Z ostatniej chwili – do Zoo w Człuchowie przyjechały… lwy!

To dość sensacyjna wiadomość – do znajdującego się w Człuchowie Canpol Zoo przyjechały dziś trzy lwy afrykańskie!

Lwy już w Człuchowie! (fot. Daniel Frymarek)

To samiec o imieniu Aleksander i dwie samice, siostry, które dopiero otrzymają imiona. Lwy przyjechały prosto z ogrodu zoologicznego w niemieckim Erfurcie.
Dziś lwy wypuszczono na nowy wybieg, o powierzchni 700 metrów kwadratowych, znajdujący się między wybiegiem niedźwiedzia himalajskiego a wybiegiem kangurów.
Oficjalnie na wybiegu cała trójka zadebiutuje jutro, podczas uroczystego otwarcia wybiegu, na który zaproszono licznych gości.
My niestety z racji wyprawy do Opola i Wrocławia nie będziemy mogli tam być, ale na pewno odwiedzimy Człuchów w następną sobotę – wówczas poświęcimy tej sprawie znacznie więcej miejsca.

Sprowadzenie lwów do Człuchowa można odebrać jako poważny cios dla oliwskiego zoo, które od dawna stara się o sprowadzenie ich do swojego ogrodu…

Bardzo obszerny i szczegółowy przewodnik po człuchowskim zoo znajdziecie TUTAJ.

„7 Dni Zoo” i miniprzewodnik po polskich ogrodach zoologicznych na majówkę 2011

Zapraszamy na kolejny przegląd zoowieści tygodnia w specjalnym, dwudziestym drugim numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo!
Tym razem wcześniej niż zwykle, a to ze względu na majówkę – czyli czekający nas długi weekend.

Cztery dni wolnego – od 30 kwietnia do 3 maja, od soboty do wtorku włącznie. Świetny czas żeby ruszyć się z miejsca i odpocząć od pracy w sposób aktywny, ale i relaksujący. W propozycjach można przebierać do woli i dla każdego znajdzie się szereg atrakcji, my jednak swoim zwyczajem zaproponujemy coś z naszego kręgu zainteresowań.
Czyli, jak majówka – to może do zoo?

Jak powszechnie wiadomo, 1. maja w większości ogrodów zoologicznych w Polsce zaczyna się sezon letni, co w wielu przypadkach wiąże się z wydłużeniem godzin otwarcia zoo.
To jednak nie wszystko – w niektórych ogrodach podczas długiego majowego weekendu na zwiedzających będą czekać liczne atrakcje, czasem też… nowe ceny biletów.
Żeby się w tym wszystkim połapać, zebraliśmy najważniejsze „majowe informacje” w jednym miejscu, czyli:
- godziny otwarcia ogrodów zoologicznych w weekend majowy (od 30 kwietnia do 3 maja)
- ceny biletów do zoo (wg cen obowiązujących w tym czasie)
- co ciekawego w poszczególnych ogrodach zoologicznych będzie czekać na odwiedzających pierwszego, drugiego i trzeciego maja?
Zapraszamy zatem na specjalny, majowy niezbędnik!

HEL – Fokarium

Ania i Fok

godziny otwarcia – 9.30 – 19.00
ceny biletów – 2 zł (brak rozróżnienia na ulgowy i normalny)
specjalne atrakcje na majówkę – ?

GDYNIA – Akwarium

Rozgwiazda

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 24 zł normalny, 16 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – ?
inne – wciąż nieczynna jest Sala Bałtycka, w której trwa gruntowny remont (m.in. makiety Bałtyku – zdjęcia z renowacji można zobaczyć tutaj)

GDAŃSK – Miejski Ogród Zoologiczny

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 15 zł normalny, 7, 50 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – 30 kwietnia od godziny 11.00 otwarte zostanie po zimowej przerwie „Małe zoo”. Warto pamiętać, że “Małe zoo” jest czynne tylko w weekendy i święta!

Małe zoo

BYDGOSZCZ – Ogród Fauny Polskiej

Króliki z dziecięcego zoo

godziny otwarcia – 10.00 – 19.00
ceny biletów – 10 zł normalny, 7 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – konkurs na imię dla nowonarodznego lemura katta (więcej tutaj)

TORUŃ – Ogród Zoobotaniczny

Nufi w basenie

godziny otwarcia – 10.00 – 19.00
ceny biletów – 7 zł normalny, 4, 50 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – ?

PŁOCK – Miejski Ogród Zoologiczny

Płocka dżungla (fot. Michał)

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 6 zł normalny, 4 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – ?

WARSZAWA – Miejski Ogród Zoologiczny

Boćki

godziny otwarcia – 9.00 – 18.00
ceny biletów – 17 zł normalny, 12 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – 3 maja odbędzie się kolejny już raz impreza “Busłowe Łapy”, czyli powitanie przylatujących do Polski bocianów.
inne – od soboty 30 kwietnia rusza autobus 444 z Dworca Centralnego do zoo. Warto z niego skorzystać, tym bardziej, że w najbliższych dniach będzie utrudniony dojazd samochodem w związku z remontem Wybrzeża Helskiego, a w dniach 2 i 3 maja będzie obowiązywał całkowity zakaz zatrzymywania się na ul. Ratuszowej oraz nieczynny będzie parking przy północnym wyjściu z zoo. Można będzie za to skorzystać z parkingu Urzędu Dzielnicy Praga Północ przy ul. Kłopotowskiego.

ŁÓDŹ – Miejski Ogród Zoologiczny

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 9 zł normalny, 4,50 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – niedawno otwarta Motylarnia

Wnętrze motylarni w łódzkim zoo (fot. Pomurnik)

BORYSEW – ZOO Safari

godziny otwarcia – 10.00 – 18.00
ceny biletów – 15 zł normalny, 12 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – na wybiegu zadebiutuje Sahim – sześciomiesięczny biały lew.

ZAMOŚĆ – ZOO im. Stefana Milera

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 5 zł normalny, 3 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – ?

KRAKÓW – Miejski Park i Ogród Zoologiczny

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 18 zł normalny, 10 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – ?

KATOWICE / CHORZÓW- Śląski Ogród Zoologiczny

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 12 zł normalny, 6 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – otwarcie pawilonu małp (dziś zakończono trwający od 2009 roku gruntowny remont obiektu)
inne – 30 kwietnia, w sobotę, na terenie WPKiW, na trawniku przed zoo (tzw. Ogród Milusińskich), około godziny 15.00, stanie miasteczko namiotowe, w którym odbędą się gry i zabawy dla dzieci, m.in. taneczne, muzyczne, plastyczne, zręcznościowe. W okolicy pojawią się też szczudlarze i klowni rozdający lizaki w kształcie logo Europejskiej Stolicy Kultury (katowickie biuro ESK jest współorganizatorem imprezy) oraz firmowe baloniki. Będzie też można, w ramach akcji “pozdrowienia z Ogrodu Sztuki”, wysłać okolicznościową kartkę ESK dla siebie lub znajomych, poprzez wrzucenie jej do specjalnej skrzynki pocztowej. Zabawa potrwa do 19. W międzyczasie artyści uliczni będą malować mur zoo. Wstęp wolny.

OPOLE – Ogród Zoologiczny

Fermina Sorpresa

godziny otwarcia – 10.00 – 18.00
ceny biletów – 10 zł normalny, 6 zł ulgowy
specjalne atrakcje na majówkę – obecność w zoo Redakcji Mrówkojada :) .

WROCŁAW – ZOO

Pawilon Madagaskaru zaprasza!

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – 25 zł normalny, 15 zł ulgowy (studencki 20 zł)
specjalne atrakcje na majówkę – Nowy wybieg zewnętrzny dla mrówników, liczne nowe zwierzaki (zwłaszcza w Dziecińcu – koza angorska, watusi, świnki mangalice, kózki karpackie i karłowate, kozy burskie, owieczki kameruńskie, wrzosówki, rackie oraz świniarki, a także kózki syryjskie), nowootwarte Ranczo (a tu m.in. niedawno urodzony kucyk i konik haflingera. Można też przejechać się na kucyku).

POZNAŃ – Stare ZOO

Flores i Rinca - smoczyce ze Starego Zoo

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów –  wstęp wolny (tylko do Pawilonu Gadów płatny – 3 zł)
specjalne atrakcje na majówkę – ?

Nowe ZOO

godziny otwarcia – 9.00 – 19.00
ceny biletów – normalny  20 zł, ulgowy 10zł , rodzinny 50 zł
specjalne atrakcje na majówkę – od 30 kwietnia (sobota) czynna będzie Motylarnia, która była nieczynna od jesieni (działa tylko w sezonie letnim). Motylarnia otwarta będzie od 10.00 do 18.00, za wejście do niej nie trzeba dodatkowo płacić.

Motylarnia w Nowym Zoo

inne – w niedzielę, 1 maja, po zimowej przerwie kursy wznawia autobus linii “Z”. Przystanek początkowy będzie się znajdował przy Rondzie Śródka (obok kościoła św. Jana Jerozolimskiego). Na trasie przejazdu do zoo autobusy zatrzymywać się będą jedynie na przystanku przy Krańcowej. Autobusy będą jeździły w soboty, niedziele oraz święta, w godzinach od 10 do 19. Autobus linii Z będzie kursował przez cały długi weekend majowy (z częstotliwością co pół godziny). Bilety jednorazowe można kupić w kiosku, automacie biletowym lub u kierowcy.
Dodatkową atrakcją jest fakt, że w tym roku na linii Z będą jeździły zabytkowe autobusy (Jelcz, DAF, Ikarus).

To tyle ogólnych informacji – jeśli wiecie coś o atrakcjach na majówkę, o których nie napisaliśmy – dajcie znać!
A tymczasem Redakcja Mrówkojada jutro z samego rana rusza do Opola, które stanie się naszą bazą na całą majówkę. Odwiedzimy oczywiście opolskie zoo, ale będąc tak blisko Wrocławia nie możemy nie wpaść także i do wrocławskiego zoo.
Szykuje się zatem bardzo intensywny i ciekawy weekend!
Czego i Wam życzymy :) .

“7 Dni Zoo”

Zapraszamy do pozostałych aktualności tygodnia

2. Narodziny i transfery, czyli nowe zwierzaki w zoo!

STARE ZOO POZNAŃ

Wieczorem, 15 kwietnia, w Starym Zoo urodziła się mała ośliczka, która otrzymała imię Frania.
Pierwsze dni życia spędziła z mamą w stajence, ale ładna wiosenna pogoda sprawiła, że szybko mogła wyjść na wybieg, znajdujący się przy dawnej słoniarni.
Nam niestety nie udało się jej zobaczyć podczas naszej poniedziałkowej wizyty w zoo…

A to zeszłoroczny maluch - Antoś

ZOO WROCŁAW

We wrocławskim zoo urodziły się m.in. świnie rzeczne (urodziły się w marcu, ale dopiero teraz pojawiły się na wybiegu).
Ich zdjęcia – a także zdjęcia pozostałych maluchów – można zobaczyć tutaj.

ŚLĄSKIE ZOO

W Śląskim Zoo urodziły się lemury katta. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

OGRÓD FAUNY POLSKIEJ BYDGOSZCZ

Do bydgoskiego zoo przyjechała zebra Chapmana, dwuletni samiec o imieniu Pasio, który przyjechał z Zoo w Oliwie. Dołączył on do mieszkającej już w Ogrodzie Fauny Polskiej samicy Kasi, która trafiła do Bydgoszczy latem 2005 roku ze Śląskiego Zoo.

Kasia - zebra z bydgoskiego zoo

Kasia - zebra z bydgoskiego zoo

Wraz z nadejściem wiosny na wybieg powróciły także inne zwierzęta – lemury, niedźwiedzie, surykatki, oraz większość ptaków.

3. Z różnych stron

BILETY DO WARSZAWSKIEGO ZOO PRZEZ INTERNET? CZEMU NIE, TYLKO…

We wtorek na profilu facebookowym warszawskiego zoo pojawił się taki oto wpis:

UWAGA WAŻNE PYTANIE DO ZWIEDZAJĄCYCH WARSZAWSKIE ZOO!

Pojawiła się możliwość wprowadzenia sprzedaży biletów do ZOO on-line. Oznaczałoby to jednak zwiększenie kosztów o około 2 zł. Czy bylibyście tym zainteresowani? Chcemy poznać wasze zdanie!

Do piątkowego popołudnia wpis doczekał się ponad siedemdziesięciu komentarzy – i to o bardzo zróżnicowanej treści.
Można się zastanowić, dlaczego bilety miałyby być w takim przypadku droższe – i to aż o 2 zł (obecnie bilet normalny do zoo kosztuje 17 zł, ulgowy 12 zł), ale tłumaczone jest to prowizją którą pobierałaby firma zajmująca się dystrybucją biletów on-line.
Oczywiście najlepiej jest kupić bilet roczny – i problem z głowy, ale ta opcja sprawdza się tylko wtedy, gdy do zoo chodzimy regularnie. Jeśli wybieramy się raz – dwa razy do roku, to chyba nie ma wielkiego problemu, jeśli mamy zapłacić te 2 zł więcej. Chyba, że chce nam się stać w kilometrowej kolejce…
Zawsze możemy wybrać, która opcja nam odpowiada :) .

Wejście do warszawskiego zoo - tu kolejek akurat nie ma (lato 2010)

FOKI WE WROCŁAWIU

Z wielką uwagą przejrzeliśmy kilka dni temu galerię zdjęć na stronie internetowej naszego ulubionego Faktu – galerię, prezentującą zdjęcia z wrocławskiego zoo, pokazujące trening… no właśnie.
Według “redaktorów” Faktu był to trening fok, nazywanych też foczkami i fokami uchatkami.
I jeszcze cytat z nagłówka:

Foki uchatki to przeurocze stworzenia. Ich karmienie daje naprawdę dużo radości! Zobacz, jak pracownicy wrocławskiego ZOO karmią foki

Zresztą, zobaczcie sami.

A to zdjęcie wrocławskich “fok”:


Gwoli ścisłości – we wrocławskim zoo można zobaczyć kotiki afrykańskie, należące do rodziny uchatkowatych. Wszystkie “foki” należą natomiast do fokowatych.

Tyle na dziś – przypominamy też o innych ważnych wydarzeniach ostatniego tygodnia, o których pisaliśmy już na Mrówkojadzie:

Relacja z wizyty w łódzkiej motylarni, czyli tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga!

Wiosna w Nowym Zoo, czyli… Mrówkojad w Poznaniu!

Wiosna w Starym Zoo, czyli Mrówkojad w Poznaniu… po raz drugi!

A my szykujemy się już na majówkową wyprawę na Dolny Śląsk – oby tylko pogoda dopisała.
Przez ten czas Mrówkojad może nieco przysnąć, ale po powrocie zbudzi się ze zdwojoną siłą – szykuje się wszak moc relacji (Nowy Tomyśl, Opole, Wrocław)!
A kolejny – dwudziesty drugi już! – numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

Wiosna w Starym Zoo, czyli Mrówkojad w Poznaniu… po raz drugi!

Przedwczoraj zabraliśmy Was na pierwszą tej wiosny wyprawę do poznańskiego Nowego Zoo, które odwiedziliśmy w przedświąteczny czwartek, 21 kwietnia, dziś natomiast zapraszamy na równie wiosenną wyprawę do drugiego poznańskiego ogrodu zoologicznego – Starego Zoo, które odwiedziliśmy w lany poniedziałek, 25 kwietnia.
Było ciepło, słonecznie i – o dziwo – bardzo sucho!

Stare Zoo na zielono

W Starym Zoo pojawiamy się w poniedziałek tuż przed czternastą.
Tym razem trasa z Dworca PKP do zoo jest nieporównywalnie krótsza i łatwiejsza do przebycia, niż ta do Nowego Zoo – Stare Zoo jest bowiem jednym z najbardziej centralnie ulokowanych ogrodów zoologicznych w Polsce i z dworca PKP dojdziemy do niego w kilkanaście minut.

Trasa dojścia do Starego Zoo z Dworca PKP

Jeszcze przed wejściem na teren zoo dostrzegamy brak rzeźby marabuta na narożniku muru – zabrano ją w listopadzie do renowacji i jeszcze nie wróciła na swoje miejsce, choć zapowiadano, że stanie się to wiosną. Możliwe zatem, że marabut pojawi się na swoim miejscu lada dzień!

Marabuta nie stwierdzono!

Rezygnujemy z wejścia do pawilonu gadów i ekspozycji akwarystycznej w starej grocie (od miesięcy i tak nic się tam nie zmienia…), dlatego na teren zoo wchodzimy bez biletów.
W kasie zoo naszą uwagę zwraca jednak pewna rzecz…

Co można kupić w kasie Starego Zoo?

Dopiero co psioczyliśmy na to, że w kasie Nowego Zoo sprzedawany jest przewodnik z 2009 roku, w którym słoniarnia jest przedstawiona jako obiekt, którego otwarcie nastąpi… w 2008 roku, a tymczasem tutaj możemy zakupić przewodnik z… 2007 roku! Za jedyne 5 zł! Kolekcjonerzy może i będą zadowoleni, ale my ten egzemplarz już mamy, a sprzedawanie go zwiedzającym jest jednak trochę nie fair…

Przy wejściu znajduje się też plakat informujący o organizowanym przez zoo konkursie plastycznym “Małpi świat za pan brat”, organizowanego w ramach kampanii organizowanej przez EAZA, poświęconej ochronie małp człekokształtnych (z których w Starym Zoo zobaczyć możemy tylko gibony).

"Małpi świat za pan brat"

Szczegóły trwającego do 31 maja konkursu można znaleźć tutaj.

Smoczarnia pnie się w górę!

Wchodzimy do zoo – o ile w czwartek w Nowym Zoo ludzi było całkiem sporo, podobnie w niedzielę w Nowym Tomyślu, to tym razem można już mówić o tłumach – dominują rodzice z dziećmi, a największym powodzeniem cieszy się Autoland oraz karuzela.

