Obraz 003

28 książek na 28. Światowy Dzień Książki

Przedwczoraj – 23 kwietnia – już po raz 28. obchodzono Światowy Dzień Książki, którego celem jest promowanie czytelnictwa, ale także ochrony własności intelektualnej poprzez przestrzeganie praw autorskich, pełna nazwa święta brzmi bowiem Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Choć pomysł na taki dzień narodził się już w 1926 roku w Hiszpanii, to oficjalnie na całym świecie jest on obchodzony od 1995 roku.
Redakcja Mrówkojada jakoś szczególnie tego dnia nie świętuje, gdyż czytamy codziennie i celebrowanie tego jakiegoś szczególnego dnia nie jest nam potrzebne, warto jednak wykorzystać okazję na promowanie czytelnictwa, dlatego też z okazji 28. rocznicy ustanowienia tego święta przygotowaliśmy dla Was propozycję 28 książek, które przeczytaliśmy w ostatnim czasie, a które chcielibyśmy Wam również polecić.
Jak pewnie łatwo się domyślić, wszystkie one – mniej lub bardziej – będą związane z tematyką naszej strony, ale jeśli chcecie, możemy Wam też polecić dobre i ciekawe książki niekoniecznie o tematyce zoologicznej.
Dziś jednak tylko o takich!

Dlaczego warto czytać?

Spokojnie, nie będziemy urządzać żadnej pogadanki ani wykładu na temat zalet czytelnictwa – wszystkich czytelników naszej strony uważamy bowiem za w pełni świadomych tych zalet :) .
Powiemy tylko, że nie wyobrażamy sobie prowadzenia tej strony bez czytania książek – są one dla nas nie tylko źródłem informacji, ale też niejednokrotnie wspaniałą rozrywką i inspiracją (czy bez czytania książek bylibyśmy w stanie stworzyć coś takiego?).
O tym, że czytaniu książek w dużej mierze zawdzięczamy to, że artykuły na Mrówkojadzie nie sprowadzają się do tekstów zbudowanych z samych równoważników zdań i nie musimy co chwila zerkać do słownika, żeby sprawdzić, jak pisze się dane słowo – wspominać chyba nie musimy.
A o tym, że warto czytać, wiedzą – jak się okazuje – także żarłoczne króliki:


Zgadnijcie, jaka jest ulubiona książka Bąbla?


Zaskoczeni?

ale także pluszowe mrówkojady:


W przypadku Tadzia nie mogło być inaczej :)

Inną wielką pasją Tadzia są książki o Sherlocku Holmesie

Ale – dość gadania, pora zasiąść do czytania :) .
Oto lista 28. naszych propozycji książkowych, z którymi każdy zoofan powinien się zapoznać!
(uwzględniliśmy tylko te książki, które sami przeczytaliśmy w ostatnim roku- no, powiedzmy dwóch – lub z których w tym czasie korzystaliśmy)

28 książek na 28. Światowy Dzień Książki

(kolejność zupełnie przypadkowa)

1. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu (1956)

"Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu"

Jest to trzeci oficjalny przewodnik po poznańskim zoo – wydano go w 1956 roku.
Lektura przewodnika – zwłaszcza pierwszych kilkunastu stron, poświęconych “sprawom ogólnym” – to prawdziwa uczta.
Dziś przewodników już się tak nie pisze – styl, język, podejście do czytelnika, pewna naiwność w widzeniu świata. Rzecz to niezwykle ciekawa i pełna smaczków, a przy okazji dająca obraz tego, jak wyglądało zoo przy Zwierzynieckiej w okresie powojennym.
Naszą recenzję przewodnika znajdziecie tutaj.

2. Ogród Zoologiczny w Poznaniu. Dzieje i perspektywy rozwoju.

Wydana w 1975 roku praca zbiorowa pod redakcją J.Urbańskiego i A.Taborskiego to jedyna tego typu pozycja na polskim rynku – pełne, niezwykle drobiazgowe kompendium wiedzy na temat poznańskiego zoo, od jego założenia, aż do 1975 roku.
Słowem – wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat zoo w Poznaniu, a czego nie znajdziecie w Internecie. No, chyba, że u nas :) .

3. Antonina Żabińska, Ludzie i zwierzęta

Książka Antoniny Żabińskiej – żony dyrektora warszawskiego zoo (w latach 1929-1951), Jana Żabińskiego – ukazała się pierwszy raz w latach sześćdziesiątych XX wieku, a wznowiono ją dwa lata temu. W swojej książce Żabińska skupia się na okresie powojennym, w którym odbudowywany jest zrównany w czasie wojny z ziemią warszawski ogród zoologiczny. Opowiada o funkcjonowaniu “domu pod zwariowaną gwiazdą”-  współegzystowaniu w nim ludzi z tak ważnymi dla całej rodziny zwierzętami oraz wprowadza wiele niesamowitych historii o zwierzętach.
To bardzo mocna, przejmująca lektura, napisana surowym, prostym językiem.

4. Diane Ackerman, Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO.

Azyl to niesamowita historia pokazująca nowe oblicze Jana Żabińskiego, wieloletniego dyrektora warszawskiego zoo, który podczas II wojny światowej uratował życie 300 Żydom – ukrywając ich w opuszczonych pomieszczeniach swojego ogrodu. Przede wszystkim jednak mówi o roli w tych wydarzeniach jego żony, Antoniny – oryginalny tytuł książki to wszak Żona dyrektora zoo. Azyl jest doskonałym uzupełnieniem wspomnień Żabińskiej, na której opierała się Ackerman pisząc swoją książkę – razem stanowią niezwykle poruszającą opowieść o stołecznym zoo w czasach wojny i żyjących w nim ludziach i zwierzętach.
Więcej o książce przeczytacie tutaj.

5. Benedykt Chmielowski, Nowe Ateny Albo Akademia Wielkiej Sciencyi Pełna

Nowe Ateny to pierwsza polska encyklopedia powszechna, która spisana została w pierwszej połowie XVIII wieku przez księdza Benedykta Chmielowskiego.
Chmielowski przedstawia swoim czytelnikom wiele prawd niemalże objawionych i chociaż oczytania i wiedzy mu ująć nie można, to kwestia, ile warte są jego prawdy, to już zupełnie inna historia – dzieło to bowiem od razu po wydaniu zostało poddane miażdżącej krytyce i stało się idealnym obrazem ciemnoty czasów saskich…
I chociaż trudno się z krytyką nie zgodzić, uciecha, jaką mamy dziś czytając dzieło Chmielowskiego jest niewspółmierna do wszelkiego oburzenia – a mnogość zoologicznych ciekawostek jest wręcz niebywała – jeśli nie wiecie jeszcze, “Czy wszystkie zwierzęta były w korabiu Noego”, koniecznie powinniście sięgnąć po dzieło księdza Chmielowskiego…
Naszą krótką recenzję Nowych Aten znajdziecie tutaj.

6. Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie, Wilq Superbohater. Numer 17 – Podaj Macieju


Tak, komiks to też literatura :) .
Wilq Superbohater to główna postać serii komiksów stworzonych przez braci Minkiewiczów – Bartosza i Tomasza, która ukazuje się od 2004 roku. Najnowszy – 17. już numer, który ukazał się w zeszłym roku – Podaj Macieju, to numer szczególny o tyle, gdyż część jego akcji rozgrywa się… w opolskim zoo! Jeśli czytaliście już wcześniej przygody Wilq, możecie być pewni, że i ten numer się Wam spodoba – jeśli nie, to czas najwyższy nadrobić zaległości. Ostrzegamy jednak – komiksy o opolskim superbohaterze zawierają gigantyczną dawkę specyficznego, absurdalnego humoru, a język, którym posługują się bohaterowie jest… szczególny (zresztą, na okładce mamy informację – Nie dla dzieci!).
Poza tym jest to bodaj pierwszy polski komiks, którego akcja choć w części rozgrywa się w zoo – i to naszym ulubionym, opolskim zoo!
A naszą recenzję Podaj Macieju znajdziecie tutaj.

7. Adam Hlebowicz, Michał Targowski, Jaki, ptaki i kociaki


Jaki, ptaki i kociaki to książka będąca zbiorem opowieści o byłych mieszkańcach zoo w Oliwie, a także dokładny opis praktycznie wszystkich gatunków, jakie były eksponowane w zoo w 2004 roku, kiedy zakończono pracę nad książką.
Książka w ciekawy, a przy tym przystępny sposób przybliża czytelnikom nie tylko ciekawostki z życia zwierząt i losy konkretnych zwierzaków, które mieszkały w oliwskim zoo w minionym półwieczu, ale stara się także przybliżyć mniej zorientowanym czytelnikom funkcje współczesnych ogrodów zoologicznych – autorzy nie tylko opisują poszczególne gatunki, wspominają różne przygody i anegdoty, wiążące się z konkretnymi zwierzakami, ale tłumaczą także, dlaczego te zwierzęta mieszkają w zoo i skąd się w nim wzięły.
Naszą recenzję Jaków… znajdziecie tutaj.

8. Stanisław Barańczak, Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa

Zwierzęca zajadłość – z zapisków zniechęconego zoologa, to stosunkowo skromny (48 stron) tomik poetycki autorstwa jednego z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku, Stanisława Barańczaka, zawierający 29 zabawnych wierszy o zwierzętach opatrzonych rewelacyjnymi rysunkami Wojciecha Wołyńskiego.
Wyborna lektura!
Naszą recenzję tomiku znajdziecie tutaj.

9. Przemysław Wechterowicz i Aleksandra Woldańska, Mrówka wychodzi za mąż

Nasz prywatny hit 2010 roku – niezwykła książka autorstwa Przemysława Wechterowicza (tekst) oraz Aleksandry Woldańskiej (ilustracje), opowiadająca o matrymonialnych perypetiach pewnej mrówki, z drugoplanową – acz bardzo kluczową! – rolą pewnego mrówkojada-hydraulika…
Pomysłowa historia, nieprzeciętny humor i fantastyczne ilustracje – nic, tylko czytać. I oglądać.
Naszą recenzję Mrówki… znajdziecie tutaj.

10. Roman Pisarski, Wakacje w ZOO


Wakacje w ZOO to opowieść o czwórce dzieci spędzających wakacje w oliwskim zoo, które postanawiają rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcia kuferka i rozgrywających się w zoo niezwykłych zdarzeń.
Choć książka mocno się już zestarzała i chwilami razi brakami w literackim warsztacie autora, to wciąż broni się pomysłową historią, nieszablonowym zakończeniem i – przede wszystkim – faktem, iż cała akcja osadzona jest w realiach oliwskiego zoo, co dokumentują liczne fotografie.
Dla miłośników ogrodów zoologicznych i ich historii to prawdziwa gratka!
Naszą recenzję książki znajdziecie tutaj.

