“The Best of…”. Kolejka w Nowym ZOO w Poznaniu

Nowe ZOO w Poznaniu to drugi (za ogrodem w Oliwie) co do wielkości ogród zoologiczny w Polsce. Jego powierzchnia to 113 hektarów, a do tego obszaru zaliczamy również trzy wielkie stawy, które – nie oszukujmy się – utrudniają nieco zwiedzanie ogrodu, szczególnie rodzicom z małymi dziećmi. Ogromny teren, porozciągane na ogromnym obszarze wybiegi, czasem oddzielone od siebie kilkusetmetrowymi nieużytkami nie zawsze sprzyjają zwiedzaniu. Od niedawna jednak po ogrodzie wozi nas

nowa, zielonożółta kolejka.

Kolejka w Nowym ZOO w Poznaniu

Kolejka w Nowym ZOO w Poznaniu

Nowa kolejka działa od wiosny 2010 roku. Zanim ogród zoologiczny zakupił trzy nowe składy, po terenie zoo jeździła stara szurgocząca, kopcąca i furgocząca kolejka-ciągnik, która nie odpowiadała do końca nikomu, była jednak jedynym ułatwieniem w przemierzaniu ogrodu dostępnym dla zwiedzających.

Stara kolejka-ciągnik w Nowym ZOO w Poznaniu

Stara kolejka-ciągnik w Nowym ZOO w Poznaniu

Nowa kolejka składa się z dwóch wagonów, z których jeden przystosowany jest dla osób z wózkami. Jasnobrązowe siedzenia są plastikowe i niskie, co może przeszkadzać niektórym dorosłym, jednak jest doskonałym rozwiązaniem dla najmłodszych zwiedzających. Z trzech składów jeżdżących po zoo dwa są “letnie”, jeden natomiast “zimowy”, z zamontowanymi szybami i ogrzewaniem.  Po ogrodzie jeżdżą dwie kolejki, poza sezonem – jedna. W weekendy istnieje możliwość zarezerwowania kolejki na przykład na jazdę dla grupy zorganizowanej. Jeden z wagonów jest przystosowany do przewożenia wózków dziecięcych – siedzenia w nim są ustawione naprzeciwko siebie.

Kolejka w pełnej krasie!

Kolejka w pełnej krasie!

Kolejka zatrzymuje się na sześciu przystankach – początkowym obok stawu fok pospolitych, przy wybiegu Ameryki Południowej, przy Słoniarni, motylarni, wybiegu nosorożców i milu oraz na końcowym – blisko wyjścia z zoo.

Dlaczego poznańska kolejka zasłużyła na miano “The Best of…”? Ponieważ w ogrodzie takim, jak poznański, stanowi ogromne ułatwienie w zwiedzaniu, jest niezwykle atrakcyjna – szczególnie dla dzieci (ale nie tylko :) ), nowoczesna i  – co bardzo ważne – przejażdżka nią jest wliczona w cenę biletu do zoo. Co więcej – można nią jeździć tak długo i tyle razy, ile dusza zapragnie :)

Więcej informacji o poznańskiej kolejce znajdziecie TUTAJ.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu

Podczas naszych tegorocznych wojaży zoologicznych po Polsce odwiedziliśmy także Wrocław. Fantastyczne trzy dni w stolicy Dolnego Śląska stały pod znakiem całodniowej wycieczki po wrocławskim zoo, w którym tropiliśmy zmiany, jakie zaszły od naszej poprzedniej wizyty w 2008 roku.
Przy okazji zwiedziliśmy także samo miasto, tropiliśmy wrocławskie krasnale i odwiedziliśmy niezwykle interesujące Muzeum Przyrodnicze, o którym chcielibyśmy Wam dzisiaj krótko opowiedzieć…

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu

Muzeum Przyrodnicze, a właściwie Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wrocławskiego, znajduje się na północ od centrum miasta, przy ul. Sienkiewicza 21, tuż przy wrocławskim Ogrodzie Botanicznym. Z dworca kolejowego do Muzeum możemy dojechać tramwajami linii 9 lub 17 do pl. Bema lub skrzyżowania ul. Sienkiewicza z ul. Wyszyńskiego.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - lokalizacja
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – lokalizacja

Już przed przyjazdem do Wrocławia ustaliliśmy, że będzie to obowiązkowy punkt naszego trzydniowego pobytu – obok zoo oczywiście. Do tej pory odwiedziliśmy już kilka tego typu muzeów i ekspozycji – choćby Muzeum Wiedzy o Środowisku w poznańskim Starym Zoo czy skrajnie odmienne nowojorskie Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej.

Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku - tu akurat mamy triceratopsa...(zdjęcie pochodzi z wyprawy w 2005 roku)

Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku - tu akurat mamy triceratopsa...(zdjęcie pochodzi z wyprawy w 2005 roku)

O wrocławskim muzeum sporo poczytaliśmy przed wyjazdem (solidna strona internetowa) i mieliśmy odnośnie do niego pewne oczekiwania, choć spodziewaliśmy się, że wobec dwóch wcześniej wymienionych, bliżej będzie mu do tego pierwszego…:).

Do Wrocławia dobijamy we wtorek z samego rana (jest lipiec…), a pod muzeum jesteśmy o 13.30. W samą porę, bo jak się okazuje, we wtorki czynne jest ono tylko do 15.00 (jak to muzeum). Obawiamy się, że nie zdążymy wszystkiego zobaczyć, dlatego zmuszeni jesteśmy zwiedzać nieco intensywniej, niż zwykle (generalnie uchodzimy za “zwiedzaczy” powolnych, acz dokładnych :) ). Obawy są uzasadnione, bo z muzeum niemal dosłownie przegania nas obsługa, która chce już zamykać…
Ale po kolei!

Garść informacji ogólnych

Efektowne wnętrze muzeum...

Efektowne wnętrze muzeum...

Wystawy Muzeum Przyrodniczego czynne są w dni powszednie od 9.00 do 15.00, w weekendy zaś od 10.00 do 16.00. Warto pamiętać o tym, że w poniedziałki muzeum jest nieczynne!
Bilety
nie są przesadnie drogie – 8 zł za bilet normalny i 5 zł za ulgowy to jak najbardziej przystępna cena (wstęp do muzeum w poznańskim zoo jest darmowy, do nowojorskiego zaś kosztuje 16 dolarów).
Zwiedzanie z przewodnikiem możliwe jest tylko w przypadku wizyty grupowej – i po uprzedniej rezerwacji telefonicznej (20 zł od grupy do 30 osób i 30 zł przy grupie powyżej 20 osób). Darujemy sobie przewodnika – nie mamy ani tyle czasu, ani tyle pieniędzy, ani tylu “współgrupowiczów”. Co więcej – uderzające jest to, że w całym muzeum – poza paniami z obsługi – nie ma praktycznie nikogo. Przez całe półtorej godziny oprócz tysięcy martwych eksponatów miniemy co najwyżej kilkoro żywych zwiedzających. Zastanawiające, a wytłumaczenie, że jest lipcowy wtorek, to jeszcze nie wszystko…

Hol Muzeum Przyrodniczego we Wrocławiu
Hol Muzeum Przyrodniczego we Wrocławiu

W kasie (czyli biurko w pierwszej sali, a za biurkiem sympatyczna pani:)) kupujemy bilety i pytamy o przewodnik, folder czy jakikolwiek informator. Do zwiedzania – i na pamiątkę. Niestety, skończył się przed chwilą (tak, jasne…), informuje nas z uśmiechem pani zza biurka. Trudno. Będziemy zwiedzać “na czuja”…
Zanim jeszcze wejdziemy do “właściwej” części muzeum, na klatce schodowej mijamy kilka eksponatów umieszczonych na ścianach, m.in. poroża koziorożca i kudu wielkiego, czaszkę i poroże muflona czy kompletny – i bardzo efektowny – okaz orła przedniego:

Wypchany orzeł przedni - Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu
Wypchany orzeł przedni – Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu

Bilety kupione – możemy zwiedzać.
Zanim jednak na dobre wejdziemy do sal ekspozycyjnych, warto jeszcze wspomnieć w kilku słowach o historii tego miejsca oraz o tym, jaki jest jego obecny obraz ogólny…

Trochę historii…

Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wrocławskiego powstało w 1814 roku, w wyniku połączenia trzech palcówek muzealnych – muzeów zoologicznego i botanicznego oraz zielnika – czyli herbarium. Założył je prof. Johann Ludwig Christian Gravenhorst. Pierwotnie mieściło się ono w głównym gmachu Uniwersytetu przy Placu Uniwersyteckim, natomiast w 1904 roku przeniesiono je do obecnego budynku.
W czasie II wojny światowej gmach został zbombardowany i runęło całe skrzydło, a wystawy – z wyjątkiem Sali Szkieletowej – uległy całkowitemu zniszczeniu. Ocalało około 50% zbiorów naukowych. Po wojnie muzeum zostało przejęte przez polskie władze uniwersyteckie, a budynek został wyremontowany, częściowo przebudowany, a zbiory zabezpieczone.
Od chwili założenia zbiory są nieustannie powiększane. Wchodzące w ich skład okazy zbierane były na wszystkich kontynentach podczas specjalnych ekspozycji lub trafiały do Muzeum dzięki darowiznom, zakupom czy wymianie.

