Miasto nosorożców, czyli witamy w Koszalinie!

Od przeprowadzki Redakcji Mrówkojada z Poznania do Koszalina minęło już kilka miesięcy, a my nadal nie możemy oswoić się z myślą, że do naszych mrówkojadów mamy nieco dalej niż pół godziny rowerem i nie możemy być u nich dwa-trzy razy w tygodniu (jak bywało to w zeszłym roku), ale raz na miesiąc-dwa miesiące!
Nie marudzimy jednak zanadto i próbujemy sobie jakoś z tą sytuacją poradzić – jak tylko to możliwe, ruszamy w Polskę tropem ogrodów zoologicznych nie zapominając przy tym, że czasem można znaleźć coś ciekawego i pod własnym nosem (czy też mrówkojadzim ogonem)…

Mrówkojad w Koszalinie

Kiedyś już szukaliśmy w Koszalinie ogrodu zoologicznego i udało się nam ustalić, że w latach 70. były w Koszalinie całkiem realne plany budowy ogrodu zoologicznego w północno-wschodniej części miasta na terenach leśnych przylegających do najwyższego wzniesienia w regionie, Góry Chełmskiej, ale nic z tego nie wyszło. W powojennej historii miasta za zoologiczny akcent można więc uznać jedynie dwa małe ogródki zoologiczne – jeden w parku nad rzeczką, drugi na terenie jednostki wojskowej w okolicach szpitala.
Tyle.
Dziś w obrębie Koszalina znajduje się jeszcze tzw. Indiański Świat, w którym zobaczyć można bizony – niestety dopiero od 1 maja (wówczas na pewno się tam wybierzemy).
Nie wolno jednak zapomnieć, że swego czasu amerykańska “prasa” donosiła, że w Koszalinie znajduje się “prawdziwe zoo”, które miało mieć w swojej kolekcji – uwaga! – hipopotama! Tyle, że został on brutalnie… zjedzony przez głodnego kierowcę, co miało się stać początkiem końca zoo.

Dlaczego to zrobił? Bo był głodny...

Dziś w Koszalinie nie ma już śladu po hipopotamach, żywa jest natomiast tradycja eksponowania… nosorożców!
Najpierw był jeden:

Nosorożec ogródkowy

Potem – w cudownych okolicznościach (bez udziału drugiego dorosłego!) – pojawił się drugi, mniejszy – zapewne “młode”:

Koszalińskie nosorożce

Tymczasem podczas jednej z naszych ostatnich wycieczek po mieście natrafiliśmy na kolejny “nosorożczy” motyw – dwa wspaniałe nosorożce wyrzeźbione na tablicy informacyjnej pewnej placówki:
Co ciekawe, także i w tym przypadku mamy do czynienia z parą osobników – dorosłym i młodym :) .
Koszalin miastem nosorożców? Nie mamy wątpliwości, że tak! Teraz tylko czekamy na pojawienie się “prawdziwego” nosorożca – my mamy co prawda w planach stworzenie Parku Mrówkojadów, ale gdyby trafił się jakiś “chętny” nosorożec, na pewno znaleźlibyśmy i dla niego miejsce :) .

A na koniec zapraszamy do galerii zdjęć poznańskich nosorożców – prawdziwych!

Aniela – symbol warszawskiego zoo i najstarszy hipopotam w Polsce, padła dzisiaj nad ranem…

Tę smutną wiadomość podał dziś do oficjalnej wiadomości dyrektor warszawskiego zoo, Pan Andrzej Kruszewicz. Tym samym dramatyczne zdarzenia w warszawskiej hipopotamiarni, które rozegrały się w minionym tygodniu, znalazły swój smutny finał.
Aniela miała blisko 49 lat i była najstarszym hipopotamem w Polsce i jednym z najstarszych w Europie.

Aniela (jeszcze na starym wybiegu, lipiec 2007, fot. Michał)

Dziś około 7.00 rano ciało zwierzęcia znaleźli w basenie jej opiekunowie.
Nie ma wątpliwości, że hipopotamica padła ze starości. Bardzo źle było z nią już od tygodnia – najpierw przestała chodzić, potem jeść, a pod koniec była w stanie poruszać się tylko w wodzie, do której została zepchnięta przez 30 pracowników zoo.

Aniela urodziła się w warszawskim zoo w 1962 i szybko stała się symbolem stołecznego ogrodu i jedną z najpopularniejszych jego mieszkanek. W zeszłym roku przeniosła się do nowej hipopotamiarni, w której zamieszkała razem z młodym samcem, Hugonem, sprowadzonym z Czech.
Prasa spekulowała na temat ich wspólnej przyszłości i potencjalnego potomstwa, co od początku nie było traktowane poważnie.
Ostatni rok swojego życia Aniela spędziła w najnowocześniejszej hipopotamiarni w Polsce, w której miała do dyspozycji basen zewnętrzny i wewnętrzny.

Aniela na wybiegu zewnętrznym, lato 2010

Nową samicę ogród sprowadzi prawdopodobnie z Portugalii, choć brane pod uwagę są także inne scenariusze (z zoo położonego nieco bliżej Polski).
My Anielę odwiedziliśmy tylko raz – latem minionego roku, gdy wraz z Hugonem przez cały dzień wypoczywała na swoim wybiegu zewnętrznym (podczas naszej wizyty jesienią 2009 roku hipopotamiarnia była niestety zamknięta).

Aniela (z lewej) i Hugo

Czy i jakiego upamiętnienia doczeka się Aniela – zobaczymy, zbyt wcześnie chyba na takie deklaracje, choć patrząc na poruszenie, jakie wywołało jej odejście, można być pewnym, że miłośnicy warszawskiego zoo o niej nie zapomną.

Zoo w Providence – terenowa fotorelacja Drozdala zza oceanu

Co jakiś czas na Mrówkojadzie pojawiają się relacje naszych terenowych korespondentów z polskich i zagranicznych ogrodów zoologicznych. Dzisiejsza relacja będzie pod jednym względem wyjątkowa – będzie to bowiem pierwsza fotorelacja z ogrodu na drugiej półkuli.
Drozdal, brat żeńskiej połowy redakcji, wraz ze swoją towarzyszką Megan wybrał się w odwiedziny do zoo w Providence. Wizyta w zoo odbyła się trochę “przy okazji” wyjazdu do rodzinnego miasta H.P. Lovecrafta, jednak zaowocowała świetnymi zdjęciami i niepowtarzalną relacją!

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Drozdala i Megan, większość tekstu jest autorstwa Drozdala, niektóre jego części zostały zmodyfikowane i dostosowane przez nas. Kursywą dodajemy nasze komentarze.

Witamy w Providence!

Providence to około stusiedemdziesięciotysięczne miasto na wschodnim wybrzeżu USA będące stolicą stanu Rhode Island. Leży około 300 km od Nowego Jorku, z którego wyruszają nasi korespondenci. Głównym celem wyprawy jest wędrówka śladami H.P.Lovecrafta, klasyka horroru, fantasy, różnych opowieści grozy i najbardziej znanego mieszkańca Providence.

H.P. Lovecraft w otoczeniu potworów z mitologii Cthulhu

H.P. Lovecraft w otoczeniu potworów z mitologii Cthulhu

Ku naszej radości nasi korespondenci postanawiają wybrać się także do tutejszego zoo. Pełna nazwa zoo w Providence to Roger Williams Park Zoo. Jest jednym z najstarszych ogrodów zoologicznych (trzecim w kolejności) w USA, bowiem zostało założone w 1872 roku. W 1962 roku została założona fundacja, której celem stało się poprawienie świadomości i ostrożności osób odwiedzających ogród oraz wsparcie zoo. W latach 1978-1980 zoo zostało zamknięte na czas modernizacji. Przez następne dziesięciolecia powstało mnóstwo nowoczesnych obiektów i wybiegów – po szczegóły zapraszamy na stronę ogrodu, na której znajdziecie wszelkie pożyteczne informacje.

Jesteśmy w zoo!

Zoo w Providence zbudowano na obrzeżach miasta. Dostać się do niego dość łatwo, miejscowym autobusem, może droga do samego zoo nie jest zbyt piękna, ale za to końcowa część podróży wiedzie przez bardzo obszerny park, na którego końcu zoo jest umieszczone.

Nasi korespondenci odwiedzają zoo w Providence zimą, kiedy leży jeszcze mnóstwo śniegu. Aby wejść do zoo trzeba oczywiście przejść przez kasy. Jak widać, nie ma zbyt wiele wyszukanych budynków, zabudowa bardzo niska, a i ludzi również niewiele, bo środek zimy (co odbiło się na ilości zwierzaków hasających po wybiegach).

Wejście do zoo w Providence
Wejście do zoo w Providence
Wejście do zoo w Providence
Wejście do zoo w Providence

Kawałek za wejściem Drozdal i Megan natykają się na mapę. Później okazuje się, że zimą, kiedy trwają remonty, po zoo można poruszać się praktycznie tylko południowym traktem.

