worldturtle9.JPG.w300h300

20 żółwi na Światowy Dzień Żółwia!

Obchodziliśmy już Światowy Dzień Nosorożca, Międzynarodowy Dzień Kota czy Światowy Dzień Niedźwiedzia Polarnego, dziś natomiast obchodzony jest na całym świecie Światowy Dzień Żółwia!
Święto to obchodzone jest na całym świecie corocznie 23 maja i ma na celu uświadomienie społeczeństwu potrzeby ochrony wszystkich gatunków żółwi. W tym roku Światowy Dzień Żółwia obchodzony jest już po raz trzynasty.
W związku z tym postanowiliśmy zrobić małe zestawienie rozmaitych kulturowych skojarzeń i portretów wszelkiej maści i skorupy żółwi – udało nam się zebrać 20 bardzo różnych wizerunków rozmaitych żółwi, które są pochodną naszych skojarzeń z tymi zwierzakami. Kandydatów było oczywiście znacznie więcej, ale nie chcieliśmy przekroczyć żółwiego Rubikonu, coby nikt nam potem nie powiedział, że posunęliśmy się o jednego żółwia za daleko…
Jakkolwiek czekamy na Wasze propozycje – bo, jak mawiał pewien znawca żółwi: “Im więcej żółwi, tym więcej radości”.
Utwierdzamy się w tym przekonaniu za każdym razem, gdy patrzymy na to zdjęcie:

Matamata z wrocławskiego zoo

Czytaj dalej

Zwierzaki w kinie A.D. 2011

Zwierzaki w kinie – na tropie motywów animalistycznych w filmach z 2011 roku

Jak co roku także i tym razem – wraz z nastaniem wiosny – Redakcja Mrówkojada zmienia się na chwilę w domorosłych krytyków filmowych i zabiera się za nagradzanie najlepszych i najgorszych filmów za dany rok.
Póki co zajęliśmy się tylko tymi drugimi, ale lada dzień opublikujemy wyniki dotyczące także tych pierwszych – zwycięzcy są nam już bowiem znani.
Przy tej okazji – już po raz drugi – postanowiliśmy także wyróżnić najciekawsze ujęcia motywów zwierzęcych w filmach z 2011 roku, nagrodzić najciekawszych zwierzęcych bohaterów (i tych prawdziwych, i tych animowanych) oraz zobaczyć, czy – i jak – kino zaglądało, choć na chwilę, do ogrodów zoologicznych.
Tym razem jednak chcielibyśmy na temat spojrzeć trochę szerzej niż przed rokiem i zobaczyć w jak różny sposób kino A.D. 2011 wykorzystywało w opowiadanych historiach zwierzęce tropy i jakież to zwierzaki gościły na kinowych ekranach.
Siłą rzeczy ograniczymy się tylko do tych filmów, które widzieliśmy, ale biorąc pod uwagę fakt, iż było ich ponad 100 (słownie: sto), materiał badawczy jest chyba wystarczający… :) .

Zwierzaki w kinie A.D. 2011

Spośród stu filmów z 2011 roku, które obejrzeliśmy, różnego rodzaju motywy zwierzęce – takie, które można uznać za bardziej istotne – pojawiły się w około 30. Rozrzut tematyczny tych filmów był ogromny – od animacji, przez filmy fantasy i science-fiction po komedie, dramaty i kino akcji.
W filmach pojawiały się zarówno żywe zwierzęta, jak i animowane, nie brakowało też bohaterów tylko przybierających kostium zwierzęcy lub takich obrazów, w których pojawiały się jedynie sygnalizowane motywy.
Dwa razy wreszcie kamera filmowa zajrzała do ogrodu zoologicznego…

ZWIERZAKI ANIMOWANE

Kino ostatnich kilkunastu lat przyzwyczaiło nas już, że praktycznie co roku na ekrany wchodzi przynajmniej kilka dużych produkcji animowanych – nie inaczej było i w 2011 roku. A jeśli animacja (z reguły równoznaczna z filmem skierowanym do młodszego odbiorcy), to niemal pewne, że wśród bohaterów pojawi się też jakiś zwierzak.
A najlepiej cała ich zgraja – nie od dziś bowiem wiadomo, że najlepiej sprzedają się animacje ze zwierzętami w rolach głównych (tak, tak, syndrom Króla Lwa wciąż działa!).
O ile w 2010 roku takich typowo zwierzęcych animacji nie było zbyt wiele (zwierzęcy bohaterowie lokowali się z reguły na drugim planie, jak choćby w Zaplątanych, Megamocnym czy Jak wytresować smoka), o tyle w 2011 roku takich filmów było całe mnóstwo – Mniam, którego bohaterami były m.in. ryby – w tym rekiny, żółwie czy kurczaki, kolejna część Happy Feet, opowiadająca o tańczących – i śpiewających! – pingwinach, Kubuś i przyjaciele, z doskonale znanymi bohaterami ze Stumilowego Lasu oraz takie kurioza jak Hop, opowiadające o przygodach… Zająca Wielkanocnego czy wreszcie trzecia już część przygód Alvina i Wiewiórek, której bohaterami są – jakże by inaczej – śpiewające wiewiórki…

Największymi animowanymi produkcjami minionego roku, których głównymi bohaterami były zwierzęta, były zdecydowanie Rio oraz Kung Fu Panda 2.
Akcja tego pierwszego rozgrywa się w Brazylii, a głównymi bohaterami są…, nie, nie mrówkojady, tylko dwie niebieskie papugi, w tle zaś mamy całą masę innych egzotycznych ptaków:

“Rio”

Animacja jest naprawdę niezła, piosenki przyjemne dla ucha, jest kolorowo i egzotycznie, ale… jest też nudno i przewidywalnie – a zamiast jakichkolwiek emocji, mamy folder turystyczny zachęcający do wybrania się do Rio.
Jak dla nas trochę za mało :) . Na uwagę zasługują natomiast dwa motywy – nielegalny handel egzotycznymi ptakami oraz problemy z rozmnażaniem zagrożonych gatunków w warunkach laboratoryjnych – gdy film skupia się na tych kwestiach, a nie na dylematach głównego bohatera, jest znacznie lepiej.

Na ekrany po trzech latach powrócił także Po – żarłoczny panda, który w pierwszej części swoich przygód okazał się być Smoczym Wojownikiem.

Po i Wielka Piątka

O Kung Fu Panda 2 obszernie pisaliśmy tutaj – w filmie jest znacznie więcej akcji, niż w części z 2008 roku, co dla młodszych widzów stanowi wielki plus, wszak ciągle coś się dzieje! Animacja kontynuuje też tradycję zapoczątkowaną w jakiś sposób przez “Shreka” – bajka niby dla dzieci okazuje się, w wielu miejscach, być opowieścią dla dorosłych.
“KFP2″ jest też przykładem tego, że animacja idzie wciąż do przodu – film zrealizowany jest perfekcyjnie, szczególną uwagę zwraca finałowa sekwencja, w której trudno dopatrzyć się jakichkolwiek uchybień – animowane “efekty specjalne” są iście godne podziwu. Kluczową dla nas sprawą jest jednak animacja samych zwierząt, wśród których pojawia się nowy przedstawiciel – absolutnie rewelacyjny paw albinos Shen.

Shen

Shen jest postacią nie tylko negatywną, ale także w jakiś sposób tragiczną, bardzo wyraźnie zarysowaną i psychologicznie niezwykle wiarygodną – to bodaj jedna z najlepszych animowanych postaci zwierzęcych ostatnich lat.
Oprócz pandy (a nawet pand!) i pawia-albinosa, na ekranie pojawia się także Wielka Piątka (małpa, tygrysica, żuraw, modliszka, wąż) oraz cały zastęp innych zwierząt – nosorożec, krokodyl, owce i króliki, panda mała czy gorylopodobne małpy…
Na pewno powstanie trzecia część i można się tylko domyślać, że pojawi się w niej jeszcze więcej… pand wielkich :) .

Zupełnie inną produkcją niż Rio czy Kung Fu Panda 2 jest natomiast chyba najbardziej oryginalna animacja ostatnich lat (a już na pewno ostatniego roku), czyli Rango – utrzymana w westernowej konwencji opowieść o kameleonie Rango, który w wyniku nieprawdopodobnych zdarzeń zostaje szeryfem pewnego miasteczka na pustyni Mojave…

Rango, mówiący w oryginale głosem Johnny’ego Deppa (brawa!), jest zanimowany wręcz doskonale – poza tym jest chyba pierwszym kameleonem, który doczekał się tak dużej roli w kinie.

Rango

Sama historia – niekoniecznie skierowana do młodszego widza – choć ma mnóstwo smaczków i wizualnie prezentuje się znakomicie, ma niestety liczne przestoje i niekoniecznie udane rozwiązania fabularne.
Świetnie wypada natomiast animacja zwierzęcych bohaterów – mamy tu praktycznie cały przekrój fauny charakterystycznej dla amerykańskich pustyń: sowy, wszelkiej maści gryzonie, jastrzębie, całą armadę płazów i gadów, z ogromnym grzechotnikiem na czele:

Nie dość, że ogromny i zły, to jeszcze w kapeluszu!

Takich bohaterów w kinie dawno już nie było – za to wielki plus!

Oprócz animacji, w których wszystkimi bohaterami są zwierzęta – i to różnych gatunków, mieliśmy też takie, w których pojawiają się one jako jedni z bohaterów – jak choćby kot w Kocie w butach:

“Kot w butach”

czy – jako postać ewidentnie drugoplanowa – piesek Miluś, towarzyszący w najróżniejszych przygodach swojemu panu Tintinowi w oszałamiającej rozmachem animacji Przygody Tintina.
Miluś wpisuje się w bardzo liczną w kinie ubiegłego roku grupę inteligentnych psów, które w razie potrzeby służą swoim opiekunom.
Jako jedyny z nich jest jednak… animowany :) .

Miluś

W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z typową animacją komputerową (która w coraz większym stopniu wypiera klasyczną animację), a z techniką motion capture, którą zastosowano także w jednym z najciekawszych – i naszym zdaniem najlepszych filmów minionego roku, w których kluczową dla fabuły rolę odgrywają zwierzęta.
Mowa o Genezie Planety Małp, która nawiązuje do kultowej już serii filmów science-fiction opowiadających o walce rodzaju ludzkiego ze stworzoną przez nich rasą inteligentnych małp, zapoczątkowanej przez Franklin’a J. Schaffner’a w 1968 roku. Tym razem cofamy się do początków historii i dowiadujemy się, jak doszło do opanowania świata przez małpy.

Głównym bohaterem filmu jest Caesar – szympans, który w wyniku naukowego eksperymentu zostaje obdarzony nadnaturalną inteligencją. To uruchamia ciąg dramatycznych zdarzeń – szympans zostaje oddany do specjalnego ośrodka, gdzie spotyka inne, “normalne” małpy. Gdy Caesar zdaje sobie sprawę, jak źle traktowani są jego pobratymcy, staje na czele rebelii…
Można Genezę rozpatrywać jako letnią superprodukcję o zbuntowanych małpach, jest w tym filmie jednak coś więcej – ukazanie stosunku ludzi do zwierząt, kwestia prowadzenia na nich eksperymentów medycznych, problemy związane z ewolucją, ale też dylematy natury moralnej – kto jest bardziej “ludzki”: człowiek, czy małpa.

Ceasar w ośrodku dla niechcianych małp

W pewnym momencie narracja filmu prowadzona jest z perspektywy Ceasara – to jego oczami oglądamy rzeczywistość, a wypada ona dla rodzaju ludzkiego niekorzystnie: ludzie są źli, bezwzględni i okrutni. Cierpienie małp i tragizm głównego bohatera ukazany jest na tyle sugestywnie, iż w pewnym momencie zaczynamy kibicować… buntującym się małpom.
Warto jednak pamiętać, że łatwo tu o pułapkę antropomorfizacji – Ceasar nie jest wszak “normalną” małpą, a jego cierpienie wynika przede wszystkim z faktu, iż bliżej mu do ludzi, niż małp.
To dopiero bohater tragiczny – maturzyści powinni się zastanowić, czy nie nadawałby się do omówienia lepiej, niż kolejne edypy, makbety i kordiany :) .

Ceasar

Ceasar to jedna z najlepszych postaci ubiegłorocznego sezonu filmowego – jego tragizm jest niezwykle wiarygodny i przejmujący, a stopniowa przemiana bohatera z udomowionej małpy o ponadprzeciętnej inteligencji w przywódce rebelii wypada niepokojąco sugestywnie.
Duża w tym zasługa świetnej animacji i gry Andy’ego Serkisa (tak, tego od Golluma i najnowszego King Konga), który użyczył swojej postaci do stworzenia Ceasara.
Nieźle wypadają także inne przedstawione w filmie małpy – szympansy, goryle czy orangutany.

ŻYWE ZWIERZAKI NA EKRANIE

O ile Ceasar, choć wygląda jak prawdziwy szympans, został stworzony komputerowo, to w minionym roku nie brakowało filmów,  w których mniejsze lub większe rolę grały jak najbardziej prawdziwe, żywe zwierzęta.
Najczęściej – i zwykle w największych ilościach, pojawiały się konie.
W większości filmów, w jakich się pojawiły – że wspomnimy tylko takie tytuły jak Kowboje i obcy, 1920 Bitwa Warszawska czy Conan Barbarzyńca 3D – pełniły rolę raczej “scenograficzną”: ot, bohaterowie muszą przemieścić się z punktu A do B, a że akcja filmu rozgrywa się w czasach, gdy głównym środkiem transportu są konie, to… wsiadają na koń!

Wojacy na koniach – “1920 Bitwa Warszawska”

Wyjątkiem była wojenna epopeja Stevena Spielberga, Czas wojny, której oryginalny tytuł - War Horse – znacznie lepiej oddaje to, o czym film opowiada. A opowiada o Joey’u, pięknym gniadym koniu z charakterystyczną białą kreską na nosie, który zostaje sprzedany armii i trafia w wir wojny na Froncie Zachodnim.

Joey – koń wojenny

Głównym bohaterem filmu uczynić konia, którego losy śledzimy podczas wojennej zawieruchy? Zadanie karkołomne, a rezultat, niestety, nie do końca udany – film jest zbyt naiwny i miejscami mocno uderza w pretensjonalny sentymentalizm, a sama historia staje się chwilami niepokojąco nużąca.
Ale dzielny koń wypada bardzo dobrze – gdy trzeba, biega jak szalony, gdy trzeba, walczy o przetrwanie, poza tym więcej w nim uczuć i emocji niż we wszystkich bohaterach Bitwy Warszawskiej razem wziętych.
Co ciekawe, Joeya “zagrało” aż 14 koni. Jeden z nich, ogier o imieniu Finder, który pojawił się w największej ilości scen, wystąpił już kiedyś w filmie Niepokonany Seabiscuit.

Psi bohaterowie

Konie końmi, nie ma jednak wątpliwości, że ze zwierzęcego punktu widzenia, miniony rok w kinie należał do… psów!
Oprócz wspomnianego już animowanego Milusia z Przygód Tintina, na ekranach zagościło jeszcze całe mnóstwo psich bohaterów, spośród których najciekawiej wypadła ta oto czwórka:

Piesek George’a Valentine’a (grany przez – Uggie), Artysta

Chyba największa zwierzęca gwiazda minionego roku – Uggie, pies rasy Jack Russell, który wystąpił w filmie pt. Artysta.
Za swój występ został wyróżniony Złotą Obrożą za najlepszego psiego aktora w kinowym filmie pełnometrażowym.

Uggie ze swoją statuetką

Uggie, urodzony w 2002 roku, to prawdziwy wyjadacz – przed rolą w Artyście zagrał w Wodzie dla słoni (2011), za którą również był nominowany do Złotej Obroży, oraz w licznych reklamach. Już wcześniej za występ w Artyście uhonorowano go prestiżową nagrodą Palm Dog Award, przyznawaną od 2001 roku w Cannes czworonożnym wykonawcom za wybitne osiągnięcia w filmie.

Co ciekawe, Uggie nie był jedynym psim aktorem, który wcielił się w postać pieska głównego bohatera – rolę tę grały jeszcze dwa inne psy, Dash i Dude, które przed kręceniem zdjęć przemalowywano, by wyglądały podobnie do Uggiego.

Arthur (grany przez – Cosmo), Debiutanci

Arthur z “Debiutantów”

Nasz faworyt – choć długo wahaliśmy się, kto spisał się lepiej: on, czy Uggie.

Wybór padł ostatecznie na Arthura, pieska rasy Jack Russell (ta sama rasa, co Uggie z Artysty), granego przez psa imieniem Cosmo – kto widział Debiutantów wie, dlaczego.
Jest uroczy, a do tego niezwykle mądry – to prawdziwy filozof, który co raz to wypowiada (nie na głos, bo mówić nie potrafi, ale zna 150 słów i doskonale rozumie, co się wokół niego dzieje) jakieś niezwykle trafne uwagi.
Niektóre z jego wypowiedzi – widzimy je w formie pojawiających się na ekranie napisów – dosłownie rzucają na kolana:

Powiedz jej, że jeżeli nie nastąpi coś drastycznego, to pochłonie nas mrok.

Arthur towarzyszy swojemu nowemu panu, Oliverowi, we wszystkich ważnych dla niego momentach – prowadzą ze sobą filozoficzne dialogi o sensie życia, psiak towarzyszy mu też w żałobie po śmierci ojca, który wcześniej był właścicielem Arthura.

Co ciekawe, Cosmo zmienił do roli swój wygląd: jego białe futro pomalowano w brązowe plamy.

Szkieletor (grany przez – Denver), 50/50

Szkieletor z “50/50″

Grany przez Denvera Szkieletor to chart, którego w prezencie od swojej dziewczyny dostaje główny bohater filmu 50/50 – Adam. Pies ma być dla niego towarzyszem w chorobie, Adam walczy bowiem z rakiem.
Sam Szkieletor nie ma niestety zbyt wiele czasu aby pokazać swoje możliwości – widać prawdziwą gwiazdą może być tylko terrier…

Doberman (grany przez – Blackie), Hugo

Doberman z “Hugo”

Tym razem ani terrier, ani chart, a doberman. Grany przez niejakiego Blackiego wielki doberman należy do nadzorcy stacji kolejowej – psisko jest wielkie, groźne, bardzo szybkie i oddane sprawie: jego zadaniem jest bowiem wyłapywanie bezdomnych dzieci kręcących się po paryskim dworcu kolejowym.
W przeciwieństwie do Artura i pieska z Artysty, doberman z Hugo to zdecydowanie czarny charakter.

Woda dla słoni

Osobna wzmianka należy się Wodzie dla słoni – ekranizacji powieści Sary Gruen opowiadającej o historii miłości dwojga ludzi, którym przyszło się spotkać w czasach Wielkiego Kryzysu, na przełomie lat 20 i 30 XX wieku. Rzecz o tyle ciekawa, gdyż główny bohater, niejaki Jacob, zostaje weterynarzem w cyrku – a to otwiera możliwości do pokazania całej masy zwierzaków – mamy więc tygrysy, lwy, konie, pieska (granego przez wspomnianego już Uggie’go), jednak największą gwiazdą filmu – dosłownie i w przenośni – jest słonica Rosie:
Rosie zagrała 45-letnia słonica Thai, która w przeszłości doświadczyła podobnych cierpień jak jej ekranowa bohaterka.
Wątek melodramatyczny w filmie wypada dla nas bardzo średnio, a historia jest chwilami zbyt ckliwa, niemniej bardzo ciekawie przedstawione są kulisy funkcjonowania cyrku z początku minionego stulecia – pełnego bezmyślnego okrucieństwa, wykorzystywania zwierząt po to, by zapewnić rozrywkę gawiedzi, ale też miejsca, w którym narodzić się może niezwykła przyjaźń między człowiekiem, a zwierzęciem.
Jakkolwiek – historia ta tylko utwierdza w przekonaniu, że cyrk winien ograniczać się do klaunów, akrobatów i sztuczek iluzjonistycznych.
A zwierzętom niech dadzą spokój.

-

Poza tym na ekranach pojawiało się mnóstwo zwierzaków w rolach epizodycznych – że wspomnimy tylko o kocie z Dziewczyny z tatuażem, nietoperzu z Contagion i małpce z Kac Vegas w Bangkoku.

