7-dni-zoo

„7 Dni Zoo” nr 48 – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

Zapraszamy na kolejny przegląd wieści ze świata ogrodów zoologicznych tygodnia w czterdziestym ósmym już numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo, który – podobnie jak i cała nasza strona – uległ w tym tygodniu pewnym zmianom.

W dzisiejszym, nieco odświeżonym numerze, przeczytacie m.in. o tym, kto powrócił do Starego Zoo, jaki zwierzak pojawił się w Opolu i co znaleźli warszawscy strażnicy miejscy.
Zapraszamy do lektury!

NARODZINY

ZOO OPOLE – trojaczki u mar patagońskich!

Urodziły się trzy mary patagońskie. Rodzicami całej trójki jest jedna para mar, zamieszkująca w opolskim zoo na wybiegu południowoamerykańskim wspólnie z wikuniami i kapibarami.
W związku z zimnymi nocami i przymrozkami młode wraz z rodzicami zostały przeniesione do ciepłych pomieszczeń – na wybiegu będzie można je zobaczyć dopiero wiosną.

Mary patagońskie z opolskiego zoo

NOWE ZWIERZAKI W ZOO

ZOO OPOLE – przyjechał rosomak!

Rosomak (fot. z książki A. Trepki "Co kaszalot je na obiad?")

Zostajemy w Opolu, bowiem po długich oczekiwaniach do zoo przyjechał “piękny i powabny” (jak określił to jeden z redaktorów ZOOrro) rosomak! Przyjechał w czwartek wieczorem, a wraz z nim do zoo dotarł także samiec Bongo i samica pudu – oba zwierzaki “do pary” dla mieszkających już w zoo zwierząt.
Rosomak póki co przechodzi aklimatyzację, niebawem jednak powinien pojawić się na ekspozycji, my zaś mamy nadzieję jeszcze w tym tygodniu zaprezentować Wam pierwsze zdjęcia nowego mieszkańca zoo!
My z jego przyjazdu cieszymy się szczególnie – nie tylko dlatego, że to pierwszy od lat rosomak w polskich ogrodach zoologicznych, ale przede wszystkim dlatego, że to absolutnie fenomenalny zwierzak, którego hodowla – a zwłaszcza ekspozycja – w zoo do najłatwiejszych nie należą, mamy jednak nadzieję, ze w Opolu poradzą sobie z tym bardzo dobrze.
Przypominamy też, że rosomak to zwierz, który chyba w każdym języku ma niezwykle ciekawą nazwę – łaciński Gulo gulo brzmi dość zabawnie, ale polski rosomak, a zwłaszcza angielski Wolverine robią już wrażenie :) .

Jakby nie patrzeć, nad Wisłą wołaliby na niego "Rosomak!"

Jeśli dodamy do tego takie określenia, jak diabeł północy, mały diabeł, górski demon, leśny oprawca, potwór z piekła rodem itp., które używane są wśród ludzi, którzy z rosomakiem się zetknęli lub żyją tam, gdzie rosomaki występują (Kanada, Skandynawia północna Azja) mamy obraz tego, jakie jest wyobrażenie o tym niezwykłym zwierzęciu.

Rosomak pojawia się nie tylko w komiksach z serii “X-Men”, ale też w… Panu Tadeuszu, co jest efektem tego, że niegdyś występował on na Litwie, a ponoć nawet i na terenach obecnej Polski!

W samym środku (jak słychać) mają swoje dwory
Dawny Tur, Żubr i Niedźwiedź, puszcz imperatory.
Około nich na drzewach gnieździ się Ryś bystry
I żarłoczny Rosomak, jak czujne ministry;

Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, księga IV, “Dyplomatyka i łowy”.

My zaś obiecujemy już niebawem poświęcić rosomakowi specjalny artykuł na Mrówkojadzie!

ZOO WROCŁAW

Tymczasem w ostatnich dniach do wrocławskiego zoo przyjechały m.in.: samica takina miszmi, ara szafirowa (Ara glaucogularis), nowy samiec oryksa szablorogiego i dwa żółwie Cuora (Pyxidea mouhotii).

PLANY I INWESTYCJE

ZOO WARSZAWA – Powstaje Azyl dla Gadów!

Na stronie warszawskiego zoo czytamy:

W czwartek 27 października odbyła się uroczystość wkopania kamienia węgielnego na budowie Azylu dla Gadów pochodzących z przemytu. Po podpisaniu umowy Prezydent Warszawy pani Hanna Gronkiewicz-Waltz w towarzystwie Ministra Środowiska Stanisława Gawłowskiego, Dyrektora Zoo Andrzeja Kruszewicza oraz zaproszonych gości przeszła na plac budowy i wzięła udział w zakopaniu kamienia węgielnego. Azyl dla Gadów (tzw. Ośrodek CITES) powstaje w sąsiedztwie nowego Azylu dla Ptaków.

Zdjęcia z uroczystości można zobaczyć na stronie zoo
Obiekt ma ma kosztować 3,5 mln zł.

ZIELONA GÓRA – Są pieniądze na zwierzyniec!

W lutym tego roku pisaliśmy:

To już niemal pewne – w Zielonej Górze powstanie ogród zoologiczny! Już w tym roku mają się w nim pojawić pierwsze zwierzaki – w pierwszej kolejności będą to jednak gatunki dość pospolite, tworzące tzw. nasze gospodarstwo, czyli zagrodę z wiejskimi zwierzętami. W dalszej perspektywie ma to być jednak całkiem solidny zwierzyniec – nieocenioną pomocą dla zielonogórskiego zoo ma być ogród zoologiczny w niemieckim Cottbus.

Teraz zaś, dzięki środkom z programu o Europejskiej Współpracy Terytorialnej Zielona Góra pozyskała 100 tys. euro na wspólny projekt z partnerskim miastem Cottbus, który obejmuje modernizację tamtejszego ogrodu zoologicznego oraz budowę minizoo w Zielonej Górze, miasto chce bowiem poszerzyć ogród botaniczny o mały zwierzyniec. Zaplanowana jest budowa kilku boksów dla zwierząt oraz utworzenie wybiegów i sztucznych zbiorników wodnych. Z kolei w zoo w Cottbus wybudowany zostanie nowy wybieg dla tygrysów i woliery dla ptaków.
Współpraca między miastami będzie też polegała na wypożyczaniu zwierząt z Cottbus, aby uatrakcyjnić zielonogórskie minizoo, nad którym opiekę sprawować będzie Uniwersytet Zielonogórski.
Pierwszymi mieszkańcami zwierzyńca mają być kozy karłowate, kuce, świnki miniaturowe, króliki domowe i ozdobne ptactwo domowe. Kolejną z atrakcji ma być 10 wielkich sezonowych akwariów oraz zbiornik wodny, w którym znajdziemy szczupaki, jesiotry, sumy czy płocie. W osobnym basenie pluskać będą się wydry i żółwie błotne.
Budowa minizoo pochłonie ponad 10 mln zł. Rozłożono ją na trzy etapy. Ciekawie zapowiada się drugi z nich, w którym przewidziana jest budowa głównej części, w której zamieszkają zwierzęta z euroregionu Sprewa – Nysa – Bóbr. Pojawią się rysie europejskie, daniele czy muflony. W ostatnim etapie powstanie ośrodek rehabilitacji zwierząt dzikich.

W województwie lubuskim, na terenie którego leży Zielona Góra, jest obecnie tylko jedno większe zoo – Zoo Safari w Świerkocinie, a poza tym trzy małe zwierzyńce i palmiarnia w Zielonej Górze.

GODZINY OTWARCIA

W związku z tym, iż we wtorek, 1 listopada, jest Dzień Wszystkich Świętych, niektóre placówki zoologiczne są tego dnia nieczynne. Na pewno zamknięte będzie Zoo w Łodzi oraz Śląskie Zoo.
Przypominamy też, że od 2 listopada Akwarium Gdyńskie będzie nieczynne w poniedziałki.
Po szczegóły dotyczące godzin otwarcia poszczególnych placówek odsyłamy na strony internetowe ogrodów zoologicznych.

KONKURSY

HALLOWEENOWY KONKURS WROCŁAWSKIEGO ZOO

Z okazji Halloween wrocławskie zoo zorganizowało dość nietypowy konkurs – każdy, kto prześle na adres mailowy juliankatta@gmail.com zdjęcie dyni z przygotowanym przez zoo szablonem (który przedstawia np. goryla lub nosorożca), otrzyma w prezencie breloki z kampanii APE.

Dynia z takim nosorożcem? Czemu nie...

Szablony można pobrać tutaj.

KONKURS FOTOGRAFICZNY WROCŁAWSKIEGO ZOO – Ogłoszono wyniki!

Tymczasem ogłoszono wyniki konkursu fotograficznego, zorganizowanego przez wrocławskie zoo z okazji tegorocznej kampanii EAZA. Nam niestety na podium znaleźć się nie udało (trudno…), cieszy nas jednak fakt, że wśród laureatów są nasi czytelnicy – gratulujemy!

WYDARZENIA W SKRÓCIE


- Śląskie Zoo “Pracodawcą Przyjaznym Pracownikowi”.
18 października w Warszawie Śląski Ogród Zoologiczny został uhonorowany certyfikatem ,,Pracodawca Przyjazny Pracownikowi ”, który przyznawany jest przez NSZZ Solidarności w ramach prowadzonej akcji, której ideą jest promowanie wśród pracodawców dobrych praktyk współpracy i nagradzania ich za kreowanie partnerskich relacji w miejscu pracy. Nagrodę z rąk Prezydenta Bronisława Komorowskiego odebrała Dyrektor Śląskiego Ogrodu Zoologicznego Pani Jolanta Kopiec.
Więcej.

- Akwarium Gdyńskie zebrało 963 podpisy pod petycją w sprawie ochrony rekinów!
Tymczasem pod petycją internetową jest już 31 771 podpisów! Kto się jeszcze nie podpisał, cały czas może to zrobić, choćby tutaj:

Podpisz petycję!

- W leszczyńskim minizoo zawisła tablica upamiętniająca dwie niedźwiedzicę – Basię i Kasię, które przez lata mieszkały w Lesznie.
Basia i Kasia opuściły Leszno w czerwcu – dzięki fundacji Vier Pfoten i staraniom Roberta Maślaka i Agnieszki Sergiel z BearProject obie niedźwiedzice przeniesiono do azylu dla niedźwiedzi w niemieckim Bärenwald Müritz.
O ich wieloletnim pobycie w Lesznie będzie teraz przypominać tablica, którą zamontowano na ich dawnym wybiegu.
Tablicę zamontował Miejski Zakład Zieleni, który opiekuje się Parkiem 1000-lecia. Na planszy opisano cała historię wszystkich niedźwiedzi, które mieszkały kiedyś w minizoo, są też zdjęcia, a wśród nich te, które wykonano podczas akcji wywozu niedźwiedzi.

(fot. E. Baldys, ze strony www.leszno24.pl)

- Sztuczne zebry na ulicach Poznania!
Dwie sztuczne zebry zwiedzały w ostatnich dniach Poznań na specjalnych przyczepach w ramach akcji reklamowej portalu NaszeMiasto.pl który organizuje akcję adopcyjną zebr z poznańskiego zoo.
Przypominamy – portal zachęca do „polubienia” swojego profilu na Facebooku, bowiem każdorazowe „polubienie” profilu to 50 gr przeznaczone na poznańskie zebry. Adopcja jednej zebry to koszt 1200 zł rocznie, dlatego potrzebne jest aż 2400 głosów, celem portalu jest jednak zebranie funduszy na adopcję aż trzech zebr (w sumie więc 7200 „polubień”!). Co ciekawe, portal NaszeMiasto.pl zaadaptuje zebrę dopiero po zebraniu 2400 głosów – jeśli będzie ich mniej, cały pomysł upada… Akcja trwa do 22 grudnia – od 3 października wzięło w niej udział 987 osób (wcześniej portal miał 1700 fanów, liczba ta jednak nie jest wliczana do akcji)…
Cały czas trwa też konkurs na imię dla… sztucznych zebr reklamowych portalu. Jeszcze przez kilka dni na adres poznan@naszemiasto.pl można przesyłać propozycje imion, które zostaną później poddane głosowaniu internautów

Choć samą akcję portalu uważamy za ciekawą i pożyteczną, to sztuczne zebry reklamowe są… koszmarne i paskudne – tak samo, jak sztuczne słonie, które straszyły w Poznaniu przy okazji otwarcia słoniarni (a które w Starym Zoo straszą do dziś).

Sztuczne słonie w Starym Zoo - mamy nadzieję, że sztuczne zebry nie trafią kiedyś do któregokolwiek z poznańskich ogrodów...

KULTURA

CHRIS MARTIN JAKO PLUSZOWY SŁOŃ, CZYLI CO MA COLDPLAY DO ZOO?

24 października zadebiutował nowy album znanego brytyjskiego zespołu Coldplay pt. „Mylo Xyloto”. Płytę promuję utwór “Paradise” – szczególny o tyle, że jego bohaterem jest… pluszowy słoń, uciekający z londyńskiego zoo i próbujący dostać się do tytułowego raju, którym okazuje się być RPA…

Redakcja ma do zespołu bardzo różne odczucia (jedna połowa jest wielkim fanem, drugiej zaś zespół jest obojętny), niemniej powyższy klip wart jest uwagi – choćby z powodu zoologicznego motywu.

PRZEWODNIK PRAWDZIWYCH TROPICIELI. JESIEŃ ADAMA WAJRAKA JUŻ W KSIĘGARNIACH!

W księgarniach pojawił się już drugi tom Przewodnika prawdziwych tropicieli Adama Wajraka – po lecie czas na jesień!
Tym razem z Adamem Wajrakiem będziemy tropić największe zwierzęta Polski – żubry w Puszczy Białowieskiej i niedźwiedzie w Tatrach, ptaki na Pomorzu, wilki i jelenie w Bieszczadach oraz mieszkańców miejskich piwnic…
Tytuł: Przewodnik prawdziwych tropicieli. Jesień
Autor: Adam Wajrak
Data wydania: październik 2011
Wydawca: Agora
Liczba stron: 168
Wymiary: 21.5×21.5 cm
Książka do kupienia w księgarniach stacjonarnych za 29,90 zł, w internetowych już od 25 zł.
Polecamy!

PREMIERY SPRZED LAT…

Przypominamy także książki, które każdy miłośnik zwierząt interesujący się ogrodami zoologicznymi znać powinien – oto bowiem równo dwa lata temu premierę wydawniczą miała książką Diane Ackermann Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO, natomiast przed rokiem zaprezentowaliśmy Wam pierwszy tom Antologii poezji mrówkojadziej.

Kto nie zna, wypada nadrobić czytelnicze zaległości!

CIEKAWOSTKI


STARE ZOO POZNAŃ – Marabut powrócił!

W końcu! Po prawie rocznej nieobecności zabytkowy marabut powrócił na swoje miejsce na narożniku muru Starego Zoo! Pochodząca z 1928 roku rzeźba była już mocno zniszczona, dlatego w listopadzie ubiegłego roku została zdjęta i poddana gruntownej renowacji.

