Czytelnia Mrówkojada – „Mrówka wychodzi za mąż”, Przemysław Wechterowicz i Aleksandra Woldańska

Zapraszamy na kolejną propozycję z czytelni mrówkojada – dziś propozycja (nie tylko!) dla najmłodszych, czyli „Mrówka wychodzi za mąż”, autorstwa Przemysława Wechterowicza i Aleksandry Woldańskiej.

(Uwaga! – recenzja może zawierać elementy dotyczące zakończenia!)

"Mrówka wychodzi za mąż "

O w pół do siódmej zadzwonił budzik.
Mrówka przeciągnęła się i spojrzała w niebo.
Słońce brało właśnie szybki prysznic.
Cały świat wydawał się na coś czekać.
– Idealny dzień na wyjście za mąż – powiedziała do siebie mrówka.

W taki oto sposób zaczyna się niezwykła książka p.t. „Mrówka wychodzi za mąż”, autorstwa Przemysława Wechterowicza (tekst) oraz Aleksandry Woldańskiej (ilustracje).
Powodów, dlaczego niezwykła, jest kilka – w tym jeden szczególny, ale po kolei…

BO KAŻDY CHCE BYĆ MĘŻEM MRÓWKI…

Pewnego słonecznego poranka mrówka (ot, tak po prostu, jak to zwykle bywa) powiedziała do siebie: „Idealny dzień na wyjście za mąż”. Jak powiedziała, tak postanowiła zrobić – dała zatem ogłoszenie, iż męża poszukuje i…

"Mrówka wychodzi za mąż"

…w oka mgnieniu zaczęli się pojawiać kolejni kandydaci. Pierwszy już po kwadransie (to się nazywa błyskawiczny odzew).
Parada przewijających się przez dom mrówki kandydatów przypomina swoisty casting na męża – każdy kolejny adorator posiada cechy, które mogą sprawić, iż to właśnie on będzie tym jedynym, zawsze jednak coś staje na przeszkodzie. Zjawiają się kolejno mrówka faraona-żołnierz, pasikonik-muzyk, pies-bokser, wilk-marynarz, słoń-właściciel sklepu z porcelaną, goryl-ochroniarz byłego prezydenta Panamy, rekin-makler giełdowy, kangur-mistrz skoku w dal, szop pracz-pracownik miejskiej pralni…

Mrówka wychodzi za mąż

Niestety, żaden nie był idealny. Gdy już Mrówka miała powiedzieć „Tak”, zawsze coś stawało na przeszkodzie – jedni kandydaci eliminują się sami (mrówka-żołnierz odchodzi ze swoim oddziałem, pies-bokser ze swoją panią na smyczy), inni, obok wielu zalet, mają też niestety i wady (a że zbyt cichy, a że trochę za duży, a że nieodpowiedzialny, a że zbyt pochłonięty pracą). Co ciekawe, o ile ci pierwsi adoratorzy wzbudzają aprobatę mrówki i tylko pech/ptak/wojsko/ sprawia, że do zawarcia związku nie dochodzi, o tyle kolejni zdają się budzić irytację i znużenie, co doprowadza naszą bohaterkę do rezygnacji i smutnego skonstatowania, że chyba z zamążpójścia nici.
Wierzyć w happy end przestajemy także i my, ale – jak wiadomo – niczego w życiu nie można być pewnym, a najlepsze rozwiązania spadają na nas czasem zupełnie nieoczekiwanie. Gdy bowiem nasza zrezygnowana bohaterka chce w końcu wypocząć po męczącym dniu i wziąć relaksującą kąpiel, okazuje się, że…nie ma wody. Ostatkiem sił zatem dzwoni po hydraulika…

W OBJĘCIACH MRÓWKOJADA

Kiedy otwierała mu drzwi, w jej serce trafiła strzała.
Hydraulik miał chropawy, niski głos, wspaniałe poczucie humoru,
całe mnóstwo pasji i zainteresowań i wiele,
wiele innych cudownych zalet!

Mrówka wychodzi za mąż - Mrówkojad!

Zjawia się ON – Mrówkojad-hydraulik. Pozornie najmniej właściwy dla mrówki-Mrówki kandydat. Los bywa jednak przewrotny, a zakończenia naprawdę zaskakujące. Dość już powiedzieliśmy o fabule, samego zakończenia nie będziemy więc zdradzać, skupmy się zatem na postaci samego Mrówkojada-hydraulika. Polska literatura takiego bohatera jeszcze nie miała – aż trudno uwierzyć! – ale wejście jest naprawdę mocne. Zaledwie kilka słów i dwa rysunki (ale za to jakie!) i mamy postać z krwi i kości. Bledną przy nim wszyscy poprzedni kandydaci (a i oni przecie – zwłaszcza goryl-ochroniarz to postacie najwyższej próby) i uginają się mrówcze kolana.
Ilustratorce, Aleksandrze Woldańskiej, naprawdę nieźle udało się w rysunkowej postaci oddać cechy prawdziwego mrówkojada – nasz hydraulik jest co prawda całkiem czarny (jak mrówkojad jest, każdy widzi), świetnie się za to komponuje z czerwoną torbą hydraulika, no i ogon ma puszysty jak trzeba i palców u każdej z łap tyle, co mrówkojad mieć powinien:).

Mrówka wychodzi za mąż - Mrówkojad!