11. Dawn Bentley, The Icky Sticky Anteater

Anglojęzyczna książeczka (zaledwie 18 stron) dla dzieci napisana w 2000 roku przez amerykańską pisarkę książek dla dzieci, Dawn Bentley z fantastycznymi ilustracjami Carly Castillon.
Opowiada o przygodach pewnego małego mrówkojada, który ma całkiem spore problemy ze zdobyciem pożywienia…
Świetne ilustracje i rewelacyjne rymy, a poza tym mrówkojad w roli głównej – potrzeba innych rekomendacji?

12. Eric Linklater, Wiatr z księżyca (The Wind On The Moon)

Klasyczna angielska powieść dla dzieci i młodzieży autorstwa Erica Linklatera, napisana w 1944 roku, a po polsku wydana po raz pierwszy w 1960 (nasze – mocno już sfatygowane -wydanie pochodzi z 1965 roku).
Bohaterkami książki są Dora i Flora – dwie dość nieznośne małe dziewczynki, które za sprawą magii zamieniają się w… kangury i trafiają do zoo, gdzie będą musiały pomóc w rozwiązaniu pewnej zagadki. Intrygujące? Pewnie!
Recenzję Wiatru z księżyca obiecujemy Wam już od dawna, można więc liczyć na to, że w końcu się na Mrówkojadzie pojawi…

13. Andrzej Trepka, Gawędy o zwierzętach

“Gawędy o zwierzętach” to 256 stron pasjonującej lektury, ułożonej w stanowiących odrębną całość 41 gawęd. Każda poświęcona innemu zagadnieniu bądź zwierzakowi, a wszystko przyobleczone niezwykle wciągającą narracją, sprawiająca, że nie obcujemy z książką popularnonaukową, a zbiorem barwnych, intrygujących i zachęcających do dalszych poszukiwań opowiadań.
Jedna z naszych ulubionych książek o zwierzakach – gorąco polecamy!
A nasza recenzję książki Trepki znajdziecie tutaj.

14. Jan Żabiński, Przekrój przez ZOO

Przekrój przez ZOO to 207 stron fascynującej lektury, która “w krótkich, zajmujących gawędach zaznajamia nas z historią i życiem ogrodów zoologicznych oraz ich znaczeniem dla badań naukowych”.
Lektura obowiązkowa dla każdego zainteresowanego tematyką ogrodów zoologicznych!
Naszą recenzję książki znajdziecie tutaj.

15. Królestwo zwierząt. Nowa ilustrowana encyklopedia zwierząt świata

Królestwo zwierząt. Nowa ilustrowana encyklopedia zwierząt świata to wydana w 2001 roku monumentalna ilustrowana encyklopedia mająca aspiracje możliwie pełnego ujęcia niezwykle bogatego świata zwierząt.
5000 pięknych, kolorowych zdjęć, papier kredowy i twarda obwoluta oraz futerał na książkę, szczegółowy opis ponad 2000 gatunków, przystępny język, przejrzysta, czytelna kompozycja i wiarygodne dane – wszystko to składa się na niezwykle udany mariaż popularnego albumu i fachowej encyklopedii.
Jedyny minus – waga i nieporęczny format, ale nikt każe czytać tego w autobusie…
Nasza recenzja książki znajduje się tutaj.

16. Francesca Gould, David Haviland, Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?

Idealna propozycja dla miłośników wszelakich ciekawostek o zwierzętach, ale z pewnością spodoba się wszystkim, którzy chcieliby trochę więcej dowiedzieć się o świecie zwierząt, ale nie mają głowy do wczytywania się w podręczniki do zoologii. Pisząca potocznym, przejrzystym językiem, przystępnym dla wszystkich, autorka często stosuje analogie do świata ludzi, aby łatwiej nam było zrozumieć niektóre mechanizmy rządzące światem fauny.
Naszą recenzję książki znajdziecie tutaj.

17. Yann Martel, Życie Pi

Czyli jak to jest znaleźć się na jednej łódce z tygrysem bengalskim, w dodatku na środku oceanu…
Od czasu lektury niezwykłej książki Martela każdy tygrys to dla nas Richard Parker.
Kto jeszcze nie czytał, koniecznie powinien nadrobić lekturowe zaległości, tym bardziej, że książka świetnie nadaje się do czytania w podróży – kto ośmieli się narzekać na dyskomfort jazdy polskimi pociągami, podczas gdy nasz bohater ma przeciwko sobie ocean, a na głowie tygrysa?

18. Beata Krupska, Sceny z życia smoków

Z cyklu “książki dzieciństwa” – utrzymana w absurdalnym niekiedy humorze opowieść o niezwykłych smokach, które zawsze noszą przy sobie termos z zupą ogórkową…
62 strony doskonałej zabawy plus świetne rysunki Jacka Rupińskiego – aż żałujemy, że nie powstały jeszcze Sceny z życia mrówkojadów.
Hm, chyba wpadliśmy na pewien pomysł… :) .

19. Andrzej Sapkowski, Rękopis znaleziony w smoczej jaskini

Rękopis to najlepsze jak dotąd w polskiej literaturze kompendium wiedzy o  literaturze fantasy, którego bardzo ciekawą częścią jest tzw. bestiariusz, czyli  spis wszelakich stworzeń fantastycznych – trochę taki ksiądz Chmielowski 250 lat później, tyle, że nie na serio :) .
Niby to leksykon, ale czyta się doskonale, poza tym można się zeń wiele dowiedzieć. Do pociągu też się nadaje…

20. Thomas Catchart i Daniel Klein, Przychodzi Platon do doktora

Trochę filozofii jeszcze nikomu nie zaszkodziło :) . Uważamy, że każdy – w tym także miłośnik zwierząt i sympatyk ogrodów zoologicznych – co nieco o filozofii wiedzieć powinien, a utrzymana w żartobliwym (dawno się tak nie uśmialiśmy przy żadnej lekturze) tonie książka Przychodzi Platon do doktora to idealne wyłożenie najważniejszych koncepcji filozoficznych dla tych wszystkich, którym nadrzędny imperatyw kategoryczny Kanta mówi tyle, co fizyka molekularna nam…

21. Marzena Nowakowska, Dzikość serca. Wielka księga zachowań zwierząt

Fascynująca, pięknie ilustrowana książka mówiąca o zachowaniach zwierząt, skupiająca się w dużym stopniu na ich życiu godowym, a także – tak, tak! – uczuciowym. Autorka ukazuje nam świat zwierząt w sposób ciepły i przesycony prawdziwymi emocjami opowiadając o takich aspektach z życia zwierząt, które nam – ludziom – prawdopodobnie nigdy nie przyszłyby do głowy.

22. Antoni Gucwiński i Władysław Strojny, Znajomi z zoo

Autorzy, doskonale znający wrocławskie zoo “od podszewki”, w swojej książce zapoznają czytelników ze specyfiką ogrodu zoologicznego, psychiką zwierząt tam żyjących. Odpowiadają także na wiele pytań, które ludzie kierują do ogrodów zoologicznych – dotyczących aklimatyzacji, pozyskiwania zwierząt, rozmnażania ich w zoo, a także ukazują portrety mieszkańców Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu.
Chciałoby się rzec – stare, ale wciąż się czyta!

23. Karol Łukaszewicz, Ogrody zoologiczne. Wczoraj – dziś – jutro

“Biblia” każdego kto interesuje się ogrodami zoologicznymi – najpełniejsze jak dotąd w polskiej literaturze wydanie poświęcone kompleksowemu ujęciu tematyki wiwariów w Polsce i na świecie. Bezcenne źródło informacji a przy okazji pasjonująca lektura o tym, czym były, są i – zdaniem  autora – powinny być ogrody zoologiczne.

24. Andrzej Trepka, Co kaszalot je na obiad?

Prawie tak dobre jak Gawędy o zwierzętach – kolejna porcja rewelacyjnych ciekawostek i opowieści o zwierzętach, wśród których bryluje rozdział o “diable północy” – rosomaku!

25. Adam Wajrak i Nuria Selva Fernandez, Kuna za kaloryferem

Nie wiemy co się kryję za Waszym kaloryferem (za naszym co najwyżej trochę kurzu…), ale w świecie Adama Wajraka obecność w tym miejscu kuny niczym dziwnym nie jest. Kuna to zbiór pasjonujących opowieści, których bohaterami są m.in. wydra Julek, kruk Curro, i boćki Brudas oraz Seniorita.
Czyta się to naprawdę świetnie!

26. Adam Wajrak, Przewodnik prawdziwych tropicieli


Cykl czterech książek – po jednej na każdą porę roku – autorstwa znanego dziennikarza i przyrodnika, Adama Wajraka. Wspaniała lektura dla każdego, kto ma w sobie naturę tropiciela – nic, tylko ruszyć w teren i śledzić zwierzaki!

27. Alfred Szklarski, Tomki

Cykl książek o przygodach Tomka Wilmowskiego to kolejna z lektur dzieciństwa – kto wie, gdzie byłby Mrówkojad, gdyby nie ta seria :) . Choć dziś zdają się one być nieco archaiczne, to wciąż jest to lektura, od której trudno się oderwać.
Idealne w podróży!

28. Jean Van Hamme i Grzegorz Rosiński, Thorgal

A na koniec raz jeszcze komiks – jako spece od kultury popularnej (specjalizacji mrówkojadziej dorobiliśmy się już po studiach:)) komiksem interesujemy się szczególnie, a stworzona przez Van Hamme’a i Rosińskiego seria to jedno z najlepszych dokonań komiskowych w historii.
Głównym bohaterem serii jest Thorgal Aegirsson, potomek ludzi z gwiazd, który wychowuje się wśród Wikingów, ale – jak udowodniliśmy Wam jakiś czas temu – w całym cyklu zwierząt wszelakich nie brakuje…

-

Nic, tylko czytać! :) .

Roman Pisarski, "Wakacje w zoo"

Czytelnia Mrówkojada – “Wakacje w ZOO”, czyli na tropie tajemniczego kuferka…

Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaprosił was na całe wakacje do ogrodu zoologicznego? Chyba wzięlibyście to za żart!