Dziś marabut wygląda prawie jak nowy!

(fot. Zoo Poznań)

ZOO PRAGA – Dyniowy weekend!

Specjalną dyniową ucztę dla zwierząt z okazji coraz popularniejszego w Czechach święta Halloween przygotował na niedzielę ogród zoologiczny w Pradze – przez cały dzień goście zoo w stolicy Czech będą mogli uczestniczyć w karmieniu zwierząt dyniami czy też sami próbować specjałów przygotowanych z tych warzyw.
Cały ogród zoologiczny będzie też dyniami przystrojony. Jeśli któraś z nich komuś się spodoba, będzie mógł ją zabrać do domu. Oprócz tego w zoo odbędą się warsztaty wyrobu dyniowych zabawek dla zwierząt.

ZOO WARSZAWA – Straż Miejska znalazła… “dziwne jaszczurki”!

Takie rzeczy to przede wszystkim w Warszawie – dopiero co ktoś podrzucił do stołecznego zoo krokodyla, a warszawski ogród zoologiczny wzbogacił się o kolejnych nieoczekiwanych lokatorów, którymi są… dwa aksolotle!

O, właśnie takie!

Jak aksolotle trafiły do zoo?
Ano, jak to zwykle bywa z podrzucanymi do zoo zwierzętami – ktoś znalazł na praskim osiedlu wiadro, zadzwonił do straży miejskiej i poinformował, że “pływają w nim dwie różowe jaszczurki”. W rzeczywistości były to aksolotle, ale kto by tam odróżnił jaszczurkę od aksolotla, zresztą spore kłopoty z identyfikacją dziwnych stworów mieli także strażnicy, którzy przyznają, ze takiego znaleziska jeszcze nie mieli!

MRÓWKOJAD I OKOLICE…

Nowa odsłona strony!

Wczoraj zaprezentowaliśmy Wam nową odsłonę naszej strony – zmieniliśmy layout, zmodyfikowaliśmy też kilka elementów jej funkcjonowania, które powinny przyczynić się do jeszcze lepszego poruszania się po stronie.
Czekamy też na wszelkie Wasze uwagi i propozycje, dotyczące ewentualnych zmian!

Tadziu czeka na swoich fanów!

Z kolei na Facebooku pojawił się profil fanowski najsłynniejszego polskiego pluszowego mrówkojada – Tadeusza, zwanego też Tadziem lub Tadzikiem.

Tadziu i Felice

Zachęcamy do jego polubienia, bowiem od czasu do czasu Tadziu będzie publikował tam swoje zdjęcia z gwiazdami i znanymi miejscami :) .

Fotel “Mrówkojad”

Z cyklu “Made by Mrówkojad” przedstawiamy nasz najnowszy produkt – fotel wypoczynkowy “Mrówkojad”, dostępny w dwóch wersjach: do siedzenia i do leżenia. Na razie tylko w fazie projektowej, ale kto wie, może niebawem doczekamy się całej serii produkcyjnej…

LISTY DO REDAKCJI

Czy nosorożce umieją chodzić pod wodą?

No cóż, najlepiej niech odpowie sam “zainteresowany”:

Jakie jest ulubione zajęcie słonia afrykańskiego?

Zdecydowanie kąpiele!

Jak wyglądają dziobaki?

O tak:

ale można go też zaprezentować tak, jak to zrobił Stanisław Barańczak:

Jedno wam powiem na temat Dziobaka:
Przyroda nie zna większego Dziwaka.
Z uwagi na obecność Dziatwy
Opis Szczegółów nie jest łatwy,
Ale wierzcie: to ni Pies, ni Sobaka.

Dziobak

Stanisław Barańczak, Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa, “Dziobak”

Ile je lampart?

Trochę mniej, niż tygrys :) .

TEMAT TYGODNIA

“Wysoki sądzie, ile żubrów trzeba zabić?”

Takie pytanie w tytule swojego artykułu postawił w czwartek w Gazecie Wyborczej Adam Wajrak.
O co chodzi? Już odpowiadamy – w tym tygodniu ogłoszono wyrok sądu w Bielsku Podlaskim w sprawie Białowieski Park Narodowy przeciwko Eugeniuszowi S., który we wrześniu zeszłego roku wyszedł na polowanie na dzika. Chciał upolować przelatka, czyli małego dzika, który waży góra 40 kg, ale zastrzelił żubra, ważącego blisko 700 kg ośmioletniego byka!
Park Narodowy, reprezentujący skarb państwa, wycenił szkodę na ponad 50 tys. zł i tyle domagał się od myśliwego, ale sąd kolejnym i już ostatecznym wyrokiem stwierdził, że myśliwy, który pomylił dziczka z żubrem, nic nie zapłaci!
Jak to możliwe? Zabicie żubra – zwierzęcia będącego pod ochroną! – jest przestępstwem, ale dopiero wtedy, gdy tym czynem wyrządza się znaczną szkodę w środowisku. Okazuje się jednak, że zabicie jednego żubra taką szkodą nie jest!
Adam Wajrak pyta zatem, “ile żubrów trzeba zabić, by dokonać istotnej szkody. Wystarczy zatłuc 10 czy może 100? Podejrzewam, że zaraz znalazłby się sprytny prawnik i wyjaśnił, że 100 to nie jest “istotna szkoda”, bo przecież zostało jeszcze 350″.
Mamy podobne obawy.
Jak ten wyrok ma się do ochrony przyrody? Nie wiemy, ale może ktoś z Was wie?

Co tam jeden żubr...

Tyle na dziś, a kolejny – czterdziesty ósmy już! – numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

DSCI2235

Co ma paw do słońca? Analematyczny zegar słoneczny w płockim zoo, płockie pawie i zegar słoneczny z toruńskiego Ogrodu Zoobotanicznego…

Obsesja na punkcie mierzenia czasu towarzyszy ludzkości tak naprawdę już od tysięcy lat, a różnorodność sposobów pomiaru czasu i stosowanych do tego narzędzi jest wprost zdumiewająca.
Jednym z najstarszych i najpowszechniejszych zarazem zegarów jest zegar słoneczny, używany już w starożytności, a szeroko rozpowszechniony w średniowieczu. Najpopularniejszą odmianą zegara słonecznego jest zegar analematyczny, różniący się od klasycznego zegara słonecznego tym, że zamiast linii godzinowych ma narysowane wydłużone ósemki, oznaczone znakami miesięcy na obwodzie, dzięki czemu usuwa okresowy błąd związany z nachyleniem ekliptyki do płaszczyzny równika niebieskiego.
Zbyt skomplikowane? Jeśli tak, warto wybrać się do płockiego zoo, gdzie od czterech lat znajduje się jeden z najciekawszych w Polsce słonecznych zegarów analematycznych albo sprawdzić, czy gdzieś w najbliższej okolicy taki zegar się nie znajduje.
Szanse są bardzo duże, bo zegarów słonecznych jest w Polsce blisko tysiąc (pełną ich listę można znaleźć tutaj), a spora część z nich to właśnie zegary analematyczne.
My jednak polecamy szczególnie ten w płockim zoo – choćby dlatego, że należy do najefektowniejszych zegarów słonecznych w Polsce, ale także dlatego, że jest bardzo zrozumiale opisany – co dla osób, dla których astronomia jest równie łatwa, co język węgierski, jest bardzo istotne :) .

Zegar słoneczny analematyczny w płockim zoo

Zegar analematyczny został wynaleziony pomiędzy 1532 a 1640 rokiem, a najstarszy zachowany do dziś znajduje się we francuskim mieście Brou – został wykonany przez XVII-wiecznego astronoma J.J. de Lalande.
Nazwa zegara pochodzi od krzywej w kształcie ósemki (która nazywa się analemmą), znajdującej się w jego środku.
Płocki zegar analematyczny jest znacznie młodszy – powstał bowiem zaledwie cztery lata temu, w czerwcu 2007 roku.

Zegar analematyczny w płockim zoo powstał w oparciu o figurę pawia

Zegar znajduje się na niewielkim placu między wejściem do terrarium a klatkami małp, tuż obok wybiegu surykatek, w centralnej części zoo. Zegar jest bardzo duży – zajmuje co najmniej kilkanaście m2!

Zegar w prawie pełnej okazałości

Wykonany został z kolorowej mozaiki. W centralnej części tarczy znajduje się wielki paw z rozłożonym ogonem, w którego pióra wpisane są kolejne godziny. W tułowiu pawia umieszczono analemmę określającą daty.
Tarcza ma kształt elipsy spłaszczonej od dołu, a w jej w dolnej, prawej części znajduje się inskrypcja z datą powstania zegara – MMVII (2007).
Obok zegara, na trawniku, stoi dwujęzyczna (po polsku i po angielsku – duży plus!) tablica tłumacząca zasadę działania tego słonecznika, a także najważniejsze zagadnienia z astronomii – mnóstwo tu informacji, na szczęście podane są w bardzo przystępny sposób.

Jak działa analematyczny zegar słoneczny w płockim zoo?

Astronomia nie jest naszą najmocniejszą stroną, ale spróbujemy – w oparciu o dane na tablicy informacyjnej – wyłożyć, w czym rzecz :) .

Zasada działania analematycznego zegara słonecznego w płockim zoo

Zegar analematyczny w płockim zoo charakteryzuje się tym, iż jest pozbawiony klasycznego gnomonu, czyli słupa lub prętu rzucającego cień na tarczę. Jego funkcję spełnia bowiem stojący w odpowiednim miejscu człowiek, którego cień wskazuje czas.
Jak zatem odczytać czas z “pawiego zegara”?
Najpierw na opisie analemmy (który znajduje się na tablicy) odszukujemy punkt odpowiadający danej dacie. Punkt ten znajduje się na analemmie umieszczonej w tułowiu pawia. Gdy już znajdziemy w opisie, gdzie ów punkt się znajduje, stajemy w określonym miejscu. Wystarczy tylko się wyprostować i zaobserwować swój cień na cyferblacie zegara i już można odczytywać godzinę!
Proste?
Warto tylko pamiętać, że z zegara można “skorzystać” tylko w słoneczne dni, a w okresie zimowym należy odjąć 1 godzinę od wskazań zegara, ten jest bowiem “ustawiony” na czas letni.

Dlaczego akurat paw?

Z jednej strony dlatego, że mająca kształt ósemki analemma idealnie wpisuje się w tułów pawia właśnie, a ogon i pióra pawia tworzą idealną wręcz kompozycję tarczy, z drugiej zaś trudno o zwierzę bardziej w płockim zoo rozpowszechnione, niż paw właśnie!
Podczas naszej lipcowej wizyty w płockim zoo uderzyło nas, jak dużo pawi swobodnie porusza się po terenie zoo. Owszem, pawie luzem chodzą także w np. obu poznańskich ogrodach, ale nie aż w takich ilościach.
Wg ISIS w płockim zoo jest aż 47 pawi indyjskich! To prawdopodobnie największa kolekcja w polskich ogrodach zoologicznych!
W płockim zoo można je spotkać w bardzo wielu miejscach:

Pawie na dachu przy pawilonu surykatek

Z wizytą u mandarynek...

Na kwietniku przy kasie wejściowej...

Pawie wszędzie! (fot. Michał)

Jeden za drugim... (fot. Michał)

Najchętniej trzymają się okolic słoniarni, a bardzo częstym widokiem jest… paw na wybiegu słoni!

Pawie słoni ponoć się nie boją, z kolei pawie na wybiegu słoniom zupełnie nie przeszkadzają…

Paw na krawędzi wybiegu słoni...

Co ciekawe, pawie czują się w płockim zoo tak swobodnie, że spotkać można je nie tylko na każdej prawie alejce, daszku czy na wybiegu słoni, ale też… na ulicach miasta!
W maju 2009 roku Płockiem dosłownie wstrząsnęły dwie słynne już dzisiaj pawie ucieczki – najpierw zbiegły z płockiego zoo paw zablokował ruch na starym moście, został jednak przez policję złapany. Następnego dnia znów uciekł z ogrodu, tym razem jednak skutecznie wymknął się policyjnej obławie i po wielogodzinnym “pościgu”… sam wrócił do zoo :) .

Dlaczego zegar?

Wiemy już, jak działa analematyczny zegar słoneczny, wiemy też, dlaczego płocki zegar ma kształt pawia, zostaje tylko zapytać, skąd pomysł na sam zegar?
Pomysłodawcą był ponoć sam dyrektor płockiego zoo, Pan Aleksander Niweliński, zegar zaś doskonale wpisuje się w bardzo szeroką i zróżnicowaną ofertę dydaktyczno-edukacyjną płockiego zoo.
Zegar słoneczny w kształcie efektownej pawiej mozaiki na pustym placyku zoo? Idealny pomysł!

Zegar słoneczny w Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu

Poza tym warto pamiętać, że płockie zoo nie jest jedynym ogrodem zoologicznym w Polsce, w którym znajduje się zegar słoneczny – klasyczny zegar słoneczny znajduje się w Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu:

Ogród Zoobotaniczny Toruń – zegar słoneczny

Zegar pojawił się w Ogrodzie Zoobotanicznym w 2003 roku. Został zaprojektowany i wyliczony specjalnie dla toruńskiego zoo przez Marka Szymocha. Zegar wraz bogatą gamą dodatków informacyjnych rozplanowany jest na ośmiokątnej metalowej płycie. Oprócz gnomona i godzin odczytać z niego można daty wchodzenia słońca w kolejne konstelacje niebieskiego zodiaku i odczytać poprawkę czasu z tabeli poprawek (równanie czasu). Nie zabrakło także samych znaków zodiaku.
Zegar stoi na kamiennym cokole z piaskowca na trawniku, naprzeciwko wybiegu gorali.

Zegar słoneczny w Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu

Trzeci – i wg naszej wiedzy ostatni – zegar słoneczny w polskich ogrodach zoologicznych znajduje się w łódzkim zoo.

EPILOG

Zgoda, zegary słoneczne – w tym analematyczne – nie są ani zbyt dokładne, ani tak proste w “obsłudze”, jak współczesne zegary (no i nie działają, gdy nie ma słońca!) – przyznacie jednak, że mają nieporównywalnie więcej uroku i stylu, poza tym są znacznie ciekawszym rozwiązaniem – niezłą frajdą jest próba odczytania z nich rozmaitych informacji.
Poza tym i w Płocku, i w Toruniu, zegary słoneczne bardzo dobrze komponują się z otoczeniem i wpisują w charakterystyczny styl obu placówek.

tygrys2

Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga… Fotorelacja Sylwii z krakowskiego zoo

Krakowskie Zoo odwiedziliśmy tylko raz – w dzieciństwie i niestety od tego czasu nie dane nam było go zobaczyć ponownie.
Tym bardziej się zatem cieszymy, że nie zawodzą nasi terenowi korespondenci – do Krakowa zabrał nas już nasz stały korespondent, Wojtek, zabrała nas Tesia, teraz zaś o swojej wycieczce do krakowskiego zoo opowie nam nowa korespondentka Mrówkojada – Sylwia.
Zapraszamy do lektury!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Sylwii – Mrówkojad dokonał jedynie edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

16 października miałam okazję być, razem z tatą, w krakowskim zoo. Przed wyprawą było wiele niewiadomych, a jedną z nich była pogoda, tym bardziej, że jeszcze poprzedniego dnia niebo spowijały gęste, deszczowe chmury. Na szczęście przez cały dzień dopisywało nam słońce, a jedynie na początku towarzyszył nam lekki chłód.