Autoland w Starym Zoo

Karuzela w Starym Zoo

Niestety – na te i inne atrakcje – jesteśmy już niestety nieco za duzi (i za starzy), dlatego skupiamy się na atrakcjach stricte zoologicznych.
Zwiedzając zoo od prawej strony, na początku natrafiamy jednak na… wielki plac budowy, czyli pnącą się powoli, ale w trybie ciągłym, nową smoczarnię – nowy Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych.
Pawilon, przewidziany jako najważniejsza atrakcja i główny obiekt Starego Zoo, miał zostać otwarty według pierwotnych prognoz już w czerwcu zeszłego roku.
Obecnie mówi się o terminie jesiennym – ponoć nieprzekraczalnym. Pod koniec roku ma zostać otwarta część ekspozycyjna, w której zamieszkają warany z Komodo, dwa kajmany okularowe (obecnie mieszkające na zapleczu w Starej Małpiarni) oraz gatunki, które wcześniej zamieszkiwały Świat Płazów i Akwarium, a obecnie pochowane są na zapleczach i na ekspozycji w Starej Grocie. Podstawę mieszkańców nowego Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych stanowić więc będą obecni mieszkańcy zoo – eksponowani i pochowani. Niewykluczone jednak, że zoo będzie chciało na otwarcie ściągnąć jakieś nowe gatunki – o tym jednak, póki co, głośno się nie mówi.
Najpierw bowiem trzeba zakończyć budowę obiektu.

O tym, jak nowa smoczarnia będzie wyglądać, pisaliśmy tutaj i tutaj, teraz pokażemy Wam, jak wygląda budynek smoczarni na kilka miesięcy przed planowanym otwarciem.

Głowna fasada Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych - widok od ul. Gajowej

 

Nasze zdanie na temat Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych bardzo szczegółowo i dobitnie wyraziliśmy TUTAJ i zdania jak dotąd nie zmieniliśmy, dlatego nie będziemy się w tym miejscu powtarzać.
Zachęcamy natomiast do prześledzenia tego, jak postępuje sama budowa na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy – chronologiczną galerię zdjęć z budowy smoczarni możecie zobaczyć TUTAJ.

Niemniej niecierpliwie czekamy na zakończenie budowy i otwarcie obiektu – do tego czasu będziemy Was na bieżąco informować o postępie prac i zrobimy wszystko, żeby być na otwarciu smoczarni – kiedy by ono nie było…

Ruszamy dalej – mijamy tzw. Naszą zagrodę, zamieszkiwaną alpaki, owce kameruńskie, osły i zebu:

Owca kameruńska

Zebu

wybieg mundżaków chińskich:

Mundżaki chińskie

oraz wybieg południowoamerykański, na którym mieszkają skrzydłoszpony obrożne, perliczki, nandu szare i alpaki:

Alpaka

Nandu szare

Na niewielkim wybiegu zamieszkiwanym przez zielononóżki kuropatwiane furorę robi… paw, który, choć ogona nie rozłożył (czego “domagali” się zwiedzający), to bardzo głośno nawoływał.

Paw

Pawie – jak wiadomo – w Starym Zoo można spotkać dosłownie wszędzie

Małpy i smoki

Płaskorzeźba szympansa na ścianie starej małpiarni

Stara małpiarnia jest oczywiście zamknięta, ale w wolierze zewnętrznej można zobaczyć parę gibonów.
Natomiast na wielkim wybiegu, przylegającym do starej groty, szalało stado koczkodanów Diana:

Wyjątkowo spokojne i nieruchliwe były z kolei mieszkające naprzeciwko warany z Komodo:

Smoki dwa - pozycja boczna

A teraz trochę inaczej...

Od waranów (które były już nazywane na tak wiele sposobów, że wcale nas nie dziwi, gdy jedna z mam mówi do swego 7-8 letniego syna: “Spójrz, dinozaur!”, a druga: “Wygląda jak krokodyl”) idziemy w stronę opustoszałej ptaszarni (można tam zobaczyć już tylko kilka gatunków…), mijając letnie wybiegi gadów (na których zobaczyć można kilka gatunków żółwi – nie wszystkie jednak wróciły na swoje wybiegi).

Kozia górka i kurczak mały

Z ptaszarni idziemy wzdłuż ściany zoo przylegającej do ul. Bukowskiej – tu znajduje się ciąg wybiegów zajmowany przez różne gatunki bardziej pospolitych zwierząt.
Zaglądamy do chatki króliczków, zamieszkiwanej obecnie przez pięć fantastycznych królików – Smoka, Fuksiarę, Łapę, Pusię i Karola – które w komplecie pałaszowały rozmaite przysmaki na swoim wybiegu:

Trzy z pięciu królików

"Rysopisy" całej piątki

Kolejny wybieg zamieszkują owce bretońskie, a następny niezwykle popularne kózki z tzw. Koziej Górki:

Kozy z Koziej Górki

W każdy wtorek i czwartek o godzinie 12.00, pod okiem pracowników zoo, można nakarmić kózki specjalnie przygotowanym jedzonkiem.
Że też akurat przyszliśmy w poniedziałek :) .

Za wybiegiem kóz znajduje się z kolei drewniany domek, w którym niedawno pojawili się nowi lokatorzy – małe kurczaczki – i to w ilościach tak dużych, że nie byliśmy w stanie ich policzyć…

Kurczaków małych moc!

Kurczaczki są w ciągłym ruchu, a ich ulubionym zajęciem jest… jedzenie :) .

W narożniku chatki znajduje się specjalny inkubator, a na środku promiennik, do którego bez przerwy lgną kurczaki:

Inkubator

Od kurczaków idziemy w stronę stawów, mijając budynek starej lwiarni.
Stawy, choć jeszcze nie wszystkie ptaki wróciły na wybieg, prezentują się bardzo ładnie w wiosennej tonacji:

W tle widać ptaszarnię

Kolorowo

Zaglądamy jeszcze do wielkiej woliery i przylegającego do niej pawilonu, w którym mieszkają m.in. argusy malajskie i nasi ulubieńcy -  dzioborożce trąbiące:

Dzioborożec trąbiący

Dzioborożec trąbiący

a na koniec idziemy jeszcze do lemurów katta, które wylegują się na swojej wyspie:

Lemury katta

Na lody!

Obejście całego ogrodu zajęło nam zaledwie kilkadziesiąt minut – wszystko dlatego, że w zoo jest coraz mniej zwierzaków i praktycznie tylko jeden czynny pawilon (Świat Gadów). Tym bardziej czekamy na otwarcie Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych, ale nie można w tej inwestycji upatrywać jedynej szansy na rewitalizację zoo – do zrobienia jest dużo więcej, choćby sensowne zagospodarowanie zabytkowych, nieczynnych pawilonów – starej małpiarni, starej lwiarni, ptaszarni i starej groty.
My pomysłów na Stare Zoo mamy bardzo dużo – pracujemy właśnie nad dużym materiałem pt. “Po co nam Stare Zoo”, w którym podzielimy się z Wami naszymi pomysłami, zapytamy też o szansę na realizację choć niektórych z nich.
Tymczasem raz jeszcze obchodzimy zoo (warany!), a na koniec idziemy do Baru “Kinga” na lody – polecamy duże lody śmietankowo-czekoladowe z maszyny za 3,50 zł. Są naprawdę duże i pyszne.
Przy okazji warto też przyjrzeć się słynnej już maszynie, która – o dziwo! – wciąż działa! :)

Żyrafa, która stoi przy Barze "Kinga"

Zoo opuszczamy ostatecznie po niespełna dwóch godzinach – czas już bowiem wracać do domu.
Tym samym zakończyła się poznańska część naszej wielkopolskiej eskapady zoologicznej – na relację z wyprawy do ogrodu zoologicznego w Nowym Tomyślu zapraszamy już po weekendzie – w sobotę z samego rana ruszamy bowiem na Dolny Śląsk, do Wrocławia i – przede wszystkim – Opola, z którego wrócimy dopiero we wtorek.
Nowy Tomyśl będzie więc musiał trochę poczekać…
A tymczasem – czekamy na nowe w Starym Zoo!

Wiosna w Nowym Zoo, czyli… Mrówkojad w Poznaniu!

Na ten dzień czekaliśmy ponad dwa miesiące – bo tyle czasu minęło od naszej ostatniej wizyty w poznańskim Nowym Zoo.
Świąteczna przerwa umożliwiła nam kilkudniową wyprawę do Wielkopolski. Postanowiliśmy wykorzystać ją jak najlepiej – przy okazji świętowania w rodzinnym gronie i powrotu do miasta, w którym spędziliśmy wiele lat, zaplanowaliśmy także wizyty w trzech wielkopolskich placówkach zoologicznych – Nowym Zoo, Starym Zoo i zoo w Nowym Tomyślu.
Odwiedziliśmy  wszystkie trzy, a dziś zabieramy Was do tego pierwszego – 21 kwietnia,w czwartek, wybraliśmy się do Nowego Zoo!

Tadeusz gotowy na wyprawę!

Do Poznania docieramy kilkanaście minut po godzinie dziesiątej (rano!) – oczywiście koleją :) .
Wciąż jeszcze nie przywykliśmy do tego, że do zoo jedziemy nie na wyciągniętych z piwnicy rowerach (w ten sposób w 2010 roku odwiedziliśmy zoo co najmniej kilkadziesiąt razy…), tylko miejską komunikacją. Z dworca PKP udajemy się zatem (w pełnym oplecakowaniu podróżnym) na przystanek tramwajowy Dworzec Zachodni, skąd tramwajem nr 8 w 20 minut docieramy na przystanek Krańcowa.

Mapa dojazdu do Nowego Zoo z Dworca PKP

Tu niestety rola komunikacji się kończy. Z przystanku Krańcowa do bramy Nowego Zoo mamy jeszcze równo półtora kilometra, czyli całkiem solidny spacer (po pięciu godzinach w pociągu i z plecakami na sobie jest to wątpliwa przyjemność).

Dojście z przystanku Krańcowa do Nowego Zoo

Co jednak mamy do wyboru?
Autobus linii “Z”, kursujący z Ronda Śródka do zoo jeszcze nie jeździ, autobus nr 57 kursujący z Krańcowej do zoo między 7.46 a 14.06 nie ma… ani jednego kursu!, samochodu ani roweru też przy sobie nie mamy, jedynym środkiem komunikacji jest zatem Maltanka. Ta jeździ z Ronda Śródka (żaden problem – wysiedlibyśmy z tramwaju trzy przystanki wcześniej), ale jest dosyć droga – dwa normalne bilety to 10 zł.
Przejdziemy się :) .
(Swoją drogą skandalicznym jest, że do zoo możemy dostać się tylko Maltanką – komunikacja miejska dowozi nas maksymalnie 1500 metrów przed zoo – a dalej? Maltanka jako jedyna alternatywa to stanowczo za mało – tym bardziej, że jest dosyć droga, a poza tym kursuje tylko w sezonie. Poza sezonem do zoo dostaniemy się jedynie na piechotę lub… własnym pojazdem. Super!).

Doszliśmy!

Jest ciepły, słoneczny poranek, przedświąteczny czwartek. Wiele osób ma już wolne, można się więc spodziewać, że w zoo będzie tego dnia sporo zwiedzających.
Gdy dochodzimy pod bramę ogrodu, jest kilka minut po jedenastej, a przy kasie kręcą się pojedyncze osoby.
Nie pierwszy już raz prosimy sympatyczną panią kasjerkę o możliwość zostawienia w pawilonie kasy plecaków (chodzenie z nimi przez kilka godzin po zoo to byłaby mordęga).
Kupujemy dwa bilety normalne – po 15 zł za sztukę (w weekend zapłacilibyśmy po 20 zł) i sprawdzamy jeszcze, czy pojawiło się może coś nowego w temacie pamiątek.
Niestety, nic – żadnych pocztówek, gadżetów związanych z zoo, albumów, koszulek itp. – dosłownie nic! Możemy tylko kupić słynny już przewodnik po zoo – za jedyne 5 zł!

Przewodnik po poznańskim zoo. Rocznik 2009

Mamy go już w swojej kolekcji od dwóch lat i już wtedy pozostawiał wiele do życzenia. Do tego tematu wrócimy już niebawem.
Nie czepiamy się już zatem biletów – te są co prawda bardzo ładne i należą do najatrakcyjniejszych ze wszystkich oferowanych przez krajowe ogrody (mamy blisko setkę biletów z poznańskiego zoo w ponad 20 różnych wersjach – gratka dla kolekcjonerów), zastanawia nas tylko, co na bilecie robią kobra i dromader, których w Nowym Zoo nie ma…

Bilet ulgowy do Nowego Zoo (w dni powszednie) - dziś zapłacimy za niego już 15 zł

Nieważne – bilet jest bardzo ładnie zrobiony (świetnie prezentuje się zwłaszcza kolejka) i nie ma co marudzić, choć mrówkojad, słoń i nosorożec prezentowałyby się pewnie lepiej.
Z biletami w dłoni, bez przewodnika (bo i po co?) i bez plecaków wchodzimy do zoo.
Super! :)

Co nowego w Dziecięcym Zoo?

Dziecięce Zoo

Jak zwykle zaczynamy od wizyty w Dziecięcym Zoo. Tu zawsze coś się dzieje – z każdego wybiegu dochodzą nas inne odgłosy – tu kozy, tam owce, jeszcze gdzie indziej kuce, osły, papużki…

Kuce trzymają się razem!

Osły też!

Na wybiegach widać też liczne tegoroczne przychówki – dwie owieczki kameruńskie, samczyk z jaśniejszą sierścią oraz samiczka z ciemniejszą sierścią, urodzone 17 marca (chowały się na tyłach wybiegu i opalały na słońcu), trzy młode kózki, urodzone 23 lutego – dwie czarno-białe samiczki i beżowy samczyk:

Młoda kózka - beżowy samczyk urodzony 23 lutego

a także ośliczka o znaczącym imieniu Granda, która urodziła się 19 marca:

Granda z mamą

Nie udało nam się natomiast wypatrzeć świnek wietnamskich, do swojego basenu nie wróciły też jeszcze żółwie czerwonolice, a w chatce królików nie było jeszcze świnek morskich. Nie ma też jednego z naszych ulubieńców – czarnego królika – chwilę później dowiadujemy się, że już go więcej, niestety, nie zobaczymy…

Jeden z naszych ulubieńców - niestety, już go w Dziecięcym Zoo nie zobaczymy...

Jeden z naszych ulubieńców - niestety, już go w Dziecięcym Zoo nie zobaczymy...

Ani śladu także wielkanocnego zająca, ale to dopiero czwartek, może więc jeszcze się pojawi.

Foki zrobione na biało!

Z Dziecięcego Zoo idziemy w stronę Pawilonu Zwierząt Nocnych mijając po drodze basen fok pospolitych, w którym… nie ma fok!
Nie tylko fok zresztą – w basenie nie było też wody, a wszystko z powodu gruntownego remontu polegającego m.in. na wybieleniu dna:

Basen fok

Biało, biało wszędzie!

Co ciekawe, ten sam basen oczyszczany był w sierpniu zeszłego roku. Na czas remontu basenu, który ma potrwać do końca kwietnia, trzy foki pospolite (jedyne w Polsce!) -  Aleksis, Max i Viki – zostały przeniesione do basenu wydr, które z kolei trafiły na zaplecze hodowlane.

Nowe lokum dla fok - na szczęście tylko tymczasowe

Basen wydr - foki mają tu nieco mniej miejsca ("ich" basen ma 320 m kw, ten znacznie mniej)

Pawilon Zwierząt Nocnych – ciemno wszędzie!

Wielkie zdjęcia lemurów katta na tylnej ścianie Pawilonu Zwierząt Nocnych - wszystko fajnie, tylko... w pawilonie lemurów katta nie ma!

W Pawilonie Zwierząt Nocnych ciemno jak zawsze, a na dodatek całkiem tłoczno. Można też zaobserwować kilka zmian i – kilku nowych mieszkańców!
Po trwającym aż pół roku śnie zimowym obudziła się rodzinka tenreków zwyczajnych, których niestety nie udało nam się zobaczyć. Po gałęziach szalał natomiast galago małouchy.
Widoczne były natomiast dwa lori małe, które urodziły się 17 marca. Ot, dwie małe puchate kulki przyklejone do gałązki.
Z kolei nowym – ale tymczasowym – sąsiadem galago senegalskiego został samiec pancernika bolita. Wszystko dlatego, że samica spodziewa się młodego i dlatego została przeniesiona na zaplecze. Sam został też samiec kanczyla mniejszego – samic i urodzonego w marcu młodego niestety nie było już na wybiegu…
Od zwiedzających dowiadujemy się także, że lori kukang to… skunks!
Tak, jak zszokowała nas ostatnio informacja, że można pomylić słonia z hipopotamem, tak pomylenie loriego ze skunksem też nam się w głowie nie mieści…

Skunks i... skunks. Podobieństwo uderzające!

Najwięcej dzieje się jednak na największym wybiegu w pawilonie, znajdującym się na środku naprzeciwko wejścia – możemy tam obserwować fruwające po całym wybiegu rudawki nilowe, skaczącego po gałęziach galago senegalskiego i parę kinkażu!
Oto bowiem do samca, który pojawił się w Poznaniu pod koniec grudnia 2010 roku, dołączyła wreszcie obiecana samica, która przyjechała ze Szwajcarii. Tak jak się tego spodziewaliśmy, niewidoczny do tej pory samiec (do czwartku ani razu nie udało nam się go zobaczyć – mimo kilku prób!) stał się bardzo aktywny i wraz z nową partnerką cały czas poruszali się po bardzo dużym i intensywnie zagospodarowanym wybiegu.
Wszędzie było ich pełno – to biegały po gałęziach, to wchodziły do kotników, to spacerowały przy szybie – zrobienie choćby przyzwoitego zdjęcia w Pawilonie Zwierząt Nocnych graniczy z cudem (a lampy używać nie wolno!) dlatego wrzucamy jedyne, które “jakoś” wygląda:

Kinkażu w akcji - to i tak najlepsze zdjęcie, jakie udało nam się zrobić...

