Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Oceanarium w Stralsundzie

Niedawno wraz z naszym terenowym korespondentem Michałem z Warszawy zwiedziliśmy Muzeum Morskie w Stralsundzie, dziś natomiast zwiedzimy Oceanarium stralsundzkie, a naszym przewodnikiem będzie ponownie Michał.
Zapraszamy do lektury!

Czy to aby na pewno nie spadnie?

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Michała – Mrówkojad dokonał edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

Ostatnio relację zakończyłem na wyjściu z Muzeum Morskiego. Teraz udam się do Oceanarium – najnowocześniejszej placówki tego typu w Europie, a może i na świecie.

Co się działo po żółwiach…

Zaraz przy wyjściu z „kościoła” trafiłem na paradę. Okazało się że tego dnia w Stralsundzie był jakiś średniowieczny festyn. Ludzie ubrani w stroje z epoki jechali wąskimi uliczkami na miniplatformach, rozdając cukierki i inne specjały, w tym … piwo – niestety się nie załapałem.

Parada na ulicach Stralsundu

Przez atrakcje jakimi zasypało mnie miasto z planu dnia wypadł Greiswald.
Ale nie to jest ważne. Ważne jest oceanarium – ogromny biały budynek górujący nad portem. Jego konstrukcja przypomina kilka połączonych ze sobą walców, płynnie przechodzące jeden w drugi.

Jak wspomniałem w poprzedniej relacji, placówka ma na celu pokazanie mieszkańców Bałtyku, Morza Północnego i północnych rejonów Atlantyku. Ma też bardzo ważnego partnera – Greenpeace. Razem pracują nad ochroną tej części wszechoceanu.

Pogoń

W hallu głównym pod sufitem pozawieszane są szkielety różnych wielorybów. Znajdują się tu kasy, sklep z pamiątkami, stanowisko Greenpeace’u i schody na górę, gdzie zaczyna się część ekspozycyjna. Z ukrycia strzeże ich pani z pistoletem, w którym ma ukryty czytnik biletów. Niestety jej nie zauważyłem, więc krzycząc po niemiecku zaczęła mnie gonić – sorry – nie bijcie. Można było poczuć się jak pewien sławny polityk . Na szczęście cała sytuacja miała mniej dramatyczny przebieg. Ciekawe jest to, że jeśli posiadamy kombiticket z Muzeum Morskiego, jest on nam zabierany i wymieniany na kombiticket z Oceanarium. Trzeba zauważyć, że budynek ciągle jest w trakcie wykańczania – zaawansowanie prac pozwoliło na oddanie do użytku wielkiej części oceanarium, jednak po drodze mijamy rusztowania i puste zbiorniki zasłonięte czarnymi płachtami (podobną sytuację, na kilkadziesiąt razy mniejszym zbiorniku, mam w Warszawie – kto tam zamieszka: ośmiornica czy meduzy – dowiemy się już niebawem). Od razu dodam, że nie razi to przy zwiedzaniu – jak dla mnie obecna już ekspozycja jest jedną z najlepszych na świecie.

Przydałoby się coś dobudować - co ty na to humbak?

Zanurkować z rowerem czy przespać się pod wielorybem?

W pierwszej sali żywych organizmów nie zobaczymy, ale jest tu masa ciekawych zbiorów – wystrój lekko kosmiczny. W nowoczesnych gablotach prezentowane jest wszystko, co związane z Bałtykiem.

Sala Bałtycka

Podobnie pozbawiona życia jest ostatnia sala. Docelowo w budynku będzie jasno wytyczony szlak zwiedzania. Obecnie jest on ciągle w trakcie przygotowań i można ustalić własny. Za salą Bałtyku zaczynają się zbiorniki z rybami i ich współlokatorami. Napiszę tylko tyle, że wszystkie zbiorniki, nawet te małe, zbudowane są z akrylowych szyb kilkunastocentymetrowej grubości. Przydało by się jeszcze doprecyzować rozmiary zbiorników
mały – do około 1000 litrów
średni – 100 000 litrów
no i rekordzista 2,6 mln litrów

 

Jest jakiś problem z trzymaniem wieloryba w akwarium

2,6 mln litrów robi wrażenie

Wbrew pozorom to nie kino

Opisywanie tego jakoś dokładniej nie ma sensu – to trzeba zobaczyć.

Czy to stralsundzka galeria?

Ja ograniczę się do pokazania części lokatorów na zdjęciach. Przepraszam za małą ich ilość i słabą jakość, ale w budynku panuje mrok, a uważam że używanie lampy błyskowej przy fotografowaniu żywych zwierząt jest karygodne. Zresztą i tak jest zakaz jej używania.

Rekinki i nie tylko

Opisy należą się kilku miejscom.