Mapa zoo w Providence

Mapa zoo w Providence

Niedaleko wejścia także znajdują się “superczyste i ciepłe toalety – doskonałe schronienie przed gryzącym chłodem na zewnątrz”. Można także wynająć tu wózki dla dzieci – pojedyncze i podwójne,  a także wózki dla niepełnosprawnych.

Zwiedzanie ogrodu zoologicznego w zimie nie jest najlepszym pomysłem, jak zapewne zdajecie sobie sprawę, większość zwierząt pochowała się po swoich budynkach, bo zimno zbyt im doskwiera. Szkoda tylko, że nie pomyślano właśnie o ludziach chcących odwiedzić ogród przysypany śniegiem – do większości ciepłolubnych zwierzaków nie można się po prostu dostać, wyjątkiem są żyrafy i słonie, które maja swój własny pawilon otwarty przez cały rok.

Wybieg zebr – zebr nie stwierdzono.

Nam przede wszystkim podobają się tabliczki – kolorowe, atrakcyjne, przejrzyście zrobione i zrozumiałe dla wszystkich! No i te przesuwane diagramy obrazujące życie na sawannie…

Gnu pręgowane – również pusty wybieg

Pierwszy przystanek – likaony. Jak wiadomo, zimno, to chowają się po krańcach wybiegu, grzejąc się wzajemnie.

Następnie dane jest nam widzieć foki pospolite, których basen jest na tyle fajnie skonstruowany, że najpierw możemy podziwiać ich podwodne wybryki przez sprytnie zainstalowane okna w dole zbiornika, a następnie dopiero wspiąć się na górę i oglądać zwierzaki znad powierzchni wody. Foki jak najbardziej zdają się zauważać zwiedzających przez szkło i popisują się przed nimi cały czas robiąc fikuśne wygibasy, czy też trącając szyby nosami tudzież się o nie ocierając płetwami.
Foki są dwie :D

 

Tablica przy basenie fok dedykowana Florence C. Hamilton

Tablica przy basenie fok dedykowana Florence C. Hamilton

Za zbiornikiem fok, znajduje się wspomniany wcześniej pawilon słoni afrykańskich i żyraf masajskich. Zbliżając się do niego można pooglądać wybieg dla tych pięknych zwierząt i to uświadamia mi, że warto ponownie odwiedzić ten ogród w sezonie. Wybieg jest naprawdę ogromy, znajduje się w nim nawet sztuczny wodospad, pod którym, jak mniemam, słonie mają możliwość kąpania się. Teraz zamarznięty. Pawilon jest obszerny, lewa strona dla słoni, prawa dla żyraf (widzicie je na zdjęciach). Można obserwować albo mycie zwierzaków, albo karmienia. Zimą wiec zwierz ospały i nieskory do harców.

Idąc dalej trafiamy na jeziorko dla pingwinów Humboldta. Fajny zabieg na rozpoznanie ptaków to umieszczenie różnobarwnych koralików przypiętych prawie jak obrączki do skrzydeł. Z boku znajduje się plansza wyjaśniająca, jaki zwierzak nosi jakie kolory i czym się charakteryzuje. Ptasiory zimne i nieskore do harców.

Wybieg pingwinów Humboldta - zoo w Providence

Wybieg pingwinów Humboldta - zoo w Providence

Wybieg pingwinów Humboldta - zoo w Providence

Wybieg pingwinów Humboldta - zoo w Providence

Wybieg pingwinów Humboldta w Providence - szersza perspektywa

Wybieg pingwinów Humboldta w Providence - szersza perspektywa

Dalej mamy wybieg dla zwierzaków z farmy. Rzekomo są to kury z opierzonymi pazurami i tym podobne dziwactwa. Osioł rzekomo zjada wszystko, co mu ludzie podetkną pod nos, owce wyluzowane, a prosiaków nie dało się zobaczyć, bo chowały się w swoim pomieszczeniu.

 

Tablice w części Farmyard

Tablice w części Farmyard

Tablice w części Farmyard

Tablice w części Farmyard

Dla kozy wszysztko jest potencjalnym smakołykiem...

Dla kozy wszystko jest potencjalnym smakołykiem...

Kury na śniegu

Kury na śniegu

Kura na śniegu

Kura na śniegu

Dalej wodne oczko dla kaczek i flamingów. Kaczki harcują, flamingi schowane na zimę.

Chcielibyśmy, żeby polskie ogrody miały takie tabliczki...

Chcielibyśmy, żeby polskie ogrody miały takie tabliczki...

Tablica w "wyciąganymi" tabliczkami, na których można znaleźć informacje o flamingach

Tablica w "wyciąganymi" tabliczkami, na których można znaleźć informacje o flamingach

Kilka dodatkowych faktów o flamingach

Kilka dodatkowych faktów o flamingach

Idąc w stronę pawilonu ptaków, natrafiamy na mały budynek, terrarium z akwariami pełnymi tropikalnych żab. Wszystko wtopione jest w ścianę i podgrzewane, tak ze nawet w zimie da się je oglądać.

Idąc dalej – wybieg dla mrówkojadów, nie ma żadnego, bo zimno.

Wybieg mrówkojadów

Wybieg mrówkojadów

Dalej jest ptaszarnia, w której pierwsze pomieszczenie zajmuje terrarium dla pytonów, a miejsce z tyłu przeznaczone zostało dla żyjących w ciemnościach nietoperzy. To chyba moje ulubione miejsce. Można chodzić prawie gdzie się chce, jest przy ścianach kilka klatek dla małp, ale większość zwierzaków znajduje się na wyciągniecie ręki od nas. Głównie małe tropikalne ptaki oraz małe małpki. Zgiełk i terkot ptaków niesamowity. Świetne rozwiązanie tak, aby zbliżyć człowieka do naturalnego środowiska zwierzaków lasu tropikalnego.

Boa psiogłowy

Boa psiogłowy

Hala wolnych lotów

Hala wolnych lotów

Arasari czarnogłowy - tabliczka

Arasari czarnogłowy - tabliczka

Arasari czarnogłowy

Arasari czarnogłowy

Woliera wewnętrzna

Woliera wewnętrzna

Saki białolice

Saki białolice

Stwory, które można spotkać w amazońskiej dżungli

Stwory, które można spotkać w amazońskiej dżungli

Karmienie

Wnętrze ptaszarni/hali wolnych lotów

Wnętrze ptaszarni/hali wolnych lotów

Różne ślady zwierząt

Ślady różnych zwierząt

Dalej znajdziemy kolejny pawilon, tym razem ze zwierzakami australijskimi, troszkę ryb, kilka żółwi, oraz taki dziwaczny żółw z super długą szyją (żółw bokoszyjny – przyp. Mrówkojad). Te pawilony wyglądają na starsze i przypominają polskie budownictwo z późniejszej komuny. Dołączone do nich są wybiegi dla australijskich zwierzaków żyjących aktualnie w jakimś cieplejszym miejscu, bo wszystkie one były puste, nawet kajmana się nie uświadczyło.

Tablica o Australii
Tablica o Australii
Terrarium australijskie

Terrarium australijskie

Żółw bokoszyjny

Żółw bokoszyjny

Wnetrze pawilonu Australii

Wnętrze pawilonu Australii

Jakieś smoki - nie wiedzieliśmy, jak podpisać...

Jakieś regionalne stwory - nie wiedzieliśmy, jak podpisać...

O różnych zwierzakach

O różnych zwierzakach

Dlaczego kangury drzewne budują domki na drzewach?

Dlaczego kangury drzewne budują domki na drzewach?

O kangurach drzewnych

O kangurach drzewnych

Akwarium w pawilonie Australii

Akwarium w pawilonie Australii

Trochę historii - Australazja 18000 lat temu

Trochę historii - Australazja 18000 lat temu

Wybieg kangurów parma

Wybieg kangurów parma

Aligator chiński - tablica

Aligator chiński - tablica

W Providence zobaczymy zwierzaki, z którymi w Polsce (jeszcze!) nie mamy niestety możliwości się zetknąć. To babirussa – świniowaty żyjący w Indonezji

Tabliczka babirussy

Tabliczka babirussy

oraz binturongi, które za jakiś czas mają pojawić się w Oliwie i Toruniu.

Tabliczka binturongów

Tabliczka binturongów

Niestety z powodu zimy żadnego z tych zwierzaków nie zobaczymy teraz w Providence…

Kawałek dalej trafiamy na pawilon Marco Polo. Mała instalacja dla dzieci zaznajamiająca je z ekspedycjami Marco Polo oraz, tym jak wyglądała Wenecja (trochę lipa, ale to dla dzieci).

Pawilon Marco Polo

Pawilon Marco Polo

Podróże Marco Polo

Podróże Marco Polo

Wnętrze statku

Wnętrze statku

Mała Wenecja

Mała Wenecja

Wenecja w drugiej połowie XIII wieku

Wenecja w drugiej połowie XIII wieku

Dalej mamy wybieg dromaderów, księżycowego niedźwiadka (niedźwiedzia himalajskiego – przyp. Mrówkojada) posiadającego ogromną skałę tylko dla siebie, druga cześć tej skały okupowana jest przez śnieżną panterę.