Tuż po wejściu na teren ogrodu przywitała nas wystawa ciekawych, ładnie prezentujących się rzeźb, przedstawiających najróżniejsze zwierzaki.
Mijając wystawę mamy wybór pomiędzy dwoma alejkami – jedną przy dość dużym wybiegu słoni i drugą, z ptasimi wolierami. Wybieramy kierunek przy wolierach, gdyż nie dostrzegliśmy wielkich zwierząt. Do mieszkańców wolier należały olśniaki himalajskie, kukabura, papugi (m.in. mnicha, nierozłączka czerwonoczelna), błyszczak purpurowy oraz uszaki (brunatny i siwy).

Kukabura

Błyszczak purpurowy

Uszak brunatny

Kolejnym przystankiem była ekspozycja flamingów, gdzie podziwialiśmy aż dwa gatunki – flaminga różowego i chilijskiego. Ptaki doskonale prezentowały się w ostrym, popołudniowym słońcu wśród delikatnie drgającej roślinności.

Flaming różowy

Na chwilę skręcamy w boczną alejkę, by zobaczyć surykatki (niestety, znajdowały się w pomieszczeniu wewnętrznym) oraz pałaszujące swoje śniadanie aguti.

Od aguti oraz zgrabnych flamingów, ruszamy w kierunku małp. Pierwsze to niezwykle fotogeniczne mandryle. Z chęcią pozują do zdjęć, zachowując się przy tym zupełnie naturalnie. Do ogrodzenia podchodzi nawet samiec.

Mandryl

Kolejnymi przedstawicielami małp są mangaby czarne, pawiany płaszczowe oraz szympansy. Mijając małpy, wchodzimy na zacienioną alejkę, gdzie prezentowane są przede wszystkim zwierzęta roślinożerne – począwszy od lam, przez arui po koby liczi.

Koby liczi

W międzyczasie mamy również okazję do obserwacji niewinnego starcia dwóch młodych samców arui.

Arui

Naprzeciwko wybiegu addaksów skręcamy w stronę wolier kotów błotnych (chausów), ocelota i żbika, a także Pawilonu Zwierząt Nocnych, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Pierwszy raz odwiedziłam tego typu miejsce i muszę przyznać, że pomysł i ekspozycja są świetne. Niemal wszystkie zwierzaki dały się zobaczyć, a wśród nich najciekawszym okazał się kuskus ziemny. Odchodząc od małych drapieżników, ponownie wchodzimy na „aleję roślinożerców”. Po drodze mijamy nilgau, elandy, wielbłądy dwugarbne i znów skręcamy, tym razem by ujrzeć sajmiri i lemury wari.
Po krótkiej obserwacji, wędrujemy przy rozległych wybiegach jeleniowatych, gdzie spotykamy niewielkie mundżaki chińskie, a z bliska oglądamy ogromnego samca jelenia barasinga.

Mundżak chiński

W końcu dochodzimy do wybiegów wielkich kotów. Mieszkają tam trzy gatunki – tygrysy amurskie, pantery śnieżne (zwane też irbisami) i lwy. Rodzinę tygrysów stanowi para oraz dwójka ich, już dorosłych, młodych. Początkowo pręgowani drapieżcy byli nieco ospali, lecz wraz z upływem czasu ich aktywność wzrastała. Galopujący ledwie metr od szyby tygrys i dudniąca pod jego ciężarem ziemia, to wrażenia, których na długo się nie zapomina!

Tygrys amurski

Kolejnymi zwierzętami były lwy. Od początku wyprawy, co pewien czas, do naszych uszu dochodziły niskie i donośne porykiwania, lecz dopiero, gdy usłyszeliśmy je z odległości najwyżej kilku metrów, poczuliśmy potęgę samca lwa. Na wybiegu mieszka para – samiec i bardzo sędziwa samica. Na tabliczce można przeczytać, że jej wiek (21 lat) odpowiada 110 lat u ludzi! Odchodząc od „królów dżungli”, mijamy smacznie śpiące irbisy i dochodzimy do tapirów anta. Dzięki szybie mamy możliwość podejrzenia ich w czasie popołudniowej drzemki.

Tapiry anta

Nieco dalej wspaniale prezentują się żenety. Zanim ułożyły się do snu, na chwilę dały obserwować się w pełnej krasie.

Żeneta

Obok żenet, mieszkają fenek i wiewiórka trójbarwna. Ta ostatnia była bardzo żywotna, a wzrok ledwo, co nadążał za jej czarną kitką.

Fenek

Niedaleko wolier niewielkich ssaków, jest prawdziwy raj dla miłośników małych kotów. W kompleksie klatek mieszkają tam oceloty, koty argentyńskie, serwale, jaguarundi i karakale. Wszystkie z nich dały się obserwować, a tylko jednego nie udało mi się sfotografować.

Ocelot

My natknęliśmy się akurat na porę obiadową. Jaguarundi udowodniły swoją prawdziwą naturę przy posiłku – każdy miał określony obszar, gdzie się stołuje, a innemu nie wolno było przekroczyć granicy. Po skończonym obiedzie, każdy z gatunków inaczej zagospodarował czas – rodzina jaguarundi zacieśniała więzy rodzinne, mały ocelot poznawał świat, a samcowi serwala zebrało się na zaloty, do tego dość nietypowe – wielki kocur podszedł do samicy, mimo że ta położyła się na plecach, na znak uległości i cały czas „nuciła” bojową „pieśń”. On jednak wcale się nie zraził, wręcz przeciwnie – przystąpił do delikatnego kąsania jej przednich łap. Zamiast jednak zrobić wrażenie na samicy, dostał po głowie.

Serwal

Serwal

Powoli czas zwiedzania kończył się, więc musieliśmy się sprężać. Na krótko powróciliśmy jeszcze do nowych wybiegów wielkich kotów, z nadzieją na spotkanie z panterą śnieżną. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, rodzinka spacerowała po wybiegu. Niedługo potem koty dostały swój obiad. Młoda samiczka, urodzona 27 kwietnia 2011, porwała kawał mięsa i wspięła się z nim na skałę. Jednak gdy tylko  zauważyła matkę idącą w jej stronę, delikatnie, acz stanowczo oznajmiła, że tylko ona ma prawo do tej porcji. Niestety, nie miałam więcej czasu, by obejrzeć jej zabawy z jedzeniem. Wolnym krokiem kierowałam się w stronę wyjścia, mijając baraszkujące w wodzie uchatki patagońskie, śpiącą pandę małą, stadko addaksów pięknie prezentujących się w złocistym świetle oraz rodzinę nilgau.

Panda mała

Addaks

Nilgau

Jednak na samym końcu wizyty – niespodzianka! Jaguary, rysie i pantery chińskie, których wcześniej zobaczyć mi się nie udało, teraz dostojnie spacerowały po wybiegu. Może nie wszystkie – młode jaguary wolały aktywniejszą formę wypoczynku.

Jaguar

Jednak prawdziwym „hitem” okazała się trójka młodych panter chińskich, urodzonych 30 maja 2011 roku.

Pantera chińska

Podsumowując, w żadnym stopniu nie żałuję tego, co zobaczyłam. Ogród ma bardzo ciekawą kolekcję zwierząt. Dodatkowo widać, że nowsze ekspozycje podobają się przede wszystkim samym mieszkańcom. Szkoda, że istnieje jeszcze wiele starszych, jak chociażby klaty jaguarów i panter…

Niestety nie udało mi się zwiedzić Egzotarium… Może następnym razem?

This slideshow requires JavaScript.

zoorro-nr-14

„ZOOrro” nr 14 już w obiegu!

W ostatnich dniach otrzymaliśmy nowy, 14. już numer jedynego zoologicznego fanzinu w Polsce, czyli „ZOOrro”.
Przy okazji premiery 13. numeru, która miała miejsce prawie cztery miesiące temu, pisaliśmy, że z numeru na numer gazetka staje się coraz ciekawsza i po lekturze najnowszego numeru w pełni podtrzymujemy to zdanie!

O czym przeczytacie w najnowszym ZOOrro?

Każdy kolejny numer ZOOrro to dla nas wielka niespodzianka – praktycznie każdy artykuł to pierwszorzędna lektura, a 14. numer zapewnia nam jej wyjątkowo dużo!
Co szczególnego pojawia się w najnowszym ZOOrro?

Zwierzakiem z okładki jest żyrafa – nieprzypadkowo, bowiem to właśnie w opolskim zoo w tym roku urodziła się pierwsza w historii opolskiego zoo żyrafka (wcześniej urodziły się cztery samce), która otrzymała imię Epsi. Oprócz jej losów poczytamy też o tym, jak wygląda sztuczny odchów żyrafy i dowiemy się, ile litrów mleka dziennie pije żyrafa!
Dużą część numeru zajmują relacje z wyprawy pracowników opolskiego zoo do Trójmiasta, w szczególności zaś Akwarium Gdyńskiego i oliwskiego zoo, które “podobało się, ale mogło bardziej”, oraz relacja ze spotkania pracowników zoo z okazji zakończenia sezonu letniego.
Natomiast w “Kronice towarzyskiej” dowiemy się o tym, kto z kim i dlaczego – zapewniamy, ZooPlotek miałby o czym pisać!

Oliwskie zoo w obiektywie "ZOOrro"

Polecamy także świetny wywiad z panią Małgorzatą Rykałą, pracownicą działu hodowlanego w ogrodzie w Opolu, która opowiada o swoich podopiecznych, wśród których są m.in płazy i stawonogi.

Niezwykle ciekawy jest także artykuł w dziale „Zwierzęta w religii, mitologii i kulturze”, gdzie przeczytamy tym razem o hienie, lisie i łasicy. „Zwierzęta w czterech ramach” to tym razem malarstwo z Haiti charakteryzujące się niezwykłymi barwami, a które dużo miejsca poświęca – jakże by inaczej! – motywom zwierzęcym. Z kolei w cyklu o wymarłych zwierzętach dowiemy się wiele o ptaku dodo!

Fritz Merise, "Jungle" - przykład malarstwa haitańskiego

W numerze ukazała się także druga część naszego artykułu o przewodnikach po ogrodach zoologicznych – zaszczyceni możliwością publikowania w ZOOrro zapraszamy bardzo serdecznie do lektury!

Wyjątkowe emocje budzi także polemika Redakcji z krytycznym wobec zoo tekstem, jaki ukazał się 28 czerwca w portalu mmopole – polecamy, tym bardziej, że zamieszczoną z najnowszym ZOOrro polemikę znajdziecie także pod rzeczonym artykułem. Nasza niechęć do internetowego pismactwa jeszcze wzrasta, brrr…

14. numer ZOOrro to także „Batman” i “Mutant” oraz zwierzęta w nich przedstawione, książka „Moralne zwierzę” Roberta Wrighta, a także świetny artykuł Olafa o sumieniu, będący kontrą na artykuł 007 z poprzedniego numeru ZOOrro – polecamy!
Poza tym tekst, w którym poznamy wyjaśnienie zagadki “tabletki”, czyli dziwnej rzeźby, znajdującej się na terenie zoo:

Długo zastanawialiśmy się nad tym, co przedstawia ta dziwna rzeźba. Teraz już wiemy...

Na koniec oczywiście ciekawostki, aktualności, nieśmiertelny humor i Puzzle. Jak w każdym numerze, w ZOOrro nr 14 znajdziemy ponadto wiele informacji związanych z przyrodą oraz z opolskim ogrodem.

Wszystkich zapraszamy do zapoznania się z najnowszym numerem!

Kontakt do redakcji:

007 – imdoin1@op.pl

Alf – gol.af@op.pl

2005_06_staw_cie

Dzień latających krzyżówek

Dziś – korzystając z faktu, iż dzień był ciepły i słoneczny – postanowiliśmy wybrać się na mały spacer do koszalińskiego parku (no cóż, z braku zoo, dobry park), który jest miejską ostoją wszelkiego ptactwa, a przy okazji ulubionym miejscem spacerowym mieszkańców Koszalina.
We wczesne wtorkowe popołudnie w parku miejskim spotkamy leniwych spacerowiczów, karmiących chlebem zawsze głodne kaczuchy, robotników kładących nową nawierzchnię na mocno zdewastowanych już alejkach lub mknących z pracy i do pracy przechodniów, którzy nawet nie dostrzegają latających tuż obok nich krzyżówek.
Oczywiście nie takich:

Tylko takich:

Choć latające kaczuchy są najbardziej efektowne, świetnie prezentują się także wtedy, gdy pływają, nurkują lub spacerują nad brzegiem rzeki:

This slideshow requires JavaScript.

7-dni-zoo

„7 Dni Zoo” – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

Zapraszamy na kolejny przegląd zoowieści tygodnia w czterdziestym siódmym już numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo!

A w dzisiejszym 7 Dni Zoo przeczytacie o:

1. Narodziny i transfery, czyli nowe zwierzaki w zoo!

ZOO OPOLE

W opolskim zoo wykluła się kariama czerwononoga.

Dorosła kariama czerwononoga z poznańskiego zoo

Para opolskich kariam złożyła jakiś czas temu dwa jaja, niestety jedno z nich zaginęło. Drugim zaopiekowali się pracownicy zoo, którzy zabrali je do inkubatora. Po 26 dniach wykluła się mała kariama – pierwsza w historii zoo!
Pisklę jest na razie karmione przez pielęgniarzy, ale już w drugim tygodniu życia powinno się usamodzielnić.
Zdjęcia opolskich kariam można zobaczyć na stronie opolskiego zoo.

W Polsce są obecnie trzy pary tych niezwykle interesujących ptaków – oprócz Opola można je zobaczyć jeszcze w Poznaniu i Łodzi. Co ciekawe, jeszcze trzy lata temu nie miał ich żaden ogród zoologiczny w Polsce!

OGRÓD ZOOBOTANICZNY TORUŃ

W ptaszarni w ostatnich tygodniach wykluła się m.in. dama niebieskobrzucha.
To duże wydarzenie, jest to bowiem dopiero drugi taki przypadek w historii polskich ogrodów zoologicznych. Pierwszy miał miejsce 19 sierpnia 2010 roku… także w toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym!

Młode damy niebieskobrzuche, które wykluły się 19 sierpnia w toruńskim zoo (fot. Zoo Toruń)

W Polsce damy niebieskobrzuche zobaczyć można tylko w Toruniu i Oliwie (1 sztuka), bardzo rzadkie są też w ogrodach zoologicznych na świecie.
Natomiast nowym nabytkiem zoo jest oczekiwana od dłuższego już czasu samiczka miko czarnego, która przyjechała z Hiszpanii. Zamieszkała w herpetarium i zajęła miejsce samicy tamaryny białoczelnej, która wyjechała z zoo. W najbliższym czasie do samiczki ma dołączyć samiec.
Do tej pory miko czarny eksponowany był tylko w Płocku i Opolu.

