Nidhögg - skrzydlaty wąż z mitologii skandynawskiej (tu jako bohater komiksu o Thorgalu - tom pt. "Gwiezdne dziecko")

Mrówkojad na tropie zwierzęcych motywów – świat zwierząt w serii komiksowej „Thorgal”. Część II

Zapraszamy dziś na dalszy ciąg tropienia motywów zwierzęcych w serii komiksowej Thorgal – w poniedziałek wprowadziliśmy Was w świat komiksu Van Hamme’a i Rosińskiego i przeanalizowaliśmy album po albumie, aby odnaleźć wszystkie zwierzęta, jakie pojawiają się w całej serii komiksowej i określić rolę, jaką pełnią w całej opowieści.
Dziś natomiast przyjrzymy się faunie mityczno-fantastycznej, która jest w Thorgalu reprezentowana wyjątkowo licznie – nie ma się jednak czemu dziwić, wszak Thorgal nieustannie spotyka na swojej drodze rozmaite potwory, zaś wśród bohaterów komiksu znajdują się tak „zwykli ludzie”, jak i nordyccy bogowie – a przy okazji także rozmaite mityczne stwory.
Zresztą, zobaczcie sami…

MITYCZNE STWORY I POTWORY W THORGALU

ARACHNEA
(Arachnea)

Tytułowa bohaterka 24. tomu serii to gigantyczna pajęczyca, która kiedyś była piękną dziewczyną o imieniu Serena, wskutek klątwy bogów przemieniona w potwora – pół kobietę, pół pająka…
Brrr!

Arachnea ("Arachnea")

Thorgal, który większość swoich przygód przeżywał jak dotąd wśród panteonu nordyckich stworów, demonów, olbrzymów i walkirii, teraz uczestniczy w przygodzie na rozgrzanej słońcem i porośniętej bluszczem winogron ziemi attyckiej. W Arachnei można dostrzec wpływy mitów o Arachne – mamy Labirynt, Tezeusza (w tej roli Thorgal) i Minotaura (Arachnea).
Tyle, że w tej opowieści okazuje się, że nie taki potwór straszny, jakby się mogło wydawać, choć gwoli ścisłości, mityczny Minotaur też był postacią cokolwiek tragiczną…

DWUGŁOWY SOKÓŁ
(Giganci)

Zwierzęta mające więcej niż jedną głowę są obecne we wszelkich mitach – różnią się tylko gatunkiem i ilością głów. W tomie Giganci spotykamy pewne paskudne ptaszysko, które królowi olbrzymów ofiarowuje niejaki Hjalmgunnar – olbrzym z puszczy. Ptaszyskiem owym jest dwugłowy sokół, któremu „nie zdoła uciec żadna zdobycz”.
Nie ma się co dziwić – uciec przed jednogłowym sokołem nie byłoby łatwo, a co dopiero przed takim, który ma dwie głowy!
Szczur, zestrzelony przez Thorgala, z dwugłowym ptaszyskiem nie ma szans, ale nasz tytułowy bohater…

Dwugłowy sokół nie daje szans szczurowi... ("Giganci")

Warto dodać, że dwugłowy sokół to stary, hetycki (a może jeszcze wcześniejszy) symbol Słońca, będący także symbolem władzy królewskiej – stąd tak często można zobaczyć dwugłowego ptaka w godłach państwowych!
Co ciekawe, oficjalną maskotką Zimowej Uniwersjady w 2011 roku w tureckim Erzurum był… dwugłowy sokół o imieniu Kanka – nie ma on jednak wiele wspólnego z sokołem z Gigantów!