Ta małpka sprawi bohaterom filmu mnóstwo kłopotów…

OGRODY ZOOLOGICZNE NA EKRANIE

W 2011 roku pojawiły się dwa filmy, których akcja rozgrywa się w ogrodzie zoologicznym – nawet najstarsze mrówkojady nie pamiętają takiej sytuacji :) .
Gorzej, że obie produkcje nie były do końca udane – o ile Kupiliśmy Zoo to film jeszcze nienajgorszy, który ma prawo się podobać, to już Heca w Zoo to pseudokomedia operująca humorem najniższych lotów.
Plusem obydwu filmów są jednak przede wszystkim zwierzęta – w większości są to prawdziwe zwierzaki, choć nie zabrakło też i komputerowych animacji i aktorów-przebierańców – w tym celował głównie drugi z wymienionych filmów.
Oba filmy zrecenzowaliśmy już dla Was na Mrówkojadzie, nie ma się więc sensu w tym miejscu powtarzać – odsyłamy więc do lektury:
Kupiliśmy Zoo

Heca w Zoo

Warto tylko przywołać kilka obserwacji, które można poczynić po obejrzeniu obydwu filmów, a które tyczą się tematyki wiwaryjnej:
- pielęgniarz w zoo (przynajmniej amerykańskim) to zawód o prestiżu społecznym równym babci klozetowej na dworcu (Heca w Zoo)
- w zoo pracują totalni kretyni, ale o dobrym sercu (Heca w Zoo)
- najlepszym rozwiązaniem na wyjście z depresji po dramacie życiowym jest kupić sobie zoo (Kupiliśmy Zoo)
- żeby mieć prywatne zoo wystarczy mieć dużo pieniędzy (Kupiliśmy Zoo)
- należy uważać na jeżozwierze! (Heca w Zoo, Kupiliśmy Zoo)

INNE MOTYWY ZWIERZĘCE W FILMACH

Na koniec zebraliśmy kilka przykładów innego wykorzystania motywów zwierzęcych w filmach z 2011 roku.

Bestiariusz kinowy

Wszelkiej maści filmowych bestii było, niestety, w ubiegłorocznych filmach jak na lekarstwo.
Już po raz czwarty na ekranie “straszyły” wilkołaki z Sagi “Zmierzch”:

Wilk to czy wilkołak?

ale choć zęby szczerzyły profesjonalnie, to w wilczym temacie niczego nowego nie pokazały. Powrócą jednak – po raz piąty i ostatni (na szczęście…)! – w tym roku, niewykluczone więc, że coś się jeszcze zwilczy…

Efektowniej – i bardziej przerażająco! – prezentowały się natomiast węże wielkie, a straszliwe, które zauważyliśmy dwa: jeden, mniejszy, pełzał w ostatniej części przygód Harry’ego Pottera:

Uwaga, wąż

drugi, znacznie większy, stanął na drodze dzielnego Conana Barbarzyńcy, który powrócił, w 3D i z dłuższą listą dialogową.
Na ekrany powróciły też, choć tylko na chwilę i w niewielkim epizodzie, dinozaury – w Drzewie życia zostały wpisane w sekwencję metaforycznej historii świata.

Jest w tej scenie ponoć dramatyczna metafora, my jednak jakoś zamiast refleksji odczuwamy tęsknotę za Parkiem Jurajskim.
Jakoś dinozaury były tam bardziej na miejscu…

Poza tym na ekranie straszyły jeszcze krwiożercze rekiny w Nocy rekinów 3D oraz wielki jak góra stwór w Monstrum, telewizyjnym horrorze, który w kinach grany nigdy nie był, a na TV Puls – owszem :) .

A to monstrum!

Jerzy, Kermit i inni…

Na pytanie, jaka jest najsłynniejsza żaba w dziejach bez wahania odpowiadamy: Kermit!

i

Kermit

Ok, Kermit, choć jest żabą, nie jest zwierzęciem – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jest muppetem i jako taki sławi żabi ród od ponad półwiecza. W minionym roku powrócił do sławy w nie do końca niestety udanym filmie Muppety, jednak moment, gdy Kermit po raz pierwszy pojawia się na ekranie to coś więcej, niż tylko żaba z walizką na drodze pełnej liści:

“Muppety” – Kermit wkracza do akcji!

W Muppetach pojawia się także wielu innych bohaterów ze “zwierzęcym” rodowodem: Świnka Piggy, Miś Fazi, pies Rowlf czy Sam Orzeł.

Wątpliwym jeżem jest także Jeż Jerzy, który zadebiutował na wielkim ekranie w nieprzeznaczonej dla dzieci polskiej animacji opowiadającej o pewnym Jeżu, który z małym, kolczastym owadożercą naprawdę niewiele ma wspólnego:

Jeż Jerzy we własnej osobie

Co na to inne jeże? Komentarzy brak.

Swoistą ciekawostką była też pacynka w kształcie… bobra, z którą biegał bohater grany przez Mela Gibsona w filmie The Beaver.

Mel i bóbr. Albo odwrotnie…

Miało być dramatycznie, wyszło groteskowo, ale o bobrze z Bobra wspominamy – wszak jak często goszczą bobry w filmach?
No właśnie.

I na sam koniec jeszcze jedna ciekawostka animalistyczna – w filmie Woody’ego Allena O północy w Paryżu (nawiasem mówiąc – smakowite kino!) jedna ze scen rozgrywa się na przyjęciu, które przyozdabiają… wypchane zwierzęta, a jeden z drugoplanowych bohaterów – niejaki Salvador Dali – raz po raz wspomina coś o jakimś nosorożcu…

Kto nie wie, o co chodzi, niech zajrzy tutaj :) .

Najlepsi A.D. 2011

Miniony rok był w kinie wyjątkowo bogaty jeśli chodzi o wykorzystywanie motywów zwierzęcych – zwłaszcza na tle bardzo przeciętnego roku 2010.
Ponad 30 tytułów, w których pojawiają się zwierzaki, w tym kilka naprawdę bardzo dobrych, mnóstwo wspaniałych bohaterów zwierzęcych, wreszcie dwa filmy których akcja rozgrywa się w zoo.
Całkiem nieźle :) .
Pora więc nagrodzić filmy i postacie, które w poszczególnych “zwierzęcych” kategoriach wypadły najlepiej!

NAJLEPSZA POSTAĆ ZWIERZĘCA – SZTUCZNIE WYKREOWANA

Ceasar, Geneza Planety Małp

Ceasar

NOMINACJE

Kameleon Rango, Rango
Paw Shen, Kung Fu Panda 2

NAJLEPSZA POSTAĆ ZWIERZĘCA – PRAWDZIWY ZWIERZAK

Artur, Debiutanci

Artur z “Debiutantów”

NOMINACJE

Joey, Czas wojny
Doberman, Hugo
Piesek Valentine’a, Artysta
Szkieletor, 50/50

NAGRODA MRÓWKOJADA – NAJLEPSZE WYKORZYSTANIE MOTYWU ZWIERZĘCEGO W FILMIE

Geneza Planety Małp

Co w 2012?

A co nas czeka w kinie tego roku?
Na pewno nie zabraknie rozmaitych stworów, które zapełnią kinowy bestiariusz – tu “dostarczycielami bohaterów” będą na pewno John Carter, Igrzyska śmierci, Gniew Tytanów czy Hobbit.
Animowanych bohaterów zwierzęcych spotkamy z kolei w Loraxie, Piratach, Epoce lodowcowej 4, Madagaskarze 3
Żywe zwierzaki – i to w dużych rolach – pojawią się natomiast w takich produkcjach jak: Na ratunek wielorybom, czy w dokumentalnych Chimpanzee oraz To the Arctic 3D.
O filmach typu Pirania 3DD nawet nie wspominamy…
Z kilku tegorocznych filmów, które już widzieliśmy, warto wspomnieć choćby Przetrwanie, gdzie bohaterowi granemu przez Liama Neesona przychodzi mierzyć się z grasującymi gdzieś na Alasce wilkami – to już jednak historia, którą zajmiemy się przy podsumowaniu filmowych motywów zwierzęcych za rok 2012.

Miejmy nadzieję, że do tego czasu pojawi się jeszcze mnóstwo filmów, które sprawią, że obecny rok wcale nie okaże się być gorszym od poprzedniego – choć o żadnej większej produkcji mającej rozgrywać się w zoo nie słyszeliśmy…

Rzeźby w polskich ogrodach zoologicznych

Mrówkojad na tropie – 30 najciekawszych rzeźb w polskich ogrodach zoologicznych

Ostatnio szukaliśmy w polskich ogrodach zoologicznych pomników, dzisiaj postanowiliśmy kontynuować temat i poszukać najciekawszych rzeźb, których blisko setka kryje się w naszych krajowych ogrodach. Wybraliśmy 30 najciekawszych, skupiając się jedynie na rzeźbach animalistycznych – zrobiliśmy tylko jeden wyjątek, ale nie mogliśmy się oprzeć, aby owej rzeźby w naszym rankingu nie uwzględnić.
Co ciekawe, w zestawieniu zabrakło reprezentantów zaledwie dwóch ogrodów – toruńskiego oraz łódzkiego – w Toruniu bowiem właściwie rzeźb żadnych nie ma (oprócz rzeźby ptaszka na pomniku Schultza), w Łodzi zaś nic ciekawego nie znaleźliśmy, ale możliwe, że jakaś ciekawa rzeźba jednak się tam ukrywa…

Jako, że nie jesteśmy znawcami sztuki i sami rzeźbić nie potrafimy (mrówkojady z piernika, modeliny, lukru i gliny to jeszcze nie sztuka…), w naszym rankingu zwracaliśmy uwagę nie tyle na wartości artystyczne rzeźby, co to, na ile nam się ona podoba :) . Oczywiście ważne też było to, na ile komponuje się z otoczeniem, czy jest oryginalna i pomysłowo wykonana, czy wiąże się jakoś z samym ogrodem i czy wiąże się z nią jakaś ciekawa historia.
Zapraszamy do lektury!

30 najciekawszych rzeźb w polskich ogrodach zoologicznych

Rzeźby w polskich ogrodach zoologicznych

(od razu uprzedzamy, że nie ma się co za bardzo sugerować kolejnością – jutro pewnie układ miejsc byłby inny, jeszcze inny za tydzień, a za dwa – to już w ogóle lista mogłaby zostać wrzucona do maszyny losującej:))

30. Lwy, Zoo Gdańsk-Oliwa

Rzeźba lwa, Zoo Gdańsk-Oliwa

Rzeźba lwa, Zoo Gdańsk-Oliwa

O dwóch lwach, znajdujących się przed bramą wejściową do oliwskiego zoo próżno szukać jakichkolwiek informacji – nie wiemy, ani kiedy powstały, ani kto jest ich autorem.
Wiemy natomiast, że póki co to jedyne lwy w oliwskim zoo – paskudne lwy reklamowe z tworzywa sztucznego już usunięto, a na prawdziwe lwy zoo wciąż czeka.
Te kamienne stojące przy bramie, choć urodą nie grzeszą i są już trochę zniszczone, to dobrze nam się kojarzą – zawsze witają nas, gdy przyjeżdżamy do Oliwy lub też wracamy do zoo z wyprawy do miasta… :) .

29. Lwy, Zoo Opole

Kamienne lwy z opolskiego zoo

Lwy – choć są najpopularniejszym motywem animalistycznym wśród rzeźb znajdujących się w polskich ogrodach zoologicznych – w naszym rankingu jakoś nie mają szczęścia
Oczko wyżej od oliwskich lwów plasują się bowiem dwa kamienne lwy z opolskiego zoo. Znajdują się one między wolierą papug a wolierą kondora. To również jedyne lwy w Opolu.
Niestety, także w tym przypadku nie posiadamy żadnych informacji o pochodzeniu i autorstwie kamiennych lwów…

28. Niedźwiedzie polarne, Zoo Gdańsk-Oliwa

Białe niedźwiedzie w oliwskim zoo

Na pierwszy rzut oka można nie zauważyć, że znajdująca się na wielkim głazie biała bryła przedstawia niedźwiedzie polarne. Jeśli się jednak przyjrzymy, dostrzeżemy dorosłego osobnika (dwa dorosłe osobniki?) oraz jednego młodego, wdrapującego się z prawej strony. Rzeźba wygląda na dość starą, stąd też niektóre szczegóły są już mocno zatarte, a “niedźwiedzia biel” jest solidnie zabrudzona.
Głaz z niedźwiedziami znajduje się między budynkiem dyrekcji a basenem pingwinów.
Także w tym przypadku nie udało nam się dotrzeć do informacji o pochodzeniu rzeźby.

27. Hipopotam, Zoo Warszawa

Hipopotam warszawski (fot. Michał)

Warszawski hipopotam jest rzeźbą, obok której trudno przejść obojętnie – choć nieduży i dość specyficznej urody, to zwraca uwagę niemożebnie wręcz rozpostartą paszczą, kołkowatymi zębami i nieco groteskowym świńskim tułowiem.
Rzeźba znajduje się przy schodach prowadzących do basenu hipopotamów, lokalizacja jest zatem jak najbardziej słuszna.
Możliwe, że niebawem nie będzie to jedyna rzeźba hipopotama w stołecznym zoo, bowiem po śmierci Anieli padł pomysł, aby w zoo pojawił się upamiętniający ją pomnik – rzeźba hipopotama naturalnej wielkości.
Inna sprawa, że ostatnio temat ten trochę jakby przycichł – a wszystko przez pomysł kolejnego pomnika, czyli… odlanych z brązu niedźwiedzi, które mają zastąpić te “prawdziwe” na wybiegu w Parku Praskim…
Póki co w zoo jest jeden hipopotam i – jeden niedźwiedź (patrz: miejsce 13).

26. Słoń, Zoo Gdańsk-Oliwa

Kamienny słoń z oliwskiego zoo

Kamienny słoń z oliwskiego zoo to z kolei rzeźba, o istnieniu której pewnie mało kto wie. Ukryty jest wśród głazów i roślin na kwietniku przed budynkiem dyrekcji.
Kamienna rzeźba przedstawia słonia indyjskiego w pozycji siedzącej – jest to typowa kariatyda, czyli rzeźba, która zwykle pełni funkcję kolumny, podpory. Najprawdopodobniej jest to wizerunek boga Ganesy, który przedstawiany jest w sztuce zwykle jako czteroręki mężczyzna o głowie słonia.
Czy tak właśnie jest, pewności niestety nie mamy, również bowiem i o tej rzeźbie nie ma nigdzie żadnych informacji…

25. Rzeźby animalistyczne, Zoo Kraków

Wystawa rzeźb animalistycznych w krakowskim zoo

Na zielonym skwerze pomiędzy chodnikiem wejściowym i wyjściowym w krakowskim zoo znajduje się niezwykle ciekawa stała wystawa rzeźb animalistycznych wykonana przez artystę rzeźbiarza Michała Batkiewicza.
Znajduje się tu kilkanaście rzeźb będących humorystyczną w założeniu kompozycją zwierząt wykonanych z elementów odlewów z brązu i odpowiednio doń dobranych kamiennych otoczaków granitowych.
Mamy tu m.in. Koziołka Matołka w okularach, świnię, psa, osła czy żyrafę.

24. Krokodyl, Stare Zoo Poznań

Drewniany krokodyl ze Starego Zoo

Krokodyl jest najnowszą rzeźbą w poznańskim Starym Zoo – pojawił się w 2008 roku jako następca nieistniejącego już drewnianego żółwia podobnej konstrukcji. Autorami tej oryginalnej zabawki są leśnicy z Nowego Zoo.
Rzeźbą krokodyl jest też dość umownie, bo w praktyce jest to wielki powalony pień drzewa, z wyrzeźbioną paszczą i ogonem oraz dostawionymi po bokach pieńkami, pełniącymi funkcję kończyn…

23. Lwica, Zoo Kraków

Rzeźba lwicy z krakowskiego zoo (fot. "Krakowski Ogród Zoologiczny. Przewodnik")

Rzeźba lwicy z krakowskiego zoo (fot. "Krakowski Ogród Zoologiczny. Przewodnik")

Znajdująca się przy głównym wejściu do krakowskiego zoo rzeźba lwicy jest odlaną z brązu powiększoną kopią rzeźby słynnego artysty, rzeźbiarza-animalisty Ludwika Pugeta (1877-1942).
Oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie. Autorem kopii jest artysta rzeźbiarz Karol Badyna z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.
“Na żywo” krakowskiej lwicy z brązu niestety jeszcze nie widzieliśmy, musimy zatem zdać się na zdjęcie i opis z przewodnika.

22. Słoń, Zoo Płock

Kamienny słoń z płockiego zoo

Płockie zoo czeka na nową słoniarnię, w której zamieszka całe stado słoni, tymczasem oprócz pary żywych słoni indyjskich – Mio i Letso – na terenie ogrodu możemy natrafić na jeszcze jednego słonia – niewielką kamienną rzeźbę, znajdującą się na głazie, między kasa biletową a wybiegiem słoni.
Niewielkiego kamiennego słonia nie zauważyć nie sposób – choć nieduży i wciśnięty między kwietnik, to jednak znajduje się tuż przy głównej ogrodowej alejce prowadzącej od wejścia do wybiegu słoni indyjskich.

21. Koń, Stare Zoo Poznań

Rzeźba konia w Starym Zoo

Rzeźba przedstawia ogromnego, nadnaturalnej wielkości konia, zapewne araba (dyskutowaliśmy o tym już jednak kiedyś i ostatecznie rasy konia nie udało nam się ustalić…), w niezwykle ekspresywnej pozie. Tylko w kłębie rzeźba ma około 180 cm wysokości, do szczytu grzywy mierzy zaś grubo ponad dwa i pół metra.
Koń znajduje się na placu zabaw, dosłownie metr od drewnianego krokodyla.
Przeszłość rzeźby konia nie jest do końca jasna, gdyż brak jest jakichkolwiek pewnych dokumentów, mówiących kiedy powstał i kto jest jego autorem. Przypuszczano, że jest to dzieło Augusta Gaula, tego samego, który zrobił lwa. W latach 70. przyjeżdżali nawet eksperci z Niemiec, by ocenić, czy jest tak faktycznie, ale ich ekspertyzy wykluczyły tę możliwość. Prawdopodobnie koń jest „trofiejny”, czyli zdobyczny i został przywieziony z terenów niemieckich przez żołnierzy radzieckich, a do zoo trafił tuż po wojnie.

20. Żyrafa, Śląskie Zoo

Żyrafa? Żyrafa!

Dziwna konstrukcja, będąca w zamyśle modernistycznym wizerunkiem żyrafy, znajduje się w w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku, przy alei prowadzącej do Śląskiego Zoo.
Pomnik żyrafy zaprojektowali w 1959 r.  Leopold Pędziałek i Leszek Dudka. Przez lata kilkunastometrowa sylwetka żyrafy była szara, 10 lat temu przemalowano ją na żółto dodając brązowe łaty.
Niedawno żyrafę wpisano do rejestru zabytków, a w marcu ubiegłego roku zdecydowano o odnowieniu rzeźby i przywróceniu jej jasnoszarego koloru, żyrafa zyskała też oświetlenie, zaś na zimę otrzymała w prezencie… 135-metrowy szalik!

19. Aspiryna, Zoo Opole

Tajemnicza "tabletka" w opolskim zoo...

Tak, wiemy, miało być o rzeźbach animalistycznych, ale tajemnicza “tabletka” z opolskiego zoo zrobiła na nas tak wielkie wrażenie, że nie mogliśmy się oprzeć i musieliśmy ją uwzględnić w naszym rankingu.
Sporych rozmiarów biała rzeźba plenerowa znajduje się naprzeciwko wybiegu stepu azjatyckiego, a tuż przed basenem uchatek, Przez pracowników zoo nazywana jest “aspiryną”, choć nam kojarzy się tez trochę z mentosem.
Czym jest tak naprawdę?
Z 14. numeru “ZOOrro” dowiadujemy się, iż jest to pozostałość po międzynarodowym plenerze rzeźbiarskim, który odbył się w 2008 roku. Wszystkie rzeźby w ramach akcji podnoszenia walorów estetycznych miasta rozlokowano w różnych miejscach Opola i tak “aspiryna” trafiła do zoo…
Autorem wykonanej z białego marmuru “tabletki” jest Francuz Ge Pellini.
Obecność tej rzeźby w zoo jest więc uzasadniona, nam ona jednak jakoś nie do końca tu pasuje – no i kojarzy się tak jakoś sennie, a zoo to przecież miejsce aktywnego wypoczynku!

