Znów święto! Dziś Eskado, poznański mrówkojad, kończy siedem lat!

Niedawno świętowaliśmy urodziny Guapy, dziś natomiast mamy inne święto, urodziny obchodzi bowiem prawdziwy “Gość” – tym kimś jest Eskado, mrówkojad z poznańskiego Nowego Zoo!

Dawno temu w Magdeburgu

Eskado rodzi się 9 lutego 2005 roku w Magdeburgu i prawdopodobnie wygląda wtedy mniej więcej tak:

Mały mrówkojad wtulony w mamę (tu: poznańska Felice)

Przez jakiś czas, jak każdy mrówkojad, Eskado pewnie trzyma się na grzbiecie swojej mamy. Z czasem jednak dorasta i wiosną 2006 roku, kiedy ma rok i trzy miesiące, przyjeżdża do Poznania, aby zamieszkać tu na dłużej.

Prawdziwy Gość!

Eskado

Eskado to bałaganiarz, ale trzeba przyznać, że jest w swoim bałaganiarstwie niesamowicie rozczulający. Na przykład siusia do swojego legowiska zrobionego ze słomy, a ściany w swojej stajence maże łapami do tego stopnia, że wyglądają jak na poniższym obrazku:

Eskado czystością nie grzeszy...

Eskado jest też niesamowitym śpiochem – i wcale mu się nie dziwimy. Potrafi spać piętnaście godzin na dobę. Podczas każdej naszej wizyty u niego mrówkojad wyjątkowo sprzeciwiał się wstaniu z legowiska, jednak po dłuższej chwili często dawał za wygraną i budziła się.
Dawał nam tym mnóstwo radości i raczył tak wspaniałym przedstawieniem:

Eskado jest raczej ostrożnym samotnikiem. W odróżnieniu od Guapy, kiedy wychodzi na wybieg, woli trzymać się jednej ścieżki – jego ulubioną trasą spacerową jest okolica ogrodzenia przy stawie i to tam można go najczęściej zobaczyć.

Eskado na "spacerniaku"

Choć Eskado jest samotnikiem i stara się trzymać z daleka od innych, o tyle kiedy ktoś stanie mu na drodze, potrafi go przegonić z wybiegu. W ten właśnie sposób zaczepia tapiry i wikunie, kiedy te niespodziewanie zajdą mu drogę. Jednak Eskado jest niesamowicie łagodny i niekonfliktowy, nigdy nikogo nie zaatakował i nie zrobił krzywdy.

Dnia 28 wrzesnia 2009 roku Eskado doczekał się mrówkojadziego potomka, którym zajmuje się tylko mama maluszka, Guapa.

Eskado jest nieco mniejszy i jaśniejszy od swojej partnerki mieszkającej w sąsiedniej stajence, jego ubarwienie jest bardziej szare, podczas gdy Guapa “uderza” w bardziej brunatne tony. Nie potrafimy jednak powiedzieć, które z nich jest łądniejsze – Eskado to po prostu Gość!

Z okazji już siódmych urodzin Eskado mamy nadzieję, że naszemu kochanemu mrówkojadowi będzie żyło się dobrze i coraz lepiej. Niech mrówki znajdywane ukradkiem na wybiegu będą pyszne, niech częściej dostaje awokado, niech inne zwierzaki nie stają mu tak na drodze. Wszystkiego mrówkojadziego! :)

Mrówkojad Eskado na wybiegu - Nowe ZOO Poznań

"Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?"

Czytelnia Mrówkojada – Francesca Gould, David Haviland, “Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?”

Ta dość niepozorna książka w różowej okładce ukazała się w Polsce kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego. Francesca Gould, która wykłada anatomię i fizjologię na Uniwersytecie w Bristolu, napisała już niejedną książkę, w której odpowiada na pytania ciekawskich studentów. W “Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?” podejmuje tematykę animalistyczną skupiając się na setkach ciekawostek z życia zwierząt. Ciekawostek, o których większość z nas nie ma pojęcia.

Licząca ponad 230 stron książka podzielona jest na osiem rozdziałów, z których każdy w licznych podrozdziałach charakteryzuje inny aspekt zwierzęcego życia. I tak w “Fascynującej faunie” przeczytamy o różnych niespotykanych działaniach zwierząt, z “Osobliwych opiekunów” dowiemy się, w jak niecodzienny sposób zwierzęta opiekują się młodymi, “Sprytne stworzenia” to obraz niezwykłych umiejętności, “Zoologiczne frasunki” to część o różnych nieszczęściach, z którymi borykają się różne gatunki, w “Obrzydliwych organizmach” poczytamy o aspektach fizjologicznych (dla nas obrzydliwych, dla zwierząt – niekoniecznie), “Istoty z ikrą” dostarczą nam wielu informacji o niezwykłym życiu seksualnym wielu zwierząt, “Złowrogie zwierzęta” to część o zachowaniach często okrutnych, natomiast “Kapitalne kreatury” to obraz niezwykłości najróżniejszych stworzeń. Każdy rozdział jest zmyślnie skomponowany i opatrzony wspaniałymi rysunkami, które dodają książce smaczku.

Książka jest doskonałą lekturą dla wszystkich zwierzofanów, ale z pewnością spodoba się wszystkim, którzy chcieliby trochę więcej dowiedzieć się o świecie zwierząt, ale nie mają głowy do wczytywania się w podręczniki do zoologii. Pisząca potocznym, przejrzystym językiem, przystępnym dla wszystkich, autorka często stosuje analogie do świata ludzi, aby łatwiej nam było zrozumieć niektóre mechanizmy rządzące światem fauny.  Nie ucieka przed dowcipnym ujęciem wielu tematów, ale także wyraźnie zwraca uwagę na odrębność świata zwierzęcego od ludzkiego i w żadnym miejscu nie przekracza tej granicy. Warto też pamiętać, że książka, chociaż “wygląda” na dziecinną, raczej nie jest w całości przeznaczona dla dzieci. Świat zwierzęcy, z punktu widzenia człowieka, jest jednak często brutalny i okrutny, rządzą nim bowiem prawa ewolucji i bezwzględnej potrzeby przetrwania. Dla wielu delikatnych dzieci opisy w “Dlaczego…” mogą być zbyt okrutne. Warto o tym pamiętać, wybierając historie do czytania pociechom.

No dobrze, ale o czym konkretnie możemy przeczytać w książeczce Gould i Havilanda poza tym, dlaczego mrówkojady boją się mrówek? Na przykład o tym, do czego żukowi gnojarzowi potrzebna jest kulka gnoju przy zalotach. O tym, jakie zwierzęta bezwzględnie gwałcą, mordują i uprowadzają inne. Które zwierzę urządza taniec przed zającem, aby go zahipnotyzować, a potem  - zaskoczonego – ugryźć w kark i zabić. Co krety robią z dżdżownicami, które chcą zostawić do zjedzenia “na później”. Czy zwierzęta lubią oglądać pornografię. Co decyduje o atrakcyjności jaszczurzego samca… I wiele innych fascynujących historii, które nigdy nie przyszłyby nam do głowy.
Bowiem – choć nie wszyscy o tym wiedzą – świat zwierząt jest dużo bardziej złożony od świata ludzi i przez to często dużo ciekawszy…

Książkę polecamy wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć więcej o świecie zwierząt  - zarówno tym, którzy interesują się tym fachowo, jak i zwierzomaniakom takim jak my.
No i duży plus za “użycie” naszego ukochanego mrówkojada zarówno w tytule, jak i na okładce książki – a to zdarza się, niestety, nieczęsto

Ile mrówkojadów zmieści się pod choinką, czyli świątecznych prezentów moc!

Co prawda Święta już za nami, nigdy jednak nie jest za późno, aby pochwalić się tym, jakie prezenty dostało się pod choinkę. My musieliśmy być w tym roku naprawdę grzeczni, bo też i prezentów otrzymaliśmy w tym roku wyjątkowo dużo :) .
Jak łatwo się domyślić, podobnie jak w roku poprzednim, dominowały prezenty w “mrówkojadzim duchu”, choć akurat nasza kolekcja pluszowych mrówkojadów się nie powiększyła.
Ale – nie samym pluszem mrówkojad żyje – dlatego też przedstawiamy Wam poniżej kilka najciekawszych prezentów, jakie znaleźliśmy w tym roku pod choinką :)

Mrówkojady!

Jako się rzekło – przede wszystkim mrówkojady, choć nie pluszowe!
Nasza coraz większa kolekcja wzbogaciła się zatem o kolejne znaczki z mrówkojadem:

Znaczek z mrówkojadem z Paragwaju (1984)

Znaczek z tamanduą (samica z młodym) z Salwadoru (1986)

Seria znaczków WWF - mrówkojad, leniwiec, pancernik dydelf

oraz wspaniałe karty telefoniczne z wizerunkami mrówkojadów!

Karta telefoniczna z Brazylii z mrówkojadem olbrzymim

Karta telefoniczna z Brazylii z tamanduą

Na odwrotach obu kart znajduje się krótki opis danego gatunku. Karty należą do serii 26 kart telefonicznych z wizerunkami przedstawicieli brazylijskiej fauny.

Do tego fantastyczne ryciny z leksykonu Brockhausa, na których, oprócz mrówkojada olbrzymiego, znajdują się jeszcze m.in. łuskowiec stepowy, mrówkojadek, mrówniki, leniwiec trójpalczasty i kilka gatunków pancerników, zarówno żyjących (np. pancernik karłowaty), jak i wymarłych.

Znaczki i etykiety

Do tego kilkanaście znaczków z innymi zwierzętami z Ameryki Południowej (serie z Paragwaju i Salwadoru):

Seria znaczków z Paragwaju (1984)

Seria znaczków z Salwadoru (1986)

i rewelacyjna seria etykiet zapałczanych z serii “Zwiedzajcie ZOO”!

"Zwiedzajcie ZOO!"

Książki

Oczywiście nie mogło zabraknąć także książek – co ciekawe, wszystkie, jakie dostaliśmy w tym roku, łączy ze sobą motyw… mrówkojada :) .

Przede wszystkim rewelacyjna książka Franceski Gould i Davida Havilanda Dlaczego mrówkojady boją się mrówek? (recenzja już niebawem!), w której mrówkojad pojawia się nie tylko w tytule i na okładce książki, ale poświęcony jest mu też rozdział z którego dowiemy się, jakie problemy sprawiają naszym mrówkojadom mrówki.

"Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?"

Fenomenalna książeczka Lecha Konopińskiego i Stanisława Mrowińskiego pt. Zwierzątka i zwierzęta na sześciu kontynentach – zbiór 44 rymowanek o zwierzętach z całego świata, okraszonych pięknymi rysunkami.

Lech Konopiński, Stanisław Mrowiński - "Zwierzątka i zwierzęta na sześciu kontynentach"

Mamy tu m.in. warany z Komodo, dziobaka, mrównika, pangolina no i oczywiście mrówkojada olbrzymiego!

Trzecią książką z mrówkojadem – tym razem na okładce i z krótkim opisem w środku jest Atlas zwierząt w zoo dla dzieci – propozycja ciekawa w założeniu, niestety dużo słabsza w wykonaniu (na plus mrówkojad na okładce, mapa ogrodów zoologicznych w Polsce wraz z krótką ich charakterystyką, szkoda tylko, że opisy zwierząt nie dotyczą ich bytowania w zoo, co mógłby sugerować tytuł książeczki).

"Atlas zwierząt w zoo dla dzieci"

Figurki i inne takie…

Jakby tego było mało, w nasze ręce trafiły także m.in. kalendarz “Zwierzęta świata 2012″:

"Zwierzęta świata 2012"

oraz figurka łosia – kolejna do naszej coraz większej kolekcji figurek zwierząt (mamy już m.in. mrówkojady, kaszalota, niedźwiedzia polarnego, morsa, nosorożca, leniwca, tygrysa i tapira malajskiego):

Figurka łosia

A na koniec…

A na koniec dwie fantastyczne, wielkie antyramy z mrówkojadami – jedna z wizerunkiem małego mrówkojada z nowojorskiego zoo:

a druga będąca reprodukcją obrazu Francisco Goi Jego Wysokość Mrówkojad Olbrzymi, o którym jakiś czas temu pisaliśmy na stronie!

Prawie jak oryginał!

Nieźle, co? :)

No to jak – ile mrówkojadów w końcu zmieści się pod choinką?