Tak zaczyna się książka Wakacje w ZOO, którą dostaliśmy w prezencie od naszego przyjaciela w chwili, gdy rozmyślaliśmy nad wybiegiem pewnych bezzębnych zwierzaków siedząc sobie w pokoju gościnnym znajdującym się w samym sercu Zoo w Oliwie.
A widok z okna mieliśmy wtedy taki:

Były ferie zimowe, a my spędzaliśmy wówczas takie nasze małe wakacje w zoo.
Nie zdziwi Was zatem fakt, iż akcja Wakacji w ZOO rozgrywa się w… oliwskim zoo właśnie! Tym samym, w którym siedzieliśmy sobie tego dnia, gdy w nasze ręce wpadła ta oto książka:

Roman Pisarski, "Wakacje w zoo"

Tyle, że czytaliśmy ją blisko pół wieku po wydarzeniach, które zostały w niej opisane…

Autorem Wakacji w zoo jest Roman Pisarski – możecie go znać przede wszystkim jako autora książki O psie, który jeździł koleją, czyli wzruszającej historii psa Lampo, wciąż znajdującej się w kanonie lektur w szkole podstawowej.
Historia Lampo uchodzi za szczytowe osiągnięcie literackiej twórczości Pisarskiego, który napisał wiele książek dla dzieci i młodzieży, jednak żadna z nich nie cieszyła się tak wielką popularnością, jak opowieść o Lampo.
Wakacje w ZOO to lektura dziś mocno już zapomniana, niemniej każdy szanujący się miłośnik tematyki zoologicznej znać ją powinien.
W końcu ile znacie książek, których akcja rozgrywa się w jednym z polskich ogrodów zoologicznych?
No właśnie :) .

Wakacje w ZOO to opowieść o czwórce dzieci – dwóch parach rodzeństwa (Wojtek i Marcin oraz Gosia i Ania) w wieku mniej więcej 10-13 lat, które spędzają swoje wakacje w oliwskim zoo (nasi bohaterowie mieszkają w “wygodnym domku letnim tuż obok zagrody reniferów”).

Bohaterowie "Wakacji w ZOO" (skan z książki)

Wszystko dzięki temu, że ich wujek – Pan Paweł – pracuje jako ogrodowy weterynarz.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 60. ubiegłego wieku.
Osią akcji jest zagadka kryminalna – oto bowiem już pierwszego dnia pobytu dzieci w zoo w tajemniczych okolicznościach ginie zabytkowy kuferek ze starymi dokumentami i książkami przechowywany przez całą okupację przez ojca Wojtka – jednego z chłopców, tego, który kreowany jest na głównego bohatera historii.
Wielka przygoda zaczyna się więc bardzo szybko. Jak łatwo się domyślić, nasi mali bohaterowie ruszą na poszukiwania zguby, przy okazji zaś odkryją wiele tajemnic oliwskiego zoo, odnajdą w podziemiach arsenał z czasów wojny, stoczą bój z chuliganami, których – oczywiście! – nie tylko pokonają, ale jeszcze oswoją, zaprzyjaźnią się ze zwierzakami i ich opiekunami, a nawet zagrają w filmie przygodowym!
Czy odnajdą zaginiony kuferek? Sami się domyślcie :) .
Co ciekawe, tajemnica kuferka to nie jedyna zagadka kryminalna w książce – pozornie tylko osobnym wątkiem jest historia tajemniczego sabotażysty – ktoś bowiem regularnie niszczy ogrodzenia, otwiera klatki i wypuszcza zwierzęta.
Nasi bohaterowie postanawiają rozwikłać także i tę zagadkę – od razu uprzedzamy, że zakończenie tej historii wcale nie jest takie oczywiste!

Wakacje w ZOO mocno się już niestety dziś zestarzały – choć historia jest ciekawa, zwłaszcza ze względu na miejsce akcji i wcale nieoczywiste zagadki kryminalne, to fabuła podana jest miejscami w dość toporny sposób, a język, jakim posługują się bohaterowie, daleki jest od naturalnego – zgrzyta chwilami tak bardzo, że aż zęby bolą…
Do tego mamy bardzo tendencyjny – typowy dla literatury dla “młodszej” młodzieży z lat 60. – sposób kreowania bohaterów: dobrzy są dobrzy, źli są źli tylko z pozoru, zło nie jest bezwzględne, choć czarnych charakterów nie brakuje, a nad wszystkim unosi się nieco irytująca nuta nachalnego dydaktyzmu.
Same wątki są też dosyć typowe dla tego typu literatury – nietypowa jest jednak sceneria i to jest zdecydowanie największy atut książki – powtórzymy się bowiem: akcja ilu książek rozgrywa się w zoo?
Dla kogoś, kto spędził w oliwskim zoo trochę czasu, odszukiwanie tropów dzisiejszego zoo w przygodach bohaterów Wakacji w ZOO to nie lada gratka, choć przez te pół wieku w zoo naprawdę sporo się zmieniło…

Przy wybiegu słonicy Bonzy

Wakacje w ZOO po raz pierwszy zostały wydane w 1966 roku nakładem Naszej Księgarni – to właśnie to wydanie, którego okładkę możecie zobaczyć powyżej. Książka miała później kilka reedycji, m.in. z taką oto paskudną okładką:

"Wakacje w ZOO" - wydanie z 1994 roku

ale to już nie to samo, dlatego jeśli będziecie szukać tej książki, to koniecznie w którymś ze starszych wydań, z zebrą na okładce!
Książka nie jest długa – ma ledwie 154 strony, z czego kilkanaście zajętych jest przez archiwalne zdjęcia z zoo. Te archiwalne zdjęcia to zdecydowanie jeden z największych atutów książki – możemy na nich zobaczyć nie tylko bohaterów książki, ale też mieszkające wówczas w zoo zwierzęta, a także wybiegi i pawilony.
Dla miłośników ogrodów zoologicznych i ich historii to prawdziwa gratka!

Kto wie, która to część oliwskiego zoo? (skan z książki)

poznan1956

Czytelnia Mrówkojada – Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu (1956)

Dziś w “Czytelni Mrówkojada” pozycja szczególna – oto bowiem na początku stycznia w nasze ręce wpadł prawdziwy zoologiczny rarytas. Na jednej z internetowych aukcji kupiliśmy bardzo cenny – i bardzo rzadki! – okaz do naszej kolekcji przewodników po ogrodach zoologicznych: Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu z 1956 roku.
Rzecz niezwykle ciekawa i pełna smaczków, a przy okazji dająca obraz tego, jak wyglądało zoo przy Zwierzynieckiej w okresie powojennym.

"Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu"

Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu został wydany w Poznaniu w 1956 roku. To stosunkowo nieduża książeczka licząca 56 stron, która wyszła w nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy. Na okładce widnieje czarno-biała fotografia słonia indyjskiego.
Redaktorem przewodnika jest Aleksander Tosin.
Jest to trzeci oficjalny przewodnik po poznańskim zoo – wcześniejsze ukazały się w 1924 i 1929 roku.

Lektura przewodnika – zwłaszcza pierwszych kilkunastu stron, poświęconych “sprawom ogólnym” – to prawdziwa uczta.
Dziś przewodników już się tak nie pisze – styl, język, podejście do czytelnika, pewna naiwność w widzeniu świata, aneks na końcu (jeszcze do tego wrócimy!).
Na początku wita nas dość pokaźnych rozmiarów errata – sporo błędów, jak na tak małą książeczkę, jednak warto pamiętać, że gdyby do dzisiejszych pozycji również dodawano takie załączniki, byłyby one pewnie jeszcze obszerniejsze :) .
Pierwszy rozdział przewodnika to “Przepisy porządkowe”.

Oprócz dość oczywistych informacji, takich, jak zasady dotyczące biletów i godzin otwarcia zoo, trafiamy też na prawdziwe osobliwości:

Fotografowanie zwierząt na terenie ogrodu zoologicznego dozwolone jest jedynie po uzyskaniu w kasie zezwolenia. Publikacja zdjęć wykonanych w Zoo dopuszczalna jest po uzyskaniu pisemnej zgody Dyrekcji Zoo i przekazaniu 2 egzemplarzy każdego zdjęcia do archiwum Zoo.

!!!
Wyobrażacie sobie taki układ dzisiaj? Nie dość, że najpierw musimy uzyskać w kasie zoo zezwolenie na robienie zdjęć, to gdybyśmy chcieli je gdzieś opublikować, musielibyśmy nie dość, że poprosić dyrekcję o zgodę, to jeszcze przesłać do archiwum duplikaty…
W takich okolicznościach Mrówkojad nie miałby szans funkcjonowania… :) .
Żeby było jeszcze trudniej, z późniejszych partii tekstu dowiadujemy się, że żeby robić zdjęcia w zoo nie tylko musimy poprosić o zgodę, ale jeszcze dodatkowo… wykupić drugi bilet do zoo. Za jedyne 3 zł – czyli dokładnie tyle samo, ile kosztuje bilet normalny (to tak, jakby za robienie zdjęć we wrocławskim zoo kazano nam dopłacić jeszcze 25 zł!).
Inna sprawa, że ów “bilet na fotografowanie” uprawnia nie tylko do fotografowania zwierząt, ale też do:

Przebywania dla dokonywania zdjęć w pawilonach i innych miejscach stale lub czasowo niedostępnych dla publiczności (oraz) wykonywania zdjęć tzw. zwierząt imprezowych wyprowadzonych w tym celu poza klatki i ogrodzenie wybiegu.

No, no.

Dalej czytamy, czego w zoo robić nie wolno, co ilustrują także zabawne rysunki z niedźwiedziem w roli “porządkowego”:

Nas zaciekawił przede wszystkim zakaz “urządzania na terenie Zoo jakichkolwiek zabaw, gier i śpiewów“.
No, no!

Dowiadujemy się także, że wszelkie “zażalenia na działalność personelu należy wpisywać do “Książki Skarg i Zażaleń”, znajdującej się w Dyrekcji Ogrodu.

Kojarzycie, żeby dziś w jakimś zoo była podobna księga?
Ponoć jednak w okresie PRL-u stanowiła “obowiązkowe wyposażenie uspołecznionych placówek handlu detalicznego, gastronomicznych i usługowych, które powinno znajdować się w widocznym i swobodnie dostępnym miejscu.”
Zoo się liczy?

Kolejny rozdział – “Cele i zadania ogrodu zoologicznego” – jest szczególnie ciekawy, mamy bowiem okazję porównać, jak widziano te cele ponad pół wieku temu.

Już na początku dowiadujemy się, iż:

Szybki rozwój nauk przyrodniczych w ostatnich latach, a szczególnie biologii, zwrócił większą uwagę na ogrody zoologiczne.

A dalej:

Ogólny poziom znajomości przyrody jest w naszym społeczeństwie bardzo niski. W ogrodzie zoologicznym nieraz słyszy się, że niektórzy nie potrafią odróżnić lwa od tygrysa, jelenia od rogacza sarny czy nawet żurawia od czapli.

Jak widać w tej kwestii przez 56 lat niewiele się zmieniło :) .