18. Śpiący lew, Zoo Warszawa

Śpiący lew z warszawskiego zoo

Śpiący lew z warszawskiego zoo (fot. "Gazeta Wyborcza")

Czwarty – i ostatni! – już lwi motyw w naszym zestawieniu. Śpiący lew z warszawskiego zoo to rzeźba o tyle szczególna, iż wiąże się z nią niezwykle ciekawa historia, o której głośno było w mediach w 2008 roku.
Przypomnijmy pokrótce w czym rzecz – oto bowiem “Śpiący lew” pojawił się przy bocznym wejściu do warszawskiego zoo w latach 50. XX wieku. Stał tam sobie przez nikogo nie niepokojony, aż wpisał się na stałe w miejscowy krajobraz.
Tymczasem w znajdującym się na Śląsku Bytomiu od lat trwały poszukiwania zaginionego… śpiącego lwa, rzeźby, wykonanej przez rzeźbiarza Theodora Kalidego w 1873 roku. “Śpiący lew” wieńczył pomnik poległych w wojnie francusko-pruskiej bytomian.
Odsłonięto go na bytomskim rynku w 1873 roku. Jeszcze przed II wojną przeniesiono go na plac Akademicki, po wojnie do miejskiego parku, skąd w latach 50. zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach…
Lwa odnalazł przy warszawskim zoo na początku 2006 r. Zdzisław Jedynak, historyk z Katowic. Wtedy rozpoczął się trwający miesiącami spór o lwa – mieszkańcy Bytomia udowadniali, że jest to ich lew, Warszawa twierdziła, że brak niezbitych dowodów, że to ten sam lew i że w związku z tym przekaże do Bytomia kopię lwa.
Ostatecznie do Bytomia pojechał oryginał, a w głównej alei warszawskiego zoo stanęła kopia. Jeśli jednak stolica udowodni kiedyś, że ów śpiący lew nie był tym zaginionym lwem z Bytomia, oryginał będzie musiał wrócić do zoo…

17. Sowa, Zoo Płock

Kamienna sowa z płockiego zoo

Sporych rozmiarów kamienna sowa znajduje się przy alejce wiodącej od pawilonu żyrafiarni do basenu pingwinów. Lokalizacja kamiennej sowy jest nieprzypadkowa – zaraz za nią rozpoczyna się ciąg wolier zamieszkiwanych przez kilka gatunków sów :) .
Rzeźbę przedstawiającą sowę siedzącą na gałęzi umieszczono na sporym głazie.

16. Łabędź, Śląskie Zoo

Łabędź jak się patrzy!

Łabędź to jedna z trzech – obok żaby i dzięcioła – rzeźb, które można oglądać obok bramy głównej Śląskiego Zoo w, przy alei generała Jerzego Ziętka. Za jakiś czas dołączyć mają do nich sowa oraz paw.
Na razie rzeźby stoją w stanie surowym – każda z nich ma metalowy trzon, który został wypełniony ziemią i torfem i są obłożone geowłókniną, jednak niedługo będą wyglądać jeszcze efektowniej, ponieważ zostaną pokryte kwiatami – a kwiaty, które pojawią się na rzeźbach, będą odpowiadały barwom zwierząt – biało-czarny łabędź zostanie więc ozdobiony begoniami i aksamitkami.
Nieźle :) .

15. Żaba, Ogród Fauny Polskiej Zoo Bydgoszcz

Drewniana żaba z bydgoskiego zoo

Bydgoska żaba to rzeźba o tyle nietypowa, że będąca w praktyce elementem… ławki!
Oto bowiem  na terenie zoo rozsianych jest mnóstwo drewnianych figur zwierzęcych rozlokowanych w miejscach, gdzie prezentowane są żywe zwierzaki – wielka drewniana żaba wkomponowana w ławkę znajduje się nad brzegiem stawu.
Na nas kilkumetrowa żaba z drewna zrobiła spore wrażenie i była zdecydowanie jednym z najbardziej pozytywnych akcentów naszej wizyty w bydgoskim zoo…

14. Źrebak, Zoo Wrocław

Źrebak z brązu we wrocławskim zoo - 2008

Odlany z brązu źrebak uznawany jest za prawdziwą ozdobę wrocławskiego zoo. Autorką rzeźby jest niemiecka artystka Inge Jaeger-Uhtloff (1902-1995), która do 1945 roku żyła i tworzyła we Wrocławiu.
Źrebak znajduje się na postumencie, który przez wiele lat ustawiony był w na trawniku w alei naprzeciwko wybiegu sawanny afrykańskiej, jednak na początku zeszłego roku rzeźbę przeniesiono na teren nowootwartego Rancza.

Nowa lokalizacja rzeźby źrebaka

13. Niedźwiedź, Zoo Warszawa

Niedźwiadek z warszawskiego zoo

Niedźwiadek ten znajduje się tuż obok Willi Żabińskich. Jest to niewielka, niespełna metrowa figura niedźwiedzia, ustawiona na kamiennym postumencie. Nie jest szczególnie eksponowana (może dlatego, że wygląda na solidnie uszkodzoną – niedźwiadek – ponoć malajski – jest mocno sfatygowany) stąd można jej nawet nie zauważyć – my na szczęście mamy oko do wypatrywania takich smaczków :) .

12. Foki, Śląskie Zoo

Białe foki w Śląskim Zoo (fot. magienoire, www.mapa.nocowanie.pl)

Znajdująca się na terenie Śląskiego Zoo rzeźba przedstawiająca trzy białe foki (choć nam bardziej przypominają uchatki), to dar pracowników Kopalni “Wesoła” w Mysłowicach, którzy ufundowali ją w czynie społecznym dla chorzowskiego parku w latach 50. XX wieku.
To jeden z wielu tego typu darów – na terenie całego parku znajduje się bowiem około 80 różnych rzeźb, z których sporo zostało wykonanych właśnie przez śląskich górników.
Niestety, kilka lat temu wandale zdewastowali pomnik do tego stopnia, iż rozważano nawet jego likwidację, na szczęście rzeźbę udało się odrestaurować, choć obecny wygląd fok trochę różni się od pierwotnego.
Trzy foki to zresztą niejedyny “foczy” element na terenie parku, bowiem w innej części parku dwie kamienne foki przyozdabiają jedną z kilku fontann wykorzystujących motyw animalistycznych rzeźb (pozostałe to pelikany i ryby).

11. Foka, Zoo Warszawa

Kamienna foka z warszawskiego zoo

Kolejna zwierzęca rzeźba z warszawskiego zoo, z którą wiąże się ciekawa historia – ponownie dotykająca problemu własności…
Tym razem jednak nie chodzi o to, iż po kamienną fokę zgłasza się jakieś inne miasto (Hel?), ale… autor rzeźby, który za jej wykonanie… nie otrzymał zapłaty!
O tzw. “kamiennafokagate” lub, jak wolą niektórzy – “stonesealgate”  – pisaliśmy ponad rok temu w 7 Dni Zoo.
Przypominamy zatem pokrótce o co chodzi, a chodzi o 80 tysięcy złotych, które warta jest kamienna rzeźba znajdująca się od 2002 roku na terenie warszawskiego zoo .
Problem w tym, że jedna z wizytówek zoo i ulubiony obiekt do fotografowania przez wielu zwiedzających, nie należy do zoo, a jest jedynie przez ogród dzierżawiony. Rzeźba należy do artysty Piotra Rzeczkowskiego. Do zoo trafiła, gdyż zainteresował się nią poprzedni dyrektor ogrodu, Maciej Rembiszewski. Rzeźba miała jednak być czasową ekspozycją i czekać na kupca, mijały jednak lata, foki kupić nikt nie chciał, zoo prawie zapomniało, że foka nie jest własnością ogrodu, a zwiedzający zdążyli się tak do niej przyzwyczaić, że dziś nie mogą sobie wyobrazić bez niej zoo.
Tymczasem twórca i właściciel rzeźby, Piotr Rzeczkowski, postanowił się o swoje dzieło upomnieć. Co prawda nie chce jej zabierać na siłę, chciałby jednak dostać za swoją fokę pieniądze – nie ma się czemu dziwić, jest foka, nie ma kasy, coś się więc w tym wszystkim nie zgadza. Padło hasło zbiórki pieniędzy na kamienną fokę, pomysł jednak błyskawicznie upadł. Od sprawy odcięło się także miasto.
Co ciekawe, od wybuchu sprawy minął ponad rok, a foka jak w zoo stała, tak stoi. Autor pieniędzy nie otrzymał, zbiórki nie zrobiono, kupiec się nie znalazł.
Sprawa zdążyła przez ten rok odejść w zapomnienie i o kamiennej foce zrobiło się cicho.
Nas to jakoś nie dziwi, bo nie pierwsza to cisza związana z warszawskim zoo…

10. Żyrafy, Stare Zoo Poznań

Metalowa żyrafa z poznańskiego Starego Zoo

Dwie metalowe żyrafy, wyglądające jak skrzyżowanie płonących żyraf z obrazu Dalego i sera szwajcarskiego to jedna z najciekawszych plenerowych rzeźb Starego Zoo. Dwie żyrafy zrobione są z metalowego stelaża i są specyficzną kompozycją płytek i prętów. Stoją tuż obok siebie – jedna ma ponad dwa metry, druga niespełna półtora.
Żyrafy stoją w zaroślach tuż obok Baru „Kinga”, naprzeciwko dawnego wejścia do Świata Płazów i Ryb, są jednak tak usytuowane, że naprawdę trudno je dostrzec – jeśli ktoś nie wie, że tu stoją, może mieć naprawdę ogromne problemy żeby je zauważyć…
Żyrafy pojawiły się w Starym Zoo w 2003 roku z okazji Świąt Bożego Narodzenia – przyozdobione kolorowymi światełkami stały na budynku kasy i pełniły rolę świątecznej ozdoby…
Później zastąpiono je innymi ozdobami, ale żyraf szkoda było wyrzucać, trafiły więc na trawnik jako plenerowa ozdoba…
Autorami żyraf był ówczesny rzemieślnik ogrodu, Tomasz Białkowski oraz pani Ewa Czechowska z działu dydaktycznego.

9. Aligator, Zoo Płock

Uwaga! Aligator na wolności!

Skoro najsłynniejszą mieszkanką płockiego zoo jest aligatorzyca Marta, dziwić nikogo nie powinno, że tuż przed wejściem do pawilonu gadziarni, w którym mieszka słynna gadzina znajduje się rzeźba aligatora naturalnych rozmiarów, wyłaniająca się spomiędzy zarośli – jest na tyle wiarygodna, że niektórzy dają się nabrać, iż to prawdziwy aligator uciekł z klatki!
Co ciekawe, na zimę sztuczny aligator przenoszony jest do pawilonu herpetarium, gdzie przygotowane jest dla niego specjalne “siedzisko” – leży tam sobie i straszy zwiedzających.
Że niby prawdziwy.
Tak naprawdę jednak sztuczny aligator jest niegroźny i… bardzo lubi pluszowe mrówkojady :) .

8. Pelikany, Stare Zoo Poznań

Kamienne pelikany w poznańskim Starym Zoo

Cementowa rzeźba przedstawiająca trzy stojące do siebie tyłem pelikany stoi na trawniku, tuż obok drzewa. Lokalizacja jest o tyle niefortunna, iż pelikany znajdują się ładnych kilka metrów od którejkolwiek ze ścieżek, dlatego, chcąc nie chcąc, musimy wejść na trawnik, żeby przyjrzeć im się z bliska.
Nie wiadomo o nich zbyt wiele – pelikany pojawiły się pod koniec lat 70. przy okazji jakiejś wystawy o ptakach organizowanej wspólnie ze Związkiem Hodowców Gołębi i Drobiu Ozdobnego. To wiadomo na pewno, nie ma jednak pewności, co to była za wystawa i kiedy dokładnie się odbyła. Pewne jest, że między 1975 a 1979 rokiem. Autor cementowych pelikanów również pozostaje nieznany.

7. Wilk, Stare Zoo Poznań

Rzeźba wilka z poznańskiego Starego Zoo

Zdecydowania najpopularniejsza i najczęściej fotografowana rzeźba w Starym Zoo – chyba każde dziecko, które odwiedziło poznański ogród, ma zrobione zdjęcie z mosiężnym wilkiem – także nasz Tadzik.
Wilk ustawiony jest na dość rozległym placyku, znajdującym się za wyspą lemurów, a przed Muzeum Wiedzy o Środowisku.
Rzeźba wilka jest jedną z największych zagadek Starego Zoo – nie ma żadnych pewnych danych, z których moglibyśmy określić, kiedy rzeźba powstała i kto jest jej autorem. Takich informacji w swoich archiwach nie posiada także samo zoo, dlatego w 2003 roku, razem z Gazetą Wyborczą, zorganizowana została specjalna akcja, mająca na celu ustalenie jakichś konkretnych informacji. Postanowiono zapytać samych poznaniaków, czy mają jakieś informacje, mogące ustalić choćby przybliżoną datę pojawienia się wilka w zoo – odzew był nadspodziewanie duży. Dodatkową zachętą był fakt, że każdy, kto 15 czerwca 2003 roku przyszedł do Starego Zoo ze zdjęciem, na którym jest rzeźba wilka, wchodził za darmo. Miano nadzieję, że być może fotografie pomogą w ustaleniu historii wilka. Zgłosiło się aż 170 osób, a najstarsze zdjęcie zostało wykonane w 1934 roku – do dziś nie pojawiła się żadna starsza wzmianka. Była to fotografia Konstantego Bomastyka w mundurze tramwajarza, dzięki czemu wiadomo, że rzeźba wilka stała w zoo na długo przed II wojną światową.
Więcej o wilku nie wiadomo. Najważniejsze jest jednak to, że rzeźba dobrze komponuje się z otoczeniem i podoba się wszystkim zwiedzającym, szczególnie najmłodszym. Widać już jednak, że jest nieco wytarta od wieloletniego na niej siadania…

6. Żyrafa, Zoo Warszawa

Metalowa żyrafa znajdująca się przed wejściem do warszawskiego zoo

Metalowa żyrafa autorstwa Władysława Daniela Frycza jest jedną z 18 dzieł, które ocalały spośród 60 przygotowanych w 1968 r. na I Biennale Rzeźby z Metalu. Część stoi na trawniku między Wolską a ul. Kasprzaka. Druga żyrafa autorstwa Władysława Daniela Frycza stoi na Woli niedaleko stadionu Olimpii.
Żyrafa znajdująca się w Parku Praskim jest niemal dwukrotnie wyższa (ma 13 m) i wykonana z kwasoodpornej stali nierdzewnej. Co ciekawe, żyrafa ma specjalne otwory, przewidziane jako… miejsca gniazdowania ptaków!
Pomnik metalowej żyrafy postawiony w podzięce od Zoo dla Warszawskich dzieci.

5. Małpa, Stare Zoo Poznań

Kamień i bluszcz - a na szczycie małpa

Jedna z naszych ulubionych rzeźb Starego Zoo, która szczególnie spodobała się także naszemu pluszowemu mrówkojadowi.
Rzeźba przedstawia blisko metrowego przygarbionego goryla, znajdującego się na szczycie prawie dwuipółmetrowego kamiennego postumentu, całkowicie porośniętego bluszczem, który obrasta także samą małpę! Efekt takiego współistnienia kamienia i rośliny jest rewelacyjny, choć dość mocno utrudnia dostrzeżenie pomnika przez nieuważnego zwiedzającego.
Nie tylko bluszcz „zagraża” małpie – jest ona obecnie w naprawdę kiepskim stanie: liczne odrapania i ubytki dość mocno zniekształcają jej wygląd.
Historia rzeźby małpy jest niezwykle ciekawa – ta, którą obecnie możemy podziwiać w Starym Zoo, jest… cementowym odlewem oryginalnej rzeźby, która znajduje się we wrocławskim zoo!
Rzeźba ta przedstawia słynną gorylicę Pussi, która żyła we Wrocławskim Zoo w latach 1894-1901, ustanawiając tym samym długo nie pobity rekord przeżywalności goryla w zoo. Wrocławska rzeźba znajduje się na terenie dyrekcji (w zeszłym roku odkrył ją tam Tadeusz). Była co prawda koncepcja umieszczenia rzeźby w pawilonie człekokształtnych, ale jak zapewnił nas Dyrektor Ratajszczak, rzeźba zostanie wyeksponowana na terenie zoo najpewniej wtedy, gdy do Wrocławia wrócą goryle – będziemy musieli zatem trochę poczekać.
Jak trafiła do poznańskiego Starego Zoo? Otóż przyjechała ona do Poznania w 1945 r., kiedy ewakuowano zbombardowane wrocławskie zoo. Na początku lat 70. ówcześni dyrektorzy wrocławskiego zoo, Państwo Gucwińscy, zwrócili się do dyrekcji poznańskiego zoo z prośbą o oddanie małpy. Małpę trzeba było zatem zwrócić, jednak rzeźba tak mocno zżyła się już z krajobrazem Starego Zoo, że postanowiono zrobić jej cementowy odlew. Żeby kopia w jak największym stopniu przypominała oryginał, nasączono małpę pastą do obuwia…
Dziś rzeźba, choć niszczeje, nadal wspaniale komponuje się z otoczeniem i wygląda efektownie o każdej porze roku – także zimą, gdy śnieg maskuje coraz liczniejsze jej defekty.

4. Hipopotam i Hipoczyściciel, Zoo Wrocław

Hipoczyściciel - jedyny krasnal we wrocławskim zoo - na grzbiecie hipopotama

Jedną z naszych ulubionych animalistycznych rzeźb jest miniaturowa rzeźba hipopotama z wrocławskiego zoo znajdująca się tuż obok słoniarni, w której mieszkają także hipcie.
Rzeźba ta jest o tyle niezwykła, gdyż przedstawia nie tylko hipopotama, ale także… jednego z wrocławskich krasnali, który zajmuje się pielęgnacją hipopotama – krasnal znajduje się na grzbiecie zwierzaka i trzyma w rękach specjalną szczotę do czyszczenia.
Stąd też wzięło się jego imię – Hipoczyściciel.
Co prawda zdaniem niektórych krasnal wygląda bardziej jak konduktor i jest dużo mniejszy niż “standardowe” krasnale wrocławskie (ma ledwie kilkanaście centymetrów), ale szybko stał się ulubieńcem zwiedzających zoo.
Także pluszowych mrówkojadów :) .

Tadzik i Hipoczyściciel

3. Pingwin, Zoo Gdańsk-Oliwa

Rzeźba pingwina z oliwskiego zoo

Ogromnych rozmiarów (ponad 2 metry wysokości) rzeźba pingwina znajduje się tuż obok basenu oliwskich pingwinów tońców – lokalizacja jest więc idealna. Rzeźba ma już swoje lata – widać, że jest trochę zniszczona, nadal jednak robi niesamowite wrażenie – zarówno ze względu na rozmiary (to zdecydowanie największy pingwin, jakiego widzieliśmy), ale też sposób wykonania – rzeźba jest bowiem pokryta ogromną ilością ceramicznych płytek, przez co pingwin wygląda na “popękanego”.
O historii rzeźby niestety nie wiemy zbyt wiele…

2. Marabut, Stare Zoo Poznań

Marabut jak nowy!

Rzeźba marabuta znajduje się na murze okalającym ogród, wieńcząc jego północno-wschodni narożnik.
Rzeźba wykonana jest z cementu, ma około metra wysokości, znajduje się jednak na tyle wysoko ponad poziomem ulicy – grubo ponad dwa metry – że bywa niezauważalna dla wielu przechodniów. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż wkomponowana jest w gałęzie rosnących na terenie zoo drzew, które oplatają siedzącego marabuta.
Marabut pojawił się na ogrodzeniu zoo w 1928 roku, z okazji odbywającej się wówczas w Poznaniu PeWuKi. Warto dodać, iż ozdobił on nowo wybudowane ogrodzenie, które powstało specjalnie na tę wystawę (w tym samym czasie w zoo wzniesiono wiele innych obiektów).
Autorem marabuta – zwanego przez wielu “pelikanem” (sic!) – jest poznański rzeźbiarz Edward Haupt, który był cenionym artystą i autorem wielu rzeźb, nie tylko w Poznaniu.
Jesienią 2010 roku marabut został zabrany do renowacji – na mur otaczający zoo powrócił dopiero po roku, jednak “odświeżony” wizerunek jest jakiś mniej wyrazisty, jakby rzeźba zatraciła nieco swój charakter.
Mimo to cieszy fakt, iż marabuta udało się uchronić przed niechybną zagładą – mur Starego Zoo był bez niego zupełnie inny…

1. Nosorożec, Zoo Zamość

Rzeźba nosorożca przez zamojskim zoo (fot. gazeta.pl)

Rzeźba nosorożca – reklamowana w wielu miejscach jako jedyna w Polsce (co jest oczywiście nieprawdą!), jest chyba najbardziej rozpoznawalną i charakterystyczną zarazem reklamą zamojskiego zoo. Jej autorem jest znany i ceniony rzeźbiarz animalista, Władysław Frycz. “Nosorożec” powstał w 1978 roku podczas zamojskiego pleneru rzeźbiarskiego. Nosorożec – posiadający aż trzy rogi – wykonany jest z metalu, który jest ulubionym tworzywem Frycza. Co ciekawe, nosorożec jest bardzo częstym motywem w pracach artysty, którego innym znanym dziełem jest “Żyrafa” z Parku Praskiego w Warszawie (patrz: miejsce 6).