A my tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom szczęśliwego Nowego Roku i oby sezon 2012 był w świecie ogrodów zoologicznych jeszcze bardziej udany niż obecny – a już niebawem na Mrówkojadzie rozpoczniemy cykl artykułów podsumowujących kończący się właśnie 2011 rok…

Do przyszłego roku!

Mrókojad tuż przed wypuszczeniem do rezerwatu (fot. www.proyectoibera.org)

Mrówkojady wracają do Argentyny, czyli projekt reintrodukcji mrówkojadów w Ibera Park

W Alfabecie mrówkojada pisaliśmy swego czasu o zasięgu występowania mrówkojadów – jak wspomnieliśmy, niestety stale się on zmniejsza – prawdopodobnie wyginęły już w Urugwaju oraz Gwatemali, a i na pozostałym obszarze zniknęły z większości jego terenów, ograniczając się właściwie jedynie do górzystych regionów.

Występowanie mrówkojadów – Ameryka Południowa (from www.iucnredlist.org)

Mrówkojad zagrożony

Na szczęście jednak w ostatnich latach obserwowana jest poprawa jeśli chodzi o stopień zagrożenia mrówkojadów – jeszcze do 2006 roku, w każdym kolejnym raporcie IUCN, zaliczano je do kategorii VU (vulnerable – narażony na niebezpieczeństwo, istnieje prawdopodobieństwo ich wymarcia w niedługim czasie), czyli 3 stopnia zagrożenia. Jednak już w raporcie z 2006 roku, zaliczono je do kategorii 2 stopnia – NT (near threatened – bliskie zagrożenia).
Mrówkojad olbrzymi w ostatnim czasie bowiem minimalnie, ale jednak powiększył zasięg swojego występowania (patrz tutaj) i na niektórych obszarach swojego występowania jest względnie powszechny. Wciąż jednak odnotowywane są przypadki tępienia mrówkojadów przez miejscową ludność – zwłaszcza w Ameryce Środkowej i na południowych krańcach swojego biotopu. Do głównych zagrożeń należą specyficzna i dość mocno ograniczona dieta mrówkojadów, niski stopień reproduktywności (samica rodzi tylko jedno młode na raz i tylko jedno młode w ciągu roku), duże rozmiary ciała oraz przede wszystkim efekty działalności człowieka – degradacja siedlisk mrówkojadów na ogromnych terytoriach, związana z zagospodarowywaniem ich pod obszaru rolnicze i przemysłowe. To od lat były główne czynniki wpływające na spadek liczebności mrówkojadziej populacji.
Jakkolwiek więc obniżono stopień zagrożenia mrówkojada olbrzymiego, cały czas balansuje on między kategorią NT a VU i niewykluczone, że w najbliższym raporcie ponownie znajdzie się w tej drugiej, tym bardziej, że szacunkowa ilość populacji mrówkojadów w warunkach naturalnych cały czas maleje.

Na szczęście w wielu miejscach mrówkojady podlegają dodatkowej, ścisłej ochronie, m.in. w parkach narodowych Emas i Chapada – oba w Brazylii. Dodatkowo znajduje się niemal wszystkich krajowych czerwonych listach w państwach, w których występuje, oraz jest chroniony jako dziedzictwo krajowych gatunków w niektórych prowincjach w Argentynie.
Wciąż jednak jest potrzeba dodatkowej ochrony mrówkojadów i to nie tylko w parkach narodowych czy specjalnych rezerwatach, ale także poprzez specjalne kampanie edukacyjne wśród miejscowej ludności, która traktuje go niekiedy jak szkodnika. W wielu rejonach Ameryki Łacińskiej są bowiem mrówkojady traktowane jak odpowiednik polskich lisów. Jakby tego było mało, w niektórych rejonach poluje się na mrówkojady dla ich mięsa, rzekomo bardzo smacznego…

Mrówkojady wracają do Argentyny

Na terenie Argentyny mrówkojady olbrzymie jeszcze do lat 70. XX wieku występowały wyjątkowo licznie, dziś niestety spotykane są już tylko w północnej części kraju, głównie w prowincjach Chaco, Formosa, Jujuy, Salta, Santiago del Estero i Tucuman, a także w prowincji Missiones, prawie doszczętnie zaś wyginęły w prowincji Corrientes, w której jeszcze kilkadziesiąt lat temu były bardzo często spotykane.

Mrówkojady w Argentynie

Na szczęście jest szansa, że los argentyńskich mrówkojadów się poprawi i nie tylko przestaną tracić tak szybko zajmowane przez siebie tereny, ale też odzyskają te, które wcześniej im zabrano – a rzecz rozchodzi się właśnie o powrót mrówkojadów do prowincji Corrientes…

The Great Ibera Park

Jak to możliwe? Zacznijmy zatem od początku…

W północno-wschodniej części prowincji Corrientes znajdują się Mokradła Ibera (z hiszp. Esteros del Ibera) – drugi co do wielkości kompleks mokradeł na świecie o łącznej powierzchni około 20.000 km ² – czyli porównywalnej do terytorium Słowenii! W 1982 roku utworzono na tym terenie Rezerwat Naturalny Ibera, zajmujący teren 1 300 ooo hektarów, co stanowi 14% terytorium prowincji Corrientes i jest zarazem największym terenem chronionym w całej Argentynie (to ponad 4 razy więcej, niż wynosi powierzchnia wszystkich polskich parków narodowych!).

Mokradła Ibera to jeden z największych na kontynencie obszarów naturalnej przyrody. Ponad połowę rezerwatu zajmują tereny zalane przez wodę, są tu też jednak ogromne obszary sawannowe, leśne i pokryte przez wysokie łąki – czyli to, co mrówkojady lubią najbardziej :) .

Ibera Park (fot. www.proyectoibera.org)

Takie uwarunkowanie krajobrazowe stwarza świetne warunki do zaistnienia niezwykłej wręcz różnorodności flory i fauny. Niestety, ze względu na intensywną działalność człowieka na tym terenie przed utworzeniem tu obszaru chronionego z Mokradeł Ibera zniknęło wiele gatunków zwierząt, wcześniej występujących tu bardzo licznie, między innymi ara turkusowa (która wymarła już pod koniec XIX wieku), jaguar, wydra olbrzymia, pekari obrożne, tapir i jeleń pampasowy, prawie zupełnie zniknął z tego terenu także mrówkojad olbrzymi.
Straty są więc, jak widać, kolosalne!
Co prawda nadal licznie występują na tym obszarze m.in. kapibary, wilki grzywiaste, wydry długoogonowe, jelenie bagienne, kilka gatunków pancerników, kolpeo, wiskacze, a ostatnio na te tereny wróciły po kilku dekadach nawet pumy (zastępując miejsce jaguarów), niemniej czynione są starania, aby niektóre gatunki, które zniknęły z Mokradłe Ibera przed utworzeniem tu obszaru chronionego, powróciły na swoje dawne siedliska.

Temu ma służyć specjalny program reintrodukcji “utraconych gatunków” – Proyecto Ibera. Skupia się on przede wszystkim na przywróceniu na mokradła jelenia pampasowego (Ozotoceros bezoarticus) oraz naszego mrówkojada olbrzymiego właśnie, ale w dalszych planach ma także pekari obrożne i jaguara!

Kto wie – może jaguar też tu powróci… (fot. www.proyectoibera.org)

Proyecto Ibera

Rezerwat Przyrody Ibera to z jednej strony schronienie dla ogromnej ilości zagrożonych gatunków, z drugiej strony szansa na uratowanie innych, nie mniej zagrożonych, dla których powrót do Ibery może być szansą na przetrwanie. Choć mrówkojad olbrzymi występuje w całej północnej Argentynie, a nie na terenie rezerwatu, to właśnie tu ma najlepsze warunki do życia!
Działania mające na celu przywrócenie na Mokradła Ibera zagrożonych gatunków zwierząt, które przed laty tu występowały, opierają się przede wszystkim na fakcie, iż teren rezerwatu ma ogromne rezerwy przestrzenne, jest też w stanie zapewnić zwierzętom odpowiednie warunki i ochronę, której nie mają w innych rejonach. Szereg prowadzonych na terenie rezerwatu od lat 80. akcji sprawił, iż udało się przywrócić tym terenom kilka gatunków, m.in. wspomnianą już pumę, ale także jelenia bagiennego czy wilka grzywiastego, których przed 1982 było tu bardzo niewiele.

Program Proyecto Ibera z impetem ruszył tak naprawdę na początku lat 90. gdy argentyńscy ekolodzy zaprosili miliardera Douglasa Tompkinsa z The Conservation Land Trust, który kupił kilka tysięcy hektarów ziemi przeznaczonych na powiększenie rezerwatu.

Douglas Tompkins (fot. www.joschwartz.com)

Obecnie nad projektem czuwa ponad 20 osób, głównie Argentyńczyków,  którzy na celu mają przede wszystkim ochronę Rezerwatu Przyrody Ibera, rozpowszechnianie wartości tego miejsca i problemów, jakie je trapią, tworzenie infrastruktury rezerwatu i promocję alternatywnych możliwości gospodarczego wykorzystania terenów Ibera, bez szkody dla środowiska.

Projekt: Mrówkojad

Nas – z wiadomych względów – najbardziej interesuje projekt reintrodukcji w Ibera Park mrówkojada olbrzymiego.
Zresztą sami autorzy projektu uważają to za swój główny cel, byłoby to bowiem tyleż spektakularne, co potrzebne wydarzenie.
Trzeba przyznać, że udało się już osiągnąć kilka sukcesów!
Pierwsze mrówkojady olbrzymie na terenie Ibera Park wypuszczono w 2007 roku, w Rezerwacie Rincón del Socorro (utworzony na terenach wykupionych przez CLT).


View Larger Map

W ciągu ostatnich czterech lat regularnie wypuszczano do rezerwatu kolejne mrówkojady, dzięki czemu w kwietniu 2011 roku było ich już tu aż 16, z czego trzy urodziły się już na terenie rezerwatu, co jest niewątpliwie ogromnym sukcesem!
Zwłaszcza ten rok jest wyjątkowo udany, bowiem od kwietnia do grudnia na terenie rezerwatu urodziły się aż dwa małe mrówkojady! Matką ostatniego z młodych, urodzonego latem tego roku, jest samica Tota.

Tota z młodym mrówkojadem (fot. Karina Spoering, za www.proyectoibera.org)

Projekt reintrodukcji mrówkojada jest przez cały czas monitorowany przez naukowców i wspierany przez lokalne władze – szczególnie władze prowincji Corrientes, które są oficjalnym patronem projektu, oraz instytucje rządowe. Projekt wspierają też oczywiście władze sąsiednich prowincji (w szczególności zaś sąsiedniej prowincji Missiones), na terenie których żyją mrówkojady, bowiem właśnie stamtąd przenoszone są do Ibera Park, gdzie mają zdecydowanie lepsze warunki. Mrówkojadom z Ibera nie grozi więc podzielenie losu koni Przewalskiego wypuszczanych w Mongolii, które zamiast żyć w swoim naturalnym środowisku, były… zjadane przez miejscowych!
Tu bardzo ważna jest także edukacyjna misja projektu, mająca przekonać lokalnych mieszkańców, że mrówkojady wcale nie są ich wrogami, ale że ich ochrona może przynieść wszystkim – tak ludziom, jak i zwierzętom – korzyści!

Mrówkojad olbrzymi na łąkach Ibera (fot. www.proyectoibera.org)

Jakie są zatem najważniejsze korzyści wynikające z reintrodukcji mrówkojadów w Ibera?
Przede wszystkim przywrócenie tych wspaniałych zwierząt na obszary, które jeszcze nie tak dawno były przez nie tak licznie zamieszkiwane – same zwierzęta odzyskują więc swoje utracone siedliska, zaś Mokradła Ibera odzyskują swoje utracone zwierzęta :) .
Projekt pozwala też na lepsze poznanie biologii tych wciąż jednak słabo poznanych ssaków, warto bowiem zaznaczyć, że ogromna część wiedzy dotyczącej mrówkojadów opiera się na ich obserwacjach w… ogrodach zoologicznych.
Autorzy projektu nie ukrywają, że ma on także wielkie znaczenie dla regionu – rezerwat zamieszkiwany przez mrówkojady staje się automatycznie wielką atrakcją turystyczną (sami marzymy, żeby się tam kiedyś wybrać), zwiększa także współpracę pomiędzy władzami poszczególnych prowincji oraz instytucjami rządowymi, a to akurat w Argentynie jest kwestią bardzo istotną.
Zważywszy, że jest to pionierski na skalę całego kraju projekt reintrodukcji tak dużego ssaka, otwiera on także drogę do dalszych tego typu działań, a osiągnięte już sukcesy pozwalają wierzyć, że takie projekty mają sens – co zdaje się zauważyły już same władze Argentyny!