JEDNOROŻEC
(Kriss de Valnor)

Jednorożec? Tak, pojawia się też jednorożec – na szczęście tylko na chwilę i tylko w majakach sennych Jolana, syna Thorgala.
Piszemy na szczęście, bo jakoś nam jednorożec do całej tej historii nie pasuje – jakiś taki pretensjonalny…

Jednorożec w "Kriss de Valnor"

LATAJĄCE KOTY BOGINI FRIGG
(Giganci, Gwiezdne dziecko)

W opowiadaniu Metal, który nie istniał mały Thorgal oraz jego towarzysz, krasnal Tjahzi, są ratowani przez dwa skrzydlate koty, należące do bogini Frigg. Koty wyglądają jak koty, tyle, że mają ogromne skrzydła i – niczym bohaterowie gier komputerowych – wiele żyć, a dokładnie dziewięć. Bardzo praktyczna „umiejętność”, jak się okaże :).
Skąd wzięły się owe skrzydlate koty? W mitologii nordyckiej należały do bogini… Freyi, żony Oda, która posiadała rydwan, zaprzężony w dwa latające, ale bezskrzydłe koty!

Freya i jej koty - widać, że bez skrzydeł... (za: Wikipedia)

Freya była co prawda później utożsamiana z Frigg, są to jednak tak naprawdę dwie różne boginie, można więc śmiało powiedzieć, że twórcy komiksu trochę się pomylili…

Latające koty bogini Frigg ("Gwiezdne dziecko")

W epizodzie latające koty pojawiają się jeszcze w albumie Giganci – towarzyszą swojej pani podczas jej rozmów z Thorgalem.

LATAJĄCY KOŃ
(Bitwa o Asgard, Aaricia)

Pamiętacie jeszcze boga, a może raczej bożka, Vigrida? To ten, który potrafił zmieniać się w rozmaite zwierzęta – był już m.in. orłem, najchętniej jednak przeobrażał się w latającego konia. Takiej transformacji dokonał w tomie Aaricia (trafił nawet na okładkę!) oraz w Bitwie o Asgard.

Album "Aaricia"

Trochę taki Pegaz :).

MUCHOSTWÓR
(Ofiara)

Szczerze – macie jakieś lepsze określenie na to monstrum?

To nie była Strażniczka Kluczy...

Nam przypomina trochę Setha Brundle’a po przemianie

OCTOPUS i inne wodne stwory..
(Błęitna zaraza, Upadek Brek Zarith, Ponad krainą cieni)

Rzeczny potwór, który dla wielu nieszczęśników okazuje się być większym zagrożeniem, niż tytułowa błękitna zaraza – w końcu to on trafia na okładkę albumu:

"Błękitna zaraza"

Ma tylko jeden słaby punkt, a jak wiadomo Thorgal świetnie radzi sobie z odnajdywaniem słabych punktów swoich rywali – bo że przyjdzie mu się zmierzyć z Octopusem, to przecież oczywiste…

„Znajomi po urodzie” z Octopusem są na kartach Thorgala częstymi gośćmi – wszelkiej maści węże wodne i różne „wężostwory” czają się w wodach w takich albumach jak choćby Upadek Brek Zarith czy Ponad krainą cieni.

"Ponad krainą cieni"

PREHISTORYCZNE STWORZENIA
(Ponad krainą cieni)

Co tam wodne węże! W albumie Ponad krainą cieni Thorgal i towarzysząca mu Shaniah spotykają na swojej drodze mamuty, dinozaury i rozmaite prehistoryczne zwierzęta – nasi bohaterowie płyną bowiem na tratwie, unoszonej przez „prąd czasu, prowadzący ich aż do prehistorii Ziemi”!
Verne byłby z tego dumny!
A dinozaury – żywcem wyjęte z Parku Jurajskiego!

Thorgal Jurajski...