Miko czarne z opolskiego zoo

Przybył także samiec tamaryny, który wymienił młodego samca. Na ekspozycje trafiły już natomiast teju złote oraz pancerniki.

Pancernik śpiący (fot. Wojtek)

Pancerniki jedzące (fot. Wojtek)

Cały też czas trwają pracę nad kompleksem wolier dla rysi/pand małych.

Prace budowlane na przyszłym wybiegu rysi/pand małych (fot. Wojtek)

ZOO WROCŁAW

Jakkolwiek niewiarygodnie to zabrzmi, we wrocławskim zoo po raz pierwszy w historii ogrodu urodziły się… dwie alpaki! Gatunek w ogrodach zoologicznych bardzo pospolity i dobrze się rozmnażający, we Wrocławiu dziwnym trafem jak dotąd jeszcze przychówku nie dał, stąd tym większa radość z narodzin małych alpak – samca i samicy, które przyszły na świat 19 września i 11 października.

A to młoda alpaka z poznańskiego Starego Zoo, w którym tylko w ostatnich dwóch latach urodziły się dwie sztuki

Co ciekawe, pierwsze alpaki we wrocławskim zoo pojawiły się dopiero kilka lat temu!

Poza tym w zoo urodziły się jeszcze dwa wyjce, przyjechało też kilka nowych zwierzaków -  z Krety dotarły dwie nowe samice dromaderów – Aisha i Laila,  z Magdeburga samica kity chińskiej, ponadto dodatkowa para połozowęży madagaskarskich, para scynków krokodylowych i cztery legwaniki hełmiaste.

Zdjęcia niektórych nowych mieszkańców zoo można zobaczyć tutaj.

ZOO WARSZAWA

20 października do warszawskiego zoo z ogrodu zoologicznego we Frankfurcie przyjechał długo oczekiwany tygrys sumatrzański – 11-letni samiec o imieniu Iban. Na razie zwiedzający nie mogą go zobaczyć, na wybiegu ekspozycyjnym pokaże się za kilka dni.
Dołączył do mieszkającej już w zoo samicy, Ratu, która od roku była w zoo samotna – po tym, jak latem zeszłego roku padł jej partner, Andy. Tym samym warszawskie zoo rozpoczęło starania o pozyskanie nowego samca. Wreszcie udało się znaleźć go w zoo we Frankfurcie, gdzie w maju tego roku urodziły się małe tygrysy – tym samym nadarzyła się okazja na wypożyczenie stamtąd na czas ich odchowania dorosłego samca, ojca maluchów, który teraz stworzy „czasową” parę z warszawską tygrysicą. Sprawa jest jednak nieco poważniejsza, ponoć bowiem Iban dawno temu, gdy był jeszcze bardzo młodym tygrysem, zagryzł jedną ze swoich partnerek podczas zbliżenia…
Mimo to w warszawskim zoo wszyscy mają nadzieję, że Ratu wraz z Ibanem doczekają się potomstwa – przypominamy, że ostatni urodzony w warszawskim zoo tygrys to słynna Zoja, urodzona w 2008 roku. Zoja, odrzucona przez matkę, przez rok chowała się z owczarkiem niemieckim, a jesienią 2009 roku wyjechała do Francji. Rok później padł jej ojciec i Ratu została w zoo sama.

Tymczasem do zoo przyjechała także emydura czerwonobrzucha (Emydura subglobosa) – samica żółwia, występującego w Nowej Gwinei.

2. Imprezy, wydarzenia, konkursy!

- W piątek w płockim zoo odbyła się uroczystość nadania imienia urodzonej w czerwcu pandzie małej. Przypominamy – zwycięską propozycją okazała się… Plocia.
Co ciekawe, ojców było dwóch. Chrzestnych…

- Dziś kończy się trwający od 15 października Europejski Tydzień Rekina.
Sporo działo się w ramach obchodów rekiniego tygodnia przede wszystkim w Akwarium Gdyńskim oraz warszawskim zoo.
A kto nie zdążył, może jeszcze podpisać się pod petycją, skierowaną do Komisji Rybołówstwa Unii Europejskiej. Petycja ma na celu wykazanie poparcia społecznego dla propozycji zmian w regulacjach prawnych dotyczących poławiania rekinów.
Swój głos można oddać także pod adresem: www.sharkalliancepetition.org – gorąco do tego zachęcamy!

Podpisz petycję!

- W niedzielę, 30 października, w Śląskim Zoo odbędzie się spotkanie edukacyjno-integracyjne z cyklu “Pies i człowiek – niezwykła więź”.
Szczegóły na stronie zoo.

3. Zamość czeka na żyrafy!

6 października w zamojskiej delegaturze Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego wiceprezydent Tomasz Kossowski i skarbnik Jadwiga Kijek podpisali umowę na dofinansowanie w wysokości 2,8 mln zł projektu “Budowa pawilonu z wybiegami dla żyraf i innych zwierząt Afryki na terenie Ogrodu Zoologicznego”. Koszt całej inwestycji to 4 mln zł. Co to oznacza w praktyce? Tyle, że zoo dostało zielone światło na budowę kompleksu obiektów i można już rozpocząć procedury przetargowe. Prace budowlane z kolei rozpoczną się w przyszłym roku.
Wybudowane zostaną pawilony i wybiegi dla zebr (w prasie możemy przeczytać, że “zebr Grewiego”), oryksów szablorogich, żyraf i surykatek. Łącznie nowe obiekty zajmą 6,5 tys. m2.
Zakończenie prac przewidziane jest na lipiec 2013 roku.


Tymczasem już w listopadzie zakończy się drugi etap modernizacji zoo. Powstał już m.in. pawilon dużych drapieżników z ekspozycją akwarystyczno- terrarystyczną, a także m.in. gawra z wybiegiem dla niedźwiedzi, małpiarnia, pawilony dla małych zwierząt i nowe stajnie, m.in. dla antylop kob liczi i kangurów.

4. Cyrk, zoo – co za różnica…

Dla niektórych żadna – i tu, i tu męczy się zwierzęta dla ludzkiej rozrywki. Dla niektórych ogromna – cyrk to cyrk, zoo to zoo. Różnice wydają się oczywiste.
Jak się jednak okazuje, żadnej różnicy między cyrkiem a zoo nie widzą także pewne “poważne” portale internetowe, które w serwisach informacyjnych – powołując się na zagraniczne media – zrównują cyrk z ogrodem zoologicznym, dokonując przy tym karygodnych niedopatrzeń. Kłamstw? Manipulacji?
Oceńcie sami.
Oto w serwisie informacyjnym na portalu Onet.pl pojawiła się we wtorek informacja pod znamiennym tytułem: Tragedia w zoo, słoń zabił 11-letnią dziewczynkę. Pozwolimy sobie zacytować w całości treść onetowego “artykułu”:

11-letnia dziewczynka odniosła śmierć w wietnamskim ogrodzie zoologicznym, tuż po tym, jak podeptał ją cyrkowy słoń – podaje brytyjski “Mirror”. Dziewczynka i kilka innych dzieci przyszły do ogrodu zoologicznego. W momencie, gdy 11-latka karmiła ogromne zwierzę, słoń złapał ją trąbą i rzucił na ziemi, a po chwili zaczął ją deptać. Dziewczynka zmarła na miejscu. Policja podała, że słoń należał do zespołu cyrkowego z Hanoi, który odbywał 10-dniowe tournee po prowincji.

Jak rozumieć tę wiadomość? W pewnym wietnamskim zoo cyrkowy słoń zabił dziewczynkę, która go karmiła. W komentarzach pod artykułem sporo możemy poczytać o tym, jakim to okropnym miejscem jest zoo (jako takie!), skoro dzieją się w nim takie rzeczy, że zwierzęta są męczone itp. itd. Jako źródło podany jest brytyjski “Mirror”.
Ok, zaglądamy do źródła, szperamy też trochę w Internecie – i co się okazuje? Że sprawa ma się nieco inaczej. Jak z Radiem Erewań.
Owszem – słoń zabił dziewczynkę, tyle, że nie w zoo, a w cyrku, Rzecz wydarzyła się w ubiegłą niedzielę w mieście Lao Cai, na granicy z Chinami. Dziewczynka próbowała nakarmić przywiązanego za łańcuch do ogrodzenia słonia, ten zaś chwycił ją trąbą, podrzucił i zadeptał na śmierć. Policja ustaliła, że dzieci (jedenastolatka nie była bowiem sama) zakradły się do słonia i “zaczepiały” go, zaś sam słoń do tej pory był wyjątkowo łagodny i nie sprawiał żadnych kłopotów. Słoń należał do cyrku ze stolicy Wietnamu, Hanoi, który przyjechał do Lao Cai w ramach dziesięciodniowego tournee po północnym Wietnamie.
Nigdzie ani słowa o zoo…

5. ZooPlotek, czyli skandale, plotki i sensacje tygodnia w ogrodach zoologicznych Polski i świata!

W minionym tygodniu mogliśmy przeczytać m.in. o:

- Pewnej owcy grzywiastej arui, która zamiast w zoo – albo tym bardziej Afryce Północnej – mieszka… na Biskupiej Kopie, w Górach Opawskich.
“Dziwnego zwierza” zobaczyła turystka, która szybko zgłosiła się z tą informacją do schroniska na Biskupiej Kopie. Początkowo uważano, że to muflon, sprawę wyjaśnił jednak dyrektor opolskiego zoo, Lesław Sobieraj. Diagnoza była szybka – arui.

A to arui z toruńskiego Ogrodu Zoobotanicznego

Później okazało się, że owca uciekła z prywatnej hodowli w Konradowie – i to już rok temu! Zwierzęcia nie udało się jak dotąd złapać, właściciel też nie wyraził zainteresowania jego odzyskaniem – początkowo nawet nie przyznawał się do zguby.
Co stanie się z samotną owcą – trudno powiedzieć, skoro jednak przetrwała rok wygląda na to, że całkiem nieźle zadomowiła się w Górach Opawskich. Inną kwestią jest lekkomyślność prywatnych hodowców…
Warto przypomnieć, że arui jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem i znajduje się w wykazie konwencji waszyngtońskiej CITES.

- “Foczce z gdańskiego zoo, która przybija piątki” – czyli jak zawsze nasz ulubiony i niezawodny Fakt. Tym razem o fokach z oliwskiego zoo, które potrafią… podać łapę opiekunowi! Ale tylko wtedy, gdy dostaną rybę – no i tak właściwie to tylko jedna z nich, Kasia. Niewiarygodne!
Najciekawszy jest jednak ten fragment “artykułu”:

Kiedy niedaleko klatki stoi tłum dzieci, zwierzak wie, że teraz musi się jeszcze bardziej się popisać.

Klatki? Foki w klatce??? Zapewniamy, że w Oliwie foki nie pływają w klatce, tylko w basenie.
Oto dowód:

Basen fok w oliwskim zoo

- Wizycie Krzysztofa “Diablo” Włodarczyka w warszawskim zoo. Tym razem nie jest to typowa sytuacja z gatunku “Znana osoba w zoo”, bowiem Włodarczyk - bokser, zawodowy mistrz świata organizacji WBC (ale też uczestnik “Tańca z gwiazdami”!) – wybrał się do zoo żeby odwiedzić… warszawskie kangury! Tak się bowiem składa, że 30 listopada w australijskim Perth “Diablo” zmierzy się w walce w obronie tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBC z bohaterem miejscowej publiczności Danny Greenem.

To było takie małe wprowadzenie w klimat Australii i muszę przyznać, że te zwierzaki zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Byłem zaskoczony ich szybkością. Myślę, że “kangur”, z którym będę boksował w listopadzie, będzie uciekał równie szybko, jak poczuje siłę moich ciosów – dodaje z uśmiechem Włodarczyk.

Życzymy powodzenia w walce z Greenem (choć boksem się zupełnie nie interesujemy), ale z “prawdziwym” kangurem Włodarczyk mógłby już sobie nie poradzić – powszechnie znane są “bokserskie” umiejętności tych zwierząt, które niestety często są wykorzystywane w różnych nielegalnych walkach. Na początku XX wieku publiczne walki ludzi z kangurami były natomiast powszechną rozrywką w wielu europejskich cyrkach, a i w warszawskim zoo za dyrektorstwa Jana Żabińskiego urządzano “pokazy” boksowania z udziałem jednego z kangurów i samego dyrektora…

Człowiek kontra kangur...

Takie czasy…

- Słoniku z zoo w Whipsnade (Wielka Brytania), który nie wie, do czego służy… trąba.

- Białym danielu z minizoo w Mostkach pod Świebodzinem, który dla jednych jest gwiazdą, dla innych wybrykiem natury, choć ci drudzy – o dziwo – powołują się na… pierwszych!

6. Egzekucje uciekinierów z Ohio

To był najgorętszy zoologiczny temat minionego tygodnia – w środę, 19 października, w Zanesville w Ohio doszło do niespotykanej dotychczas tragedii – Terry Thompson (62 l.), właściciel prywatnego parku zwierząt egzotycznych o powierzchni 30 ha, wypuścił z klatek 56 egzotycznych zwierząt, po czym popełnił samobójstwo. Zwierzęta – w tym tygrysy, wilki, lwy, pumy i niedźwiedzie – rozbiegły się po okolicy i stanowiły realne zagrożenie dla miejscowych mieszkańców. Błyskawicznie rozpoczęła się obława miejscowej policji, która zakończyła się już po kilkudziesięciu godzinach.
Jej efekt był jednak przerażający – zastrzelono łącznie 18 tygrysów bengalskich, 17 lwów, sześć czarnych niedźwiedzi, dwa niedźwiedzie grizzly, trzy pumy, dwa wilki i pawiana. Przeżyły tylko trzy lamparty, niedźwiedź grizzly i dwie małpy – schwytano je i przewieziono do zoo w stolicy stanu Ohio, Columbus. Ostatniego uciekiniera, małpę, której nie udało się złapać, znaleziono martwą – najprawdopodobniej zagryzł ją jeden z drapieżników, który również uciekł z zoo.

Rozkaz zastrzelenia zwierząt zamiast ich czasowego uśpienia wydano, ponieważ obawiano się, że po trafieniu środkiem uspokajającym znikną w ciemnościach i obudzą się, zanim zostaną znalezione. Ciała zastrzelonych zwierząt ludzie szeryfa ułożyli obok siebie i spalili.

Akcja mocno podzieliła zarówno społeczeństwo amerykańskie, jak i światową opinię publiczną. Część  jest zdania, że nie było innego wyjścia, by zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom, wielu jest jednak takich, którzy mają wątpliwości, czy działania policji były słuszne.
Osobnym – najważniejszym w całej akcji – problemem pozostaje kwestia trzymania dzikich zwierząt przez prywatnych hodowców. Wiele kontrowersji budzi szczególnie postać Terry’ego Thompsona, na którego już w 2004 roku napływały do szeryfa skargi od sąsiadów, do których posiadłości uciekały dzikie zwierzęta. Thompson był też wcześniej oskarżony m.in. o zaniedbywanie i okrucieństwo wobec zwierząt.