Więcej o historii Muzeum Przyrodniczego możecie poczytać tutaj.

Muzeum Przyrodnicze dzisiaj…

Placówka jest obecnie jedną z jednostek Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Obecnie w skali krajowej pod względem wielkości zbiorów zoologicznych wrocławskie Muzeum ustępuje jedynie większej kolekcji Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, a kolekcja botaniczna jest największa w Polsce.
Zbiory liczą obecnie około 3 milionów okazów zwierząt i około pół miliona roślin!
Eksponowane jest zaledwie 1% zbiorów, reszta spoczywa w magazynach i jest udostępniana do badań naukowych. Niektóre eksponaty wypożycza się – na prawach wzajemności – innym placówkom badawczym, z wyjątkiem tzw. holotypów, czyli okazów stanowiących wzorzec nazwy danego gatunku zwierzęcia lub rośliny, nadanej przez jego odkrywcę. We wrocławskim muzeum znajduje się około 2 tysiące holotypów roślin i zwierząt. Są to absolutne unikaty, chronione specjalnymi międzynarodowymi zaleceniami i przepisami prawnymi.
Oprócz bardzo silnie rozwiniętych badań naukowych (więcej tutaj) Muzeum zajmuje się także działalnością pedagogiczną i popularyzatorską, głównie poprzez stałe ekspozycje.
A skoro tak, to przejdźmy wreszcie do zwiedzania – czekają na nas aż cztery sale, a mamy tylko półtorej godziny!

W Muzeum czynne są cztery wystawy, tworzące największą ekspozycję przyrodniczą w Polsce: świat zwierząt, świat roślin, układ kostny kręgowców oraz owady i człowiek.
Niestety, mamy pecha, okazuje się bowiem, że wyjątkowo interesująca nas ekspozycja dotycząca układu kostnego kręgowców jest nieczynna z powodu remontu – i to aż do 30 listopada! Szkoda, bo bardzo chcieliśmy zobaczyć zwłaszcza czaszkę tura i kompletny szkielet jelenia olbrzymiego.
Może następnym razem, a póki co odsyłamy po więcej informacji dotyczących ekspozycji Układ kostny kręgowców tutaj.
Zostają nam zatem do zwiedzenia trzy sale – no to ruszamy!

Świat roślin

Wystawa ukazuje przedstawicieli flory wszystkich regionów geograficznych kuli ziemskiej. Jest to pierwsza i jedyna w Polsce tak dużych rozmiarów stała wystawa botaniczna i w całości opierająca się na zbiorach z Zielnika Muzeum Przyrodniczego.
Prezentowanych jest na niej blisko 500 gatunków roślin należących do wszystkich grup systematycznych. Uwypuklone są szczególnie ich cechy morfologiczne i problemy związane z ewolucją. Zróżnicowanie świata roślinnego pokazano poczynając od wybranych grup glonów poprzez grzyby, porosty, mszaki, rośliny nagozalążkowe i okrytozalążkowe aż do jednoliściennych. Oprócz okazów z określeniem ich pozycji systematycznej i miejsca występowania każda rodzina roślin okrytozalążkowych uzupełniona jest barwną planszą ze schematem kwiatu.
Do najcenniejszych i najbardziej interesujących obiektów możemy zaliczyć dużą kolekcję szyszek roślin nagozalążkowych, pień welwiczji przedziwnej, kłodzina sagowca oraz niewielką kolekcję palm (m.in. owoc lodoicji seszelskiej).
Ciekawe to wszystko, ale trochę mało efektowne, poza tym klimat tej sali bardzo mocno trąci muzealną stęchlizną. A że z nas jednak bardziej miłośnicy zwierząt niż roślin, dość szybko żegnamy się z tą salą i przechodzimy na kolejne piętro…

Owady i człowiek

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sala "Owady i człowiek"
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – sala “Owady i człowiek”

Mała, ale bardzo ciekawa sala. Możemy znaleźć tu ogromne ilości informacji o relacjach – zarówno pozytywnych jak i negatywnych – między człowiekiem a owadami. Jednocześnie pokazano tu obfity materiał ilustrujący liczne problemy z zakresu etymologii ogólnej, zwłaszcza morfologii, ekologii czy ewolucji – a wszystko pogrupowane wg działów.
Jeden z działów wystawy poświęcony jest gatunkom owadów szkodliwych z punktu widzenia człowieka, kolejny zaś poświęcony jest owadom pożytecznym. Trzeci dział przedstawia natomiast wybrane zagadnienia entomologii – przystosowania, sposoby życia, rozmiary
i ubarwienie.
Możemy zatem zobaczyć m.in. największe i najmniejsze owady:

Największe i najmniejsze owady

Największe i najmniejsze owady

Największe i najmniejsze owady

Największe i najmniejsze owady

przykłady wspaniałego ubarwienia, proces metamorfozy, tablicę pokazująca zależność między owadem zapylającym a kształtem i barwą kwiatów, gablotę z porównaniem skrzydeł motyli a także gablotę ilustrującą bogactwo owadzich kształtów:

Owad owadowi nierówny...

Owad owadowi nierówny...

A wśród eksponatów mamy m.in. muchę tse-tse, turkucia podjadka oraz parę ogromnych herkulesów:

Herkules

Herkules

Niektóre eksponaty możemy zobaczyć pod mikroskopem wbudowanym w ścianę. Ciekawe, choć sprzęt to już mocno wysłużony.
Cała sala, choć bardzo niewielka i pozornie mało efektowna, jest jednak niezwykle ciekawa – zgromadzono tu ogromne ilości eksponatów, a informacje umieszczone na planszach i w gablotach są naprawdę bardzo interesujące.
Polecamy i – ruszamy dalej!

Świat zwierząt

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sala "Świat zwierząt"

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sala "Świat zwierząt"

Czyli to, co lubimy najbardziej :) .
Jest to największa sala w całym gmachu Muzeum – i jedna z większych w całym Wrocławiu! Zgromadzono tu ponad 1500 eksponatów, dających pewne pojęcie o różnorodności świata zwierząt.
Wystawa utrzymana jest w układzie systematycznym. Najliczniej reprezentowane są ptaki, muszle mięczaków oraz owady.
Eksponaty umieszczone są na całej długości ścian sali na dwóch kondygnacjach – na dolnej możemy zobaczyć ssaki, gady, płazy i ryby oraz kilka ptaków, górna zaś poświęcona jest ptakom, owadom i mięczakom.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sala "Świat zwierząt"

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sala "Świat zwierząt"

Na środku ogromnego i bardzo wysokiego holu znajduje się zaś… jedyny w Polsce kompletny szkielet płetwala błękitnego – największego zwierzęcia, jakie kiedykolwiek żyło na ziemi.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - szkielet płetwala błękitnego

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - szkielet płetwala błękitnego

Dorosły osobnik może osiągnąć 30 m długości i 112 ton wagi, natomiast szkielet wystawiony w Muzeum należy do młodego osobnika i mierzy “tylko” 14,6 m długości.

Czaszka płetwala błękitnego

Czaszka płetwala błękitnego

Czaszka płetwala błękitnego

Czaszka płetwala błękitnego

Przyznajemy – robi wrażenie!
Pod szkieletem znajduje się ponadto model płetwala w dość dużym pomniejszeniu.