Dowiadujemy się też, że “nowoczesne zoo to już nie menażeria”, tylko placówka oświatowo-kulturalna i naukowa.
No, no!

Dalej mamy rozdział o historii zoo – ciekawy zwłaszcza we fragmentach mówiących o potrzebie utworzenia “nowego zoo” – we wschodniej części miasta, na obszarze (!) 55 ha…

Migawki z Ogrodu Zoologicznego w 1887 roku

Na kolejnych 37 stronach krok po kroku opisane są wszystkie obiekty, pawilony i wybiegi w całym zoo, wraz z zamieszkującymi je zwierzętami.
Czytając tę część można się złapać za głowę, patrząc na liczbę gatunków eksponowanych na tak małym terenie.
Słoń, bawoły, bizony, hipopotam, lwy, tygrysy, pantery, szympansy, niedźwiedzie, wilki, żubry – rzut oka na dwustronicowy alfabetyczny spis zwierząt i widać, że zwierzostanem można by śmiało obdzielić połowę krajowych ogrodów…

Słonica Kinga - tu mająca zaledwie 4,5 roku

Dalej mamy informator dotyczący godzin otwarcia, cen biletów i dojazdu do zoo – okazuje się, że taka np. roczna karta imienna kosztowała 24 zł – czyli ośmiokrotną wartość biletu normalnego. Dziś za karnet roczny do poznańskiego zoo dla jednej osoby zapłacimy 50 zł, czyli niespełna 4 razy tyle, co za bilet normalny, ale karnet taki ważny jest tylko w dni powszednie!
Na końcu przewodnika znajduje się spis treści, rozkład komunikacji miejskiej (tramwaje, autobusy i trolejbusy!) oraz – i jest to prawdziwa perełka – ogłoszenia reklamowe sponsorów przewodnika, wśród których znajdują się m.in. sklep chemiczny i miejska pralnia…

"Pranie bielizny w domu - stratą czasu!" - a jak!

Na ostatniej stronie znajduje się z kolei rozkładany plan zoo – świetna rzecz, dzięki której możemy się przekonać, jak wiele zmieniło się w zoo przez te 56 lat i jak niewiele zwierząt przebywa w nim obecnie wobec tego, co można było zobaczyć w połowie lat 50. XX wieku…

Plan (Starego) Zoo w Poznaniu z 1955 roku

Na spacer po poznańskim (Starym) Zoo z połowy ubiegłego wieku zabierzemy Was jednak innym razem – zapewniamy jednak, że będzie to wycieczka niezwykła, choć dla dobra wszystkich – a zwierzaków przede wszystkim – dobrze, że z kolekcji zwierząt z tamtych lat do dzisiaj nie zostało już prawie nic.
Powierzchnia zoo wszak się nie zmieniła!

"Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?"

Czytelnia Mrówkojada – Francesca Gould, David Haviland, “Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?”

Ta dość niepozorna książka w różowej okładce ukazała się w Polsce kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego. Francesca Gould, która wykłada anatomię i fizjologię na Uniwersytecie w Bristolu, napisała już niejedną książkę, w której odpowiada na pytania ciekawskich studentów. W “Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?” podejmuje tematykę animalistyczną skupiając się na setkach ciekawostek z życia zwierząt. Ciekawostek, o których większość z nas nie ma pojęcia.

Licząca ponad 230 stron książka podzielona jest na osiem rozdziałów, z których każdy w licznych podrozdziałach charakteryzuje inny aspekt zwierzęcego życia. I tak w “Fascynującej faunie” przeczytamy o różnych niespotykanych działaniach zwierząt, z “Osobliwych opiekunów” dowiemy się, w jak niecodzienny sposób zwierzęta opiekują się młodymi, “Sprytne stworzenia” to obraz niezwykłych umiejętności, “Zoologiczne frasunki” to część o różnych nieszczęściach, z którymi borykają się różne gatunki, w “Obrzydliwych organizmach” poczytamy o aspektach fizjologicznych (dla nas obrzydliwych, dla zwierząt – niekoniecznie), “Istoty z ikrą” dostarczą nam wielu informacji o niezwykłym życiu seksualnym wielu zwierząt, “Złowrogie zwierzęta” to część o zachowaniach często okrutnych, natomiast “Kapitalne kreatury” to obraz niezwykłości najróżniejszych stworzeń. Każdy rozdział jest zmyślnie skomponowany i opatrzony wspaniałymi rysunkami, które dodają książce smaczku.

Książka jest doskonałą lekturą dla wszystkich zwierzofanów, ale z pewnością spodoba się wszystkim, którzy chcieliby trochę więcej dowiedzieć się o świecie zwierząt, ale nie mają głowy do wczytywania się w podręczniki do zoologii. Pisząca potocznym, przejrzystym językiem, przystępnym dla wszystkich, autorka często stosuje analogie do świata ludzi, aby łatwiej nam było zrozumieć niektóre mechanizmy rządzące światem fauny.  Nie ucieka przed dowcipnym ujęciem wielu tematów, ale także wyraźnie zwraca uwagę na odrębność świata zwierzęcego od ludzkiego i w żadnym miejscu nie przekracza tej granicy. Warto też pamiętać, że książka, chociaż “wygląda” na dziecinną, raczej nie jest w całości przeznaczona dla dzieci. Świat zwierzęcy, z punktu widzenia człowieka, jest jednak często brutalny i okrutny, rządzą nim bowiem prawa ewolucji i bezwzględnej potrzeby przetrwania. Dla wielu delikatnych dzieci opisy w “Dlaczego…” mogą być zbyt okrutne. Warto o tym pamiętać, wybierając historie do czytania pociechom.

No dobrze, ale o czym konkretnie możemy przeczytać w książeczce Gould i Havilanda poza tym, dlaczego mrówkojady boją się mrówek? Na przykład o tym, do czego żukowi gnojarzowi potrzebna jest kulka gnoju przy zalotach. O tym, jakie zwierzęta bezwzględnie gwałcą, mordują i uprowadzają inne. Które zwierzę urządza taniec przed zającem, aby go zahipnotyzować, a potem  - zaskoczonego – ugryźć w kark i zabić. Co krety robią z dżdżownicami, które chcą zostawić do zjedzenia “na później”. Czy zwierzęta lubią oglądać pornografię. Co decyduje o atrakcyjności jaszczurzego samca… I wiele innych fascynujących historii, które nigdy nie przyszłyby nam do głowy.
Bowiem – choć nie wszyscy o tym wiedzą – świat zwierząt jest dużo bardziej złożony od świata ludzi i przez to często dużo ciekawszy…

Książkę polecamy wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć więcej o świecie zwierząt  - zarówno tym, którzy interesują się tym fachowo, jak i zwierzomaniakom takim jak my.
No i duży plus za “użycie” naszego ukochanego mrówkojada zarówno w tytule, jak i na okładce książki – a to zdarza się, niestety, nieczęsto

Czytelnia Mrówkojada – Królestwo zwierząt. Nowa ilustrowana encyklopedia zwierząt świata

Dziś w Czytelni Mrówkojada omówienie publikacji nienowej, bo mającej już osiem lat, wciąż jednak należącej do najciekawszych i najlepszych tego typu opracowań na polskim rynku.
Z pewnością zaś jest to największa dostępna na rynku ilustrowana encyklopedia zwierząt!

Królestwo zwierząt. Nowa ilustrowana encyklopedia zwierząt świata

I najcięższa – waży 4 kg, ma wymiary 26×32 cm i 624 strony – prawdziwy kolos!
Królestwo zwierząt. Nowa ilustrowana encyklopedia zwierząt świata to wydana w 2001 roku monumentalna ilustrowana encyklopedia, mająca aspiracje możliwie pełnego ujęcia niezwykle bogatego świata zwierząt.
Redaktorem naczelnym wydania książki jest David Burnie, znany i ceniony brytyjski zoolog i autor wielu książek przyrodniczych, ale wśród autorów encyklopedii pojawia się kilkadziesiąt nazwisk, wśród których znaleźć można mnóstwo cenionych naukowców.
Polskie wydanie ukazało się w 2003 nakładem wydawnictwa Świat Książki.
Cena rynkowa książki jest adekwatna do jej wagi i rozmiarów – 189,90 zł! Mimo to uważamy, że zdecydowanie warto wydać tyle pieniędzy, w zamian bowiem otrzymujemy produkt najwyższej klasy!

To, co zwraca uwagę na samym początku to fakt, że książka jest pięknie i solidnie (twarda oprawa) wydana – dołączony jest do niej tekturowy futerał, w który jest zapakowana (zdjęcie powyżej).
Fenomenalnie prezentuje się strona wizualna książki, co w wydaniach albumowych nie dziwi – ponad 600 ilustrowanych stron na kredowym papierze, najwyższa jakość koloru i przepiękne fotografie na każdej stronie – razem ponad 5000 zdjęć i ilustracji.

Do tego mnóstwo tabel, analiz, wykresów porównawczych, sekwencji zdjęć, map i schematów.

Królestwo Zwierząt składa się z trzech głównych części – ogólnego wstępu, drugiej poświęconej środowiskom występowania zwierząt i trzeciej, głównej, liczącej ponad 500 stron części opisującej poszczególne grupy i gatunki, których razem omówiono ponad 2000! Nie znajdziemy na rynku tak obszernego albumowego wydania!

Wielkim plusem książki jest jej przejrzysty układ i bardzo ciekawy schemat opisywania poszczególnych gatunków.
Każdy rozdział zaczyna się ogólnym wprowadzeniem do danej grupy zwierząt, omówione są jednostki systematyczne, po czym opisywane są poszczególne gatunki.

Znajdziemy informacje o nazwie polskiej i łacińskiej zwierzęcia, podstawowe dane (wymiary ciała, waga), występowaniu (wraz z mapą) i zamieszkiwanych środowiskach, stopień zagrożenia, status społeczny, wreszcie ogólny opis gatunku i zdjęcie lub ilustrację.