-

Czekamy na Wasze propozycje – jeśli zapomnieliśmy o jakiejś ważnej, ciekawej rzeźbie animalistycznej znajdującej się na terenie któregokolwiek z polskich ogrodów zoologicznych, dajcie znać! Napiszcie też, jeśli posiadacie jakieś ciekawe informacje związane z którąś z wymienionych powyżej rzeźb, a o których nie napisaliśmy my!

Na koniec przypominamy jeszcze o naszym tekście poświęconym znajdującym się w polskich ogrodach zoologicznych pomnikom.
Co zaś będzie kolejnym elementem zoologicznym, który będziemy tropić – dowiecie się już wkrótce!

Nidhögg - skrzydlaty wąż z mitologii skandynawskiej (tu jako bohater komiksu o Thorgalu - tom pt. "Gwiezdne dziecko")

Mrówkojad na tropie zwierzęcych motywów – świat zwierząt w serii komiksowej “Thorgal”. Część II

Zapraszamy dziś na dalszy ciąg tropienia motywów zwierzęcych w serii komiksowej Thorgal – w poniedziałek wprowadziliśmy Was w świat komiksu Van Hamme’a i Rosińskiego i przeanalizowaliśmy album po albumie, aby odnaleźć wszystkie zwierzęta, jakie pojawiają się w całej serii komiksowej i określić rolę, jaką pełnią w całej opowieści.
Dziś natomiast przyjrzymy się faunie mityczno-fantastycznej, która jest w Thorgalu reprezentowana wyjątkowo licznie – nie ma się jednak czemu dziwić, wszak Thorgal nieustannie spotyka na swojej drodze rozmaite potwory, zaś wśród bohaterów komiksu znajdują się tak “zwykli ludzie”, jak i nordyccy bogowie – a przy okazji także rozmaite mityczne stwory.
Zresztą, zobaczcie sami…

MITYCZNE STWORY I POTWORY W THORGALU

ARACHNEA
(Arachnea)

Tytułowa bohaterka 24. tomu serii to gigantyczna pajęczyca, która kiedyś była piękną dziewczyną o imieniu Serena, wskutek klątwy bogów przemieniona w potwora – pół kobietę, pół pająka…
Brrr!

Arachnea ("Arachnea")

Thorgal, który większość swoich przygód przeżywał jak dotąd wśród panteonu nordyckich stworów, demonów, olbrzymów i walkirii, teraz uczestniczy w przygodzie na rozgrzanej słońcem i porośniętej bluszczem winogron ziemi attyckiej. W Arachnei można dostrzec wpływy mitów o Arachne – mamy Labirynt, Tezeusza (w tej roli Thorgal) i Minotaura (Arachnea).
Tyle, że w tej opowieści okazuje się, że nie taki potwór straszny, jakby się mogło wydawać, choć gwoli ścisłości, mityczny Minotaur też był postacią cokolwiek tragiczną…

DWUGŁOWY SOKÓŁ
(Giganci)

Zwierzęta mające więcej niż jedną głowę są obecne we wszelkich mitach – różnią się tylko gatunkiem i ilością głów. W tomie Giganci spotykamy pewne paskudne ptaszysko, które królowi olbrzymów ofiarowuje niejaki Hjalmgunnar – olbrzym z puszczy. Ptaszyskiem owym jest dwugłowy sokół, któremu “nie zdoła uciec żadna zdobycz”.
Nie ma się co dziwić – uciec przed jednogłowym sokołem nie byłoby łatwo, a co dopiero przed takim, który ma dwie głowy!
Szczur, zestrzelony przez Thorgala, z dwugłowym ptaszyskiem nie ma szans, ale nasz tytułowy bohater…

Dwugłowy sokół nie daje szans szczurowi... ("Giganci")

Warto dodać, że dwugłowy sokół to stary, hetycki (a może jeszcze wcześniejszy) symbol Słońca, będący także symbolem władzy królewskiej – stąd tak często można zobaczyć dwugłowego ptaka w godłach państwowych!
Co ciekawe, oficjalną maskotką Zimowej Uniwersjady w 2011 roku w tureckim Erzurum był… dwugłowy sokół o imieniu Kanka – nie ma on jednak wiele wspólnego z sokołem z Gigantów!

JEDNOROŻEC
(Kriss de Valnor)

Jednorożec? Tak, pojawia się też jednorożec – na szczęście tylko na chwilę i tylko w majakach sennych Jolana, syna Thorgala.
Piszemy na szczęście, bo jakoś nam jednorożec do całej tej historii nie pasuje – jakiś taki pretensjonalny…

Jednorożec w "Kriss de Valnor"

LATAJĄCE KOTY BOGINI FRIGG
(Giganci, Gwiezdne dziecko)

W opowiadaniu Metal, który nie istniał mały Thorgal oraz jego towarzysz, krasnal Tjahzi, są ratowani przez dwa skrzydlate koty, należące do bogini Frigg. Koty wyglądają jak koty, tyle, że mają ogromne skrzydła i – niczym bohaterowie gier komputerowych – wiele żyć, a dokładnie dziewięć. Bardzo praktyczna “umiejętność”, jak się okaże :) .
Skąd wzięły się owe skrzydlate koty? W mitologii nordyckiej należały do bogini… Freyi, żony Oda, która posiadała rydwan, zaprzężony w dwa latające, ale bezskrzydłe koty!

Freya i jej koty - widać, że bez skrzydeł... (za: Wikipedia)

Freya była co prawda później utożsamiana z Frigg, są to jednak tak naprawdę dwie różne boginie, można więc śmiało powiedzieć, że twórcy komiksu trochę się pomylili…

Latające koty bogini Frigg ("Gwiezdne dziecko")

W epizodzie latające koty pojawiają się jeszcze w albumie Giganci – towarzyszą swojej pani podczas jej rozmów z Thorgalem.

LATAJĄCY KOŃ
(Bitwa o Asgard, Aaricia)

Pamiętacie jeszcze boga, a może raczej bożka, Vigrida? To ten, który potrafił zmieniać się w rozmaite zwierzęta – był już m.in. orłem, najchętniej jednak przeobrażał się w latającego konia. Takiej transformacji dokonał w tomie Aaricia (trafił nawet na okładkę!) oraz w Bitwie o Asgard.

Album "Aaricia"

Trochę taki Pegaz :) .

MUCHOSTWÓR
(Ofiara)

Szczerze – macie jakieś lepsze określenie na to monstrum?

To nie była Strażniczka Kluczy...

Nam przypomina trochę Setha Brundle’a po przemianie

OCTOPUS i inne wodne stwory..
(Błęitna zaraza, Upadek Brek Zarith, Ponad krainą cieni)

Rzeczny potwór, który dla wielu nieszczęśników okazuje się być większym zagrożeniem, niż tytułowa błękitna zaraza – w końcu to on trafia na okładkę albumu:

"Błękitna zaraza"

Ma tylko jeden słaby punkt, a jak wiadomo Thorgal świetnie radzi sobie z odnajdywaniem słabych punktów swoich rywali – bo że przyjdzie mu się zmierzyć z Octopusem, to przecież oczywiste…

“Znajomi po urodzie” z Octopusem są na kartach Thorgala częstymi gośćmi – wszelkiej maści węże wodne i różne “wężostwory” czają się w wodach w takich albumach jak choćby Upadek Brek Zarith czy Ponad krainą cieni.

"Ponad krainą cieni"

PREHISTORYCZNE STWORZENIA
(Ponad krainą cieni)

Co tam wodne węże! W albumie Ponad krainą cieni Thorgal i towarzysząca mu Shaniah spotykają na swojej drodze mamuty, dinozaury i rozmaite prehistoryczne zwierzęta – nasi bohaterowie płyną bowiem na tratwie, unoszonej przez “prąd czasu, prowadzący ich aż do prehistorii Ziemi”!
Verne byłby z tego dumny!
A dinozaury – żywcem wyjęte z Parku Jurajskiego!

Thorgal Jurajski...

WĄŻ NIDHOGG
(Gwiezdne dziecko, Strażniczka kluczy, Niewidzialna forteca)

"Strażniczka kluczy"

W mitologii skandynawskiej Nidhogg to skrzydlaty wąż lub smok, podgryzający korzenie Yggdrasilu i wysysający krew z ciał zmarłych, który zostanie zabity podczas Ragnaröku.
W Thorgalu to bestia z piekła rodem, zdecydowanie najczarniejszy “nieludzki” czarny charakter całej serii. Posiada szereg przydatnych złoczyńcy umiejętności – jest nieśmiertelny, zna trochę magicznych sztuczek i świetnie włada mieczem, w czym przydaje się też fakt, iż posiada mnóstwo ogonów. Do tego jest wyjątkowo paskudny, wyrachowany, perfidny, niezwykle uparty i zachłanny. Jedyną jego cechą, którą trudno uznać za negatywną, jest to, iż wybornie gra w warcaby…

Nidhögg - skrzydlaty wąż z mitologii skandynawskiej (tu jako bohater komiksu o Thorgalu - tom pt. "Gwiezdne dziecko")

Nidhögg ("Gwiezdne dziecko")

Pojawia się w aż trzech tomach – w Gwiezdnym dziecku (gdzie pragnie zdobyć “metal, który nie istniał”), Strażniczce kluczy (gdzie jest kołem zamachowym całej fabuły) i Niewidzialnej fortecy (gdzie praktycznie powtarza swoją rolę z Gwiezdnego dziecka), a w każdym z tych albumów pełni bardzo ważną rolę, w każdym też staje na drodze Thorgalowi i nie zawsze wychodzi na tym dobrze…

WĘŻO-WAMPIRY
(Strażniczka kluczy, Gwiezdne dziecko)

Jeden z ciekawszych pomysłów Rosińskiego i Van Hamme’a – latające węże posiadające skrzydła nietoperzy, zapewne z rodzaju wampirów, stąd wężo-wampiry. Występują stadnie – wyglądają niczym chmura, a oprócz umiejętności latania potrafią także strzelać ogniem niczym laserem.
Na drodze naszego bohatera stają dwukrotnie – w Gwiezdnym dziecku atakują młodego Thorgala i Tjahziego, którym z pomocą przychodzą latające koty bogini Frigg, natomiast w Strażniczce kluczy atakują dorosłego już Thorgala, któremu również towarzyszy Tjahzi – tym razem Thorgal poradzi sobie z potworami sam – latające koty nie będą mu potrzebne…

"Gwiezdne dziecko"

“Strażniczka kluczy”

Tyle na dziś – żegnamy się na razie z Thorgalem i stworzeniami zaludniającymi jego świat, a już niebawem zajmiemy się tropieniem motywów zwierzęcych w kolejnym tekście kultury!
Jeśli macie pomysły, jakim tekstem powinniśmy się zająć – dajcie znać!

Album "Czarna galera"

Mrówkojad na tropie zwierzęcych motywów – świat zwierząt w serii komiksowej “Thorgal”. Część I

Dziś, w kolejnym odcinku naszego cyklu “Mrówkojad na tropie”, zapraszamy wszystkich na niezwykłą i mamy nadzieję bardzo interesującą wyprawę do świata Wikingów, mitologii nordyckiej i przygód z pogranicza fantasy i science-fiction, dziś bowiem tropić będziemy motywy zwierzęce w najsłynniejszej i – chyba nie tylko naszym zdaniem – najlepszej europejskiej serii komiksowej – Thorgal.

Tak się bowiem składa, że Redakcja Mrówkojada to nie tylko miłośnicy zwierząt i fani kina, ale też wierni wielbiciele przygód komiksowego cyklu autorstwa Jean’a Van Hamme’a i Grzegorza Rosińskiego, którego głównym bohaterem jest niejaki Thorgal Aegirsson. Długo myśleliśmy, jak tu Thorgala “przemycić” na Mrówkojada, ale gdy w ostatnich dniach raz jeszcze przeczytaliśmy całą serię od pierwszego, do – jak dotąd – ostatniego komiksu, odpowiedź nasunęła się sama – na tysiąc pięciuset stronach serii pojawiło się całe mnóstwo zwierząt wszelakich gatunków, nie brakowało też zwierząt mitycznych i stworzeń, zrodzonych tylko w wyobraźni autorów, dlatego też uznaliśmy, że warto im się nieco bliżej przyjrzeć.
Tym bardziej, że wśród setek artykułów i materiałów poświęconych przygodom Thorgala, tym zagadnieniem jak dotąd nikt się jeszcze nie zajął.
A my takie właśnie wyzwania lubimy najbardziej!

Kilka słów o “Thorgalu”…

Choć “Thorgal” to nasz ulubiony komiks (a trochę komiksów w życiu przeczytaliśmy) i zaczytujemy się w nim od początku lat 90. – czyli od pierwszych jego polskich wydań – bierzemy pod uwagę, że ktoś może jego przygód nie znać (w starciu z naszymi uczniami cały czas przekonujemy się, że naprawdę można nie znać pewnych rzeczy, które zdawać by się mogło, że zna każdy…).
Ale do rzeczy – pomysł na cykl narodził się w 1976 roku w głowie belgijskiego  scenarzysty komiksowego, filmowego i pisarza – Jean’a Van Hamme’a, który do współpracy zaprosił młodego polskiego rysownika, Grzegorza Rosińskiego.
Rok później pierwszy tom pojawił się w odcinkach w magazynie Tintin, a w 1980 roku wydano go po raz pierwszy w formie albumu, pod tytułem Zdradzona czarodziejka.
W Polsce Thorgal pojawił się po raz pierwszy już w 1978 roku w czasopiśmie komiksowym Relax, ale w formie albumowej zadebiutował dopiero w 1988 roku, gdy po francusku wyszło już 13 zeszytów…
Na szczęście obecnie dostępne na polskim rynku są już wszystkie 32 tomy przygód Thorgala, a 23 listopada ukazał się kolejny.
Seria co prawda lata świetności ma już za sobą i od 17. tomu powoli robi się coraz słabsza, niemniej nadal jest to jeden z najpopularniejszych komiksów w Europie, który szczególne miejsce od samego początku zajmował w Polsce. Co ciekawe, po 29. tomie (Ofiara) z cyklem rozstał się jego twórca i scenarzysta, Van Hamme (zastąpił go Yves Sente), ale projektu nie opuścił Rosiński i przygody Thorgala są kontynuowane, choć on sam usunął się na drugi plan, a głównym bohaterem stał się jego syn, Jolan.

Głównym bohaterem serii jest Thorgal Aegirsson, potomek ludzi z gwiazd, który wychowuje się wśród Wikingów. Thorgal to postać niezwykle dramatyczna – daleko mu do klasycznego wojownika, choć siłą i zręcznością góruje nad większością swoich przeciwników, a równego mu w strzelaniu z łuku trudno szukać w historii literatury.
Nasz bohater niestety nieustannie wpada w tarapaty, a w wyniku dramatycznych boskich wyroków nie może odnaleźć spokoju, choć jest to tak naprawdę jedyna rzecz, której pragnie – Thorgal to bowiem bodaj najszlachetniejsza postać w historii komiksu.
Jak tu go nie kochać? :) .

Świat Thorgala

No właśnie – czytelnicy pokochali Thorgala za jego niezwykły charakter, ale też fantastyczne przygody – na przestrzeni 32 tomów, które do tej pory się ukazały, byliśmy świadkami niezwykłej podróży do Krainy Qa (leżącej gdzieś w Ameryce Łacińskiej), odwiedziliśmy wraz z bohaterami tereny, w których odszukać można ślady Afryki, Syberii, Grenlandii i basenu Morza Śródziemnego (choć oficjalnie seria rozgrywa się w fikcyjnym świecie i czasie, bez trudu odnajdziemy w niej prawdziwe krainy). Nie brakuje też wizyt w zaświatach i krainach fantastycznych, a oprócz zwykłych ludzi pojawiają się też bogowie z mitologii nordyckiej i szereg mniej lub bardziej niezwykłych postaci.

Nas jednak w tym miejscu mniej interesuje, na ile prawdziwe są opisywane w komiksie miejsca (nie ma to bowiem większego sensu) i jak bogowie komiksowi mają się do tych z mitów, zajmiemy się bowiem występującymi na kartach wszystkich albumów zwierzętami – zarówno tymi istniejącymi naprawdę (choć w kontekście komiksu z pogranicza sci-fi i fantasy to pojęcie dosyć ryzykowne), jak i tymi, których próżno szukać w systematyce gatunków.
Chyba, że w bestiariuszu Van Hamme’a albo wśród nordyckich bogów :) .

ZWIERZĘTA W THORGALU

32 tomy, blisko 1500 stron i prawie 10 tysięcy ilustracji – a do tego setki bohaterów i tysiące postaci epizodycznych, od tytułowego Thorgala, po bezimiennych wojowników.
Nie sposób jednak nie wspomnieć o setkach zwierząt, które pojawiają się we wszystkich (!) albumach – część z nich odgrywa oczywiście rolę trzecioplanową i stanowi jedynie tło, scenografię opowieści, niektóre jednak okazują się być bardzo ważne i istotnie wpływają na losy bohaterów , a także same status bohaterów uzyskują.
Postanowiliśmy zatem uważnie przejrzeć wszystkie 32 zeszyty i odszukać najciekawszych i najważniejszych zwierzęcych bohaterów – ich listę w układzie alfabetycznym publikujemy poniżej.

A

ANTYLOPY
(Błękitna zaraza, Królestwo pod piaskiem)

Album "Królestwo pod piaskiem"

Termin “antylopy” jest jak wiadomo bardzo umowny, ale umówmy się  – Grzegorz Rosiński, choć rysownikiem jest wybitnym (tak, wiemy, w późniejszych albumach widać spadek formy i mniejszą dbałość o szczegóły), to zoologiem nie jest i jego rysunkom daleko do ideału, jeśli chodzi o odwzorowanie szczegółów anatomicznych poszczególnych gatunków, ale zaznaczmy od razu – nigdy nie było to jego celem.
Od samego początku chodziło bowiem o wykorzystanie realnych motywów do zupełnie przecież nierealnej historii.
Dlatego owe antylopy Rosińskiego, w których my dostrzegamy wyraźne nawiązanie do gazeli Thomsona (tomi), mogą być równie dobrze zupełnie innym – lub żadnym! – gatunkiem.
Dlatego zostańmy przy antylopach :) .

Album "Błękitna zaraza" - coś jakby Kilimandżaro?

“Antylopy” pojawiają się w dwóch zeszytach, których akcja rozgrywa się najprawdopodobniej gdzieś w miejscu wzorowanym na Afryce – pełnią jednak tylko funkcję tła (Błękitna zaraza) albo zwierzyny, na którą polują bohaterowie – jakby tego było mało, bezskutecznie…

C

CZARNE PANTERY
(Między ziemią a światłem, Barbarzyńca)

Album "Barbarzyńca"

Pierwszy, ale wcale nie ostatni, drapieżnik w naszym zestawieniu – czarna pantera to zwierzę, które fascynowało od zawsze, nie należy się więc dziwić, że pojawia się też w Thorgalu. W tomie Między ziemią a światłem czarna pantera ma tylko epizod (wypoczywa sobie na gałęzi, gdy nasi bohaterowie płyną łodzią – i… tyle!), ale w Barbarzyńcy  czarne pantery są już dwie i odgrywają dość istotną rolę – Aaricia, żona Thorgala, i dwójka jego dzieci – Jolan i Louve, zostają przez okrutnego gubernatora pewnej prowincji wypuszczeni na arenę, gdzie ku uciesze tłumów mają zostać pożarci przez… dwie czarne pantery właśnie.
Na szczęście córka Thorgala ma niezwykłą moc – potrafi rozmawiać ze zwierzętami (coś jak Dr Dolittle) i udaje jej się przekonać dzikie koty, aby poczekały jeszcze ze śniadaniem (jak później sama Louve wyjaśni – “Nie było to trudne, bo one nie były zbyt głodne”).

J

JELENIE, SARENKI…
(Strażniczka kluczy, Ja, Jolan)

Typowa zwierzyna łowna – w Strażniczce kluczy Thorgal strzela z łuku do pięknego jelenia, który wyszedł właśnie z lasu, Jego syn, Jolan, pyta go wówczas: “Jakiż on śliczny! Dlaczego zabija się zwierzęta, Thorgalu?”, na co Thorgal odpowiada:

Aby je jeść. Mężczyźni zawsze polowali, żeby móc wyżywić siebie oraz swe żony i dzieci.

Niestety, nawet w czasach Thorgala było to wyjątkowe podejście, o czym zresztą będzie jeszcze mowa później…

Z kolei w tomie Ja, Jolan pojawia się sarna, z którą rozmawia wspomniana już córka Thorgala – w śnieżnej scenerii mała Louve pyta zwierzę, czy nie widziało gdzieś jej brata, Jolana.

Sarna - album "Ja, Jolan"

JEŻ
(Strażniczka kluczy)

Jeż w Thorgalu  jest tylko jeden, ale za to jaki! Oto w tomie Strażniczka kluczy mamy scenę, w której Thorgal dziękuje za pomoc Inwaldirowi, królowi wszystkich krasnali, który przybywa wraz z całym swoim orszakiem na wozie, ciągniętym przez… jeża!

