Po intensywnych a wyczerpujących w lekturze relacjach z naszego pobytu w oliwskim zoo, postanowiliśmy dzisiaj uraczyć Was lekturą nieco lżejszą i z nieco innej beczki.
Choć…może wcale nie aż tak odległej – w końcu Mrówkojad to filolog z urodzenia, a i od zwierzaków wcale się nie uwolnimy
.
Oto kolejna propozycja z naszej “Czytelni Mrówkojada”:

Stanisław Barańczak, "Zwierzęca zajadłość"
Stanisław Barańczak wielkim poetą jest!
Kto chodził do szkoły, ten nie wie, bo i w szkole o Stanisławie Barańczaku albo się nie mówi (bo czasu nie ma), albo też i mówi niewiele (bo czasu jest tylko trochę).
A tak się składa, że prowokacyjne stwierdzenie z nagłówka prawdy w sobie zawiera wiele, bo i trudno znaleźć w XX-wiecznej polskiej poezji talent, który barańczakowemu mógłby dorównać.
Nie będziemy tu pisać o bogatej a barwnej biografii poety ani charakteryzować jego twórczości – nie miejsce tu też na takie wypisy, choć wiedzieć warto, że lepszego tłumacza literatury anglosaskiej w Polsce to ze świecą szukać, a w zacnym gronie poetów lingwistycznych miejsce już ma poczesne! Nie o tym jednak!
My – jak na zwierzomaniaków przystało – skupimy się na jego twórczości, nazwijmy to – zwierzęcej, a ta jest niezwykle bogata i nieprzeciętna.
Ba! – toż arcydzieła małe są, zresztą, zobaczycie sami!
A na pierwszy ogień – choć niezręcznie zabrzmieć to trochę może w kontekście literatury – idzie niewielki i niepozorny, ale przezabawny i rewelacyjnie zilustrowany tomik p.t. Zwierzęca zajadłość – z zapisków zniechęconego zoologa.

Stanisław Barańczak, "Zwierzęca zajadłość"
Słów kilka o “Zwierzęcej zajadłości…”
Zwierzęca zajadłość – z zapisków zniechęconego zoologa, to stosunkowo skromny (48 stron) tomik poetycki, zawierający 29 zabawnych wierszy o zwierzętach opatrzonych rewelacyjnymi rysunkami Wojciecha Wołyńskiego.
Tomik skomponowany jest na zasadzie zwierzęcego alfabetu – każdej literze przysługuje jedno zwierzę (wyjątkiem jest tu litera K – uprzywilejowana aż dwoma zwierzakami, co zresztą autor skwapliwie tłumaczy), a każdemu opisanemu zwierzakowi towarzyszy genialna ilustracja, tworząca z tekstem poetyckim jedną całość, a nie będąca jedynie dodatkiem do wiersza. Co jest zresztą zabiegiem u Barańczaka dość powszechnym.
Dość gadania jednak, o poezji się nie pisze, tylko ją czyta. Podobnie jest w przypadku rysunków, dlatego oddajemy głos samemu Stanisławowi Barańczakowi, a ołówek Wojciechowi Wołyńskiemu i życzymy przyjemnej lektury – poniżej kilka wybranych utworów z tomiku, naszym zdaniem – najlepszych!
(wszystkie teksty i ilustracje za: Stanisław Barańczak, Zwierzęca zajadłość – z zapisków zniechęconego zoologa. Poznań 1991.)
Dziobak
Jedno wam powiem na temat Dziobaka:
Przyroda nie zna większego Dziwaka.
Z uwagi na obecność Dziatwy
Opis Szczegółów nie jest łatwy,
Ale wierzcie: to ni Pies, ni Sobaka.

Dziobak (rys. Wojciech Wołyński)
Pancernik
Ssak nazywany Pancernikiem
Nie wdaje się w Rozmowy z Nikiem.
Pancerzem tak się opancerza,
Że zlekceważy i Papieża.
Warknie najwyżej: “Czego Pan chcesz?!”
I znowu schowa się pod Pancerz.
Jeśli choć Zelży nas Pancernik,
Będzie to już Sukcesu Miernik.

Pancernik (rys. Wojciech Wołyński)
Szop pracz
Stop!
Patrz:
Szop
Pracz.
No już, nie bądźmy nachalni,
Pozwólmy mu pójść do Pralni.

Szop pracz (rys. Wojciech Wołyński)
Ślimak
Brakuje mi u Ślimaka
Czegoś w rodzaju Śliniaka.
Jak Niemowlę, urzeka nas Wdziękiem i Luzem,
Tylko że ono ocieka Śliną, a Ślimak Śluzem.

Ślimak (rys. Wojciech Wołyński)
Tapir
Na widok pyska Tapira,
Chęć Życia mnie wręcz rozpira:
Kondycja Ludzka – zgoda – to rzecz nader niska,
Ale przynajmniej nie ma się takiego pyska.

Tapir (rys. Wojciech Wołyński)
Tyle na dziś, a jeśli chcecie więcej – to już wiecie gdzie szukać.
A już wkrótce:

Stanisław Barańczak, "Zupełne zezwierzęcenie"
Swoją drogą istnieje jakaś szansa, że powrócą raporty tygodniowe z polskich ogrodów zoologicznych?
Wspominaliście o tym dlaczego ich nie ma(brak czasu, multum innych artykułów), ale przyznam szczerze że trochę ich tu brak.
Może znajdzie się na to jakieś rozwiązanie.
Popieram ;] Tej części mi chyba najbardziej brakuje
Sezon się kończy – pracy mniej. Mam nadzieję, że raporty powrócą.
Sezon w zoo – prawda, kończy się, ale sezon pracowniczy (w szkole) dopiero się rozkręca, więc na poprawę byśmy jakoś szczególnie nie liczyli
.
.
Ale postaramy się! A dziś powinna się ukazać Twoja relacja z Drezna – właśnie siadamy do “obróbki”
Nic nie obiecujemy – bo zawsze nam się potem za to obrywa – ale spróbujemy…:)
Mam propozycję, żeby się podzielić (np. na tygodnie) i każdy by przeszukał wszystkie strony. Może coś by z tego było ? Przeszukanie wszystkich stron na prawdę zajmuje sporo czasu. A tak z ciekawości, czy obróbka tekstu i zdjęć na stroną zajmuje dużo czasu ?
Już skończyliśmy
. Teksty naszych korespondentów są coraz lepsze więc i pracy mamy z nimi coraz mniej, poza tym staramy się w nie zbytnio nie ingerować. A Twoje fotki są akurat zwykle gotowe do wrzucenia, więc też nie ma problemu.
A jeśli chodzi o taką relację z Oliwy – to jest to bite 10 godzin pracy…