy mieli z tego niezła zabawę. Tak jest do dziś, a monety które są tam wrzucane nie koniecznie są tylko monety z mosiądzu ;).
    Żeby nie było, gdy wizytowałem Płock, sam nie do końca wiedziałem „o co kaman”, ale po paru próbach wszystko było jasne. Do i Płock wzbogacił się o kilka złoty :P.

    Ten bajer to fajna rzecz. Ot zwykła skarbonka. Przynajmniej ludzie nie wrzucają monet do stawu. Przynajmniej nie w takich hurtowych ilościach jak dawniej :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s