Jak funkcjonuje projekt?

Do projektu w pierwszej kolejności trafiają mrówkojady które zostały zabrane z prywatnych hodowli lub z terenów, na których ich występowanie jest niebezpieczne ze względu na bliskość siedzib ludzkich. Sporą grupę stanowią bardzo młode jeszcze mrówkojady, które zostały osierocone, gdyż myśliwi zabili ich matkę. Taki młody mrówkojad jest skazany na śmierć, człowiek staje się więc jego jedyną szansą na ratunek.
Gdy zwierzęta są wprowadzane do projektu, młode osobniki znajdują się pod ścisłą opieką dorosłych mrówkojadów i przechodzą okres kwarantanny. Po zakończeniu okresu kontrolnego i osiągnięcia przez zwierzęta odpowiedniego wieku, gdy mrówkojad jest już wystarczająco dojrzały i duży, aby poradzić sobie w naturalnym środowisku, zwierzęta są przenoszone do Rezerwatu Rincón del Socorro, gdzie są tymczasowo – przez jakieś 10 dni – trzymane w tzw. zagrodach aklimatyzacyjnych. Po tym czasie zagroda jest otwierana i zwierzęta mogą ją swobodnie opuścić i rozpocząć życie na łąkach, bagnach i lasach Ibera.
Każdy mrówkojad opuszcza ośrodek badawczy mając na grzbiecie specjalny kołnierz z radiolokatorem, który pozwala naukowcom obserwować jego dalsze losy, już na terenie rezerwatu, postępy w dostosowywaniu się do środowiska naturalnego, a w przypadku samic umożliwia śledzenie tego, jak wyglądają możliwości reprodukcyjne parkowych mrówkojadów, co pozwala oszacować szanse rozwojowe reintrodukowanej populacji.

Mrókojad tuż przed wypuszczeniem do rezerwatu (fot. www.proyectoibera.org)

Oprócz działań związanych z samymi zwierzętami – zbieraniem osobników do projektu, przygotowywaniem ich do wypuszczenia i dalszą, stałą obserwacją – bardzo ważne są także działania edukacyjne oraz promocyjne – projekt wymaga bowiem stałego wsparcia zarówno lokalnych władz, jak i pomocy ze strony instytucji rządowych, na szczęście osiągane przez ekipę Projektu Ibera sukcesy są najlepszą reklamą ich działań. Jeśli wszystko będzie przebiegać zgodnie z planem – a tak na szczęście się dzieje – za około 10-15 lat wszystkie założenia projektu zostaną zrealizowane, co w praktyce będzie oznaczać, że populacja mrówkojadów w rezerwacie – i prowincji Corrientes – została odbudowana i jest w stanie przetrwać bez dalszego wsparcia ze strony człowieka.
Ale też i bez jego szkodliwej ingerencji :) .

Więcej informacji na temat Proyecto Ibera można znaleźć na stronie internetowej projektu – gorąco polecamy!

49973_1195070962_ab12_p

Mrówkojady w ogrodach zoologicznych – Skandynawia

Jakiś czas temu w Alfabecie Mrówkojada zaprezentowaliśmy Wam listę europejskich ogrodów zoologicznych, w których można zobaczyć mrówkojady olbrzymie.
Dziś natomiast zaczynamy przeglądowy cykl, w którym odwiedzimy po kolei wszystkie ogrody zoologiczne na świecie, w których znajdują się mrówkojady – polskie placówki, i to zarówno w ujęciu współczesnym, jak i historycznym, już przeanalizowaliśmy, czas zatem na małą wycieczkę mrówkojadzim szlakiem dookoła świata.
Na początek wyruszamy na północ – do Skandynawii!

Skandynawia nie jest idealnym miejscem do hodowli mrówkojadów – ani jednego osobnika nie spotkamy w Finlandii i Norwegii, obecne są tylko w trzech ogrodach duńskich i jednym szwedzkim.

AALBORG ZOO, Aalborg (Dania)


Obecnie w zoo jest para mrówkojadów – samiec i samica.

Mrówkojady z Aalborg Zoo (fot. Josh Hancock, www.travellerspoint.com)

Mrówkojady w Aalborg Zoo eksponowane są od 1989 roku.

Narodziny

Pierwsze narodziny miały miejsce 9 sierpnia 2009 roku. Było to niezwykłe wydarzenie, gdyż rodzice małego mrówkojada, Günter i Karina, od czterech lat tworzyli parę, która niestety nie mogła doczekać się przychówku. Gdy pracownicy zoo stracili już nadzieję na pierwsze w historii ogrodu narodziny mrówkojada, nieoczekiwanie znaleziono Karinę z młodym. Było to niespodziewane o tyle, gdyż 20 marca 2009 roku  z powodu poważnych dolegliwości biodra i stawów trzeba było uśpić 23-letniego samca Güntera – była to strata tym większa, gdyż był to samiec złowiony na wolności i powszechnie uznawano, iż posiada bardzo cenne geny.
Jak się okazało, tuż przed śmiercią zdążył je przekazać…


Mały mrówkojad tuż po urodzeniu ważył 1600 g.
Maluch – samiczka – otrzymała imię Inti i juz jako dwuletni mrówkojad w sierpniu tego roku wyjechała do Marwell Wildlife Zoo (pisaliśmy o tym tutaj).
Tym samym w Aalborg Zoo pozostały dwa mrówkojady – samica Karina (matka Inti) oraz Ishak – samiec, który w 2008 roku przyjechał do Aalborga z Amazon World Zoo Park w Newchurch .

Wybieg

Mrówkojady olbrzymie dzielą duży wybieg razem z nandu, marami patagońskimi i kapibarami, Do dyspozycji mają także duży pawilon.

Wybieg mrówkojadów w Aalborg Zoo, 2005 (fot. Grog, www.zoochat.com)

Zoo umożliwia stałą obserwację mrówkojadów dzięki kamerze, zainstalowanej w ich pawilonie – mrówkojady z Aalborg Zoo można podglądać tutaj lub tutaj.

Zdjęcie mrówkojada z Aalborg Zoo, z 2003 roku, które ilustruje artykuł o mrówkojadzie olbrzymim na Wikipedii (i to większości wersji językowych, fot. Wikipedia)


JESPERHUS JUNGLE ZOO (JESPERHUS BLOMSTERPARK)
, Nykobing  Mors (Dania)

W zoo jest para mrówkojadów – samiec i samica.
Mrówkojady są w zoo dopiero od tego roku.

COPENHAGEN ZOO, Kopenhaga (Dania)

W zoo są obecnie trzy mrówkojady – dorosła para (samiec i samica) oraz urodzone w tym roku młode (samica).

Zoo w Kopenhadze to jeden z czołowych ośrodków hodowli mrówkojadów w Europie – rozmnażają się tu one regularnie.
Ostatnie młode – samica – urodziło się w sierpniu tego roku.

Wybieg

Na przełomie lat 80. i 90 mrówkojady zamieszkiwały nieduży wybieg obok ich obecnego pawilonu. Rozmnażały się wówczas bardzo dobrze – w krótkim okresie doczekano się aż trzech przychówków. W związku z tym na początku l. 90. postanowiono przenieść je na ogromny wybieg pampy, gdzie zamieszkały razem z kilkoma innymi gatunkami – nandu, kapibarami, gwanako, skrzydłoszponami obrożnymi i marami patagońskimi. Był to jeden z najliczniejszych wybiegów łączonych tego typu w Europie.

Wybieg mrówkojadów w Zoo w Kopenhadze, 1995 (fot. Baldur, www.zoochat.com)

Niestety, taki układ nie okazał się sukcesem – obecność mrówkojadów stresowała pozostałe zwierzęta, niekomfortowo czuły się tu też same mrówkojady, które nagle przestały się rozmnażać. Doszło także do dramatycznego wypadku, gdy jeden z mrówkojadów zabił nowonarodzoną marę. W dodatku para dorosłych mrówkojadów padła, a młode osobniki wyjechały i zoo zostało chwilowo bez ani jednego mrówkojada. Stary wybieg mrówkojadów został w tym czasie zajęty przez walabie.
W 2001 roku walabie zostały przeniesione na inny wybieg, a dawny pawilon mrówkojadów został zmodernizowany.
Do zoo sprowadzono nową parę mrówkojadów, która w przeciągu kilku lat doczekała się kilku przychówków.

Samica mrówkojada z młodym w Zoo w Kopenhadze, pawilon, 2008 (fot. Toddy www.zoochat.com)

Obecnie mrówkojady mają spory (około 350 m kw. powierzchni) trawiasty wybieg, który dzielą ze skrzydłoszponami.

Wybieg mrówkojadów w Zoo w Kopenhadze, 2001 (fot. Dan, www.zoochat.com)

Jest to jeden z największych i najlepszych wybiegów mrówkojadów w Europie – sporo tu drzew, konarów, miejsc, w których zwierzęta mogą się ukryć, jest też całkiem spory basen.

Wybieg mrówkojadów w Zoo w Kopenhadze, 2010 (fot. Kwambeze, www.zoochat.com)

Ciekawostki

Do niezwykłego wydarzenia doszło w lipcu tego roku, gdy samica Katrine, będąca w bardzo zaawansowanej ciąży, przeszła skomplikowaną operację języka, Katrina została bowiem wcześniej ukąszona, przez co nie mogła spożywać pokarmu, co groziło śmiercią jej i jej nienarodzonego dziecka. Na szczęście zabieg zakończył się pełnym sukcesem.

Więcej o mrówkojadach z zoo w Kopenhadze.

Mrówkojad olbrzymi z Zoo w Kopenhadze (fot. Wikipedia)

PARKEN ZOO ESKILSTUNA, Eskilstuna (Szwecja)

Mrówkojady olbrzymie

W zoo są obecnie trzy mrówkojady – dorosła para (samiec i samica) oraz urodzone w tym roku młode (samiec).

Mrówkojady w Parken Zoo Eskilstuna (fot. Jodea, www.zoochat.com)

Mrówkojady są w Eskilstunie eksponowane od 2009 roku, kiedy to w październiku z Kopenhagi przyjechał samiec Rozinski. Wiosną 2010 roku dołączyła do niego samica, Benita, która przyjechała z Berlina.
Pierwszy przychówek miał miejsce w 2010 roku – mały mrówkojad – samczyk – przyszedł na  świat dzień przed Wigilią, 23 grudnia.
Narodziny to o tyle niezwykłe, gdyż był to pierwszy mrówkojad olbrzymi urodzony na terenie Szwecji.

Samica mrówkojada z młodym - Zoo Eskilstuna, 2010 (fot. Zoo Park Eskilstuna)

Maluch na cześć ogrodu, w którym się urodził, otrzymał imię Eskil.

Mały Eskil na grzbiecie swojej mamy, Benity (fot. Zoo Park Eskilstuna)

Konkurs na imię dla małego mrówkojada wywołał w Szwecji ogromne zainteresowanie – nadesłano ponad 800 propozycji, a o maluchu głośno było w prasie i telewizji przez kilkanaście tygodni.

Mrówkojady mają do dyspozycji pawilon oraz duży trawiasty wybieg.

Ciekawostki

Niezwykle dramatyczna historia wydarzyła się na początku kwietnia tego roku. Znany nam już samiec Rozinski węszył ciekawie na wybiegu, aż znalazł słaby punkt w ogrodzeniu i… przedostał się na teren sąsiadującego z mrówkojadzim wybiegu flamingów. Ptaki, na widok niespodziewanego gościa, wpadły w straszliwą panikę – zaczęły trzepotać skrzydłami i uderzać nimi w równie spanikowanego mrówkojada, który czując się zagrożony, zaczął się bronić i atakował przerażone ptaki swoimi pazurami.
Efekt okazał się być tragiczny – Rozinski zaszlachtował dziesięć flamingów, pięć kolejnych zostało poważnie rannych. Samemu mrówkojadowi nic poważnego się nie stało. Był to najtragiczniejszy wypadek w szwedzkim zoo w ostatnich latach.
Okazało się, że mrówkojad rozmontował pazurami niestabilny (!) fragment ogrodzenia i przez nikogo niezauważony przedarł się na sąsiedni wybieg flamingów. Pracownicy zoo zareagowali, jak tylko zauważyli zamieszanie, było już jednak za późno.
Ogrodzenie po wypadku zostało naprawione, wyciągnięto także konsekwencje wobec odpowiedzialnych za zdarzenie.