-Na dachu budynku obok pingwinów Humboldta (mały wyjątek jeśli chodzi o specjalizację oceanarium) powstało mini centrum nauki dla przedszkolaków i uczniów podstawówek. Jest tam też minikawiarenka.

Basenik pingwinów - w tyle szklany labirynt dla dzieci

-Wielki zbiornik Morza Północnego – pływa tu kilka ławic średniej wielkości ryb, towarzyszom im płaszczki, na dnie leży szkielet wieloryba. Zbiornik możemy oglądać od przodu na jednym piętrze i od dołu na drugim.

W prawym górnym narożniku płaszczka

Po co węgorzowi rower? Zbiornik nawołujący do zaprzestania zaśmiecania oceanu

Akwarium z rybami

Jesiotr i spółka

-Szklany tunel – tu niestety rozczarowanie. Ma tylko kilka metrów długości, a w środku mało ciekawe ryby.

-Akwarium śledzi – na oko wielkości 2-3 warszawskich zbiorników dla rekina ustawionych jeden na drugim. Mieszka tu ławica śledzi, która przybiera rozmaite kształty. Opłaca się na jakiś czas zatrzymać przy zbiorniku.

Śledzik - a raczej kilka tysięcy śledzików

W największej Sali znajdują się makiety morskich olbrzymów w skali 1:1

Sala olbrzymów

Kaszalot walczący z kałamarnicą olbrzymią

Kaszalot kontra kraken

Samica humbaka z młodym

Maleństwo :)

Humbak

A także orka, płetwal błękitny, manta, wielkomorszcz gruszkonośny i samogłów.

Towarzyszom im zatopiona w formalinie kałamarnica olbrzymia

Zupa z krakena...

różne narządy wieloryba, wielka piramida ze szklanek wypełnionych biała cieczą i obok tego tekst o rozmnażaniu się płetwala (chyba nie muszę mówić czym była ta ciecz – nie, nie było to mleko…).
Dookoła sali poustawiane są leżaki i ławki. Radzę się położyć i posłuchać projekcji na temat zagrożeń oceanu, przygotowaną przez Greenpeace (w języku angielskim i niemieckim).

Zasypiając pod wielorybem

Gdy mowa jest np. o orce, wszystkie światła są gaszone a oświetlona jest tylko ona oraz ściany, na których pokazywane są zdjęcia i filmy. Makiety gigantów możemy podziwiać z trzech pięter.

Sala wielorybów jest ostatnim pomieszczeniem ekspozycyjnym – za drzwiami czekają na nas wolontariuszki Greenpeace’u z ulotkami.

Słów kilka na koniec….

Czy warto odwiedzić Stralsund – TAK!!!

Kraby, małże i rozgwiazdy

Co wybrać Muzeum Morskie czy Oceanarium? Odpowiedź jest prosta Kombiticket – są to dwie uzupełniające się placówki. Zobaczenie jednej może dać pewien niedosyt, zobaczenie obydwu zapewnia nam 100% satysfakcji.
Kilka dni później, kiedy spacerowałem po Berlińskim Akwarium, nic mnie nie zaskakiwało. No ok, fajnie wyglądały rybowodorosty i rybokamienie, ale w porównaniu ze Stralsundem jest to nic.

Kraby

Powiem więcej. Nawet jakbyśmy zsumowali wszystkie polskie akwaria, te oficjalne prowadzone przez ogrody zoologiczne i te mniejsze prywatne, to i tak nie osiągnęlibyśmy czegoś choćby w 20% tak ciekawego. Myślę, że nawet planowane oceanaria w Łodzi, Płocku, Warszawie, Gdyni i Wrocławiu nie poprawią znacznie tej sytuacji. Ale mam nadzieję, że tu akurat się mylę.

Rozgwiazdy

Rozgwiazdy

Cena biletu jak na ogrom atrakcji jaki serwują nam placówki jest znośna. Oceanarium czynne jest do 21 (nie to co akwarium w Berlinie – do 18…). Widać że miasto nastawione jest na turystów. Niestety, nie od każdej strony – wszystko inne, nie związane ze zwiedzaniem, zamykane jest o godzinie 18: restauracje, sklepy, kawiarnie – po wyjściu z oceanarium spragniony musiałem obejść całą starówkę, żeby znaleźć jakąś lodziarnię, w której dało się kupić sok. Radzę też unikać „włoskich restauracji” – spaghetti jest to niedogotowany makaron zalany koncentratem pomidorowym i wodą.

To czerwone coś chce nas pożreć!

Obecnie państwo i UE pompują wielką kasę w Stralsund. Odbudowywana jest starówka – wyburzono wszystkie modernistyczne „atrakcje” sprezentowane przez komunistów. Jest to jeden wielki plac budowy. Ale jako że jestem z Warszawy, jakoś się przyzwyczaiłem do widoku dźwigów i koparek wszędzie gdzie się da .

Homar langusta a może jeszcze coś innego?