Dromadery

Dromadery

Tablica o dromaderach

Tablica o dromaderach

Dromadery z profilu

Dromadery z profilu

Dromadery en face

Dromadery en face

Niedźwiedź himalajski na swojej skale

Niedźwiedź himalajski na swojej skale

Niedźwiedź himalajski na swojej skale

Niedźwiedź himalajski na swojej skale

Wybieg niedźwiedzia himalajskiego

Wybieg niedźwiedzia himalajskiego

Wykorzystanie niedźwiedzi himalajskich
Tablica przy niedźwiedziach himalajskich

Tablica przy niedźwiedziach himalajskich

Pantera śnieżna na swoim wybiegu

Pantera śnieżna na swoim wybiegu

Pantera śnieżna na swoim wybiegu

Pantera śnieżna na swoim wybiegu

Idziemy dalej – żurawie i czerwone pandy. Trochę ciężko się je ogląda, bo droga wiedzie na zbudowanym z drewna pomoście, a zwierzaki nieskore od harców.

Tablica przy wybiegu pandy małej

Tablica przy wybiegu pandy małej

Panda mała z góry

Panda mała z góry

Panda mała... wdrapuje się na ścianę?

Panda mała... wdrapuje się na ścianę?

Wybieg pand małych z lokatorami

Wybieg pand małych z lokatorami

Panda mała nieskora do harców

Panda mała nieskora do harców

Panda mała na wybieguPanda mała na wybiegu
Żuraw mandżurski

Żuraw mandżurski

Żuraw mandżurski

Żuraw mandżurski

Żuraw mandżurski

Żuraw mandżurski

Zbliżamy się już do końca podróży, ogromna połać terenu przeznaczona jest tu dla orłów (bielików amerykańskich – przyp. Mrówkojada), które rzekomo odniosły jakieś obrażenia i nie mogą latać, więc okupują drzewko i posilają się cały czas, czerwonych wilków (wilki rude; są krytycznie zagrożone wyginięciem, ich populacja szacowana jest na 200 osobników; możemy je zobaczyć tylko w ogrodach USA – przyp. Mrówkojada), również nieskorych do harców i stada bizonów wylegujących się na śniegu.
Sarenek nie dane nam było zobaczyć, bo wszystkie pobiegły do opiekuna na porę karmienia.

Bieliki amerykańskie

Bieliki amerykańskie

Bieliki amerykańskie

Bieliki amerykańskie

Bielik amerykański

Bielik amerykański

Wilk rudy - tabliczka

Wilk rudy - tabliczka

Wilk rudy

Wilk rudy

Bizon amerykański - tabliczka

Bizon - tabliczka

Bizon preriowy

Bizon

Bizon

Bizon

 

Bizony dwa

Bizony dwa

To już koniec naszej wycieczki z Drozdalem i Megan po zoo w Providence. Warto zauważyć, że około 25% powierzchni zoo było zamknięte ze względu na remont ogródka dziecięcego, który ma być gotowy na lato. Ogród, chociaż nie widzieliśmy go na własne oczy, zrobił na nas ogromne wrażenie. Na uwagę zasługuje aspekt edukacyjny – każdy wybieg opatrzony jest nie tylko tabliczkami z szerokimi informacjami na temat danego gatunku (włącznie z diagramem z Red List!), ale także tablicami z różnego rodzaju ciekawostkami (pokazanymi w atrakcyjny sposób), dodatkowymi atrakcyjnymi projektami (Marco Polo!). Chcielibyśmy zobaczyć, jak takie zoo wygląda latem, gdyż wielu zwierząt jednak nie udało się naszym korespondentom spotkać.

Bardzo dziękujemy Drozdalowi za moc zdjęć i relację która, wiemy, wymagała od niego dużo czasu i pracy. Mamy nadzieję, że to pierwsza, ale nie ostatnia relacja z zoo w USA.

Po więcej zdjęć z wyprawy Drozdala i Megan zapraszamy na PICASA.

NiesoraDalej Zoo w Providence zbudowana na obrzerzach miasta. Dostac sie do niego dosc latwo, miejscowym autobusem, moze droga do samego zoo nie jest zbyt piekna, ale za to koncowa czesc podrozy zwiedzie przez bardzo obszerny park na ktorego koncu zoo jest umieszczone.Zwiedzanie ogrodu zoolicznego w zimie nie jest najlepszym pomyslem ,jak zapewne zdajecie sibie sprawe, wiekszosc zwierzat pochowala sie po swoich budynkach, bo zminno zbyt im doskwiera. Szkoda tylko, ze nie pomyslano wlasnie o ludzich chcacych odwiedzic ogrod przysypany sniegiem – do wiekszosci cieplolubnych zwierzakow nie mozna sie po prostu dostac, wyjatkiem sa zyrafy i slonie, ktore maja swoj wlasny pawilon otwarty przez caly rok.Pierwszy przystanek – wilki, jak wiadomo zimno – to chowaja sie po krajncach wybiegu, grzejac sie wzajemnie.Nastepnie dane jest nam widziec foki, ktorych basen jest na tyle fajnie skonstruowany, ale najpierw mozemu podziwiac ich podwodne wybryki,, przez sprytnie zainstalowane okna w dole zbiornika, a nastepnie dopiero wspiac sie na gore i ogladac zwierzaki z powierzchni wody. Foki jak najbardziej zdaja sie zauwazac zwierzajacych przez szko i popisuja sie przed nimi caly czas robiac fikusne wygibasy, czy tez portoacajac szyby nosami tudziez sie o nie ocierajac platwami. Foki sa dwie :D  

Za zbiornikiem fok, znajduje sie wspomniany wczesniej pawilon sloni i zyraf. Zblizajac sie do niego mozna poogladac wybieg dla tych pieknych zwierzat i to uswiadami mnie ze warto by ponownie odwiedzic ten ogrod w cieplejszym sezonie. Wybieg jest na prawde ogromy,m a i znajduje sie na nim nawet stuczny wodospad, pod ktorym jak mniemam slonie maja mozliwoas kompania sie. Teraz zamarzniety. Pawilon jest obszerny lewa strona dla sloni, prawa dla zyraf. Widzicie je na zdjeciach. Mozna obserwowac albo mycie zwierzakow, albo karmienia. Zima wiec zwierz ospaly i nie skory do harcow.

Idac dalej trafiamy na jeziorko dla pingwinow. Fajny zabieg na rozpoznanie ptakow, to umieszczenie roznobarwnych koralikow przypietych prawie jak obraczki do skrzydel, z boku znajduje sie plansza wyjasniejaca jaki zwierzak nosi jakie kolory i czym sie charakteryzuje. Ptasiory zimne i nie skore do harcow.

Dalej mamy wybieg dla zwierzakow z farmy. Rzekomo sa to heritage breeds, kury z opierzonymi pazurami i tym podobne dziwactwa. Osiol rzekomo znada wszystko co mu tudzie podetkna pod noc, owce wyluziowane, a prosiakow nie dalo sie zobaczyc, bo chowaly sie w swoim pomieszczeniu.

Dalej wodne oczko dla kaczek i flamingow. Kaczki harcuja, flamingi schowane na zime.

Idac w strone pawilonu pratkow, natrafiamy na mazy busynejk, terrarium z akwariami pelnymi tropikalnych zab. Wszystko wtopione jest we sciane i podgrzewane, taz ze nawet w zimie da sie je ogladac.

Idac dalej – wybieg dla mrowkojadow, nie ma zadnego bo zimno.
Ptaszarnia, w ktorej pierwszy pozkoj zajmuje terrarium dla pytonow, a pokoj z tylu przeznaczony zostal dla zyjacych w ciemnosciach nietoperzy, to chyba moje ulubione miejsce. Mozna chodzic prawie gdzie sie chce, jest przy scianach kilka klatek dl malp., ale wiekszosc zwierzakow znajduje sie na wyciagniecie reki od nas. Glownie male tropikalne ptaki oraz nmale malpiki. Zgielk i trelkot ptakow niesamiwity. Swietne rozwiazanie tak aby zblizyc czlowieka do naturalnego srodowiska zwierzakow, lasu tropikalnego.

Dalej znajdziemy kolejny pawilon, tym razem ze zwierzakami australijskimi, troszke ryb, kilka zolwi, oraz tan taki dziwaczny zolw z upeer dluga szyja. TE pawilony wygladaja na starsze i przypominaja polskie budownictwo z pozniejszej komuny. Dolacone do nich sa wybiegi dla australijskich ziwerzakow, ktore zyja aktualnie w jakims cieplejszym miejscu, bo wszystkie one byly puste, nawet kajmana sie nie uzwiadczylo.

Opusdzczajac je przechodzimy przez mini wersja wenecji (dwie sziany z wymalowanymi na nich kamienicami i pluskajaca wodom) oraz “kadlub” stataku marco polo. Atrakcje dla dzieciakow, nie majaca zadnego zakotwiczenia historycznego :)

Posuwajac sie dalej mamy wybieg dromaderow, kiezycowego niedzwiadka, posiadajacego ogromna skale tylko dla siebie, druga czesc tej skaly opupowana jest przez snieznego leoparda.