Jeż - album "Strażniczka kluczy"

K

KONIE
(wszystkie albumy)

Zdecydowanie najczęściej pojawiające się zwierzę na kartach Thorgala, co jednak dziwić nie powinno, bo też i trudno wyobrazić sobie świat w quasi-średniowiecznych czasach, w którym bohaterowie wciąż się przemieszczają, bez uczestnictwa koni. Tych w całym cyklu są setki, ale tylko jeden z nich pojawia się z “imienia” – to Fural, pierwszy wierzchowiec Thorgala, którego niestety traci już w czwartym tomie, choć później w dość niewyjaśnionych okolicznościach koń powraca.
Wcześniej jednak zdążył się solidnie przysłużyć, zresztą przejażdżki na Furalu (zwłaszcza nocą) były jedną z największych rozrywek Thorgala.

Album "Czarna pantera"

Inna sprawa, że Furala ponoć nikt poza Thorgalem nie był wstanie okiełznać (patrz: Zdradzona czarodziejka), ale jakoś nie przeszkadza to niejakiej Shaniah i niejakiemu Galathornowi na tymże Furalu zwiać Thorgalowi…

"Zdradzona czarodziejka" - Fural zrzuca Thorgala, ale to akurat było przez tegoż sprokurowane

Ale nie będziemy się czepiać…

KOTY
(Zdradzona czarodziejka – Rajska grota, Giganci, Ja, Jolan, Tarcza Thora)

Pierwszym thorgalowym kotem jest Loki – kot, należący do piętnastoletniej Skadii, którą Thorgal spotyka w rajskiej grocie, w opowiadaniu o tym samym tytule, dołączonym do pierwszego albumu z serii.
Gdy Thorgal widzi siedzącego na ramieniu Skadii Lokiego jest zdziwiony bardziej, niż gdyby zobaczył właśnie stado grających w pokera mrówkojadów:

Loki, Thorgal i Skadia - "Rajska grota"

Tak właśnie wygląda człowiek, który nigdy wcześniej nie widział kota :) .

Sam Loki odegra w tej historii jeszcze bardzo ważną rolę – gdy bohaterowie zgubią się w lodowym labiryncie, to właśnie zraniony przez Thorgala kot wskaże im drogę do wyjścia – jak wyjaśni sam Thorgal: “Zraniony kot rzuci się do ucieczki, a instynkt skieruje go ku wyjściu”. Sprytne, choć jak pewnie się domyślacie, Skadia nie będzie z tego powodu zadowolona.
Loki tym bardziej…

Kolejnego kota spotykamy w albumie Giganci, gdy nasz bohater – niczym Guliwer – trafia do krainy olbrzymów. Staje się nową zabawką córki władcy olbrzymów, niezbyt urodziwej Heidrun, która na nieszczęście Thorgala posiada kota o wdzięcznym imieniu Furfur, wyraźnie czującego niechęć do naszego bohatera.
Rzecz w tym, że w krainie olbrzymów kot jest dla Thorgala wielkości słonia i potrafi być naprawdę wielkim zagrożeniem:

Uważaj, Thorgalu!

Na szczęście dzielny i waleczny Thorgal poradzi sobie w starciu nawet z takim przeciwnikiem:

Thorgal vs Furfur

Żeby nie było – Furfur to przekarmiony, rozpuszczony i złośliwy kocur i wycisk, jaki sprawił mu Thorgal, był w pełni zasłużony!

Kolejne koty – i to w ilościach hurtowych! – spotkamy kilkanaście tomów później, w zeszytach Ja, Jolan i Tarcza Thora.
Należą one do Mahary – niezbyt urodziwej i niezbyt sympatycznej baby, która potrafi wróżyć i sporo namiesza w życiu rodziny Thorgala. Ma na swoich usługach całą chmarę czarnych kocurów, które są wredne i złośliwe, a przy tym okropni z nich donosiciele i szpiedzy – zwłaszcza “najwierniejszy z ulubieńców” Mahary – Mariel, łotr, jakich mało.

Mariel podsłuchuje!

Jakby tego było mało – kotów Mahary, które mają swoją kocią polanę tuż przed jej szałasem, panicznie boją się konie Wikingów, którzy jednak reagują na ich widok ze znacznie mniejszym zdziwieniem, niż Thorgal na Lokiego – sporo się jak widać w tej kwestii zmieniło od pierwszego tomu…

Kto by się nie bał takich czarnych demonów! ("Tarcza Thora")

KOZY, OWCE…
(m.in. Alinoe, Królestwo pod piaskiem)

Kóz i owiec w Thorgalu nie brakuje – w świecie, w którym żyje nasz bohater, nie znano jeszcze świń, więc ich rolę jako zwierząt hodowlanych pełniły niejako owce i kozy. Przewijają się one na kartach komiksu dosyć często, rzadko jednak odgrywając minimalną choćby rolę, ale w zeszycie Alinoe – najbardziej przerażającym z całego cyklu – mają swoje pięć minut.
Oto bowiem Jolan – syn Thorgala – pod nieobecność ojca, korzystając ze swoich niezwykłych zdolności, stworzył niemego, zielonowłosego chłopca o imieniu Alinoe, który wkrótce okazał się istnym wcieleniem zła – Damien z Omena to przy nim potulny szkrab. Alinoe błyskawicznie podporządkował sobie całą wyspę, na której mieszkała rodzina Thorgala – spalił ich dom i owczarnię, w tym i same owce:

Płonące owce z "Alinoe"

natomiast kozę, znaną dotychczas głównie z tego, że dawała mleko, zamienił w to oto przerażające monstrum, które jeszcze dzisiaj śni nam się po nocach…

Koza-demon

No cóż, jak widać kozy i owce to kolejne zwierzęta, które jakoś nie mają szczęścia i marnie kończą, ale jest to niestety domena bardzo wielu bohaterów serii.
Także tych zwierzęcych…

KOZŁY
(Giganci, Tarcza Thora)

Rola epizodyczna (zaledwie dwa rysunki), ale kozły to nie byle jakie, bo ciągnące rydwan samego boga Thora!

Zaprzęg Thora - "Tarcza Thora"

Kozły to Tanngnjóstri i Tanngrisni, czyli Szczerbaty i Wyszczerbiony. Sam Thor zaś często zwany jest panem kozłów (hafra drottin), bogiem woźnicą (reidar Tyr) i użytkownikiem kozłów (hafra njotr). Gdy zaś wyjeżdża zaprzężonym w kozły wozem, słychać grzmoty i dudnienie, a powietrze płonie. No, no…
Z oboma kozłami wiąże się zresztą szereg ciekawych historii, ale jako że nie ma o nich słowa w samym komiksie, zostawimy ten temat na kiedy indziej...

Album "Giganci"

KRABY
(Ofiara)

Całe mnóstwo krabów! – w dodatku bardzo pokaźnych rozmiarów…

Sam pośród krabów...

Będący chwilowo bez formy Thorgal trafia na wyspę niejakiego Manthora, znajdującą się w Międzyświecie, a pierwszą rzeczą, jaką spotyka, jest stado monstrualnych krabów, które zamierzają posiekać naszego bohatera na kawałki…
Thorgal robi co może, ale jako że jest bez formy, nie radzi sobie z potężnymi krabami – na szczęście w ostatniej chwili (a jak!) zjawia się jego syn, Jolan, który akurat jest w doskonałej formie, i sam jeden rozprawia się z paskudnymi skorupiakami.

KROKODYLE
(Ponad krainą cieni, Kraina Qa, Oczy Tanatloca, Miasto zaginionego Boga)

Krokodyle w Thorgalu to kwestia bardzo ciekawa – zważywszy, że nasz bohater sporą część swojego życia spędza wśród Wikingów, szanse na spotkanie krokodyla są raczej niewielkie. Stąd też, jeśli w Thorgalu pojawia się już krokodyl, od razu wiadomo, że jesteśmy gdzieś bardzo daleko, w egzotycznych dla naszego bohatera okolicznościach, sam zaś krokodyl pełni rolę przerażającej bestii, której jedynym celem jest pożarcie wszystkiego, co się rusza.
Jak to krokodyl.
Pierwszego “krokodyla” spotykamy w albumie Ponad krainą cienito rola szczególna, bo zielonego gada Thorgal spotyka w… zaświatach, czyli tytułowej krainie cieni. Krokodyl jest tam po prostu bestią, która zamierza pożreć towarzyszkę Thorgala:

Krokodyl atakuje!

Na co jednak naszemu dzielnemu Thorgalowi jego łuk? Trzy strzały i bestia pada trupem…

Gdy nasi bohaterowie przenoszą się do Krainy Qa (która, jak pamiętamy, leży gdzieś w Ameryce) karty komiksu aż roją się od krokodyli (kajmanów?), które czają się wszędzie – w dżungli trzeba mieć naprawdę szczęście, żeby na jakiegoś nie wpaść:

Album "Kraina Qa"

A znając szczęście naszych bohaterów, wpadają od razu na dwa:

Album "Oczy Tanatloca"

Pewnie domyślacie się, jaki będzie wynik tego starcia?
Jeszcze więcej krokodyli spotkamy w mieście zaginionego boga (w albumie pod tym samym tytułem) – dziesiątki krokodyli zamieszkują fosę u stóp wielkiej piramidy, do której zrzucani są zdrajcy, lądujący w paszczach wygłodniałych bestii…
Zresztą, w rzece otaczającej miasto jest ich jeszcze więcej – Kraina Qa, w której rozgrywa się akcja wspomnianych powyżej trzech zeszytów (Kraina Qa, Oczy Tanatloca, Miasto zaginionego Boga) to nie jest miejsce dla tych, którzy mają krokodylofobię…

Album "Miasto zaginionego boga"

KRÓLIKI, ZAJĄCE…
(Wyspa wśród lodów, Wilczyca, Ja, Jolan)

Jeśli “jelenie i sarenki” w Thorgalu pełnią funkcję głównie zwierzyny łownej, to cóż powiedzieć o zającach i królikach?
Wszystkie, które się pojawiają, kończą jako obiad – w Wyspie wśród lodów na śnieżnego zająca polują eskimoskie (?) dzieci, w Wilczycy tytułowa wilczyca, a w Ja, Jolan – tytułowy bohater.

Album "Wyspa wśród lodów" - ten zając zaraz skończy marnie...

Album "Ja, Jolan" - ten też...

Bąbel tych fragmentów Thorgala wyjątkowo nie lubi…

L

LAMPART
(Czarna galera)

Lamparcica Kheela, należąca do niejakiego księcia Veronara, do którego w niewolę trafia Thorgal w tomie Czarna galera, to zdecydowanie jeden z najwyrazistszych i najbardziej zapadających w pamięć zwierzęcych motywów w całej serii – także dlatego, że pojawia się już na okładce albumu:

Album "Czarna galera"

Thorgal walczył już z różnymi stworzeniami – krokodylami, krabami, wielkim szczurem i jeszcze większym kotem, wreszcie z całym zastępem mitycznych potworów, stąd starcie z lampartem nie powinno być dla niego problemem.
Inaczej myśli jednak paskudny i pewny siebie książe Veronar, który napuszcza swoją ulubienicę na Thorgala tylko za to, że ten ośmielił się zakwestionować inteligencję księcia…
Thorgal najpierw długo siłuje się i walczy z lampartem na pokładzie galery, potem zaś wpada sczepiony z Kheelą w żelaznym uścisku do wody – na powierzchnię, ku rozpaczy Veronara, żywy wypływa jednak tylko Thorgal…

Thorgal vs Kheela

Thorgal wins!

LEW
(Królestwo pod piaskiem)

Lew - album "Królestwo pod piaskiem"

Spotkanie z lwem ma zupełnie inny przebieg – Thorgal wraz ze swoim synem Jolanem dosłownie wpadają na niego chwilę po tym, jak umknęły im antylopy (patrz wyżej) w albumie Królestwo pod piaskiem (czyli jesteśmy gdzieś w Afryce…).
Nasi bohaterowie są w pierwszej chwili tyleż zaniepokojeni, co zdziwieni widokiem lwa, którego zupełnie nie znają:
“Co to… co to jest?” – pyta Thorgala Jolan – “Nie mam pojęcia, ale ten wielki kot nie wygląda przyjaźnie”.
Thorgal spokojnie napina łuk i celuje w lwa, który… patrzy na Thorgala i odchodzi!

Lew vs Thorgal - Thorgal wins!

Górę wzięła niebywała wręcz odwaga i pewność siebie Thorgala – widać lew poczuł, że dziwny człowiek z łukiem nie tylko wcale się go nie boi (po tym wszystkim, co Thorgal przeszedł wcześniej, strach przed lwem byłby co najmniej dziwny), ale jeszcze stanowi dlań zagrożenie, dlatego lepiej było odejść.
Tym sposobem i Thorgal cały, i lew cały…

M

MAŁPA
(Bitwa o Asgard)

Album "Bitwa o Asgard"

Co ciekawe, pierwsza “małpa” w Thorgalu pojawia się dopiero w ostatnim albumie z serii. Należy do niejakiego Sardhama, kupca i handlarza, na którego ramieniu przesiaduje przez prawie cały czas swojego występowania w komiksie.
Może jeszcze doczeka się jakiejś roli, póki co pełni jedynie funkcję ozdobnej dekoracji – zamorski kupiec bez małpy na ramieniu? Wyobrażacie to sobie?
No właśnie.

N

NIEDŹWIEDŹ

Album "Aaricia"

(Aaricia, Słoneczny miecz, Ofiara)

O ile lamparty, lwy, krokodyle czy czarne pantery to drapieżniki w świecie Thorgala wyjątkowo egzotyczne i gdy się pojawiają od razu wiemy, że nasz bohater jest daleko od domu (lub też – jak w Czarnej galerze i Barbarzyńcy - są oznaką podporządkowania sobie dzikich zwierząt przez bezwzględnych władców), to niedźwiedź jest już bardzo dobrym znajomym Thorgala i wszystkich mieszkańców Northlandu.
Pierwszy niedźwiedź pojawia się w albumie Aaricia – potężny jak góra, staje na drodze młodego Thorgala, który podczas śnieżycy opuszcza – nie bez powodów – wioskę Wikingów. Jakoś udaje mu się wyjść z opresji – ale jak, tego się nie dowiadujemy.

Następnego niedźwiedzia – i to od razu na okładce albumu! – spotykamy w Słonecznym mieczu:

Album "Słoneczny miecz"

Niedźwiedź – określony przez Thorgala pieszczotliwie mianem “grubaska” – chodząc sobie po lesie przypadkiem trafia na ukrywającą się w krzakach dziewczynkę, która – na widok stającego na tylnych łapach i przeraźliwie warczącego miśka – zaczyna panikować i ucieka, co jest zresztą dosyć zrozumiałe.
Tak się jednak składa, że w pobliżu jest akurat nasz dzielny Thorgal, który daje niedźwiedziowi wybór – ostrzał z łuku (a pamiętajmy, że Thorgal nigdy nie pudłuje!), albo miś ustępuje i pójdzie sobie do lasu.
Na szczęście dla wszystkich – a niedźwiedzia w szczególności – “grubasek” rezygnuje i znika wśród drzew…

Niedźwiedź za chwilę zrezygnuje – na szczęście dla wszystkich…

Kolejnego niedźwiedzia spotykamy dopiero w 29. albumie pt. Ofiara.
Ale! Jaki to jest niedźwiedź! Ma co najmniej cztery metry wzrostu i pazury jak Freddy Krueger!

Album "Ofiara"

Pojawia się, gdy armia zbójów atakuje Thorgala i jego rodzinę i jak łatwo się domyślić, na wszystkich robi piorunujące wrażenie! Zbóje uciekają w popłochu, a po chwili okazuje się, że niedźwiedź to wcale nie niedźwiedź, tylko… Vigrid, bóg z gatunku tych mniej ważnych, ale wyjątkowo sympatycznych, który postanowił odwdzięczyć się Aaricii za przysługę sprzed lat.
A że Vigrid umie – i lubi! – zmieniać się w zwierzęta, scena z niedźwiedziem wypada wyjątkowo wiarygodnie.
Do samego Vigrida zaś wrócimy jeszcze nie raz, gdyż na kartach Thorgala przyjmie postać jeszcze kilku innych zwierząt :) .

NIETOPERZE
(Upadek Brek Zarith, Giganci, Kriss de Valnor)

Nietoperze spotykamy na dworze króla olbrzymów, Geirrdeda, w albumie Giganci – latają sobie pod sufitem podczas przyjęcia urodzinowego córki króla olbrzymów (to ta od kota Furfura).
Dla naszego bohatera, dla którego są wielkości małego samolotu, na szczęście nie stanowią zagrożenia. Ot, latają sobie.
Natomiast w albumie Kriss de Valnor chamara nietoperzy atakuje naszych bohaterów podczas ucieczki z kopalni.

Album "Kriss de Valnor"

Na szczęście obywa się bez ofiar – po którejkolwiek ze stron.

O

ORŁY
(Wyspa wśród lodów, Aaricia, Ofiara, Bitwa o Asgard)

Zdecydowanie najważniejsze ptaki w komiksie, dlatego też poświęcamy im osobne miejsce.
Czasem są po prostu elementem krajobrazu, najczęściej jednak pojawiają się w scenach z udziałem bogów z Asgardu – dwukrotnie – w albumach Aaricia i Ofiara – w orła zmienia się wspomniany już bóg Vigrid:

Przemiana Vigrida w orła w albumie "Ofiara"

natomiast w Bitwie o Asgard kilka razy w orła przemienia się podstępny Loki:

Orzeł - chata - Loki (album "Bitwa o Asgard")

Szczególną rolę orły odgrywają w drugim albumie z serii – Wyspie wśród lodów.
Już w pierwszej scenie widać dwa orły krążące nad wioską Wikingów, na którą ze szczytu wzgórza spogląda Aaricia – która wieczorem ma poślubić Thorgala. Thorgal tymczasem – razem z resztą Wikingów z wioski – strzela z łuku do celu, którym jest… przywiązany do drzewa za sznur trzeci orzeł!

Na razie żaden z Wikingów nie trafił...

Wikingowie pudłują jeden za drugim, a orzeł miota się na linie, byle tylko uniknąć strzały.
W tym samym czasie dwa orły coraz niżej krążą nad Aaricią i jej przyjaciółką, Solveig.
W pewnym momencie orły błyskawicznie zniżają lot i w oka mgnieniu porywają Aaricię i unoszą hen daleko…


Radon i Tabor – bo takie imiona noszą orły – zanoszą Aaricię do tajemniczej postaci w hełmie. Okazuje się, że orzeł, do którego strzelają Wikingowie w wiosce, to ich brat – Koltar. Na rozkaz postaci w hełmie oba orły lecą do wioski aby go uwolnić…
W tym samym czasie w wiosce Wikingów w turnieju strzelania do orła przychodzi kolej na Thorgala. Niezawodny łucznik… chybi, ku uciesze jego rywala, Bjorna (który jest, notabene, bratem Aaricii).

Thorgal chybił? Wcale nie!

Szybko jednak okazuje się, że Thorgal wcale nie celował w orła, tylko w linę, do której był przywiązany – jego celem było bowiem uwolnienie ptaka:

Cóż piękniejszego niż wolny ptak mknący ku słońcu?

Pyta retorycznie Thorgal, ale Bjorn jakoś nie jest szczególnie zadowolony z tego powodu. Pewnie doszłoby do draki gdyby nie fakt, że w tej samej chwili do wioski wpada Solveig z dramatyczną informacją – orły porwały Aaricię…

Dramatyzm paralelności tych scen jest nieprawdopodobny – z jednej strony dwa orły porywające niczego nieświadomą Aaricię, z drugiej strony Thorgal – przyszły, a niedoszły małżonek córki króla Wikingów, który uwalnia trzeciego orła…

Wolne orły odlatują

Później okazuje się, że Radon, Tabor i Koltar to niezwykle mądre i usłużne ptaki, którymi rządzi postać w hełmie, znana jako Pan Trzech Orłów.

Pan Trzech Orłów

Na jego rozkazy orły zrzucają na drakkar Wikingów tajemnicze “bomby”, porywają Aaricię czy wreszcie rozszarpują na strzępy nieszczęsnego Bjorna, który odważył się podnieść rękę na ich pana…

Kim okaże się Pan Trzech Orłów – nie zdradzimy, możemy tylko powiedzieć, że trzy orły w tym albumie symbolizują wolność i swobodę, o której marzył nie tylko ich pan, ale wielu innych bohaterów cyklu…

OSŁY
(Ja, Jolan)

W tomie Ja, Jolan mamy scenę, w której stara wiedźma Mahata (ta od kota-szpiega, Muriela) opowiada Aaricii o narodzinach pewnego ważnego dla całej historii dziecka. Dziecko owo przyszło na świat w stajence, w której przy żłobie pożywiały się akurat dwa osiołki…

OWADY
(Ponad krainą cieni, Strażniczka kluczy, Giganci)

Owadów na kartach komiksu pojawia się całkiem sporo, najbardziej charakterystyczne są jednak trzy momenty z ich udziałem.
Pierwszy to scena z albumu Ponad krainą cieni, gdy Thorgal wraz z Shaniah udają się do tytułowej krainy cieni – Niflheimu. W pewnym momencie otacza ich chmara motyli – okazuje się, że są to dusze zmarłych udające się przed boski trybunał.

