Rok 2010 dobiega dziś końca, dlatego też zabierzemy Was na ostatnią już w tym roku wyprawę do zoo – tym razem do poznańskiego Nowego Zoo, które odwiedziliśmy w środę, 29 grudnia.
Wybór nieprzypadkowy, bowiem Nowe Zoo odwiedziliśmy w tym roku najwięcej razy (do setki pewnie niewiele zabrakło…) i najczęściej też o Nowym Zoo w mijającym roku pisaliśmy.
Nie mogło być zatem innego zakończenia tego jakżeż owocnego i udanego sezonu, jak tylko ostatnia zimowa wyprawa nad Maltę…
Znak, że do zoo jeszcze daleko...
Tym razem – inaczej niż przez cały rok! – do zoo wybieramy się będąc w Poznaniu przejazdem, dlatego też punktem startowym naszej wyprawy jest… dworzec PKP, na którym wysiadamy z pociągu o 8.30 rano.
Jest zimno, -10 stopni – idealna pogoda na zoo, nie ma co…
W stronę zoo…
Kilka minut przed dziewiątą wsiadamy w tramwaj nr 8, który spod samego Dworca Zachodniego dowozi nas w 22 minuty możliwie blisko zoo – czyli na ul. Krańcową, skąd będziemy mieli do pokonania jeszcze 1500 metrów spacerkiem.
Co zrobić – jest poza sezonem, więc nie jeździ ani Maltanka, ani autobus do zoo.
No to idziemy – nie pierwszy zresztą raz. Tyle, że zimno strasznie, wszędzie pełno śniegu, a przez znaczną część trasy do zoo zmuszeni jesteśmy iść ulicą – chodnika nie starczyło…
Już niedaleko...
Na szczęście ruchu praktycznie nie ma, więc da się iść, choć absolutnie nie są to okoliczności zapraszające do odwiedzenia zoo dla niezmotoryzowanych. Zwłaszcza, że targamy ze sobą spory plecak.
Na szczęście kolejne tabliczki informują, że do celu naprawdę “już niedaleko”…
Dwie trzecie trasy za nami!
Choinka, śnieg i nowa mapa
Gdy docieramy do zoo, jesteśmy już lekko zmarznięci i umęczeni przedzieraniem się przez zaspy, ale to dopiero początek przejść ze śniegiem.
Że będzie gorzej, to można wyczytać już z terenu przed głównym wejściem do zoo, gdzie zalegają nawet kilkunastocentymetrowe zaspy:
Śnieżne Zoo Poznań
Dobrze, że kas nie zasypało…
Wejście do Nowego Zoo
Choć dochodzi dziesiąta, wiele wskazuje na to, że jesteśmy pierwszymi zwiedzającymi – zresztą kolejnych spotkamy dopiero o dwunastej…
Ostatni raz w tym roku korzystamy z karnetu rocznego (który zwrócił się kilkadziesiąt razy!) i zostawiamy przyciężki plecak w portierni (dziękujemy raz jeszcze!).
Jeszcze tylko rzut oka na plakat o zimie w zoo i tradycyjną choinkę przy wejściu i możemy zwiedzać!
Za choinką rozciągają się ogromne zaspy...
Już na początku naszą uwagę zwraca wielka tablica na lewo od Dziecięcego Zoo, na której pojawiła się nowa wersja mapy zoo.
Nowa mapa zoo
Mapa jest nie tylko zaktualizowana (głównie o trasę nowej kolejki i przystanki), ale przede wszystkim poprawiona została jej grafika – kolory są żywe i intensywniejsze, rysunki zwierząt wyrazistsze, a całość utrzymana jest w ciekawej tonacji. Duży plus już na początek!
Dziecięce Zoo
Dziecięce Zoo tonie w śniegu
Tradycyjnie już zwiedzanie zaczynamy od Dziecięcego Zoo, które tym razem można by nazwać Śnieżnym Zoo – dzieci brak, za to zaspy po kolana! Odśnieżarka jeszcze tu nie dotarła, a wszystko pokryte jest grubą warstwą śniegu.
Zamiast iść – brniemy, choć przyznać trzeba, że wszystko dookoła prezentuje się naprawdę pięknie!