Specyficznym komentarzem do sprawy z Ohio dość nieoczekiwanie stał się najnowszy film Camerona Crowe’a “We Bought A Zoo” (polski tytuł “Kupiliśmy zoo”) z Mattem Damonem i Scarlett Johansson, który, choć światową premierę ma dopiero 22 grudnia, już wzbudza kontrowersje.
Rzecz w tym, że główny bohater filmu kupuje prywatne zoo z zamiarem przywrócenia mu dawnej świetności, choć nie ma żadnego doświadczenia. “Film jest niebezpieczny, bo wprowadza w błąd: że do prowadzenia zoo nie jest potrzebna wiedza, że wystarczy tylko duże serce” – protestuje PETA, organizacja broniąca praw zwierząt, i domaga się od reżysera filmu oraz hollywoodzkiej wytwórni 20th Century Fox dodania ostrzeżenia na końcu filmu o niebezpieczeństwach związanych z posiadaniem dzikich zwierząt. Podobne informacje powinny być także we wszystkich materiałach promocyjnych.
PETA twierdzi, że widz może odnieść mylne wrażenie, że pokazane w filmie egzotyczne zwierzęta to “postacie z bajek Disneya” i niektórym może przyjść do głowy kaprys, aby sobie kupić np. tygrysa. Finał może zaś być taki, jak w przypadku zdarzeń z Ohio…
Filmu jeszcze nie widzieliśmy, ale coś może być na rzeczy…

7. Pisaliśmy o…

18. 10. 2009

Mała alpaka w Starym ZOO

21. 10. 2009

Nowy członek Ekipy Mrówkojada

24. 10. 2009

Mrówkojad na safari, czyli spec-wycieczka po Nowym ZOO

19. 10. 2010

Plusz, liście i pomniki – Mrówkojad w Starym Zoo!

Czwarte urodziny Shikari, samicy nosorożca indyjskiego z warszawskiego zoo

20. 10. 2010

Jesień w Strarym Zoo – Mrówkojad na zwiadach!

21. 10. 2010

Jesień nad Maltą – na sobotnim spacerze po poznańskim Nowym Zoo!

22. 10. 2010

Recenzja Mrówkojada – „Legendy Sowiego Królestwa: Strażnicy Ga’Hoole”

23. 10. 2010

Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Zoo w Pradze. Część I

24. 10. 2010

M jak Mrówkojad, czyli limeryki na stwory z Ameryki…

Z przewodnika po oliwskim zoo – kolejki, dinozaury i park linowy

EPILOG

Tyle na dziś – przypominamy też o innych ważnych wydarzeniach ostatniego tygodnia, o których pisaliśmy już na Mrówkojadzie:

Nowe Zoo w Poznaniu, czyli jesień mrówkojadów. Relacji część I

Nowe Zoo w Poznaniu, czyli jesień mrówkojadów. Relacji część II

Jesienna fotorelacja ze Starego Zoo. Część I – zwierzaki

Jesienna fotorelacja ze Starego Zoo. Część II – pomniki, budynki i smoczarnia

Kinoteka Mrówkojada – „Heca w zoo”. Recenzja

Kolejny – czterdziesty ósmy już! – numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

Obraz 501

Jesienna fotorelacja ze Starego Zoo. Część II – pomniki, budynki i smoczarnia

Zapraszamy na drugą część fotorelacji z naszej niedzielnej wizyty w poznańskim Starym Zoo!
Ostatnio przedstawiliśmy Wam portrety kilkunastu mieszkańców zoo, dziś natomiast zobaczymy, jak w jesiennej scenerii prezentują się liczne w Starym Zoo pomniki i zabytkowe pawilony, na koniec zaś sprawdzimy, na jakim etapie jest budowa Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych.
Do czytania zatem!

Zaczynamy od rozsianych na terenie całego zoo pomników – szczegółowy ich opis i historię przedstawiliśmy Wam równo rok temu w jednym z naszych ulubionych artykułów: Pomniki i rzeźby w poznańskim Starym Zoo – czyli koń, a sprawa radziecka i skąd u licha wziął się ten marabut?
Na wstępie możemy tylko dopowiedzieć, że oddany do renowacji marabut wciąż nie wrócił na narożnik muru zoo i nie wiadomo, kiedy tam powróci – ponoć jeszcze tej jesieni.
Czekamy, bo to zdecydowanie jedna z najciekawszych rzeźb zoologicznych w Polsce.
Na szczęście pozostałe siedem rzeźb i pomników wciąż można oglądać w Starym Zoo…

Mapa Starego Zoo z zaznaczonymi pomnikami i rzeźbami

Rzeźby i pomniki

Wilk

Rzeźba wilka z poznańskiego Starego Zoo

Zdecydowania najpopularniejsza i najczęściej fotografowana rzeźba w Starym Zoo – chyba każde dziecko, które odwiedziło poznański ogród, ma zrobione zdjęcie z mosiężnym wilkiem – także nasz Tadzik.
Wilk ustawiony jest na dość rozległym placyku, znajdującym się za wyspą lemurów, a przed Muzeum Wiedzy o Środowisku.
Rzeźba wilka jest jedną z największych zagadek Starego Zoo – nie ma żadnych pewnych danych, z których moglibyśmy określić, kiedy rzeźba powstała i kto jest jej autorem. Takich informacji w swoich archiwach nie posiada także samo zoo, dlatego w 2003 roku, razem z Gazetą Wyborczą, zorganizowana została specjalna akcja, mająca na celu ustalenie jakichś konkretnych informacji. Postanowiono zapytać samych Poznaniaków, czy mają jakieś informacje, mogące ustalić choćby przybliżoną datę pojawienia się wilka w zoo – odzew był nadspodziewanie duży. Dodatkową zachętą był fakt, że każdy, kto 15 czerwca 2003 roku przyszedł do Starego Zoo ze zdjęciem, na którym jest rzeźba wilka, wchodził za darmo. Miano nadzieję, że być może fotografie pomogą w ustaleniu historii wilka. Zgłosiło się aż 170 osób, a najstarsze zdjęcie zostało wykonane w 1934 roku – do dziś nie pojawiła się żadna starsza wzmianka. Była to fotografia Konstantego Bomastyka w mundurze tramwajarza, dzięki czemu wiadomo, że rzeźba wilka stała w zoo na długo przed II wojną światową.

Zdjęcie rzeźby wilka pochodzące z początku lat 70. (fot. M. Nowaczyk) - jak widać, nic się nie zmieniła...

Więcej o wilku nie wiadomo. Najważniejsze jest jednak to, że rzeźba dobrze komponuje się z otoczeniem i podoba się wszystkim zwiedzającym, szczególnie najmłodszym. Widać już jednak, że jest nieco wytarta od wieloletniego na niej siadania…

Pelikany

Pelikany - Stare Zoo Poznań

Cementowa rzeźba przedstawiająca trzy stojące do siebie tyłem pelikany, stoi na trawniku, tuż obok drzewa. Lokalizacja jest o tyle niefortunna, iż pelikany znajdują się ładnych kilka metrów od którejkolwiek ze ścieżek, dlatego, chcąc nie chcąc, musimy wejść na trawnik, żeby przyjrzeć im się z bliska.
Również o nich nie wiadomo zbyt wiele – pelikany pojawiły się pod koniec lat 70. przy okazji jakiejś wystawy o ptakach organizowanej wspólnie ze Związkiem Hodowców Gołębi i Drobiu Ozdobnego. To wiadomo na pewno, nie ma jednak pewności, co to była za wystawa i kiedy dokładnie się odbyła. Pewne jest, że między 1975 a 1979 rokiem. Autor cementowych pelikanów również pozostaje nieznany…

Pelikany - Stare Zoo Poznań

Lew

Pomnik upamiętniający Roberta Jaeckla dłuta wybitnego rzeźbiarza berlińskiego A. Gaula, odsłonięty w roku 1910

To zdecydowanie najważniejsza i zarazem najstarsza rzeźba Starego Zoo, o której mamy także najwięcej informacji.
Jako jedyna z ośmiu rzeźb spełnia także funkcje pomnika – kamienny lew na postumencie poświęcony jest bowiem pamięci Roberta Jaeckla, przewodniczącego Stowarzyszenia „Ogród Zoologiczny” i wybitnego organizatora zoo (a w praktyce także pierwszego dyrektora poznańskiego zoo) w latach 1881-1907, który zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 13 maja 1907 roku. Mimo, iż Jaeckel nie miał przyrodniczego wykształcenia i nie zawsze orientował się w wymaganiach życiowych zwierząt, a jego działalność miała dość autokratyczny charakter, jego zasługi dla rozwoju poznańskiego zoo są ogromne i niezaprzeczalne, a on sam cieszył się ogromną sympatią i szacunkiem mieszkańców miasta.

Płaskorzeźba głowy Roberta Jaeckla, z poświęconego jego pamięci pomnika

Nie dziwi zatem fakt, że zaraz po śmierci Jaeckla postanowiono wznieść na terenie zoo pomnik upamiętniający jego ogromne zasługi. Powołano komitet mający się tym zająć, a wykonanie pomnika zlecono najwybitniejszemu w owych czasach rzeźbiarzowi zwierząt, Augustowi Gaulowi (1869-1921), którego pracownia mieściła się w Berlinie.
Uzgodniono z nim, że pomnik będzie zdobiła odlana z brązu statua lwa, umieszczona na cokole z odpowiednim napisem.
Taka koncepcja pomnika wywołała jednak niezwykle ostry sprzeciw nie tylko wielu członków Stowarzyszenia, lecz także obywateli Poznania – nie do pomyślenia było wówczas, że pomnik poświęcony czyjejś pamięci może przedstawiać coś innego, aniżeli osobę, o której uczczenie w danym przypadku chodzi.
Pomimo tak poważnych oporów, komitet zdołał jednak swój plan zrealizować, choć lwa wykonano ostatecznie nie z brązu, a z kamienia.

Lew z lewego profilu...

I z prawego...

To, iż wykonanie pomnika powierzono tak znakomitemu artyście, jakim był Gaul, wiązało się z prowadzoną w owym czasie niezwykle ostrą kampanią przeciwko niskiemu poziomowi estetycznemu pomników i rzeźb, którymi ówczesne władze „upiększały” Poznań.
Niezwykle obrazowo pomnik autorstwa Gaula został opisany w książce Ogród zoologiczny w Poznaniu. Dzieje i perspektywy rozwoju. Czytamy tam:

Lew, opracowany przez Gaula, przedstawia zwierzę mniej więcej naturalnej wielkości, oparte przednimi łapami o niski stopień i zdające się z majestatycznym spokojem patrzeć w dal. Znakomity obserwator zwierząt, jakim był niewątpliwie artysta, uchwycił bardzo trafnie charakterystyczne cechy modelu, posługując się możliwie prostymi środkami. Dlatego też, dążąc do impresjonistycznego potraktowania całości, zrezygnował z uwydatniania szczegółów.

Zgadzamy się w zupełności!
Odsłonięcie pomnika nastąpiło w maju 1910 roku. Na kamiennym cokole widnieje z jednej strony medalion z płaskorzeźbą Roberta Jaeckla, a z drugiej napis w języku niemieckim: „Założycielowi Zwierzyńca na pamiątkę”. Chociaż treść tego napisu mija się z prawdą, to jednak odzwierciedla opinię, jaką u poznańskiego społeczeństwa cieszył się zmarły.
Miękki materiał cokołu ulegał niestety bardzo szybko wietrzeniu, tak że już dziesięć lat później napis był prawie zupełnie nieczytelny.
Co ciekawe, w 1974 roku na cokole zawieszono tablicę, upamiętniającą stulecie istnienia zoo.

Pomnik ustawiono nieco na południe od wejścia do zoo, na tle ściany zieleni (pomiędzy obecnym wejściem a basenem żółwi sępich). Dzisiaj pomnik stoi na terenie zoo, bezpośrednio przed gmachem Muzeum Wiedzy o Środowisku.

I widziany z tyłu...

Statyczne, świadomie rezygnujące z wszelkiego efekciarstwa dzieło Gaula, zostało ocenione przez społeczeństwo poznańskie na ogół krytycznie, gdyż sposobem ujęcia odbiegało zbyt daleko od przyjętego wówczas szablonu. Toteż gaulowskiemu „cielęciu”, jak się często pogardliwie wyrażano, przeciwstawiano z uznaniem i podziwem kiczowatego lwa z tzw. lwiego pomnika – Pomnika nachodzkiego (Löwendenkmal), wzniesionego na Placu Wolności w 1869 roku (pomnik zburzono 50 lat później).
Nie ma wątpliwości – lew Gaula jest zdecydowanie ciekawszy znacznie mniej pretensjonalny.

Warto dodać, iż niemal identyczny pomnik autorstwa Augusta Gaula znajduje się w Alten Nationalgalerie w Berlinie – tyle, że figura lwa jest odlana z brązu…

Żyrafy

Żyrafy

To zdecydowanie najciekawsza plenerowa rzeźba Starego Zoo – dwie metalowe żyrafy, wyglądające jak skrzyżowanie płonących żyraf z obrazu Dalego i sera szwajcarskiego. Dwie żyrafy zrobione są z metalowego stelaża i są specyficzną kompozycją płytek i prętów. Stoją tuż obok siebie – jedna ma ponad dwa metry, druga niespełna półtora.

Żyrafy stoją w zaroślach tuż obok Baru „Kinga”, naprzeciwko dawnego wejścia do Świata Płazów i Ryb, są jednak tak usytuowane, że naprawdę trudno je dostrzec – jeśli ktoś nie wie, że tu stoją, może mieć naprawdę ogromne problemy żeby je zauważyć…

Żyrafy pojawiły się w Starym Zoo w 2003 roku z okazji Świąt Bożego Narodzenia – przyozdobione kolorowymi światełkami stały na budynku kasy i pełniły rolę świątecznej ozdoby…
Później zastąpiono je innymi ozdobami, ale żyraf szkoda było wyrzucać, trafiły więc na trawnik jako plenerowa ozdoba…
Autorami żyraf był ówczesny rzemieślnik ogrodu, Tomasz Białkowski oraz pani Ewa Czechowska z działu dydaktycznego.

Krokodyl

Drewniany krokodyl ze Starego Zoo

Nieco dalej znajduje się ogromny drewniany krokodyl będący jednym z elementów pobliskiego placu zabaw. Krokodyl jest najnowszą rzeźbą Starego Zoo – pojawił się w 2008 roku jako następca nieistniejącego już drewnianego żółwia podobnej konstrukcji. Autorami tej oryginalnej zabawki są leśnicy z Nowego Zoo.
Rzeźbą krokodyl jest też dość umownie, bo w praktyce jest to wielki powalony pień drzewa, z wyrzeźbioną paszczą i ogonem oraz dostawionymi po bokach pieńkami, pełniącymi funkcję kończyn…

Koń

Rzeźba konia w Starym Zoo

Lew jest najstarszy – koń jest natomiast największy!
Rzeźba przedstawia ogromnego, nadnaturalnej wielkości konia, zapewne araba (dyskutowaliśmy o tym już jednak kiedyś i ostatecznie rasy konia nie udało nam się ustalić…), w niezwykle ekspresywnej pozie. Tylko w kłębie rzeźba ma około 180 cm wysokości, do szczytu grzywy mierzy zaś grubo ponad dwa i pół metra.

