tygrys2

Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga… Fotorelacja Sylwii z krakowskiego zoo

Krakowskie Zoo odwiedziliśmy tylko raz – w dzieciństwie i niestety od tego czasu nie dane nam było go zobaczyć ponownie.
Tym bardziej się zatem cieszymy, że nie zawodzą nasi terenowi korespondenci – do Krakowa zabrał nas już nasz stały korespondent, Wojtek, zabrała nas Tesia, teraz zaś o swojej wycieczce do krakowskiego zoo opowie nam nowa korespondentka Mrówkojada – Sylwia.
Zapraszamy do lektury!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Sylwii – Mrówkojad dokonał jedynie edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

16 października miałam okazję być, razem z tatą, w krakowskim zoo. Przed wyprawą było wiele niewiadomych, a jedną z nich była pogoda, tym bardziej, że jeszcze poprzedniego dnia niebo spowijały gęste, deszczowe chmury. Na szczęście przez cały dzień dopisywało nam słońce, a jedynie na początku towarzyszył nam lekki chłód.

Tuż po wejściu na teren ogrodu przywitała nas wystawa ciekawych, ładnie prezentujących się rzeźb, przedstawiających najróżniejsze zwierzaki.
Mijając wystawę mamy wybór pomiędzy dwoma alejkami – jedną przy dość dużym wybiegu słoni i drugą, z ptasimi wolierami. Wybieramy kierunek przy wolierach, gdyż nie dostrzegliśmy wielkich zwierząt. Do mieszkańców wolier należały olśniaki himalajskie, kukabura, papugi (m.in. mnicha, nierozłączka czerwonoczelna), błyszczak purpurowy oraz uszaki (brunatny i siwy).

Kukabura

Błyszczak purpurowy

Uszak brunatny

Kolejnym przystankiem była ekspozycja flamingów, gdzie podziwialiśmy aż dwa gatunki – flaminga różowego i chilijskiego. Ptaki doskonale prezentowały się w ostrym, popołudniowym słońcu wśród delikatnie drgającej roślinności.

Flaming różowy

Na chwilę skręcamy w boczną alejkę, by zobaczyć surykatki (niestety, znajdowały się w pomieszczeniu wewnętrznym) oraz pałaszujące swoje śniadanie aguti.

Od aguti oraz zgrabnych flamingów, ruszamy w kierunku małp. Pierwsze to niezwykle fotogeniczne mandryle. Z chęcią pozują do zdjęć, zachowując się przy tym zupełnie naturalnie. Do ogrodzenia podchodzi nawet samiec.

Mandryl

Kolejnymi przedstawicielami małp są mangaby czarne, pawiany płaszczowe oraz szympansy. Mijając małpy, wchodzimy na zacienioną alejkę, gdzie prezentowane są przede wszystkim zwierzęta roślinożerne – począwszy od lam, przez arui po koby liczi.

Koby liczi

W międzyczasie mamy również okazję do obserwacji niewinnego starcia dwóch młodych samców arui.

Arui

Naprzeciwko wybiegu addaksów skręcamy w stronę wolier kotów błotnych (chausów), ocelota i żbika, a także Pawilonu Zwierząt Nocnych, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Pierwszy raz odwiedziłam tego typu miejsce i muszę przyznać, że pomysł i ekspozycja są świetne. Niemal wszystkie zwierzaki dały się zobaczyć, a wśród nich najciekawszym okazał się kuskus ziemny. Odchodząc od małych drapieżników, ponownie wchodzimy na „aleję roślinożerców”. Po drodze mijamy nilgau, elandy, wielbłądy dwugarbne i znów skręcamy, tym razem by ujrzeć sajmiri i lemury wari.
Po krótkiej obserwacji, wędrujemy przy rozległych wybiegach jeleniowatych, gdzie spotykamy niewielkie mundżaki chińskie, a z bliska oglądamy ogromnego samca jelenia barasinga.

Mundżak chiński

W końcu dochodzimy do wybiegów wielkich kotów. Mieszkają tam trzy gatunki – tygrysy amurskie, pantery śnieżne (zwane też irbisami) i lwy. Rodzinę tygrysów stanowi para oraz dwójka ich, już dorosłych, młodych. Początkowo pręgowani drapieżcy byli nieco ospali, lecz wraz z upływem czasu ich aktywność wzrastała. Galopujący ledwie metr od szyby tygrys i dudniąca pod jego ciężarem ziemia, to wrażenia, których na długo się nie zapomina!