WĄŻ NIDHOGG
(Gwiezdne dziecko, Strażniczka kluczy, Niewidzialna forteca)

"Strażniczka kluczy"

W mitologii skandynawskiej Nidhogg to skrzydlaty wąż lub smok, podgryzający korzenie Yggdrasilu i wysysający krew z ciał zmarłych, który zostanie zabity podczas Ragnaröku.
W Thorgalu to bestia z piekła rodem, zdecydowanie najczarniejszy „nieludzki” czarny charakter całej serii. Posiada szereg przydatnych złoczyńcy umiejętności – jest nieśmiertelny, zna trochę magicznych sztuczek i świetnie włada mieczem, w czym przydaje się też fakt, iż posiada mnóstwo ogonów. Do tego jest wyjątkowo paskudny, wyrachowany, perfidny, niezwykle uparty i zachłanny. Jedyną jego cechą, którą trudno uznać za negatywną, jest to, iż wybornie gra w warcaby…

Nidhögg - skrzydlaty wąż z mitologii skandynawskiej (tu jako bohater komiksu o Thorgalu - tom pt. "Gwiezdne dziecko")

Nidhögg ("Gwiezdne dziecko")

Pojawia się w aż trzech tomach – w Gwiezdnym dziecku (gdzie pragnie zdobyć „metal, który nie istniał”), Strażniczce kluczy (gdzie jest kołem zamachowym całej fabuły) i Niewidzialnej fortecy (gdzie praktycznie powtarza swoją rolę z Gwiezdnego dziecka), a w każdym z tych albumów pełni bardzo ważną rolę, w każdym też staje na drodze Thorgalowi i nie zawsze wychodzi na tym dobrze…

WĘŻO-WAMPIRY
(Strażniczka kluczy, Gwiezdne dziecko)

Jeden z ciekawszych pomysłów Rosińskiego i Van Hamme’a – latające węże posiadające skrzydła nietoperzy, zapewne z rodzaju wampirów, stąd wężo-wampiry. Występują stadnie – wyglądają niczym chmura, a oprócz umiejętności latania potrafią także strzelać ogniem niczym laserem.
Na drodze naszego bohatera stają dwukrotnie – w Gwiezdnym dziecku atakują młodego Thorgala i Tjahziego, którym z pomocą przychodzą latające koty bogini Frigg, natomiast w Strażniczce kluczy atakują dorosłego już Thorgala, któremu również towarzyszy Tjahzi – tym razem Thorgal poradzi sobie z potworami sam – latające koty nie będą mu potrzebne…

"Gwiezdne dziecko"

„Strażniczka kluczy”

Tyle na dziś – żegnamy się na razie z Thorgalem i stworzeniami zaludniającymi jego świat, a już niebawem zajmiemy się tropieniem motywów zwierzęcych w kolejnym tekście kultury!
Jeśli macie pomysły, jakim tekstem powinniśmy się zająć – dajcie znać!

Sisyphus

Alfabet Mrówkojada – M jak Mit

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu przyglądaliśmy się pewnej ławce, której głównym bohaterem jest – nieprzypadkowo! – mrówkojad, dziś natomiast opowiemy Wam, jakie miejsce w mitach Indian Ameryki Południowej zajmuje mrówkojad i co nasz długonosy przyjaciel ma wspólnego z niedźwiedziem…

M – MIT

Świat wokół nas pełen jest tajemnic i rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, choć rozwój nauki i cywilizacji sprawił, że na wiele nurtujących ludzkość pytań udało się już znaleźć odpowiedzi – czym jest tęcza, skąd się biorą grzmoty, jak to jest, że słońce zachodzi i wschodzi każdego dnia…
Gdy czegoś nie wiemy, „podpowie” nam książka (coraz rzadziej już jednak), Internet (coraz częściej), media, zawsze też znajdzie się ktoś, kto wie lepiej i wyjaśni nam pewne kwestie.
Wyobraźmy sobie jednak, że dawno, dawno temu, nie było jeszcze ani książek, ani Internetu (naprawdę!), ani żadnych innych mediów, a i tych, którzy wiedzieli, było znacznie mniej. Nauka jako taka jeszcze nie istniała, a wiedza ludzi na temat otaczającego ich świata była nieporównywalnie mniejsza, niż dziś. Im jednak mniej wiemy, tym bardziej jesteśmy ciekawi, stąd ludzie na wszelkie możliwe sposoby próbowali sobie wyjaśnić naturę otaczającego ich świata i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. W ten sposób właśnie narodziły się mity – niezwykłe opowieści, których zadaniem była próba dotarcia do Tajemnicy – życia, śmierci, istnienia…
Mity obecne były w tradycji rozmaitych kultur i narodów na całym świecie, jeszcze na długo przed powstaniem religii, w wielu zaś kulturach – szczególnie tych prymitywnych – obecne są do dziś, jako wciąż żywy relikt dawnych wierzeń.