PODSUMOWANIE

PLUSY
5000 pięknych, kolorowych zdjęć
papier kredowy
twarda obwoluta i futerał na książkę
szczegółowy opis ponad 2000 gatunków
jakość wydania
przystępny język
przejrzysta, czytelna kompozycja
wiarygodne dane
niezwykle udany mariaż popularnego albumu i fachowej encyklopedii

MINUSY
waga i nieporęczne rozmiary
cena

DANE BIBLIOGRAFICZNE

Królestwo zwierząt. Wielka ilustrowana encyklopedia zwierząt świata
Praca zbiorowa, pod red. Davida Burnie
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2003
Oprawa: twarda
Stron: 624
Wymiary: 260×320
Cena rynkowa: 189,90 zł (w Internecie można jednak znaleźć oferty sprzedaży poniżej 100 zł)

Mrówkojad surrealistyczny, czyli Dali, Breton i inni…

Salvadore Dali to postać, której bliżej przedstawiać chyba nie trzeba – powszechnie znany jest jako wybitny hiszpański malarz-surrealista, twórca słynnego obrazu Trwałość pamięci i współtwórca (wespół z Luisem Bunuelem) niezwykłego filmu Pies Andaluzyjski, a przy tym postać niezwykle barwna i kontrowersyjna. Ekscentryk, który fascynował już za życia i który nadal budzi emocje.
Dlaczego jednak Dalemu poświęcamy miejsce na Mrówkojadzie? Otóż Dali znany był ze swojego zainteresowania zwierzętami – wszak jeden z jego najsłynniejszych obrazów to Płonąca żyrafa, a artysta wiele razy dawał wyraz swojej szczególnej fascynacji dwoma gatunkami – nosorożcem (o czym szerzej wspomnimy jutro) oraz – uwaga! – mrówkojadem!

Dlaczego mrówkojad? I co w ogóle mrówkojad ma wspólnego z surrealistami?
Przenieśmy się do roku 1969, do Paryża…

Na spacerze z mrówkojadem… – Paryż, 1969

Salvadore Dali na spacerze z mrówkojadem, Paryż 1969

To zdjęcie elektryzuje od lat – wielu uważa je za fotomontaż, podróbkę albo kolejny żart artysty.
Faktem jest natomiast, że 65-letni wówczas artysta pojawił się na ulicach Paryża z… dorosłym mrówkojadem olbrzymim, którego prowadził na dość prowizorycznej linie. Ten swoisty happening wywołał ogromne poruszenie – zdjęcie zostało zrobione w momencie, gdy Dali wyłonił się z jednej ze stacji metra.
Ów mrówkojad ponoć należał do Dalego, ale skąd się u niego wziął, tego ustalić nam się niestety nie udało.
Nie był to jednak ostatni “występ na żywo z mrówkojadem” w wykonaniu artysty, bowiem zaledwie rok później pojawił się w pewnym programie telewizyjnym z żywym mrówkojadem…

Show na żywo, czyli kto złapie mrówkojada?

Ta historia wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, niż prowadzenie dorosłego mrówkojada na smyczy po ulicach Paryża. Oto 6 marca 1970 roku  Salvador Dali pojawił się w programie The Dick Cavett Show – który można byłoby porównać do show Davida Lettermana. Gośćmi byli wówczas gwiazda kina niemego,  Lillian Gish oraz legendarny baseballista,  Satchel Paige. No i oczywiście Dali, który pojawia się z… prowadzonym na smyczy mrówkojadem, którego miał ponoć już na wejściu rzucić na kolana zupełnie zaskoczonej – i przerażonej! -  Gish…

Salvadore Dali (fot. www.mimifroufrou.com)
Salvadore Dali (fot. www.mimifroufrou.com)

Zapytacie – skąd ten mrówkojad u Dalego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy się cofnąć do końca lat 20., kiedy to Dali wchodzi na drogę surrealizmu i poznaje niejakiego Andre Bretona…

Andre “Mrówkojad” Breton

Zamiłowanie Dalego do mrówkojadów wzięło się ponoć od jego przyjaciela, Andre Bretona, wybitnego francuskiego surrealisty, który był znany wśród innych surrealistów jako “le tamanoir”, czyli… “Mrówkojad”.
Breton był pierwszym wielkim fascynatem mrówkojadów, które uważał za absolutnie niezwykłe stworzenia.
20 maja 1931 roku napisał niezwykły wiersz: After The Giant Anteater (pełny tekst wiersza w angielskim tłumaczeniu znajdziecie tutaj), w którym mrówkojad nazwany jest “stworzeniem zupełnie odmiennym od stworzenia”. W tym stwierdzeniu zawiera się kwintesencja fascynacji surrealistów mrówkojadem – bo zwierz to niezwykły, niepodobny do czegokolwiek, jakby zaprzeczający wszystkiemu, co żyje na ziemi. Tak przynajmniej odbierali go surrealiści w latach 30., ale i dzisiaj znajdziemy wielu, którzy zaświadczą, że drugiego takiego stwora na ziemi nie znajdziemy :) .
Po publikacji poematu Bretona Dali zaczął tworzyć liczne szkice mrówkojada, z których jeden posłużył jako exlibris księgozbioru Bretona…

Salvadore Dali, Mrówkojad

Mrówkojad w wykonaniu Dalego przypomina nieco makaronowego stwora, którego obłażą mrówki, które swoją drogą w twórczości artysty również zajmowały bardzo szczególne miejsce.

EPILOG – mrówkojad w ogódku

A na koniec – żeby było jeszcze bardziej surrealistycznie – znaleźliśmy pewną ciekawostkę: otóż ponoć niejaka Frida Kahlo, słynna meksykańska malarka, która była zafascynowana twórczością surrealistów, w swoim ogrodzie w La Casa Azul w dzielnicy Coyoacan (Mexico City) trzymała – zgadnijcie kogo! – mrówkojada! W domu Fridy w La Casa Azul ukrywał się w 1937 roku Lew Trocki, a w 1938 Fridę odwiedził sam… Andre Breton, na którym największe wrażenie zrobiło oczywiście “zwierzątko domowe” Fridy…
Nie mamy więcej pytań…

Alfabet Mrówkojada – L jak Literatura

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy filmowe ślady mrówkojadów, których niestety nie było zbyt wiele. Dzisiaj postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się ich karierze literackiej i okazuje się, że ich rola w światowej literaturze jest niewiele większa, niż w kinematografii.
Powstała lista pozycji literackich jest więc bardzo krótka, bo mrówkojad z niewiadomych dla nas powodów to dość niewdzięczny temat.
Dlaczego? Do tej pory nie udało nam się znaleźć odpowiedzi, na szczęście udało nam się znaleźć choć kilka tytułów, w których mrówkojady się pojawiają.
Oto i one:

L – LITERATURA

Adam Mrówkojadowicz - wieszcz poezji mrówkojadziej

Kariera literacka mrówkojadów jest niestety bardzo krótka i mało efektowna – powieści, w których choćby na moment pojawiały się mrówkojady olbrzymie, właściwie nie ma, do tej pory nie pojawił się także choćby jeden utwór dramatyczny, w której moglibyśmy nawet na drugim planie zobaczyć zwierzaka z długaśnym ogonem i równie długaśnym jęzorem, choć doczekaliśmy się już mnóstwa tekstów o lwach, kangurach i słoniach…

A w krainie mrówkojadów to co?

Z tego, co udało nam się do tej pory odszukać, wybraliśmy osiem tytułów tekstów literackich, w których pojawia się mrówkojad olbrzymi. Niestety, w żadnym przypadku nie są teksty ze ścisłego kanonu literackiego, pamiętajmy jednak, że w Europie mrówkojad znany jest dopiero od niedawna, trudno więc, by pisali o nim Homer, Szekspir czy Dante.

"Gniew Esakdo opiewaj..."? Dlaczego nie!

Ale tak marginalna rola mrówkojadów w literaturze współczesnej może już nieco dziwić – chyba, że czegoś nie wiemy i mrówkojady “zaludniają” np. prozę iberoamerykańską…
No cóż, ograniczają nas nasze własne możliwości poznawcze – z literatury iberoamerykańskiej znamy tylko kilkadziesiąt pozycji i nigdzie mrówkojada nie było, znamy za to całkiem nieźle literaturę polską i tu z całą pewnością możemy stwierdzić, że mrówkojad… praktycznie nie istnieje.
Zresztą, zobaczcie sami…

8 tekstów literackich z mrówkojadem w roli przynajmniej epizodycznej!

1. Konstanty Ildefons Gałczyński, Ballada o mrówkojadzie.

Klasyczny już wiersz Gałczyńskiego, napisany w 1946 roku, określany jest jako “wiersz krakowski”, tam bowiem został napisany. “Ballada…” to właściwie jedyny „profesjonalny” utwór literacki poświęcony mrówkojadom, choć nawet pobieżna analiza literacka tekstu Gałczyńskiego sugeruje, że tak naprawdę nie o mrówkojada tu chodzi…

“Ballada…” to tekst groteskowy i surrealistyczny – a takich tekstów w polskiej literaturze wciąż jest mało, stąd też być może pewne trudności z umiejscowieniem i odczytaniem tej bardzo dziwnej ballady z długonosym stworem w roli głównej. Najłatwiej chyba “Balladę…” potraktować jako literacki żart, z których Gałczyński zresztą słynął, można ją jednak odczytać też jako metaforę losu samego poety, który wrócił z emigracji do Polski.
Jego los był wówczas ciężki, podobnie jak owego mrówkojada, który:

Żył – był pewien mrówkojad,
raz dojadł, raz nie dojadł,

gdy chory, to się leczył,
żarł mrówki – siłą rzeczy,

słowem, żył, jak wypada
żyć życiem mrówkojada.

Mrówkojadem jest więc sam poeta, a sam wiersz – grą zarówno z rzeczywistością, jak i literacką konwencją. Mrówkojad zaś tylko figurą literacką, którą poeta posłużył się w tekście – bo dziwny, bo obcy, bo nietypowy…
Chyba nie o to nam do końca chodziło…

(Zainteresowanych pełną analizą literacką “Ballady” odsyłamy tutaj, a pełen tekst wiersza znajdziecie tutaj)

2. Paul Dowling, The Hungry Anteater

Angielska książeczka (ledwie 32 strony) dla dzieci wydana w 1993 roku.
Jej bohaterem jest pewien bardzo głodny mrówkojad, który bezskutecznie poszukuje mrówek. Rozmawia z przypadkowo spotkanymi osobnikami, których prosi o pomoc w znalezieniu mrówek, niestety, każda z napotkanych postaci je, wszystko, tylko nie mrówki – taśmy klejące, parasole…
Wreszcie spotyka kogoś, kto zaprasza go na kolację i oferuje wielki talerz pełen mrówek, niestety na naszego mocno już wygłodniałego bohatera czeka makabryczna niespodzianka…
Książeczki niestety jeszcze nie dane było nam przeczytać (nie została jak dotąd wydana po polsku, a oryginalnego wydania jeszcze nie zdobyliśmy), ale przyznacie – fabuła jest mocno intrygująca.