Tamandua

W zoo są obecnie trzy mrówkojady tamandua – dorosła para (samiec i samica) oraz urodzone w tym roku młode (samiec).

Para mrówkojadów tamandua – Eduardo i Tamara – przyjechała do Eskilstuny w styczniu tego roku z Portugalii.
Już 22 czerwca na świat przyszło młode – pierwszy i jedyny jak dotąd tamandua urodzony w północnej Europie i zaledwie jeden z dwóch przedstawicieli swojego gatunku urodzonych w minionym roku na kontynencie!

Mały tamandua na grzbiecie matki, Eskilstuna Park Zoo (fot. Eskilstuna Park Zoo)

Tamanduy mają do dyspozycji całkiem spory trawiasty wybieg zewnętrzny, na którym pojawiają się – jak na obyczaje gatunku – wyjątkowo często.
Eskilstuna Zoo jest jedynym ogrodem w północnej Europie, które posiada zarówno mrówkojady olbrzymie i tamanduy, jest też jednym z zaledwie dziesięciu ogrodów w Europie, które ma obydwa gatunki.

Tyle na dziś – a już niebawem odwiedzimy czeskie ogrody zoologiczne, w których mieszkają mrówkojady!

41589_151881614829144_4465875_n

Mrówkojady w polskich ogrodach zoologicznych – Zoo Płock

Czyli naszych poszukiwań mrówkojadów w historii polskich ogrodów zoologicznych ciąg dalszy. Po Opolu, Łodzi i Wrocławiu zapraszamy dziś do Płocka, który w swoim czasie znany był w całej Europie z hodowli mrówkojadów olbrzymich!

Historia hodowli mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo to opowieść niezwykle fascynująca – naznaczona niewątpliwymi sukcesami i licznymi porażkami. Nie brakowało w niej chwil pięknych, jak i niezwykle dramatycznych.
Wszystko zaś zaczęło się w latach sześćdziesiątych, gdy w płockim zoo zainicjowano pewną dość nietypową akcję…

“Akcja Krokodyl”

Zainicjowana w latach sześćdziesiątych XX wieku „Akcja Krokodyl” ogromnie przysłużyła się płockiemu zoo. I chociaż z dzisiejszego punktu widzenia może to wyglądać dziwnie, w tamtych czasach była ewenementem na skalę Polski.
“Akcja Krokodyl” zapoczątkowana została przez wieloletniego dyrektora płockiego zoo, pana Tadeusza Taworskiego, silnie związanego z Polonią argentyńską i brazylijską. Program polegał na tym, aby zebrać książki dla argentyńskiej Polonii, w zamian za co Płockie zoo miało otrzymać zwierzęta.
W ramach akcji do Płocka w latach 60. przyjechały m.in. jeżozwierze, emu, ale też wiele gatunków fauny południowoamerykańskiej, m.in. mrówkojady, oposy, pancerniki, różne węże i wiele innych zwierząt, w tym najsłynniejszy polski gad – aligator missisipijski Marta.

Aligator missisipijski Marta

Do Płocka trafiło w ten sposób mnóstwo zwierząt, których wcześniej w Polsce nie było, co czasem prowadziło do tyleż kłopotliwych, co z dzisiejszego punktu widzenia dość zabawnych sytuacji, pojawiał się bowiem problem z… właściwą identyfikacją nowoprzybyłych zwierząt!
Najbardziej typowym przykładem był pancernik otrzymany z Chaco, który przyjechał jako pancernik olbrzymi, za takiego został początkowo uznany również w Polsce, a który po jakimś czasie okazał się – ponad wszelką wątpliwość! – pancernikiem Kabassu (Cabassous unicinctus).

Można się pomylić...

Często do Płocka trafiały pojedyncze osobniki, które wyglądały na zwierzęta wyjątkowo delikatne i cenne, przez co też wymagające specjalnej opieki – takie okazy były przekazywane do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu, gdzie były znacznie lepsze warunki hodowlane i bardziej doświadczeni hodowcy, co w praktyce dawało większe szanse na przeżycie tych zwierząt.

O “Akcji Krokodyl” więcej napiszemy już niebawem!

Trudne początki…

Pierwszy mrówkojad do płockiego zoo przyjechał 13 maja 1961 roku z Argentyny. Był to osobnik o nieustalonej płci, urodzony na wolności najprawdopodobniej na początku 1960 roku. Niestety, zwierzak padł po roku pobytu w płockim zoo, 27 czerwca 1962 roku. W chwili śmierci wiek zwierzaka oceniono na 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni.
Na drugiego mrówkojada w Płocku trzeba było czekać dwa lata – przyjechał 18 czerwca 1964 roku również z Argentyny, z ogrodu zoologicznego w Rosario. Niestety, gdy transport dotarł do Płocka okazało się, że mrówkojad jest martwy…
Również ten mrówkojad urodził się na wolności, w 1963 roku – jego wiek oszacowano na rok i 16 dni.
Po tych dwóch nieudanych próbach utrzymania przy życiu sprowadzonych z Argentyny mrówkojadów,  pracownicy płockiego zoo zwątpili w celowość dalszych prób hodowli tego gatunku w Płocku. Minął jednak rok, a do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad – 14 lipca 1965 roku dotarł do Płocka trzeci już mrówkojad z Argentyny, ponownie z Rosario – urodzony w 1960 roku samiec.

Niestety, zwierzak był w fatalnej kondycji, dlatego dyrekcja płockiego zoo zwróciła się do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu z prośbą o przejęcie mrówkojada. Przybyły do Płocka przedstawiciel wrocławskiego zoo po obejrzeniu zwierzęcia stwierdził, iż jest on w tak złej kondycji, że może nawet nie przeżyć drogi do Wrocławia! Po konsultacji z ówczesnym dyrektorem wrocławskiego zoo, Karolem Łukaszewiczem, przybyły z Wrocławia transport… zrezygnował z zabrania mrówkojada!
Mrówkojad w dniu przybycia do zoo nie przyjmował żadnego pokarmu i pokładał się wykazując oznaki całkowitego wycieńczenia. Na szczęście mrówkojad przeżył noc, ale rano nadal nie przyjmował pokarmu, poza tym nie bardzo było wiadomo wówczas, jak go karmić. Dyrektor Taworski w związku z tym wpadł na pomysł, żeby „zapakować” mrówkojada do samochodu i… zawieźć go do lasu, aby podsunąć do mrowiska! Co się okazało? Mrówkojad początkowo nie wykazywał żadnego zainteresowania mrowiskami, co więcej – sprawiał wręcz wrażenie, jakby był mocno poirytowany łażącymi mu po pyszczku mrówkami. Dobrym znakiem był jednak fakt, że mrówkojad, który wypoczął w nocy po trudach podróży z Argentyny, zaczął wykazywać pewną aktywność – chwiejnym krokiem co prawda, ale jednak – pospacerował trochę po lesie! Co ciekawe, podczas tego spaceru mrówkojad cały czas rył pyszczkiem w ziemi, a pracownicy zoo zauważyli wówczas, że nieustannie coś przełyka! Czy były to mrówki, nie udało się ustalić, jakkolwiek wycieczki do lasu przyniosły oczekiwane skutki – po kilkunastu takich wyprawach do lasu kondycja zwierzęcia poprawiła się na tyle, że… coraz trudniej było zapanować nad jego poruszaniem się po wolnej przestrzeni w lesie! :)
Niezależnie jednak od leśnych wycieczek żywieniowych w kuchni płockiego zoo pracownicy ogrodu eksperymentowali na wszelkie sposoby z przygotowaniem dla trudnego mieszkańca odpowiedniego pokarmu.
Co udało się przygotować?

Kuchenne rewolucje – posiłek dla mrówkojada a’la płockie zoo 1965!

Pierwszą propozycją była zupa mleczna z rozgotowanym ryżem, posłodzona glukozą. Dodatkami do zupy były rozbite żółtko lub bardzo drobno mielone mięso zmieszane z kleikiem. Mrówkojad jadł to niezbyt chętnie, w dodatku trudno było ustalić w jakich ilościach, gdyż bez względu na rodzaj użytego naczynia, część zupy była regularnie rozlewana pyszczkiem lub łapą.
Na szczęście po paru dniach pracownicy zoo odkryli prawdziwy przysmak mrówkojada, którym okazały się nie mrówki, a ich jaja i poczwarki, które okazały się świetnym dodatkiem do zup, które dzięki temu zostały zaakceptowane przez wybrednego smakosza. Osobną kwestią pozostawał sposób pozyskiwania owych jaj i poczwarek – pracownicy zoo zbierali je na terenie zoo i w jego najbliższej okolicy… podnosząc wszelkie kamienie i płyty chodnikowe, w okolicach których spostrzeżono mrówki. Co prawda nie było tego zbyt wiele, ale jako swoista “przyprawa” się sprawdzało!
Drugą propozycją “obiadową” były rosoły z drobno mielonym mięsem i żółtkami jaj oraz rozmaitymi dodatkami, które udało się odszukać we wszelkich dostępnych wówczas doniesieniach na temat chowu i karmienia mrówkojadów (a tych, jak pewnie się domyślacie, nie było wówczas zbyt wiele…).
Ogrodowi kucharze przetestowali w ten sposób kilka propozycji, dostępnych w niemieckich źródłach:
1. Czerwie żuków występujących w zakładach garbarskich – niestety, okazały się w Polsce nie do zdobycia…
2. Larwy mączników – te zjadane były nawet chętnie!
3. Paseczki mięśnia sercowego – nieakceptowane.
4. Filety z mrożonych – ale nie solonych! – śledzi – nieakceptowane.
5. Noworodki mysie – sporadycznie zjadane, ale raczej połknięte przypadkowo, niż świadomie.

Do wspomnianej zupy mlecznej dodawano w różnych okresach urozmaicana – dodawano kaszę mannę, zabielano mąką, zagęszczano, dodawano dostępne wówczas witaminy i mikroelementy.
Mijał czas, mrówkojad wszystkie te potrawy jadł – lub nie – aż w końcu minęły trzy lata, a zwierz nie tylko wciąż żył, ale poczynał sobie coraz lepiej. Trzy lata, które spędził w płockim zoo to był ówczesny rekord długowieczności mrówkojada w polskim ogrodzie!

Mrówkojad Maciuś

Mrówkojada – na podstawie dokładnych oględzin i stałego, a bliskiego kontaktu – zakwalifikowano jako samca, a na podstawie wyglądu pazurów, grubej skóry na stopach, łysiejącego ogona i ogólnego wyglądu skóry jego wiek określono na 4-5 lat. Mrówkojad otrzymał też imię – Maciuś.
Z czasem powyższe spostrzeżenia skonfrontowano z kolejnymi mrówkojadami, które pojawiły się w Płocku.
Następny mrówkojad pojawił się 25 sierpnia 1969 roku – przyjechał z Niemiec jako roczny samiec. Niestety, padł już po pięciu miesiącach, 4 stycznia 1970 roku (miał mieć wówczas dwa lata i trzy dni).
Następne dwa mrówkojady przyjechały do Płocka z Argentyny jako samice, 10 sierpnia 1971 roku – pierwszy, młodszy (urodzony na początku 1970 roku) padł po dwóch latach i czterech miesiącach, pod koniec 1973 roku w wieku trzech lat, drugi, urodzony w1966 roku przeżył w Płocku aż 16 lat! Samica otrzymała imię Jadzia, jednak po jakimś czasie okazało się, że nie był to najlepszy pomysł…
14 września 1972 roku płockie zoo otrzymało w darze młodziutkiego mrówkojada z Niemiec, samca, żył on niestety tylko dwa miesiące – padł 23 listopada 1972 roku mając zaledwie półtora roku. Podczas sekcji zwłok stwierdzono zwyrodnienie tłuszczowe wątroby. Oceniono, iż mrówkojad ten został stanowczo zbyt szybko odebrany matce.
19 października 1973 roku do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad, roczna samica. Na “usilne prośby” łódzkiego zoo został on 16 listopada 1973 roku przekazany do Łodzi, by zająć miejsce świeżo padłego w tamtejszym zoo mrówkojada (łódzki mrówkojad – pierwszy w historii tamtejszego zoo – padł 8 listopada).
Tym samym na koniec 1973 roku w płockim zoo zostały dwa mrówkojady – Maciuś oraz Jadzia. Podczas porównawczych obserwacji obu mrówkojadów stwierdzono wówczas, że Maciuś jest jednak… samicą, a Jadzia – samcem! Maciuś był bowiem znacznie mniejszy zarówno od Jadzi, jaki i od wszystkich “samców”, które wcześniej i później pojawiły się w zoo.
Tym samym Maciuś został samicą, a imię zmieniono mu na Maciusię, natomiast Jadzię przemianowano ja Józka.
Po narządach rodnych wówczas nie sposób było ocenić płeć zwierzęcia – jak wiemy, i dzisiaj niektóre ogrody mają z tym pewne problemy i trzeba czekać czasem kilka miesięcy, żeby mieć pewność. A co dopiero w 1973 roku! :) .
Absolutną pewność uzyskano jednak trochę później, gdy…

Pierwsze narodziny!