Album "Ponad krainą cieni"

W Strażniczce kluczy Thorgalowi przychodzi walczyć z kolei z olbrzymimi i wyjątkowo paskudnymi muchami:

Wielkie muchy ze "Strażniczki kluczy"

Jedna z much porywa krasnala Thjaziego, towarzysza Thorgala, na szczęście ten strzałem z łuku unieszkodliwia monstrualnego owada. Chwilę później pojawia się cały rój wielkich much, ale nasi bohaterowie znajdują na szczęście drogę ucieczki…

Z wielką muchą Thorgalowi przyjdzie się zmierzyć jeszcze w tomie Giganci – na wspomnianym już przyjęciu urodzinowym córki króla olbrzymów przyjdzie mu wykazać się swoją zręcznością w strzelaniu z łuku – na cel weźmie latającą pod sufitem muchę (która, zważywszy, że Thorgal jest w krainie olbrzymów, gdzie wszystko jest w porównaniu do niego wielkie, ma dlań rozmiary wielkiego ptaka!).

Mucha marnie kończy - album "Giganci"

Dla olbrzymów taka sztuczka okaże się niestety niewystarczającą, ale do tego jeszcze wrócimy…

P

PAJĄKI
(Gwiezdne dziecko – Metal, który nie istniał, Giganci, Arachnea)

No właśnie – propos tematu powyżej – chwilę później Thorgal w Gigantach popisuje się trafieniem w nić pająka, który przez to spada na podłogę, jednak i to nie usatysfakcjonuje wymagającego króla olbrzymów. Będzie więc musiał Thorgal zmierzyć się z kolejną przeszkodą, ale do niej też jeszcze dojdziemy.
Poszukajmy tymczasem innych pająków – jednego spotykamy w opowieści Thjaziego, krasnala, który wybrał się na poszukiwanie “metalu, który nie istniał” (w opowiadaniu pod tym samym tytułem, wchodzącym w skład albumu Gwiezdne dziecko).
Biorąc pod uwagę, że z Thjaziego naprawdę nieduży był skrzat, pająk ów okazał się być całkiem spory…

Choć i tak autorzy chyba trochę przesadzili...

Najszerzej – i najciekawiej – motyw pająków został jednak zarysowany w tomie Arachnea, co zresztą sugeruje już sam tytuł albumu.
Thorgal trafia do tajemniczego miasta, Arachnopolis, którego mieszkańcy składają ofiary tajemniczej i groźnej bogini, Arachnei. Ta okaże się być później księżniczką zamienioną w ogromnego pająka (do którego jeszcze wrócimy!), żyjącą w tzw. królestwie wewnętrznym, po którym z kolei jak gdyby nigdy nic spacerują sobie setki – ba! tysiące! – całkiem sporych pająków…

Tom "Arachnea"

Brrr…


PANCERNIKI
(Giganci)

Pancerniki w "Gigantach"

Znowu jesteśmy na przyjęciu urodzinowym córki króla olbrzymów – w jednej ze scen na podłodze sali balowej dostrzec można dwa… pancerniki? Albo coś, co pancernikami by być mogło :) .

PIES
(od Alinoe do Klatki)

Jeśli pies w Thorgalu, to wiadomo, że chodzi o Muffa – kudłatego psa Jolana, syna Thorgala, jeden z najważniejszych bohaterów całej serii – a już na pewno wśród zwierząt!

Muff

Muff to prawdziwy przyjaciel Jolana, który pomaga jemu – i innym członkom rodziny Thorgala – w najgorszych nawet tarapatach, w które  zresztą sam bardzo często wpada. Gotów był zginąć za Jolana i za Louve, z tego powodu bywał wielokrotnie ranny, na szczęście jakoś się z tych ran zawsze wylizał.
Walczył z Wikingami, demonami z wyobraźni, wilkami, dzikusami, wypadał za burtę…

Muff ratuje Aaricię przed demonicznym Alinoe (album "Alinoe")

Trudno określić, jakiej rasy jest Muff, wszystko wskazuje jednak na to, iż jest to briard.
Jak powiedział w jednym z wywiadów sam Grzegorz Rosiński, rysownik serii:

Muff był inspirowany moim własnym psem. Jak ten ostatni zginął nie miałem już więcej ochoty, aby go rysować, gdyż przypominało mi to złe wspomnienia związane z jego odejściem.

Dlatego też Muff w pewnym momencie żegna się z serią – ale od razu uspokajamy: nie umiera, dlatego kto wie – może jeszcze wróci?

W serii pojawia się jeszcze kilka innych psów (m.in. w Wilczycy), ale nie odgrywają one żadnej ważniejszej roli dla całej historii.

PIRANIE
(Ja, Jolan)

W tomie Ja, Jolan tytułowy bohater, syn Thorgala, musi wykonać pewną misję – trudną i niebezpieczną. Podczas owej misji płynie łódką po rzece, gdy nagle… dno łodzi zostaje zmasakrowane przez chmarę drapieżnych ryb o potężnych zębiskach, które w oka mgnieniu wcinają całą łódkę!

Atak drapieżnych ryb - "Ja, Jolan"

Później pożerają jeszcze stopę innego śmiałka i – tyle je widziano.
Czy były to piranie – pewnie nie, ale jakoś najbardziej do powyższych stworów pasują.
W komiksie pojawia się jeszcze sporo innych ryb, ale pełnią one jedynie funkcję dekoracyjną (pływają sobie w wodzie podczas “ująć podwodnych”) lub… żywieniową :) .

PTAKI
(większość tomów)

Ptaków  – i to wszelkiej maści – jest w Thorgalu całe mnóstwo, ale też trudno sobie wyobrazić jakikolwiek krajobraz bez ich udziału. Inna sprawa, że oprócz orłów – które omówiliśmy osobno – bardzo rzadko odgrywają one jakąkolwiek inną rolę niż tylko element tła.
Mamy więc ptaki nadmorskie – mewy, rybitwy itp. – pojawiające się przy okazji scen rozgrywających się nad brzegiem morza, mamy zwierzęta hodowlane, jak choćby kury (np. w Alinoe), wreszcie dzikie ptaki, na które się poluje dla mięsa – np. bażanty w Gwiezdnym dziecku:

Bażanty - "Gwiezdne dziecko"

czy egzotyczne, “rajskie ptaki”, pojawiające się m.in. w cyklu w Krainie Qa oraz w tomie Błękitna zaraza.

Album "Oczy Tanatloca"

Album "Błękitna zaraza"

Osobną grupę zajmują turkawki, które w Thorgalu pełnią właściwie tylko jedną funkcję – ruchomego celu, do którego strzelają łucznicy…
Ich ofiarą padają szczególnie w tomach Błękitna zaraza i Barbarzyńca.

Album "Barbarzyńca"

I jeszcze jeden ptak – łabędź – pojawiający się w albumie Giganci – wysłany przez boginię Friggię w ostatniej chwili ratuje życie Thorgalowi i transportuje go w bezpieczne miejsce (jak pewnie się domyślacie, jak wszystkie stworzenia w krainie olbrzymów, tak i łabędź jest odpowiednich rozmiarów!):

Thorgal uratowany przez łabędzia (album "Giganci")

S

SZCZUR
(Giganci, Błękitna zaraza)

W takiej historii, jak w Thorgalu, szczur niestety nie może mieć dobrej roli. Pojawia się w dwóch albumach i w obu pełni rolę wybitnego czarnego charakteru.
W Gigantach mamy monstrualnych rozmiarów szczura, z którym Thorgal musi się zmierzyć w bardzo nietypowej sytuacji. Oto bowiem król olbrzymów chce wystawić na próbę jego umiejętności strzeleckie i każe Thorgalowi zmierzyć się z ogromnym szczurem, który zostaje wypuszczony z klatki stojącej tuż przez Thorgalem. Nasz bohater ma do obrony tylko swój niezawodny łuk, ale żeby sprawa była nieco bardziej skomplikowana, ma do tego zasłonięte oczy…

Thorgal (z lewej) kontra szczur (z prawej, jeszcze w klatce)

Szczur wychodzi – ma złe, czerwone ślepia, wielkie pazury, jest głodny i rzuca się na maleńkiego Thorgala:

Atak szczura!

Thorgal jest jednak wybitnym łucznikiem i nie daje szans wielkiemu szczurowi, który chwilę po trafieniu z łuku zostaje na domiar złego (dla siebie) pochwycony przez… dwugłowego sokoła (do którego też jeszcze wrócimy!).
Swoją drogą szczur z Gigantów “zasłużył się” tak bardzo, że trafił na okładkę albumu!

Album "Giganci"

Szczur – oczywiście zupełnie inny – pojawia się jeszcze w albumie Błękitna zaraza, w którym pełni epizodyczną, ale bardzo ważną rolę – to od jego ugryzienia zaczyna się dramat wszystkich bohaterów, szczur bowiem zaraża Jolana tajemniczą, tytułową błękitną zarazą…

W

WILK
(m.in. Zdradzona czarodziejka, Ponad krainą cieni, Aaricia, Władca gór, Wilczyca, Piętno wygnańców)

Ta sama sytuacja, co w przypadku niedźwiedzi – kolejny drapieżnik, którego występowanie w serii jest jak najbardziej uzasadnione, bowiem w okołośredniowiecznej Skandynawii, gdzie teoretycznie rozgrywa się akcja komiksu, było to zwierzę wyjątkowo powszechne i często spotykane.
Mamy więc w Thorgalu całe mnóstwo wilków – watahy, ścigające zagubionych w lesie bohaterów, jak choćby we Władcy gór, Aaricii czy w opowiadaniu Rajska grota (album Zdradzona czarodziejka):

Thorgal w wilczych opałach ("Zdradzona czarodziejka - Rajska grota")

wilka-widmo w Ponad krainą cieni i jedynego wilka w całej serii, znanego z imienia – Sharn to wilk należący do tytułowej “zdradzonej czarodziejki”.

Sharn i jego pani

Groźny, nieustępliwy, gotów za wszelką ceną bronić swojej pani – walczy z całą chmarą leśnych zbójów, radzi sobie też z tajemniczym krasnoludem.
Lepiej być po jego stronie…

Kluczową rolę dla wilczego motywu w Thorgalu odgrywa jednak album Wilczyca, którego tytułową – i najistotniejszą bohaterką zarazem – jest wilczyca właśnie. Album opowiada bowiem o niełatwym porodzie żony Thorgala, Aaricii, która wydaje na świat swoje drugie dziecko – córeczkę Louve – w dość nietypowych okolicznościach: w grocie, obok… rodzącej wilczycy!
To jeden z najbardziej przejmujących i trzymających w napięciu zarazem motywów w całej serii!

Album "Wilczyca"

Wilczyca, już po narodzinach małych szczeniąt, opiekuje się także Aaricią i jej dzieckiem (przynosi im jedzenie), od tego też czasu rodzina Thorgala będzie się znajdować pod specjalną opieką wilków – wszystko dzięki małej Louve, która ma niezwykły dar porozumiewania się ze zwierzętami, w szczególności zaś z wilkami, co jest zapewne efektem jej niezwykłych narodzin, ale też odziedziczonych po ludziach z gwiazd umiejętnościach.
Te umiejętności porozumiewania się z wilkami szczególnie widać będzie w Piętnie wygnańców, gdzie wataha wilków bronić będzie rodzinę Thorgala przez chcącymi ich zabić Wikingami.

WOŁY
(Między ziemią a światłem)

Na kartach Thorgala co prawda żadnej krowy nie spotkamy, ale podczas wyprawy do Krainy Qa nasi bohaterowie spotykają się z wołami:

Niestety, owe zwierzaki szczęścia nie mają – ciągną wóz głównej negatywnej bohaterki serii, Kriss de Valnor, ale część z nich spada w przepaść, a ostatnia sztuka ginie na pustyni.

EPILOG

Tyle na dziś – w drugiej części naszego zwierzęcego opracowania komiksu Thorgal zajmiemy się przedstawicielami “Fauny fantastycznej”, czyli zwierzętami z mitologii nordyckiej, które pojawiają się w komiksie, oraz postaciami z bestiariusza Van Hamme’a, których też jest w Thorgalu całkiem sporo…

W tekście nie został uwzględniony ostatni, 33. album serii pt. “Statek miecz”.

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater - reprodukcja obrazu, która ukazała się w magazynie "Goya", nr lipiec-sierpień 2011, str. 336 (zdjęcie pochodzi ze strony www.museolazarogaldiano.wordpress.com)

Jego Wysokość Mrówkojad Olbrzymi, czyli tajemnica pewnego obrazu!

W 1759 roku na tronie Hiszpanii zasiada nowy władca – Karol III Hiszpański. Hiszpania ma wówczas status supermocarstwa, a znaczną część swojej potęgi opiera na licznych koloniach – wszak trzyma w ryzach prawie całą Amerykę Łacińską. Karol III uznawany jest za władcę nieprzeciętnego, choć obok wielu ważnych reform, które wprowadza, wdaje się też w niezbyt dobrze rokujące dla Hiszpanii sojusze i działania zbrojne. Dobra polityka wewnętrzna ściera się z niezbyt udaną zagraniczną.
Historia jeszcze go oceni.

Karol, król-kolekcjoner

Karol III Hiszpański (fot. Wikipedia)

Ale Karol III to nie tylko władca – to także zapalony myśliwy i wytrawny kolekcjoner sztuki. Jak na światłego człowieka swoich czasów przystało, zainteresowania ma bardzo szerokie – kolekcjonuje szczególnie dzieła sztuki, zwłaszcza malarstwa, głównie antycznego, ale też współczesnego, poza tym zbiera rzeźby, książki i przedmioty dekoracyjne, a wśród jego kolekcji znajdują się także zwierzęta, minerały, skamieniałości i rośliny.
To, że jest władcą nie tylko Hiszpanii, ale też zarządcą ogromnych terytoriów za oceanem, znacznie poszerza jego możliwości kolekcjonerskie. Nowy Świat był dla Hiszpanii i jej monarchy w tym czasie niezwykle ekscytujący – wciąż do końca niepoznany i kryjący wiele tajemnic. Do Hiszpanii co jakiś czas docierały statki z Ameryki, przywożąc rozmaite nieznane Europejczykom zabytki i ciekawostki – w tym lokalne, egzotyczne rośliny i zwierzęta.
Ładunek, jaki przypłynął do Hiszpanii pewnego lipcowego poranka 1776 roku z Buenos Aires w Argentynie miał jednak przebić wszystkie poprzednie i wprawić w niezwykłe zadziwienie samego króla!
Oto bowiem przed oblicze króla, w Pałacu Królewskim w Madrycie, przyprowadzono zwierzę, jakiego nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie dotąd nie widziano!
Wyglądało najprawdopodobniej tak:

To się musiał król zdziwić...

Wedle wszelkich dostępnych danych był to pierwszy żywy mrówkojad olbrzymi przywieziony do Europy! Przed obliczem króla stanęła samica, złapana w środowisku naturalnym w Argentynie.

Namaluj mi mrówkojada!

Król – jak łatwo się domyślić – był nie tylko wielce zdumiony, ale też bez reszty zafascynowany tym niezwykłym zwierzęciem, niepodobnym do jakiegokolwiek znanego w Starym Świecie.
Król postanowił przenieść mrówkojada do ogrodów królewskich w Buen Retiro, gdzie przygotowano dla niego specjalny wybieg. Jak łatwo się domyślić, w XVIII wieku nie istniały jeszcze aparaty fotograficzne, dlatego jedyną możliwością uwiecznienia niezwykłego stworzenia było wykonać jego portret. Dlatego też król, który był wielce rad z tego, że jego kolekcja zwierząt powiększyła się o niezwykłe i unikatowe na skalę całej Europy zwierzę, zapragnął także mieć jego portret, aby wzbogacić swoją kolekcję malarstwa. Namalowanie obrazu zlecił swojemu nadwornemu malarzowi, Rafaelowi Mengsowi, który od razu zabrał się do dzieła.

Rafael Mengs (fot. Wikipedia)

Mengs pracował nad portretem zwierzęcia, niestety, czy ze względu na warunki klimatyczne czy nieodpowiednią dietę – składającą się głównie z mielonego mięsa i chleba (!), zwierzę zginęło zaledwie siedem miesięcy po jego przyjeździe do Madrytu.
Na szczęście Mengs zdążył ukończyć portret mrówkojada – jeszcze w 1776 roku – obraz, zatytułowany His Majesty’s Giant Anteater, trafił do Królewskiego Gabinetu Historii Naturalnej w Madrycie, później zaś trafił do Muzeum Przyrodniczego (Museo Nacional de Ciencias Naturales) w Madrycie, w którym znajduje się do dziś – tyle, że nie na ekspozycji, a w biurze kustosza muzeum.
Padł mrówkojad, umarł Mengs, umarł też sam król Karol III, a obraz utonął w ogromnych zbiorach madryckiego muzeum i zdawać się mogło, że niemal wszyscy o nim zapomnieli…
Co prawda od samego początku pojawiały się sugestie, jakoby autorem obrazu wcale nie był Mengs, ale brakowało jakichkolwiek dowodów.
Wreszcie w 2006 roku – 230 lat po namalowaniu obrazu! -  Ana Victoria Mazo Pérez wydała papierową reprodukcję obrazu, dzięki czemu obraz “przypomniał o sobie”.

Kto autorem obrazu???

Po opublikowaniu w 2006 roku papierowej wersji obrazu, portretem mrówkojada zainteresował się niejaki Javier Jordán de Urríes y de la Colina, kustosz w Zamku Królewskim w Aranjuez, którego zaintrygowała kwestia autorstwa obrazu. Coś nie dawało mu spokoju – choć oficjalnie autorem malowidła miał być Mengs, Javier Jordán rozpoczął szczegółowe badania, mająca raz na zawsze rozstrzygnąć tę sporną kwestię.
Bomba wybuchła tego lata, gdy w magazynie sztuki Goya opublikowany został artykuł Jordána, w którym kustosz twierdził, iż rzeczywistym autorem obrazu jest… Francisco de Goya!

Francisco Goya (fot. Wikipedia)

W artykule de Urriés pisze, iż zaintrygował go przede wszystkim dość nietypowy temat malowidła oraz pytania o faktycznego autora obrazu – wątpliwości pojawiały się już wcześniej, ale nie były odpowiednio udokumentowane.
Już wstępne badania wykazały, że autorem obrazu na pewno nie jest Mengs! Jak to?
Ano, zlecenie namalowania obrazu dostał co prawda Mengs – i to bezpośrednio od samego króla – jak jednak powszechnie wiadomo, uznani artyści – a za takiego uchodził Mengs (był wszak nadwornym malarzem samego króla!) często mają do pomocy szereg asystentów i współpracowników, którzy pomagają “głównemu artyście” w tworzeniu. Łatwo sobie wyobrazić, że nadworny malarz królewski musiał mieć mnóstwo zleceń, z którymi sam nie byłby sobie w stanie poradzić, stąd siłą rzeczy musiał się wspierać współpracownikami i asystentami. Ponieważ namalowanie obrazu zlecono samemu Mengsowi, praca była przypisana właśnie jemu. Mengs co prawda podjął intensywne przygotowania do projektu, ale nie mógł samodzielnie go namalować, gdyż musiał wyjechać na dłuższy czas do Rzymu.
Kluczowy w wyjaśnieniu zagadki okazuje się być pewnie dokument z 17 września 1776 roku, wedle którego Mengsowi zostały wypłacone pieniądze z tytułu ukończenia obrazu, z zaznaczeniem, że mają być przekazane “anonimowemu malarzowi”, który ukończył obraz pod kierunkiem samego Mengsa. Oczywistym więc stało się, że obrazu nie namalował Mengs (do niego mogła należeć co najwyżej ogólna wizja dzieła, jego zarys, szkic itp.), tylko jeden z malarzy z jego pracowni.
Javier Jordán wśród pracowników Mengsa znalazł m.in. nieznanego wówczas Goyę. Kustosz uznał, iż to właśnie on może być autorem dzieła, za czym przemawiać miały liczne szczegóły stylistyczne, widoczne na portrecie mrówkojada, które żywcem przypominają te, widoczne w późniejszych dziełach artysty. Na tej podstawie uznał, iż rzeczywistym autorem obrazu jest Francisco Goya!