Tygrys amurski

Kolejnymi zwierzętami były lwy. Od początku wyprawy, co pewien czas, do naszych uszu dochodziły niskie i donośne porykiwania, lecz dopiero, gdy usłyszeliśmy je z odległości najwyżej kilku metrów, poczuliśmy potęgę samca lwa. Na wybiegu mieszka para – samiec i bardzo sędziwa samica. Na tabliczce można przeczytać, że jej wiek (21 lat) odpowiada 110 lat u ludzi! Odchodząc od „królów dżungli”, mijamy smacznie śpiące irbisy i dochodzimy do tapirów anta. Dzięki szybie mamy możliwość podejrzenia ich w czasie popołudniowej drzemki.

Tapiry anta

Nieco dalej wspaniale prezentują się żenety. Zanim ułożyły się do snu, na chwilę dały obserwować się w pełnej krasie.

Żeneta

Obok żenet, mieszkają fenek i wiewiórka trójbarwna. Ta ostatnia była bardzo żywotna, a wzrok ledwo, co nadążał za jej czarną kitką.

Fenek

Niedaleko wolier niewielkich ssaków, jest prawdziwy raj dla miłośników małych kotów. W kompleksie klatek mieszkają tam oceloty, koty argentyńskie, serwale, jaguarundi i karakale. Wszystkie z nich dały się obserwować, a tylko jednego nie udało mi się sfotografować.

Ocelot

My natknęliśmy się akurat na porę obiadową. Jaguarundi udowodniły swoją prawdziwą naturę przy posiłku – każdy miał określony obszar, gdzie się stołuje, a innemu nie wolno było przekroczyć granicy. Po skończonym obiedzie, każdy z gatunków inaczej zagospodarował czas – rodzina jaguarundi zacieśniała więzy rodzinne, mały ocelot poznawał świat, a samcowi serwala zebrało się na zaloty, do tego dość nietypowe – wielki kocur podszedł do samicy, mimo że ta położyła się na plecach, na znak uległości i cały czas „nuciła” bojową „pieśń”. On jednak wcale się nie zraził, wręcz przeciwnie – przystąpił do delikatnego kąsania jej przednich łap. Zamiast jednak zrobić wrażenie na samicy, dostał po głowie.

Serwal

Serwal

Powoli czas zwiedzania kończył się, więc musieliśmy się sprężać. Na krótko powróciliśmy jeszcze do nowych wybiegów wielkich kotów, z nadzieją na spotkanie z panterą śnieżną. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, rodzinka spacerowała po wybiegu. Niedługo potem koty dostały swój obiad. Młoda samiczka, urodzona 27 kwietnia 2011, porwała kawał mięsa i wspięła się z nim na skałę. Jednak gdy tylko  zauważyła matkę idącą w jej stronę, delikatnie, acz stanowczo oznajmiła, że tylko ona ma prawo do tej porcji. Niestety, nie miałam więcej czasu, by obejrzeć jej zabawy z jedzeniem. Wolnym krokiem kierowałam się w stronę wyjścia, mijając baraszkujące w wodzie uchatki patagońskie, śpiącą pandę małą, stadko addaksów pięknie prezentujących się w złocistym świetle oraz rodzinę nilgau.

Panda mała

Addaks

Nilgau

Jednak na samym końcu wizyty – niespodzianka! Jaguary, rysie i pantery chińskie, których wcześniej zobaczyć mi się nie udało, teraz dostojnie spacerowały po wybiegu. Może nie wszystkie – młode jaguary wolały aktywniejszą formę wypoczynku.

Jaguar

Jednak prawdziwym „hitem” okazała się trójka młodych panter chińskich, urodzonych 30 maja 2011 roku.

Pantera chińska

Podsumowując, w żadnym stopniu nie żałuję tego, co zobaczyłam. Ogród ma bardzo ciekawą kolekcję zwierząt. Dodatkowo widać, że nowsze ekspozycje podobają się przede wszystkim samym mieszkańcom. Szkoda, że istnieje jeszcze wiele starszych, jak chociażby klaty jaguarów i panter…

Niestety nie udało mi się zwiedzić Egzotarium… Może następnym razem?

This slideshow requires JavaScript.