23 sierpnia 1976 roku z Argentyny przyjechała “gwarantowana” samica – miała wówczas pięć lat i już raz, w Argentynie, dała przychówek. Płeć mrówkojada była dzięki temu łatwa do ustalenia, samica miała bowiem bardzo duże i widoczne sutki. Skoro nie było wątpliwości odnośnie do płci zwierzęcia, można mu było dać imię – nową mrówkojadzicę nazwano więc Małgosią.
Dwa lata później, 16 października 1978 roku na świat przychodzi pierwszy płocki mrówkojad – jego matką była  Małgosia właśnie, ojcem zaś… Józek, który jeszcze do niedawna uchodził za Jadzię!
Był to absolutny sukces płockiego zoo, gdyż były to nie tylko pierwsze narodziny mrówkojada w Płocku, ale i pierwsze narodziny mrówkojada w powojennej historii polskich ogrodów zoologicznych (w l. 30. mrówkojady rodziły się we wrocławskim zoo). Maluch – samiczka – urodził się między godziną 12.30 a 13.00. Wraz z matką został oddzielony od pozostałych dwóch mrówkojadów. Maluch był w świetnej kondycji i był bardzo aktywny, matka zaś bardzo dobrze się nim opiekowała. Bardzo szybko też młody mrówkojad zaczął wdrapywać się na grzbiet matki – nie tylko jeździł na niej, ale też zdarzało mu się na niej spać!

Mały mrówkojad 10 dni po urodzeniu na grzbiecie swojej matki, Małgosi

Ówczesny dyrektor płockiego zoo, Tadeusz Taworski, i 51-dniowy wówczas mały mrówkojad

Po siedmiu miesiącach od narodzin małego mrówkojada, połączono go wraz z matką z pozostałymi mrówkojadami – była to największa eksponowana kiedykolwiek w Polsce grupa mrówkojadów olbrzymich – równocześnie na wybiegu można było bowiem obserwować aż cztery mrówkojady!
Młody mrówkojad osiągnął rozmiar swoich rodziców w wieku ośmiu miesięcy – można go było odróżnić tylko po małym garbie na nosie i miękkich włosach na ogonie.
Wciąż jednak jeździł na grzbiecie swojej matki i – uwaga! – pozostałych dwóch mrówkojadów!

Dziewięciomiesięczny młodzian nie zamierzał oszczędzać swojej matki, jak również "wujka" i "cioci"...

Młody przeżył w Płocku jednak tylko rok i pięć miesięcy – padł 22 marca 1980 roku z powodu niewydolności krążenia.
W chwili śmierci młoda samica ważyła 23, 450 kg i mierzyła 207,5 cm długości – porównując te dane do innych mrówkojadów w analogicznym wieku, były one jak najbardziej prawidłowe.

Porażki i sukcesy…

Kolejnych trzech młodych, niestety, nie udało się odchować. Pierwszy młody urodził się 27 listopada 1980 roku i prawdopodobnie został zagnieciony po nocnym porodzie.  Drugi młody, samczyk o imieniu Jaś, urodzony 4 sierpnia 1981, padł z niewyjaśnionych do końca powodów. Podejrzewano zatrucie farbą olejną, którą pomalowano pomieszczenie wewnętrzne mrówkojadów, ale bardziej prawdopodobną, sugerowaną przez lekarza weterynarii,  przyczyną śmierci była anemia.
W trzecim przypadku, mrówkojada urodzonego 6 lipca 1982 roku, nastąpiło poronienie.
Mimo tych niepowodzeń, płockie zoo może się pochwalić także wieloma sukcesami na polu hodowli mrówkojadów – oprócz przychówku i odchowania młodego w 1978 roku, do niewątpliwych sukcesów należy doliczyć także historię pobytu w zoo Maciusia, który dożył w Płocku sędziwego wieku. Padł 7 maja 1984 roku, co oznacza, że przeżył w Płocku aż 19 lat- to wciąż niepobity rekord Polski! Jego wiek oceniono wówczas na 24 lata, 4 miesiące i 5 dni, a przyczyną śmierci była… starość.
Jadzia przeżyła w Płocku aż 16 lat – padła na ospę 23 sierpnia 1987 roku, mając 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni.
Wreszcie Małgosia, która przeżyła w Płocku 11 lat – padła 9 września 1987 roku w wieku 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni. Była wówczas ostatnim mrówkojadem w Płocku. Niestety, okoliczności jej śmierci to jedna z najbardziej dramatycznych historii w polskich ogrodach zoologicznych, została bowiem… przebita ostrym narzędziem, najprawdopodobniej ktoś zadźgał ją nożem!
Jakkolwiek – aż trzy mrówkojady przeżyły w płockim zoo co najmniej 10 lat, co do dziś jest niepobitym rekordem.
Wielokrotnie próbowano wyjaśnić te sukcesy – choć w innych polskich ogrodach warunki do hodowli mrówkojadów były porównywalne lub nawet lepsze, to nigdzie nie udało się – aż do lat 90. – uzyskać tak dobrych wyników. Wystarczy dodać, że między 1945 a 1990 rokiem w żadnym polskim zoo nie udało się mrówkojadów rozmnożyć, nigdzie też żaden mrówkojad nie przeżył więcej, niż trzy lata.
Co ciekawe, choć mrówkojady do Płocka sprowadzano zarówno z Argentyny jak i Europy Zachodniej, przychówków doczekano się tylko od tych, które przyjechały zza oceanu!

Chatka i wybieg

Warunki, w jakich przebywały mrówkojady w płockim zoo były jak na owe czasy dosyć przeciętne, trudno zatem w nich upatrywać źródła sukcesów hodowlanych. Zimowisko miało powierzchnię 5 m2, z wydzielonym kątem do spania. Podłoga była wykonana z drewna – część chatki przeznaczoną do spania wykładano sianem, drugą zaś – tzw. dzienną – wysypywano piaskiem. W pomieszczeniu wewnętrznym znajdował się też grzejnik, promieniujący ciepło na cały kojec – działał od późnej jesieni do wiosny.
Mrówkojady miały też oczywiście do dyspozycji trawiasty wybieg zewnętrzny, znajdujący się na terenie obecnego wybiegu słoni – w jego lewym narożniku:

Lewy narożnik obecnego wybiegu słoni w Płocku - tu kiedyś znajdował się wybieg mrówkojadów

Wybieg miał powierzchnię około 200 m2 (wymiary 19,2 x 17,4 x 6,2 x 17,3 m) i otoczony był płotem o wysokości 120 cm. Porośnięty był m.in. mniszkiem pospolitym, wiechliną łąkową, życicą wielokwiatową, pokrzywą zwyczajną, babką i rdestami. W południowej części wybiegu rosło ponadto kilka krzewów, a przy ogrodzeniu kilka niedużych drzewek.
Od zachodu wybieg otaczał półkolisty betonowy mur, a jedną ze ścian stanowiły trzy szyby o wymiarze 165 cm na 90 cm.

Mrówkojadzi przysmak po płocku

Wróćmy jeszcze na chwilę do żywienia mrówkojadów w Płocku. Pisaliśmy o trudnych początkach i eksperymentach żywieniowych z lat 60, testowanych na Maciusiu. Pod koniec lat 70. ustalono wreszcie konkretną dietę, opartą na tej, którą stosowano w Sao Leopoldo Zoo w Brazylii.
Mrówkojady jadły więc dwa razy dziennie – o 8.00 i o 14.00. Dzienna dieta dla trzech mieszkających wówczas w zoo dorosłych mrówkojadów (Józek, Maciusia i Małgosia) składała się z:
- 1 kg. surowego mięsa końskiego z dodatkiem ziemi
- zupy mlecznej składającej się z 1 kg. ugotowanego ryżu i 3 l mleka, z dodatkiem 10 surowych jajek
- kilku główek posiekanej sałaty
- kompotu owocowego (najczęściej jabłkowy) do picia
Poza tym wiele razy obserwowano, jak mrówkojady rozdrapują pazurami ziemię na wybiegu w poszukiwaniu bliżej nieokreślonych bezkręgowców. Mrówek? Możliwe…

Lista płockich mrówkojadów

Jeden z płockich mrówkojadów do dziś znajduje się na zapleczu herpetarium pośród innych wypchanych zwierząt...

Prezentujemy poniżej pełne zestawienie mrówkojadów, które przebywały w płockim zoo – dane w oparciu o raport taksonomiczny dla płockich mrówkojadów olbrzymich.

1. Płeć nieznana – ur. 1960, przybył z Argentyny 13.05. 1961, padł 27.01. 1962, przeżył 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni

2. Płeć nieznana – ur. 1963, przybył z Rosario w Argentynie 18.01.1964, padł 18.01.1964, przeżył rok i 16 dni

3. Samica Maciusia (wcześniej samiec Maciuś) – ur. 1960, przybyła z Rosario w Argentynie 14.07.1965, padła 07.05.1984, przeżyła 24 lata, 4 miesiące i 5 dni

4. Samiec – ur. 1968, przybył z Niemiec 25.08.1969, padł 04.01.1970, przeżył 2 lata i 3 dni

5. Samiec Józek (wcześniej samica Jadzia) – ur. 1966, przybył 10.08.1971 z Argentyny, padł 23.08.1987, przeżył 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni

6. Samica – ur. 1970, przybyła 10.08.1971 z Argentyny, padła w 1973 roku, przeżyła 3 lata

7. Samiec – ur. 06. 1972, przybył 14.09.1972 z Niemiec, padł 23.10.1972, przeżył rok, 5 miesięcy i 23 dni

8. Samica – ur. 1972, przybyła 19.10.1973 z Niemiec, wyjechała do łódzkiego zoo 16.11.1973, gdzie padła 05.04.1975, przeżyła 3 lata

9. Samica Małgosia – ur. 1970, przybyła 23.08.1976 z Argentyny, padła 09.09.1987, przeżyła 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni

10. Samica urodzona w Płocku – ur. 16.08.1978 w płockim zoo, padła 22.03.1980, przeżyła rok, 5 miesięcy i 5 dni

11. Płeć nieznana – ur. 27.11.1980 w płockim zoo, padł 27.11.1980

12. Samiec Jaś – ur. 04.08.1981 w płockim zoo, padł 24.04.1983, przeżył rok, 8 miesięcy i 19 dni

13. Płeć nieznana – 06. 07. 1982 w płockim zoo, padł 06.07.1982

Jak widać z powyższego zestawienia, historię płockiego zoo tworzy 13 mrówkojadów – to najliczniejsza grupa spośród wszystkich krajowych ogrodów zoologicznych. Do Płocka sprowadzono z zagranicy łącznie 9 mrówkojadów (6 z Argentyny i 3 z Niemiec), z których jeden przyjechał martwy, a jednego wysłano niemal od razu do zoo w Łodzi. Z pozostałej siódemki trzy mrówkojady – Małgosia, Maciusia i Józek przeżyły w Płocku co najmniej 10 lat każdy.
Płockie zoo doczekało się także czterech przychówków, jednak tylko dwa młode udało się odchować – pozostałe dwa maluchy nie przeżyły nawet dnia.
Zestawiając te dane z innymi polskimi ogrodami zoologicznymi, niewątpliwie należy płockiemu zoo oddać palmę pierwszeństwa na polu historycznych zasług w hodowli mrówkojadów, choć nie ulega wątpliwościom, że z dzisiejszej perspektywy można by mieć szereg obiekcji do sposobu pozyskiwania zwierząt i niektórych “pomysłów” w toku ich hodowli. Nie wolno jednak zapomnieć o najważniejszym, czyli kontekście historycznym – bez uwzględnienia ówczesnej wiedzy na temat mrówkojadów i możliwości hodowlanych płockiego zoo obraz całej tej opowieści pozostanie mocno niepełny…