Podglądanie obu kinkażu w akcji to niezła frajda – są większe, niż się spodziewaliśmy, mają fantastyczne uszy i niezwykły ogon, którym balansują niczym lemury katta lub galago małouchy. Gdy chowają się na tyłach wybiegu, widać tylko uniesione do góry ogony – trochę jak u ostronosów białonosych.

Gdzie te lemury i gdzie te… orły?

Na wybiegach zewnętrznych, przylegających do Pawilonu Zwierząt Nocnych, szaleją koszatniczki, lwiatki złotogłowe, pieski preriowe i przede wszystkim surykatki, które urządzają niezwykłe “zapasy”:

Które chwilami przypominają tańce:

Tańczący z surykatkami

Lemury czerwonobrzuche i alaotrańskie są znacznie mniej skore do zabaw i nie wychodzą na zewnątrz.
Pusto także w wielkiej wolierze zamieszkiwanej dotychczas przez niezwykle efektowną rodzinę lemurów wari rudych.
Trzy samczyki lemura wari – Filip, Rysiek i Wiedźmin, które urodziły się 22 marca 2010 roku, wyjechały już do jednego z francuskich ogrodów zoologicznych, tym samym w zoo została już tylko ich matka, Jessy.

Tej trójki nie zobaczymy już w zoo... (fot. L'N'A')

Idziemy zatem dalej, ale kolejne zaskoczenie czeka na nas przy tzw. wielkiej wolierze, w której do tej pory mieszkała para bielików olbrzymich.
Woliera jest pusta, a na jej tyłach kręcą się panowie z ekipy remontowej, którzy przycinają drzewa.

Woliera bielików chwilowo pusta

Na czas usunięcia szkód spowodowanych przez wiatr bieliki olbrzymie przeniesiono do woliery orłosępów, które z kolei przeniesiono do woliery zajmowanej wcześniej przez orły stepowe. Te zaś zamieszkały w jednej z wolier znajdującej się naprzeciwko wyspy lemurów – tej, w której do tej pory znajdowały się trzmielojady.
Tych zaś nie udało nam się nigdzie zobaczyć :) .

Orzeł stepowy w "nowej" wolierze

Wielkie przestrzenie i nowe tablice

Od woliery bielików schodzimy w dół, w stronę sawanny afrykańskiej i wybiegu Ameryki Południowej.
Spostrzegamy też pierwszy z kilkunastu znajdujących się na terenie zoo nowych drogowskazów, na których znajdują się nowe, kolorowe tabliczki pokazujące nam, do jakich zwierzaków możemy dojść daną ścieżką – oprócz rysunku zwierzaka mamy jeszcze – w wybranych przypadkach – odległości nas od niego dzielące.
Całość prezentuje się bardzo ładnie.

Do słoniarni jeszcze 900 metrów!

Idziemy dalej, mijając grupki zwiedzających, a także spokojnie spacerujące sobie po ścieżkach i trawie bernikle kanadyjskie:

Bernikle na spacerze

Z daleka też widać biegające po wznoszącym się dość stromo wybiegu sawanny afrykańskiej zebry i strusie:

Struś po lewej

Drugi struś po lewej, zebra w tle, na środku (między drzewami)

Podchodzimy zatem bliżej, mijając po drodze – z prawej strony – czerwonaki chilijskie:

Czerwonak na czerwonaku!

oraz boćki i żurawie, przy wybiegu których zlokalizowany jest drugi przystanek kolejki – Przystanek “Flaming”:

Przystanek kolejki - "Flaming"

Cała infrastruktura kolejki została już ukończona – składa się na nią zadaszona wiata z ławeczkami i elektronicznym wyświetlaczem (godzina, temperatura, krótkie komunikaty typu “Witamy w zoo” lub “Kolejka nie jeździ”) , kiosk multimedialny (oferujący nam dostęp do strony internetowej zoo) a także – co jest właśnie nowością, bo reszta była już “w ofercie” wcześniej – dwie plansze – jedna przedstawiająca mapę całego zoo z zaznaczeniem trasy kolejki i nazwą przystanku (zdjęcie powyżej – plansza z lewej) oraz druga, pokazująca na zbliżeniu mapę tej części zoo, w której akurat się znajdujemy (zdjęcie powyżej – plansza z prawej).
Ładne to i czytelne, a przede wszystkim rozwiązuje sprawę map i drogowskazów, których dotychczas w zoo było zbyt mało – albo były zupełnie nieczytelne.
W połączeniu ze wspomnianymi drogowskazami, pojawiającymi się już od zeszłego roku wielkoformatowymi tablicami informacyjnymi poświęconymi poszczególnym zwierzętom lub wybiegom, a także nowymi tabliczkami gatunkowymi, które pojawiły się przy wielu wybiegach – poznańskiemu zoo należą się wielkie brawa za całokształt inwestycji informacyjno-edukacyjnych.
Do tego jeszcze infokioski z dostępem do strony internetowej zoo, nowa tablica z aktualnościami z życia zoo przy wejściu i nowa mapa główna, a także szereg pomniejszych – nieźle, jak na ostatnie kilka miesięcy – i oby tak dalej!
Przydałoby się jeszcze rozwiązać sprawę przewodnika :) .

Duża plansza poświęcona faunie Afryki

Najwięcej nowych tabliczek pojawiło się w Pawilonie Małych Ssaków – tam wymieniono wszystkie tabliczki z opisem eksponowanych gatunków:

Kururo - nowa tabliczka

Kururo - stara tabliczka

Szynszyla - nowa tabliczka

Szynszyla - stara tabliczka

Do tego tematu też jeszcze wrócimy, bo należy mu się osobne miejsce.
Tymczasem wracamy do zwiedzania – od przystanku “Flaming” idziemy w stronę żyraf, które możemy podziwiać albo z alejki, albo z zrobionego w zeszłym roku tarasu – czyli wydzielonej części wzniesienia sawanny, które wcześniej znajdowało się na terenie wybiegu (to tu zwykle przesiadywał marabut).

Wydzielona część wybiegu sawanny - dzięki temu możemy podejść bliżej zwierząt

Co ciekawe, teraz na samym dole wzniesienia ustawiono kilkanaście drewnianych ław – można tu sobie usiąść i odpocząć.

Wchodzimy na samą górę, ale zarówno żyrafy, jak i zebry, znajdują się na tyłach swoich ogromnych wybiegów.

Zebra nadchodzi!

Żyrafy!

Za to fenomenalny widok rozciąga się z drugiej strony – odwracamy się, a przed nami widać jak na dłoni cały wybieg Ameryki Południowej:

Cała Ameryka Południowa przed nami!

A gdzieś tam w tle widać… dwa stwory z długimi nosami i długimi ogonami! Idziemy!

Granica nie do przekroczenia, czyli jak blisko podejdzie mrówkojad?

A na wybiegu Ameryki Południowej pustawo – wikunie przeniesiono na wybieg zajmowany wcześniej przez konia Przewalskiego, mrówkojady mają swój oddzielny wybieg, a rodzinka tapirów – Madzia, Gwizdek i całkiem spory już Cypisek – chowała się niestety tylko na tylnym wybiegu, niedostępnym dla zwiedzających. Jedyny nandu, który się tu jeszcze uchował, ponoć… panicznie boi się kolejki i na wybiegu pojawia się tylko przed pierwszym jej startem.
Tym samym po ogromnej przestrzeni snuły się tylko kapibary i bernikle…
Z kolei na wybiegu zajmowanym przez mrówkojady widać… mrówkojady! Guapa i Eskado są w ciągłym ruchu, niestety trzymają się tyłów wybiegu od strony chatki, przez co widoczne są z dużej odległości – na szczęście mamy ze sobą lornetkę :) .

W tle Eskado!

Co rusz Eskado podchodzi w stronę jedynej krawędzi wybiegu, przy której mogą stanąć zwiedzający (z prawej mamy kamienny mur oddzielający wybieg mrówkojadów od wybiegu czepiaków, z lewej płot oddzielający wybieg mrówkojadów od reszty wybiegu południowoamerykańskiego, z tyłu zaś niedostępne dla  zwiedzających chatki…), niestety za każdym razem zatrzymuje się przy magicznej linii, którą wyznacza znajdujące się z prawej strony drzewo.
Do drzewa i… z powrotem.
I tak za każdym razem:

Nie mamy coś ostatnio szczęście do naszych podopiecznych :(

Później odwiedzimy je jeszcze raz, wówczas na wybiegu spacerować będzie Felice, ale i ona trzyma się okolic chatki.
W najbliższym czasie powinna zapaść decyzja dotycząca przyszłości Felice – że poznańskie zoo opuści, to pewne, pytanie tylko, kiedy i dokąd pojedzie. Jak tylko się dowiemy – na pewno damy znać!

Tymczasem idziemy dalej kierując się w stronę słoniarni – idąc tą trasą warto się czasami zatrzymać i spojrzeć w bok lub za siebie, bo plenery są tutaj – zwłaszcza o tej porze roku – fantastyczne!

Z prawej - wybieg czepiaków, przed nami - kolejno: wybieg mrówkojadów, wybieg Ameryki Południowej, a w tle wybieg żyraf

Widok sprzed wybiegu ostronosów rudych - przed nami staw, a w tle wybieg żyraf, na którym widać... żyrafę!

Przystanek “Słoniarnia”

Do słoniarni jeszcze 200 metrów!

Po drodze do słoniarni mijamy wybiegi czepiaków czarnorękich, ostronosów rudych, woliery z ptakami drapieżnymi (gdzie znajdują się m.in. przeniesione orły stepowe i młody puszczyk mszarny, którego oddzielono od rodziców) oraz wyspę, na której zamieszkały już lemury katta.
Zaglądamy też do chatki tygrysów syberyjskich, ale tam panuje wyjątkowy spokój – cała czwórka leni się w narożnikach wybiegu.

Tygrys leniwy

W słoniarni pustki – cała piątka słoni znajduje się bowiem na wybiegu.
Trzy samice – Linda, Kizia i Kinga – spacerowały sobie w pełnym słońcu na głównym wybiegu zewnętrznym:

Kinga, Kizia i Linda na wybiegu

Natomiast Yzick bawił się z oddzielonym od reszty słoni Ninio – oba samce podawały sobie trąby przez bramę, za którą, na małym wybiegu na tyłach słoniarni, znajdował się Ninio.

Na pierwszym planie trzy samice, z tyłu, po prawej, Yzick i Ninio

Od słoniarni idziemy do znajdującego się przy wolierze susłów moręgowancyh przystanku kolejki “Słoniarnia”.
Najpierw zaglądamy do wielbłądów, gdzie udaje nam się wypatrzeć urodzoną 22 marca samiczkę o imieniu Layla:

Znajdź Laylę!

Stado poznańskich baktrianów liczy tym samym już osiem sztuk!

Wielbłądy dwugarbne

Z uwagą stajence wielbłądów przyglądał się także Tadeusz:

Wybieg wielbłądów okiem Mrówkojada

Tymczasem na znajdującym się naprzeciwko wielbłądów wybiegu susłów moręgowanych panuje niesamowity ruch – złapać w obiektywie aparatu choćby jednego susła to prawdziwy wyczyn!

Suseł moręgowany

Zanim w dalszą drogę ruszymy kolejką (odcinek od susłów do motylarni postanowiliśmy bowiem przemierzyć kolejką, bo trochę już jesteśmy zmęczeni, a do pokonania jeszcze kawał drogi, podczas gdy na tym, liczącym ponad półtora kilometra odcinku, zobaczyć można tylko bizony i makaki), podchodzimy jeszcze do wybiegu, na którym do niedawna mieszkała 22-letnia klacz konia Przewalskiego, Alma. W marcu przeniesiono ją na duży, leśny wybieg znajdujący się na zapleczu ogrodu, a jej miejsce zajęły wikunie, które opuściły wybieg Ameryki Południowej – wszystko dlatego, że nie mogły już znieść towarzystwa mrówkojadów, które nawet przez płot dawały im się we znaki :) .

Nowy wybieg wikunii (dawniej konia Przewalskiego) - wikunie leżą w prawym, górnym rogu wybiegu

Wracamy na przystanek – kolejka, która kursuje po zoo według umownego rozkładu jazdy (“co pół godziny”), jeszcze nie nadjechała, dlatego przyglądamy się uważnie samemu przystankowi.
Co my tu mamy? Tak jak na każdym innym przystanku – infokiosk z dostępem do strony internetowej zoo, tablicę z nazwą przystanku i mapą całego zoo (oraz rysunkiem zwierzaka, który jest w “nazwie” przystanku – w tym przypadku słonia):

Przystanek "Słoniarnia"

oraz mapę okolicy przystanku:

Mapa okolic przystanku "Słoniarnia"

Tadziowi nowe tablice przystankowe bardzo się spodobały :) .

Przystanek... Mrówkojad!

Tymczasem na przystanku gromadzi się coraz więcej osób – znak, że zaraz pojawi się kolejka!
Tak też się dzieje – po chwili zza słoniarni wyłania się zielonożółty skład nowej kolejki ogrodowej, która po raz pierwszy wyruszyła na trasę po Nowym Zoo niemal równo rok temu – 1 maja 2010 roku!

Kolejka kursująca po Nowym Zoo

Wsiadamy do pierwszego wagoniku, który jest prawie pusty – tłoczno natomiast w drugim wagonie, może dlatego, że jest tam miejsce dla wózków dziecięcych, a pasażerów z takim dodatkowym obciążeniem jest całkiem sporo.
Rozsiadamy się wygodnie (siedzonka są “umiarkowanie” wygodne) i czekamy, aż ruszymy – od poprzedniej przejażdżki minęło pół roku, bo późną jesienią i zimą, z powodu “złych warunków atmosferycznych” kolejka nie kursowała.

Tadeusz już nie może się doczekać!

Jedźmy już, no!

Z różnych stron nadciągają kolejni zwiedzający, którzy chcą jeszcze zdążyć i gdy wreszcie ruszamy, kolejka jest już solidnie zapełniona (a pomieści 60 osób!).

Jedźmy, jedźmy!

No to jedziemy – mijamy wybieg wikunii (“Sarenki, sarenki!”), bizonów preriowych (“Żubry, żubry!”), makaków (“Gibony, gibony!”), u których niedawno urodziło się kolejne młode oraz motylarnię, przy której… chcieliśmy wysiąść! Ale jedziemy dalej! Nie protestujemy, bo domyślamy się, w czym rzecz.
Jedziemy zatem dalej, bez jakichkolwiek przystanków, nasłuchując kolejnych mądrości naszych współpasażerów. Zastanawiające, że żadnego z mijanych zwierząt nie nazwali prawidłowo – czyżby był to efekt oceny gatunków z perspektywy jadącej kolejki czy życzeń, jakich gatunków nam w zoo brakuje (prawda – gibonów i sarenek w Nowym Zoo nie ma…).

Ale super!

Mijamy zatem wybieg Ameryki Południowej, skręcamy przy czepiakach w lewo (a nie jedziemy prosto, w stronę słoniarni, jak podczas typowego kursu), dalej między wolierami ptaków a wyspą lemurów i przed chatką tygrysów skręcamy w lewo, by przejechać przesmykiem między stawami.
Tym samym wyjeżdżamy wprost na… motylarnię!
Przejazd z jednego przystanku na drugi wymagał objechania połowy zoo! Powodem jest zwrotność kolejki, która przy przystanku motylarnia nie była by w stanie nakręcić, aby podjechać w stronę insektarium jadąc od strony słoniarni – musi zatem zrobić wielkie koło i wyjechać na wprost drogi do insektarium (choć dziwi nas nieco, że jeszcze jakiś czas temu objazdu nie było i kolejka zawracała przy motylarni…).
Brzmi to strasznie skomplikowanie, ale w praktyce przekłada się na nieco dłuższą przejażdżkę – i wszyscy są zadowoleni, choć po twarzach niektórych pasażerów widać, że są nieco skołowani.
A cały manewr na mapce prezentuje się tak:

W końcu docieramy do motylarni, gdzie postanawiamy wysiąść. Z nami wysiada też część pasażerów, która zamierza udać się do motylarni właśnie, niestety musimy ich rozczarować – motylarnia jest otwarta dopiero od 1 maja!

Motylarnia jeszcze zamknięta

O tym, że jest zamknięta, informuje nas w mało subtelny sposób… ławka, ustawiona na szczycie schodów, zastawiająca przejście do motylarni.
W tym miejscu musimy wspomnieć o kilku obserwacjach poczynionych podczas krótkiej przejażdżki, a także podczas kursu kolejka po całym zoo – taką bowiem wycieczkę zafundowaliśmy sobie na koniec zwiedzania (do tego momentu jeszcze dojdziemy).