Mity zwierzęce

Szczególną rolę w mitach – niezależnie od czasu i miejsca – odgrywały zwierzęta, zarówno te, które towarzyszyły człowiekowi na co dzień, jak i te, z którymi stykał się rzadko, gdyż stanowiły zagrożenie i trzeba było ich unikać. Ważną rolę w mitach greckich odgrywały byki, węże i konie oraz wszelkie ich hybrydy (patrz: Minotaur, Pyton i centaur), z kolei mitologia egipska obfituje w krokodyle, skarabeusze, lwy i skorpiony i wszelakie ich modyfikacje. Oczywistym jest zatem, iż występuje ścisła zależność między mitologią danego narodu a zwierzętami, z jakimi stykał się dany naród za konkretną mitologię odpowiedzialny. Stąd w mitach greckich próżno szukać kangurów, a w mitach z Ameryki Południowej raczej nie znajdziemy słoni i bóstw do słoni podobnych. Choć każdą mitologię zasiedlają nieprzebrane ilości monstrów, których próżno szukać wśród fauny któregokolwiek regionu świata – mity mają bowiem to do siebie, że pełno w nich stworzeń, których próżno szukać w realnym świecie, choć pewne analogie do realnych stworzeń da się akurat odnaleźć…

Minotaur

Zostawmy jednak mitologie greckie, egipskie, nordyckie i babilońskie oraz wszelkie zaludniające je stworzenia i zajmijmy się naszym drogim mrówkojadem – jak się pewnie domyślacie, choć w opowieściach o Zeusie czy Thorze próżno szukać naszego długonosego przyjaciela, to już w mitycznych opowieściach ludów Ameryki Południowej zajmuje on całkiem poczesne miejsce. Dziwić nas to nie powinno, jeśli uzmysłowimy sobie, że jeszcze kilkaset lat temu mrówkojad był na terenie całej niemal Ameryki Łacińskiej zwierzęciem szeroko rozpowszechnionym i często spotykanym, a że zwierzak to w dodatku sporych rozmiarów i wybitnie nieprzeciętnej fizjonomii, to wręcz trudno sobie wyobrazić lepszego bohatera mitycznej opowieści!

Przyjrzyjmy się zatem kilku mitom, w których pojawia się nasz drogi mrówkojad – już tych kilka wybranych opowieści mitycznych pokazuje, jak ważne i szczególne miejsce zajmował ten tajemniczy zwierzak w życiu mieszkańców Ameryki Południowej, przy okazji też zwracamy uwagę na szczególny aspekt tych mitów – jak na mity przystało, wyjaśniają bowiem naturę pewnych zjawisk, w tym przypadku zaś tłumaczą, dlaczego mrówkojad wygląda, jak wygląda i skąd wzięły się pewne cechy jego zachowania.
Zresztą, zobaczcie sami…