EPILOG – spojrzenie w przyszłość…

Od czasu, gdy ostatni mrówkojad olbrzymi hasał na wybiegu w płockim zoo, minęły 24 lata! Od tego czasu o mrówkojady olbrzymie wzbogaciły się ogrody w Opolu i Warszawie, mrówkojady wróciły także do Poznania (tyle, że do Nowego Zoo). Nie ma ich już natomiast we Wrocławiu i tym bardziej w Łodzi (w Łodzi mrówkojadów nie było już w chwili śmierci Małgosi – i to od kilkunastu lat!).
Jaka jest szansa, że po tak długiej przerwie mrówkojady do Płocka powrócą? I czy w ogóle taka kwestia jest rozpatrywana? We wstępnych planach rozwojowych płockiego zoo, które pojawiły się w zeszłym roku, jest co prawda koncepcja stworzenia wybiegu zwierząt Ameryki Południowej, z mrówkojadami olbrzymimi w roli głównej, jednak szanse na realizację tych planów są póki co niewielkie, choć obecności mrówkojadów w dalszej przyszłości w płockim zoo nikt nie wyklucza.
Jak będzie – przekonamy się za jakiś czas, póki co możemy Wam pokazać niezwykłe zdjęcie, jakie udało nam się zrobić w płockim zoo w lipcu tego roku – każdy może z tego zdjęcia wyciągnąć wnioski jakie tylko chce :) .

ŹRÓDŁA DANYCH

Wszystkie materiały i informacje dotyczące historii mrówkojadów w płockim zoo pochodzą z trzech tekstów:
- Artykułu o płockich mrówkojadach, który ukazał się w International Zoo News z roku 1981 (numer 174, wrzesień/październik). Autorami tekstu byli: Jan Śmiełowski, Piotr Stanisławowski i Tadeusz Taworski.
- Tekstu ówczesnego dyrektora płockiego zoo, p. Tadeusza Taworskiego pt. Ekspozycja i hodowla mrówkojada olbrzymiego w Płockim ZOO.
- Raportu taksonomicznego dotyczącego mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo
Teksty te uzyskaliśmy dzięki pomocy i życzliwości Ogrodu Zoologicznego w Płocku. Za ich udostępnienie serdecznie dziękujemy Panu Dyrektorowi Aleksandrowi Niwelińskiemu, oraz pracownikom zoo, Kierowniczce Działu Dydaktycznego Pani Dorocie Raniszewskiej, Kierownikowi Działu Hodowlanego Panu Krzysztofowi Kelmanowi oraz Panu Wiktorowi Zduniakowi.

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater - reprodukcja obrazu, która ukazała się w magazynie "Goya", nr lipiec-sierpień 2011, str. 336 (zdjęcie pochodzi ze strony www.museolazarogaldiano.wordpress.com)

Jego Wysokość Mrówkojad Olbrzymi, czyli tajemnica pewnego obrazu!

W 1759 roku na tronie Hiszpanii zasiada nowy władca – Karol III Hiszpański. Hiszpania ma wówczas status supermocarstwa, a znaczną część swojej potęgi opiera na licznych koloniach – wszak trzyma w ryzach prawie całą Amerykę Łacińską. Karol III uznawany jest za władcę nieprzeciętnego, choć obok wielu ważnych reform, które wprowadza, wdaje się też w niezbyt dobrze rokujące dla Hiszpanii sojusze i działania zbrojne. Dobra polityka wewnętrzna ściera się z niezbyt udaną zagraniczną.
Historia jeszcze go oceni.

Karol, król-kolekcjoner

Karol III Hiszpański (fot. Wikipedia)

Ale Karol III to nie tylko władca – to także zapalony myśliwy i wytrawny kolekcjoner sztuki. Jak na światłego człowieka swoich czasów przystało, zainteresowania ma bardzo szerokie – kolekcjonuje szczególnie dzieła sztuki, zwłaszcza malarstwa, głównie antycznego, ale też współczesnego, poza tym zbiera rzeźby, książki i przedmioty dekoracyjne, a wśród jego kolekcji znajdują się także zwierzęta, minerały, skamieniałości i rośliny.
To, że jest władcą nie tylko Hiszpanii, ale też zarządcą ogromnych terytoriów za oceanem, znacznie poszerza jego możliwości kolekcjonerskie. Nowy Świat był dla Hiszpanii i jej monarchy w tym czasie niezwykle ekscytujący – wciąż do końca niepoznany i kryjący wiele tajemnic. Do Hiszpanii co jakiś czas docierały statki z Ameryki, przywożąc rozmaite nieznane Europejczykom zabytki i ciekawostki – w tym lokalne, egzotyczne rośliny i zwierzęta.
Ładunek, jaki przypłynął do Hiszpanii pewnego lipcowego poranka 1776 roku z Buenos Aires w Argentynie miał jednak przebić wszystkie poprzednie i wprawić w niezwykłe zadziwienie samego króla!
Oto bowiem przed oblicze króla, w Pałacu Królewskim w Madrycie, przyprowadzono zwierzę, jakiego nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie dotąd nie widziano!
Wyglądało najprawdopodobniej tak:

To się musiał król zdziwić...

Wedle wszelkich dostępnych danych był to pierwszy żywy mrówkojad olbrzymi przywieziony do Europy! Przed obliczem króla stanęła samica, złapana w środowisku naturalnym w Argentynie.

Namaluj mi mrówkojada!

Król – jak łatwo się domyślić – był nie tylko wielce zdumiony, ale też bez reszty zafascynowany tym niezwykłym zwierzęciem, niepodobnym do jakiegokolwiek znanego w Starym Świecie.
Król postanowił przenieść mrówkojada do ogrodów królewskich w Buen Retiro, gdzie przygotowano dla niego specjalny wybieg. Jak łatwo się domyślić, w XVIII wieku nie istniały jeszcze aparaty fotograficzne, dlatego jedyną możliwością uwiecznienia niezwykłego stworzenia było wykonać jego portret. Dlatego też król, który był wielce rad z tego, że jego kolekcja zwierząt powiększyła się o niezwykłe i unikatowe na skalę całej Europy zwierzę, zapragnął także mieć jego portret, aby wzbogacić swoją kolekcję malarstwa. Namalowanie obrazu zlecił swojemu nadwornemu malarzowi, Rafaelowi Mengsowi, który od razu zabrał się do dzieła.

Rafael Mengs (fot. Wikipedia)

Mengs pracował nad portretem zwierzęcia, niestety, czy ze względu na warunki klimatyczne czy nieodpowiednią dietę – składającą się głównie z mielonego mięsa i chleba (!), zwierzę zginęło zaledwie siedem miesięcy po jego przyjeździe do Madrytu.
Na szczęście Mengs zdążył ukończyć portret mrówkojada – jeszcze w 1776 roku – obraz, zatytułowany His Majesty’s Giant Anteater, trafił do Królewskiego Gabinetu Historii Naturalnej w Madrycie, później zaś trafił do Muzeum Przyrodniczego (Museo Nacional de Ciencias Naturales) w Madrycie, w którym znajduje się do dziś – tyle, że nie na ekspozycji, a w biurze kustosza muzeum.
Padł mrówkojad, umarł Mengs, umarł też sam król Karol III, a obraz utonął w ogromnych zbiorach madryckiego muzeum i zdawać się mogło, że niemal wszyscy o nim zapomnieli…
Co prawda od samego początku pojawiały się sugestie, jakoby autorem obrazu wcale nie był Mengs, ale brakowało jakichkolwiek dowodów.
Wreszcie w 2006 roku – 230 lat po namalowaniu obrazu! -  Ana Victoria Mazo Pérez wydała papierową reprodukcję obrazu, dzięki czemu obraz “przypomniał o sobie”.

Kto autorem obrazu???

Po opublikowaniu w 2006 roku papierowej wersji obrazu, portretem mrówkojada zainteresował się niejaki Javier Jordán de Urríes y de la Colina, kustosz w Zamku Królewskim w Aranjuez, którego zaintrygowała kwestia autorstwa obrazu. Coś nie dawało mu spokoju – choć oficjalnie autorem malowidła miał być Mengs, Javier Jordán rozpoczął szczegółowe badania, mająca raz na zawsze rozstrzygnąć tę sporną kwestię.
Bomba wybuchła tego lata, gdy w magazynie sztuki Goya opublikowany został artykuł Jordána, w którym kustosz twierdził, iż rzeczywistym autorem obrazu jest… Francisco de Goya!

Francisco Goya (fot. Wikipedia)

W artykule de Urriés pisze, iż zaintrygował go przede wszystkim dość nietypowy temat malowidła oraz pytania o faktycznego autora obrazu – wątpliwości pojawiały się już wcześniej, ale nie były odpowiednio udokumentowane.
Już wstępne badania wykazały, że autorem obrazu na pewno nie jest Mengs! Jak to?
Ano, zlecenie namalowania obrazu dostał co prawda Mengs – i to bezpośrednio od samego króla – jak jednak powszechnie wiadomo, uznani artyści – a za takiego uchodził Mengs (był wszak nadwornym malarzem samego króla!) często mają do pomocy szereg asystentów i współpracowników, którzy pomagają “głównemu artyście” w tworzeniu. Łatwo sobie wyobrazić, że nadworny malarz królewski musiał mieć mnóstwo zleceń, z którymi sam nie byłby sobie w stanie poradzić, stąd siłą rzeczy musiał się wspierać współpracownikami i asystentami. Ponieważ namalowanie obrazu zlecono samemu Mengsowi, praca była przypisana właśnie jemu. Mengs co prawda podjął intensywne przygotowania do projektu, ale nie mógł samodzielnie go namalować, gdyż musiał wyjechać na dłuższy czas do Rzymu.
Kluczowy w wyjaśnieniu zagadki okazuje się być pewnie dokument z 17 września 1776 roku, wedle którego Mengsowi zostały wypłacone pieniądze z tytułu ukończenia obrazu, z zaznaczeniem, że mają być przekazane “anonimowemu malarzowi”, który ukończył obraz pod kierunkiem samego Mengsa. Oczywistym więc stało się, że obrazu nie namalował Mengs (do niego mogła należeć co najwyżej ogólna wizja dzieła, jego zarys, szkic itp.), tylko jeden z malarzy z jego pracowni.
Javier Jordán wśród pracowników Mengsa znalazł m.in. nieznanego wówczas Goyę. Kustosz uznał, iż to właśnie on może być autorem dzieła, za czym przemawiać miały liczne szczegóły stylistyczne, widoczne na portrecie mrówkojada, które żywcem przypominają te, widoczne w późniejszych dziełach artysty. Na tej podstawie uznał, iż rzeczywistym autorem obrazu jest Francisco Goya!

Dlaczego Goya?

Goya i mrówkojad? Hmm, zestawienie dość dziwne. Goya znany jest raczej jako autor takich dzieł jak Maja naga i Maja ubrana, Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku czy Gdy rozum śpi, budzą się upiory, ale mrówkojad?

Goya, "Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku" (fot. Wikipedia)

Pamiętajmy jednak, że obraz mrówkojada powstaje, gdy Goya jest ledwie praktykantem u Mengsa i ma dokończyć zamówione u swego mistrza dzieło. Za autorstwem Goi przemawiają jednak przede wszystkim elementy tła obrazu – sposób przedstawiania krajobrazu, który ma być typowy dla późniejszych dzieł artysty.
Co więcej, obraz His Majesty’s Giant Anteater w niczym nie przypomina innych dzieł samego Mengsa, a wśród jego współpracowników trudno znaleźć kogokolwiek, kto talentem mógłby dorównać Goi – sam portret mrówkojada jest zaś dziełem na tyle wybitnym, że trudno wyobrazić sobie, aby miał namalować go artysta przeciętny.
Goya wydaje się być więc wskazaniem idealnym!