3. Bernard Waber, An Anteater Named Arthur

Kolejna anglojęzyczna książeczka dla dzieci (tym razem nieco dłuższa, bo licząca 48 stron), napisana w 1967 roku przez popularnego amerykańskiego pisarza książek dla dzieci, których bohaterami są zachowujące się jak ludzie zwierzęta, Bernarda Wabera.
Głównym bohaterem jest niejaki Arthur – mrówkojad, który właściwie niczym nie różni się od zwykłego dziecka. Narratorem opowieści jest mama Arthura, która opowiada o swoim synku – z jej słów wyłania się bardzo ciekawy obraz tytułowego bohatera, który – choć jest niezłym nicponiem – w gruncie rzeczy jest bardzo sympatycznym i rezolutnym dzieckiem.

4. Dawn Bentley, The Icky Sticky Anteater

Kolejna anglojęzyczna książeczka (zaledwie 18 stron) dla dzieci napisana w 2000 roku przez amerykańską pisarkę książek dla dzieci, Dawn Bentley z fantastycznymi ilustracjami Carly Castillon.
Opowiada o przygodach pewnego małego mrówkojada, który ma całkiem spore problemy ze zdobyciem pożywienia…
Świetne ilustracje i rewelacyjne rymy, zresztą… posłuchajcie sami!

5. Betty Webb, The Anteater of Death

Po serii książeczek dla dzieci czas na poważną powieść dla dorosłych – tym razem mamy całkiem spory (270 stron) kryminał, napisany w 2008 roku przez popularną amerykańską dziennikarkę, Betty Webb, która od jakiegoś czasu para się pisaniem kryminałów właśnie. Jednym z nich jest “Anteater of Death”, którego głównym bohaterem jest sympatyczna opiekunka zwierząt z kalifornijskiego zoo w Gunn Landing,  Teddy Bentley, która rozwiązuje zagadki kryminalne…
Brzmi nieźle, prawda?
W książce sporo jest ciekawostek o kulisach pracy w zoo no i przede wszystkim mamy prawdziwego mrówkojada – akcja książki zaczyna się bowiem w momencie, gdy w zagrodzie Lucy zostają znalezione zwłoki pewnej bardzo ważnej osoby. Wszyscy myślą, że zabójcą jest Lucy właśnie – jedyną osobą, która nie wierzy w jej winę, jest Teddy, która za wszelką ceną będzie chciała znaleźć mordercę, aby nie dopuścić do oskarżenia Lucy.
Jak się już pewnie domyślacie, Lucy jest… mrówkojadem :) .
Jak historia się skończy, nie zdradzamy – możemy za to zdradzić, że w 2010 roku wyszła kolejna część przygód samozwańczego detektywa z zoo, pod tytułem “Koala of Death”
Szkoda tylko, że żadna z tych książek nie doczekała się jeszcze polskiego wydania – my się na tłumaczenie niestety nie zdobędziemy…

6. Eric Linklater, Wiatr z księżyca (The Wind On The Moon)

Klasyczna angielska powieść dla dzieci i młodzieży autorstwa Erica Linklatera, napisana w 1944 roku, a po polsku wydana po raz pierwszy w 1960 (nasze – mocno już sfatygowane -wydanie pochodzi z 1965 roku).
Bohaterkami książki są Dora i Flora – dwie dość nieznośne małe dziewczynki, które za sprawą magii zamieniają się w… kangury! Intrygujące? Pewnie!
Nas najbardziej interesuje jednak pewna scena, rozgrywająca się w zoo, do którego trafiają Dora i Flora (oczywiście pod postacią kangurów!). Oto mieszkańcy zoo debatują, czy niejaki Buras – niedźwiedź – jest złodziejem strusich jaj, czy też nie jest.
Głos w sprawie zabiera też… a zresztą, sami przeczytajcie:

Prawie każdy był przekonany, że bury niedźwiedź jest poszukiwanym przestępcą, a mrówkojad, pelikan i pawian powtarzali w kółko, że od samego początku uważali Burasa za złodzieja strusich jaj.
- Byłem tego najzupełniej pewny – rzekł Pelikan.
- Gdyby mnie zapytano o zdanie – dodał mrówkojad – rzekłbym bez wahania, że to on. Ale nikt mnie się o nic nigdy nie pyta.
- Ani mnie – rzekł pawian.
- Ani mnie – powiedział pelikan.
- A można było uniknąć wszystkich tych niepotrzebnych zmartwień i kłopotów – stwierdził mrówkojad.

I tyle – epizod, ale smakowity, przyznacie :) .

7. Michał Rusinek, Mrówkojad

M jak Mrówkojad (rys. Joanna Rusinek, ilustracja pochodzi z książki "Limeryki" Michała Rusinka)

Limeryk o mrówkojadzie pochodzi z książki Michała Rusinka - pisarza i sekretarza Wisławy Szymborskiej – p.t. „Limeryki”, wydanej w 2006 roku.
Tekst to – jak na limeryk przystało – bardzo krótki, dlatego też publikujemy go w całości:

Pewien mrówkojad z Marcówki
zjadł na śniadanie dwie mrówki.
Trzecia mu zwiała pod taras.
Gdy ją dogonił to zaraz
zrobił jej gorzkie wymówki.

Więcej o Michale Rusinku i jego mrówkojadzim limeryku możecie przeczytać tutaj i tutaj.

8. Przemysław Wechterowicz i Aleksandra Woldańska, Mrówka wychodzi za mąż

Nasz osobisty faworyt – najlepsza jak dotąd literacka wizja mrówkojada, która całkowicie podbiła nasze serca :) .
Rewelacyjne rysunki, fantastyczny humor no i mrówkojad w roli może i drugoplanowej, ale za to niezwykle istotnej – po szczegóły odsyłamy do naszej recenzji.

Mrówkojad-hydraulik? Dlaczego nie!

A na koniec odsyłamy do szczególnej pozycji literackiej, w której mrówkojad odgrywa wreszcie rolę absolutnie pierwszoplanową, czyli do… Antologii poezji mrówkojadziej! :) .

Dzieło, z którego jesteśmy najbardziej dumni, bo też i pracy nad nim było sporo…
Pierwszy w historii polskiej literatury tom poezji poświęconej li tylko mrówkojadom – co ważne, antologia ta cały czas jest powiększana o nowe teksty i nie jest jeszcze dziełem skończonym.
Jak dotąd zaprezentowaliśmy Wam dwie części, zawierające 20 tekstów (możecie je przeczytać tutaj i tutaj).
Czy i kiedy antologia trafi na rynek – tego nie wiemy :) . Dopóki jednak czuwa nad nami wieszcz mrówkojadziej poezji, Adam Mrówkojadowicz, możemy być spokojni… :) .

To tyle na razie w tym temacie – jeśli w jakimkolwiek tekście literackim natraficie na jakiekolwiek mrówkojadzie ślady – koniecznie dajcie nam znać!

Czytelnia Mrówkojada – “Jaki, ptaki i kociaki”

W “Czytelni Mrówkojada” przedstawiliśmy Wam ostatnio kilka nowości – najnowszy przewodnik po krakowskim zoo, przewodnik dla najmłodszych po Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu i najnowszy numer przygód Wilq, którego akcja rozgrywa się m.in. w opolskim zoo.
Dziś natomiast przypominamy książkę nieco starszą, bo wydaną przed sześciu laty – Jaki, ptaki i kociaki, autorstwa Adama Hlebowicza i Michała Targowskiego (tak, tego Michała Targowskiego :) .
Kto zna – może sobie przypomnieć, kto nie zna – najwyższy czas nadrobić lekturowe zaległości!

Adam Hlebowicz, Michał Targowski - "Jaki, ptaki i kociaki"

Zacznijmy od tego, że Jaki, ptaki i kociaki nie są przewodnikiem po oliwskim zoo – to książka będąca zbiorem opowieści o byłych mieszkańcach zoo w Oliwie, a także dokładny opis praktycznie wszystkich gatunków, jakie były eksponowane w zoo w 2004 roku, kiedy zakończono pracę nad książką.
Książka została wydana z okazji jubileuszu 50-lecia oliwskiego zoo, które miało miejsce w 2004 roku.
We wstępie Adam Hlebowicz odpowiada na pytanie “dlaczego powstała ta książka?”:

Bo nikt dotąd jej nie napisał, choć Michał Targowski jest codziennym gościem mediów. Znając jego zdolności do sugestywnego przedstawiania świata zwierząt, aż prosiło się, żeby zebrać te opowieści w jedną całość. 50-lecie oliwskiego Ogrodu Zoologicznego było dodatkową okolicznością, by ta książka powstała.

Tylko przyklasnąć! :)

Tytuł: Jaki, ptaki i kociaki
Autor: Adam Hlebowicz, Michał Targowski

Zdjęcia: Piotr Dziki, Adam Hlebowicz, Michał Targowski
Skład: Marcin Lipiński

Format: 15 x 21 cm
Objętość: 242 strony
Ilustracje: 117
Oprawa: twarda
Wydanie: Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej “Bernardinum”
ISBN/ISSN: 83-7380-285-1
Data premiery: 2005-01-01
Ciężar: 0.56 kg

Książka trafiła do sprzedaży w pierwszych dniach 2005 roku, w nasze ręce trafiła jednak dopiero w zeszłym roku – od razu jednak stała się nieocenionym źródłem informacji dotyczącym oliwskiego zoo, ale też ogólnej wiedzy dotyczącej gatunków, eksponowanych w zoo.
Autorami książki są Adam Hlebowicz – historyk i dziennikarz, a nade wszystko miłośnik przyrody (zwłaszcza ptaków) oraz dyrektor oliwskiego zoo, Pan Michał Targowski, którzy wspólnie opracowali treść książki. Poza tym w Jakach… znajdziemy jeszcze szereg osobistych wypowiedzi dyrektora Targowskiego, które wyodrębniono w różowych ramkach. Obaj panowie są także autorami części zdjęć, jednak znakomita ich większość została wykonana przez fotografa oliwskiego zoo, Pana Piotra Dzikiego.
Książka, wydana w 2005 roku, w księgarniach jest już praktycznie niedostępna – łatwiej znaleźć ją w antykwariatach, ale zdecydowanie najlepszym sposobem na jej zdobycie są księgarnie internetowe i portale aukcyjne. Cena wynosi zwykle 32-40 zł, choć jeśli dobrze poszukamy, możemy ją kupić nawet za 25 zł. Nam udało się, niezwykle okazyjnie, nabyć ją na allegro za 10 zł!
Za tę cenę dostajemy całkiem solidną książkę w formacie A5, z twardą, lakierowaną okładką. Książka ma aż 242 strony, jest to więc bardzo solidna pozycja.
Na okładce znajduje się sowa śnieżna, hipopotam nilowy, żubr oraz tygrys, a właściwie… jego łapy :) .
Tyle informacji ogólnych – czas zajrzeć do środka!