Kolejka właśnie dojechała na swój ostatni przystanek, tuż przy wejściu do zoo

Po pierwsze – kolejka świetnie się sprawdza jako środek przemieszczania się po zoo, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, także z dziećmi “wózkowymi”.
Po drugie – dla dzieci – ale nie tylko – kolejka jest atrakcją samą w sobie i widać, że wielu zwiedzających, nie tylko tych najmłodszych – mogłoby nią jeździć tak długo, jak to tylko możliwe.
Po trzecie – wielu zwiedzających jest pozytywnie zaskoczonych, że za przejazd kolejką nie muszą nic płacić – wielu z nich zanim wsiądzie podchodzi do kierowcy i pyta, ile kosztuje przejazd.
Po czwarte – bardzo wielu zwiedzających traktuje przejazd kolejką jako “rozpoznanie terenu” – najpierw z okien kolejki oglądają całe zoo, a potem już na piechotę udają się do tych miejsc, które najbardziej im się spodobały.
Po piąte – można się czepiać kiczowatego wyglądu kolejki i tego, że tak naprawdę nie jest ona kolejką, ale… to i tak najlepsza oferta komunikacji na terenie zoo oferowana przez krajowe ogrody – w dodatku bez dodatkowej opłaty!
Można by tak wymieniać dalej, trzeba jednak przyczepić się pewnej kwestii – nagranego na płytę “przewodnika”, który wita podróżujących kolejką na samym początku i informuje na trasie o tym, jaki jest następny przystanek i dokąd można się z niego udać.
Samo w sobie jest to dużym plusem, niestety kilku rzeczy na nagraniu można się przyczepić:
- mamy już 2011 rok, a głos przewodnika z płyty informuje nas, że “słoniarnię otwarto w zeszłym roku” – tym samym zaniżony jest wiek słoni, o których również opowiada przewodnik
- już na samym początku słyszymy, że “w zoo mieszka 500 gatunków zwierząt”. To też nieprawda – tyle w szczytowym momencie mieszkało, ale zarówno w Starym jak i Nowym Zoo, a przewodnik wyraźnie mówi o “Nowym Zoo”.
To jednak dość rażące błędy i dobrze byłoby coś z tym zrobić – pisaliśmy o tym już w zeszłym roku, ale jak widać nic się nie zmieniło. Czy za rok też głos z mikrofonu będzie mówić, że słoniarnię wybudowano rok temu?

Skunksy, kuny, karakale, czyli w krainie małych ssaków

Kierunkowskaz przy wolierze kuny żółtogardłej

Od motylarni idziemy w stronę kompleksu wolier i wybiegów małych ssaków. Przez kilkaset metrów idziemy ścieżką, którą z jednej strony otacza las (z lewej), z drugiej puste wybiegi (puste od ponad dwóch lat!), aż dochodzimy do małego skrzyżowania – mamy do wyboru albo iść drogą na skróty do nosorożców, albo udać się w stronę Pawilonu Małych Ssaków i dalej insektarium.
Tadeusz jest za nosorożcami, ale my decydujemy się jednak obejść całe zoo – nie opuszczając żadnego wybiegu!

Tadziu i nosorożec

Pierwszą wolierę w tym sektorze zoo zamieszkuje samiec kuny żółtogardłej – od czasu, gdy w jego wolierze kratę zastąpiono szybą, można nie tylko obserwować jego niezwykłe harce, ale też zrobić całkiem przyzwoite zdjęcie:

Kuna żółtogardła

Kuna żółtogardła

Ale i tak najlepiej zobaczyć ją w “ruchomej” akcji:

Sąsiednią wolierę – również z nową szybą – zamieszkują z kolei żenety.

Woliera żenet

Te możemy zobaczyć w dość nietypowych pozycjach – dwie żenety śpią na przyczepionych do tylnej ściany wybiegu półkach, ze zwieszonymi w dół głowami – w dodatku obie półki są tuż obok siebie.
Widok jest dość makabryczny:

Śpiące żenety

Nam też zdarza się zasnąć w nietypowych pozycjach, ale żeby aż tak? :) .

Kolejną wolierę zamieszkuje… nie, już nie łasza palmowa, która przeniosła się na zaplecze hodowlane, ale para jaguarundi.

Jaguarundi zamieszkały w wolierze, w której dotychczas mieszkała łasza palmowa

Możemy tu zobaczyć dziesięciomiesięczną samiczkę o imieniu Fiona, która przyjechała z Centrum Hodowli Rzadkich Gatunków, które mieści się w Sandwich w Anglii. Została wymieniona na rocznego samca manula, który powędrował na Wyspy.
Fiona dołączyła do mieszkającego już wcześniej w zoo pięcioletniego samca (pochodzącego z Opola), który po śmierci swojej poprzedniej partnerki przeniesiony został na zaplecze i teraz powrócił na ekspozycję.
Para jaguarundi ponoć od razu się zaakceptowała i nie przeszkadzała im w tym nawet różnica w umaszczeniu – jedno z nich jest bowiem bardziej szare, drugie bardziej brązowe.

Fiona ze swoim nowym partnerem wspólnie lenią się na półce, na której nigdy nie udało nam się zobaczyć łaszy...

Warto wspomnieć, że w tej wolierze również metalową siatkę zastąpiono szybą.

W chatce zamieszkiwanej przez perewiazkę i norkę europejską widać tylko tę drugą, która jednak szybko chowa się w pustym pniu.
Spory ruch panuje natomiast na wybiegu ostronosów białonosych:

Ostronosy białonose

Co innego otocjony – tu cała rodzinka (mama, tata i dwie roczne już prawie córeczki) wylegują się w najlepsze!

Na piachu

Znajdź otocjona!

W cieniu i przy ziemi

W cieniu i z podniesioną głową

W cieniu i z obrotem

Na sąsiednim wybiegu wylegują się także trzy karakale – wyglądają niczym rasowe kanapowce, tyle że na piachu :) .

Karakale dwa

Karakal jeden, ale za to jaki!

Za wybiegiem karakali mamy cały ciąg wybiegów zamieszkiwanych głównie przez kotowate – możemy tu zobaczyć manule, koty amurskie, żbiki, rysie i najstarszą w Europie panterę śnieżną.
Niestety, wszystkie te woliery pamiętają jeszcze lata 70. – czekamy na to, żeby i one doczekały się modernizacji, choćby poprzez wymianę krat na szyby.

Woliery kotowatych

Nas interesuje jednak przede wszystkim jedna woliera – pierwsza, licząc od strony wybiegu karakali.
W niej bowiem niedawno zamieszkał nowy mieszkaniec zoo – skunks zwyczajny o imieniu Albert:

Woliera skunksa

Albert zamieszkał na wybiegu, na którym wcześniej mieszkała kotofretka (ta niestety jakiś czas temu padła).
Albert jest pierwszym od sześciu lat skunksem w poznańskim zoo. Ma dopiero osiem miesięcy i przyjechał z prywatnej hodowli. W każdej chwili ma dołączyć do niego samica (kto wie, może już do niego dotarła?).
Albert, podobnie jak samiczka jaguarundi, Fiona, ponoć świetnie zaaklimatyzował się w nowym miejscu i błyskawicznie dostosował je do “swoich potrzeb”.
Jak na skunksa przystało jest bardzo żarłoczny, odbiega za to nieco kolorem od typowego skunksa – przeważa u niego bowiem kolor biały.
Nam niestety nie udało się go zobaczyć, choć bardzo się staraliśmy wypatrzeć go na wybiegu.
Została nam – póki co – tylko tabliczka…

Skunks zwyczajny - tabliczka

Kurs na nosorożce!

Zaglądamy jeszcze do stojącego nieopodal Pawilonu Małych Ssaków, ale tu, oprócz kompletu nowych tabliczek informacyjnych (o których pisaliśmy wcześniej) i nieznacznych zmian dekoracji, nie pojawił się żaden nowy zwierzak.
Ruszamy zatem dalej, ścieżką wzdłuż tzw. sowich wolier:

Z prawej kompleks sowich wolier

aż dochodzimy do insektarium – pawilonu, który mógłby być jedną z największych atrakcji zoo, niestety, od wielu już lat praktycznie w ogóle się nie zmienia.
Owszem, w ostatnich dwóch latach obsada gatunkowa podlegała licznym zmianom, jednak wystrój samego obiektu i charakter ekspozycji nie zmienił się zupełnie. Szkoda, bo o ile był to pionierski obiekt tego typu w Polsce, to obecnie został daleko w tyle za obiektami w Warszawie i Opolu…

Insektarium

Najnowszym mieszkańcem insektarium jest katydid – gatunek roślinożernego pasikonika, występującego na Florydzie (USA). Owady te dorastają do 7 cm, a ich cechą charakterystyczną jest to, że… łudząco przypominają liście:

Znajdź katydida!

Przyznajemy – bardzo ciekawy stwór, tym bardziej, że tuż obok możemy zobaczyć również podobne do liści liśćce:

Liściec

Idziemy dalej – mijamy woliery z ptasiorami, wybieg żubrów:

Żubr

oraz wybiegi kopytnych – mundżaków i milu, tomi oraz nilgau i aksisów (gdzie 30 marca urodziły się trzy młode jelenie), aż dochodzimy do wybiegu nosorożców. Nosorożce na wybiegu co prawda są, ale wylegują się na tyłach wybiegu, tuż przy chatce:

Nosorożec wypoczywający

W sąsiadującym z wybiegiem nosorożców basenie wydr pływają wspomniane na samym początku foki, naszą uwagę zwraca jednak co innego – mały gryzoń starający się dostać do kawałka suchej bułki, a wszystko między barierką a krawędzią basenu:

Bułkę w końcu udaje się pochwycić i dzielny maluch znika w listowiu.
Warto pamiętać, że Nowe Zoo to nie tylko ogród zoologiczny, w którym możemy zobaczyć egzotyczne zwierzęta, to też ogromny obszar znajdujący się na terenie naturalnego lasu, zamieszkiwany przez przedstawicieli krajowej fauny (o czym informują nas liczne tablice), których możemy spotkać właściwie na każdym kroku.
Trzeba być tylko bardzo uważnym i mieć trochę szczęścia!

Od Australii po Filipiny!

Zaglądamy jeszcze na wybieg sitatung – samice rozsiane są dosłownie po całym wybiegu:

Sitatungi

natomiast samiec – “prezes” stada – obgryzał gałązki dosłownie kilka centymetrów od barierki:

Niestety, nasi ulubieńcy – para dzioborożców abisyńskich – są zamknięci na małych przedwybiegach.
Na wybiegu nie było także marabutów (wróciły na niego… dzień po naszej wizycie w zoo!), sporym zaskoczeniem był jednak widok woliery dzioborożca białodziobego – brakowało nie tylko samego dzioborożca (a także dzielącego z nim wolierę sójkowca krasnoskrzydłego), ale też… samej woliery!

Woliera dzioborożca białodziobego

Woliera dzioborożca białodziobego

Jak się okazało, konstrukcja woliery uległa biodegradacji i trzeba było wymienić słupki i siatkę, która tworzyła “dach” woliery.

Od woliery dzioborożca białodziobego cofamy się do sektora australijskiego.
O ile kangury są wyjątkowo leniwe i wylegują się przy ogrodzeniu:

Kangury wypoczywają

a i emu nie są zbyt aktywne, pozytywnie zaskakuje natomiast kazuar hełmiasty zamieszkujący niepozorny i nieco schowany wybieg za Barem “Miś”:

Kazuar hełmiasty

Teraz było go widać nieco lepiej – wycięto bowiem wszystkie krzaki, rosnące między barem a krawędzią wybiegu, a i sam kazuar podszedł bardzo blisko barierki, co zdarza mu się raczej rzadko.

Kazuar w przysiadzie

Od kazuara idziemy już w stronę wyjścia, mijając po drodze wybiegi jeleni baweańskich i jeleni Alfreda oraz, przede wszystkim, świń wisajskich!

Świnie wisajskie

Na wybiegu oprócz Elvisa – świetnego samca z rewelacyjną “grzywą” oraz samicy o nietypowym imieniu – Kurczak – możemy zobaczyć także trzy małe świnki, które urodziły się 12 stycznia:

Małe świnki wisajskie

Kilka dni temu pisaliśmy, że cała trójka została już nazwana -  samiczki nazwano Pyrka i Tytka, a samczyk otrzymał imię Chrumson :) .
Cała trójka w towarzystwie rodziców ochoczo biegała po całym wybiegu, cały czas ryjąc w ziemi i szukając czegoś do schrupania:

Świnki w akcji

Ostatni odcinek trasy – wiodący wzdłuż wolier “kuraków” – pokonujemy już bez szczególnych przystanków – poza połączeniem kariam wiele się w tej części zoo nie zmieniło.
Solidnie już zmęczeni idziemy jeszcze na początkowy przystanek kolejki, by raz jeszcze się nią przejechać – tym razem po całym ogrodzie!
Z zoo wychodzimy ostatecznie solidnie po piętnastej co oznacza, że spędziliśmy tu ponad cztery godziny!
Przed nami jeszcze konkretny spacer do przystanku na Krańcowej, ale najpierw jednak musimy odebrać plecaki od pani kasjerki…

Tak oto kończy się nasz spacer po poznańskim Nowym Zoo – to jednak dopiero pierwszy akt naszej trzyczęściowej eskapady zoologicznej po Wielkopolsce.
Odcinek drugi – zoo w Nowym Tomyślu, które odwiedziliśmy w niedzielę, oraz odcinek trzeci – Stare Zoo (w którym byliśmy w poniedziałek) już niebawem.
Oczywiście na Mrówkojadzie!

Tyle na dziś – a pełną galerię zdjęć z Nowego Zoo możecie zobaczyć TUTAJ.

Relacja z wizyty w łódzkiej motylarni, czyli tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga!

W środę, 20 kwietnia, w łódzkim zoo odbyło się oficjalne otwarcie pawilonu Motylarni.
My zaś zapraszamy na specjalną relację naszego łódzkiego korespondenta terenowego, Pomurnika, który opowie nam o tym, jak prezentuje się najnowsza ekspozycja łódzkiego zoo!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Pomurnika. My dokonaliśmy jedynie redakcji tekstu)

Motylarnia?

Motylarnia we wrocławskim zoo

Na początku tego roku w artykułach prasowych łódzkie zoo ogłosiło różne inwestycje, które mają zostać zrealizowane w 2011 roku. W planach, oprócz dokonania różnych remontów, pojawiła się informacja o powstaniu motylarium. Jak sama nazwa wskazuje, jest to specjalny pawilon, w którym mieszkają bajecznie kolorowe motyle z całego świata. Z tego też powodu pawilon jest specjalnie przystosowany tak, by żyjące tam motyle czuły się jak najlepiej. Nie jest więc zaskoczeniem bardzo wysoka temperatura i wilgotność panująca w takim budynku, ani także masa różnego rodzaju równie egzotycznych co motyle roślin. Do tej pory tego typem pawilonu mogły się pochwalić Wrocław oraz Poznań.
We Wrocławiu motylarnia jest całoroczna, w Poznaniu natomiast otwierana jest sezonowo. Za jakiś czas motyle zagoszczą zapewne  także w „Dżungli” w płockim zoo.

W końcu po tygodniach oczekiwań nadszedł szczególny dzień. 21 kwietnia w łódzkim zoo otwarto motylarnię. Pomysłodawcami powstania motylarni w łódzkim zoo jest dwójka pracowników – Barbara Wicińska, asystent działu akwarium i wiwarium oraz Tomasz Jóźwik, lekarz weterynarii w zoo.

Słów kilka o samym pawilonie.

Pawilon dik dików/motylarnia

Może się to wydawać dziwne, ale motylarnia powstała w zupełnie innym pawilonie tematycznym.
Pawilon afrykański, nazywany inaczej pawilonem dik dików, został otwarty w 2004 roku nieopodal wybiegu żyraf.
Pawilon jest całoroczny i bez problemu można go zwiedzać (chyba, że dik diki mają młode – wtedy pawilon jest nieczynny).
Jak obie nazwy tego pawilonu wskazują, zamieszkiwany jest on przez zwierzęta afrykańskie. Wewnątrz budynku mamy możliwość wglądu do dwóch wybiegów niewielkich dik dików, a do niedawna mieliśmy także dwie woliery wewnętrzne zamieszkane przez ptaki afrykańskie: turako zielone i białouche oraz gołębie gwinejskie.

Wybieg dik dików (2009)

Wewnątrz budynku są także niedostępne dla zwiedzających boksy zwierząt kopytnych, zamieszkane przez rodzinkę oryksów szablorogich i gromadkę kudu małych. Warto dodać, że oba gatunki, jak i dik diki, mają swoje wybiegi zewnętrzne, z których chętnie korzystają w sezonie wiosenno-letnim.

Kudu małe

Oryksy szablorogie

Dik diki na wybiegu zewnętrznym

W łódzkim zoo tylko ten pawilon pozwalał na jako takie stworzenie w nim ekspozycji z motylami, a i koszta związane z tym przedsięwzięciem z tego powodu znacznie się obniżyły.

Wewnątrz motylarni

Wewnątrz motylarium

W pawilonie o powierzchni 100 mkw. mamy do czynienia z miniaturową dżunglą. Wielu łodzian podczas wizyty w motylarni dosyć szybko z niej wychodziło, co spowodowane było warunkami, które w niej panują. Temperatura ok. 28 stopni oraz wilgotność wynosząca ok. 70% mogą dać nieźle w kość, ale jak wspominałem na samym początku, takie warunki są wymarzone dla motyli i egzotycznych roślin, które ozdabiają ten pawilon. Znajdujące się na ekspozycji bromelie i storczyki oraz inne egzotyczne rośliny bardzo ładnie się prezentują, podobnie jak dwa niewielkie umieszczone w rogu budynku oczka wodne.
Co ciekawe, z jednego z nich unosi się nawet niewielka mgiełka.

Rośliny w motylarium

Oczko wodne

Warto wspomnieć o głośnikach zamontowanych w pawilonie, które pozwalają nam usłyszeć różne dźwięki wydawane przez ptaki, nawoływania małp czy ryki drapieżnych kotów.
Co ciekawe, spora część dźwięków wydawanych przez zwierzęta nagrana została w łódzkim zoo, stąd też dla niejednej osoby głosy te mogą być znajome. Swoją drogą, o ile chichot kukabury można jeszcze jakoś przełknąć, to trąbienie słonia (na pewno nie łódzkiej słonicy Magdy!) nie pasuje do reszty dźwięków, które można usłyszeć w motylarium.
Przyznam, że dźwięki wydobywające się z tych głośników wydają się dosyć sztuczne.
W innym pawilonie w łódzkim zoo, w Świecie Ptaków, również są zamontowane głośniki, z których wydobywają się różne dźwięki i odgłosy zwierząt. Tam jednak dźwięki wypadają znacznie lepiej niż w motylarium i są bardziej naturalne. Można by było coś poprawić w tej kwestii.