Dlaczego Goya?

Goya i mrówkojad? Hmm, zestawienie dość dziwne. Goya znany jest raczej jako autor takich dzieł jak Maja naga i Maja ubrana, Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku czy Gdy rozum śpi, budzą się upiory, ale mrówkojad?

Goya, "Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku" (fot. Wikipedia)

Pamiętajmy jednak, że obraz mrówkojada powstaje, gdy Goya jest ledwie praktykantem u Mengsa i ma dokończyć zamówione u swego mistrza dzieło. Za autorstwem Goi przemawiają jednak przede wszystkim elementy tła obrazu – sposób przedstawiania krajobrazu, który ma być typowy dla późniejszych dzieł artysty.
Co więcej, obraz His Majesty’s Giant Anteater w niczym nie przypomina innych dzieł samego Mengsa, a wśród jego współpracowników trudno znaleźć kogokolwiek, kto talentem mógłby dorównać Goi – sam portret mrówkojada jest zaś dziełem na tyle wybitnym, że trudno wyobrazić sobie, aby miał namalować go artysta przeciętny.
Goya wydaje się być więc wskazaniem idealnym!

Zainteresowanych szczegółową analizą porównawczą obrazu His Majesty’s Giant Anteater z innymi dziełami artysty, która ma udowodnić, iż jest on również autorem mrówkojadziego portretu, odsyłamy tutaj.

Teoria kustosza Jordána, choć bardzo przekonująca i do tego niezwykle elektryzująca, jest jeszcze zbyt świeżą, aby przyjąć ją zupełnie bezkrytycznie, stąd trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, zanim oficjalnie autorem portretu mrówkojada zostanie obwieszczony Goya. Nie brak bowiem sceptyków tej teorii, którzy twierdzą, że pomysł z Goyą jako autorem obrazu jest bardzo chwytliwy, ale ma wiele luk. Póki co w świecie sztuki trwa gorąca debata nad obrazem, choć coraz powszechniejsze jest uznanie, iż autorem dzieła jest jednak Goya.
Jednak niezależnie od tego, kto faktycznie namalował obraz, nie ma wątpliwości, że His Majesty’s Giant Anteater  jest wielkim dziełem sztuki!

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater (1776)

No właśnie – czas chyba przyjrzeć się bliżej samemu obrazowi, wokół którego rozpętał się taki szum. My nie mamy wątpliwości – czy jego autorem jest Goya, czy Mengs, czy któryś z jego uczniów – bez znaczenia: obraz jest po prostu piękny, zachwycający i marzymy tylko o jednym: żeby mieć go w swoim pokoju.
Albo chociaż zobaczyć go “na żywo” w Museo Nacional de Ciencias Naturales w Madrycie.
Póki co jednak zdani jesteśmy na reprodukcję, która ukazała się w magazynie Goya:

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater - reprodukcja obrazu, która ukazała się w magazynie "Goya", nr lipiec-sierpień 2011, str. 336 (zdjęcie pochodzi ze strony www.museolazarogaldiano.wordpress.com)

His Majesty’s Giant Anteater to obraz olejny na płótnie, o wymiarach 105 x 209 cm. Przedstawia stojącą samicę mrówkojada olbrzymiego praktycznie naturalnej wielkości, z lewego profilu, z wyciągniętym językiem. Niebywała jest idealna wręcz poprawność w ukazaniu anatomii mrówkojada na obrazie – jeśli weźmiemy pod uwagę, że malarz widział mrówkojada pierwszy raz w życiu i nie mógł mieć na jego temat zbyt dużej wiedzy, to dbałość o szczegóły i poprawność w ich ukazywaniu jest wręcz nieprawdopodobna!
Spójrzmy – przednie łapy są podwinięte, jak bowiem wiadomo, mrówkojady chodzą na knykciach. Idealnie zachowane są też proporcje w budowie zwierzęcia – wiele współczesnych rysunków w rozmaitych popularnych wydawnictwach mogłoby się na obrazie Goi (?) uczyć, jak należy pokazywać mrówkojada! Mrówkojad na obrazie ukazany jest na tle drzew i łagodnych wzgórz, w tle widać też ruiny zamku. Uwagę zwraca jednak bardzo szczególny element dzieła – z prawej strony obrazu, tuż nad ogonem stojącego mrówkojada, widać potężny monolit, u podstawy którego widać drugiego mrówkojada, który śpi skulony i przykryty ogonem.
Jakbyśmy widzieli Eskado!

Śpiący Eskado

Tym samym obraz prezentuje mrówkojada w dwóch różnych pozach, w których jest najczęściej spotykany. Na monolicie widnieje także napis w języku hiszpańskim, zawierający informacje na temat portretowanego zwierzęcia – dowiemy się z niego, że w naturalnym środowisku mrówkojad zjada mrówki, że dany okaz należy do króla, a ten widoczny na obrazie ma około 30 miesięcy i może dożyć do 6-7 lat.

Jeśli natraficie gdzieś na jakiekolwiek mrówkojadzie tropy, o których nie pisaliśmy jeszcze na Mrówkojadzie – koniecznie dajcie nam znać!
My tymczasem wracamy do tropienia – kto wie, jaki artysta jeszcze namalował naszego ulubionego zwierzaka… :) .

Alfabet Mrówkojada – Ł jak Ławka

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy literackie ślady mrówkojadów, dziś zaś przypomnimy pewien bardzo ciekawy przykład małej architektury ogrodowej, której głównym bohaterem jest – jakżeby inaczej – mrówkojad.
A jest nią – naszym zdaniem – najciekawsza w Polsce…

Ł – ŁAWKA

Ławka z dwoma wyrzeźbionymi mrówkojadami znajduje się w opolskim zoo, kilkanaście metrów od wybiegu mrówkojadów.
Autorem ławki z mrówkojadami jest Pan Marek Broniszewski, z wykształcenia zootechnik, pracujący w opolskim zoo od 1983 roku. Pasją Marka Broniszewskiego jest rzeźbienie w drewnie, stąd nikogo dziwić nie powinno, że oprócz ławki z mrówkojadami na terenie opolskiego zoo można znaleźć jeszcze ponad 20 innych ławek z motywami zwierzęcymi – ich dość obszerną listę z fotografiami możecie znaleźć tutaj.

Mrówkojady – podobnie jak i inne zwierzęce ławki – wyrzeźbione są w dębowych ławach i charakteryzują się niezwykłym bogactwem szczegółów i dokładnym odwzorowaniem modelu – co ciekawe, gdy mrówkojadzia ławka powstawała, mrówkojadów w opolskim zoo jeszcze nie było, miała więc ona charakter życzeniowy!

Wszelkiego rodzaju rzeźb i pomników z mrówkojadami w roli głównej udało nam się na świecie odszukać całkiem sporo (pisaliśmy o nich tutaj), jednak opolska ława jest prawdopodobnie jedyną mrówkojadzią ławką na świecie.
Do czasu, aż sami zrobimy podobną :) .

Ławka z mrówkojadami w opolskim zoo - stan na 02. 05. 2011

Mrówkojad surrealistyczny, czyli Dali, Breton i inni…

Salvadore Dali to postać, której bliżej przedstawiać chyba nie trzeba – powszechnie znany jest jako wybitny hiszpański malarz-surrealista, twórca słynnego obrazu Trwałość pamięci i współtwórca (wespół z Luisem Bunuelem) niezwykłego filmu Pies Andaluzyjski, a przy tym postać niezwykle barwna i kontrowersyjna. Ekscentryk, który fascynował już za życia i który nadal budzi emocje.
Dlaczego jednak Dalemu poświęcamy miejsce na Mrówkojadzie? Otóż Dali znany był ze swojego zainteresowania zwierzętami – wszak jeden z jego najsłynniejszych obrazów to Płonąca żyrafa, a artysta wiele razy dawał wyraz swojej szczególnej fascynacji dwoma gatunkami – nosorożcem (o czym szerzej wspomnimy jutro) oraz – uwaga! – mrówkojadem!

Dlaczego mrówkojad? I co w ogóle mrówkojad ma wspólnego z surrealistami?
Przenieśmy się do roku 1969, do Paryża…

Na spacerze z mrówkojadem… – Paryż, 1969

Salvadore Dali na spacerze z mrówkojadem, Paryż 1969

To zdjęcie elektryzuje od lat – wielu uważa je za fotomontaż, podróbkę albo kolejny żart artysty.
Faktem jest natomiast, że 65-letni wówczas artysta pojawił się na ulicach Paryża z… dorosłym mrówkojadem olbrzymim, którego prowadził na dość prowizorycznej linie. Ten swoisty happening wywołał ogromne poruszenie – zdjęcie zostało zrobione w momencie, gdy Dali wyłonił się z jednej ze stacji metra.
Ów mrówkojad ponoć należał do Dalego, ale skąd się u niego wziął, tego ustalić nam się niestety nie udało.
Nie był to jednak ostatni “występ na żywo z mrówkojadem” w wykonaniu artysty, bowiem zaledwie rok później pojawił się w pewnym programie telewizyjnym z żywym mrówkojadem…

Show na żywo, czyli kto złapie mrówkojada?

Ta historia wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, niż prowadzenie dorosłego mrówkojada na smyczy po ulicach Paryża. Oto 6 marca 1970 roku  Salvador Dali pojawił się w programie The Dick Cavett Show – który można byłoby porównać do show Davida Lettermana. Gośćmi byli wówczas gwiazda kina niemego,  Lillian Gish oraz legendarny baseballista,  Satchel Paige. No i oczywiście Dali, który pojawia się z… prowadzonym na smyczy mrówkojadem, którego miał ponoć już na wejściu rzucić na kolana zupełnie zaskoczonej – i przerażonej! -  Gish…

Salvadore Dali (fot. www.mimifroufrou.com)
Salvadore Dali (fot. www.mimifroufrou.com)

Zapytacie – skąd ten mrówkojad u Dalego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy się cofnąć do końca lat 20., kiedy to Dali wchodzi na drogę surrealizmu i poznaje niejakiego Andre Bretona…

Andre “Mrówkojad” Breton

Zamiłowanie Dalego do mrówkojadów wzięło się ponoć od jego przyjaciela, Andre Bretona, wybitnego francuskiego surrealisty, który był znany wśród innych surrealistów jako “le tamanoir”, czyli… “Mrówkojad”.
Breton był pierwszym wielkim fascynatem mrówkojadów, które uważał za absolutnie niezwykłe stworzenia.
20 maja 1931 roku napisał niezwykły wiersz: After The Giant Anteater (pełny tekst wiersza w angielskim tłumaczeniu znajdziecie tutaj), w którym mrówkojad nazwany jest “stworzeniem zupełnie odmiennym od stworzenia”. W tym stwierdzeniu zawiera się kwintesencja fascynacji surrealistów mrówkojadem – bo zwierz to niezwykły, niepodobny do czegokolwiek, jakby zaprzeczający wszystkiemu, co żyje na ziemi. Tak przynajmniej odbierali go surrealiści w latach 30., ale i dzisiaj znajdziemy wielu, którzy zaświadczą, że drugiego takiego stwora na ziemi nie znajdziemy :) .
Po publikacji poematu Bretona Dali zaczął tworzyć liczne szkice mrówkojada, z których jeden posłużył jako exlibris księgozbioru Bretona…

Salvadore Dali, Mrówkojad

Mrówkojad w wykonaniu Dalego przypomina nieco makaronowego stwora, którego obłażą mrówki, które swoją drogą w twórczości artysty również zajmowały bardzo szczególne miejsce.

EPILOG – mrówkojad w ogódku

A na koniec – żeby było jeszcze bardziej surrealistycznie – znaleźliśmy pewną ciekawostkę: otóż ponoć niejaka Frida Kahlo, słynna meksykańska malarka, która była zafascynowana twórczością surrealistów, w swoim ogrodzie w La Casa Azul w dzielnicy Coyoacan (Mexico City) trzymała – zgadnijcie kogo! – mrówkojada! W domu Fridy w La Casa Azul ukrywał się w 1937 roku Lew Trocki, a w 1938 Fridę odwiedził sam… Andre Breton, na którym największe wrażenie zrobiło oczywiście “zwierzątko domowe” Fridy…
Nie mamy więcej pytań…

Alfabet Mrówkojada – L jak Literatura

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy filmowe ślady mrówkojadów, których niestety nie było zbyt wiele. Dzisiaj postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się ich karierze literackiej i okazuje się, że ich rola w światowej literaturze jest niewiele większa, niż w kinematografii.
Powstała lista pozycji literackich jest więc bardzo krótka, bo mrówkojad z niewiadomych dla nas powodów to dość niewdzięczny temat.
Dlaczego? Do tej pory nie udało nam się znaleźć odpowiedzi, na szczęście udało nam się znaleźć choć kilka tytułów, w których mrówkojady się pojawiają.
Oto i one:

L – LITERATURA

Adam Mrówkojadowicz - wieszcz poezji mrówkojadziej

Kariera literacka mrówkojadów jest niestety bardzo krótka i mało efektowna – powieści, w których choćby na moment pojawiały się mrówkojady olbrzymie, właściwie nie ma, do tej pory nie pojawił się także choćby jeden utwór dramatyczny, w której moglibyśmy nawet na drugim planie zobaczyć zwierzaka z długaśnym ogonem i równie długaśnym jęzorem, choć doczekaliśmy się już mnóstwa tekstów o lwach, kangurach i słoniach…

A w krainie mrówkojadów to co?

Z tego, co udało nam się do tej pory odszukać, wybraliśmy osiem tytułów tekstów literackich, w których pojawia się mrówkojad olbrzymi. Niestety, w żadnym przypadku nie są teksty ze ścisłego kanonu literackiego, pamiętajmy jednak, że w Europie mrówkojad znany jest dopiero od niedawna, trudno więc, by pisali o nim Homer, Szekspir czy Dante.

"Gniew Esakdo opiewaj..."? Dlaczego nie!

Ale tak marginalna rola mrówkojadów w literaturze współczesnej może już nieco dziwić – chyba, że czegoś nie wiemy i mrówkojady “zaludniają” np. prozę iberoamerykańską…
No cóż, ograniczają nas nasze własne możliwości poznawcze – z literatury iberoamerykańskiej znamy tylko kilkadziesiąt pozycji i nigdzie mrówkojada nie było, znamy za to całkiem nieźle literaturę polską i tu z całą pewnością możemy stwierdzić, że mrówkojad… praktycznie nie istnieje.
Zresztą, zobaczcie sami…

8 tekstów literackich z mrówkojadem w roli przynajmniej epizodycznej!

1. Konstanty Ildefons Gałczyński, Ballada o mrówkojadzie.

Klasyczny już wiersz Gałczyńskiego, napisany w 1946 roku, określany jest jako “wiersz krakowski”, tam bowiem został napisany. “Ballada…” to właściwie jedyny „profesjonalny” utwór literacki poświęcony mrówkojadom, choć nawet pobieżna analiza literacka tekstu Gałczyńskiego sugeruje, że tak naprawdę nie o mrówkojada tu chodzi…

“Ballada…” to tekst groteskowy i surrealistyczny – a takich tekstów w polskiej literaturze wciąż jest mało, stąd też być może pewne trudności z umiejscowieniem i odczytaniem tej bardzo dziwnej ballady z długonosym stworem w roli głównej. Najłatwiej chyba “Balladę…” potraktować jako literacki żart, z których Gałczyński zresztą słynął, można ją jednak odczytać też jako metaforę losu samego poety, który wrócił z emigracji do Polski.
Jego los był wówczas ciężki, podobnie jak owego mrówkojada, który:

Żył – był pewien mrówkojad,
raz dojadł, raz nie dojadł,

gdy chory, to się leczył,
żarł mrówki – siłą rzeczy,

słowem, żył, jak wypada
żyć życiem mrówkojada.

Mrówkojadem jest więc sam poeta, a sam wiersz – grą zarówno z rzeczywistością, jak i literacką konwencją. Mrówkojad zaś tylko figurą literacką, którą poeta posłużył się w tekście – bo dziwny, bo obcy, bo nietypowy…
Chyba nie o to nam do końca chodziło…

(Zainteresowanych pełną analizą literacką “Ballady” odsyłamy tutaj, a pełen tekst wiersza znajdziecie tutaj)

2. Paul Dowling, The Hungry Anteater

Angielska książeczka (ledwie 32 strony) dla dzieci wydana w 1993 roku.
Jej bohaterem jest pewien bardzo głodny mrówkojad, który bezskutecznie poszukuje mrówek. Rozmawia z przypadkowo spotkanymi osobnikami, których prosi o pomoc w znalezieniu mrówek, niestety, każda z napotkanych postaci je, wszystko, tylko nie mrówki – taśmy klejące, parasole…
Wreszcie spotyka kogoś, kto zaprasza go na kolację i oferuje wielki talerz pełen mrówek, niestety na naszego mocno już wygłodniałego bohatera czeka makabryczna niespodzianka…
Książeczki niestety jeszcze nie dane było nam przeczytać (nie została jak dotąd wydana po polsku, a oryginalnego wydania jeszcze nie zdobyliśmy), ale przyznacie – fabuła jest mocno intrygująca.

3. Bernard Waber, An Anteater Named Arthur

Kolejna anglojęzyczna książeczka dla dzieci (tym razem nieco dłuższa, bo licząca 48 stron), napisana w 1967 roku przez popularnego amerykańskiego pisarza książek dla dzieci, których bohaterami są zachowujące się jak ludzie zwierzęta, Bernarda Wabera.
Głównym bohaterem jest niejaki Arthur – mrówkojad, który właściwie niczym nie różni się od zwykłego dziecka. Narratorem opowieści jest mama Arthura, która opowiada o swoim synku – z jej słów wyłania się bardzo ciekawy obraz tytułowego bohatera, który – choć jest niezłym nicponiem – w gruncie rzeczy jest bardzo sympatycznym i rezolutnym dzieckiem.

4. Dawn Bentley, The Icky Sticky Anteater

Kolejna anglojęzyczna książeczka (zaledwie 18 stron) dla dzieci napisana w 2000 roku przez amerykańską pisarkę książek dla dzieci, Dawn Bentley z fantastycznymi ilustracjami Carly Castillon.
Opowiada o przygodach pewnego małego mrówkojada, który ma całkiem spore problemy ze zdobyciem pożywienia…
Świetne ilustracje i rewelacyjne rymy, zresztą… posłuchajcie sami!

5. Betty Webb, The Anteater of Death

Po serii książeczek dla dzieci czas na poważną powieść dla dorosłych – tym razem mamy całkiem spory (270 stron) kryminał, napisany w 2008 roku przez popularną amerykańską dziennikarkę, Betty Webb, która od jakiegoś czasu para się pisaniem kryminałów właśnie. Jednym z nich jest “Anteater of Death”, którego głównym bohaterem jest sympatyczna opiekunka zwierząt z kalifornijskiego zoo w Gunn Landing,  Teddy Bentley, która rozwiązuje zagadki kryminalne…
Brzmi nieźle, prawda?
W książce sporo jest ciekawostek o kulisach pracy w zoo no i przede wszystkim mamy prawdziwego mrówkojada – akcja książki zaczyna się bowiem w momencie, gdy w zagrodzie Lucy zostają znalezione zwłoki pewnej bardzo ważnej osoby. Wszyscy myślą, że zabójcą jest Lucy właśnie – jedyną osobą, która nie wierzy w jej winę, jest Teddy, która za wszelką ceną będzie chciała znaleźć mordercę, aby nie dopuścić do oskarżenia Lucy.
Jak się już pewnie domyślacie, Lucy jest… mrówkojadem :) .
Jak historia się skończy, nie zdradzamy – możemy za to zdradzić, że w 2010 roku wyszła kolejna część przygód samozwańczego detektywa z zoo, pod tytułem “Koala of Death”
Szkoda tylko, że żadna z tych książek nie doczekała się jeszcze polskiego wydania – my się na tłumaczenie niestety nie zdobędziemy…

6. Eric Linklater, Wiatr z księżyca (The Wind On The Moon)

Klasyczna angielska powieść dla dzieci i młodzieży autorstwa Erica Linklatera, napisana w 1944 roku, a po polsku wydana po raz pierwszy w 1960 (nasze – mocno już sfatygowane -wydanie pochodzi z 1965 roku).
Bohaterkami książki są Dora i Flora – dwie dość nieznośne małe dziewczynki, które za sprawą magii zamieniają się w… kangury! Intrygujące? Pewnie!
Nas najbardziej interesuje jednak pewna scena, rozgrywająca się w zoo, do którego trafiają Dora i Flora (oczywiście pod postacią kangurów!). Oto mieszkańcy zoo debatują, czy niejaki Buras – niedźwiedź – jest złodziejem strusich jaj, czy też nie jest.
Głos w sprawie zabiera też… a zresztą, sami przeczytajcie:

Prawie każdy był przekonany, że bury niedźwiedź jest poszukiwanym przestępcą, a mrówkojad, pelikan i pawian powtarzali w kółko, że od samego początku uważali Burasa za złodzieja strusich jaj.
- Byłem tego najzupełniej pewny – rzekł Pelikan.
- Gdyby mnie zapytano o zdanie – dodał mrówkojad – rzekłbym bez wahania, że to on. Ale nikt mnie się o nic nigdy nie pyta.
- Ani mnie – rzekł pawian.
- Ani mnie – powiedział pelikan.
- A można było uniknąć wszystkich tych niepotrzebnych zmartwień i kłopotów – stwierdził mrówkojad.