Oprócz szkieletu płetwala, w dolnej części sali możemy zobaczyć jeszcze pokaźną kolekcję ssaków umieszczonych w rzędzie gablot wzdłuż ścian oraz dwie gabloty przy samym wejściu – w jednej mamy kilkanaście okazów płazów i gadów, w drugiej kilkanaście okazów ryb.

Ryby

W gablocie w sali “Świat zwierząt” eksponowana jest tylko część z dużej, liczącej 124 okazy z 71 gatunków kolekcji wypchanych ryb.
Z ciekawszych okazów na ekspozycji możemy zobaczyć m.in. samogłowa, arotrona, jesiotra, anioła morskiego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Anioł morski

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - anioł morski

płaszczkę nabijaną:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - płaszczka nabijana
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – płaszczka nabijana

rekina młota:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - rekin młot

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - rekin młot

oraz najeżkę:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Najeżka

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - najeżka

Płazy i gady (ekspozycja na parterze)

Kolekcję herpetologiczną reprezentują okazy pochodzące z całego świata. Ogromna większość zakonserwowana jest w płynach (alkohol i formalina), a tylko niewielka liczba żółwi i krokodyli to okazy wypchane bądź zasuszone.
Podczas wojny kolekcja herpetologiczna poniosła bardzo poważne straty – pozbawione płynu konserwującego  zasuszone okazy uległy zniszczeniu, mimo to jest to największy pod względem liczby taksonów zbiór w Polsce.
Na ekspozycji możemy zobaczyć m.in. latającego żółwia, wężogłówkę australijską, kameleona, żółwia aligatorowego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Żółw aligatorowy

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - żółw aligatorowy

żabę rogatą:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Żaba rogata

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - żaba rogata

i najefektowniejszego z całego płazio-gadziego towarzystwa – aligatora missisipijskiego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Aligator missisipijski

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - aligator missisipijski

Ssaki (oraz ptaki Australii) – ekspozycja na parterze

Kolekcja, która interesuje nas szczególnie, tym bardziej, że mamy tu niepowtarzalną okazję zobaczyć gatunki, których na pewno nie zobaczymy w żadnym polskim ogrodzie zoologicznym. Oczywiście wypchany zwierzak to absolutnie nie to samo co żywy, “prawdziwy”, jest to jednak pewna – fakt, bardzo niewielka – namiastka, dzięki której możemy się przekonać, jak “na żywo” może wyglądać cały gatunek.
Wzdłuż trzech ścian sali w ciągu gablot na parterze znajduje się grubo ponad setka eksponatów (66 gatunków z 17 rzędów), w ogromnej większości bardzo rzadkich i cennych gatunków – gdyby była to kolekcja żywych zwierząt w zoo, byłby to bezsprzecznie najcenniejszy i najefektowniejszy zwierzostan na świecie.
Możemy tu zobaczyć prawie całą “10″ gatunków, których najbardziej brakowało nam w polskich ogrodach zoologicznych, a przy okazji jeszcze większość z rezerwowej “20″ :) .
Zanim zaczniemy zwiedzanie, możemy jeszcze zapoznać się z drzewem rodowym ssaków – ekspozycja obejmuje przedstawicieli wszystkich grup ssaków.

Dla nas szczególnie interesująca była kolekcja ssaków australijskich, których w Polsce – ale też w większości i w Europie – nie zobaczymy:
- świetnie zachowany okaz dziobaka

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dziobak

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dziobak

- kolczatka

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - kolczatka

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - kolczatka

- wombat tasmański

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Wombat tasmański

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - wombat tasmański

- mrówkożer workowaty

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Mrówkożer workowaty
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – mrówkożer workowaty

- koala

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Koala

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - koala

- pałanka kuzu

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Pałanka kuzu
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – pałanka kuzu

A także niełaz plamisty, kanguroszczur i kangur olbrzymi:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Kangur olbrzymi

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Kangur olbrzymi

Poza tym na środku tylnej ściany znajduje się wielka gablota, w której zobaczymy grupę ośmiu ptaków, z czego siódemka to gatunki australijskie – w tym emu, kazuar i trzy gatunki kiwi.
A do tego… struś afrykański. Tak dla porównania :) .

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - wielka gablota z ptakami Australii i strusiem afrykańskim

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - wielka gablota z ptakami Australii i strusiem afrykańskim

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Kiwi brunatny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - kiwi brunatny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Kiwi mały

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - kiwi mały

Imponująca jest także kolekcja naczelnych – jest ich aż 17 gatunków – od maleńkiej sifaki, przez lemura katta, po wielkiego orangutana – na ekspozycji jest samiec i samica. Niestety, spora część małp jest w dość kiepskim już stanie, a niektóre – zwłaszcza pawian – wyglądają szczególnie kiepsko (pawian jest po prostu… paskudny).
Najlepiej prezentuje się siamang:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Siamang

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - siamang

oraz “uśmiechnięty” nosacz:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Nosacz

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - nosacz

Z innych ciekawych gatunków możemy zobaczyć m.in. japoka, kinkażu, binturonga, cywetę afrykańską, gryma, kreta japońskiego i jeża zachodniego, pandę małą, niedźwiedzia wargacza, nosorożca, tygrysa, tenreka zwyczajnego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Tenrek zwyczajny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Tenrek zwyczajny

jelaranga:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Jelarang

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - jelarang

jeżozwierza indyjskiego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Jeżozwierz indyjski

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - jeżozwierz indyjski

polatuchę:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Polatucha

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - polatucha

dydelfa północnego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Dydelf północny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dydelf północny

diugonia:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Diugoń

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - diugoń

kilka gatunków pancerników:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Pancernik

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - lancernik

leniwca:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Leniwiec

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - leniwiec

rosomaka (niestety, w nienajlepszym stanie – okaz mocno już sfatygowany i średnio do rosomaka podobny…):

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Rosomak

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - rosomak

Wreszcie trzy eksponaty wyjątkowo efektowne:

- ogromna rudawka wielka:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Rudawka wielka
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – rudawka wielka

Batman jak nic:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Rudawka wielka

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - rudawka wielka

- mrównik

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Mrównik
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – mrównik

Dopiero teraz mamy możliwość przekonać się, jak wielki jest to zwierzak. Gdy byliśmy we wrocławskim zoo, mrówniki cały dzień spały (nawet w porze karmienia) i nie mogliśmy zobaczyć ich w pełnej krasie.

- wreszcie łuskowiec stepowy, czyli pangolin – jeden z naszych ulubieńców, którego nie dane nam było jak dotąd zobaczyć, a i szanse na to są znikome…

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Łuskowies stepowy (pangolin)

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - łuskowiec stepowy (pangolin)

Jest też mrówkojad olbrzymi, niestety jest to zdecydowanie najsłabiej wykonany okaz w całym Muzeum i naprawdę wolelibyśmy go nie zobaczyć – w niczym bowiem nie przypomina naszych ukochanych mrówkojadów i zdecydowanie psuje efekt całej wystawy. Szkoda.

My tymczasem wchodzimy na piętro, gdzie wzdłuż całej sali, za szybą zobaczyć możemy ekspozycję ptaków, a w specjalnych gablotach umieszczonych przy barierce galerii znajduje się natomiast imponująca kolekcja mięczaków i owadów.

Widok z galerii na piętrze na parter sali "Świat zwierząt"

Widok z galerii na piętrze na parter sali "Świat zwierząt"

Mięczaki i stawonogi

Z mięczaków szczególnie warte obejrzenia są: przydacznica – największy małż świata i perłopławy, muszla łodzika, samica żeglarka oraz piękne i różnorodne muszle takich morskich ślimaków, jak porcelanki, rozkolce i stożki.

Wśród pokazanych na wystawie owadów szczególnie liczne są straszyki:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Straszyki

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - straszyki

chrząszcze:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Chrząszcze

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - chrząszcze

i motyle, z wieloma okazami barwnych, egzotycznych gatunków:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Motyle

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - motyle

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Motyle

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - motyle

oraz pokaźna kolekcja skorupiaków.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - kolekcja skorupiaków
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – kolekcja skorupiaków
"Obcy" jak nic!
“Obcy” jak nic!