Wszystko przykryte jest śniegiem...
O dziwo, nie brakuje tu także zwierzaków – choć nie zobaczymy świnek wietnamskich, świnek morskich, królików, żółwi czy kur, to na swoich wybiegach są i owce kameruńskie, i kozy karłowate:
Koza w koszyku
Zimna nie obawiają się także osły i kuce szetlandzkie:
Kuce na śniegu
choć akurat Mała Mi wyglądała na niechętną bliskiego spotkania ze śniegiem
.
Nigdzie nie idę...
Zobaczyć – a przede wszystkim usłyszeć – można także papużki faliste zamieszkujące gwarną wolierę tuż przy wejściu do Dziecięcego Zoo.
Natomiast dla ptaków mieszkających w zoo na wolności pracownicy przygotowali karmę, rozwieszoną na gałęziach drzew w woreczkach lub specjalnych pojemnikach.
Obwieszone w ten sposób drzewo wygląda niczym choinka, tyle że bombki dosyć nietypowe…
Jaka choinka, takie bombki
Jedni wieszają na choince cukierki...
Świetny pomysł, z którego ptaki bardzo chętnie korzystały – czasem naprawdę niewiele trzeba…
Pokaż się, foko!
Z Dziecięcego Zoo ruszamy do Pawilonu Zwierząt Nocnych, gdzie pojawił się nowy mieszkaniec – samiec kinkażu.
Można się trochę ogrzać i zapomnieć choć na chwilę o wszechobecnym śniegu.
Po kilkunastu minutach spędzonych w zupełnych ciemnościach, wyjście na zewnątrz może być małym szokiem dla oczu – wszędzie dookoła bowiem biało, jak na Antarktydzie:
Nowe Zoo jak Antarktyda
Pod grubą warstwą śniegu praktycznie nie da się zauważyć basenu fok, a obecność w tym miejscu jakichkolwiek zwierząt zdradza jedynie pojawiająca się co jakiś czas szara głowa, wystająca z przerębla:
Basen fok w śnieżnej scenerii
A to jest foka!
Ruszamy dalej mijając po drodze puste wybiegi i woliery przy Pawilonie Zwierząt Nocnych – nic dziwnego, że nie zobaczymy ani piesków preriowych (śpią), ani lemurów (nie lubią zimna), poza tym tylko maki szare możemy zobaczyć na ich wybiegu wewnętrznym.
Ale nawet puste woliery prezentują się świetnie, gdy są pokryte śniegiem:
Woliera lemurów
Jeszcze efektowniej prezentuje się ogromna woliera bielików olbrzymich (największy tego typu obiekt w kraju!), w której zobaczyć możemy dwa wspaniałe orłany:
Woliera bielików olbrzymich
Idziemy dalej, schodząc zaśnieżoną ścieżką w dół, w stronę sawanny afrykańskiej, na której oczywiście żadnego zwierzaka nie zobaczymy:
Wybieg sawanny i staw - śniegu pełno, zwierzaków brak...
Trzeba poczekać do wiosny…
Afryka w Nowym Zoo? Tylko wiosną i latem!
Pluszowy mrówkojad na wybiegu!
Nie lepiej jest na wybiegu Ameryki Południowej, gdzie nie zobaczymy nikogo, tym bardziej mrówkojadów, które smacznie śpią sobie w niedostępnej dla zwiedzających chatce…
Wybieg Ameryki Południowej pokryty grubą warstwą śniegu
Dla chcącego jednak nic trudnego – nie ma mrówkojadów? Niby nie ma, nam jednak jednego udaje się wypatrzeć…
Tadeusz, śnieżny mrówkojad!
Tylko weź tu mrówki znajdź...
I jeszcze pamiątkowe zdjęcie z tabliczkami
.
I jak to nie można zobaczyć mrówkojada w Nowym Zoo?
Jedynymi mieszkańcami wybiegu Ameryki Południowej, których udaje nam się zobaczyć, są czepiaki czarnorękie, które mają do dyspozycji pawilon zimowy dostępny dla zwiedzających. Choć ścieżka do pawilonu pokryta jest zwałami śniegu, nie rezygnujemy przywitania z wyjątkowo aktywnymi czepiakami, które ochoczo pozują do zdjęć:
Czepiak czarnoręki
Zamyślony?