Mieszkańcy motylarium czyli motyle i ….

Caligo Memnon

Łódzkie zoo specjalnie do motylarium sprowadziło z Anglii 200 poczwarek 16 różnych gatunków.
Wśród tych gatunków mamy np. Idea Leuconoe z Azji czy Caligo Memnon i Morpho Menelaus z Ameryki Południowej. Ciekawostką są także sprowadzone poczwarki Attacus atlas – gatunku ćmy o największej rozpiętości skrzydeł.

Zwiedzający mają możliwość zobaczenia poczwarek, a to za sprawą umieszczonego w tym pawilonie inkubatorze. Każdy rządek poczwarek w inkubatorze oznaczony jest niewielkim zdjęciem „efektu końcowego”, czyli imago.

Inkubator i poczwarki

Oprócz tego na jednej ze ścian mamy tablice przedstawiające rozwój tego owada – od jajeczek do motyla. Co ciekawe, rozwój tego bezkręgowca został przedstawiony na podstawie jednego z ładniejszych motyli występujących w Polsce – Pazia królowej.

Rozwój motyla

Niestety, nigdzie nie zauważyłem książeczki z opisami gatunków motyli przebywającymi w motylarium, chociaż pojawiła się na zdjęciach z artykułów  prasowych o tym miejscu.
Nagle zniknęła – najpierw mydło i papier toaletowy, a teraz książeczka z opisami gatunków motyli. Na szczęście w motylarium są dwie kamerki i wspomniana książeczka z gatunkami raczej szybko tam wróci :) .

Po podglądaniu ptaszków przyszla pora na podglądanie motylków...

Moim zdaniem lepiej by jednak wypadły niewielkie tabliczki z opisami gatunków, tak jak to ma miejsce we wrocławskiej motylarni.

Opisy gatunków motyli we wrocławskim zoo

W łódzkiej motylarni za wiele na to miejsca nie ma, można warto byłoby jednak postawić na takie rozwiązanie.

Na chwilę obecną w pawilonie jest kilkanaście wolno żyjących motyli.
Z czasem jednak ich liczba powinna się zwiększać. Póki co motyle podczas mojej wizyty najchętniej przebywały wysoko na ścianach wewnątrz pawilonu. Jeśli jakieś motyle pokazywały się w całej okazałości, były to głównie Caligo oraz Morpho.

Morpho Menelaus

Wspomniane motyle często można było zobaczyć żerujące na specjalnie przygotowanych dla nich owocach oraz nektarze w specjalnych karmidełkach.

Papilio Memnon

Caligo memnon

Muszę też przyznać, że nie widziałe wielu motyli które latały w pawilonie, mogło to być jednak spowodowane tym, że przychodziłem o złej porze. Jednak jeśli już motyle zaczęły latać, to bardzo często – ku uciesze zwiedzających – na nich siadały. Powodowało to różne zabawne sytuacje. Niestety ja byłem notorycznie omijany przez motyle, a szkoda, bo przez to żadnych ciekawych zdjęć nie udało mi się zrobić.

Wnętrze motylarium

Główną atrakcją tego pawilonu są, rzecz jasna, motyle, jednak cały czas zwiedzający mają wgląd na wybiegi dik dików. Przejście między obydwoma ich wybiegami zostało otwarte i tym samym samica została połączona z samcem. Podczas mojej wizyty nic nie wskazywało jednak, by dik dikom przeszkadzała większa niż zwykle ilość zwiedzających. Ba, nie zwracały na to w ogóle uwagi, podobnie jak zwiedzający na nie. Dla większości dik diki były sarenkami, żartownisie natomiast twierdzili, że jest to ostateczna faza rozwoju motyla.

Larwa – Poczwarka – Imago – Dik Dik

Ostatnia faza rozwoju motyla - dik dik

Niebezpieczeństwa czyhające na motyle – zwiedzający.

Zwiedzający w motylarium + 1 pilnujący

Podczas mojej wizyty w motylarium brakowało mi szczególnie jednej rzeczy – informacji o zakazie chwytania i łapania motyli. Jak to bywa w polskich ogrodach zoologicznych, mało kto przestrzega wszelkiego rodzaju nakazów oraz regulaminów. Mimo wszystko wypadałoby, aby w łódzkiej motylarni tego typu informacje były rozwieszone. Jak już wspomniałem, sporą frajdą dla zwiedzających były motyle, które same lądowały na nich, niestety pewnym osobom to nie wystarczało i konieczne było dla nich schwytanie takiego motyla. Takie zachowanie to czysta głupota, bo jak inaczej nazwać łapanie za skrzydła motyla żerującego na owocach czy osobnika przytwierdzonego do rośliny. Oczywiście problem pojawił się, gdy motyl po wypuszczeniu natychmiastowo lądował na ziemi. Rzecz jasna w takich przypadkach zwiedzający byli świadomi tego, co uczynili i w dosyć szybkim tempie opuszczali motylarnię.
Jeden z pechowych motyli został „wyrzucony” za ławeczkę ustawioną wewnątrz pawilonu, inny został rzucony do miski z owocami. Niestety, na pewno znajdzie się wiele osób pragnących bardzo bliskiego kontaktu z motylem, a co za tym idzie, zapewne niejeden motyl może marnie skończyć… Jak wspomniałem wyżej, widziałem w inkubatorze poczwarki ćmy Atlas. Ten gatunek ćmy żyje bardzo krótko, a to za sprawą tego, że nie ma układu pokarmowego. Jeśli z poczwarek wyklują się ćmy, czeka je raczej marny los w motylarni. Żyją krótko, ale będą żyć jeszcze krócej za sprawą zwiedzających.

Może za bardzo przesadzam, ale jak nie pisać inaczej po tym, co widziało się na własne oczy? Czy umożliwienie zwiedzającym bardzo bliskiego kontaktu z egzotycznymi motylami musi się zawsze kończyć nagłą rządzą złapania takiego owada, przy której nieświadomie robi się mu przy tym najczęściej krzywdę?

Końcowe wrażenia z wizyty

Osoby, które udając się do motylarni liczą na to, że tuż po przekroczeniu progu zostaną otoczone przez chmarę kolorowych motyli, będą bardzo zawiedzione. Tak, jak wspominałem wcześniej, na chwilę obecną wolnolatających motyli zbyt wielu nie ma.
Jednakże w inkubatorze co jakiś czas wykluwa się kolejny motyl, więc grupka motyli powinna się w miarę regularnie powiększać. Dodatkowo w miarę możliwości regularnie będą sprowadzane kolejne poczwarki z Anglii.

Inkubator

Na chwilę obecną wydawać by się mogło, że motyli w pawilonie jest bardzo mało lub wszystkie padły. Ktoś może stwierdzić, że jest to ekspozycja botaniczna. Wystarczy jednak troszkę się porozglądać po pawilonie, a naszym oczom ukażą się tropikalne gatunki motyli z Ameryki Południowej czy Azji. Liczę jednak na to, że z czasem rzeczywiście tych motyli będzie można więcej zobaczyć w pawilonie. Choć sam pawilon jest mały, a i nie do końca pasujący na taką ekspozycję, to muszę przyznać, że został bardzo ładnie urządzony i pracownicy zoo włożyli sporo wysiłku w tworzenie tej ekspozycji.

Ławeczka w motylarium

Wiadomo, że początki hodowli motyli będą dla pracowników zoo trudne, ale liczę, że z czasem wszystko dobrze się ułoży i pracownicy zoo podołają wyzwaniu. Liczę, że do końca września (motylarnia ma być raczej ekspozycją okresową) motylamią w łódzkim zoo będzie się zachwycać jak największa ilość zwiedzających, bez obowiązkowego ich łapania.

Morpho Menelaus

Wewnątrz motylarium

Papilio Memnon

Tłumów brak...

Rzecz jasna ci, którzy nie lubią wysokich temperatur i dużej wilgotności, mogą odwiedzić inne zakątki oraz innych mieszkańców łódzkiego zoo.

Na święta jajka muszą być!

Mary patagońskie

Odpoczynek

Tapir

Kameleon jemeński

Świąteczne porządki z Magdą

Pamiętajcie o palmiarni

Jak niektórzy może pamiętają, w Łodzi motylarnia powstała także w palmiarni, gdzie motyle można oglądać do końca maja. Niestety, z tego co czytałem, na tamtejszej ekspozycji sporo motyli dosyć szybko zaczęło padać. Mam nadzieję, że podobnej sytuacji w łódzkim zoo nie będzie.

EPILOG

(od Redakcji)

W ostatnim tygodniu w różnych mediach pojawiło się kilkanaście tekstów poświęconych otwarciu motylarni w łódzkim zoo – trzeba przyznać, że w ostatnich miesiącach mało które wydarzenie zoologiczne było tak szeroko komentowane w mediach.

Wybrane teksty o otwarciu motylarni:

Gazeta Wyborcza

PAP

Dziennik Łódzki

TokFM

TVP

Express Ilustrowany / lodzkie.naszemiasto.pl

„7 Dni Zoo” – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

Zapraszamy na kolejny przegląd zoowieści tygodnia w dwudziestym pierwszym już numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo!

7 Dni Zoo

A w dzisiejszym 7 Dni Zoo przeczytacie o:

1.Kup pan osła!

Krakowskie zoo wystawiło na sprzedaż część zwierząt z tzw. nadwyżek hodowlanych. Kupić możemy m.in. kuce szetlandzkie, osły i pawie.

Osioł domowy do kupienia już za 2 000 zł

Zanim jednak zoo sprzeda nam zwierzaka, musimy udowodnić, że posiadamy odpowiednie warunki do jego utrzymania.
Taka akcja to nic nowego w krakowskim zoo i prowadzona jest właściwie na bieżąco. Teraz zwierząt uzbierało się po prostu więcej.
Ile kosztują poszczególne zwierzaki?
Na osiołki trzeba przygotować ok. 2 tys. zł, trochę droższe (2,5-3 tys.) są kuce, natomiast zakup pawia to wydatek ok. 300 zł. Kuców szetlandzkich i osłów do kupienia jest kilka. Zwierzaki są jednoroczne i starsze.
Osoby zainteresowane zakupem mogą skontaktować się  z Działem Hodowlanym ( nr tel. 12.4253551 lub 12.4253552 w.14.).

2. Narodziny i transfery, czyli nowe zwierzaki w zoo!

OGRÓD ZOOBOTANICZNY TORUŃ

W ostatnim czasie w toruńskim zoo urodziło się trochę zwierzaków, m.in. :
- 9 kwietnia urodziła się samica żubra (pisaliśmy o niej wczoraj)
- 23 lutego w minizoo urodził się mały osiołek, samczyk. To dość niespodziewane narodziny, bo mama osiołka ma już 20 lat, na szczęście poród odbył się bez żadnych komplikacji i zarówno maluch, jak i jego mama, czują się świetnie.
- 28 marca pierwszy raz w toruńskim zoo przyszły na świat boa leśne – i to aż 5 sztuk!

Boa leśny - Ogród Zoobotaniczny Toruń

Zdjęcia wszystkich maluchów można zobaczyć tutaj.

ZOO PŁOCK

18.04.2011 w płockim zoo urodziła się tamaryna cesarska.

ZOO WARSZAWA

19 kwietnia w warszawskim zoo urodziła się pigmejka.

ZOO WROCŁAW

Narodziny także we wrocławskim zoo:
- W niedzielę wykluł się pierwszy z tegorocznych anolisów brodatych. Zaraz po wykluciu maluch anolisa mierzy około 6 cm długości. Kolejne małe anolisy wyklują się w ciągu najbliższych dni!

- Kolejny ważny przychówek to dziesięć młodych węży pończoszników.

- Z kolei dwadzieścia siedem jaj zniosła samica legwanika lazurowego. Jaja zostały ostrożnie przeniesione do inkubatora – czekamy zatem na młode!

Zdjęcia wszystkich zwierzaków można zobaczyć tutaj.

OGRÓD FAUNY POLSKIEJ BYDGOSZCZ

Narodziny także w myślęcińskim zoo – na świat przyszły m.in. salamandry plamiste (to drugi przychówek tego gatunku w historii zoo – poprzednie narodziny miały miejsce… w 2010 roku), lemur katta (urodził się 14 kwietnia) oraz trzy ostronosy rude, które urodziły się na początku kwietnia.
Małe ostronosy to dwa samce oraz samiczka, Tosia, która, niestety, została odtrącona przez matkę i jest pod opieką jednego z pracowników zoo.

ŚLĄSKIE ZOO

Sporo nowych zwierzaków także w Śląskim Zoo:

- 18 kwietnia do Śląskiego Zoo przyjechały z Gdańska nowe zwierzęta – wśród nich są dwie pary ostronosów południowych urodzonych w 2010 roku, które dołączą do istniejącej już w zoo grupy.
Zupełną nowością jest natomiast para żenet afrykańskich.
Obecnie przybysze z oliwskiego zoo przechodzą kwarantannę.

- Z kolei 19 kwietnia do zoo przyjechały trzy tamaryny białoczube – pięcioletni samiec z Łodzi i dwie roczne samice z Płocka.

ZOO SAFARI BORYSEW

Sporo medialnego szumu wywołało w ostatnim tygodniu przybycie do Borysewa nowego mieszkańca – białego lwa. To pierwszy taki zwierzak w polskich ogrodach zoologicznychkolejne dwa białe lwy (tym razem samice) mają trafić do Borysewa jeszcze w tym roku.
Biały lew ma na imię Sahim, ale zoo już ogłosiło konkurs na nowe imię dla zwierzęcia. Sahima można będzie zobaczyć na ekspozycji od 1 maja.
Warto przypomnieć, że nie jest to jedyny “kolorowy” zwierzak w zoo – już teraz możemy podziwiać tygrysy bengalskie złote i białe,  a niedługo do Borysewa mają trafić również dwa samce czarnego jaguara z Warszawy.
Można sobie tylko zadać pytanie, na ile te działania wpisują się w myślenie o nowoczesnym ogrodzie zoologicznym, ochronie zagrożonych gatunków i edukacji, a na ile są przejawem ponowoczesnej menażerii, w której chodzi głównie o pozyskanie klientów i wpływy ze sprzedanych biletów.
A borysewska placówka – choć tej wiosny została uznana za ogród zoologiczny – paradoksalnie coraz bardziej oddala się od myślenia o współczesnym zoo.
Niestety, zoo nie zechciało do tej pory skomentować żadnego z naszych zapytań, dlatego z głębszą analizą wstrzymamy się do czasu wizyty w Zoo Safari…

3. Inwestycje, remonty, przeprowadzki…

ZOO WARSZAWA

W Herpetarium wprowadzono innowacyjny sposób przekazywania informacji o zwierzętach.

Program pobrany na telefon komórkowy umożliwia zeskanowanie kodu kresowego umieszczonego przy terrarium i odczytanie informacji.
Na początek są one w języku polskim, niebawem będą dostępne również dla cudzoziemców, w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i rosyjskim.

ŚLĄSKIE ZOO

Największy staw w zoo zwany “Stawem Kormoranów” przeszedł w ubiegłym roku gruntowną modernizację – zbiornik został oczyszczony z kilkuletnich osadów i zanieczyszczeń, później na powierzchni stawu zbudowano trzy wyspy, na których zamieszkało stado kormoranów.
Zdjęcia z całej akcji oczyszczania stawu i jego ponownego zasiedlania można zobaczyć tutaj.

AKCENT ZOO BIAŁYSTOK

Przedsiębiorstwo “Cymar” wygrało przetarg na kolejny etap długo wyczekiwanej przebudowy Akcentu Zoo. Prace mają rozpocząć się w drugiej połowie maja.
Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

DOLINA CHARLOTTY

Zwierzyniec Dolina Charlotty w Strzelinku koło Słupska wzbogaci się w ciągu najbliższych dni o cztery żubry z Hajnówki. Będą to trzy samice i jeden samiec, ale docelowo w Strzelinku ma być aż dziesięć żubrów!
Żubry zamieszkają na specjalnym wybiegu o powierzchni… 20 ha, a oglądać je będzie można z platformy widokowej.
Wybieg żubrów ma być jednym z elementów zoo, które stale rozwija się w Dolinie Charlotty. Będzie ono zlokalizowane na kilkudziesięciu hektarach.
Już teraz w Dolinie Charlotty mieszkają m.in. kozy, osły, sarny, daniele, dziki, świnie wietnamskie i wielbłąd.

Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

4. ZooPlotek, czyli skandale, plotki i sensacje tygodnia w ogrodach zoologicznych Polski i świata

JAK PLUSZOWA SOWA ZOSTAŁA MAMĄ!

Trzy puchacze turkmeńskie z Linton ZOO w Cambridgeshire w Wielkiej Brytanii – Igor, Jelena i Misha, które przyszły na świat w marcu, zostały porzucone przez matkę. Wyjście z dramatycznej sytuacji znaleźli pracownicy zoo, którzy podrzucili maluchom… pluszową sowę, która ma zastąpić młodym prawdziwą matkę.

Trzy prawdziwe sowy i jedna pluszowa - jak myślicie, która to? (fot. Linton Zoo)

Zastępcza mama jest co prawda sporo mniejsza od młodych sów, wygląda jednak na to,  że zupełnie im to nie przeszkadza.

OSY KONTRA MUCHY DLA DOBRA MAŁP!

Szympansom z zoo w Edynburgu we znaki dawały się wyjątkowo liczne i jak zawsze natrętne muchy. Na nic zdały się packi, łapki, lepy i inne domowe sposoby na pozbycie się drażniących owadów.
Sposobem okazało sięnapuszczenie na nie pasożytniczych os, których larwy niszczą poczwarki much.
Podobno w ciągu sześciu tygodni pozbyto się wszystkich much! A gdy zabrakło much, zginęły też osy, które straciły źródło pożywienia. Tym samym w małpiarni zostały już tylko szympansy, które są ponoć zachwycone finałem potyczki z muchami :) .