Ptaki

Najliczniejsza grupa zwierząt eksponowana w Muzeum – na wystawie pokazano 448 gatunków ptaków reprezentujących 137 rodzin, a więc większość istniejących obecnie na Ziemi, począwszy od wielkich strusi, po najmniejszych przedstawicieli tej grupy, tj. kolibry.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Ptaki

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Ptaki

Pośród wystawionych gatunków można obejrzeć prawdziwe rarytasy: pięć gatunków już wymarłych, tj.
- alkę olbrzymią (Alca impennis) – na świecie zachowało się zaledwie 90 spreparowanych okazów, z czego 3 są własnością wrocławskiego Muzeum Przyrodniczego!

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Alka olbrzymie

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - alka olbrzymia

- gołębia wędrownego (Ectopistes migratorius) – w 1914 r. padł ostatni okaz przetrzymywany w zoo w Cincinnati. Dziś po najliczniejszym gatunku ptaka pozostały jedynie okazy muzealne.
- papugę karolińską (Conuropsis carolinensis)
- czajkę czarnoskrzydłą (Vanellus macropterus)
- kurobroda różnodziobego (Heterolocha acutirostris) – do dzisiejszych czasów zachowało się ok. 65 okazów w kolekcjach muzealnych.
Ponadto gatunki, które na wolności już niemal wyginęły – ara modra (Cyanopsitta spixii), kakapo (Strigops habroptilus), kakadu filipińska (Cacatua haematuropygia), szczudłak czarny (Himantopus novaezelandiae), kulik cienkodzioby (Numenius tenuirostris), hawajka żółtogłowa (Psittirostra psittacea), bławatniczek (Calyptura cristata).

Rarytasów jest jednak znacznie więcej – z najciekawszych okazów warto wymienić:

- kolekcję papug i sów

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Sowy i papugi
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – sowy i papugi

- pingwiny, m.in. pingwin złotoczuby i pingwin królewski

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Pingwin złotoczuby

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - pingwin złotoczuby

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Pingwin królewski

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - pingwin królewski

- dziwogony

- dzioborożce, m.in. filipiński, luzoński i karbodzioby

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Dzioborożec filipiński

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dzioborożec filipiński

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Dzioborożec luzoński

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dzioborożec luzoński

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Dzioborożec karbodzioby

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - dzioborożec karbodzioby

- tukany

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Tukany
Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu – tukany

- maskonury: maskonur i maskonur złotoczuby:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Maskonur

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - maskonur

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Maskonur złotoczuby

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - maskonur złotoczuby

Poza tym warto wspomnieć o skrzydłoszponie, karakarze czarnobrzuchej, zwisogłówce koroniastej, kondorze, kukaburze chichotliwej, pomurniku, wąsalach – czerwonogardłym i żółtookim.
Szczególnie efektownie prezentują się także:
zimorodek zwyczajny:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Zimorodek zwyczajny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - zimorodek zwyczajny

lelek:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Lelek

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - lelek

bażant diamentowy:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Bażant diamentowy

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - bażant diamentowy

tragopan plamisty:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Tragopan plamisty

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - tragopan plamisty

żabiru amerykański:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Żabiru amerykański

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - żabiru amerykański

ibis szkarłatny:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Ibis szkarłatny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - ibis szkarłatny

sekretarz:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Sekretarz

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - sekretarz

albatros wędrowny:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Albatros wędrowny

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - albatros wędrowny

marabut:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Marabut

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - marabut

Absolutnym rarytasem jest natomiast świetnie zachowany okaz hoacyna – jednego z najdziwniejszych i najbardziej niesamowitych ptaków świata, którego próżno szukać w jakimkolwiek zoo:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Hoacyn

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - hoacyn

Oprócz ptaków, na piętrze sali “Świat zwierząt” możemy zobaczyć jeszcze dwa gatunki z innych gromad zwierząt: niesamowitą hatterię:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Hatteria

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - hatteria

oraz absolutny unikat – świetnie zachowany okaz wilka workowatego:

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Wilk workowaty

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - wilk workowaty

Wilk workowaty, zwany także wilkiem tasmańskim lub tygrysem tasmańskim, to ssak z rzędu torbaczy zamieszkujący stepy i busz Tasmanii.
W 1986 roku uznano go oficjalnie za gatunek wymarły. Ostatni ze znanych okazów padł 7 września 1936 w ogrodzie zoologicznym w Hobart na Tasmanii.

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - Wilk workowaty

Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu - wilk workowaty

Kolekcja zwierząt na piętrze jest w zdecydowanie lepszym stanie niż ssaki na dole, a niektóre okazy prezentują się naprawdę świetnie.

Słowem końcowym…

Przyznajemy – piętro zwiedzamy w tempie ekspresowym, bo na parterze widać już krzątające się panie sprzątaczki, czujemy się więc zobowiązani, żeby zakończyć zwiedzanie.
Schodząc na dół zaglądamy raz jeszcze do sali “Świat roślin”, żeby pożegnać się z panią kasjerką. Wpis do księgi pamiątkowej (chyba mało kto to robi, poza tym poza nami w całym Muzeum była może z piątka zwiedzających) owocuje nieoczekiwaną pogawędką (i przyznaniem się, cośmy za jedni), dzięki czemu… dostajemy w prezencie cudownie odnaleziony w przepastnej szafie mały przewodnik po Muzeum!

Mały przewodnik po Muzeum Przyrodniczym we Wrocławiu

Mały przewodnik po Muzeum Przyrodniczym we Wrocławiu

Nieduży i trochę już nieaktualny, ale – jest! :) .
Dziękujemy i żegnamy się – jest już po 15.00, a następnego dnia mamy zaplanowaną całodniową wyprawę do zoo.
Trzeba jeszcze się zameldować w hotelu i odpocząć po podróży i intensywnym zwiedzaniu na początek trzydniowej wizyty we Wrocławiu, do którego w najbliższy piątek, 3. grudnia, ruszamy ponownie!

A jeśli chodzi o samo Muzeum – komentarz końcowy jest chyba zbędny. Niewątpliwie warto odwiedzić to trochę zapomniane i zakurzone miejsce, któremu dobrze by zrobił solidny lifting – może stworzenie jakiejś dioramy (np. z fauną Australii – wyjątkowo bogato i efektownie reprezentowaną w Muzeum), na pewno przydałaby się też większa promocja placówki, np. w porozumieniu z ogrodem zoologicznym.
Nawet w porównaniu z Salą Muzealną gdyńskiego Akwarium jest tu trochę zbyt ponuro, ciemno, cicho i zbyt… muzealnie, ale i tak poziom “zakurzenia” jest nieporównywalny choćby z poznańskim Muzeum Wiedzy o Środowisku w Starym Zoo.
Nam jednak marzy się coś na miarę nowojorskiego American Museum of Natural History, ale na taką placówkę muzealną w Polsce będziemy musieli chyba jeszcze trochę poczekać…

Epilog

I jeszcze słowo (i obraz!) na sam koniec – żeby nie było tak trochę jednak pesymistycznie – zwłaszcza w kwestii mrówkojadziej, jako załącznik do relacji z naszej lipcowej wizyty we wrocławskim Muzeum Przyrodniczym umieszczamy trzy zdjęcia spreparowanego mrówkojada olbrzymiego, którego można zobaczyć w berlińskim Museum fur Naturkunde – tak dla porównania, że jednak można (wrocławski mrówkojad to makabra, a i wypchany okaz z poznańskiego Starego Zoo pozostawia wiele do życzenia).
Zdjęcia otrzymaliśmy w prezencie od zaprzyjaźnionej redakcji portalu ZooDlaDzieci – dziękujemy!

Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)

Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)

Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)

Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)

Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)
Mrówkojad z Museum fur Naturkunde (fot. ZooDlaDzieci)

A pełną galerię zdjęć z wrocławskiego Muzeum Przyrodniczego możecie zobaczyć tutaj.

Weekendowe spotkania ze sztuką, czyli kredki + modelina = zoo :)

Ostatnio przedstawiliśmy Wam kilkanaście prac bardzo młodych “artystów”, których tematem przewodnim był – nie inaczej! – mrówkojad, dziś natomiast odważymy się pochwalić naszymi dokonaniami “twórczymi”, tyle, że nie tylko o mrówkojadach rzecz będzie.
Oto co się stanie, gdy Redakcja Mrówkojada dostanie w swoje ręce kredki, kartkę i modelinę…

Plastusiowe zoo...

Plastusiowe zoo...