Więcej o trójce poznańskich czepiaków napiszemy za kilka dni, będą one bowiem bohaterami następnego odcinka cyklu “Zwierzak tygodnia”.
Do zdjęć ochoczo pozuje także Tadeusz, któremu wyraźnie zimno i śnieg nie przeszkadzają:
Mrówkojad z lodowym szpikulcem - kto by pomyślał...
A lodowe sople są akurat bardzo wdzięcznym obiektem fotograficznym:
Chatka czepiaków w lodowych objęciach
Ptaki drapieżne nie tylko w wolierach…
Następny przystanek – wybieg ostronosów rudych, do którego… nie jesteśmy w stanie dojść. O ile główna alejka zoo została odśnieżona, to placyk widokowy przy wybiegu koati pokryty jest półmetrowymi zwałami śniegu. Nieważne, przecież ostronosów i tak nie ma na wybiegu…
Wybieg ostronosów rudych
Natomiast na drzewie, na którym zwykle możemy zobaczyć nawet dziesięć ostronosów, przesiadywał całkiem spory ptak drapieżny (myszołów?), który widać zrobił sobie w tym miejscu punkt obserwacyjny do polowań…
Myszołów?
Szkoda, że znowu zapomnieliśmy lornetki, którą kupiliśmy sobie specjalnie do zoologicznych obserwacji
.
Tym bardziej, że w dalszej drodze spotykamy całą masę innych ptasiorów żyjących w zoo na wolności, zwłaszcza intensywnie pracujące dzięcioły.
Z kolei większość ptasich wolier, znajdujących się na odcinku chatka czepiaków-chatka tygrysów opustoszała, a ich mieszkańcy zostali przeniesieni na zimowisko.
Nawet paskudne woliery dla ptaków w zimowej scenerii wyglądają ciekawie
Paskudne kraty inaczej
Choć część ptaków przeniesiono na zimowisko, kilka pozostało, między innymi sowy jarzębate:
Sowa jarzębata
puchacz:
Woliera puchacza
czy uszatka błotna:
Uszatka błotna
Pojawił się też nowy gatunek – kania ruda:
Kania ruda
To nowy nabytek poznańskiego zoo i jedyny obecnie przedstawiciel swojego gatunku w polskich ogrodach zoologicznych. Tym samym w Poznaniu możemy zobaczyć oba gatunki rodzaju Milvus – w wolierze między puszczykami mszarnymi i uralskimi (niedaleko insektarium) możemy bowiem zobaczyć kanię czarną.
Śnieżne tygrysy
Chatka tygrysów
Wreszcie dochodzimy do chatki tygrysów, dla których taka pogoda jest wprost idealna do zabawy i wszelkiej aktywności, dlatego też bez problemu możemy obserwować spacerujące po wybiegu tygrysy.
Imponujący widok:
Tygrys syberyjski na śniegu
Tygrys na śnieżnej przechadzce
Latem taki widok to rzadkość (i nie chodzi o śnieg:))
Choć nie cała tygrysia familia jest równie chętna do aktywności:
A mnie się nie chce...
Tymczasem Tadziu, choć tygrysów bardzo się boi, odważył się na wspólne zdjęcie. Oczywiście z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa i odpowiedniej odległości…
Ja i tygrys!
Ile waży słoń?
Następny cel – słoniarnia, o czym skrupulatnie informują nas przez całą drogą porozstawiane co kilkaset metrów słonie z tworzywa sztucznego. Ten ostatni, ustawiony tuż przed słoniarnią, musiał mieć w ostatnich dniach dość mocne przejścia – pytanie tylko, czy za wszystko odpowiedzialny jest tylko śnieg…
Słoń legł...
Na szczęście słoniarnia, choć też mocno zaśnieżona, stoi jak zawsze:
Słoniarnia
Tym razem pamiętamy, że słoniarnia czynna jest tylko do 14.00, na szczęście czasu mamy jeszcze bardzo dużo.
Cała piątka słoni przebywa w środku, co zupełnie nie dziwi, bo wybieg zewnętrzny wygląda jak fragment Grenlandii…
Słoni brak
Na wybiegu wewnętrznym z kolei wyjątkowy tłok, tylko Ninio przebywał na wydzielonym, mniejszym wybiegu.