Koń na tle Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych

Po wilku, jest on drugim najchętniej obfotografowanym i „obsiadywanym” przez dzieci pomnikiem Starego Zoo, mimo znajdującej się pod koniem tabliczki, zakazującej wsiadania na konia.
Niektórzy jednak nic sobie z tego nie robią :) .

I ujęcie "od tyłu"

Koń znajduje się na placu zabaw, dosłownie metr od drewnianego krokodyla.

Prawy profil

Również przeszłość rzeźby konia nie jest do końca jasna, gdyż brak jest jakichkolwiek pewnych dokumentów, mówiących kiedy powstał i kto jest jego autorem. Przypuszczano, że jest to dzieło Augusta Gaula, tego samego, który zrobił lwa. W latach 70. przyjeżdżali nawet eksperci z Niemiec, by ocenić, czy jest tak faktycznie, ale ich ekspertyzy wykluczyły tę możliwość. Prawdopodobnie koń jest „trofiejny”, czyli zdobyczny i został przywieziony z terenów niemieckich przez żołnierzy radzieckich, a do zoo trafił tuż po wojnie.

I lewy

Małpa

Chyba nasza ulubiona rzeźba Starego Zoo, która szczególnie spodobała się także naszemu pluszowemu mrówkojadowi.
Rzeźba przedstawia blisko metrowego przygarbionego goryla znajdującego się na szczycie prawie dwuipółmetrowego kamiennego postumentu, całkowicie porośniętego bluszczem, który obrasta także samą małpę!

Kamień i bluszcz - a na szczycie małpa

Efekt takiego współistnienia kamienia i rośliny jest rewelacyjny, choć dość mocno utrudnia dostrzeżenie pomnika przez nieuważnego zwiedzającego.
Nie tylko bluszcz „zagraża” małpie – jest ona obecnie w naprawdę kiepskim stanie: liczne odrapania i ubytki dość mocno zniekształcają jej wygląd.

Niestety, widać liczne ubytki...

Historia rzeźby małpy jest niezwykle ciekawa – ta, którą obecnie możemy podziwiać w Starym Zoo, jest… cementowym odlewem oryginalnej rzeźby, która znajduje się we wrocławskim zoo!
Rzeźba ta przedstawia słynną gorylicę Pussi, która żyła we Wrocławskim Zoo w latach 1894-1901, ustanawiając tym samym długo nie pobity rekord przeżywalności goryla w zoo. Wrocławska rzeźba znajduje się na terenie dyrekcji (w zeszłym roku odkrył ją tam Tadeusz). Była co prawda koncepcja umieszczenia rzeźby w pawilonie człekokształtnych, ale jak zapewnił nas Dyrektor Ratajszczak, rzeźba zostanie wyeksponowana na terenie zoo najpewniej wtedy, gdy do Wrocławia wrócą goryle – będziemy musieli zatem trochę poczekać.
Jak trafiła do poznańskiego Starego Zoo? Otóż przyjechała ona do Poznania w 1945 r., kiedy ewakuowano zbombardowane wrocławskie zoo. Na początku lat 70. ówcześni dyrektorzy wrocławskiego zoo, Państwo Gucwińscy, zwrócili się do dyrekcji poznańskiego zoo z prośbą o oddanie małpy. Małpę trzeba było zatem zwrócić, jednak rzeźba tak mocno zżyła się już z krajobrazem Starego Zoo, że postanowiono zrobić jej cementowy odlew. Żeby kopia w jak największym stopniu przypominała oryginał, nasączono małpę pastą do obuwia…
Dziś rzeźba, choć niszczeje, nadal wspaniale komponuje się z otoczeniem i wygląda efektownie o każdej porze roku – także zimą, gdy śnieg maskuje coraz liczniejsze jej defekty.

Pawilony

Ptaszarnia

Ptaszarnia w Starym Zoo

Znajdująca się w południowo-zachodniej części Starego Zoo, między alpinarium a wybiegiem owiec bretońskich,  ptaszarnia pamięta jeszcze 1 połowę XX wieku. W czasie II wojny światowej budynek został mocno uszkodzony – zniszczony został cały dach – ale po wojnie szybko go odbudowano. Gruntowną modernizację przeszedł na początku l. 60, a w 1972 roku zyskał charakterystyczne, obecne do dziś sgraffito, przedstawiające kilkanaście ptaków na gałęziach, widocznych na fasadzie ptaszarni.

Niestety, od początku lat 80. ptaszarnia nie przechodziła gruntownego remontu i powoli zaczęła niszczeć. Krytyczny moment nadszedł w 2009 roku, gdy we wrześniu postanowiono ptaszarnię zamknąć dla zwiedzających. Tym samym ptaki można było oglądać tylko w wolierach zewnętrznych, jednak już od października rozpoczął się stopniowy wywóz ptaków do innych ogrodów zoologicznych lub przenosiny do innych wolier w zoo. I tak Poznań opuściły m.in. ary ararauny, kakadu żółtoczube, szpaki balijskie, wąsal żółtooki, do dużej woliery przeniesiono dzioborożce trąbiące, a do Nowego Zoo lwiatki złotogłowe.
Sama ptaszarnia jednak, jako obiekt zabytkowy, nie może zostać zlikwidowana, dlatego w “najbliższym czasie” (znając poznańskie realia, może to być niestety sprawa dosyć odległa) ma zostać przeprowadzona jej modernizacja, jednak docelowo nie będzie w niej już żadnych ptaków.
Przez ostatnie dwa lata przez ptaszarnie przewijały się m.in rozmaite gatunki żółwi, pawie i kury, obecnie zaś można w niej zobaczyć takie gatunki jak: błyszczak purpurowy, kardynał dominikański, nimfa, papużka falista, turako zielony i wspomniane już kury.

Ptaszarnia - nie ma wąsala, nie ma szpaków...

Małpiarnia

Stara małpiarnia - widok na wybiegi koczkodanów i wolierę gerezy abisyńskiej...

Stara małpiarnia - wybiegi koczkodanów i woliera gibbonów

Historia obecnego budynku małpiarni sięga końca XIX wieku, gdy dyrektorem był wspomniany już Robert Jaeckel.
Obecny wygląd pawilon uzyskał po remoncie w 1981 roku – od tego też czasu małpiarnia nie przechodziła gruntownej modernizacji, czego efektem było wyłączenie jej z ekspozycji w 2009 roku.

Do środka już nie wjedziemy...

Póki co w środku małpiarni mieszka m.in. para kajmanów okularowych oraz niektórzy przyszli mieszkańcy powstającego właśnie Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych.

Jeden z dwóch kajmanów (fot. K. Minge)

W wolierach zewnętrznych natomiast nadal można zobaczyć dwa gibbony siamang i pięć koczkodanów Diana, o których pisaliśmy w czwartek, oraz starą samicę gerezy abisyńskiej.

Z lewej widać dach pawilonu waranów, z prawej woliera gerezy abisyńskiej, w tle - kamienice przy ul. Gajowej

Na bocznej ścianie małpiarni znajduje się rewelacyjne sgraffito przedstawiające krokodyla i bujającego się na gałęzi szympansa:

Wygląda to trochę tak, jakby szympans prowokował krokodyla...

Słoniarnia i pawilon kopytnych

Słoniarnia

Niegdyś dom najsłynniejszej mieszkanki poznańskiego zoo – słonicy indyjskiej Kingi, zebr, żyraf i afrykańskich antylop, dziś w obiekcie nocują i zimują tak egzotyczne gatunki jak osły, kuce, zebu karłowate…

Kiedyś były tu żyrafy...

Obiekt powoli niszczeje, niestety, nie ma żadnych konkretnych planów na jego zagospodarowanie w najbliższym czasie…

Stara lwiarnia

Stara lwiarnia w Starym Zoo

Stara lwiarnia, znajdująca się w centralnej części zoo, powstała na początku XX wieku. Przez niemal sto lat jej istnienia przewinęło się przez nią mnóstwo zwierząt – lwy, tygrysy, lamparty, jaguary, hieny – zwierzęta można było oglądać zarówno na wybiegach zewnętrznych, jak i wewnętrznych.
Ostatnie zwierzaki zniknęły stąd ładnych parę lat temu – i z całą pewnością nigdy tu już nie wrócą, są natomiast zakusy na inne zagospodarowanie dawnej lwiarni, na razie są to jednak tylko bliżej nieokreślone hasła, które nie mają żadnego konkretnego poparcia w rzeczywistości.
Jakkolwiek – na pewno nie będzie w tym budynku zwierząt, ale budynek zostać musi, ponieważ jest zabytkiem. Skoro zostać musi, to trzeba go jakoś sensownie zagospodarować, ale póki co konkretów brak.

Klatki zewnętrzne lwiarni

Poza tym budynek wymaga natychmiastowej renowacji – prawdziwą zbrodnią jest pozwalanie na to, by tak cenny zabytek architektury wiwaryjnej po prostu niszczał…

Dach powoli zaczyna się sypać...

Niszczeje też fenomenalne sgraffito z jaszczurką

Póki co w środku znajdują się m.in. dyrekcja, biura, biblioteka i salka muzealna z wypchanymi zwierzakami.

Może warto byłoby przeznaczyć obiekt na Muzeum Zoo w Poznaniu – wszak jest to ogród zoologiczny o niezwykle bogatej i fascynującej historii, której świadectwa wciąż są obecne w zoo, a która to historia tak słabo jest eksponowana.
A szkoda…

Za tymi kratami mieszkał i lew, i tygrys, i czarna pantera...

To jednak temat na osobną dyskusję, do której przymierzamy się od dłuższego czasu – niebawem także szerzej zajmiemy się opisanymi powyżej pawilonami, przybliżymy ich historię i pokażemy zdjęcia z różnych okresów ich istnienia, zajmiemy się też innymi ciekawymi obiektami znajdującymi się na terenie Starego Zoo, a których nie wymieniliśmy dzisiaj – alpinarium, starą grotą, pawilonem waranów, wielką wolierą i pawilonem płazów, gadów i ryb.

A na koniec – obiecany bonus, czyli kilka najnowszych zdjęć z budowy Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych:

Budowa Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych

(Stan na dzień 16.10.2011)

Jak widać na powyższych zdjęciach, stan prac jest mocno zaawansowany, niemniej nie ma najmniejszych szans, aby pawilon otwarto jeszcze w tym roku – choć tak zapowiadano przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Zoo sprawy na razie nie chce komentować, wygląda jednak na to, że otwarcie nastąpi dopiero wiosną 2012 roku.
Poczekamy…
TUTAJ
można prześledzić cały proces budowy pawilonu od momentu wyburzenia starych obiektów.
Szczegóły na temat nowego pawilonu znajdziecie z kolei TUTAJ.

Kinoteka Mrówkojada – “Heca w zoo”. Recenzja

Czekaliśmy na ten film kilka miesięcy, i chociaż od samego początku wiedzieliśmy, czego się spodziewać, liczyliśmy na więcej. “Heca w zoo” okazała się być filmem tak słabym, jak herbata, z której za wcześnie wyjęto fusy. Żeby jednak nie uprzedzać faktów – napiszmy najpierw, co zacz.

Heca w zoo

Heca w zoo

Griffin (Kevin James) jest opiekunem zwierząt w bostońskim Franklin Park Zoo. Jego praca, która sprawia mu wielką radość, okazuje się być jego przekleństwem – to właśnie przez nią zrywa z nim jego dziewczyna, Stephanie (Leslie Bibb), która uważa, że praca opiekuna zwierząt w zoo jest upokarzająca i że trzeba się jej wstydzić. Stephanie jest jednak, jak łatwo się domyślić, osobą, dla której liczy się posada, kasa, samochód, idealne mieszkanie. Griffin zostaje sam i poświęca się zwierzakom. Kiedy po kilku latach pojawia się okazja odnowienia związku, podopieczni Griffina, skrzętnie ukrywające swoje zdolności komunikowania się z ludźmi zwierzęta, postanawiają mu pomóc. Sam bohater z kolei jest tak zapatrzony w Stephanie, że – OCZYWIŚCIE – bo jakżeby inaczej? – nie widzi, jak rozwija się jego relacja ze śliczną panią weterynarz Kate (Rosario Dawson).

Obejrzeliśmy ten film tak naprawdę tylko dla zwierzaków. Świetnie zanimowane są wilki, lwy, kapucynka, żyrafy, słoń, niedźwiedzie i absolutnie rewelacyjny goryl, któremu głosu użycza Nick Nolte. Jednak poza zwierzakami, niestety, w tym filmie nie ma nic, co zasługiwałoby na uwagę. Widzieliśmy takich filmów już dziesiątki (jeśli nie setki) i wszystkie toczą się według tego samego schematu.

1. Jest dobrze
2. Jest źle
3. Jest dobrze
4. Jest źle
5. Ostatecznie wszystko kończy się dobrze

Tak samo jest w “Hecy w zoo”. Pomijając jednak schematyczność głupiej komedii romantycznej, film ma trzy zasadnicze wady. Pierwsza to absolutnie żenujący poziom humoru (w filmie jest jedna warta uwagi scena humorystyczna, w której Griffin zabiera goryla na przejażdżkę po mieście). Druga to bohaterowie, a szczególnie główny bohater, który jest skrajnym idiotą – tak wielkim, że chyba żaden widz nie da rady się z nim utożsamić. Oglądając jego poczynania zastanawiamy się, jak  można było stworzyć tak bezdennie głupią postać, uczynić ją głównym bohaterem filmu i jeszcze namawiać widzów, żeby jej kibicowali…? Nie znajdujemy odpowiedzi na to pytanie. Trzecią wadą jest to, że film jest – najzwyczajniej w świecie – nudny…

Twórcy chyba nie do końca wiedzieli, dla kogo chcą nakręcić film. W Polsce “Heca w zoo” weszła do kin z dubbingiem, co było o tyle dziwnym rozwiązaniem, że to film ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Jeżeli chcecie popatrzeć na gadające zwierzaki, lepiej już obejrzyjcie kolejny raz “Króla lwa” ewentualnie “Opowieści z Narnii”. Albo idźcie do zoo. Może nie usłyszycie tam zwierzęcego gadania w ludzkim języku, ale z pewnością spędzicie czas dużo lepiej, niż półtorej godziny męcząc się przed komputerem (lub w kinie).

Jesienna fotorelacja ze Starego Zoo. Część I – zwierzaki

Wczoraj i przedwczoraj zabraliśmy Was na wycieczkę do poznańskiego Nowego Zoo, dziś natomiast zapraszamy na fotorelację ze Starego Zoo, które odwiedziliśmy w niedzielę.
Stare Zoo odwiedziliśmy latem dwukrotnie – w lipcu i w sierpniu, dlatego też nie liczyliśmy, że podczas naszej niedzielnej wyprawy zaobserwujemy jakieś szczególne zmiany i nowości, stąd też postanowiliśmy się skupić na jesiennej fotorelacji z zoo, wykorzystując do tego nasz nowy aparat.
Mistrzami fotografii jeszcze nie jesteśmy (cały czas się uczymy!), ale przyznacie – Stare Zoo jesienią prezentuje się wyjątkowo pięknie!