MEDIA DONOSZĄ!

Sporo w mediach wszelkiej maści było w ostatnich dniach tekstów poświęconych tematyce ogrodów zoologicznych.
Mogliśmy zatem przeczytać m.in. o:
-
debacie na temat słoni z ogrodu zoologicznego w Toronto – przenosić je, czy nie przenosić? Powód – w Kanadzie jest dla nich za zimno!

- Helskie fokarium odwiedził sam Prezydent Republiki Federalnej Niemiec Christian Wulff wraz z małżonką i dziećmi!
Więcej przeczytacie tutaj.
Z kolei o wizycie Mrówkojada – niewątpliwie również bardzo ważnej – w fokarium helskim przeczytacie tutaj.

- Walka o szczątki Knuta – niedźwiedzia polarnego z berlińskiego zoo. Knut – bodaj najsłynniejszy mieszkaniec zoo w Europie w ostatniej dekadzie – padł miesiąc temu. Teraz trwa walka o to, co zrobić z jego szczątkami i jak uhonorować słynnego misia.
Zachęcamy do lektury.

- Dramat Szytego – młodego wilczka grzywiastego ze Śląskiego Zoo, który został odrzucony przez rodziców.
O jego losie przeczytacie tutaj – od razu jednak przestrzegamy: w tekście jest niestety sporo błędów…

Na koniec wycinki z Faktu – przeczytamy o niesamowitych narodzinach w podszczecińskim minizoo – urodził się tam kangur tasmański, a także o tym, jak miewają się dwie młode pumy z oliwskiego zoo.

Tyle na dziś – przypominamy też o innych ważnych wydarzeniach ostatniego tygodnia, o których pisaliśmy już na Mrówkojadzie:

Zwierzaki-straszaki, czyli strach się bać! O zwierzętach w horrorach – część II. Węże…

Dlaczego ryba piła ma piłę i inne morskie zagadki, czyli Mrówkojad na Dniu Ziemi w Akwarium Gdyńskim!

Mrówkojad w Gdańsku – 37 migawek z sobotniego spaceru

Niezbędnik zoologiczny na Wielkanoc, czyli co, gdzie, jak?

Tymczasem w nadchodzącym tygodniu ukażą się m.in. relacja z otwarcia motylarni w łódzkim zoo autorstwa naszego korespondenta z Łodzi, Pomurnika, nasze relacje z wizyt w obu poznańskich ogrodach, a także tekst poświęcony helskiemu fokarium – i oczywiście wiele innych!
A kolejny – dwudziesty drugi już! – numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

Niezbędnik zoologiczny na Wielkanoc, czyli co, gdzie, jak?

Wielkanoc już za rogiem, warto zatem przyjrzeć się, co na ten czas przygotowały polskie ogrody zoologiczne i jak podczas nadchodzących świąt będą otwarte.
Zapraszamy zatem na krótki przegląd planowanych na świąteczny weekend atrakcji oraz informator dotyczący godzin otwarcia poszczególnych placówek.
Pozostałe informacje z mijającego tygodnia już jutro – w 21. numerze 7 Dni Zoo!

1. Konkursy, konkursy!

ŚWINKI NAZWANE!

Pyrka, Tytka i Chrumson – takie imiona otrzymały trzy świnki wisajskie, które urodziły się 12 stycznia w poznańskim Nowym Zoo.
Konkurs na imiona dla trójki maluchów ogłosił Głos Wielkopolski, wyniki ogłoszono w piątkowe południe.
Niebawem na ogrodzeniu wybiegu pojawi się specjalna tabliczka, która informować będzie zwiedzających o tym, jak mają na imię świnki i kto te imiona wymyślił.
Rodzice maluchów – tata Elvis i mama Kurczak – jeszcze nie skomentowali wyboru czytelników.

Cała rodzina świnek wisajskich an spacerze (22.04.2011)

Więcej na ten temat już niebawem przy okazji relacji z naszej czwartkowej wyprawy do Nowego Zoo!


KTO NAJSYMPATYCZNIEJSZYM ZWIERZAKIEM OGRODU ZOOBOTANICZNEGO?

Portal torun.naszemiasto.pl ogłosił konkurs na Najsympatyczniejsze zwierzę toruńskiego Ogrodu Zoobotanicznego.

Do wyboru mamy piętnastu kandydatów, wśród nich największą gwiazdę zoo, niedźwiedzia himalajskiego Nufiego oraz jego partnerkę – Woltę. Zagłosować można także m.in. na surykatkę, żubra, tukana, ale też na mniej popularne zwierzaki – goniosomę namorzynową czy agamę błotną.
Można też uzasadnić swój wybór w komentarzach pod galerią – na autorów trzech najciekawszych komentarzy czekają nagrody w postaci bezpłatnej wejściówki do toruńskiego zoo. Dodatkowo przewidziana jest też jedna nagroda niespodzianka dla użytkownika, który zarejestruje się w serwisie, odda swój głos i uzasadni go w komentarzach.
Głosowanie trwa do końca maja 2011na chwilę obecną prowadzi… goniosoma namorzynowa!
Swój głos można oddać tutaj.

My uważamy, że wszystkie zwierzaki z toruńskiego zoo są niezwykle sympatyczne, swój głos oddajemy jednak na Nufiego – nie dlatego, że jest gwiazdą, ale dlatego, że nikt tak uroczo i sympatycznie nie prezentuje się w hamaku, jak Nufi właśnie :) .

Nufi w hamaku

A na kogo Wy zagłosujecie (zagłosowalibyście/zagłosowaliście)?

IMIĘ DLA ŻUBRA, CZYLI ILE JEST SŁÓW ZACZYNAJĄCYCH SIĘ NA “PO”?

Konkurs na na najsympatyczniejszego zwierzaka to nie jedyny dotyczący toruńskiego zoo.
Oto bowiem 9 kwietnia w zoo urodziła się samiczka żubra – już piąta w historii Ogrodu Zoobotanicznego. Ostatni żubr w Toruniu urodził się 2009 roku – samica Postka pojechała potem do poznańskiego Nowego Zoo.
Rodzicami tegorocznego malucha – i trzech poprzednich żubrzyc (Pogody, Porywki i wspomnianej Postki) – są dorodny samiec, ważący prawie tonę, o imieniu Poślizg i delikatnie zbudowana samica Polewka.

Poślizg i Polewka - żubry z toruńskiego zoo

Poród odbył się bez komplikacji, a mama i dziecko czują się już dobrze. Tatuś został oczywiście odseparowany – profilaktycznie – bo już wcześniej nietypowo reagował na własne maluchy, po tygodniu wrócił jednak na swój wybieg.
O ile nie wszystkim zwierzakom  w zoo nadaje się imiona, o tyle każdy nowonarodzony żubr imię mieć musi – zostaje bowiem wpisywany do specjalnej księgi rodowodowej.
Zgodnie z tradycją, wszystkie żubry urodzone w Polsce muszą mieć imiona zaczynające się od liter „po”.
A to wcale nie jest takie łatwe – wszystkie “najłatwiejsze” i najpopularniejsze słowa już wykorzystano, dlatego teraz trzeba wykazać się szczególną pomysłowością w wyborze imienia dla młodej  żubrzycy.
Dlatego też Redakcja “Nowości” ogłosiła konkurs na imię dla żubrzycy – swoje propozycje można przesyłać do 15 maja na adres: justyna.wojciechowska@nowosci.com.pl

Wszystkie propozycje zostaną przekazane dyrekcji ogrodu, a ta wybierze najciekawsze. Autor imienia dla żubra zostanie jego chrzestnym i będzie miał zaszczyt odsłonić tablicę przy wybiegu tych zwierząt.
Uroczystości z tej okazji odbędą się 29 maja podczas wielkiego rodzinnego festynu w ogrodzie.
Już zaczynamy myśleć nad imieniem!

2. Zanim pójdziemy do zoo!

Przed wyprawą do zoo warto sprawdzić na stronie internetowej danego ogrodu, czy nie zmieniły się godziny otwarcia albo czy  zoo nie jest zamknięte w któryś ze świątecznych dni.
Poniżej prezentujemy listę ogrodów, w których zaszły zmiany w kwestiach godzin otwarcia lub cen biletów.

AKWARIUM GDYŃSKIE

Nowe ceny biletów – od 26 kwietnia za bilet normalny zapłacimy już nie 16 zł, a aż 24 zł, a za bilet ulgowy nie 12 zł, a 16 zł!
To wzrost cen o odpowiednio 50% i 33%!
Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.

ŚLĄSKIE ZOO

W świąteczne dni – 24 i 25 kwietnia ogród zoologiczny zwiedzać będzie można w godzinach 9.00 – 19.00, czyli o dwie godziny dłużej niż zwykle w kwietniu.

ZOO OPOLE

Jedyny ogród zoologiczny w Polsce, który jest zamknięty w Niedzielę Wielkanocną.
W sobotę i w poniedziałek zoo czynne jest w godzinach 9.00-16.00.

OGRÓD FAUNY POLSKIEJ BYDGOSZCZ

Podwyżki cen biletów także w myślęcińskim zoo – od jutra, tj. 24 kwietnia, za bilet normalny zapłacimy 10 zł (w soboty, niedziele i święta), 9 zł (w dni powszednie) i 7 zł (w środy), natomiast za bilet ulgowy odpowiednio: 7 zł, 6 zł i 5 zł.
Szczegóły tutaj.

3. Specjalne atrakcje na Wielkanoc!

ŚWIĘTO JAJA WE WROCŁAWSKIM ZOO


Wrocławskie zoo zaprasza na kolejną edycję Święta Jaja – od 18.04 (poniedziałek) do 26.04.
W tych dniach ogród jest specjalnie przystrojony,  pojawiła się też wystawa jaj różnej wielkości i koloru, w zoo ustawiono także specjalny inkubator,  w którym można zobaczyć małe pisklaki.
W świąteczny poniedziałek natomiast nietypowy zając ukryje w pawilonach paczuszki ze słodyczami (kto je znajdzie, może je zjeść!), można też wziąć udział w konkursie na Najpiękniejszą Wielkanocną Pisankę.
Szczegóły można znaleźć tutaj.


KRÓLIK WIELKANOCNY W OGRODZIE ZOOBOTANICZNYM!

Specjalne świąteczne atrakcje dla wszystkich zwiedzających przygotowało też toruńskie zoo.
Ogród zawsze stroi się na święta – w grudniu staje tam szopka z żywymi zwierzętami i figurami świętych, natomiast wiosną pracownicy zoo przygotowują zagrodę pełną królików i kolorowych kwiatów.

ZOO ŁÓDŹ

W łódzkim zoo otwarto motylarnię – więcej na ten temat napiszemy już niebawem!

Mrówkojad w Gdańsku – 37 migawek z sobotniego spaceru

Wczoraj oprowadziliśmy Was po Akwarium Gdyńskim, które odwiedziliśmy w sobotę rano – dziś natomiast chcieliśmy zabrać Was na bardzo krótki spacer po Gdańsku, do którego wybraliśmy się prosto z Gdyni i w którym spędziliśmy niemal sześć godzin, podczas których udało nam się zobaczyć całkiem sporo niezwykle ciekawych miejsc.
Zapraszamy zatem na krótką fotorelację z Gdańska!

To już piąta nasza wizyta w Gdańsku w ciągu ostatnich miesięcy, za każdym razem jednak odkrywamy to miasto na nowo i – co najlepsze – wciąż bardzo wiele nowych miejsc pozostaje do zobaczenia. Tym razem jednak nie mieliśmy aż czterech dni (jak ostatnio, podczas naszej lutowej wyprawy do oliwskiego zoo), a jedynie kilka godzin.
Jednak dzięki wspaniałemu przewodnikowi, którym był Przyjaciel Mrówkojada, Pan Marek Nakonieczny, nasz spacer po Gdańsku był jednak o wiele sympatyczniejszy i bardziej owocny, niż ten, który był udziałem pewnej grupy małoletnich spacerowiczów w sobotni ranek w Akwarium… :) .

Na zwierzęcym tropie!

Tego kota upolowaliśmy na ul. Mariackiej – siedział sobie na schodach i czujnie obserwował okolicę.

A tę rybę znaleźliśmy tuż obok – wyglądała co najmniej na zdziwioną :) .

Z kolei te ryby były jak najbardziej prawdziwe – jedna, z restauracji na Rybackim Pobrzeżu, w dość nietypowy sposób reklamowała swoją ofertę – samemu można było wybrać rybę dla siebie.
Na szczęście byliśmy już po obiedzie…

Głowy trzech dzików na ścianie kamienicy tuż obok Kościoła Mariackiego.

Koszmarny zając wielkanocny, którego spotkaliśmy w Wielkim Młynie.


Święta nadchodzą…

Postacie

Znajdujący się przed dworcem głównym PKP pomnik dzieci żydowskich ewakuowanych z Gdańska w 1939, który postawiono tu w 2009 roku.

Pomnik komandora Jerzego Kulińskiego, stojący na Targu Rybnym nad Motławą.

Tablica upamiętniająca wybitnego niemieckiego podróżnika, Alexandra von Humboldta, honorowego członka Gdańskiego Towarzystwa Przyrodniczego.
Co ciekawe, na jego cześć nazwano także jeden z gatunków pingwinów (pingwin Humboldta, zwany też peruwiańskim).

A w Bazylice św. Brygidy możemy sobie – za jedyne 7 zł – kupić pamiątkowy medal-monetę z wizerunkiem księdza prałata Henryka Jankowskiego.


Niestety, nie mamy drobnych…

Tadeusz i Żuraw

Żuraw, a właściwie Brama Portowa Żuraw Wielki, to ogromny dźwig portowy zbudowany w połowie XV wieku.

Służył przede wszystkim jako urządzenie portowe do załadunku towarów i balastu na statki oraz do stawiania ich masztów. Urządzenie było w stanie podnieść ciężar czterech ton na wysokość jedenastu metrów.

Mechanizmem są dwa bębny o średnicy około sześciu metrów. Jako siłę napędową wykorzystywano ludzi stąpających wewnątrz tych bębnów.

Żuraw został podpalony w 1945 r., gdy miasto zdobyła Armia Czerwona. Ocalały mury okalające drewnianą konstrukcję, a po II wojnie światowej zrekonstruowano część drewnianą. Obecnie jest to jedyny tak dobrze zachowany dźwig portowy tego typu w Europie.

Na nabrzeżach

Motława to dopływ Martwej Wisły, przepływający przez centrum Gdańska. To jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w mieście.

Nad Motławą stoi szereg charakterystycznych budowli, m.in. wspomniany wcześniej Żuraw, a także gmach Filharmonii Bałtyckiej:

Siedzibą Filharmonii Bałtyckiej jest zespół budynków po dawnej elektrociepłowni z końca XIX wieku, który wraz z zabytkowym Spichlerzem Królewskim z roku 1606 tworzy Gdańskie Centrum Muzyczno-Kongresowe na wyspie Ołowianka.

Niedaleko Filharmonii znajduje się statek-muzeum SS Sołdek – pierwszy statek zbudowany całkowicie w Polsce po II wojnie światowej.

W pewnym momencie na Motławie pojawił się jeszcze jeden statek, którego jednak nie można oglądać tu na co dzień:

To “Czarna perła” – galeon, który kilka godzin wcześniej brał udział w inscenizacji bitwy – Oblężenia Twierdzy Wisłoujście.

Poczta i okolice

Poczta Polska w Wolnym Mieście Gdańsku to miejsce szczególne – 1 września 1939 roku stała się miejscem bohaterskiej i tragicznej obrony przed atakiem hitlerowskich formacji policyjnych i paramilitarnych. Zginęło wtedy około 50 pocztowców – była to tzw. Obrona Poczty Polskiej.
Obecnie mieści się tam Urząd Pocztowy Gdańsk 1 oraz Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku.

Przed gmachem znajduje się Pomnik Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku.

U bram Stoczni

Historyczna II brama Stoczni Gdańskiej

Historyczna II brama Stoczni Gdańskiej

Pomnik Poległych Stoczniowców

Wielkie dźwigi stoczniowe

Nowe czasy – kto najwyższy?

Udało nam się także zobaczyć trzy najwyższe budynki w Gdańsku – oto one:

III miejsce

Hotel Mercure Hevelius to trzeci najwyższy budynek w Gdańsku i zarazem najwyższy hotel w mieście. Jego całkowita wysokość do szczytu anteny wynosi 86 metrów, natomiast do szczytu dachu – 70 metrów. Hotel Mercure Hevelius został wybudowany w latach 1974-1980, a niedawno został odnowiony.

II miejsce

Drugim najwyższym budynkiem w mieście jest Zieleniak. Wysokość do dachu wynosi 72 m, a łączna wysokość z antenę to 92 metry. Zbudowano go w latach 1966-1969.
Nazwa Zieleniak pochodzi od specyficznej zielonej fasady.

I miejsce

Tuż obok Hotelu Mercure Hevelius znajduje się najwyższy budynek w Gdańsku – Organic Trade. Do szczytu dachu budynek mierzy 80 metrów, natomiast do szczytu anteny – 97  metrów.Budynek został zbudowany w latach 1975-1980.


Między dawnymi i nowymi czasy!

Dworzec PKP Gdańsk Główny


Reprezentacyjny i przestronny Dworzec Główny został wybudowany w latach 1894-1900, w stylu tzw. “gdańskiego renesansu”. Wieża o wysokości 50 m (z zegarami) została zbudowana w latach 1900-1903.
Naszym zdaniem to jeden z najładniejszych – pod kątem architektonicznym – budynków dworcowych w Polsce.
Część obiektów zaadaptowano na KFC i McDonalda.