Idac dajej – zurawie i czerwone pandy. troche ciezko sie je oglada bo droga wiedze na zbudowanym z drewna pomoscie a zwierzaki nie skore od harcow.

Zblizamy sie juz do konca podrozy, ogromna polac terenu przeznaczona dla orlow, ktore rzekomo odniosly jakies obrazenia i nie moga latac, wiec okupuja przewko i posilaja sie caly czas, czerwone wilki, rowniez nie skore do harcow, i stado bizonow wylagujacych sie na sniegu. Sarenek nie dane nam bylo zobaczyc, bo wszystkie pobiegly do opiekuna na porek zywienia.

Wspomniec wypada, ze okolo jedna czwarta ogrodu byla zamknieta z powodu renowacji dzieciecego zoo, ktora ma byc skonczona w lecie tego roku.

Zwierzak tygodnia – Czepiak czarnoręki (Ateles geoffroyi yucatanensis)

Zapraszamy do kolejnego odcinka zapomnianego nieco cyklu, w którym prezentujemy mieszkańców polskich ogrodów zoologicznych wg układu gatunkowego (w niektórych przypadkach z uwzględnieniem podgatunków!). Mamy zamiar zgromadzić w tym cyklu wszystkie gatunki, jakie możemy zobaczyć w polskich ogrodach (tak, wiemy, będzie to bardzo trudne…), a za podstawę naszego cyklu posłuży tworzona przez nas równolegle kolekcja kart z mieszkańcami polskich zoo.
Drugim bohaterem naszego cyklu zostaje czepiak czarnoręki (Ateles geoffroyi yucatanensis).

Kolekcja zookart "Mrówkojada" - 2. Czepiak czarnoręki

DOWÓD OSOBISTY

Czepiak czarnoręki

Czepiak czarnoręki, zwany też czepiakiem Geoffroya (z łac. Ateles geoffroyi, z ang. Black-handed Spider Monkey albo Geoffroy’s Spider Monkey, z niem. Geoffroy-Klameraffe) to gatunek małpy szerokonosej z rodziny czepiakowatych (Atelidae).
W naszym artykule omówimy jednak konkretny podgatunek czepiaka czarnorękiego – Ateles geoffroyi yucatanensis, jest to bowiem jedyny przedstawiciel tego gatunku reprezentowany w Polsce.

systematyka

gromada – ssaki
podgromada – ssaki żyworodne
szczep – łożyskowce
rząd – naczelne
podrząd – Haplorrhini
nadrodzina – małpy szerokonose
rodzina – czepiakowate
podrodzina – czepiaki
rodzaj – Ateles
gatunek – czepiak czarnoręki (czepiaki Geoffroya)
podgatunek – Ateles geoffroyi yucatanensis

“Ojcem chrzestnym” czepiaka czarnorękiego jest Heinrich Kuhl, który nazwał ten gatunek w 1820 roku. Natomiast podgatunek Ateles geoffroyi yucatanensis wydzieliła para naukowców Kellogg i Goldman w 1944 roku.

MIEJSCE ZAMIESZKANIA

Zasięg występowania czepiaka czarnorękiego (z zaznaczeniem podgatunków)

W warunkach naturalnych gatunek ten zamieszkuje korony gęstych drzew lasów deszczowych i górskich na terenie trzech środkowoamerykańskich państw – Belize, Gwatemali i Meksyku. Znaczna cześć obszaru ich występowania to jednak meksykański półwysep Jukatan.

STAN ZAGROŻENIA

Czepiaki czarnorękie zagrożone są przede wszystkim w wyniku utraty naturalnych siedlisk (bezwzględnego niszczenia lasów tropikalnych) i polowań – są wybijane przez kłusowników z powodu smacznego mięsa. Obecnie status gatunku określany jest jako “Endangered” czyli “zagrożony”, choć jeszcze w 2003 roku status ten był o poziom niższy – “Vulnerable”. Wszystko dlatego, że populacja czepiaków czarnorękich (zwłaszcza podgatunku jukatańskiego) cały czas się zmniejsza.

Status iucn3.1 EN pl.svg

RYSOPIS

Czepiaka czarnorękiego portret z bardzo bliska!

Czepiak po angielsku zwany jest “Spider monkey” czyli małpa pajęcza. Nazwa ta jest bardzo znacząca, bowiem czepiaki charakteryzuje bardzo długi, elastyczny, chwytny ogon (nieowłosiony od spodu), długie ręce i nogi oraz czteropalczaste dłonie (kciuk czepiaka jest zredukowany), a i sam czepiak z wyglądu przypomina trochę pająka.

Czepiak w (niemal) całej okazałości

Ogon działa jak piąta kończyna i podczas zwisania może utrzymać ciężar całego ciała, może być również używany do podnoszenia przedmiotów. Podczas rzadkich wizyt na ziemi czepiak może biegać na dwóch nogach. Na skórze kończyn znajdują się charakterystyczne dla każdego osobnika rowki – linie, podobne do linii papilarnych na ludzkich dłoniach. Małpa wykorzystuje palce dłoni i stóp jak haki, na których kołysze się na gałęziach. Czepiak czarnoręki ma barwę od złotobrązowej do czerwonej lub ciemnobrązowej, dłonie i stopy są natomiast – jak sama nazwa wskazuje – czarne. Głowa jest stosunkowo mała wobec reszty ciała. Długość ciała wynosi 34–52 cm, długość ogona 59–84 cm. Dorosły osobnik waży 7,5–7,6 kg.

Z ŻYCIA WZIĘTE

Czepiaki czarnorękie są aktywne wyłącznie w ciągu dnia.

Taa, aktywne w ciągu dnia...

Żyją w stadach liczących od 5 do 35 osobników, które podczas żerowania rozpraszają się po okolicy. Stado składa się zwykle z kilku rodzinnych grup, liczących od dwóch do ośmiu osobników. Każda rodzina ma swoje terytorium, po którym porusza się swoimi nadrzewnymi szlakami, przede wszystkim w poszukiwaniu pożywienia.

Specyficzna budowa ciała umożliwia im bardzo sprawnie poruszanie się po gałęziach drzew, pokonywanie naziemnych przeszkód i niemal przelatywanie między drzewami. Czepiaki potrafią niewyobrażalnie szybko wbiec na drzewo, dotrzeć do najwyższych gałęzi i zbiec tak szybko, że przypomina to lot w dół – szybkością i długością skoków wyprzedzają wszystkie pozostałe południowoamerykańskie małpy!

Dojrzałość płciową osiągają w wieku 9 lat (choć niektóre źródła podają tylko 5 lat). Po ciąży trwającej 210–225 dni rodzi się tylko jedno młode. Rozmnażają się raz na trzy lata. Późną dojrzałość płciową czepiaki rekompensują sobie długowiecznością, bo żyją nawet ponad 50 lat, choć zwykle dożywają 30.

JADŁOSPIS

Czepiaki czarnorękie żywią się pokarmem roślinnym – przede wszystkim dojrzałymi owocami i młodymi liśćmi, a także pędami i nasionami. W czasie poszukiwania pokarmu doskonale posługują się swoim ogonem, którym potrafią podawać sobie jedzenie do ust! W ogrodach zoologicznych czarnorękie małpki najchętniej jedzą owoce, banany, winogrona, suchary, biszkopty i kaszkę mannę.

KARIERA ZOOLOGICZNA

POLSKA – NOWE ZOO POZNAŃ

W Polsce czepiaki czarnorękie z podgatunku Ateles geoffroyi yucatanensis znajdują się tylko w poznańskim Nowym Zoo – to zresztą jedyne czepiaki czarnorękie jakiegokolwiek podgatunku, które możemy zobaczyć w Polsce!

Czepiaki czarnorękie w polskich ogrodach zoologicznych

W poznańskim Nowym Zoo mieszkają obecnie trzy czepiaki czarnorękie – samiec Colombo oraz dwie samice, Zosia i Zuza. Cała trójka została sprowadzona do Poznania jesienią 2000 roku – zostały wymienione z ogrodem zoologicznym Merida w Meksyku w zamian za wyhodowane w poznańskim zoo emu, kangury i makaki japońskie, ale poznańskie zoo starało się o nie aż przez dwa lata! Były to pierwsze – i jak dotąd jedyne – czepiaki czarnorękie w Polsce.

Czepiak w pozie spoczynkowej

Poznańskie czepiaki należą do podgatunku zamieszkującego półwysep Yukatan w Meksyku: jeden z nich urodził się w 1998 roku, dwa dalsze w 1999. Obecnie są więc już w pełni dojrzałe płciowo i należałoby się spodziewać przychówków, jednak samiec Colombo nie jest ponoć zainteresowany swoimi partnerkami :) . Ile w tym prawdy – trudno powiedzieć, niemniej żadnego przychówku jeszcze się nie doczekaliśmy, a byłoby to niewątpliwie wielkie wydarzenie. Czepiaki zamieszkują na wybiegu w sektorze ,,Ameryki Południowej’’ – mają tam swój pawilon zimowy z wewnętrznym wybiegiem oraz spory wybieg zewnętrzny z dużą ilością drzew i specjalnym torem przeszkód.