I tyle – epizod, ale smakowity, przyznacie :) .

7. Michał Rusinek, Mrówkojad

M jak Mrówkojad (rys. Joanna Rusinek, ilustracja pochodzi z książki "Limeryki" Michała Rusinka)

Limeryk o mrówkojadzie pochodzi z książki Michała Rusinka - pisarza i sekretarza Wisławy Szymborskiej – p.t. „Limeryki”, wydanej w 2006 roku.
Tekst to – jak na limeryk przystało – bardzo krótki, dlatego też publikujemy go w całości:

Pewien mrówkojad z Marcówki
zjadł na śniadanie dwie mrówki.
Trzecia mu zwiała pod taras.
Gdy ją dogonił to zaraz
zrobił jej gorzkie wymówki.

Więcej o Michale Rusinku i jego mrówkojadzim limeryku możecie przeczytać tutaj i tutaj.

8. Przemysław Wechterowicz i Aleksandra Woldańska, Mrówka wychodzi za mąż

Nasz osobisty faworyt – najlepsza jak dotąd literacka wizja mrówkojada, która całkowicie podbiła nasze serca :) .
Rewelacyjne rysunki, fantastyczny humor no i mrówkojad w roli może i drugoplanowej, ale za to niezwykle istotnej – po szczegóły odsyłamy do naszej recenzji.

Mrówkojad-hydraulik? Dlaczego nie!

A na koniec odsyłamy do szczególnej pozycji literackiej, w której mrówkojad odgrywa wreszcie rolę absolutnie pierwszoplanową, czyli do… Antologii poezji mrówkojadziej! :) .

Dzieło, z którego jesteśmy najbardziej dumni, bo też i pracy nad nim było sporo…
Pierwszy w historii polskiej literatury tom poezji poświęconej li tylko mrówkojadom – co ważne, antologia ta cały czas jest powiększana o nowe teksty i nie jest jeszcze dziełem skończonym.
Jak dotąd zaprezentowaliśmy Wam dwie części, zawierające 20 tekstów (możecie je przeczytać tutaj i tutaj).
Czy i kiedy antologia trafi na rynek – tego nie wiemy :) . Dopóki jednak czuwa nad nami wieszcz mrówkojadziej poezji, Adam Mrówkojadowicz, możemy być spokojni… :) .

To tyle na razie w tym temacie – jeśli w jakimkolwiek tekście literackim natraficie na jakiekolwiek mrówkojadzie ślady – koniecznie dajcie nam znać!

Mrówkojad na tropie zwierzęcych motywów – plakaty filmów oscarowych.

Dziś zaczynamy nowy cykl, w którym będziemy co jakiś czas przedstawiać Wam rozmaite zwierzęce tropy we wszelkich tekstach kultury – rozumianej przez nas bardzo szeroko.
Cykl ów, zatytułowany “Mrówkojad na tropie zwierzęcych motywów” będzie nawiązywał swoją formułą do znanego już cyklu “Na tropie mrówkojadów”, tyle, że tym razem tropić będziemy ślady i nawiązania do zwierząt wszystkich gatunków :) .
Na początek postanowiliśmy przyjrzeć się plakatom filmów, które sięgnęły po Oscara za najlepszy film i sprawdzić, na których ukrywają się zwierzęta – do tej pory 83 filmy sięgnęły po statuetkę Oscara w tej kategorii, my zaś na plakatach do piętnastu z nich doszukaliśmy się zwierzęcych motywów.
Poniżej prezentujemy nasz subiektywny ranking, oceniamy jednak nie same filmy, co pomysłowość w zastosowaniu zwierzęcego motywu na plakacie!

ZOOSCAR - wymyślona przez nas statuetka wręczana najlepszym filmom nakręconym w zoo :)

Oscary to nagrody przyznawane w różnych kategoriach przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej od 1927 roku. Trafiają do najlepszych filmów danego roku. Nagroda ta, choć mająca wielu krytyków, powszechnie uważana jest za jeśli nie najważniejszą, to na pewno najbardziej znaną i najsilniej oddziałującą nagrodę przyznawaną w świecie filmu.
My, jako zapaleni kinomani, mamy do tej nagrody bardzo ambiwalentny stosunek – oglądamy, znamy, wiemy, ale i tak wiemy swoje, dlatego też stworzyliśmy własne nagrody – BALDWINY – które przyznajemy już od trzech lat obejrzanym przez nas filmom z danego roku (zwykle filmów tych około setki, a kategorii, w których przyznajemy nagrody – kilkadziesiąt). Póki co jednak nasze nagrody są jeszcze mało znane i mają krótką historię, dlatego chcąc nie chcąc musimy w pewnych kwestiach odwołać się do wspomnianych już i tak drażniących czasem Oscarów :) .

Wśród 83 filmów, które sięgnęły w historii Oscarów po tytuł Najlepszego Filmu, tylko cztery w swoim tytule zawierają nazwę zwierzęcia – to: Lot nad kukułczym gniazdem, Milczenie owiec, Tańczący z wilkami oraz Łowca jeleni.
Niewiele, ale filmów, na plakatach których znajdziemy motyw zwierzęcy, jest już znacznie więcej – bo aż 15. Dużo to, czy mało – trudno powiedzieć, stanowią one bowiem “tylko” 18% wszystkich plakatów.
Nieco lepsza “skuteczność” występuje w przypadku filmów nominowanych do Najlepszego Filmu, uznaliśmy jednak, że to stanowczo zbyt duży materiał badawczy i nie starczyłoby nam miejsca na przedstawienie wszystkich tytułów, dlatego dziś skupimy się tylko na plakatach filmów, które Oscara za Najlepszy Film jednak dostały.

Znajdź te, ze zwierzakami...

Warto także pamiętać, że niektóre filmy mają kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt – a nawet kilkaset plakatów (naprawdę!) i nie na wszystkich z nich pojawiają się zwierzaki. My staraliśmy się przejrzeć wszystkie dostępne plakaty, także te, które wypuszczane były tylko w jednym kraju i wybrać z nich jeden, który będzie dla danego filmu najbardziej reprezentatywny.
No i będzie zawierał jakiś zwierzęcy motyw :) .

Poniżej prezentujemy nasze subiektywne zestawienie plakatów do filmów, które zdobyły Oscara w kategorii Najlepszy Film!

Top 15 plakatów filmów oscarowych – zwierzaki na plakacie!

15. Braveheart – Waleczne Serce (1995) – KONIE

"Braveheart - Waleczne Serce"

Co my tu mamy? Mel Gibson jako William Wallace, narodowy bohater Szkocji dzierżący w prawej ręce wielki miecz, a w tle wojenna zawierucha, wśród której widać wojowników na koniach.
Koni na plakacie jest kilka, choć dobrze widać tylko jednego (biały rumak), znacznie więcej jest ich natomiast w samym filmie – pełnią one jednak rolę jedynie wierzchowców, na których poruszają się bohaterowie filmu.
W tym i nasz tytułowy bohater o walecznym sercu i pomalowanej twarzy.

14. Bez przebaczenia (1992) KONIE

"Bez przebaczenia"

Kolejny “konny” film – tym razem konie są trzy, za to bardzo małe, gdyż większość plakatu zajmują “głowy” głównych bohaterów, z których jeden – ten najważniejszy, grany przez samego Clinta Eastwooda – stoi sobie na środku plakatu, odwrócony tyłem, z wielką spluwą w prawej dłoni (w poprzednim filmie był miecz, przypominamy!).
Konie, podobnie jak w Walecznym Sercu też robią tylko za wierzchowce – zresztą, co to byłby za western bez koni…
Nawet, jeśli to western bardzo szczególny – wszak wsiadanie na konia nie powinno być aż tak trudne – przynajmniej dla bohatera, którego gra Clint Eastwood…

13. Władca Pierścieni: Powrót Króla (2003) – KONIE

"Władca Pierścieni: Powrót Króla"

Konie po raz trzeci – ale czego spodziewać się po superprodukcji fantasy, w której konno poruszają się prawie wszyscy bohaterowie, no, może poza pewnym nieszczególnie urodziwym osobnikiem, który za wszelką cenę chce odzyskać swój skarb…
Na plakacie wśród kilku wierzchowców warto wyróżnić niezawodnego Brego, na którym jeździł dzielny Aragorn oraz Cienistogrzywego – konia Gandalfa.
W samym filmie konie odgrywają kluczową rolę – wszak spora grupa bohaterów to Jeźdźcy Rohanu, których szarża pod Minas Tirith to jedna z najefektowniejszych scen w filmie!

12. Przeminęło z wiatrem (1939) – KONIE

"Przeminęło z wiatrem"

I znowu konie – tym razem w niezwykle efektownej scenie, na tle płonącego miasta. Dynamicznie, płomiennie i epicko – jak przystało na jedno z największych filmowych widowisk wszechczasów!
Co ciekawe, w scenie, która rozgrywa się chwilę później niż przedstawiona na plakacie, gdy Rhett i Scarlett przedzierają się przez płonącą Atlantę, otaczające bohaterów języki ognia powodują, że ich koń z przerażenia nie chce ruszyć się z miejsca. Chcąc zmusić zwierzę do posłuszeństwa Rhett zakłada mu na oczy koszulę Scarlett, ale ta chwilę później zsuwa się, mimo to w kolejnych ujęciach koń bez obaw porusza się wśród płomieni…
Zresztą, zobaczcie sami.

11. Ben Hur  (1959) – KONIE

"Ben Hur"

Konie po raz piąty – i to od razu w hurtowych ilościach! Nie powinno to jednak dziwić, wszak kluczowa scena tego epickiego filmu to legendarny już wyścig rydwanów. A jak rydwany, to i konie!

Robi wrażenie do dziś, choć poziom brutalności w niektórych ujęciach budzi grozę – niestety, uzasadnioną.
Choć specjalnie na potrzeby filmu wyszkolono aż 78 koni, to podczas kręcenia zdjęć zginęło ich aż 11 …

1o. Lawrence z Arabii  (1962) – KONIE i WIELBŁĄDY

"Lawrence z Arabii"

Tym razem konie odgrywają rolę drugoplanową wśród zwierzęcych aktorów (zarówno w filmie, jak i na plakacie), a na pierwszy plan wysuwają się wielbłądy – akcja rozgrywa się wszak w Arabii, a trudno o lepszy środek transportu na pustyni, niż wielbłądy właśnie!
Mimo, że przed rozpoczęciem zdjęć do filmu wszystkie “grające” w nim wielbłądy były trenowane:

na planie filmowym było z nimi sporo problemów – jeden z nich mocno poturbował grającego tytułową rolę Petera O’Toole’a. Na plakacie jednak prezentują się świetnie – jak rasowe wierzchowce!

9. Tańczący z wilkami  (1990) – WILK

"Tańczący z wilkami"

Ok, wystarczy tych koni – z arabskiej pustyni przenosimy się na amerykańskie równiny czasów wojny secesyjnej. Koni jest tam oczywiście moc, nas jednak interesuje bardziej bohater – jednak nie “tańczący”, a wilk, z którym główny bohater się zaprzyjaźnia i któremu zawdzięcza swoje nadane przez Indian imię.

W filmie użyto dwóch wilków, z których jednemu trzeba było namalować białe “skarpety” na łapach. Co ciekawe, jeden z wilków grających w powyższej scenie dość dotkliwie pogryzł dublera Kevina Costnera, dlatego ten w kolejnych ujęciach musiał grać sam – a żeby uniknąć pogryzienia, rzucał na ziemię kawałki mięsa…
Plakat do filmu jest może i trochę kiczowaty, a miłośnicy tańca mogą być mocno rozczarowani brakiem tanecznych scen, jednak sam film naprawdę warto zobaczyć.
Choćby dla tej sceny.

8. Największe widowisko świata (1952) – SŁONIE INDYJSKIE

"Największe widowisko świata"

Pod tym niewątpliwie buńczucznym tytułem kryje się dosyć banalna opowieść osadzona w świecie cyrkowców, a skoro cyrk, to i słonie. Tych w filmie jest sporo – na plakacie zresztą też – wykonują efektowne sztuczki i są równie efektownie ubrane, nam jednak zawsze robi się nieswojo na samą tylko myśl o zwierzętach w cyrku, dlatego jakoś nas ta opowieść nie fascynuje…

Sam plakat zaś, choć szczególną oryginalnością nie grzeszy, dobrze oddaje specyfikę filmu i jego cyrkową widowiskowość.

7. Stracony weekend (1945) – NIETOPERZ

"Stracony weekend"

Przejmujący dramat o zmaganiach z uzależnieniem – w tym przypadku od alkoholu. Film na miarę czterech Oscarów, nas interesuje jednak przede wszystkim zwierzęcy motyw na plakacie.
Filmów – i plakatów filmowych – z nietoperzem mieliśmy sporo: choćby Diabelskiego nietoperza i całą serię filmów o Batmanie. Stracony weekend to jednak coś innego – tu nietoperze pełnią rolę metaforyczną. W jednej ze scen główny bohater ma typowe dla delirium alkoholowego halucynacje: na ścianie swojego pokoju widzi mysz wychodzącą ze szpary, po chwili zaś do pokoju wlatuje nietoperz, który – ku przerażeniu głównego bohatera – pożera gryzonia…

Na plakacie do filmu widzimy żółtego nietoperza na czarnym tle, czającego się za głową głównego bohatera – to zwiastun nadchodzących problemów i utajonych lęków. To już nie dosłowne przedstawienie występujących w filmie koni/wielbłądów/słoni, a operowanie symbolem, wymownie wkomponowanym w mroczną grafikę plakatu.

6. Ojciec chrzestny (1972) – KOT

"Ojciec chrzestny"

W pierwszej scenie Ojca chrzestnego, tuż po charakterystycznym motywie muzycznym, widzimy twarz Amerigo Bonasery, który przychodzi do Vito Corleone  z prośbą, by ten pomścił krzywdę córki Bonasery. Kamera powoli się oddala, aż w końcu znajduje się za plecami ojca chrzestnego, który w spokoju wysłuchuje prośby Amerigo. Po trzech minutach mamy cięcie montażowe i kamera pokazuje nam twarz Vito Corleone, chwilę później zaś widzimy całą jego postać – wtedy okazuje się, że Vito trzyma na kolanach kota…

(Nawiasem mówiąc, ta scena to filmowy majstersztyk!)

Kot, którego trzyma na rękach Brando w tej scenie (a także na plakacie), został przez aktora znaleziony w studiu Paramount! Na początku nie uwzględniano go w scenariuszu, tym bardziej, że w książce Mario Puzo don Corleone nie przepada za zwierzętami. Marlon Brando uznał jednak, że kot – zwłaszcza w scenie z Bonaserą -  doda postaci Corleone charakteru. I chyba miał rację :) .
Ciekawostką jest także fakt, iż wizerunek Vito Corleone został sparodiowany w komedii Mela Brooksa Robin Hood: Faceci w rajtuzach. Dom DeLuise gra tam Don Giovanniego, który zamiast kota w rękach trzyma… jaszczurkę!

5. Żądło (1973) – OSA

"Żądło"

Tu mamy do czynienia z dość ciekawą sprawą – oryginalny tytuł filmu to The Sting, co na polski zostało przetłumaczony dosłownie jako żądło właśnie. Tymczasem sting to w slangu określenie przekrętu, oszustwa tudzież numeru, co z fabułą filmu ma znacznie więcej wspólnego niż nasze żądło…
Tę dość istotną różnicę znaczeniową, którą można uznać za solidną translatorską wpadkę, widać doskonale po plakatach do filmu – tylko na polskiej wersji plakatu znajduje się osa kojarząca się z tytułowym żądłem – na wszystkich innych plakatach widzimy najczęściej parę głównych bohaterów, nigdy zaś samo żądło czy osę…
Wpadka wpadką, dzięki niej mamy jednak jeden z najciekawszych polskich plakatów filmowych, który swoją drogą bije na głowę wszystkie inne plakaty do oscarowego Żądła!

4. Milczenie owiec (1991) – ZMIERZCHNICA TRUPIA GŁÓWKA

"Milczenie owiec"

Choć w tytule filmu mamy owce (niewtajemniczonym zdradzamy – chodzi o owce metaforyczne, nie dosłowne…), nas interesuje jednak zwierzak z plakatu, a jest nim ćma z rodziny Lepidopterae o nazwie zmierzchnica trupia główka (łac. Acherontia Styx). W filmie po raz pierwszy pojawia się ona w scenie, gdy agentka Starling podczas oględzin jednej z ofiar znajduje w ciele ową ćmę, którą później identyfikują pracownicy Instytutu Smithsona.
Jak się później okaże, jest to znak rozpoznawczy mordercy, niejakiego Buffalo Billa, który założył hodowlę tych wspaniałych owadów.
Zmierzchnica prócz tego, że jest wielka – rozpiętość skrzydeł do 14 cm! – ma charakterystyczny rysunek trupiej główki na grzbiecie, potrafi także jako jeden z nielicznych owadów na świecie wydawać dźwięki.

Zmierzchnica trupia główka (fot. www.tpittaway.tripod.com)

Zmierzchnica trupia główka (fot. www.tpittaway.tripod.com)

Zmierzchnica trupia główka w wielu kulturach była (i niekiedy jeszcze jest) kojarzona ze śmiercią. Według wierzeń mieszkańców Anglii motyl towarzyszy wiedźmom i szepcze im do ucha imiona ludzi, którzy wkrótce umrą – w filmie zaś trupia główka symbolizuje także przemianę.
Na plakacie umieszczona jest na ustach głównej bohaterki, co od razu nasuwa skojarzenia z tytułowym milczeniem – tym samym od trupiej główki przechodzimy do owiec…

3. Infiltracja (2006) -SZCZUR

"Infiltracja"

To zdecydowanie najlepszy z bardzo wielu plakatów do Infiltracji, choć równocześnie jeden z najrzadszych – nie ma się jednak czemu dziwić, nie po to wszak angażuje się do filmu gwiazdy pokroju Jacka Nicholsona, Leonardo DiCaprio i Matta Damona, żeby na plakacie nie pokazywać ich twarzy, a zastąpić je szczurem…
Jeden plakat jednak się ostał i bardzo dobrze, bo to zdecydowanie jedna z najciekawszych propozycji plakatowych do dużej amerykańskiej produkcji w ostatnich latach – prosto i wymownie, kto film widział, ten wie, jaka jest funkcja szczura, kto nie, niech nie spodziewa się, że na ekranie zobaczy biegające po ulicach szczury – tym razem szczur jest wybitnie symboliczny…

2. Łowca jeleni (1978) -JELEŃ

"Łowca jeleni"

Kolejny przykład metaforycznego zastosowania motywu zwierzęcego – zarówno w tytule filmu i na plakacie, ale przede wszystkim w warstwie fabularnej. Łowca jeleni to bowiem film nie o polowaniu na dzikie zwierzęta (choć sceny polowań są przepięknie sfilmowane), a przejmująca opowieść o tym, jak doświadczenie wojny oddziałuję na psychikę tych, którzy brali w niej udział. Symbolika jelenia jest w tym filmie szczególna – doskonale widać ją w odniesieniu do dwóch scen polowań – tej z początku filmu  i tej finałowej.
Jak znaczący dla odczytania całego filmu jest motyw jelenia świadczy choćby plakat do filmu – mroczny, sugestywny, operujący czernią i czerwienią, z sylwetkami bohaterów tylko lekko zaznaczonymi na tle potężnego jeleniego poroża.

1. Na Zachodzie bez zmian (1930) -MOTYL

"Na Zachodzie bez zmian"

Co tu dużo mówić – nasz osobisty faworyt: fenomenalny kontrast między intensywnie kolorowym motylem a brudnymi, szarozielonymi barwami pozostałych elementów, szczególnie hełmu żołnierza. Dzięki temu to motyl właśnie wysuwa się na pierwszy plan, stanowiąc nierealny, niezwykły element całego krajobrazu (trochę jak dziewczynka w czerwonym płaszczyku w Liście Schindlera).
Proste, ale bardzo mocne.

Sam motyl pojawia się w filmie – w przejmującej i bardzo wymownej scenie:

(Polecamy gorąco także lekturę książki pod tym samym tytułem!)