Hala Targowa

Hala Targowa w Gdańsku

W XII wieku i XIII wieku na terenie placu Dominikańskiego znajdowała się osada targowa z romańskim kościołem św. Mikołaja. W 1227 kościół z przylegającym terenem został przekazany zakonowi Dominikanów, którzy wybudowali w tym miejscu klasztor zniszczony w czasie oblężenia Gdańska w 1813. Władze pruskie nie zezwoliły na odbudowę i klasztor funkcjonował w formie ruiny przez 26 lat. W latach 1839-1840 budynek został rozebrany. Pusty plac był wykorzystywany jako miejsce musztry wojskowej, a od 1881 jako miejskie targowisko. W 1894 postanowiono wybudować w tym miejscu Halę Targową, którą ukończono 3 sierpnia 1896.
Po wojnie hala nie była traktowana jako obiekt wartościowy, lecz jako wytwór pruskiej architektury. W końcu lat 60. Wojewódzkie Zjednoczenie Handlu usiłowało wyburzyć halę i na jej miejscu zbudować supersam, jednak wpis do rejestru zabytków uratował budynek.
W 1999, w trakcie ostatniej renowacji, podczas badań archeologicznych odkryto pozostałości osady targowej, fundamentów romańskiego kościoła św. Mikołaja, cmentarza przykościelnego oraz pozostałości fundamenów klasztoru Dominikanów.
Znalezione zabytki zostały w części zabezpieczone i przykryte posadzką, a częściowo są obecnie wyeksponowane w dolnej części hali.

Wysokość budynku wynosi 15 m, powierzchnia 4714 m².
Wnętrze hali zmodernizowano, dostosowując ją do potrzeb współczesnych obiektów handlowych.

Wielki Młyn

Wielki Młyn został zbudowany na sztucznej wysepce tworzonej przez celowe rozwidlenie Kanału Raduni w 1350 roku przez Krzyżaków. W 1836 młyn został zmodernizowany na wzór amerykański, a w użyciu pozostawał aż do końca II wojny światowej.
Obecnie znajduje się w nim… centrum handlowe. W kilku miejscach widać specjalnie wyeksponowane najstarsze fragmenty wnętrza.
Tu też natrafiliśmy na wielkiego wielkanocnego zająca…

Konkatedra greckokatolicka pw. św. Bartłomieja i Opieki Najświętszej Bogurodzicy

Świątynia, wybudowana w stylu gotyckim w XV wieku, znajduje się w miejscu bardzo szczególnym – w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch z trzech najwyższych budynków w Gdańsku - Hotelu Mercure Hevelius i Organic Trade.
Efekt sąsiedztwa gotyckiej świątyni i dwóch XX-wiecznych, prawie stumetrowych wieżowców, jest niesamowity:


Tyle na dziś!
Pełną galerię zdjęć z Gdańska możecie zobaczyć TUTAJ.

Tymczasem Redakcja Mrówkojada na czas Świąt Wielkanocnych wybiera się do Wielkopolski – w tym czasie mamy zamiar odwiedzić Stare i Nowe Zoo w Poznaniu oraz Ogród Zoologiczny w Nowym Tomyślu – relacje z tych wypraw pojawią się oczywiście po świętach.

Dlaczego ryba piła ma piłę i inne morskie zagadki, czyli Mrówkojad na Dniu Ziemi w Akwarium Gdyńskim!

Jak zapowiedzieliśmy, tak zrobiliśmy – w sobotę, z samego rana, wybraliśmy się na wyprawę do Trójmiasta, której zasadniczym punktem była wizyta w Akwarium Gdyńskim.
Chcieliśmy sprawdzić, co ciekawego będzie się działo w ramach obchodów Dnia Ziemi, który w Akwarium obchodzony był 16 i 17 kwietnia, a przy okazji sprawdzić, co zmieniło się od naszej poprzedniej wizyty w Gdyni, która miała miejsce na początku listopada 2010 roku.

Mrówkojad w Gdyni - pamiętacie jeszcze, co to za miejsce?

Gdynia wita!

Do Gdyni docieramy – jak zawsze – pociągiem. Jest ciepły, słoneczny, sobotni poranek, kilka minut po dziesiątej, kiedy wysiadamy z pociągu i już z peronu dworca dostrzegamy znajdujące się półtora kilometra dalej na Molo Południowym pomniki. Samego Akwarium nie widać, gdyż jest zasłonięte przez inne budynki.

Akwarium na horyzoncie!

Dobrze znaną trasą zmierzamy w stronę Akwarium, a już przy Skwerze Kościuszki dochodzą nas podejrzanie brzmiące hałasy…

Na Skwerze Kościuszki

Robimy jeszcze tylko pamiątkową fotkę z naszym ulubionym gdyńskim obiektem – turkusową fontanną:

Tadeusz wśród turkusu fontanny

i dochodzimy w końcu do budynku Akwarium.
Cały plac przed Akwarium jest zajęty przez coraz liczniej gromadzących się ludzi, dziesiątki motocykli – i motocyklistów – pojazdy wojskowe i krwiobusy, a przed Pomnikiem Josepha Conrada i Grą Masztów ustawiona jest scena, z której słychać przeraźliwe wrzaski…

Motoserce 2011 w Gdyni

To jednak nie obchody Dnia Ziemi, a impreza plenerowa z okazji Ogólnopolskiej Akcji Krwiodawstwa „MOTOSERCE” 2011, co tłumaczy zarówno obecność krwiobusa, jak i ogromnej rzeszy motocyklistów w towarzystwie imponujących motocykli.
Organizatorem akcji jest Klub Motocyklowy Nine Six MC Poland – 96MC. Akcja ma na celu zbiórkę krwi  przede wszystkim dla dzieci.
O samej akcji więcej możecie przeczytać TUTAJ.
Dla uczestników imprezy przygotowano szereg atrakcji, m.in. zabawy dla dzieci związane z ruchem drogowym, gokarty, pokaz ratownictwa medycznego i pokaz samochodów rajdowych, a także możliwość eksploracji wojskowego wozu bojowego – z czego postanowiliśmy skwapliwie skorzystać :) .

Kto by nie chciał wejść do wojskowego wozu bojowego?

Pierwszy chętny!

Najgłośniejszą atrakcją były jednak odbywające się praktycznie przez cały dzień (od 10.00 do 17.00) koncerty muzyczne na scenie przy p0mnikach.
My akurat trafiliśmy na występ zespołu o znaczącej – jak się okaże – nazwie: Hurricane.
To ich było tak słychać od kilkuset metrów :) .

Czekamy z niecierpliwością…

Grają chłopaki aż miło posłuchać :) . Mniej zadowoleni są ochroniarze z Akwarium, którzy, jak się kilka minut później okaże, nie są fanami takiej muzyki. Kwestia gustu. Gorzej, że niepokoją się także o mieszkające w Akwarium rybki, ale na szczęście odgłosy koncertu słychać tylko przy wejściu – w salach ze zwierzętami głośni są już tylko zwiedzający…

Warto jeszcze dodać, że wszyscy, którzy w sobotę oddali krew, otrzymali darmowe wejściówki na stojący w porcie niszczyciel-obiekt muzealny ORP Błyskawica.
Specjalną zniżkę dla krwiodawców przygotowało także samo Akwarium – dla osób oddających krew Akwarium Morskie w Gdyni obniżyło ceny biletów o 50%. Duży plus!
My niestety krwi oddać tego dnia nie możemy, ale zachęcamy innych do brania udziału w takich akcjach i gratulujemy organizatorom pomysłu na zorganizowanie imprezy
Zanim wejdziemy do Akwarium, kręcimy się jeszcze trochę po Molo:

Gra Masztów od dołu...

Pomnik Josepha Conrada od tyłu, ale za to z Tadeuszem!

A to leżało na postumencie Gry Masztów...

i w końcu wchodzimy do budynku Akwarium.

Akwarium Gdyńskie

SPACERKIEM PO AKWARIUM

Niezwykle szczegółowy opis Akwarium Gdyńskiego przedstawiliśmy Wam przy okazji naszej listopadowej wizyty w Gdyni, tym razem ograniczymy się tylko do fotorelacji z soboty i krótkiego komentarza do naszego blisko trzygodzinnego pobytu w Akwarium.

Bilety jeszcze po 16 zł…

Kupujemy w kasie dwa bilety normalne, za które płacimy po 16 zł.

Bilet normalny do Akwarium Gdyńskiego

Jesienią pisaliśmy, że to wcale nie tak mało, ale jak na ofertę Akwarium i brak innych opłat wewnętrznych jest to cena jak najbardziej uczciwa, zwłaszcza, jeśli porównamy ją do innych placówek “akwaryjno-oceanograficznych”, których sporo jest w nadmorskich miastach – wszak bilety do nieistniejącego już Oceanarium w Szczecinie kosztowały 20 zł!
Jakież więc było nasze zdumienie gdy w poniedziałek okazało się, że… Akwarium Gdyńskie podniosło ceny biletów – i to bardzo, bardzo mocno – od 26 kwietnia za bilet normalny zapłacimy już nie 16 zł, a aż 24 zł, a za bilet ulgowy nie 12 zł, a 16 zł!
To wzrost cen o odpowiednio 50% i 33%!
Akwarium decyzję uzasadnia tak:

Od blisko 10 lat  staramy się o stałe uatrakcyjnianie i rozbudowę naszych ekspozycji. Niestety, realizacja tego celu związana jest z bardzo wysokimi kosztami. Strategia małych kroków w oparciu o własne fundusze doprowadziła nas do obecnego stanu Akwarium Gdyńskiego. Ostatnimi większymi inwestycjami, które udało się nam zakończyć we własnym zakresie była budowa naszej najnowszej sali ekspozycyjnej – AMAZONII oraz przebudowa głównej klatki schodowej Akwarium, w ramach której dofinansowanie z PFRON uzyskały zakup i instalacja windy i budowa podjazdu dla osób niepełnosprawnych. Nie bez znaczenia są również koszty związane z konserwacją i dbałością o stan techniczny budynku, który jest bardzo nietypowym i jednocześnie nie najmłodszym obiektem. Dalsze plany rozbudowy Akwarium Gdyńskiego, do których zaliczamy m.in. budowę dużego heksagonalnego zbiornika ekspozycyjnego dla rekinów przekraczają nasze możliwości finansowe ograniczające się do przychodów uzyskanych z biletów wstępu. Niestety, nie powiodły się próby pozyskania strategicznego partnera więc zmuszeni jesteśmy sięgnąć do jedynej pozostającej nam w tej sytuacji opcji – poniesienia cen biletów. Wiemy, że to bardzo niepopularny środek, ale porównując dotychczasowe ceny biletów wstępu do Akwarium Gdyńskiego z cenami biletów do ogrodów zoologicznych (sponsorowanych w dużej części z budżetów miejskich) lub do biletów wstępu do akwariów sezonowych uważamy, że proponowane nowe ceny, wraz z oferowanym pakietem ulg rodzinnych, nie powinny przyczynić się do znacznego spadku odwiedzin w naszej placówce.
(…)
Rozwinięty w Akwarium Gdyńskim przez MIR, przy współudziale wyżej wymienionych instytucji i gmin program edukacji dzieci i młodzieży nie ma odpowiednika w kraju i jedynie nieliczne w Europie. W dwóch ostatnich latach liczba uczestników naszych zajęć edukacyjnych osiągnęła prawie 40000 rocznie. Jest to działalność typu “non-profit” głównie w wyniku otrzymywanego wsparcia zewnętrznego. Jednak osiągnięcie tak szerokiego zainteresowania naszych programów początkowo wymagało zwiększenia zatrudnienia, później wykształcenia, a obecnie utrzymania wyspecjalizowanej kadry edukacyjnej. Z tego też względu zmuszeni jesteśmy nieznacznie podnieść koszt jednostkowy zajęć dla zapewnienia wysokiego poziomu oferty edukacyjnej Akwarium.

Uzasadnienie jest solidnie umotywowane, jednak tak drastycznej podwyżki cen – i to za jednym razem – w polskiej placówce zoologicznej nie pamiętamynawet szeroko komentowane podwyżki we wrocławskim zoo nie były tak drastyczne.
Tym samym za bilet normalny więcej zapłacimy tylko we wrocławskim zoo właśnie, a bilet ulgowy do Akwarium jest najdroższym w Polsce.
Pewną rekompensatą może być wprowadzenie całkiem atrakcyjnego pakietu ulg rodzinnych (cztery wersje biletu rodzinnego, karnet roczny za 75 zł i karta rabatowa), istnieje jednak ryzyko, że taka podwyżka może odbić się na spadku frekwencji – jak będzie, czas pokaże.
My cieszymy się, że wybraliśmy się do Akwarium jeszcze przed podwyżką cen – taki rewanż za naszą wyprawę do Szczecina, gdy okazało się, że… sami wiecie :) . Raz pod wozem, raz na wozie…
Szczegóły dotyczące nowych cen biletów znajdziecie tutaj.

Zwiedzamy!

Jesienią zaczęliśmy zwiedzanie od znajdującej się na I piętrze sali o znaczącej nazwie “Rafa koralowa”, tym razem zaczynamy od parteru i od Galerii, tej samej, w której jesienią odbywały się spotkania w ramach weekendu z rafą koralową.
Kiedy wchodzimy, do Galerii, jest w niej jeszcze pusto, jednak z każdą minutą pojawiają się kolejni zwiedzający – obchody Dnia Ziemi okazują się być skutecznym magnesem przyciągającym do Akwarium.
Jak Dzień Ziemi obchodzono w Akwarium w sobotę?

Dzień Ziemi w Akwarium Gdyńskim

Dzień Ziemi w Akwarium Gdyńskim

Weekendowe obchody Dnia Ziemi w Akwarium zorganizowano pod hasłem odkrywania talentów. W sobotę skupiono się na talentach muzycznych, w niedzielę zaś na plastycznych.
Chętni mogli wziąć udział w “malowaniu dźwiękiem”:

(a chętnych były tłumy!):
można było pokolorować przygotowane przez pracowników dydaktycznych Akwarium obrazki przedstawiające różne morskie stworzenia:

Kącik plastyczny w Galerii - tuż po otwarciu Akwarium

Tadeusz maluje

Później można było wziąć udział w rodzinnych warsztatach “Ziemia w rękach ludzi”, a przez cały weekend obejrzeć wystawę prac plastycznych Studium Artystycznego dla Seniorów YMCA Gdynia.
Zwiedzającym najbardziej podobał się jednak występ zespołu Ebanakoma.

Podczas ich występu, mającego charakter specjalnych warsztatów, można było zapoznać się z instrumentami perkusyjnymi pochodzącymi z różnych rejonów świata.

Fotorelację z imprez w ramach Dnia Ziemi z całego weekendu można zobaczyć tutaj.

A my idziemy zwiedzać! – opis wszystkich sal i ich mieszkańców znajdziecie tutaj i tutaj.
Poniżej umieszczamy jedynie fotorelację z soboty.

Amazonia

Wielki zbiornik o długości 7 metrów jest zajmowany przez dwa gatunki słodkowodnych płaszczek – płaszczki plamiste i płaszczki rozetkowe, a także kilka gatunków innych ryb – min. płaskoboki i ameki wspaniałe.
Warunki ekspozycyjne są bardzo dobre – zbiornik jest półotwarty, bowiem boczna szyba ma tylko 80 cm wysokości, możemy więc bez problemów oglądać płaszczki i inne ryby tak z boku, jak i z góry. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie wkładać rąk do zbiornika, bo choć zwierzaki to wielce sympatyczne, to jednak groźne :) .

Największy zbiornik w sali zajmują dwie ogromne anakondy zielone. Szyba zbiornika ma 5 metrów długości i 2 metry wysokości.

Anakonda nr 1

Anakonda nr 2

Anakondy mają po 6 lat i mierzą obecnie około 5 metrów – trochę jeszcze podrosną, zapewne do około 6 metrów, ale rozmiarów swoich amazońskich krewniaków (nawet 10 metrów długości!) w Gdyni raczej nie osiągną.
Trzeba jednak przyznać, że już teraz robią niesamowite wrażenie:


Obok anakond w akwarium żyją jeszcze piranie paku.

Bez języka...

... i z językiem!

Gdyńskie anakondy śmiało mogłyby rywalizować z bohaterami naszego wczorajszego zestawienia :) .

Rafa koralowa

Z parteru przenosimy się na I piętro, gdzie trafiamy do niezwykłego świata rafy koralowej.
Możemy tu zobaczyć największą żywą rafę koralową w Polsce – w największym zbiorniku na tym poziomie (o pojemności 3000 litrów) można podziwiać kilkadziesiąt gatunków żywych organizmów!

Najefektowniejszym akwarium w sali “Rafy koralowej” jest akwarium nr 22 zamieszkiwane jest przez symbol Akwarium Gdyńskiego (widnieje w logo Akwarium) – pławikonika żółtego, potocznie zwanego konikiem morskim.

Akwarium Gdyńskie - pławikonik żółty

Koniki morskie to jedne z nielicznych ryb pływających pionowo. Sztuka ta udaje się im dzięki ruchom płetwy grzbietowej oraz wiosłujących płetw piersiowych. Efekt jest niesamowity!

Koniki morskie

Koniki kryją się w podwodnych łąkach oceanicznych, gdzie cienkim i chwytnym ogonem czepiają się roślin.

W poszukiwaniu jedzenia

Koniki morskie w Akwarium Gdyńskim pochodzą z własnej hodowli. W środowisku naturalnym są coraz bardziej zagrożone wyginięciem.
W akwarium nr 22 mają wielu sąsiadów, m.in. ślimaki (turban), iglicznie Janssa i iglicznie paskowane oraz pensetniki pomarańczowopręgie i naszego ulubieńca, kraba pustelnika:

Krab pustelnik na spacerze

Całe akwarium aż buzuje podczas pory karmienia, gdy akwarium wypełnia przygotowany dla wszystkich jego mieszkańców posiłek:

Wszyscy głodni!