Chatka czepiaków w poznańskim Nowym Zoo

Pawilon czepiaków znajduje się na tyłach wybiegu południowoamerykańskiego, a wybieg zewnętrzny sąsiaduje z przedwybiegiem mrówkojadów. Chatka czepiaków to jedno z niewielu miejsc w poznańskim zoo, gdzie możemy oglądać zwierzęta ciepłolubne zimą. Wnętrze jest całkiem spore, czepiaki mają do dyspozycji liczne gałęzie i sznury, po których uwielbiają chodzić, a także kilka zabawek, w tym oponę i drabinkę. Podłoże chatki wysypane jest grubą warstwą kory. Świetnie prezentuje się natomiast wybieg zewnętrzny – czepiaki wychodzą na niego z chatki specjalnymi drabinkami sznurkowymi i przedostają się na duży, całkowicie naturalny wybieg, z dużą ilością drzew i trawiastym podłożem.

Wybieg zewnętrzny czepiaków

Z chatki na wybieg

Czepiak nadrzewny

Od zwiedzających oddziela je praktycznie tylko płynący przez niemal całe zoo strumień oraz prawie niewidoczny pastuch elektryczny.

Czepiak w listowiu

Na widok gości czepiaki od razu podbiegają do ogrodzenia i bardzo chętnie popisują się swoimi umiejętnościami, przeskakując z gałęzi na gałąź. Między drzewami porozciągane są drabinki sznurkowe, liny i sznury tworzące specyficzny tor przeszkód. W akrobacjach czepiakom przydaje się ich niesamowicie chwytny ogon, a wrodzona zwinność pozwala czepiakom wdrapać się na czubek najwyższego nawet drzewa i cyrkowe sztuczki na rozciągniętych kilka metrów nad ziemią linach – robi to naprawdę duże wrażenie!

Najlepszy punkt widokowy w okolicy

Ręce, nogi, ogon - co za różnica?

Jest po czym pobiegać!

Zabawę czas zacząć!

Chwila wytchnienia

My poznańskie czepiaki zawsze bardzo chętnie odwiedzaliśmy – gdy było ciepło za każdym razem wyczyniały niesamowite harce na swoim wybiegu zewnętrznym, w chłodniejsze dni natomiast bawiły się w swojej chatce – chętnie wówczas podchodziły do szyby i przyglądały się nam, pozując przy tym samemu do zdjęć.

NA ŚWIECIE

Czepiaki czarnorękie są rzadkością w ogrodach zoologicznych na świecie. W Europie oprócz poznańskiego Nowego Zoo można je zobaczyć jeszcze tylko w czeskim Zlinie.

Czepiak czarnoręki (Ateles geoffroyi yucatanensis) - występowanie w europejskich ogrodach zoologicznych

Jakiś czas temu jeszcze jeden samiec był w zoo w Dublinie. Poza tym można je zobaczyć jeszcze w dwóch amerykańskich ogrodach zoologicznych – Brookfield Zoo w Chicago (dwie samice) oraz w America’s Teaching Zoo w Moorpark College. Pozostałe podgatunki czepiaka czarnorękiego występują w ogrodach zoologicznych znacznie częściej – wszystkie podgatunki reprezentowane są łącznie przez kilkaset osobników w kilkudziesięciu ogrodach!

WIĘCEJ

Pełną galerię zdjęć poznańskich czepiaków czarnorękich (Ateles geoffroyi yucatanensis) możecie zobaczyć TUTAJ.

„7 Dni Zoo” – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

Zapraszamy na kolejny przegląd zoowieści tygodnia w siedemnastym już numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo! 7 Dni Zoo

A w dzisiejszym 7 Dni Zoo przeczytacie o:

1. Pięć mgnień wiosny!

Wiosna w pełni – tego udowadniać nie trzeba, wystarczy wyjrzeć przez okno lub przejść się na spacer. Na całego wiosna obecna jest także w ogrodach zoologicznych, czego dowodem narodziny kolejnych maluchów i powroty z zimowisk największych zmarźluchów.
Wczoraj pokazaliśmy Wam, jak wiosną prezentuje się wrocławskie zoo, dziś zaglądamy – na chwilę tylko – do pięciu innych ogrodów zoologicznych.

ZOO WARSZAWA

W warszawskim zoo wiosnę przywitały m.in. dwa goryle – Mtonge i Azizi – które wreszcie mogły wyjść na wybieg zewnętrzny i zakosztować nieco przestrzeni.

Nie lubię wiosny...

Zabrakło tylko topienia Marzanny :) .
Na ogrodowych alejkach pojawiły się pawie, na ekspozycję wróciła większość ptaków, prowadzone są także ostatnie prace remontowe na stawach.
Obudziły się już także niedźwiedzie z Parku Praskiego, które wciąż czekają na decyzję w sprawie swojej przyszłości.
Czekamy i my, bo temat, choć oficjalnie zawieszony, cały czas jest obecny w debacie na temat przyszłości warszawskiego zoo.

ZOO GDAŃSK-OLIWA

Tymczasem w Oliwie, podobnie jak we wrocławskim zoo, na swój wybieg letni wróciły pelikany.
Długa zima, którą spędziły zamknięte w ogrzewanym boksie, dała się im we znaki, dlatego całe stado z wielką chęcią przywitało wiosnę!

No nareszcie!

Zdjęcia z akcji przenosin pelikanów na staw możecie zobaczyć tutaj.

ZOO ŁÓDŹ

W specyficznym stylu wiosnę wita łódzkie zoo – jednym z ostatnich nabytków zoo jest bowiem afrowij olbrzymi (krocionóg olbrzymi – Archispirostreptus gigas), dorastający nawet do 40 cm wij, mający… 256 nóg! Pracownicy zoo sprowadzili parę tych krocionogów do Łodzi, żeby pokazywać je na zajęciach dydaktycznych dla najmłodszych.
Krocionogi olbrzymie są popularnymi mieszkańcami w placówkach zoologicznych – można je zobaczyć m.in. we Wrocławiu, Bydgoszczy, Warszawie czy Palmiarni Poznańskiej.

Krocionogi olbrzymie z Palmiarni Poznańskiej

ZOO KRAKÓW

Przed tygodniem pisaliśmy o narodzinach koba liczi, walabii Bennetta i agam błotnych, dziś “dorzucamy” kolejne krakowskie przychówki – kameleony oraz nowych mieszkańców, którzy przyjechali z zachodnioeuropejskich ogrodów zoologicznych – korońca plamoczubego, pięknie umaszczone turako zielone i – uwaga, uwaga! – parę wąsali senegalskich (żółtookich).
Wszystkie te gatunki są w krakowskim ogrodzie prezentowane po raz pierwszy!
My cieszymy się zwłaszcza na parę wąsali, bo to jedne z naszych ulubionych ptasiorów – a krakowską parę odwiedzimy latem!

Wąsal żółtooki (senegalski)

AKCENT ZOO BIAŁYSTOK

W zupełnie innych nastrojach wiosnę wita białostockie Akcent Zoo. Gruntowną modernizację ogrodu rozpoczęto już w zeszłym roku, jednak na efekty tych zmian trzeba będzie poczekać do przyszłego roku. Póki co w minizoo straszą i wybiegi, i alejki, a większość doniesień z Białegostoku dotyczy… kolejnych przetargów, z których, na razie, nic nie wynika.
Są też i “optymistyczne” informacje – droga dojazdowa do zoo ma być gotowa latem, a przed kolejnym, jesiennym przetargiem, “może uda się przeprowadzić roboty ziemne, wodociągowe i kanalizacyjne, na które przetarg ogłoszony będzie lada dzień”.
Poczekamy, zobaczymy – więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

2. O foce, która chciała zostać stoczniowcem…

Był już pies, który jeździł koleją i Wojtek, który chciał zostać strażakiem – teraz przyszła kolej na nowego bohatera – foczkę o imieniu Nautek, która… chciała zostać stoczniowcem :) .

Nautek - pierwsza foka-stoczniowiec (fot. Paweł Bloch, za: www.hel.ug.edu.pl)

Ale zacznijmy od początku – rankiem, 22 marca, pracownicy Stacji Morskiej w Helu otrzymali zgłoszenie o małej foczce, którą znaleziono w suchym doku Stoczni Remontowej Nauta S.A. w Gdyni.
Na miejscu okazało się, że foczka – młody samiec – spała sobie spokojnie wewnątrz suchego doku tuż obok pracujących stoczniowców, co najmniej zdumionych widokiem niecodziennego gościa.