Układ książki

Na początku znajduje się spis streści oraz przedmowy autorów książki. Dyrektor Michał Targowski w swoim wstępie, zatytułowanym Ostoja ginącego świata, zwraca uwagę na funkcję współczesnych ogrodów zoologicznych i szczególną rolę oliwskiego zoo, natomiast Adam Hlebowicz odpowiada na kilka kluczowych pytań – przywołane już wcześniej pytanie o to, dlaczego ta książka w ogóle powstała, a także o to, czym jest, dla kogo została napisana i wreszcie jaki jest jej cel.
Następne 226 stron zajmuje właściwa część książki, czyli opis praktycznie wszystkich gatunków, które eksponowane były w zoo w trakcie pisania książki. Ułożone są w kolejności alfabetycznej, w 43 rozdziałach. Niektóre poświęcone są konkretnym gatunkom – np. tapirom anta, mandrylom czy hipopotamom nilowym – inne zaś grupom zwierząt (antylopy, torbacze, żółwie) lub poszczególnym miejscom w zoo (np. mieszkańcy Małego Zoo).
Nie są to jednak klasyczne opisy gatunków, a barwne opowieści o zwierzętach, które zawierają przede wszystkim historie poszczególnych zwierząt mieszkających w oliwskim zoo, ale też opisy obyczajów poszczególnych gatunków, tego, co zwierzaki jedzą (i na wolności, i w zoo), jak spędzają czas, co lubią, a czego wręcz nie znoszą. Najciekawsze są oczywiście opisy różnych niezwykłych zdarzeń z udziałem zwierzaków i pracowników zoo, których przez te lata uzbierało się naprawdę sporo – tu widać szczególnie niezwykły talent gawędziarski dyrektora oliwskiego zoo :) .

Mandryle - "Jaki, ptaki i kociaki"

Opisy zwierząt to z jednej strony pasjonujące opowieści, z drugiej kopalnia bezcennych informacji – pełno tu imion zwierząt, dat, danych o przychówkach, transportach i innych wiadomości, które będą gratką dla wszystkich zoofascynatów.
Ostatnie kilka stron książki to krótka historia zoo w Oliwie oraz spis ośmiu najważniejszych instytucji, które koordynują pracę ogrodów zoologicznych, a do których należy (lub z którymi współpracuje) oliwskie zoo.
Jeśli więc ktoś jeszcze nie wie, co to EAZA, ISIS, CITES albo RDPOZiA – koniecznie powinien zajrzeć na koniec Jaków…

Niezaprzeczalnym atutem książki są nie tylko niezwykle interesujące historie zwierząt i setki ciekawostek, ale także 117 rozrzuconych po całej książce fotografii, w większości autorstwa fotografa zoo, Pana Piotra Dzikiego.
Niektóre z nich to prawdziwe cudeńka:

Błotna kąpiel hipopotamów - Kiwi ze Stasiem ("Jaki, ptaki i kociaki")

Książka w ciekawy, a przy tym przystępny sposób przybliża czytelnikom nie tylko ciekawostki z życia zwierząt i losy konkretnych zwierzaków, które mieszkały w oliwskim zoo w minionym półwieczu, ale stara się także przybliżyć mniej zorientowanym czytelnikom funkcje współczesnych ogrodów zoologicznych – autorzy nie tylko opisują poszczególne gatunki, wspominają różne przygody i anegdoty, wiążące się z konkretnymi zwierzakami (choćby o Nufim, który aktualnie mieszka w toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym), ale tłumaczą także, dlaczego te zwierzęta mieszkają w zoo i skąd się w nim wzięły.
Co ważne, znajdziemy tu także odpowiedzi na szereg pytań, które stawiamy sobie spacerując po zoo i oglądając zwierzęta znajdujące się na wybiegach czy w klatkach, ale najciekawsze i tak są losy poszczególnych zwierzaków, które dzięki tej książce mamy szansę poznać z imienia – orangutanicę Raję, tygrysa Warmiaka, hipopotamicę Hektorkę czy słonicę Mongu.

Zachęcamy do lektury!

Najlepszy polski superbohater kontra hipopotamy-terroryści, czyli Wilq w… opolskim zoo!

Uwaga, uwaga!
Najnowszy, 17. już numer fenomenalnego komiksu o przygodach najlepszego polskiego superbohatera – Wilq – już w sprzedaży!
Wspominamy o tym nie tylko dlatego, że uwielbiamy komiksy, a te o Wilq w szczególności, ale przede wszystkim dlatego, że akcja jednej z prezentowanych w Podaj Macieju historyjek rozgrywa się w… opolskim zoo!

17. numer przygód Wilq Superbohatera - "Podaj Macieju"

Wilq Superbohater to główna postać serii komiksów stworzonych przez braci Minkiewiczów – Bartosza i Tomasza, która ukazuje się od 2004 roku. Najnowszy numer, który właśnie ukazał się w sprzedaży – Podaj Macieju – jest już 17. numerem przygód Wilq.

Wilq – Superbohater. “Skwaszony buc”

Wilq Superbohater

Wilq, tytułowy bohater komiksu, to postać ze wszech miar wyjątkowa – polska literatura i kultura popularna nie znają drugiego takiego bohatera.
Niby to superbohater, ale mocy tak naprawdę nie ma zbyt wiele – ot, lata i całkiem nieźle gra w Quake’a III Arena. Ale to właściwie wszystko. Poza tym jest złośliwy, strasznie przeklina i – jak sam przyznaje – jest strasznym bucem. W pełnym tego słowa znaczeniu :) .
Nie sposób też nie wspomnieć, iż rodzinnym miastem Wilq jest Opole, w którym rozgrywa się akcja właściwie wszystkich komiksowych historii – także tych, które przeczytamy w najnowszym numerze.

Podaj Macieju

Najnowszy numer przygód Wilq składa się z kilku niezależnych od siebie historyjek, wśród których najważniejsza jest tytułowa historia opowiadająca o… zamachu terrorystycznym, który ma nastąpić podczas rozgrywanego na stadionie Odry Opole meczu Manchesteru United z Chelsea Londyn.
Zapytacie – ale jak to? Dlaczego? Ano, rzecz ma się tak – PZPN powołał ligę o nazwie “Podaj Macieju”, w której grają ze sobą wyłącznie dwie drużyny – Chelsea Londyn i Manchester United, na dodatek wyłącznie składami z 2009 roku! Mecze rozgrywane są na stadionie Odry Opole, a wszystko po to, by odwrócić uwagę od fatalnych wyników reprezentacji Polski podczas trwających właśnie Mistrzostw Europy…
O tym wszystkim opowiada nam nie kto inny, jak sam Didier Drogba (patrz: okładka komiksu), który… wszystko wie, ale zapytać można go tylko o trzy rzeczy…

Mężczyźni którzy nienawidzą durnych kobiet i hipopotamów

Oprócz tytułowej historii mamy w najnowszym numerze jeszcze kilka innych, pomniejszych (nie zdradzamy, o czym są – sami sprawdźcie!), wśród których uwagę zwraca jedna, o wielce znaczącym tytule: Mężczyźni którzy nienawidzą durnych kobiet i hipopotamów.
Jej “autorem” jest Bjorn Magnusson – miłośnicy skandynawskich kryminałów będą tą historią zachwyceni :) .
Co my tu mamy?
Ano – soczystą historię kryminalną o porwaniu pewnej artystki przez… hipopotamy z opolskiego zoo!
Wszystko dlatego, że pewna artystka w ramach swojego projektu artystycznego postanowiła codziennie… myć zęby innym zwierzętom, co później pokazywała na swoim blogu.
No i pewnego dnia postanowiła umyć zęby hipopotamom z opolskiego zoo…

Co z tego wyniknie – nie zdradzamy! Powiemy tylko, że w komiksie pojawiają się nie tylko hipopotamy, ale też żyrafy i… kilka nieokreślonych gatunkowo zwierząt :) .
Co zresztą w wilqowym uniwersum “dziwnym nie jest”…

Nie masz jeszcze najnowszego Wilq? Czas to nadrobić!

Jeśli czytaliście już wcześniej przygody Wilq, możecie być pewni, że i ten numer się Wam spodoba – jeśli nie, to czas najwyższy nadrobić zaległości. Ostrzegamy jednak – komiksy o opolskim superbohaterze zawierają gigantyczną dawkę specyficznego, absurdalnego humoru, a język, którym posługują się bohaterowie jest… szczególny.
Zresztą, na okładce mamy informację – Nie dla dzieci! :)
Poza tym jest to bodaj pierwszy polski komiks, którego akcja choć w części rozgrywa się w zoo – i to naszym ulubionym, opolskim zoo!

Tytuł: Wilq 17 : Podaj Macieju
Scenariusz: Tomasz Minkiewicz, Bartosz Minkiewicz
Rysunki: Tomasz Minkiewicz, Bartosz Minkiewicz
Wydawca polski: BM Vision
Data wydania polskiego: czerwiec 2011
Format: A4
Okładka: miękka, kolorowa
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały, kolorowy
Cena: 15,75 zł
Do kupienia: dostępny w empikach (uwaga! my znaleźliśmy go nie wśród komiksów, a w dziale… prasa!) i internetowych sklepach komiksowych
Nasza ocena: 5+

Wszystkie skany pochodzą z powyższego wydania komiksu “Wilq superbohater” autorstwa Bartosza i Tomasza Minkiewiczów.

Czytelnia Mrówkojada – “Ogród Zoobotaniczny w Toruniu – Przewodnik dla najmłodszych”

Zapraszamy na kolejny odcinek Czytelni Mrówkojada, w której prezentujemy rozmaite książki związane z tematyką naszej strony.
Dziś krótkie omówienie najnowszej pozycji wydanej przez Ogród Zoobotaniczny w Toruniu–Przewodnika dla najmłodszych.

"Ogród Zoobotaniczny w Toruniu - Przewodnik dla najmłodszych"

Najnowszy przewodnik po toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym trafił w nasze ręce zaledwie kilkanaście dni temu – niemal prosto z drukarni, jest to bowiem pozycja dosłownie z ostatniej chwili – w zoo pojawił się bowiem w drugiej połowie maja.
My mieliśmy to szczęście, że przewodnik zdobyliśmy dzięki uprzejmości Pana Marka Nakoniecznego (dziękujemy!), gdyż do Torunia niestety w ostatnim czasie nie udało nam się wybrać, a do najbliższej wyprawy też jeszcze trochę czasu…
Przyjrzyjmy się zatem bliżej najnowszemu przewodnikowi po toruńskim zoo!

Ogród Zoobotaniczny w Toruniu – Przewodnik dla najmłodszych, (Beata Gęsińska), Wydanie I – Toruń 2011, 20 stron, okładka – na żółtym tle tytuł, głowa dziecka oraz zdjęcia sześciu zwierząt mieszkających w zoo (alpaka, kameleon, paw, surykatka, teju, emu).