To wcale nie tak, że już od dziecka na każdej lekcji plastyki lepiliśmy z plasteliny mrówkojady :) .
Skoro jednak mrówkojadomania tak nas opętała, gdzie się tylko da, tropimy wszelakie mrówkojadzie ślady i powiększamy naszą kolekcję wszelakich mrówkojadzich gadżetów. A że niestety nie ma tego jakoś szczególnie dużo, zmuszeni jesteśmy sami tworzyć różne wyroby “mrówkojadopodobne”. Niestety, co dwóch filologów, to może i wierszy sporo, ale z talentami plastycznymi gorzej…
Nie zrażamy się jednak i próbujemy – a prezentowane przez nas dzisiaj zbiory to efekt dwóch wieczorów ciężkiej, acz niezwykle przyjemnej pracy :) .
Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć zaczątek naszego plastelinowo-modelowego zoo: dwa mrówkojady olbrzymie, hipopotama karłowatego, małego tapira oraz papugę. Niestety, nie zachował się nosorożec biały (udała się tylko głowa…), ale to bynajmniej nie koniec!
Prezent w postaci pasteli zaowocował natomiast całkiem efektowną (naszym zdaniem) kolekcją rysunków zwierzaków – zresztą, oceńcie sami!
Prosimy tylko się nie śmiać (wiadomo chyba od razu, które rysunki są czyje…:).

Nosorożec biały
Nosorożec biały
Mrówkojad olbrzymi

Mrówkojad olbrzymi

Słoń afrykański

Słoń afrykański

Mały tapir anta
Mały tapir anta
Szop pracz
Szop pracz
Krokodyl nilowy
Krokodyl nilowy

Ciąg dalszy – niebawem!

Opolskie zoo w obiektywie “ZOOrro”

Już bardzo niedługo (naprawdę!) na Mrówkojadzie pojawi się obszerny materiał, poświęcony opolskiemu zoo, nieco później mamy nadzieję opublikować prawdziwą “bombę” związaną z opolskim zoo, dziś natomiast – jako mały zwiastun “opolskich wydarzeń” – prezentujemy 11 fotografii przedstawiających mieszkańców zoo w Opolu w obiektywie redaktorów tamtejszego fanzinu – “ZOOrro”, którzy dopiero co gościli na Mrówkojadzie, udzielając nam ekskluzywnego i niezwykle interesującego wywiadu.
A tak prezentuje się opolskie zoo w obiektywie ich aparatu – przyznajemy: smakowicie!

(Autorem wszystkich zdjęć jest Marcin, znany też jako 007 – współredaktor “ZOOrro”)

Puma

Puma

Panda mała

Panda mała

Gibony

Gibony

Gibon

Gibon

Goryl

Goryl

Goryl

Goryl

Lemur katta

Lemur katta

Żyrafa

Żyrafa

Ryś

Ryś

Wilk

Wilk

Wilk

Wilk

Więcej o opolskim zoo – już niebawem!

Nie taki mrówkojad straszny, jak go malują…

W naszym cyklu “Na tropie mrówkojadów” narzekaliśmy ostatnio, jak stosunkowo niewiele jest wszelkiego rodzaju grafik i rysunków, poświęconych mrówkojadom – nic to nowego, “mrówkojadzie” braki są bowiem powszechne w każdej możliwej kategorii – od filmów, przez poezje, na obrazkach kończąc.
My jednak nie marudzimy, tylko bierzemy sprawy – w tym przypadku kredki – w swoje ręce i zabieramy się do dzieła, tworząc własną galerię mrówkojadów.
Naszą twórczość zaprezentujemy Wam jednak kiedy indziej, dziś mamy bowiem zaszczyt zaprezentować niezwykłą galerię mrówkojadów, której autorami są uczniowie klasy I ze szkoły, w której ma przyjemność (niech będzie, że przyjemność :) uczyć połowa Redakcji Mrówkojada.
Oto 14 absolutnie niezwykłych i niepowtarzalnych rysunkowych mrówkojadów!

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Wszystkie rysunki powstały na czwartkowej lekcji w klasie I (czasem ma się zastępstwo u pierwszaków:), a rolę modela pełnił ulubieniec wszystkich uczniów – pluszowy mrówkojad Tadziu :) .
Jak pokazują poniższe rysunki, siedmiolatki doskonale odwzorowały w swoich pracach wiele szczegółów anatomii mrówkojadów – zwraca uwagę szczególnie świetne ujęcie specyficznego mrówkojadziego ogona. Niektóre prace są ponadto wyjątkowo oryginalne i niekonwencjonalne, dzięki czemu powstała ta oto niezwykła galeria.

Zresztą, zobaczcie sami…

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Rysunkowy mrówkojad

Wywiad z Olafem i Marcinem – ekipą opolskiego fanzinu “ZOOrro”

Dzisiaj zapraszamy Was do przeczytania wywiadu z Marcinem i Olafem, czyli z  pracownikami opolskiego ogrodu zoologicznego, a zarazem “trzonem” :) opolskiego fanzinu “ZOOrro” poświęconego opolskiemu zoo, ale także szeroko pojętej tematyce wiwaryjnej i animalistycznej (oraz wszelkim tematom, w których zakres powyższe wchodzą…). Z wywiadu dowiecie się wiele o “ZOOrro”, o pracy w zoo, co nieco o opolskim ogrodzie i o samych redaktorach. Zapraszamy do lektury!

Olaf i Marcin - redaktorzy "ZOOrro"

Olaf i Marcin - redaktorzy "ZOOrro"

Dlaczego „ZOOrro”? Macie coś wspólnego z mścicielem w masce?

Olaf:  Przy wyborze nazwy dla naszego pisma szukaliśmy czegoś, co będzie miało konotacje zwierzęce, merdało ogonem, gryzło bądź drapało. Zorro to po hiszpańsku lis, dodaliśmy jedno „O” żeby uwypuklić kontekst.

Marcin: Podobnie jak filmowy Zorro jesteśmy wyczuleni na niesprawiedliwość społeczną, krzywdę, jaka spotyka organizmy białkowe i na potencjalne cywilizacje pozaziemskie :)

Skąd w ogóle wziął się pomysł na fanzin? Mieliście za dużo wolnego czasu, czy może zaczęły was dręczyć różne pytania, na które postanowiliście szukać odpowiedzi?

Olaf:  Inspiracją dla nas było i jest niesamowite miejsce, ludzie, z którymi mamy okazję pracować a nade wszystko zwierzęta. Ogrody zoologiczne przechodzą na naszych oczach przemianę, od tragicznie utrzymanych menażerii w kierunku nowoczesnych obiektów imitujących naturalne środowisko zwierząt. Szczęśliwie, mamy swój niewielki udział w tym procesie. Zależy nam na tym, aby nasze zwierzęta miały najlepsze warunki, były właściwie żywione, miały odpowiednią opiekę weterynaryjną, a ponadto by ta ich dzika strona nie została zniekształcona przez nasze oczekiwania (jak to ma miejsce chociażby w cyrku). Podpisujemy się racicami (upss… jeszcze się wyda kim naprawdę jesteśmy :) ) pod takimi programami jak chociażby EEP, rozwijamy te idee w naszym fanzinie i co ważne, mamy możliwość na co dzień wprowadzać w czyn ich szczytne założenia.

Marcin: Tyle ideologii, w praktyce „sprowadzanie w czyn szczytnych założeń” sprowadza się do wywozu nieczystości z wybiegów, do przetykania niedrożnej kanalizacji, do….. lista jest długa :) .

Olaf: To prawda, osoby nadmiernie bujające w obłokach (niejednokrotnie idealiści z gorącym dyplomem wyższej uczelni) rezygnują po zetknięciu z szarą codziennością. Proste, powtarzane, czynności wymagają pewnych zdolności manualnych (do wideł nie ma dołączonej instrukcji obsługi); nasza praca to nade wszystko wysiłek fizyczny, łaciną operuje się w ograniczonym zakresie, i tylko po to żeby zaakcentować wypowiedź :) . Przeciętny opiekun zwierząt jest Brutti sporchi e cattivi (film Ettore Scoli), choć, nie ukrywam, zależy nam na pozytywnym wizerunku i akceptacji społeczeństwa, która się przełoży na wyższe zarobki dla naszej grupy zawodowej

Okładka 10., jubileuszowego numeru "ZOOrro"

Okładka 10., jubileuszowego numeru "ZOOrro"

Wyszło już 10 numerów „ZOOrro”. Skąd bierzecie pomysły i inspiracje do kolejnych numerów? Podpowiadają wam je krewni i znajomi czy raczej sami główkujecie? A może są ludzie z zewnątrz, którzy zgłaszają własne propozycje?