Zainteresowanych szczegółową analizą porównawczą obrazu His Majesty’s Giant Anteater z innymi dziełami artysty, która ma udowodnić, iż jest on również autorem mrówkojadziego portretu, odsyłamy tutaj.

Teoria kustosza Jordána, choć bardzo przekonująca i do tego niezwykle elektryzująca, jest jeszcze zbyt świeżą, aby przyjąć ją zupełnie bezkrytycznie, stąd trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, zanim oficjalnie autorem portretu mrówkojada zostanie obwieszczony Goya. Nie brak bowiem sceptyków tej teorii, którzy twierdzą, że pomysł z Goyą jako autorem obrazu jest bardzo chwytliwy, ale ma wiele luk. Póki co w świecie sztuki trwa gorąca debata nad obrazem, choć coraz powszechniejsze jest uznanie, iż autorem dzieła jest jednak Goya.
Jednak niezależnie od tego, kto faktycznie namalował obraz, nie ma wątpliwości, że His Majesty’s Giant Anteater  jest wielkim dziełem sztuki!

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater (1776)

No właśnie – czas chyba przyjrzeć się bliżej samemu obrazowi, wokół którego rozpętał się taki szum. My nie mamy wątpliwości – czy jego autorem jest Goya, czy Mengs, czy któryś z jego uczniów – bez znaczenia: obraz jest po prostu piękny, zachwycający i marzymy tylko o jednym: żeby mieć go w swoim pokoju.
Albo chociaż zobaczyć go “na żywo” w Museo Nacional de Ciencias Naturales w Madrycie.
Póki co jednak zdani jesteśmy na reprodukcję, która ukazała się w magazynie Goya:

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater - reprodukcja obrazu, która ukazała się w magazynie "Goya", nr lipiec-sierpień 2011, str. 336 (zdjęcie pochodzi ze strony www.museolazarogaldiano.wordpress.com)

His Majesty’s Giant Anteater to obraz olejny na płótnie, o wymiarach 105 x 209 cm. Przedstawia stojącą samicę mrówkojada olbrzymiego praktycznie naturalnej wielkości, z lewego profilu, z wyciągniętym językiem. Niebywała jest idealna wręcz poprawność w ukazaniu anatomii mrówkojada na obrazie – jeśli weźmiemy pod uwagę, że malarz widział mrówkojada pierwszy raz w życiu i nie mógł mieć na jego temat zbyt dużej wiedzy, to dbałość o szczegóły i poprawność w ich ukazywaniu jest wręcz nieprawdopodobna!
Spójrzmy – przednie łapy są podwinięte, jak bowiem wiadomo, mrówkojady chodzą na knykciach. Idealnie zachowane są też proporcje w budowie zwierzęcia – wiele współczesnych rysunków w rozmaitych popularnych wydawnictwach mogłoby się na obrazie Goi (?) uczyć, jak należy pokazywać mrówkojada! Mrówkojad na obrazie ukazany jest na tle drzew i łagodnych wzgórz, w tle widać też ruiny zamku. Uwagę zwraca jednak bardzo szczególny element dzieła – z prawej strony obrazu, tuż nad ogonem stojącego mrówkojada, widać potężny monolit, u podstawy którego widać drugiego mrówkojada, który śpi skulony i przykryty ogonem.
Jakbyśmy widzieli Eskado!

Śpiący Eskado

Tym samym obraz prezentuje mrówkojada w dwóch różnych pozach, w których jest najczęściej spotykany. Na monolicie widnieje także napis w języku hiszpańskim, zawierający informacje na temat portretowanego zwierzęcia – dowiemy się z niego, że w naturalnym środowisku mrówkojad zjada mrówki, że dany okaz należy do króla, a ten widoczny na obrazie ma około 30 miesięcy i może dożyć do 6-7 lat.

Jeśli natraficie gdzieś na jakiekolwiek mrówkojadzie tropy, o których nie pisaliśmy jeszcze na Mrówkojadzie – koniecznie dajcie nam znać!
My tymczasem wracamy do tropienia – kto wie, jaki artysta jeszcze namalował naszego ulubionego zwierzaka… :) .

Yuri z warszawskiego zoo - najstarszy polski mrówkojad (na jej grzbiecie siedzi jej syn, Ares)

Alfabet Mrówkojada – N jak Najstarszy mrówkojad!

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu opowiedzieliśmy Wam o kilku mitach rodem z Ameryki Południowej, których głównym bohaterem jest nasz drogi mrówkojad, dziś natomiast odpowiemy na pytanie, jak długo żyją mrówkojady i jaki jest rekord długości życia mrówkojada w ogrodach zoologicznych na świecie i w Polsce.
Zapraszamy do lektury!

N – NAJSTARSZY MRÓWKOJAD

Jesteście ciekawi, jak długo żyją mrówkojady? Zaraz Wam powiem!

Jesteście ciekawi, jak długo żyją mrówkojady? Zaraz Wam powiem!

Długość życia poszczególnych gatunków w Królestwie Zwierząt jest niebywale wręcz różnorodna – od żyjących zaledwie do kilku lat gryzoni po długowieczne żółwie, których niektóre gatunki, jak choćby żółw słoniowy z Galapagos, żyją grubo ponad 100 lat (rekordzista żył 176 lat, choć ocenia się, że żółwie te mogą żyć nawet 300 lat!).
Jak na tym tle wypadają mrówkojady? Ano, bardzo średnio, musimy jednak pamiętać, że ssaki tej wielkości nie zaliczają się do grona szczególnie długowiecznych, poza tym mrówkojady narażone są na ogromne ilości czynników, które ograniczają szczególnie długi okres życia – czyhające nań drapieżniki, człowiek i cywilizacja, utrata terenów, a do tego niskokaloryczna dieta i specyficzny tryb życia – wszystko to elementy, które wyraźnie ograniczają długość życia zwierzęcia.
W naturze bowiem mrówkojady żyją średnio 15 do 26 lat. Z oczywistych powodów nie sposób ustalić, jaki jest rekord długowieczności tych zwierząt w środowisku naturalnym, szacuje się jednak że nie przekracza on 30 lat.
Dla porównania: tapiry anta dożywają 40 lat, leniwce dwupalczaste 37, mrówniki 30, a pancerniki włochate 25 – mrówkojady więc wypadają na ich tle przeciętnie.

Mrówkojady w zoo!

Nieco inaczej sprawy mają się w ogrodach zoologicznych – tu na długość życia mrówkojadów wpływ miał przez dziesięciolecia stan wiedzy dotyczący ich hodowli – a ten był bardzo niewielki. Brak wystarczającej wiedzy na temat potrzeb żywieniowych tych zwierząt sprawiał, że do połowy XX wieku sukcesem było, gdy mrówkojad w niewoli przeżył więcej niż 3 lata. Rekordzistą w połowie XX wieku był okaz z zoo w amerykańskim Cincinnati, który przyjechał do zoo w 1928 roku – już jako dorosły osobnik! – i przeżył w zoo 20 lat!
Jeszcze na początku lat 70. długość życia mrówkojadów olbrzymich w niewoli szacowano na średnio 14 lat! Obecnie wg różnych danych jest to około 20-23 lata, czyli bardzo porównywalnie do długości życia w naturze.

Kto najstarszy?

Za rekordzistę jeśli chodzi o długość życia u mrówkojadów w ogrodach zoologicznych uchodzi pewna samica mrówkojada urodzona w 1969 roku w Paragwaju, na wolności, która przybyła do zoo w Krefeld 1.04.1970 i padła tam 9.11.2000 – jej wiek oceniono wówczas na około 30 lat i 7 miesięcy!

Innym kandydatem do tytułu najstarszego mrówkojada jest samica z Santa Barbara Zoo w USA, o wiele mówiącym imieniu “Grandma”, która padła w 2002 roku – jej wiek szacowano wówczas na 31 lat i uznano ją za najstarszego mrówkojada w historii. Ze względu jednak na “niepewne” do końca dane, w fachowej literaturze (Richard Weigl, “Longevity of Mammals in Captivity; from the Living Collection of the World” wyd. 2005) rekordzistką wciąż jest samica z Krefeld…

Rekordziści w Polsce!

Obecnie w polskich ogrodach zoologicznych żyje 8 mrówkojadów – po trzy w Poznaniu i Warszawie oraz dwa w Opolu. Najstarszym z nich jest zdecydowanie samica Yuri z warszawskiego zoo, urodzona 20 maja 1996 w Dortmundzie – obecnie ma więc 15 lat i 5 miesięcy. Pozostałe “polskie” mrówkojady są jeszcze bardzo młode – żaden nie skończył jeszcze 7 lat! (drugi najstarszy polski mrówkojad – Eskado – ma dopiero 6 lat).

Yuri z warszawskiego zoo - najstarszy polski mrówkojad (na jej grzbiecie siedzi jej syn, Ares)

A jak to było w przeszłości?
Najstarszymi mrówkojadami w Polsce są teraz Yuri i Esakdo mieszkające w Warszawie i Poznaniu, zaś opolskim rekordzistą jest Alejandro (4 lata – urodzony 3 lipca 2007), pamiętać jednak musimy, że w przeszłości mrówkojady były jeszcze w Płocku, Wrocławiu i Łodzi.
O ile rekordzista z Łodzi przeżył tylko 3 lata, a z Wrocławia 7 lat, to najstarszy mrówkojad w płockim zoo przeżył aż 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni – był to samiec Józek (wcześniej znany jako… samica Jadzia), urodzony w 1966. Do Płocka przybył 10.08.1971 z Argentyny, a padł 23.08.1987 – w samym płockim zoo przeżył więc aż 16 lat!
To już wynik na światowym poziomie!

My natomiast mamy nadzieję, że wszystkie nasze mrówkojady będą w zdrowiu i dobrej formie żyły jak najdłużej i któryś z nich doczeka kiedyś miejsca w mrówkojadziej Księdze Rekordów Guinnessa… :) .

Sisyphus

Alfabet Mrówkojada – M jak Mit

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu przyglądaliśmy się pewnej ławce, której głównym bohaterem jest – nieprzypadkowo! – mrówkojad, dziś natomiast opowiemy Wam, jakie miejsce w mitach Indian Ameryki Południowej zajmuje mrówkojad i co nasz długonosy przyjaciel ma wspólnego z niedźwiedziem…

M – MIT

Świat wokół nas pełen jest tajemnic i rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, choć rozwój nauki i cywilizacji sprawił, że na wiele nurtujących ludzkość pytań udało się już znaleźć odpowiedzi – czym jest tęcza, skąd się biorą grzmoty, jak to jest, że słońce zachodzi i wschodzi każdego dnia…
Gdy czegoś nie wiemy, “podpowie” nam książka (coraz rzadziej już jednak), Internet (coraz częściej), media, zawsze też znajdzie się ktoś, kto wie lepiej i wyjaśni nam pewne kwestie.
Wyobraźmy sobie jednak, że dawno, dawno temu, nie było jeszcze ani książek, ani Internetu (naprawdę!), ani żadnych innych mediów, a i tych, którzy wiedzieli, było znacznie mniej. Nauka jako taka jeszcze nie istniała, a wiedza ludzi na temat otaczającego ich świata była nieporównywalnie mniejsza, niż dziś. Im jednak mniej wiemy, tym bardziej jesteśmy ciekawi, stąd ludzie na wszelkie możliwe sposoby próbowali sobie wyjaśnić naturę otaczającego ich świata i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. W ten sposób właśnie narodziły się mity – niezwykłe opowieści, których zadaniem była próba dotarcia do Tajemnicy – życia, śmierci, istnienia…
Mity obecne były w tradycji rozmaitych kultur i narodów na całym świecie, jeszcze na długo przed powstaniem religii, w wielu zaś kulturach – szczególnie tych prymitywnych – obecne są do dziś, jako wciąż żywy relikt dawnych wierzeń.