Słoniarnia słoni pełna
Nie przeszkadzało to jednak we wspólnych zabawach, zwłaszcza z Yzickiem:
Dzięki znajdującej się na wybiegu wadze mamy możliwość przekonać się, ile ważą poznańskie słonie – w chwili, gdy któryś ze słoni wejdzie na wagę, na elektronicznym zegarze znajdującym się na ścianie wyświetla się wynik w kilogramach – świetna sprawa.
Na wagę wchodzą jednak tylko dwa słonie – Yzick (kilkakrotnie), który waży około dwóch ton (waga wskazywała między 1980 a 2040 kg) oraz Linda – waga wskazywała grubo ponad trzy tony (maksymalnie 3240 kg). Niestety, na wagę nie mógł wejść Ninio, ale domyślamy się, że może ważyć nawet pięć ton (pod koniec czerwca oficjalnie ważył 4500 kg).
Gdy wychodzimy ze słoniarni, Tadzik robi sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie z ogromną płaskorzeźbą słonia afrykańskiego, znajdującą się na podłodze na środku holu:
Tu byłem!
A gdyby tak zrobić wielką mrówkojadziarnię?
Ptakokalipsa!
Tym razem – głównie ze względu na okropny mróz nie idziemy do wielbłądów, bizonów i makaków, tylko zawracamy i przechodzimy między stawami do Motylarni, żeby zwiedzić “drugą stronę zoo”.
Po drodze mijamy prawdziwą “ptakokalipsę” – na stawie zebrały się bowiem nieprzebrane ilości wszelkiego wodnego ptactwa – gęsi, kaczki, łabędzie…
Ile ptaków widzisz na tym zdjęciu?
Tylko czaple stroniły od całego towarzystwa i stały sobie na środku zamarzniętego stawu:
Czaple trzymają się z daleka...
Zima w zoo to pora bardzo specyficzna – wielu zwierzaków nie widać, innych w ogóle nie ma, ale za to możemy zobaczyć, jak wiele zwierząt żyje w zoo “bez meldunku” – zwłaszcza ptactwa, ale też…
No właśnie – tropy na śniegu mówią same za siebie:
Trop nr 1
Trop nr 2
Trop nr 3
W krainie małych drapieżników…
Przechodzimy obok stawów, mijamy nieczynną o tej porze roku Motylarnię, puste wybiegi, na których kiedyś mieszkały m.in. jelenie, aż dochodzimy do wybiegów małych drapieżników.
I tu czeka nas miła niespodzianka – oto bowiem wybiegi kuny żółtogardłej, żenet oraz łaszy palmowej doczekały się wreszcie modernizacji: paskudne kraty, które praktycznie uniemożliwiały ekspozycję zwierząt, zostały zastąpione przez duże, panoramiczne szyby.
Szyby naprawdę robią różnicę – szkoda tylko, że akurat samych zwierzaków nie ma na wybiegach.
Choć w przypadku łaszy wcale nas to nie dziwi…:).
Wybieg kuny żółtogardłej
Wybieg żenet
Wybieg łaszy palmowej - może teraz uda się ją zauważyć...
Pusto też na wybiegu perewiazki i norki europejskiej, a ich wspólna chatka wygląda dosłownie jak z Zimy Muminków:
Chatka perewiazki i norki europejskiej
Ostronosy rude śpią smacznie w swojej chatce, ale już karakale ochoczo biegają na śniegu:
Karakal
Na wybiegach możemy zobaczyć też m.in. rysie i żbiki, ale manule i pantera śnieżna – choć warunki są dla nich idealne – nie mają ochoty wyjść na spacer.
Pięć żbików na jednej półce...- w grupie cieplej!