Marcin: Nasze pomysły to wynik „napięcia”, jaki panuje w sztabie redakcyjnym…  Zadziwiające, że mimo tak gruntownych różnic, potrafimy się dogadać. Olaf jest radykalnym „katolem”, w dodatku słucha free jazzu. Ja jestem ateistą zakochanym w kinie… Ale „ZOOrro” to nade wszystko grupa pasjonatów, której nie jest obojętny los zwierząt. Współpracujemy z  podobnymi maniakami również spoza naszego środowiska. To tłumaczy dlaczego momentalnie złapaliśmy kontakt z ekipą „Mrówkojada”. Cieszy nas to, że możemy się wzajemnie inspirować…

Olaf:  Pomysłów dostarcza nam rzeczywistość, ale i tzw. popkultura, sztuka „samplingu”: przetwarzamy, miksujemy, obrabiamy już gotowy materiał (np. rysunki) w zależności od tego, jaki efekt zamierzamy uzyskać:).

Opowiedzcie o „ZOOrro” czytelnikom Mrówkojada, którzy jeszcze go nie znają. Co można w nim znaleźć, jakie posiada działy, na czym się skupiacie, na co stawiacie podczas pisania?

Olaf: „ZOOrro” to fanzin miłośników opolskiego zoo. Istnieje już dwa lata, 11 numerów (prequel został wydany z numerem “O” i prawdę powiedziawszy to od jego powodzenia zależała nasza dalsza działalność. Fanzin rozszedł się momentalnie i narobił sporo zamieszania – wszystko za sprawą artykułu “krecik kontra zielone ludki” traktującym o ubraniach dla pracowników ZOO).
Najważniejszym punktem każdego wydania jest cykl „Zwierzak z okładki”, czyli charakterystyka (najczęściej jednego) mieszkańca zoo przeprowadzona przez jego opiekuna. Stała ramówka obejmuje również inne działy. W „Za płotem” umieszczamy sprawozdania z miejsc do których dotarli nasi reporterzy, to najczęściej relacje z wyjazdów do innych ogrodów, schronisk dla zwierząt, rezerwatów. O miejscach bardziej egzotycznych i ludziach, którzy podjęli trudy podróży, piszemy w cyklu: „Goście ZOOrro”. „Puzzle”, ostatnia strona, to telegraficzne newsy ze świata zwierząt i ogrodów. Na stronach fanzinu komentujemy również wydarzenia kulturalne, filmy, książki o tematyce przyrodniczej np.: strona „Zwierzęta w czterech ramach”  jest poświęcona sztuce (najczęściej malarstwu) o tematyce animalistycznej. Staramy się przemycić również trochę fachowej wiedzy z naszej dziedziny zawodowej, fragmenty prac naukowych, normy żywieniowe…

Marcin:  W swoim czasie pisaliśmy o zoonozach, sytuacji w schroniskach dla zwierząt (przy okazji dziękujemy Lidce za nieocenioną pomoc), udzielaliśmy wskazówek początkującym fotoamatorom. „Gorący temat” ma charakter interwencyjny, tutaj poruszamy problemy opolskiego ZOO. Nie zapominamy również o naszych najmłodszych czytelnikach („Mini ZOOrro”), organizujemy konkursy z nagrodami, piszemy o akcjach organizowanych na terenie ZOO . Pracownicy ogrodu mają okazję do wyrażenia swojej opinii na dowolny temat w dziale ”Hyde Park”… To także miejsce gdzie urągają sobie zwolennicy/przeciwnicy ewolucji :) .

Marcin z Lidką - Berlin

Marcin z Lidką - Berlin

Olaf: Dodam, że koperty na płyty CD odręcznie robi nasza koleżanka Ania Śliwa.

Czy możecie nam zdradzić pomysły na nadchodzące numery? Zamierzacie wprowadzać jakieś zmiany?

Olaf: Wciąż szukamy osób, które podejmą się edycji dwu niezwykle ważnych tematów. Pierwszy to „Historia opolskiego zoo” uwzględniająca archiwalia: zdjęcia, wycinki prasowe, wspomnienia byłych i obecnych pracowników itp. Drugi cykl, który może mieć dużą wartość poznawczą, to „szkolenie uchatek”. Czytelnicy będą mogli dowiedzieć się, czemu służy tego typu tresura, poznać komendy wydawane zwierzętom, obejrzeć rysunki. Planujemy również wystawę makrofotografii stawonogów na terenie ogrodu w oprawie dźwiękowej naszego kolegi Andrzeja Mastalerza. Do gazetki w postaci elektronicznej na CD chcielibyśmy dodawać krótkie filmy o naszych zwierzętach. Z myślą o festiwalu „Opolskie Lamy” planujemy dokument o naszym koledze Zdzisławie Basińskim, wieloletnim pracowniku ogrodu… Oczywiście nie obiecujemy, że te pomysły zostaną zrealizowane. Barierą jest nasz ograniczony budżet, obowiązki zawodowe i rodzinne. Wszystko robimy za własne pieniądze i w czasie wolnym od pracy…

Marcin: Każda osoba, która decyduje się z nami współpracować (teksty, filmy, fotki itp.), wnosi coś nowego. Tak naprawdę, to nowi współpracownicy „ZOOrro”, goście i pasjonaci zoo wyznaczą kierunek zmian. Chętnych zapraszamy do współpracy!

Olaf i słonie - zoo Berlin

Olaf i słonie - zoo Berlin

Wielu czytelników Mrówkojada jest zainteresowanych dotarciem do Waszego fanzinu. Jak można kupić „ZOOrro”? Planujcie może jakąś szerszą dystrybucję?

Olaf : „ZOOrro” jest wyrazem naszej fascynacji miejscem i zwierzętami, z jakimi mamy szczęście przebywać. Czasopismo pierwotnie powstało z myślą o pracownikach opolskiego zoo.  Większość materiału ma swoich adresatów, np.: „haiku” tworzymy z myślą o pielęgniarzu i jego podopiecznym. Podejrzewam, że część artykułów może być niezrozumiała dla kogoś spoza opolskiego zoo, niemniej gazetka ma charakter popularyzatorski i nie widzę przeszkód, żeby trafiła w ręce osób, które chcą z nami dzielić wspólną pasję. Uważam, że zainteresowani mają prawo wiedzieć, co się dzieje w placówkach publicznych o komercyjnym charakterze. Jawność może się tylko przysłużyć zoo.

Marcin: Na łamach naszego fanzinu może wypowiedzieć się każdy i – siłą rzeczy – poziom ukazujących się tekstów też jest bardzo różny. Zupełnie świadomie stawiamy na „spontan”, nie oglądamy się na styl i poprawność. Współpracujemy z ludźmi z przeróżnych środowisk. Podtrzymujemy kontakty z osobami, które mają okazję podglądać naturę w jej niezmienionym kształcie (cykl podróżniczy ”Goście ZOOrro”). Przy okazji zachęcamy wszystkich do dzielenia się wiedzą i spostrzeżeniami na temat ogrodów zoologicznych…

Olaf: Odpowiadając na pytanie: Nie przewidujemy większej dystrybucji. Chętni, w celu pozyskania gazetki (jedynie w postaci płyty CD) mogą kontaktować się z nami drogą mailową. Nie pobieramy z tego tytułu żadnych opłat, jedynie koszt wysyłki i czystej płyty.

A tak odchodząc na moment od „ZOOrro” – skąd w ogóle wzięliście się w zoo?

Marcin: Jesteśmy oryginałami pozyskanymi z wolności. Złapaliśmy się – jak niegdyś odkrywcy dzikich lądów – na przynętę łatwego zarobku i możliwość przeżycia egzotycznej przygody.

Olaf: I podobnie jak oni doświadczyliśmy rozczarowania, goryczy porażki, chwil grozy, ale i cudownych momentów uniesień. Chwile radości wiążą się najczęściej z narodzinami zwierząt, następnie z ich odchowem i, w przypadku programów reintrodukcji, powrotem do naturalnego środowiska.