Stare Zoo to przede wszystkim zwierzęta -  i choć jest ich coraz mniej, a z każdą kolejną wizytą obserwujemy kolejne ubytki – to właśnie od nich zaczniemy naszą fotorelację.

Zwierzęta Starego Zoo

Dzioborożce trąbiące

Dzioborożec trąbiący - Stare Zoo

Mieszkająca w Starym Zoo para dzioborożców trąbiących jest jedyną w Polsce! Przez długi czas mieszkały w ptaszarni, rok temu zaś przeniosły się do wielkiej woliery, w której mają znacznie więcej miejsca.

Dzioborożec trąbiący - Stare Zoo Poznań

Nandu szare

Nandu szare - Stare Zoo Poznań

Na wybiegu południowoamerykańskim mieszkają trzy nandu. Ich współlokatorami są alpaki, perlice i skrzydłoszpony.

Alpaki

Alpaka z wybiegu południowoamerykańskiego - Stare Zoo Poznań

Rodzinka alpak zamieszkuje wybieg Ameryki Południowej, ale kilka sztuk mieszka też w tzw. naszej zagrodzie.

Alpaka z "naszej zagrody" - Stare Zoo Poznań

Owce kameruńskie

Owce kameruńskie - Stare Zoo Poznań

Owce kameruńskie mieszkają w “naszej zagrodzie”, tuż przy powstającym właśnie Pawilonie Zwierząt Zmiennocieplnych. Jest ich bardzo dużo – prawie zawsze na wybiegu kręci się kilka młodych – i są niezwykle towarzyskie. Niestety, są to też jedne z najczęściej dokarmianych przez zwiedzających zwierząt w zoo – w niedzielę przyłapaliśmy starszego pana z siatką starego chleba, który ku uciesze wnuczek częstował “zawsze głodne” owce…

Osły domowe

Osioł domowy - Stare Zoo Poznań

Osiołki mieszkają tuż obok owiec kameruńskich, przy starej słoniarni.  Widoczny na zdjęciu osiołek to urodzona 15 kwietnia ośliczka Frania.

Zebu karłowate

Zebu karłowate - Stare Zoo Poznań

Krążyły plotki, że jedno z zebu ma trafić do dziecięcego zoo w ogrodzie nad Maltą, póki co jednak do przenosin nie doszło i zebu można oglądać tylko przy Zwierzynieckiej. Przez płot sąsiadują z osiołkami z jednej i kucami z drugiej strony.

Mundżaki chińskie

Mundżak chiński

Natomiast i w Nowym, i w Starym Zoo można oglądać mundżaki chińskie. Nad Maltą mieszkają razem z jeleniami milu, przy Zwierzynieckiej natomiast od wyprowadzki bocianów białych są same. Czasem tylko przypałęta się jakiś kot…

Lemury katta

Lemur katta - Stare Zoo Poznań

Czyli samodzielni władcy wyspy na stawie – gdy grupka lemurów katta postanawia poopalać się na wyspie, korzystając z ostatnich słonecznych i względnie ciepłych dni, mieszkające z nimi w chatce lemury czerwonobrzuche nie odważą się wyjść na zewnątrz. Katta robią więc na wyspie co chcą, choć na kąpiel w stawie jeszcze się nie zdecydowały…

Łabędzie czarne

Łabędź czarny - Stare Zoo Poznań

Łabędzie czarne to jedyne zwierzęta ze Starego Zoo, które zdają się ignorować wszechwładzę lemurów katta i nic sobie z nich nie robiąc pływają po wszystkich ogrodowych stawach – i tym, przy starej grocie, i tym, na którym znajduje się lemurza wyspa…

Łabędź czarny - Stare Zoo Poznań

Koczkodany Diana

Koczkodany Diana - Stare Zoo Poznań

W Starym Zoo mieszka obecnie pięć koczkodanów Diana: dwie samice i trójka młodych – jest to największa grupa tych pięknych małp w kraju. Pierwsze Diany pojawiły się w Poznaniu na początku lat 90., natomiast w 2005 roku urodziło się pierwsze młode.
Wybieg wewnętrzny koczkodanów znajduje się w starej małpiarni, natomiast funkcję wybiegu zewnętrznego pełni wielka woliera przy alpinarium, kiedyś zamieszkiwana przez ptaki drapieżne. Po remoncie to jeden z najlepszych tego typu obiektów w Polsce. Koczkodany ze starej małpiarni do wielkiej woliery przechodzą specjalnym korytarzem znajdującym się kilka metrów nad głowami zwiedzających.

Koczkodan Diana - Stare Zoo Poznań

Koczkodan Diana - Stare Zoo Poznań

Obecnie należą do ulubieńców zwiedzających – zawsze skore do zabawy i aktywne, w wielkiej wolierze mają wystarczająco dużo miejsca, by pokazać swoje niezwykłe umiejętności.

Gibbony siamang

Gibbon siamang - Stare Zoo Poznań

W starej małpiarni, oprócz koczkodanów Diana i starej, 25-letniej gerezy abisyńskiej, mieszkają także dwa gibbony siamang – samica Bunia, która przyjechała do Poznania w 1975 roku, oraz jej syn Jurik. Bunia, jeden z najstarszych gibbonów na świecie, urodziła w Poznaniu czwórkę młodych (w tym Jurika) – pierwszego w 1985 roku. Po śmierci partnera Buni, z którym przyjechała do Poznania (co ciekawe, obie małpy pochodziły z odłowu – takie czasy!), a który padł ze starości, żeby nie zostawiać samicy samotnej pozostawiono w zoo jej ostatniego potomka – Jurika właśnie.

Gibbon siamang - Stare Zoo Poznań

Mandarynki

Mandarynka - Stare Zoo Poznań

Na terenie całego zoo mieszka obecnie razem siedem mandarynek – można je zobaczyć na stawie przy starej grocie oraz w wielkiej wolierze naprzeciwko starej lwiarni, w towarzystwie kilkunastu innych gatunków ptaków – w tym dzioborożców trąbiących.

Mandarynka - Stare Zoo Poznań

Mandarynki należą do najpiękniej ubarwionych kaczek, warto jednak pamiętać, że tak efektownym upierzeniem, jakie widać na powyższych i poniższych zdjęciach, mogą się pochwalić tylko samce!

Samiec mandarynki – Stare Zoo Poznań

Mandarynki są najpowszechniejsze w Chinach, ale od XVIII wieku są hodowane w Europie jako ptaki ozdobne.
W kulturze chińskiej para mandarynek jest symbolem wierności, ptaki te bowiem łączą się w pary na całe życie. Chińczycy uważają, że kiedy jedna z kaczek ginie, druga umiera ze zgryzoty.

Ohar radża / Kazarka nadobna

Ohar radża w kąpieli - Stare Zoo Poznań

W wielkiej wolierze z mandarynkami mieszka wspólnie także jedyny w Polsce przedstawiciel gatunku ohar radża, którego inną nazwą jest kazarka nadobna. Ohar – samiec – jest sam, ale robi tyle hałasu i zamieszania, jakby w wolierze było co najmniej z pięć sztuk tego gatunku.
W niedzielę “przyłapaliśmy” go na niezwykle efektownej kąpieli w niewielkim baseniku:

Finałem kąpieli było oczywiście nie mniej efektowne suszenie:

Warany z Komodo

Na koniec przedstawiamy dwójkę najcenniejszych i najważniejszych mieszkańców Starego Zoo – Flores i Rincę, czyli poznańskie smoki  z Komodo!

Flores i Rinca - poznańskie warany z Komodo

 Flores i Rinca, dwie kilkuletnie, a więc jeszcze bardzo młode (warany z Komodo żyją do 50 lat!) samice, przyjechały do Poznania 15 listopada 2005 roku z Ogrodu Zoologicznego z Gran Canaria, na Wyspach Kanaryjskich i zamieszkały w dawnym pawilonie człekokształtnych, w którym wcześniej mieszkały szympansy i orangutany.

Oba smoki przyjechały do Poznania z zastrzeżeniem, że w ciągu 6-7 lat zostanie zbudowane dla nich nowe lokum, w którym będzie można je rozmnażać (na razie są dwie samice, ale zoo ma już “obiecanego” samca). To – jak wiemy – powstaje właśnie w drugiej części zoo, ale wbrew wstępnym założeniom, obie smoczyce przeniosą się do niego dopiero na wiosnę – w tym roku już się po prostu nie uda (więcej o smoczarni napiszemy jutro!).

Smoki z Komodo, czyli warany z Komodo, to największe żyjące na świecie jaszczurki zamieszkujące tylko niewielkie fragmenty archipelagu Indonezji – takie wyspy jak Rinca, Flores, Padar czy Komodo.

Odkryte przez ludzi Zachodu w 1910 roku. Dorastają nawet do trzech metrów, a rekordzista pod tym względem mierzył 3,65 m. Mogą ważyć ponad sto kilogramów, a siła uderzenia ich ogona równa się sile dwóch ton. Kiedy spotkamy na swojej drodze dorosłego warana z Komodo, najlepiej od razu uciekać na drzewo – ociężały waran nie wejdzie na nie za nami, ponieważ waży zbyt dużo i jest zbyt niezgrabny (gorzej, jeżeli na tym drzewie spotkamy młodego warana). Wystarczy spojrzeć, jak zatacza się chodząc – jakby był na lekkim rauszu.  A pomimo tego porusza się dostojnie i z klasą, nigdzie się nie spiesząc. Dziwi więc, że ten wielki gad dziennie potrafi przebyć nawet 10 kilometrów w „pogoni” za jedzeniem, a kiedy trzeba, w „biegu” osiąga prędkość nawet 18 km/h. To ci dopiero przyspieszenie!

Warany z Komodo w naturze w nocy wylegują się w wygrzebanych przez siebie norach, natomiast w dzień są aktywne. Ofiarę zwykle atakują od tyłu…

Choć wielki, nikt by się nie spodziewał, co może upolować waran z Komodo…
Smok z reguły żywi się większymi kręgowcami, głownie ptakami i ssakami. Okazuje się jednak, że przeciętna dieta mu nie wystarcza – waran potrafi upolować nawet bawołu wodnego, konia czy świnię. Kiedy chapnie takie zwierzę swoimi sześćdziesięcioma zębiskami, spomiędzy których wydobywa się trująca substancja, bawół, jeleń czy świnka przegrywają starcie.  Łatwo się domyślić, że taki pokarm starcza mu na długo (to oczywiste, że waran z Komodo, jak inne gady, potrafi bardzo długo wytrzymać bez jedzenia). Warany nie gardzą także padliną, jednak badania wykazały, że zdecydowanie wolą świeże mięso. Mają doskonale rozwinięte zmysły węchu i smaku i to dzięki nim potrafią bezbłędnie zlokalizować obiad.

Trwają spory dotyczące tego, czy waran z Komodo jest jadowitą jaszczurką. Badania dowiodły, że jego ślina zawiera kilkadziesiąt szczepów niebezpiecznych bakterii, które rozwijają się  z resztek gnijącego między zębami pożywienia. Są również naukowcy, którzy twierdzą, że ślina warana z Komodo to nie tylko bakterie, ale że zawiera także trujący jad. Niezależnie od tego, jak jest w rzeczywistości, wiadomo jedno – ślina warana z Komodo zawiera trujące substancje, które po ugryzieniu mogą spowodować śmierć ofiary.

Dorosły Waran z Komodo nie ma naturalnych wrogów w łańcuchu pokarmowym. Jedynym zagrożeniem dla młodych waranów są… duże warany, które lubią przekąsić nie tylko ssaka czy ptaka, ale także własnego krewniaka.  A na koniec dodamy, że na jednej ze stron internetowych trafiliśmy na bardzo „ciekawą” informację. Mianowicie z jednego z głównych portali poświęconych zwierzętom można dowiedzieć się, że warany z Komodo żywią się ludźmi. Bardzo zaciekawiła nas ta wiadomość… Spieszymy z wyjaśnieniem. To tak, jakby napisać, że drapieżne żółwie żywią się ludźmi. Albo lamparty. Tak, zdarzały się ataki waranów na ludzi, czasem nawet śmiertelne, jednak nigdy nie wynikały one z chęci upolowania pożywienia (choć licho wie, co w małej waraniej główce się lęgnie), a ze strachu, w odruchu obrony czy w wyniku prowokacji.

Poznańskie smoki jedzą mięso z kośćmi – zarówno wołowinę, jak kozinę czy baraninę. Karmione są trzy razy w miesiącu, jedna samica łącznie zjada przez ten czas 6 kilogramów mięsa. Ciekawe jest to, że jedzenie, które jest naszym waranom podawane, chowane jest w różnych miejscach terrarium po to, aby… zwierzęta się wysiliły i wykazały choć trochę aktywności.

Specyficzne piękno warana z Komodo wynika z ukształtowania jego sylwetki. Duża i szeroka głowa osadzona na grubej szyi, tęgi, baryłkowaty tułów oraz gruby u nasady, a dalej bocznie spłaszczony długi ogon, którego uderzeniem Waran potrafi zabić. Na pierwszy rzut oka waran wygląda na mniejszego, niż jest, jednak po objęciu wzrokiem całej jego postaci okazuje się, że… Smoki żyją naprawdę. Ich uroda jest swoista, jednak warany posiadają w sobie pewnego rodzaju dostojność, która nie pozwala traktować ich jak zwykłych jaszczurek. No i te wymiary…

Na wolności żyje 4 do 5 tysięcy waranów z Komodo. W związku z zagrożeniem wyginięcia tych gadów, został dla nich utworzony specjalny Park Narodowy Komodo. Jaszczurki te są dosyć często spotykane przez ludzi, zdarzało się, że wchodziły do ogrodów i budynków, podobnie, jak nasze polskie jaszczurki…

Bez meldunku…

A na koniec dzisiejszej prezentacji mieszkańców Starego Zoo (oczywiście nie wszystkich!), prezentujemy kilka zwierzaków, które bez trudu spotkamy w Starym Zoo, a których próżno szukać na tabliczkach czy w spisie mieszkańców zoo…

Spacerowicz ogrodowy ze zdolnością lotu - spotykany na terenie całego zoo

Podjadacz latający - można go spotkać wszędzie tam, gdzie dają coś do jedzenia, np. w wielkiej wolierze

Dachowiec miejski - najczęściej spotykany na wybiegu mundżaków i wybiegu południowoamerykańskim

Tyle na dziś – jutro natomiast zaprezentujemy Wam pomniki i budynki Starego Zoo w jesiennych barwach oraz kilka zdjęć z budowy Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych!