Pawilon małych ssaków, choć z oddali wygląda, jakby został odcięty od świata przez śnieg:
Pawilon małych ssaków
tętni życiem, a największe poruszenie jest na wybiegu zamieszkiwanym przez ogromne ilości norników wschodnich, które są w ciągłym ruchu:
i gromadnie “atakują” szybę:
Norniki wschodnie
Gdy żegnamy się z szalonymi nornikami i ruszamy dalej, jesteśmy już solidnie przemarznięci, dlatego też coraz szybszym krokiem kierujemy się w stronę wyjścia, tym bardziej, że i tak nie jesteśmy w stanie bliżej podejść do wolier i wybiegów. Najgorzej jest wzdłuż wolier sów i ptaków drapieżnych, między wybiegiem rysi a insektarium – półmetrowe zaspy ciągną się oddzielają ptasie woliery od głównej alejki, przez co dzieli nas od nich nawet dziesięć metrów…
Niewiele lepiej jest za insektarium – praktycznie nie podejdziemy ani pod woliery ptaków, ani pod wybieg żubrów, milu, nilgau czy nosorożców, które i tak nie wychodzą z ciepłych stajenek.
Ostatni odcinek zwiedzania to już zupełne pustki – właściwie od insektarium do wyjścia z zoo zobaczyliśmy tylko kilka ptaków – i to z daleka…
Tzw. woliery kuraków na ostatniej prostej są już zupełnie odcięte od świata – z daleka widzimy, że gdzieniegdzie przemyka jakiś uszak czy inny olśniak
.
Na koniec wyprawy raz jeszcze zaglądamy do “nocnego”, żeby wypatrzeć kinkażu i nieco się ogrzać, zabieramy plecak z portierni i żegnamy się z zoo – ostatnia wyprawa zoologiczna roku 2010 dobiegła końca!
Epilog kolejowy…
Atak zimy, która jak wiemy każdego roku znienacka pojawia się i paraliżuje cały świat, tej zimy w szczególny sposób uderzył w kolej – setki opóźnionych pociągów (choć my i tak mieliśmy szczęście – suma grudniowych spóźnień to ledwie trzy godziny), bałagan na dworcach, odwołane składy…
Echo tych “dantejskich scen” dotarło także do Nowego Zoo, bowiem na czas nieokreślony z “powodu trudnych warunków” zawieszono kursy kolejki. Wcale nas to nie dziwi – na wielu odcinkach ma ona do pokonania spore podjazdy, a zważywszy, że większość alejek pokryta jest grubą warstwą śniegu, kolejka mogłaby po prostu nie przejechać.
Do tego dochodzi argument ekonomiczny – podczas kilku godzin spędzonych w zoo spotkaliśmy ledwie osiem osób, a frekwencja w ostatnich dniach jest tak niska, że łatwiej w zoo spotkać któregoś z pielęgniarzy, niż zwiedzających…
Nie marudzimy więc na te “przeklęte” kolejki, tym bardziej, że w ostatnim czasie cała infrastruktura kolejki nieco się poprawiła. Przede wszystkim pojawiły się trzy tzw. kioski, czyli komputerowe informatory – przy wybiegu wielbłądów, przy Motylarni oraz na przystanku początkowym.
Kiosk multimedialny na przystanku przy Motylarni
Póki co informator ma do zaoferowania tylko dostęp do strony internetowej zoo, ale możliwe, że z czasem pojawią się inne opcje.
Sama strona trochę się wiesza, ale to pewnie przez mróz…
Ponadto na każdym przystanku pojawiły się elektroniczne zegary, na których wyświetlane słowa: “Witamy w Nowym Zoo w Poznaniu”, data, godzina oraz temperatura w danej chwili (w pewnym momencie było nawet -9 stopni…).
Przyznać trzeba, że wygląda to coraz lepiej,a le mamy nadzieję, że to jeszcze nie koniec!
Przystanek przy Motylarni
Przystanek przy wybiegu Ameryki Południowej
Przystanek początkowy
Tym bardziej, że przy wszystkich przystankach pojawiły się jeszcze niezagospodarowane póki co tablice, a w kilku miejscach zoo stanęły kolejne, na których być może niebawem umieszczone zostaną drogowskazy lub małe mapy zoo.
Jak widać, w ostatnich dniach roku coś się w zoo działo i niech to będzie dobry prognostyk na kolejny rok!
A wielkie podsumowanie roku 2010 w poznańskim zoo – i Nowym, i Starym – oraz plany i pomysły na rok 2011 przedstawimy Wam już niebawem w specjalnym cyklu “Rok w zoo – 2010″.
Mrówkojadziego roku wszystkim!