Nie inaczej jest w sąsiednim zbiorniku:

Akwaria nr 24 (rozgwiazdy, najeżka i skrzydlica ognista) oraz 25 (koralowce, turbany oraz kilka gatunków ryb – spotkane już wcześniej pensetniki pomarańczowopręgie i wargatki sanitarniki, a także zebrasomy białokolce, lisogłowy i bodiany hiszpańskie) były akurat wyłączone z ekspozycji:

Ekspozycja chwilowo nieczynna

Natomiast w kolejnym akwarium (nr 26) pojawił się nowy gatunek – rurecznica.

Rurecznica

Langusty niestety nie udaje nam się wypatrzeć (chowa się w małej grocie), za to pięknie prezentował się fantastyczny homar europejski.

Homar europejski

Bliżej...

Nie jest on jednak zbyt ruchliwy…

Sąsiadami homara są łodziki, które przez kolejnych już zwiedzających nazywane są “ślimakami”, dalej zaś mieszkają węże ogrodowe:

Wąż ogrodowy

To niezwykle interesujące ryby – budują one w piasku specjalne norki, w których mieszkają przez całe życie. Norki te są dłuższe od osobników je zamieszkujących, co daje im schronienie – przeciętna długość węgorza ogrodowego to około 40 cm, podczas gdy my widzimy nad powierzchnią zwykle tylko około 1/3 jego długości. Unoszące się nad powierzchnią dna węgorze ogrodowe wyglądają naprawdę niesamowicie:

Sąsiednie akwarium ( nr 31) cieszy się natomiast szczególną popularnością wśród najmłodszych zwiedzających, zamieszkiwane jest bowiem przez „rybki Nemo”, czyli błazenki (amfiprion klownik), zamieszkujące ukwiały:

Błazenki i ukwiał - Akwarium Gdyńskie

Poza tym możemy zobaczyć tu także pensetniki czarnogłowe, ustniczki cesarskie, turbany, rozgwiazdy i niezwykle efektowne, ogromne igielniki:

Ostatnie akwarium (nr 33 – akwarium nr 32 nie ma) w tej sali to bardzo specyficzny zbiornik zamieszkiwany przez meduzy – akwarium ma kształt koła, w którym „wirują” meduzy – efekt jest naprawdę świetny:

Akwarium z meduzami

Akwarium z meduzami

Na tym samym piętrze – pierwszym – znajduje się jeszcze jedna sala, do której właśnie się udajemy – sala „Wodnych Zwierząt Świata”, zwana też salą ciemną.
Tutaj prezentowane są rozmaite zwierzęta zamieszkujące zimne głębie oceanu, przybrzeżne wody Atlantyku i Indopacyfiku, a także nasze Morze Bałtyckie.

Ryby podziwiaj, a nie plecy kolegi, czyli gdzie jest ta ośmiornica?!

I dopiero tu zaczyna się prawdziwe zwiedzanie – w sali „Wodnych Zwierząt Świata” wpadamy bowiem na wycieczkę szkolną – co najmniej 25 ośmio-dziewięciolatków prowadzonych przez dystyngowaną panią przewodnik (starsza pani w berecie i wełnianym swetrze – wyglądała niemal dokładnie tak, jak pani przewodnik, która oprowadzała połowę Redakcji na jednej ze szkolnych wycieczek sprzed blisko dwudziestu lat…) oraz dwie nieco zestresowane panie nauczycielki. Dzieci maszerują “gęsiego”, jedno za drugim, wpatrując się nabożnie w mijane zbiorniki.
Tu leszcze, tu węgorze, tu szczupaki, tu karp, co to go “Wasza mama robi na Wigilię”, tu zaś jesiotry – “takie duże ryby”. Dzieci są względnie zainteresowane, jednak na dłuższą refleksję nie ma czasu – trzeba maszerować do następnego akwarium. Koniecznie gęsiego!
Na dłużej cała wycieczka, ciągnąca się na kilkanaście metrów i wypełniająca całe pomieszczenie (my zaplątaliśmy się gdzieś w środek dziecięcego węża), zatrzymuje się przy akwarium nr 39, gdzie mieszka zdecydowanie największa „gwiazda” Akwarium Gdyńskiego – ośmiornica olbrzymia o wdzięcznym imieniu Karolina, której… niestety nie ma!
Wpatrujemy się my, wpatrują się po kolei wszystkie dzieci, panie nauczycielki i pani przewodnik, ale jedyne, co widać, to… plastikowy klocek:

Ośmiornica olbrzymia..?

Ośmiornica olbrzymia..?

Wrócimy do akwarium z ośmiornicą jeszcze dwa razy i dopiero za trzecim podejściem uda nam się ją zobaczyć – była tak wciśnięta w narożnik zbiornika, że praktycznie nie można było jej dostrzec.
Ma się jednak to doświadczenie w wypatrywaniu zwierzaków na wybiegu :) .
Karolina przyjechała do Gdyni w listopadzie 2009 z Kanady i zastąpiła na ekspozycji Luizę, która padła kilka tygodni wcześniej.
W sobotę nie udało nam się zrobić żadnego sensownego zdjęcia ośmiornicy, dlatego przypominamy to zrobione w listopadzie:

Karolina - ośmiornica olbrzymia z Akwarium Gdyńskiego

Tymczasem wracamy do wycieczki – czujemy się jakbyśmy przenieśli się w czasy dzieciństwa, gdy na szkolnych wycieczkach ganiano nas od jednej “atrakcji” do drugiej (najczęściej był to maraton po zabytkowych kościołach).
Pani przewodnik strofuje nieznośne dzieci:

Podziwiaj ryby, a nie plecy kolegi!

A gdy jeden z chłopców wybiega przed szereg, bo chce zobaczyć, co jest w następnym akwarium, słychać:

Ryby ci nie uciekną!

Prawda! Dobrze wiemy, jak to jest prowadzić taką niezdyscyplinowaną wycieczkę! :) .

Tymczasem grupa z panią przewodnik na czele doczłapuje do kolejnego akwarium, w którym zobaczyć możemy dwa gatunki rozgwiazd – słonecznikową i olbrzymią:

Wspaniałe, prawda?
Jedno z dzieci pyta panią przewodnik:

Proszę Pani, a dlaczego ta rozgwiazda jest taka duża?

Na co słyszymy odpowiedź:

Bo taka już jest. Taką ją Pan Bóg stworzył.

Jakby ktoś miał jakieś wątpliwości. Przyglądamy się jeszcze uważniej “tej dużej” rozgwieździe i kontemplujemy niezwykłe piękno, jakim została obdarzona w akcie stworzenia:
Dalej idziemy do akwariów zamieszkiwanych przez kilka gatunków muren – te nie są już tak piękne, choć nie mniej efektowne:

Czyż nie piękna?

Rewelacyjna jest zwłaszcza ta murena “jaskiniowa”:

Tak oto zwiedziliśmy pierwsze piętro i dwie sale z okazami fauny – „Rafę koralową” oraz salę „Wodnych Zwierząt Świata” (sala ciemna), wchodzimy zatem na II piętro, gdzie znajduje się sala „Na Styku Wody i Lądu”.

„Na Styku Wody i Lądu”

W zbiornikach będących połączeniem akwarium i terrarium eksponowane są zwierzęta żyjące na styku lądu i wody, głównie różne gatunki gadów, ale także ryby.
Możemy tu zobaczyć m.in. jedynego przedstawiciela rzędu krokodyli w Akwarium Gdyńskim – krokodyla krótkopyskiego:

Akwarium Gdyńskie - krokodyl krótkopyski

Swoją drogą jest to najmniejszy krokodyl świata – osiąga maksymalnie 180 cm. Trafił on do Gdyni na początku 2009 roku z prywatnej hodowli we Wrocławiu i zajął dawny basen anakondy.

Nieco dalej, w akwarium nr 57, zobaczymy natomiast jedyne płazy eksponowane w Akwarium – liczącą kilkanaście osobników grupę aksolotli:

Inwazja aksolotli!

Aksolotle to niesamowite zwierzęta – niedobór jodu w jaskiniach, w których żyją, powoduje, że zdolność do rozrodu płaz ten uzyskuje w postaci larwalnej, w której pozostaje już do końca życia.

Młody aksolotl

Ciało aksolotla ma masywną budowę, posiada długi ogon z wysoką płetwą ogonową, dwie pary kończyn i trzy pary zewnętrznych skrzeli.

Aksolotl

Aksolotl

Dorastają do 30 cm długości.

Aksolotl

Aksolotle występowały w warunkach naturalnych jedynie w dwóch jeziorach meksykańskich Xochimilco i Chalco, obecnie jedynie w jeziorze Xochimilco i otaczających je kanałach, jezioro Chalco bowiem wyschło.
Są jednak dość powszechne w prywatnych hodowlach akwarystycznych.

Aksolotle

Ostatnio zakochaliśmy się w tych niesamowitych stworach – można je podziwiać godzinami. Gdy tak je sobie obserwujemy, jeden ze zwiedzających z powagą opowiada o nich swoim towarzyszom:

A to są askaloty.

No ba!

Zaglądamy także do żółwi – o ile żółwiak chiński jest wyjątkowo spokojny i ukrywa się w zakamarkach swojego terrarium, o tyle żółw jaszczurowaty prezentuje się naprawdę efektownie:

Żółw jaszczurowaty

Żółw jaszczurowaty trafił do Akwarium Gdyńskiego w niecodziennych okolicznościach. 1 czerwca 2006 roku został on przekazany przez mieszkankę Trójmiasta, która znalazła go w ogrodowym stawie – najprawdopodobniej uciekł z prywatnej hodowli lub też został wyrzucony, żółwie tego gatunku cechuje bowiem wyjątkowa agresywność.

Żółw jaszczurowaty

Żółw jaszczurowaty

Imponujące pazury żółwia jaszczurowatego

Z  sali „Na Styku Wody i Lądu” przechodzimy do znajdującej się obok Sali Dydaktycznej pełniącej funkcję Muzeum Oceanograficznego.
Można obejrzeć w niej m.in. różne okazy ryb, gadów, ptaków i ssaków morskich – ich szczegółowy opis przedstawiliśmy tutaj.

Po co rybie pile piła, czyli czego dowiemy się w Muzeum Oceanograficznym?

Ku naszej uciesze w sali Muzeum Oceanograficznego natrafiamy na znajomą wycieczkę dzieci z podstawówki z niezawodną panią przewodnik (która, żeby nie było, nie była przewodnikiem z Akwarium Gdyńskiego, tylko “zewnętrznym oprowadzaczem”).
Dopiero tutaj pani przewodnik daje popis swoich możliwości – gdy dochodzimy do eksponatów przedstawiających m.in. rybę piłę (i jej piłę) jedno z dzieci pyta:

Proszę Pani, a dlaczego ta ryba piła ma taką piłę?

Dzielny chłopiec, taki ciekawski, podoba nam się taka postawa. Odpowiedź pani przewodnik na pewno na długo zostanie w pamięci dzieci:

Jej to służy do jedzenia. A po co tobie nóż i widelec?

A Wam po co nóż i widelec?
Mijamy bardzo ciekawą dioramę przedstawiającą lasy namorzynowe:

Lasy namorzynowe - diorama

którą pani przewodnik komentuje krótko:

A tu mamy namurzyny.

Foka obrączkowana i foka szara to:

Foka z małą foczką.

a trzy słonie morskie z dioramy prezentującej Antarktydę to:

A tu mamy opalające się foczki.

Jakieś wątpliwości?

"Opalające się foczki" - diorama Antarktydy

Gdy mijamy gablotę, w której znajdują się modele przekrojowe różnych organizmów morskich

pani przewodnik nie wdaje się w szczegółowe wyjaśnienia – na pytanie dzieci “a to co?” odpowiada krótko, acz treściwie:

O tym wszystkim będziecie się uczyć w starszych klasach.
(słychać jęk dzieci)
Przykro mi bardzo, ale to wszystko będziecie musieli znać!

?
Przyznajemy się – my tego wszystkiego nie znamy…

Jak zwykle jednak najmocniejszy akcent pada na koniec – wycieczka zatrzymuje się przy wyjściu z sali muzealnej, gdzie znajdują się modele wszystkich gatunków pingwinów oraz ogromny wypchany albatros:

Albatros

Gdy wycieczka na czele z panią przewodnik podchodzi pod gablotę, przy której akurat stoimy, mamy złe przeczucia…
Pani przewodnik rzuca okiem na albatrosa i śmiertelnie poważnym głosem mówi do dzieci:

To jest mewa. Rozpiętość skrzydeł do trzech metrów. Taki dziób to by niektórym głowie przekuł.

(Wszystkie cytaty są oryginalne – zachowaliśmy także oryginalną wymowę – niczego staraliśmy się nie przekręcić, ponieważ co lepsze wypowiedzi staraliśmy się od razu zapisać…)

Bez komentarza? Naprawdę, kusiło nas, żeby powiedzieć tym dzieciom, że TO NIE JEST MEWA! TO ALBATROS!
Ale… sami wiecie jak to w takich chwilach czasem bywa. Wycieczka zakręciła jeszcze pod dioramę rafy koralowej, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia, a my powoli dreptamy w stronę wyjścia…

Ryby można dotknąć, ale nie podrzucać!

Znajdująca się na trzecim piętrze Sala Bałtycka jest niestety chwilowo zamknięta, trwa bowiem remont ogromnej plastycznej mapy Bałtyku – szkoda, ale mamy nadzieję, że po remoncie będzie się ona prezentowała jeszcze lepiej.

Mapa plastyczna Bałtyku - listopad 2010

Znajdujący się wcześniej w Sali Bałtyckiej sklepik z “pamiątkami” i zabawkami przeniesiono na czas remontu na parter Akwarium, przy wejściu do budynku (naprzeciwko kasy biletowej).
Tym samym ostatnim miejscem, które zostało do odwiedzenia, jest znajdująca się na parterze Sala Mokra.

Sala Mokra

Sala Mokra to sala, w której znajdują się zbiorniki dotykowe – można przyjrzeć się z bliska rybom, podpatrzeć ich zachowanie, a nawet ich dotknąć. Została otwarta dla zwiedzających w 2007 roku.
Środek sali zajmuje kilkumetrowy, prostokątny stół, w którym znajdują się trzy zbiorniki dotykowe.

Sala Mokra

Tu zwiedzającego od ryby nie oddziela szyba. Ciekawscy mogą włożyć rękę do odkrytego zbiornika i nawiązać bezpośredni kontakt z którąś z  ryb.  Zbiorniki zamieszkują zwierzęta polskiej strefy przybrzeżnej Bałtyku i Zalewu Wiślanego – jesiotry syberyjskie, które okazują się być bardzo śliskie w dotyku, babki bycze oraz stornie, zwane potocznie flądrami. Tu, żeby rybę pogłaskać, musimy ją najpierw znaleźć, stornie bowiem przylegają płasko do dna i zakopują się w piasku – tak, że czasem widać tylko oczy.
Babki bycze – podobnie zresztą jak i inne ryby w zbiornikach dotykowych – zostały dobrane nieprzypadkowo, są to bowiem spokojne i niepłochliwe denne ryby o twardej skórze, na których dotyk ludzkiej dłoni nie robi większego wrażenia.

Tadeusz też by chciał...

Jesiotry...

Z Sali Mokrej wracamy do Sali Dydaktycznej, gdzie trwają właśnie muzyczne warsztaty, a potem jeszcze raz obchodzimy całe Akwarium. Po ponad dwuipółgodzinnym zwiedzaniu jesteśmy już jednak trochę zmęczeni (takie dreptanie w miejscu jest jednak bardziej męczące niż spacerowanie po otwartej przestrzeni), a poza tym robi się coraz tłoczniej. No i wycieczka z niezwykłą panią przewodnik też już sobie poszła, zatem – wychodzimy i my!

Akwarium opuszczamy chwilę przed 13.00 – na placu cały czas trwa piknik “Motoserce 2011″ – przybyło jeszcze ludzi, pojawili się także klauni, a na scenie zmienił się zespół – a wraz z nim dość mocno muzyka:

Prawda, że spokojniejsi niż Hurricane?

EPILOG

Tak minął nam sobotni Dzień Ziemi w Akwarium Gdyńskim – może mało trochę było tego Dnia Ziemi w Dniu Ziemi, za to ciekawostek zoologicznych poznaliśmy więcej, niż przez całe nasze żywoty razem wzięte.
Szkoda, że ośmiornica była tak ukryta, że praktycznie nie było jej w ogóle widać (większość zwiedzających pewnie wyszła z przekonaniem, że wcale jej nie ma, a może mieli więcej szczęścia?), ale za to inne zwierzaki prezentowały się na tyle efektownie, że nawet brak największej gwiazdy Akwarium nie wpłynął na jakość zwiedzania.
Kiedy odwiedzimy Akwarium ponownie? Pewnie nieprędko, zwłaszcza, że nowe ceny biletów trochę zniechęcają do częstszych wizyt, mamy jednak nadzieję, że podwyżka nie tylko nie zniechęci innych zwiedzających zbyt mocno, ale wpłynie znacząco na dalszy rozwój Akwariumtym bardziej, że przez ostatnie pół roku stosunkowo niewiele się w nim zmieniło, przynajmniej jeśli chodzi o ekspozycje.
Za to działalność dydaktyczna była w tym czasie prowadzona wręcz wzorowo i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że mało która krajowa placówka zoologiczna miała w tym czasie tak bogaty wachlarz wszelkiego rodzaju imprez i spotkań – o czym można się przekonać śledząc stronę internetową Akwarium lub czytając 7 Dni Zoo :) .

Na Gdańsk!

Pełną galerię zdjęć z Akwarium Gdyńskiego – zarówno z naszej wizyty listopadowej, jak i sobotniej, możecie zobaczyć TUTAJ.

Tak zakończyła się nasza wizyta w Akwarium Gdyńskim, ale bynajmniej nie w Trójmieście – z Gdyni wybraliśmy się bowiem do Gdańska, ale o tym, co udało nam się w nim zobaczyć, krótko opowiemy Wam już jutro!