Z jaguarem to my się nie lubimy…

Jest takie opowiadanie: Król Jaguar (w Afryce królem był lew, w Ameryce Południowej – jaguar, jako największy drapieżnik), znużony nikczemnością swoich poddanych, zorganizował w dżungli specjalne spotkanie. Zwierzęta po kolei przedstawiały się, aż na koniec zostały te najdziwniejsze – zawsze się bowiem takie znajdą.
– „Ja jestem wilkopies – mówił jeden – tata był pies, a mama wilczyca.”
– „A ja jestem kotolis – ojciec lis, a matka kotka.”.
I tak dalej. Aż przyszła kolej na naszego bohatera: „A ja jestem oso hormiguero (z hiszpańskiego – niedźwiedź mrówkowy)… ” – zaczął… i już nie skończył, bo zwierzęta zaczęły wrzeszczeć i gwizdać: „Skandal! Ohyda! Fuj! Won z lasu!”.
Cóż było robić – mrówkojad odszedł i od tego czasu mrówkojad trzyma się brzegu lasu, z dala od kolegów, jaguary zaś nienawidzą mrówkojadów z całego serca. Nikt też jakoś szczególnie nie przepada za mrówkami, poza jednym mrówkojadem, który ma do nich słabość po dziś dzień.

Za jednym zamachem mit wyjaśnia nam, skąd niechęć między mrówkojadami a jaguarami i dlaczego z mrówkojadów tacy samotnicy, żyjący z dala od lasu.
Całkiem nieźle :).

Przebiegły jak… mrówkojad?

Pierwotni Amerykanie z Chaco traktowali go dużo lepiej, niż niewdzięczne i zawistne zwierzęta. Dla Indian Guarani i Tobas polowanie na niego było związane ze skomplikowanym rytuałem. Wierzono bowiem, że zjedzenie mrówkojada daje nadzwyczajną siłę i przebiegłość (w argentyńskich bajkach dla dzieci mrówkojad jest bowiem uosobieniem siły, sprytu i rozumu, trochę jak nasz lis!). Nie można więc było na niego polować dla kaprysu. Indianie Toba wierzyli natomiast w Matkę Mrówkojadów, Nowét, która żyła pod ziemią i pożerała ludzi zabijających bez potrzeby jej kuzynów.
Zapolować można było jedynie wtedy, gdy siły i spryt zaczynały szwankować. Wtedy trzeba było odprawić najpierw skomplikowany ceremoniał, by zawiadomić i poprosić o pozwolenie Matkę Mrówkojadów.

Z kolei wśród Indian Tenetehara zakaz pokarmowy podczas ciąży obejmował przede wszystkim ojca przyszłego dziecka, który musiał powstrzymywać się od spożycia mięsa jaguara, mrówkojada i niektórych ptaków, ponieważ duchy tychże zwierząt mogły zaszkodzić normalnemu rozwojowi płodu w łonie matki.

Mrówkojad gromowładny!

Tymczasem dla Indian Wichis mrówkojad był tematem tabu, albowiem ich bóg-piorun, Kassóngra, przybierał właśnie jego postać. Bóg ten był też mistrzem i protektorem czarowników Wichis. Gdy grzmiało, mówiono, że to Kassóngra złości się i ryczy (słusznie z czymś, a raczej z kimś, nam się to kojarzy!). Co ciekawe, burza była okazją do sprawdzenia się dla śmiałków – najodważniejsi, a zarazem najbardziej żądni wiedzy, władzy i awansu w społecznej hierarchii, szli podczas takiej burzy w busz, istniała bowiem szansa, że bóg-piorun wpadnie w tarapaty i ugrzęźnie w gęstwinie, a jeśli komuś by się udało uwolnić uwięzionego w krzakach Kassóngre, spotkałoby go wówczas wielkie szczęście, bo bóg-mrówkojad z wdzięczności uczyłby go wiedzy tajemnej i zdradził mu wielkie sekrety.
Awans murowany!

Na początku był… mrówkojad!