Marcin: Dział techniczny może się twórczo wyżyć przy budowie nowych obiektów na terenie zoo. Dyrektor opolskiego zoo Lesław Sobieraj ceni sobie własną inicjatywę i zaangażowanie.

Jak wygląda praca w zoo? Przychodzicie rano do pracy, widły w dłoń i do roboty?

Olaf: Na początku jest rozprowadzenie, czyli podział obowiązków. W naszym zawodzie wymagana jest pewna elastyczność, dobrze, gdy pracownicy potrafią ogarnąć wymiennie kilka odcinków np.: praca w kuchni i na terenie „Afryki”. Następnie trzeba dokonać „obchodu”, to jest sprawdzić stan obiektu, liczbę i kondycję zwierząt. Dla doświadczonego opiekuna pewne szczegóły jak np.: pozostawione resztki jedzenia, luźny kał itp. mogą być sygnałem, iż dzieje się coś niedobrego ze zwierzakiem… Do momentu otwarcia ogrodu staramy się wykonać najważniejsze prace porządkowe na terenie „otwartym”. Po południu jest karmienie, tzw. show w wyznaczonych godzinach (osoby zwiedzające mają również możliwość uczestniczenia w tej części programu). Równocześnie prowadzone są typowe dla konkretnego gatunku zwierząt prace hodowlane, gospodarcze i porządkowe na zapleczu…

Redakcja "ZOOrro" z ekipą "Mrówkojada" podczas naszej czerwcowej wizyty w Opolu (od lewej: Marcin, Natka, Wojtek, Olaf)

Redakcja "ZOOrro" z ekipą "Mrówkojada" podczas naszej czerwcowej wizyty w Opolu (od lewej: Marcin, Natka, Wojtek, Olaf)

Marcin: Nasza praca charakteryzuje się dużą różnorodnością, każdy dzień jest inny. To nie jest sztywny gorset złożony z tych samych czynności. Nasz zawód wiąże się również z pewnym ryzykiem. BHP-owiec ma niełatwy orzech do zgryzienia w takiej placówce (pozdrawiamy Panią Reginę). Trzeba zachować dużą ostrożność. Partnerzy pracujący razem muszą liczyć na siebie, inaczej łatwo o wypadek. Istnieje dość cienka granica między rutyną a ryzykiem, między geniuszem a wariatem… Pamiętam gościa, który zamierzał wstawić sowie sztuczne oko. Na szczęście dla zwierząt zrezygnował z pracy i poszedł na studia :) .

Olaf: Dzikie zwierzęta, kierują się inną logiką niż my ludzie. Dobry pielęgniarz to osoba, która potrafi słuchać, patrzeć i uczyć się od nich – nie na odwrót.  Sukces hodowlany to wynik bardzo subtelnej komunikacji pomiędzy zwierzęciem a jego opiekunem. Jest to zjawisko nie do końca zrozumiałe i na swój sposób piękne…

Jak z punktu widzenia pracowników opolskiego zoo oceniacie jego miejsce na tle pozostałych polskich ogrodów zoologicznych?

Olaf: No cóż, mamy mentalność kiboli. Nawet, gdy inni mają lepsze wyniki, większe pieniądze, sponsorów, „zawodników” będziemy się upierać że Opole to numer jeden.

Marcin: Czy na temat roli PZPN-u też można się wypowiedzieć? :)

Czy wśród opolskich zwierząt macie „swojego mrówkojada”, jakiegoś ulubionego zwierzaka?

Olaf: Większość pracowników ogrodu to pasjonaci zwierząt, każdy z nas ma swojego ulubieńca, a niektórzy zostają specjalnie stygmatyzowani – wybrani przez zwierzaka. To jest dopiero coś, zostać zaakceptowanym przez, na przykład, olbrzymiego słonia! Przy okazji, poruszacie ciekawe zagadnienie. Kwestia oswajać nie oswajać/odchowywać sztucznie bądź pozostawić własnemu losowi zwierzęta dzieli pracowników zoo, na dwa podejrzliwie spoglądające ku sobie obozy (nawet redakcja „ZOOrro” nie ma w tej sprawie jednomyślnego stanowiska). Jest sporo argumentów, popartych praktyką, przemawiających za jedną, jak i drugą postawą. Nie chcę się specjalnie rozwodzić nad tą kwestią, jest to temat na osobny artykuł (poruszaliśmy ten problem niejednokrotnie na łamach „ZOOrro”). W każdym razie, okazywany zwierzakom dystans wcale nie musi świadczyć o braku miłości do nich. To ważne żeby np.: wilk miał szansę pozostać wilkiem, żeby zachowanie drapieżnika nie przypominało kokieterii yorka… Niejednokrotnie, dla dobra zwierząt trzeba przyjąć określoną postawę, bez względu na  sympatie i  preferencje.

Marcin: Wszyscy pamiętamy co się działo w Niemczech z osławionym „Knutem”. Historia niedźwiadka, niemal podzieliła Niemcy na dwie osobne republiki :) .

Knut - niedźwiedź polarny, który niemalże podzielił Niemcy

Knut - niedźwiedź polarny, który niemalże podzielił Niemcy

My sercem jesteśmy zawsze z poznańskim Ogrodem Zoologicznym, ostatnio urzekła nas Oliwa, ale to opolski ogród uważamy za najlepszy z tych, które do tej pory widzieliśmy. Zawsze może być jednak lepiej… Powiedzcie, czego Wam brakuje, co byście zmienili w opolskim zoo?

Olaf: Brakuje nam Waszego dystansu:). Mimo lokalnych sympatii jesteśmy też bardzo krytyczni jeśli idzie o nasze podwórko…  Za uznanie dziękujemy w imieniu osób sprawujących bezpośrednią opiekę nad zwierzętami. Gratulacje należą się nade wszystkim tym, którzy od lat realizują wizję Dyrekcji i Kierownika Do Spraw Hodowlanych Pana Krzysztofa Kazanowskiego. W cyklu: „Wywiad czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć  o … ale boicie się zapytać” przybliżamy czytelnikom sylwetki tych cichych bohaterów :) .

Marcin: Jest sporo takich rzeczy. Pewnie większość zostaje na etapie projektu, w biurze urzędników. Zdaniem redakcji „ZOOrro” w pierwszej kolejności powinny zostać rozbudowane woliery ptaków (w tym ptaków drapieżnych – orłów/kondorów), które całe swoje piękno oddają w trakcie lotu.

Jak zachęcilibyście naszych czytelników do odwiedzenia opolskiego zoo?

Olaf: Czytelnicy „Mrówkojada” to również miłośnicy ogrodów zoologicznych, nie ma potrzeby ich specjalnie zachęcać :) .

Marcin: To nieprawda, że zwierzęta nie przeklinają. Chcesz się o tym przekonać, wpadnij do naszego zoo, nie tylko w wigilię!

Czy ma coś do powiedzenia...? Przekonajcie się w Opolu!

Czy ma coś do powiedzenia...? Przekonajcie się w Opolu!

Dzięki za rozmowę. Czego możemy Wam życzyć na koniec?

Olaf: „ZOOrro” ma charakter sztubacki, jest rozprowadzane drogą pantoflową i trafia do najzagorzalszych fanów. Niemniej, marzy nam się większe, komercyjne wydanie, z profesjonalną korektą, na dobrym papierze; taki „the best of” – złożony z najciekawszych artykułów, dostępny dla każdego gościa opolskiego ZOO.

I tego Wam życzymy! :) Może chcecie na koniec powiedzieć coś naszym czytelnikom? :)

Marcin: Mrówkojad to najlepsza strona poświęcona ogrodom zoologicznym w tym kraju! My jesteśmy jej stałymi gośćmi. Dzięki niej wiemy jakie są oczekiwania ludzi odwiedzających zoo, w jakim kierunku powinny iść zmiany w tych placówkach, jakie zwierzęta chcecie oglądać…

Olaf: Natalia i Wojtek mają świetny styl i poczucie humoru. No i dzięki nim wiemy jakie zwierzę jest najpiękniejsze w zoo:)

Mrówkojad w kąpieli – “ZOOrro” na zwiadach w Berlinie…

Już w tym tygodniu na “Mrówkojadzie” ukaże się od dawna oczekiwany wywiad z redakcją jedynego w Polsce fanzinu poświęconego ogrodowi zoologicznemu – opolskiemu “ZOOrro”, a dziś – w ramach małego zwiastuna wywiadu – prezentujemy Wam małą fotorelację z kąpieli jednego z berlińskich mrówkojadów olbrzymich, którą wykonali i specjalnie dla nas przywieźli z Berlina nasi opolscy przyjaciele.
Dziękujemy i – dzielimy się :) .