Znajdź fokę! (fot. Paweł Bloch, za: www.hel.ug.edu.pl)

Foka od razu zyskała wielką sympatię całej ekipy oraz czuwająceych nad nią ochroniarzy, którzy błyskawicznie wybrali dla niej imię – Nautek – odnoszące się, jakżeby inaczej, do nazwy stoczni.
Pracownicy fokarium zdecydowali przenieść młodą fokę do helskiej placówki, gdzie poddano ją oględzinom – okazało się, że Nautek jest w dobrej formie, waży 19,70 kg i mierzy 127 cm długości.
Obecnie Nautek jest poddawany stałym obserwacjom i nie wiadomo jeszcze, co się z nim stanie.
Młody stoczniowiec jest pierwszą foką znalezioną w tym roku na polskim wybrzeżu, ale pewnie nie ostatnią – początek wiosny to bowiem okres, w którym foki przychodzą na świat (niedawno w fokarium urodziły się aż cztery!), dlatego takich sytuacji może być więcej – w przypadku takiej sytuacji należy skontaktować się ze Stacją Morską IO UG.
Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

3. Dramat w warszawskiej hipopotamiarni!

Dość dramatyczne wieści dotarły do nas w czwartek z warszawskiego zoo – oto bowiem Życie Warszawy doniosło, że w poważnych tarapatach znalazła się najsłynniejsza chyba mieszkanka zoo, hipopotamica Aniela:

Wśród pracowników ogrodu panowało wczoraj (w czwartek) ogromne przygnębienie. – Dramat – powtarzali na korytarzach biura zoo zapytani o stan Anieli. Dyrektor placówki, dr Andrzej Kruszewicz, przyznał, że to dla wszystkich smutne wydarzenie. – Aniela ma 50 lat. I chyba już się z tego nie podźwignie – mówił, pokazując na telefonie zdjęcia z akcji ratowania ogromnego zwierza.

Aniela zaniemogła w czwartek nie w basenie, lecz w swoim pomieszczeniu. Najpierw podejrzewano niedowład tylnych łap i pracownicy zoo liczyli, że się podniesie, niestety Aniela sobie nie poradziła.
Całą noc czuwał przy niej jeden z opiekunów, który polewał ją wodą. Niestety, Aniela dostała odleżyn, dlatego trzeba było ją wepchnąć do wody.
Nie było to jednak takie proste – próbowało aż 30 pracowników zoo, ale nie dali rady, dlatego potrzebna była pomoc strażników miejskich i policjantów z komisariatu rzecznego.
Film z akcji ratunkowej możecie zobaczyć poniżej:

Czy Aniela podniesie się na dobre, czy są to już ostatnie dni najstarszego hipopotama w Polsce (i jednego z najstarszych w Europie – Aniela ma już prawie 49 lat) – zadecydują najbliższe dni.

Aniela

Mamy nadzieję, że następne wieści z warszawskiej hipopotamiarni będą dobre, a Aniela nie raz jeszcze zaprezentuje takie numery:

Aniela w podwodnej akcji (fot. Michał)

Hipopotamiarnia jest dla zwiedzających tymczasowo zamknięta.

4.ZooPlotek, czyli skandale, plotki i sensacje tygodnia w ogrodach zoologicznych Polski i świata

Miniony tydzień w temacie plotek i skandali zoologicznych był (niestety?) dosyć ubogi – najwięcej mówiło się o trzech panterach śnieżnych z krakowskiego zoo, które “rozsławiły stolicę Małopolski w Europie”, w szczególności zaś o Valdim, efektownym samcu, który trafił do Veszprem na Węgrzech. Ponoć całe Węgry oszalały na jego punkcie, a specjalnie dla niego sprowadzono samicę – Horę – z Wielkiej Brytanii.
Teraz wszyscy czekają na polsko-brytyjskiego malucha urodzonego na węgierskiej ziemi.
Furorę w Mołdawii robi natomiast siostra Valdiego, Betty, która trafiła do zoo w stolicy Mołdawii, Kiszyniowie. Lokalna prasa podkreślała, że krakowianka pochodzi z dobrej rodziny i jest wymarzoną narzeczoną dla mieszkającego tu Barsika – tam też czekają na małe pantery.
Trzecia z krakowskich panter – Doris – już w grudniu zeszłego roku trafiła do opolskiego zoo. W pełni się już zaaklimatyzowała w nowym miejscu i teraz czeka na swojego partnera, który jest pilnie poszukiwany i na jego przyjazd do Opola pewnie będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.
Tymczasem w Krakowie została jeszcze para dorosłych panter – rodzice wspomnianej powyżej trójki – a zoo ma nadzieję, że wspaniała tradycja hodowli panter śnieżnych w Krakowie (od 1991 roku przyszło ich na świat aż 15!) będzie kontynuowana.

Pantery śnieżne z krakowskiego ZOO

Pantery śnieżne z krakowskiego zoo (fot. Wojtek)

Zobaczymy, ale przyznać trzeba, że krakowskie zoo ma się czym pochwalić i dobrze, że zostało to docenione także za granicą.

Hodowlanym sukcesem chwali się także łódzkie zoo – na stronie ogrodu czytamy:

Miesiąc temu, w łódzkim zoo miało miejsce niezwykle urodzenie – na świat przyszedł makak wanderu. Ten indyjski gatunek skrajnie zagrożony wyginięciem w naturze, w ogrodach zoologicznych rozmnaża się bardzo rzadko albo wcale. W Polsce jedynie Łódź podjęła się hodowli tych rzadkich zwierząt. Zastąpią one pospolite pawiany, które przez lata można było oglądać na doskonale rozpoznawalnym przez zwiedzających wybiegu – skale pawianów. Makaki wanderu stopniowo sprowadzaliśmy z wielu ogrodów zoologicznych Europy (Niemcy, Irlandia, Hiszpania, Dania, Izrael). Obecnie w łódzkim zoo mieszka 12 osobników – ostatnie narodziny rokują, że stado będzie coraz większe.

Pojawienie się młodego makaka jest sukcesem hodowlanym na skalę światową. Przede wszystkim udało się stworzyć rozmnażającą się parę tych zwierząt. Drugim sukcesem okazało się zachowanie matki noworodka – samicy, która rodziła po raz pierwszy, ale już od pierwszych minut po porodzie podjęła bardzo fachową opiekę nad maleństwem. Obecnie maluch ma już miesiąc i coraz bardziej zaciekawia się światem robiąc bliższe i dalsze eskapady z ramion mamy.

O niecodziennych urodzinach w naszym zoo donosiły nie tylko polskie, ale i zagraniczne media. Sława malucha dotarła nawet za ocean, co można sprawdzić na stronie WWW

Zaglądamy na wskazaną stronę i faktycznie – na końcu pokaźnej galerii zdjęć internetowego wydania Los Angeles Times znajdziemy wzmiankę o urodzonym w łódzkim zoo makaku wraz z fotografią malucha.
My łódzkiego makaka znaleźliśmy także (ale z tym samym zdjęciem) w serwisie news.yahoo.com i na stronie Washington Postnieźle, nieźle :) .

Makaki wanderu z łódzkiego zoo (fot. Wojtek)

5. Kto zabił Knuta?

Dawne czasy - Knut na okładce "Vanity Fair"

Super Express i Fakt mają już swoje podejrzenia – Knut mógł zostać otruty! Takie przypuszczenia pojawiają się także w niemieckiej prasie, choć przyczyną nagłej śmierci niedźwiedzia polarnego Knuta z berlińskiego zoo mogła być choroba mózgu – takie oświadczenie wystosowało bowiem we wtorek samo zoo, w trakcie sekcji zwłok zwierzęcia stwierdzono bowiem “znaczne zmiany w mózgu”.
Badania potrwają jeszcze kilka dni, dlatego na ostateczną wersję będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.
Póki co mnożą się kolejne teorie spiskowe i zarzuty pod adresem berlińskiego zoo – w poniedziałek niemiecki oddział stowarzyszenia PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) obwinił dyrekcję zoo o zaniedbania, które miały przyczynić się do śmierci niedźwiedzia. Według PETA zwierzę padło na oczach widzów i przez kilkanaście godzin leżało martwe w wodzie, zanim zainteresował się nim personel. PETA jest przekonane, że śmierć Knuta mogła mieć związek z warunkami – zdaniem obrońców zwierząt fatalnymi – w jakich przetrzymywany był niedźwiedź.
Tymczasem pod wybiegiem Knuta składane są kwiaty, znicze i rysunki z jego wizerunkiem, a stowarzyszenie sympatyków berlińskiego ogrodu zoologicznego wezwało do zbiórki pieniędzy na zbudowanie pomnika ku jego czci!
Nie byłaby to żadna nowość – w berlińskim zoo są już pomniki innych dawnych ulubieńców publiczności: goryla Bobbiego oraz hipopotama Knautschke.

Kiedy Berlin opłakuje Knuta, prasa już znalazła jego “następców” – dwa małe misie polarne z zoo w Norymberdze. Co prawda maluchy urodziły się 2 grudnia 2010 roku, ale dopiero w tym tygodniu zadebiutowały przed publicznością.