Indianie Guaranie mieli do mrówkojada stosunek specjalny i uczuciowy. Nie był on dla nich pożywieniem – był przyjacielem, co więcej – odgrywa on kluczową rolę w ich micie genezyjskim (czyli micie o stworzeniu świata).
Kiedyś, w zaraniu dziejów, świat nawiedziła okrutna powódź, coś jak biblijny potop. Przeżyli go tylko najsprytniejsi i najmądrzejsi, ci, co wdrapali się na najwyższe drzewa w dżungli. Kiedy w końcu woda opadła i Guaranie zeszli z drzew, zobaczyli, że cały świat zwierzęcy się potopił! Świat stworzony przez Najwyższego i Stworzyciela – Tupá Nanderu Mbae Kuaa – był pusty. Postanowili więc Guaranie nie zasmucać swojego stwórcy i zrobić mu niespodziankę: ulepić z błota i gliny wszystkie zwierzęta, które w swoim czasie wielki Mbae stworzył. Lepili je nocą, żeby nie zdradzić się z niespodzianką. Pracowali więc w pocie czoła i kończyli właśnie tułów mrówkojada, gdy zaczęło świtać. Niewiele myśląc, okrutnie pospieszani Indianie wetknęli mrówkojadowi patyk w łeb i…  zrobiło się jasno. A w słońcu dojrzał wielki Mbae Kuaa, jaką mu niespodziankę zrobił jego ukochany lud! W mgnieniu oka zrozumiał – wszak imię jego znaczy „Ten Co Wie Wszystko” – i rozczulony nad wyraz tchnął życie we wszystkie figurki hurtem – w tym i w mrówkojada! Jak więc widać, niezwykły kształt mrówkojada to nic innego jak pochodna pośpiechu i braku czasu!
Potem Nanderu mianował drogich Guaranów „narodem wybranym”, a naszemu bohaterowi dał nowe imię: yurumí, czyli w tłumaczeniu… Długi Ryj.
Co ciekawe, ów mrówkojad z mitu różnił się – i to dość mocno – od mrówkojada, jakiego znamy dzisiaj. T a m t e n mrówkojad wyglądał normalnie i miał normalne imię, jak na normalne zwierzę przystało. Wychodzi więc na to, że tak naprawdę mrówkojad jest dziełem ludzi i pośpiechu! Od tego czasu mrówkojad nigdy nie był częścią menú Indian Guaranów – woleli, żeby im wyjadał mrówki…

Tańczący mrówkojad

Podobny motyw pojawia się w mitach Indian Kaingang. Według nich mrówkojada stworzył Kayuruke, ale robił go w pośpiechu i dlatego nie dał mu zębów, a zamiast języka wetknął mu naprędce w pysk patyk.
Indianie Kaingang z Brazylii opowiadają, że w dawnych czasach nie znali oni ani pieśni, ani tańca. Pewnego razu Kayurukre, ich heros kulturowy, idąc na polowanie, spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej przez niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięki. Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę i tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów. Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnych łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał, kiedy patrzał na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owymi tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.

Stać się mrówkojadem…

W innym podaniu Indian Cashinawa jest mowa o pewnej wdowie o długich włosach, która przemieniła się w mrówkojada.
Oto pewnego razu starsza kobieta poszła na górę, niosąc kij w ręku i Chiripa (rodzaj koca noszonego jako spodnie) związane w pasie. Staruszka zgubiła się w lesie i nie znalazła sposobu na powrót do domu. Wraz z upływem dni zaczęła zmieniać się w… mrówkojada! Kij zmienił się w nos, a  Chiripa w ogon!

Jak widać, południowoamerykańscy Indianie żyli kiedyś w zgodzie, w atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia z mrówkojadami. Wszystko zmieniło się, gdy z Europy przybyli biali ludzie, którzy w kilkaset lat doprowadzili do niemal całkowitej zagłady gatunku. Na nic było kulturowe tabu wokół mrówkojadów i ich mityczna rola – mrówkojady wybijano bez litości, i bez powodów.
Na szczęście trochę mrówkojadów jeszcze na terenie Ameryki Łacińskiej zostało, a w wierzeniach prymitywnych ludów nadal zajmują ważne miejsce, ciesząc się należytym szacunkiem.
Możemy tylko żałować, że znane nam mitologie Starego Świata nie znały mrówkojadów – o ileż ciekawsze byłyby np. mity greckie, gdyby od czasu do czasu pojawiał się w nich niezwykły, długonosy zwierz z puszystym ogonem i zamiłowaniem do mrówek…