(Zdjęcia wykonała ekipa “ZOOrro” podczas “pracowniczej” wyprawy do berlińskiego zoo latem tego roku – więcej w najnowszym “ZOOrro“!)

Wejść, czy nie wejść...

Wejść, czy nie wejść...

Najpierw ogon...

Najpierw ogon...

Prawa strona...

Prawa strona...

Pazury...

Pazury...

Przygotować się do pełnego zanurzenia!

Przygotować się do pełnego zanurzenia!

No i już po wszystkim, idę się wysuszyć...

No i już po wszystkim, idę się wysuszyć...

“The Best of…”. Wybieg wari rudych we Wrocławiu

To jedna z najlepszych rzeczy ze wszystkich, które widzieliśmy w polskich ogrodach zoologicznych. We wrocławskim zoo tuż przy pawilonie Madagaskaru znajduje się wybieg wari rudych, który przecięty jest ścieżką dla zwiedzających.

Wari na wyciągnięcie ręki

Wari rude na swoim wybiegu - Ogród Zoologiczny we Wrocławiu

Wari rude na swoim wybiegu - Ogród Zoologiczny we Wrocławiu

Po wyjściu z pawilonu Madagaskaru we wrocławskim zoo trafiamy w wyjątkowe miejsce – na wybieg wari rudych, który od odwiedzających odgrodzony jest tylko drewnianymi barierkami przy ścieżce. Lemury jednak nic sobie z tego ogrodzenia nie robią, przysiadają na poręczach, przypatrują się swoim gościom, zaczepiają ich, nadstawiają się do głaskania i pozują do zdjęć.

Zrób mi zdjęcie, jestem tak piękny!

Zrób mi zdjęcie, jestem tak piękny!

My, zwiedzający, musimy jednak pamiętać o tym, że lemurów nie powinniśmy dotykać (choć wiemy, jak trudno jest się tego trzymać!) a absolutnie nie wolno nam ich niczym karmić ani czegokolwiek im podsuwać! Nie ma to jednak przecież znaczenia, bo i tak nie znajdziemy wiele miejsc, w których moglibyśmy spotkać się z tak atrakcyjnym zwierzakiem jak wari rudy oko w oko. W Polsce to jedyny taki wybieg. Kiedy byliśmy we wrocławskim zoo, wari zrobiły na nas większe wrażenie niż rozleniwione hipopotamy, śpiące mrówniki czy szympansy z prostego powodu – otrzymaliśmy możliwość spotkania się z nimi, niemalże dotknięcia, podziwiania z odległości kilku centymetrów.

Bliskie spotkanie z wari rudym

Bliskie spotkanie z wari rudym

Wrocławskie zoo na wybiegu wari  zrobiło coś, na czym powinny skupić się też inne ogrody – zminimalizowało bariery oddzielające zwierzę od człowieka. Wiemy, że nie każde zwierzę można odgrodzić płotkiem czy drewnianą barierką i dać mu możliwość biegania nam pod nogami czy wdrapywania się na ramiona. Jak jednak pokazał przykład wrocławskiego zoo – niektóre zwierzęta można tak wyeksponować beż najmniejszej szkody dla nich. Stają się wtedy ogromną atrakcją, a zwiedzającym dają mnóstwo radości.

Mleczna sowa i inni – nowe zwierzaki w opolskim zoo

Ostatnie tygodnie obfitowały w opolskim zoo w prawdziwy najazd nowych mieszkańców. Do najciekawszych nowych nabytków należy niewątpliwie niezwykła sowa mleczna (Bubo lacteus), której dotychczas nie można było zobaczyć w Opolu.

Sowa mleczna - Zoo Opole (fot. Olaf)

Sowa mleczna w porze obiadowej... - Zoo Opole (fot. Olaf)

Nowa sowa w opolskim zoo to tak naprawdę puchacz mleczny (Bubo lacteus), popularnie zwana właśnie sową mleczną. Jest to samiec, który do Opola przyjechał z ogrodu zoologicznego w belgijskiej Antwerpii. Z tego samego źródła opolskie zoo ma obiecaną także samicę.
Sowa trafi do woliery zewnętrznej dopiero na wiosnę (zwiedzający nie mogą jej oglądać w tej chwili) – ze względu na niskie temperatury, zimą przebywa ona w ogrzewanym pomieszczeniu.
Opolskie zoo już od dawna zabiegało o sowę mleczną – dotychczas w zoo znajdowało się jedenaście wolier dla sów, dwunasta zaś czekała pusta – do teraz.
Obecnie jest to jedyny okaz tego gatunku w polskich ogrodach zoologicznych, nigdy wcześniej nie było jej także w opolskim zoo. Sowy mleczne nie są też zbyt liczne w europejskich ogrodach zoologicznych – jest ich raptem 26.

Sowa mleczna jest największą afrykańską sową i trzecią na świecie. Pozornie przypomina puchacza, różni się jednak od niego charakterystycznym ubarwieniem – ma szarobłękitne cętki, czarne oczy i ogromne uszy.

Nie jest to jednak jedyny nowy nabytek opolskiego zoo. W ostatnim jesiennym transporcie zwierzaków, który miał miejsce 18 listopada, przyjechały tu także dwie pójdźki ziemne, cztery ibisy szkarłatne, ara zielona i wari rudy.

The best of… Czyli to, co najlepsze w polskich ogrodach zoologicznych

Chociaż każdy z nas ma swój ulubiony polski ogród zoologiczny często jest tak, że – mimo wszystko – dostrzega w nim różne wady. Nie ma w Polsce ogrodu idealnego, który spełniałby wszystkie nasze oczekiwania, o którym jednoznacznie można by powiedzieć, że nie brakuje mu absolutnie niczego. Jeżeli jednak będziemy patrzeć na polskie ogrody pod kątem tego, że czegoś im brakuje, że są niedoskonałe – nigdy nie wygrzebiemy się z ogromu kompleksów zoologicznych. Dlatego postanowiliśmy spojrzeć na sprawę z drugiej strony i uwzględnić

to, co najlepsze w ogrodach zoologicznych,

czyli szereg rzeczy wspaniałych, nowoczesnych wybiegów, pomysłowych rozwiązań, zaskakujących przedsięwzięć, inwestycji przyjaznych zwierzętom i ludziom, ułatwiających życie mieszkańcom zoo i jego gościom.

Z tak bliska lemura zobaczymy tylko we Wrocławiu

Z tak bliska wari zobaczymy tylko we Wrocławiu

Dlatego teraz chcemy skupić się na tym, co jest najlepsze w polskich ogrodach. Cykl “The Best of… Czyli to, co najlepsze w polskich ogrodach zoologicznych” opierać się będzie na niedługich notkach skupiających się na jednym motywie z jakiegoś ogrodu – raz będzie to wybieg lub woliera, raz odpowiednia ekspozycja, kiedy indziej jakiś element infrastruktury, ciekawe rozwiązanie architektoniczne. Będziemy pisać o rzeczach, z których jesteśmy dumni w polskich zoo, które są – naszym zdaniem – godne naśladowania. I wiemy, że z tygodnia na tydzień tematów do notek będziemy mieć więcej!

Tym tunelemw opolskim zoo dotrzemy do nietypowego punktu widokowego przy wybiegu wilków - możemy je bowiem obserwować z poziomu... gruntu

Tym tunelem w opolskim zoo dotrzemy do nietypowego punktu widokowego przy wybiegu wilków - możemy je bowiem obserwować przez szyby z poziomu... gruntu

Czekamy również na Wasze propozycje, krótkie artykuły, zdjęcia. Przesyłajcie je na naszego maila (czipsy.dwa@gmail.com). Już niedługo zapraszamy do pierwszej odsłony cyklu “The Best of… Czyli to, co najlepsze w polskich ogrodach zoologicznych” :) .