Czy Gregor i Aleut – bo tak imiona noszą norymberskie niedźwiadki – powtórzą sukces Knuta?
Szczerze wątpimy, choć życzymy miśkom lepszego losu niż ten, jaki był udziałem Knuta…

Na koniec zapraszamy do lektury dwóch ciekawych wywiadów, które ukazały się w minionym tygodniu – kolejną już w ostatnim czasie rozmowę z dyrektorem warszawskiego zoo, Panem Andrzejem Kruszewiczem – tym razem poświęconą ptakom oraz rozmowę w dyrektorem wrocławskiego zoo, Panem Radosławem Ratajszczakiem, który w cotygodniowym cyklu Gazety Wrocławskiej opowiada o strusiach.
A skoro o strusiach mowa:

(Przy okazji powyższego pościgu przypomina nam się akcja sprzed kilku lat).
Słowem – ptasi tydzień :) .

Tyle na dziś – przypominamy też o innych ważnych wydarzeniach ostatniego tygodnia, o których pisaliśmy już na Mrówkojadzie:

Nowy dom dla leszczyńskich niedźwiedzic znaleziony!

W poznańskim zoo urodziły się lori małe

W amerykańskim Jacksonville Zoo urodził się mrówkojad olbrzymi!

Wiosna we wrocławskim zoo – fotorelacja

A kolejny numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

A co czeka czytelników Mrówkojada w nadchodzącym tygodniu?
Epilog naszej wyprawy do helskiego fokarium, wieści z Borysewa (tamtejsze Zoo Safari zostało bowiem oficjalnie uznane za ogród zoologiczny!), opowieść o czepiakach czarnorękich w ramach cyklu “Zwierzak tygodnia” i pierwsza relacja zza oceanu!
Będzie się działo!

Sobotnie starcie wielkich gadów – “Komodo kontra kobra”!

Prawie rok temu w cyklu “Kinoteka Mrówkojada” zaprosiliśmy Was na niezwykły seans – film pod wielce znaczącym tytułem Komodo, opowiadający – jakże by inaczej – o potężnych, zmutowanych waranach z Komodo, które zaczynają ostro rozrabiać.
Teraz zapraszamy Was na dalszy ciąg przygód zmutowanych waranów, które w dodatku muszą zmierzyć się z innym zmutowanym przeciwnikiem!

"Komodo kontra kobra"

Film właśnie leci (od godziny 20.00) na Tv Puls, kto żyw i chętny, powinien sięgnąć po pilota i samemu przekonać się, jak duże potrafią być warany z Komodo.
Komu się nie chce lub nie jest przekonany, niech zobaczy poniższy film:

A kto woli “prawdziwe” warany z Komodo, zawsze może odwiedzić dwie smoczyce z poznańskiego Starego Zoo!

Warany z komodo w Starym Zoo

Wiosna we wrocławskim zoo – fotorelacja

Kolejne nowinki z wrocławskiego zoo – dopiero co pisaliśmy o narodzinach koczkodana górskiego i bantenga oraz o nowej autostradzie dla wiewiórek trójbarwnych, a już donosimy o kolejnych nowościach z Wrocławia.
Zapraszamy na krótką fotorelację z coraz bardziej wiosennego wrocławskiego zoo!

Hipoczyściciel - jedyny krasnal we wrocławskim zoo

(Wszystkie filmy i zdjęcia są autorstwa naszego terenowego korespondenta, Konrada. Tekst, kompozycja artykułu, dobór zdjęć i podpisy pod zdjęciami są naszego autorstwa).

Rarytasy w akwarium

Niezwykłe ryby zamieszkały w akwarium wrocławskiego zoo – Melanocetus johnsonii, Rhinopias eschmeyeri i Rhinopias frondosa.
Niezwykłość tych ryb polega na tym, że potrafią wtopić się w otoczenie tak bardzo, że można je przeoczyć i trzeba się mocno postarać, żeby je dostrzec. Interesujący jest także sposób, w jaki zdobywają pokarm – wszystkie te ryby są nocnymi drapieżnikami, a swoje ofiary… łowią na wędkę – pierwszy promień płetwy grzbietowej jest przekształcony w wyrostek imitujący wędkę z przynętą. Ofiara, sądząc że poluje na smakowitego robaka, sama staje się zdobyczą. Nieźle.
Ryby z tych gatunków są bardzo rzadko eksponowane – wrocławskie zoo jest jedynym w Polsce i jednym z bardzo niewielu ogrodów zoologicznych świata, które może pochwalić się takimi okazami.

Zdjęcia nowych mieszkańców akwarium można zobaczyć tutaj.

Kolejne narodziny

Wiosna na całego – chyba nie ma ostatnio dnia, w którym we wrocławskim zoo nie przyszedłby na świat kolejny maluch.
W ostatnim 7 Dni Zoo pisaliśmy o narodzinach drugiego w odstępie niespełna trzech miesięcy koczkodana górskiego i bantenga, a jakiś czas temu na świat przyszły także małe mangalice – świnki charakteryzujące się tym, iż są…dosyć kudłate!

Spokojnie, to nie jest jeden z maluchów :)

Tymczasem aż pięć maluchów urodziło się w stadzie kóz karłowatych – i to zaledwie w przeciągu dwóch dni! Najmłodszy maluch urodził się we wtorek rano.

Mieszkańcy Dziecięcego Zoo

Wiosenne przeprowadzki

Kolejnym zwiastunem wiosny jest powrót na staw stada pelikanów – zdjęcia z tych przenosin można zobaczyć tutaj.

Tymczasem na swój wybieg wróciły już mundżaki chińskie, których współlokatorem jest Yunnan, sprowadzona tej zimy z Francji panda mała.
Póki co jednak zwierzaki nie wchodzą ze sobą w żadne interakcje – Yunnan woli trzymać się wyższych partii wybiegu i dość nieufnie spogląda na grupę mundżaków.

Znajdź pandę!

Znajdź pandę!

Może tutaj?

Chociaż mundżaki są...

Co tam u niedźwiedzi?

U kotików…

Basen kotików

Wyjść czy... nie wyjść?

Tablica dydaktyczna poświęcona kotikom

U słoni…

W ptaszarni…


A tymczasem na innych wybiegach…



Więcej nowinek z wrocławskiego zoo już niebawem!

Odra

(Dziękujemy Konradowi za udostępnienie zdjęć i filmów z wrocławskiego zoo!)

W amerykańskim Jacksonville Zoo urodził się mrówkojad olbrzymi!

Ostatnio nieco rzadziej niż zwykle donosimy o narodzinach zwierzaków w zagranicznych ogrodach zoologicznych, ale o przyjściu na świat TAKIEGO malucha nie możemy nie wspomnieć – oto bowiem w Jacksonville Zoo na Florydzie 22 lutego urodził się mały mrówkojad olbrzymi!

No i niech ktoś powie, że małe mrówkojady nie są piękne! (fot. Jacksonville Zoo)

Maluch ma już prawie miesiąc i obecnie ma się bardzo dobrze – jak na mrówkojada przystało, jest pod czujną opieką swojej matki, Stelli Abril. Urodzona 28 kwietnia 1997 roku samica urodziła już po raz piąty, odkąd 6 maja 1998 roku przyjechała do Jacksonville. Ojcem malucha jest Killroy, urodzony 15 października 1999 roku, który przyjechał na Florydę 16 sierpnia 2000 roku.
Bezimienny jeszcze maluch – nieznana jest także jego płeć – jest już piętnastym mrówkojadem urodzonym w Jacksonville Zoo.
Malucha – uczepionego ogona matki – można oglądać już na wybiegu.

Mały mrówkojad na ogonie matki (fot. Jacksonville Zoo)

Wydarzeniem w zoo ma być uroczystość nadania imienia maluchowi 16 kwietnia 2011 roku, podczas specjalnej zbiórki pieniędzy dla zoo – prawo nadania imienia małemu mrówkojadowi zostanie wystawione na aukcji, dzięki czemu każdy może powalczyć o zostanie “ojcem chrzestnym” mrówkojada.

Może Floruś?

Jacksonville Zoo zostało założone w 1914 roku, obecnie jest jednym z najlepszych ogrodów zoologicznych w USA. Oprócz bogatej kolekcji zwierząt zoo może się pochwalić także niezwykle efektowną częścią botaniczną (pełna nazwa placówki to Jacksonville Zoo and Gardens).
Jedną z najefektowniejszych ekspozycji w zoo jest tzw. Range of the Jaguar, otwarty w 2005 roku kompleks wybiegów fauny Ameryki Południowej i Środkowej. Najważniejszym wybiegiem jest oczywiście wielki wybieg jaguarów (jest ich tam aż osiem!), ale wielkie wrażenie robi także The River’s Edge, wybieg, na którym wspólnie mieszkają kapibary, tapiry panamskie, kilka gatunków małp i oczywiście rodzinka mrówkojadów :) .