Mity zwierzęce

Szczególną rolę w mitach – niezależnie od czasu i miejsca – odgrywały zwierzęta, zarówno te, które towarzyszyły człowiekowi na co dzień, jak i te, z którymi stykał się rzadko, gdyż stanowiły zagrożenie i trzeba było ich unikać. Ważną rolę w mitach greckich odgrywały byki, węże i konie oraz wszelkie ich hybrydy (patrz: Minotaur, Pyton i centaur), z kolei mitologia egipska obfituje w krokodyle, skarabeusze, lwy i skorpiony i wszelakie ich modyfikacje. Oczywistym jest zatem, iż występuje ścisła zależność między mitologią danego narodu a zwierzętami, z jakimi stykał się dany naród za konkretną mitologię odpowiedzialny. Stąd w mitach greckich próżno szukać kangurów, a w mitach z Ameryki Południowej raczej nie znajdziemy słoni i bóstw do słoni podobnych. Choć każdą mitologię zasiedlają nieprzebrane ilości monstrów, których próżno szukać wśród fauny któregokolwiek regionu świata – mity mają bowiem to do siebie, że pełno w nich stworzeń, których próżno szukać w realnym świecie, choć pewne analogie do realnych stworzeń da się akurat odnaleźć…

Minotaur

Zostawmy jednak mitologie greckie, egipskie, nordyckie i babilońskie oraz wszelkie zaludniające je stworzenia i zajmijmy się naszym drogim mrówkojadem – jak się pewnie domyślacie, choć w opowieściach o Zeusie czy Thorze próżno szukać naszego długonosego przyjaciela, to już w mitycznych opowieściach ludów Ameryki Południowej zajmuje on całkiem poczesne miejsce. Dziwić nas to nie powinno, jeśli uzmysłowimy sobie, że jeszcze kilkaset lat temu mrówkojad był na terenie całej niemal Ameryki Łacińskiej zwierzęciem szeroko rozpowszechnionym i często spotykanym, a że zwierzak to w dodatku sporych rozmiarów i wybitnie nieprzeciętnej fizjonomii, to wręcz trudno sobie wyobrazić lepszego bohatera mitycznej opowieści!

Przyjrzyjmy się zatem kilku mitom, w których pojawia się nasz drogi mrówkojad – już tych kilka wybranych opowieści mitycznych pokazuje, jak ważne i szczególne miejsce zajmował ten tajemniczy zwierzak w życiu mieszkańców Ameryki Południowej, przy okazji też zwracamy uwagę na szczególny aspekt tych mitów – jak na mity przystało, wyjaśniają bowiem naturę pewnych zjawisk, w tym przypadku zaś tłumaczą, dlaczego mrówkojad wygląda, jak wygląda i skąd wzięły się pewne cechy jego zachowania.
Zresztą, zobaczcie sami…

Z jaguarem to my się nie lubimy…

Jest takie opowiadanie: Król Jaguar (w Afryce królem był lew, w Ameryce Południowej – jaguar, jako największy drapieżnik), znużony nikczemnością swoich poddanych, zorganizował w dżungli specjalne spotkanie. Zwierzęta po kolei przedstawiały się, aż na koniec zostały te najdziwniejsze – zawsze się bowiem takie znajdą.
- “Ja jestem wilkopies – mówił jeden – tata był pies, a mama wilczyca.”
- “A ja jestem kotolis – ojciec lis, a matka kotka.”.
I tak dalej. Aż przyszła kolej na naszego bohatera: “A ja jestem oso hormiguero (z hiszpańskiego – niedźwiedź mrówkowy)… ” – zaczął… i już nie skończył, bo zwierzęta zaczęły wrzeszczeć i gwizdać: “Skandal! Ohyda! Fuj! Won z lasu!”.
Cóż było robić – mrówkojad odszedł i od tego czasu mrówkojad trzyma się brzegu lasu, z dala od kolegów, jaguary zaś nienawidzą mrówkojadów z całego serca. Nikt też jakoś szczególnie nie przepada za mrówkami, poza jednym mrówkojadem, który ma do nich słabość po dziś dzień.

Za jednym zamachem mit wyjaśnia nam, skąd niechęć między mrówkojadami a jaguarami i dlaczego z mrówkojadów tacy samotnicy, żyjący z dala od lasu.
Całkiem nieźle :) .

Przebiegły jak… mrówkojad?

Pierwotni Amerykanie z Chaco traktowali go dużo lepiej, niż niewdzięczne i zawistne zwierzęta. Dla Indian Guarani i Tobas polowanie na niego było związane ze skomplikowanym rytuałem. Wierzono bowiem, że zjedzenie mrówkojada daje nadzwyczajną siłę i przebiegłość (w argentyńskich bajkach dla dzieci mrówkojad jest bowiem uosobieniem siły, sprytu i rozumu, trochę jak nasz lis!). Nie można więc było na niego polować dla kaprysu. Indianie Toba wierzyli natomiast w Matkę Mrówkojadów, Nowét, która żyła pod ziemią i pożerała ludzi zabijających bez potrzeby jej kuzynów.
Zapolować można było jedynie wtedy, gdy siły i spryt zaczynały szwankować. Wtedy trzeba było odprawić najpierw skomplikowany ceremoniał, by zawiadomić i poprosić o pozwolenie Matkę Mrówkojadów.

Z kolei wśród Indian Tenetehara zakaz pokarmowy podczas ciąży obejmował przede wszystkim ojca przyszłego dziecka, który musiał powstrzymywać się od spożycia mięsa jaguara, mrówkojada i niektórych ptaków, ponieważ duchy tychże zwierząt mogły zaszkodzić normalnemu rozwojowi płodu w łonie matki.

Mrówkojad gromowładny!

Tymczasem dla Indian Wichis mrówkojad był tematem tabu, albowiem ich bóg-piorun, Kassóngra, przybierał właśnie jego postać. Bóg ten był też mistrzem i protektorem czarowników Wichis. Gdy grzmiało, mówiono, że to Kassóngra złości się i ryczy (słusznie z czymś, a raczej z kimś, nam się to kojarzy!). Co ciekawe, burza była okazją do sprawdzenia się dla śmiałków – najodważniejsi, a zarazem najbardziej żądni wiedzy, władzy i awansu w społecznej hierarchii, szli podczas takiej burzy w busz, istniała bowiem szansa, że bóg-piorun wpadnie w tarapaty i ugrzęźnie w gęstwinie, a jeśli komuś by się udało uwolnić uwięzionego w krzakach Kassóngre, spotkałoby go wówczas wielkie szczęście, bo bóg-mrówkojad z wdzięczności uczyłby go wiedzy tajemnej i zdradził mu wielkie sekrety.
Awans murowany!

Na początku był… mrówkojad!

Indianie Guaranie mieli do mrówkojada stosunek specjalny i uczuciowy. Nie był on dla nich pożywieniem – był przyjacielem, co więcej – odgrywa on kluczową rolę w ich micie genezyjskim (czyli micie o stworzeniu świata).
Kiedyś, w zaraniu dziejów, świat nawiedziła okrutna powódź, coś jak biblijny potop. Przeżyli go tylko najsprytniejsi i najmądrzejsi, ci, co wdrapali się na najwyższe drzewa w dżungli. Kiedy w końcu woda opadła i Guaranie zeszli z drzew, zobaczyli, że cały świat zwierzęcy się potopił! Świat stworzony przez Najwyższego i Stworzyciela – Tupá Nanderu Mbae Kuaa – był pusty. Postanowili więc Guaranie nie zasmucać swojego stwórcy i zrobić mu niespodziankę: ulepić z błota i gliny wszystkie zwierzęta, które w swoim czasie wielki Mbae stworzył. Lepili je nocą, żeby nie zdradzić się z niespodzianką. Pracowali więc w pocie czoła i kończyli właśnie tułów mrówkojada, gdy zaczęło świtać. Niewiele myśląc, okrutnie pospieszani Indianie wetknęli mrówkojadowi patyk w łeb i…  zrobiło się jasno. A w słońcu dojrzał wielki Mbae Kuaa, jaką mu niespodziankę zrobił jego ukochany lud! W mgnieniu oka zrozumiał – wszak imię jego znaczy “Ten Co Wie Wszystko” – i rozczulony nad wyraz tchnął życie we wszystkie figurki hurtem – w tym i w mrówkojada! Jak więc widać, niezwykły kształt mrówkojada to nic innego jak pochodna pośpiechu i braku czasu!
Potem Nanderu mianował drogich Guaranów “narodem wybranym”, a naszemu bohaterowi dał nowe imię: yurumí, czyli w tłumaczeniu… Długi Ryj.
Co ciekawe, ów mrówkojad z mitu różnił się – i to dość mocno – od mrówkojada, jakiego znamy dzisiaj. T a m t e n mrówkojad wyglądał normalnie i miał normalne imię, jak na normalne zwierzę przystało. Wychodzi więc na to, że tak naprawdę mrówkojad jest dziełem ludzi i pośpiechu! Od tego czasu mrówkojad nigdy nie był częścią menú Indian Guaranów – woleli, żeby im wyjadał mrówki…

Tańczący mrówkojad

Podobny motyw pojawia się w mitach Indian Kaingang. Według nich mrówkojada stworzył Kayuruke, ale robił go w pośpiechu i dlatego nie dał mu zębów, a zamiast języka wetknął mu naprędce w pysk patyk.
Indianie Kaingang z Brazylii opowiadają, że w dawnych czasach nie znali oni ani pieśni, ani tańca. Pewnego razu Kayurukre, ich heros kulturowy, idąc na polowanie, spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej przez niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięki. Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę i tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów. Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnych łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał, kiedy patrzał na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owymi tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.

Stać się mrówkojadem…

W innym podaniu Indian Cashinawa jest mowa o pewnej wdowie o długich włosach, która przemieniła się w mrówkojada.
Oto pewnego razu starsza kobieta poszła na górę, niosąc kij w ręku i Chiripa (rodzaj koca noszonego jako spodnie) związane w pasie. Staruszka zgubiła się w lesie i nie znalazła sposobu na powrót do domu. Wraz z upływem dni zaczęła zmieniać się w… mrówkojada! Kij zmienił się w nos, a  Chiripa w ogon!

Jak widać, południowoamerykańscy Indianie żyli kiedyś w zgodzie, w atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia z mrówkojadami. Wszystko zmieniło się, gdy z Europy przybyli biali ludzie, którzy w kilkaset lat doprowadzili do niemal całkowitej zagłady gatunku. Na nic było kulturowe tabu wokół mrówkojadów i ich mityczna rola – mrówkojady wybijano bez litości, i bez powodów.
Na szczęście trochę mrówkojadów jeszcze na terenie Ameryki Łacińskiej zostało, a w wierzeniach prymitywnych ludów nadal zajmują ważne miejsce, ciesząc się należytym szacunkiem.
Możemy tylko żałować, że znane nam mitologie Starego Świata nie znały mrówkojadów – o ileż ciekawsze byłyby np. mity greckie, gdyby od czasu do czasu pojawiał się w nich niezwykły, długonosy zwierz z puszystym ogonem i zamiłowaniem do mrówek…

Alfabet Mrówkojada – Ł jak Ławka

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy literackie ślady mrówkojadów, dziś zaś przypomnimy pewien bardzo ciekawy przykład małej architektury ogrodowej, której głównym bohaterem jest – jakżeby inaczej – mrówkojad.
A jest nią – naszym zdaniem – najciekawsza w Polsce…

Ł – ŁAWKA

Ławka z dwoma wyrzeźbionymi mrówkojadami znajduje się w opolskim zoo, kilkanaście metrów od wybiegu mrówkojadów.
Autorem ławki z mrówkojadami jest Pan Marek Broniszewski, z wykształcenia zootechnik, pracujący w opolskim zoo od 1983 roku. Pasją Marka Broniszewskiego jest rzeźbienie w drewnie, stąd nikogo dziwić nie powinno, że oprócz ławki z mrówkojadami na terenie opolskiego zoo można znaleźć jeszcze ponad 20 innych ławek z motywami zwierzęcymi – ich dość obszerną listę z fotografiami możecie znaleźć tutaj.

Mrówkojady – podobnie jak i inne zwierzęce ławki – wyrzeźbione są w dębowych ławach i charakteryzują się niezwykłym bogactwem szczegółów i dokładnym odwzorowaniem modelu – co ciekawe, gdy mrówkojadzia ławka powstawała, mrówkojadów w opolskim zoo jeszcze nie było, miała więc ona charakter życzeniowy!

Wszelkiego rodzaju rzeźb i pomników z mrówkojadami w roli głównej udało nam się na świecie odszukać całkiem sporo (pisaliśmy o nich tutaj), jednak opolska ława jest prawdopodobnie jedyną mrówkojadzią ławką na świecie.
Do czasu, aż sami zrobimy podobną :) .

Ławka z mrówkojadami w opolskim zoo - stan na 02. 05. 2011