Nowe Zoo w Poznaniu, czyli jesień mrówkojadów. Relacji część II

Zapraszamy na drugą część relacji z naszej piątkowej wizyty w poznańskim Nowym Zoo!
Wczoraj zakończyliśmy nasz spacer po zoo w chatce mrówkojadów, dziś kontynuujemy zwiedzanie, zaczynając od wybiegu tygrysów syberyjskich…

Tygrys syberyjski z poznańskiego Nowego Zoo

Tygrysy – jak to tygrysy syberyjskie – robi się coraz zimniej, a one stają się coraz bardziej aktywne. Cała czwórka wykazywała mniejsze lub większe poruszenie – trójka nawet większe!
Podobnie słonie, które porozchodziły się po całym wybiegu, choć w pewnej chwili aż cztery słonie można było zobaczyć pod wioską afrykańską.

Do wielbłądów, wikunii, bizonów i makaków (oraz susłów!) już nie idziemy, tylko zawracamy do chatki tygrysów i kierujemy się w stronę Motylarni przejściem między stawami.
Po drodze natrafiamy jeszcze na bardzo liczne na terenie całego zoo – a w rejonie stawów w szczególności – ptasiory: bernikle, gęgawy, krzyżówki…

Ptasiory wszędzie!

Wreszcie docieramy do Motylarni, która oczywiście jest już zamknięta (czynna jest tylko w sezonie letnim – od 1 maja do 31 sierpnia), dlatego skręcamy w lewo i idziemy w stronę wybiegów ssaków drapieżnych.
Przez następne kilkaset metrów nie spotkamy co prawda żadnego zwierzaka, na szczęście zoo prezentuje się w tym obszarze – i o tej porze roku! – wyjątkowo pięknie:

ALBERCIK, NADCHODZIMY!

Wreszcie docieramy do kompleksu wolier, zamieszkiwanych przez małe ssaki: kuny żółtogardłe, żenety afrykańskie i jaguarundi.

Kuny żółtogardłe zawsze są wyjątkowo skore do zabawy

W Nowym Zoo mieszka obecnie para tych wspaniałych zwierzaków

Wyjątkowo aktywne były także żenety

Na chwilę z chatki wyłonił się też samiec jaguarundi!

Norki europejskiej i perewiazki zobaczyć nam się nie udaje, ale to akurat jakoś szczególnie nas nie dziwi.
Na pociechę mamy okazję zobaczyć powstającą właśnie nową wolierę, która będzie przylegać do chatki zamieszkiwanej do tej pory przez norkę i perewiazkę właśnie.
Na razie widać tylko szalunki…
Ale gdy tylko woliera powstanie, zamieszkają w niej… dwie łasice syberyjskie, które na razie mieszkają na zapleczu i niestety nie można ich oglądać. Poznańska para to jedyne łasice syberyjskie w polskich ogrodach zoologicznych!
Czekamy zatem, bo zwierz to bardzo interesujący i zasługujący na właściwą ekspozycję. Mamy tylko nadzieję, że szanse na jego zobaczenie będą większe, niż w przypadku perewiazki, którą widzieliśmy jak dotąd tylko trzy razy…

Idziemy dalej – zaglądamy do ostronosów białonosych (śpią), otocjonów (nie śpią) i karakali, które prężą się akurat po śniadaniu:

Karakal turkmeński

Karakale dwa

Śpią też rysie, lenią się żbiki, koty amurskie:

Kot amurski

i manule:

Manul

Pełen energii jest za to skunks Albert, którego tak naprawdę po raz pierwszy dobrze udało nam się zobaczyć.
O ile w takiej klatce, w jakiej mieszka, w ogóle dobrze da się cokolwiek zobaczyć…

Skunks Albert

Albercik jest naprawdę przeuroczym zwierzakiem, przydałby mu się jednak znacznie lepszy wybieg, bo zwierzak to niezwykle dynamiczny i efektowny – tym bardziej, że niebawem ma dołączyć do niego partnerka, tak jak on, z prywatnej hodowli.

SOWY SĄ I… SÓW NIE MA…

Zaglądamy jeszcze do Pawilonu Małych Ssaków, w których nie zaobserwowaliśmy żadnych większych zmian idziemy w stronę Insektarium.
Po drodze mijamy woliery sów, z których – co ciekawe – większość jest “chwilowo nieczynna”. Sowy do nich zresztą już nie wrócą – woliery te bowiem nadają się już tylko do wyburzenia…
Na szczęście trochę ptasiorów jeszcze się uchowało, a wśród nich m.in. syczki i włochatki:

Włochatka

Syczek

Z innych ptaków drapieżnych szczególną uwagę zwraca też sęp płowy, który zazwyczaj przesiaduje na półce pod dachem swojej woliery, tym razem jednak przemieszczał się po całej, niestety nie dość dużej klatce…

Sęp płowy

Idziemy dalej – jedne orły, drugie orły, kondory, Insektarium (tu też bez większych zmian), kolejne ptasie woliery…

Sowa śnieżna - zawsze robi wrażenie!

wybiegi żubrów, milu i mundżaków, nowy wybieg rysi, który od naszej sierpniowej wyprawy nie zmienił się zupełnie (rysie zamieszkają na nim dopiero w przyszłym roku), aż dochodzimy do wybiegu nosorożców, na którym jest tylko Dino – Diuna akurat schowała się w stajence i ani myślała wyjść na zewnątrz.

Dino, samiec nosorożca białego z poznańskiego Nowego Zoo

Skoro nosorożce nie chcą podejść bliżej, więcej uwagi poświęcamy mieszkającym po drugiej stronie alejki aksisom, które zwykle są przez zwiedzających ignorowane – ot, sarenki.
A to przecież naprawdę piękne zwierzęta!

Jelenie aksis

Poznańskie stado jest największym w Polsce – liczy aż 19 sztuk! W dodatku aksisy w Poznaniu świetnie się rozmnażają – tylko w tym roku, od 30 marca, przyszło na świat aż osiem młodych!

Jelenie aksis

W Polsce można je zobaczyć jeszcze tylko we Wrocławiu, ale tam jest “tylko” siedem sztuk.
Co ciekawe, żyjące głównie w Indiach i na Sri Lance aksisy w środowisku naturalnym tworzą liczące 3-50, a nawet i 100 sztuk stada! Do takiej grupy Poznaniowi jeszcze daleko, niemniej w Bannerghatta Zoo Garden National Park w Indiach i w San Diego Zoo Safari Park w USA jest ich grubo ponad 200!

Jeleń aksis

Jeleń aksis

W naturze aksisy, zwane też czytalami, nie są zagrożone, są też dość popularne w ogrodach zoologicznych.

Jelenie aksis

W Poznaniu aksisy dzielą wybieg ze stadem nilgau.

My tymczasem idziemy dalej – mijamy wybieg tomi, na którym akurat samych gazel nie widać, widać natomiast sporą grupę… bocianów białych, które spacerują sobie po wybiegu i ani myślą lecieć do Afryki – albo gdziekolwiek.

Bocian biały na wybiegu tomi

NA OSTATNIM WIRAŻU…

Następny przystanek – wybieg sitatung, na którym wśród dziewięciu osobników dostrzegamy młodziutką sitatungę, urodzoną 16 września.

Młoda sitatunga z matką

Na tyłach wybiegu wypoczywał natomiast “prezes stada”, któremu towarzyszyła jedna z samic.

Dominujący samiec z jedną z samic

Zamknięte były natomiast dzioborożce abisyńskie, mimo to wybieg i tak prezentował się wyjątkowo efektownie.

Wybieg sitatung

Przy sitatungach skręcamy na chwilę w lewo, by zajrzeć do dzioborożca białodziobego (do którego niebawem dołączy samica) i marabutów.

Marabut

Potem zawracamy na główną ścieżkę. Gdy sprawdzamy, co słychać na wybiegu jeleni baweańskich (tylko w tym roku urodziły się tam trzy młode – ostatnie 15 września), na sąsiednim wybiegu słychać jakieś poruszenie w krzakach.
Patrzymy – to kazuar!

Kazuar hełmiasty

Kazuara w Nowym Zoo widzieliśmy już wiele razy, ale tak dobrze – jeszcze nigdy!
Przyznacie – ptak to niezwykle efektowny!

Kazuar hełmiasty

Kazuar to potężny ptak-nielot, zamieszkujący dżunglę Nowej Gwinei i Australii. Dorasta do 180 cm wzrostu i 85 kg – czyli wielkości dorosłego mężczyzny. A zapewniamy – w bezpośrednim starciu z kazuarem żaden, nawet największy mężczyzna nie miałby szans. W sytuacji zagrożenia potrafi być bardzo agresywny, a do tego dysponuje sporym arsenałem narzędzi – potężnymi pazurami na bardzo silnych nogach, ostrym dziobem i umiejętnością wyskoku na wysokość nawet 1,5 metra!
Niestety, są coraz bardziej zagrożone wyginięciem.
Kazuary hełmiaste, oprócz Poznania (gdzie mieszka para tych ptaków), można w Polsce zobaczyć także w ogrodach w Łodzi, Wrocławiu i w Warszawie. Co ciekawe, choć dość liczne w europejskich ogrodach zoologicznych (jest ich prawie sto), bardzo słabo się rozmnażają – w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie wykluł się żaden mały kazuar…

Co innego jelenie Alfreda – te rozmnażają się całkiem nieźle, zwłaszcza zaś w Poznaniu – ostatni maluch urodził się 19 sierpnia.

Stado poznańskich jeleni Alfreda - na pierwszym planie sierpniowe młode

Idziemy dalej – z lewej mijamy wybieg emu i kangurów olbrzymich szarych, które całym stadem grupują się na środku wybiegu i uważnie nam się przyglądają:

z prawej świnie wisajskie, aż wychodzimy na ostatnią prostą, na której zostały nam już tylko tzw. woliery kuraków, które z racji nadciągających chłodów powoli pustoszeją (na zimowisko przeniesiono już m.in. kariamy).

Perlica czubata

Stepówka brunatnobrzucha

Wreszcie dochodzimy do bramy wejściowej do zoo – tym samym w nieco ponad trzy godziny obeszliśmy całe zoo!
Na koniec zdecydowaliśmy się pójść do Pawilonu Zwierząt Nocnych, gdzie czekać już miała na nas niespodzianka, gdy jednak przy basenie fok zobaczyliśmy stojąca kolejkę, zdecydowaliśmy się najpierw na tradycyjną już przejażdżkę na koniec. Po sezonie bowiem po zoo kursuje już tylko jeden skład, w dodatku dosyć rzadko, stąd uznaliśmy, że lepiej nie ryzykować, że później przyjdzie nam czekać pół godziny i z Tadeuszem pod pachą wtoczyliśmy się do niemal pustej kolejki…

Kolejka już czeka...

O tej porze roku na szczęście kursuje już “ocieplany” skład (czyli ten całkiem zabudowany). Nieliczni pasażerowie wysiadają przy słoniarni, przez co połowę trasy pokonujemy samodzielnie – jakoś tego dnia zoo nie cieszy się szczególną popularnością…

Słoniarnia widziana z okna kolejki

WIELKA NIESPODZIANKA W PAWILONIE ZWIERZĄT NOCNYCH

Wreszcie na sam koniec naszej wyprawy docieramy do Pawilonu Zwierząt Nocnych, gdzie czeka już na nas zapowiadana wcześniej niespodzianka.
Stopniujemy sobie napięcie – zaglądamy do loriego kukang (jak zwykle wdrapuje się po gałęziach), kinkażu (biegają po konarach), wampirów (fruwają!), tenreków (akurat jedzą), leniwców (lenią się), aż w końcu zaglądamy na wybieg, na którym mieszkają kanguroszczury i assapan.
Ich nowymi współlokatorami została… para wielkomyszy filipińskich, które w południe przyjechały transportem z Czech i dosłownie przed chwilą zadebiutowały na wybiegu!

Wielkomysz filipińska z poznańskiego Nowego Zoo

Wielkomyszy zamieszkały w Pawilonie Zwierząt Nocnych, gdzie jak wiadomo jest bardzo ciemno, stąd zrobienie dobrego zdjęcia bez lampy (bo w pawilonie zdjęć z lampą robić nie wolno!) jest praktycznie niemożliwe, dlatego wrzucamy najlepsze z tych, które udało nam się zrobić…

Jeszcze do piątku jedynym ogrodem zoologicznym w Polsce, który miał te wspaniałe zwierzęta, było zoo we Wrocławiu, natomiast wszystko wskazuje na to, że już niebawem pochwalić się będą mogły nimi aż trzy krajowe ogrody – do Wrocławia i Poznania dołączyć ma łódzkie zoo, w którym wielkomyszy spodziewane są jeszcze tej jesieni.
Póki co jednak tak naprawdę można je zobaczyć tylko w Poznaniu, bowiem wrocławskie wielkomyszy przebywają na zapleczu i nie są dostępne dla zwiedzających.
Wrocławska para – pierwsza w Polsce – przyjechała do Wrocławia w 2008 roku i od tego czasu już dwukrotnie doczekała się potomstwa. Póki co wrocławskie wielkomyszy są poza ekspozycją, jednak możliwe, że znajdzie się dla nich miejsce powstającym właśnie pawilonie nosorożców indyjskich, gdzie znaleźć się ma ekspozycja małych ssaków azjatyckich.
Wielkomyszy filipińskie (Phloeomys pallidus), choć szykują inwazję na krajowe ogrody zoologiczne, wciąż są wielkimi rarytasami w zoo – w Europie ma je tylko 10 ogrodów (w tym Wrocław i Poznań), ale stopniowo zjawia się ich coraz więcej – parę lat temu były w Europie prawie nieznane.

Poznańska wielkomysz filipińska

O poznańskiej parze póki co więcej na razie nie wiemy, widać jednak, że mają szansę podbić serca zwiedzających – nas już całkowicie ujęły swoim fantastycznym wyglądem i niezwykłą gracją poruszania się – gdy wdrapują się po gałęzi, przypominają skrzyżowanie loriego kukang z leniwcem. Od czasu tamanduy to zdecydowanie najciekawsi mieszkańcy poznańskiego noktuarium!

Wielkomysz filipińska z Nowego Zoo

Wielkomysz filipińska to gatunek bardzo dużego (do 2,6 kg wagi i 77 cm długości) gryzonia, zamieszkującego centralną część największej filipińskiej wyspy – Luzon. Żyje w gęstej dżungli, a większość czasu spędza na drzewach, sprawnie poruszając się w ich koronach. Wielkomysz filipińska to gatunek o wybitnie nocnym trybie życia – stąd też w Poznaniu mieszka w pawilonie nocnym.
Ubarwienie tych gryzoni przypomina pandę wielką – całe ciało jest pokryte srebrnobiałą sierścią, a nos, uszy i ogon są czarne. Odżywiają się wyłącznie pokarmem roślinnym. Ze względu na swą wielkość wielkomyszy są obiektem polowań, stąd ich liczebność stale maleje. Dodatkowo wycinane są lasy deszczowe, dlatego tak ważna jest ich ochrona w ogrodach zoologicznych.

A my już nie możemy się doczekać następnej wizyty w Nowym Zoo, żeby ponownie zobaczyć te niesamowite stworzenia – oby więcej tak efektownych transferów w poznańskim zoo!

Tyl na dziś – a już jutro relacja z naszej niedzielnej wizyty w Starym Zoo!