 

Wybieg mrówkojadów olbrzymich w Jacksonville Zoo (fot. JaxElephant, www.zoochat.com)

W poznańskim zoo urodziły się lori małe

17 marca w poznańskim Nowym Zoo urodziły się dwa lori małe! To jednak nie jedyni nowi mieszkańcu Pawilonu Zwierząt Nocnych, bowiem tego samego dnia urodził się także kanczyl malajski.

Pawilon Zwierząt Nocnych w Nowym Zoo

Lori mały to gatunek niewielkiego ssaka z rodziny lorisowatych, który zamieszkuje lasy deszczowe Wietnamu, Laosu, Chin i Kambodży.

Jego większym kuzynem jest lori kukang (którego też można zobaczyć w Nowym Zoo, kilka wolier dalej), choć niektórzy badacze uważają, iż lori mały jest tylko podgatunkiem.

Lori mały

Lori małe to zwierzęta prowadzące nocny tryb życia, dlatego też zamieszkują Pawilon Zwierząt Nocnych.
Poznańskie zoo posiada jedną z największych kolekcji tego gatunku na świecie – po narodzinach dwóch maluchów poznańska grupa liczy obecnie 13 sztuk (najwięcej w Europie), choć nie wszystkie znajdują się na ekspozycji w Nowym Zoo (część np. przebywa na zapleczach hodowlanych w Starym Zoo).
Lori małe sprowadzono do Poznania po raz pierwszy w 1986 roku i od tamtego czasu regularnie się rozmnażają – także matka maluchów urodziła się w Poznaniu, samiec natomiast został sprowadzony w 2005 roku z Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Poznańskie zoo jest także koordynatorem tego gatunku, a znawcą tego gatunku był ówczesny wicedyrektor Nowego Zoo i specjalista ds hodowlanych, Pan Radosław Ratajszczak (obecnie dyrektor wrocławskiego zoo).
W Polsce lori mały jest jeszcze w ogrodach w Krakowie (para) i Opolu (także para).

Lori mały jest gatunkiem narażonym na wyginięcie – głównym zagrożeniem są polowania na lori (dla mięsa) oraz niszczenie ich naturalnych siedlisk (niemal do zupełnej zagłady gatunku doprowadziła wojna wietnamska). Lori małe wykorzystywane są także w medycynie naturalnej oraz łapane w celu oswojenia i wykorzystywania jako zwierzątka domowe.

Nie tylko lori

Tego samego dnia w Pawilonie Zwierząt Nocnych urodził się także kanczyl mniejszy.

Kanczyl mniejszy

Nas te narodziny zupełnie nie dziwią – jesienią zeszłego roku (szczególnie w połowie października) kilka razy zaobserwowaliśmy “interakcje” między samcem, a sprowadzoną we wrześniu 2010 roku samicą (przyjechała z zoo w Lille).
Zważywszy, że ciąża u kanczyli trwa około 5 miesięcy, rachunek jest prosty :) .
To pierwszy przychówek kanczyla w poznańskim zoo od jakiegoś czasu – a biorąc pod uwagę, że samica jest jeszcze bardzo młoda (urodziła się bowiem w październiku 2009 roku) pewnie też nie ostatni.

Tymczasem 22 marca urodził się także wielbłąd dwugarbny – to już dziewiąty wielbłąd w poznańskim stadzie!

Więcej o poznańskim zoo i tegorocznych przychówkach już niebawem!

Nowy dom dla leszczyńskich niedźwiedzic znaleziony!

Dramatyczna historia dwóch niedźwiedzic brunatnych z leszczyńskiego minizoo – Kasi i Basi – znalazła w końcu szczęśliwy finał!
Dzięki staraniom dwójki zoologów z Uniwersytetu Wrocławskiego, Agnieszki Sergiel i Roberta Maślaka, udało się w końcu znaleźć dla nich miejsce w azylu dla niedźwiedzi w Bärenwald Müritz w Niemczech.

Basia i Kasia - niedźwiedzice z leszczyńskiego minizoo

Kiedy w połowie grudnia zeszłego roku pisaliśmy o tym, ze jest nadzieja dla leszczyńskich niedźwiedzic i że “dwa niedźwiedzie trafią prawdopodobnie do niemieckiej fundacji, która wstępnie zgodziła się je przyjąć i zapewnić im odpowiednie warunki”, nie byliśmy do końca przekonani, że tak się stanie.
Tymczasem dzisiaj na stronie bearproject.org pojawił się komunikat, że cała sprawa wreszcie znalazła szczęśliwy finał!

Trudne początki

Agnieszka Sergiel i Robert Maślak od lat czynią starania, aby niedźwiedzie które żyją w szczególnie złych warunkach zostały przeniesione do specjalnych ośrodków opieki nad niedźwiedziami, których w Europie jest obecnie 15. Niestety, wszystkie te placówki są przepełnione, stąd znalezienie miejsca dla choćby jednego niedźwiedzia wcale nie jest takie łatwe, “zapotrzebowanie” bowiem przerasta – i to znacznie – możliwości takich ośrodków. Rachunek jest bowiem prosty – niedźwiedzi, które żyją w złych, a czasem skandalicznych warunkach jest w Europie (zwłaszcza Europie Wschodniej i na Bałkanach) bardzo dużo, a zbyt duża liczba niedźwiedzi w danym ośrodku obniża jego standard i prowadzi do przepełnienia.
Rozmowy w sprawie znalezienia nowego domy dla leszczyńskich niedźwiedzic trwały od ponad roku – pośrednikiem w sprawie była fundacja Vier Pfoten (“Cztery Łapy”). Wg wstępnych ustaleń niedźwiedzie miały zostać zabrane możliwie szybko – leszczyńskiemu zwierzyńcowi groziła bowiem likwidacja (13 czerwca 2010 roku minizoo miało zostać zamknięte ze względu na zły stan, w jakim żyją zwierzęta – do zamknięcia jak wiadomo nie doszło).

Wybieg Basi w leszczyńskim minizoo

Udało się!

Nie było to jednak takie proste, kolejka oczekujących była bowiem bardzo długa, a pierwszeństwo miały niedźwiedzie uratowane z bałkańskich cyrków. Wzmożone starania Agnieszki Sergiel i Roberta Maślaka przyniosły jednak wymierne korzyści – udało się ostatecznie porozumieć z fundacją Vier Pfoten i uzgodniono, że niedźwiedzie trafią do ośrodka rehabilitacji niedźwiedzi w niemieckim Bärenwald Müritz.
Przenosiny niedźwiedzi uzgodniono zarówno z GDOŚ w Warszawie, jak i ZZM w Lesznie, który kieruje minizoo.
Obecnie prowadzone są działania związane z przygotowaniem niezbędnej dokumentacji i zorganizowaniem przeprowadzki niedźwiedzic, ale wydaje sie to już tylko formalnością – wszystko wskazuje na to, że Basia i Kasia jeszcze przed wakacjami trafią do Bärenwald Müritz!

Bärenwald Müritz

Bärenwald Müritz to ośrodek rehabilitacji niedźwiedzi położony na północny-zachód od Berlina, 450 km od Leszna. Obecnie przebywa tam dziesięć niedźwiedzi, które mają do dyspozycji 50 tysięcy m kw!

Jeden z niedźwiedzi z ośrodka w Bärenwald Müritz

Niedźwiedzie mają do dyspozycji duże, natuarlne wybiegi o urozmaiconej przestrzeni i fachową obsługę – można mieć zatem nadzieję, że Kasia i Basia będą się tam czuły dobrze i spędzą resztę swoich dni w warunkach, o jakich wcześniej mogły tylko pomarzyć…

Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.
Więcej o ośrodku rehabilitacji niedźwiedzi w Bärenwald Müritz przeczytacie tutaj.

(Dziękujemy Pani Agnieszce Sergiel i Panu Robertowi Maślakowi za wszelkie informacje przekazane w tej sprawie oraz udostępnienie materiałów ze strony bearproject.org).

Niedźwiedzie z Braniewa też czekają na pomoc

Problem niedźwiedzi w Polsce jest niestety znacznie większy i nie ogranicza się tylko do Leszna – sytuacja najgorsza jest w placówkach, które z ogrodem zoologicznym tak naprawdę nie mają wiele wspólnego – wspomnianym Lesznie, Korabiewicach czy Braniewie – o sytuacji tych ostatnich możecie przeczytać tutaj.
Wieści z Braniewa nie są już niestety tak pomyślne – ze względu na fatalny stan zdrowia, dwa niedźwiedzie – 36-letnią niedźwiedzicę brunatną Kajtusię i 32-letniego samca niedźwiedzia himalajskiego Grzesia trzeba było poddać eutanazji.
Tym samym w Braniewie zostało jeszcze pięć niedźwiedzi, dla których również prowadzone są starania, aby znaleźć dla nich miejsce w takim azylu jak ten, do którego trafiły Basia i Kasia z Leszna.
Mamy nadzieję, że tak się stanie – braniewski zwierzyniec odwiedzimy najpewniej latem i wiele byśmy dali, żeby przynajmniej jeden z niedźwiedzi znalazł do tego czasu lepszy dom…