Autorką nowego przewodnika, odpowiedzialną zarówno za tekst i rymowanki, jak i ogólną koncepcję, jest Pani Beata Gęsińska z działu dydaktycznego zoo.
Wszystkie użyte w przewodniku zdjęcia pochodzą z archiwum ogrodu. Za opracowanie graficzne i druk odpowiada firma PZITS GRAFIKA z Torunia.
Co ciekawe, przewodnik jest współfinansowany ze środków WFOŚ i GW w Toruniu, dlatego też cały nakład – 500 egzemplarzy – nie trafi do otwartej sprzedaży, przewodniki będą bowiem rozdawane bezpłatnie jako nagrody w konkursach, na festynach, w trakcie zajęć, a także dzieciom niepełnosprawnym w trakcie Wieczoru Marzeń. Zoo ma jednak nadzieję, że po wyczerpaniu nakładu, przewodnik doczeka się drugiego wydania,  który będzie już sprzedawany.
Przewodnik dla najmłodszych to całkiem solidna książeczka w formacie A5 (w układzie poziomym), z miękką, lakierowaną okładką. Przewodnik ma 20 stron, czyli tylko o dwie mniej niż wydanie oficjalnego, głównego przewodnika po zoo, który jest zresztą do najnowszej propozycji dla najmłodszych bardzo podobny (zbliżona grafika, ten sam wymiar i konstrukcja przewodnika).
Z okładki spoglądają na nas rozmaici mieszkańcy zoo – alpaka, kameleon, paw, surykatka, teju i emu, a także uśmiechnięte dziecko – to kluczowa kwestia, przewodnik bowiem – jak sama nazwa wskazuje – adresowany jest do najmłodszych zwiedzających (a także towarzyszącym im rodziców) i pod takim kątem winien być rozpatrywany.
Dla dorosłych zwiedzających jest bowiem “dorosły” przewodnik :) .

"Przewodnik po Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu" - wersja "dla dorosłych"

Swoją drogą nowego, “dorosłego” przewodnika, zoo nie planuje w tym roku wydawać.

Tyle informacji ogólnych – czas zajrzeć do środka przewodnika!

Układ przewodnika – wstęp

Na samym początku przewodnika (druga, wewnętrzna strona okładki) mamy bardzo ciekawy schemat, z którego dowiemy się, co – i ile! – jedzą mieszkańcy zoo:

"Ogród Zoobotaniczny w Toruniu - Przewodnik dla najmłodszych" - co jedzą mieszkańcy zoo?

Następnie mamy stronicowy wstęp poświęcony ogólnym zagadnieniom związanym z zoo, które mogą zainteresować najmłodszych odwiedzających – przeczytamy m.in. o historii zoo, lokalizacji ogrodu, funkcji, jaką pełni ogród zoologiczny, przede wszystkim jednak uwagi dotyczące zwiedzania zoo, z którymi koniecznie powinni się zapoznać najmłodsi zwiedzający – dzieci dowiedzą się, dlaczego nie powinny hałasować i drażnić zwierząt, jest też wskazówka, by zwierzaków nie karmić (wszak stronę wcześniej zapoznaliśmy się z ich zoologiczną dietą!).

Zwiedzamy zoo

W dalszej części przewodnika znajdziemy opis niemal wszystkich mieszkańców zoo opisanych wg kolejności występowania ich wybiegów – zaczynamy od mundżaków, a kończymy przy ptakach grzebiących i kaczuchach.
Najpopularniejszym mieszkańcom zoo (niedźwiedzie, żubry, alpaki) poświęcono całe strony, nieco mniej miejsca w opisach poświęcono ptakom czy gadom  – te pogrupowano wg miejsc ich eksponowania (ptaszarnia, herpetarium) – każda strona to albo konkretny gatunek, albo miejsce.

"Ogród Zoobotaniczny w Toruniu - Przewodnik dla najmłodszych" - Niedźwiedzie himalajskie

Opis składa się ze zdjęcia zwierzaka (lub zwierzaków), mapy świata z zaznaczeniem miejsca, gdzie dany gatunek występuje (świetna rzecz!) oraz całkiem solidny opis,  z którego młodzi zwiedzający dowiedzą się najważniejszych informacji na temat tego, co dany zwierzak je, co lubi robić, czy jest zagrożony i wielu innych ciekawostek.
Na duży plus należy zapisać fakt, iż w przypadku wielu gatunków przeczytamy informacje o konkretnych zwierzakach mieszkających w zoo – ile ich jest, jakiej są płci i w jakim wieku, skąd przyjechały, jak mają na imię, co lubią robić i jakie są ich największe przysmaki. Świetna sprawa!
Uzupełnieniem opisu poszczególnych gatunków, obok tekstu, fotografii i mapy są jeszcze biegnące przez cały przewodnik ślady stóp – w końcu tak, jak spacerujemy po zoo, tak też “zwiedzamy” przewodnik :) .

Tekst jest przygotowany z myślą o młodszych odbiorcach – nie znajdziemy w nim trudnych słów, których dziecko mogłoby nie zrozumieć, opisy są zwięzłe, ograniczają się do najciekawszych i najważniejszych informacji na temat zwierząt. Tak, aby dzieci zaciekawić, a nie zanudzić faktami.
Jak mówi sama autorka przewodnika, Pani Beata Gęsińska z działu dydaktycznego zoo:

Myśl o stworzeniu właśnie takiej pozycji dla najmłodszych, kiełkowała w mojej głowie od dłuższego czasu. Największą grupą, która odwiedza nasz Ogród, są właśnie dzieci do 11 lat, które niekoniecznie rozumieją łacińskie nazwy i naukowe pojęcia.
Ponieważ dość łatwo przychodzi mi rymowanie i sporo rymowanek z różnych okazji układałam, to postanowiłam to wykorzystać właśnie w takim przewodniku. Idea była taka, aby po przeczytaniu treści, dzieci, bogatsze już w wiedzę, mogły bawić się wykorzystując ją do krzyżówki, wierszyków, projektowania swojego ZOO.

Zaprojektuj własne zoo!

Najciekawszy jest jednak sam środek przewodnika, tam bowiem znajduje się czterostronicowa wkładka, na której znajdują się zabawy dla dzieci, realizujące wspomnianą powyżej koncepcję.
Co my tu mamy? Krzyżówkę z hasłem (wcale nie taka prosta!), labirynt (jednak stanowczo za łatwy), rymowane zgadywanki o zwierzętach mieszkających w Ogrodzie Zoobotanicznym (świetne!) i przede wszystkim dwustronicową mapę toruńskiego zoo z zaznaczonymi pustymi wybiegami oraz 36 kartoników ze zdjęciami rozmaitych zwierzaków (tu autorów przewodnika poniosła już fantazja, bo mamy zarówno żubra i surykatkę, ale też słonia, żyrafę, niedźwiedzia polarnego czy pandę wielką:)).
Wszystko po to, aby móc zaprojektować własne zoo, wykorzystując jako planszę mapę toruńskiego zoo:

"Ogród Zoobotaniczny w Toruniu - Przewodnik dla najmłodszych" - Zaprojektuj własne zoo!

Pomysł przedni, ale można by go nieco ulepszyć – zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby kartoniki ze zwierzakami miały formę naklejek, wówczas znacznie łatwiej można by je umieszczać na poszczególnych wybiegach.
Może w drugim wydaniu?

Ostatnia strona

Na ostatniej stronie przewodnikach znajdziemy wypis najważniejszych informacji dla zwiedzających (godziny otwarcia, dane kontaktowe),wypis atrakcji dla najmłodszych oraz zachętę do korzystania z bogatej oferty edukacyjnej dla grup zorganizowanych.

Ocena Mrówkojada

1.      Przejrzystość – 6/6
Przewodnik jest bardzo spójny i przejrzysty, a jego układ jest ściśle uwarunkowany proponowaną trasą zwiedzania, dzięki czemu nikt nie powinien się w zoo zgubić.
Podobnie jak i w samym przewodniku :) .

2.      Treść dotycząca ogrodu – 5/6
Tyle, ile powinno ich być – pamiętajmy, że jest to przewodnik dla najmłodszych, a dzieci niekoniecznie muszą być zainteresowane historią zoo – o niej zresztą można sporo przeczytać w “dorosłym przewodniku”.

3.      Treść dotycząca zwierząt – 5/6
Opisane są praktycznie wszystkie zwierzęta, niektóre szczegółowo, sporo jest też danych na temat konkretnych zwierząt mieszkających w zoo. Treść ogranicza się do najciekawszych i najważniejszych informacji, które mogą zaciekawić młodego czytelnika.

4.      Szata graficzna – 5/6
Kolorystyka przewodnika jest bardzo przyjazna, zdjęcia się świetnie dobrane i ładnie wkomponowane w układ strony (niektóre zwierzaki dosłownie zerkają na nas zza strony), na plus należy też zaliczyć mapki z zaznaczeniem występowania zwierzaków oraz biegnące przez cały przewodnik ślady. Dużym plusem jest też zrównoważony układ treści i fotografii.

5.      Styl wypowiedzi – 5/6
Trudno się do czegoś przyczepić – większych błędów językowych nie ma, poprawnie wypada także redakcja tekstu, a styl jest dostosowany do młodszego odbiorcy.

6.      Dodatki – 5/6
Przede wszystkim znajdująca się w środku przewodnika rozkładówka z mapą do zaplanowania własnego zoo, krzyżówką, labiryntem i rymowanymi zgadywankami.

Ogólna ocena – 5

Kilku rzeczy – jak zawsze! -można się przyczepić, niemniej nowy przewodnik dla najmłodszych po toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym to pozycja godna uwagi i polecenia, choćby dlatego, że tego typu publikacji, skierowanych do najmłodszych odbiorców nie ma w Polsce zbyt wiele – bodaj tylko warszawskie zoo oferuje taką publikację (warszawskie na pewno – mamy bowiem tę pozycję, ale nic nie wiemy o tego typu publikacjach w innych placówkach). Kilka rzeczy można będzie poprawić w kolejnym wydaniu (naklejki zamiast kartoników byłyby na pewno lepszym rozwiązaniem, można by dodać pewnie jeszcze kilka ciekawostek i zabaw dla najmłodszych), niemniej całość prezentuje się naprawdę nieźle – no i przewodnik ten dobrze komponuje się i uzupełnia z przewodnikiem “dla dorosłych”.
Teraz wypadałoby tylko zapytać o zdanie dzieci – jak im się nowy przewodnik podoba… :) .

Recenzja kolejnego przewodnika po polskim ogrodzie zoologicznym – już niebawem!