NARYSUJ MI MRÓWKOJADA…

Już samo spotkanie z okładką zapowiada niezwykłe doznania natury estetycznej – z nadspodziewanie dużej (format książki jest znacznie większy, niż się spodziewaliśmy czekając na przesyłkę:), piankowej okładki w kolorze intensywnej czerwieni spogląda na nas bowiem duża głowa smakowicie oblizującej się mrówki – będzie smakowicie? A jakże!
Słów jest tu niewiele – cały tekst książki zmieściłby się właściwie na jednej stronie – ale też jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba. Właściwie każde zdanie iskrzy błyskotliwym i inteligentnym humorem i niesamowitą wręcz celnością w portretowaniu charakterów. Fragment z gorylem-ochroniarzem byłego prezydenta Panamy („Cichy, zbyt cichy”) to absolutny majstersztyk słowa i obrazu, którego na pierwszy rzut oka nie spodziewalibyśmy się w takim tekście.

Mrówka wychodzi za mąż

A jednak – takich smaczków jest w „Mrówce…” więcej – i to zarówno w warstwie tekstowej (skojarzenia postaci zwierzęcych z ich stereotypowymi cechami charakteru pokazane często w przewrotny sposób – rekin ukazany jako makler giełdowy, goryl jako ochroniarz) jak i rysunkowej (ubrania Mrówki, portret dziadka nad łóżkiem, torba mrówkojada).
Dzięki temu zestawieniu – fantastycznych i niekonwencjonalnych ilustracji i błyskotliwej, oryginalnej opowieści – otrzymujemy historię, rozgrywającą się na dwóch uzupełniających się poziomach, tworzących razem niebanalną i ujmująca historię o poszukiwaniu miłości i …

AMORES MRÓWKOJADOS…

Czytamy, czytamy i im bliżej końca, tym większe mamy wątpliwości, jak też się ta historia skończy. Tylu kandydatów – i nic. Finał jednak – tyleż przewrotny, co zaskakujący, niesie ze sobą kilka myśli. A że niczego – zwłaszcza miłości – przewidzieć się nie da i pewnym być nie można, a że czasem lepiej nie dokonywać pochopnych wyborów byle tylko coś wybrać, a że nic na siłę, bo czasem co ma być – to będzie. Miłość – bo o nią tu głównie chodzi – bywa nieprzewidywalna i nigdy nie wiadomo, jak i z której strony na nas spadnie.
Ale nie tylko miłość – mamy tu bowiem sporo mądrych, życiowych porad – i pod zadumę, i do śmiechu. Jest i o samotnych, i niezdecydowanych, o kobietach i o mężczyznach. Jest i dla dzieci, i dla dorosłych. Właśnie – pojawić się może pytanie, czy to aby na pewno jeszcze książka dla dzieci. I tak, i nie – bo DLA dzieci, ale TEŻ dla dzieci, bo i dla dorosłych. Takie rozróżnienie wydaje się czasem – a w tym przypadku szczególnie – niepotrzebne, otrzymujemy bowiem świetnie napisaną i jeszcze świetniej zilustrowaną opowieść, która trafić może do każdego i każdemu sprawić wielką frajdę.
Miłośnikom mrówkojadów zaś w szczególności:).

Gorąco polecamy (książka otrzymuje od nas specjalny znak „Mrówkojad poleca!”).

"Mrówka wychodzi za mąż" - Mrówkojad poleca!

NOTA O KSIĄŻCE

Książka kończy się jak film – na ostatniej stronie można przeczytać pod hasłem WYSTĄPILI wszystkich bohaterów, wraz z łacińskimi nazwami – sympatyczna ciekawostka, choć nie bez błędów (wilk jako canis lapus).

Warto dodać, iż „Mrówka…” w konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek na Najpiękniejszą Książkę Roku 2009 zwyciężyła (wespół z kołysanką Józefa Wilkonia „kici kici miau”) w kategorii „Książki dla dzieci i młodzieży”.

Mrówka wychodzi za mąż

Tytuł: Mrówka wychodzi za mąż
Autor: Przemysław Wechterowicz
Ilustracje: Aleksandra Woldańska
Wydawnictwo: Czerwony Konik

Rok wydania: 2009 (maj)
ISBN 978-83-926726-8-5
Format: 28×24,5 cm
Ilość stron: 32 (w tym tekst – 30 stron)
Oprawa: twarda z pianką
Cena: 26 zł

EPILOG

Redakcji Mrówkojada udało się przeprowadzić z autorką ilustracji do książki, Aleksandrą Woldańską, przeprowadzić mini-wywiad.

Jak się okazało, o zilustrowanie „Mrówki…” poprosił ją jej autor, Przemysław Wechterowicz. Podczas pracy nad książką, autorka ilustracji miała do dyspozycji fotografię wszystkich występujących tam zwierząt, ale jak sama mówi, nie wzorowała się na nich zbyt precyzyjnie – nie chodziło bowiem o to, aby wyglądały one realistycznie, ale żeby zachować jedynie ogólną poprawność anatomiczną.
Nas jednak najbardziej interesowała kwestia mrówkojada:

To był mój pierwszy mrówkojad jakiego narysowałam. Zależało mi na tym żeby wyglądał dostojnie i poważnie. Przede wszystkim zachwycił mnie ogon. Lubię gdy postacie są proste w formie szczególnie jeżeli chodzi o zwierzęta i tą samą zasadę stosowałam przy rysowaniu mrówkojada.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s